rozwińzwiń

Nie mieszkam w igloo

Okładka książki Nie mieszkam w igloo autora Adam Jarniewski, 9788328709478
Okładka książki Nie mieszkam w igloo
Adam Jarniewski Wydawnictwo: Muza literatura podróżnicza
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Data wydania:
2018-05-16
Data 1. wyd. pol.:
2018-05-16
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328709478
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nie mieszkam w igloo w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Nie mieszkam w igloo



książek na półce przeczytane 1312 napisanych opinii 1115

Oceny książki Nie mieszkam w igloo

Średnia ocen
7,3 / 10
291 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nie mieszkam w igloo

avatar
1165
985

Na półkach: ,

Bardzo ładne zdjęcia.
Nie chciałabym krytykować książki, bo autor opisuje swoje życie na Grenlandii, takie jakie jest. Ale jakoś tak wychodzi, ze miałam po prostu kiczowate wyobrażenie o tamtym życiu; w sensie psie zaprzęgi, biel, przestrzeń, natura.
I zwyczajnie przykro mi było, po przeczytaniu, ze to była tylko taka moja iluzja.

Bardzo ładne zdjęcia.
Nie chciałabym krytykować książki, bo autor opisuje swoje życie na Grenlandii, takie jakie jest. Ale jakoś tak wychodzi, ze miałam po prostu kiczowate wyobrażenie o tamtym życiu; w sensie psie zaprzęgi, biel, przestrzeń, natura.
I zwyczajnie przykro mi było, po przeczytaniu, ze to była tylko taka moja iluzja.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
365
158

Na półkach:

Mimo, że Grenlandia nie jest ciepłym klimatycznie miejscem to to jest bardzo ciepła i szczera opowieść pokazująca realia życia na wcale nie tak dalekiej Grenlandii. Piękne zdjęcia

Mimo, że Grenlandia nie jest ciepłym klimatycznie miejscem to to jest bardzo ciepła i szczera opowieść pokazująca realia życia na wcale nie tak dalekiej Grenlandii. Piękne zdjęcia

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2768
188

Na półkach: , , ,

Za sprawą pewnego ryżego perukarza z USA o Grenlandii jest dziś głośno. W największy popłoch wpadli dziennikarze, bo żeby o jakimś kraju/regionie cokolwiek powiedzieć/napisać, to trzeba coś o nim wiedzieć, i suche definicje z Wikipedii tu nie wystarczą. Tak więc pismaki, ale myślę, że nie tylko oni, rzucili się na książki w języku polskim opisujące Grenlandię. Oczywiście nie chodzi o "Anaruka, chłopca z Grenlandii", bo to dziełko powstało niemal 100 lat temu. Najlepiej gdyby o tej wyspie napisał jakiś współczesny Polak, który tam zamieszkał. I bang! Jest taki gość. Nazywa się Adam Jarniewski i od 19 lat mieszka w Sisimiut, na zachodzie Grenlandii. Mało tego, ten człowiek popełnił nawet 2 książki. Nic zatem dziwnego, że cena niszowych onegdaj publikacji skoczyła do absurdalnych rozmiarów. Za debiut literacki Jarniewskiego, historię "Nie mieszkam w igloo. Dekada życia na Grenlandii" na największym polskim portalu aukcyjnym trzeba zapłacić... 180 zł, wiedząc przy tym, że jest to egzemplarz używany. Pytanie, czy warto? Moim zdaniem nie.
O ile literacko nie ma co oczekiwać arcydzieła, i słusznie, bo przecież nikt od anonimowego do tej pory nauczyciela niemieckiego z Kaszub nie oczekuje by w opisach przyrody dorównał np. Reymontowi, to informacyjnie jest bryndza. Taka grenlandzka bryndza, choć z książki nie dowiemy się, czy miejscowi w ogóle jadają ser. Przeczytamy natomiast peany na temat polowania (a więc i zabijania!) na zwierzęta i tego, jak to wspaniale gdy facet zapewnia taki pierwotny wikt swojej rodzinie. Do tego zachwyty nad skuterami śnieżnymi, łodziami i wszelakim podobnym sprzętem. Problem w tym, że pochodzący z zadupia autor jest po prostu samcem alfa, a z tymi osobnikami nigdy nie było mi po drodze. Podobnie jak z osobami utyskującymi na duże miasta i lubiącymi żyć na kompletnym zadupiu, w domkach przypominającymi z zewnątrz kolorowe sławojki.
O samych Grenlandczykach jest w tej publikacji niewiele, np. nie znalazłem nic na temat tego jaki procent ludzi bardziej przypomina jasnowłosych Duńczyków a jaki rdzennych mieszkańców. O kuchni jest sporo, bo samce alfa uwielbiają jeść, a najlepiej jeść to, co sami upolują, natomiast mnie kulinaria mało interesują.
W "Nie mieszkam w igloo" znalazłem także dwa antyislamskie fragmenty, co idealnie wpasowuje się w charakterystykę polskiego macho (zakompleksiony typek bojący się tego, czego nie zna, bo poznać nie chce). Radość z tego, że pewnemu Turkowi z Nuuk nie udało się utrzymać lokalu serwującego całą dobę pizzę jest po prostu żenująca i jak najbardziej zbyteczna. Podobnie arcydziwne jest zamieszczenie na końcu książki rozmowy z jakimś lokalnym zespołem rockowym, zwłaszcza, że w całym tekście Jarniewski zaledwie kilka razy krótko wspomniał o preferencjach muzycznych miejscowych. Publikacji bronią za to zamieszczone zdjęcia, i tu dużym plusem jest to, że samego autora widzimy na nich jak najmniej.
Podsumowując, do końca zeszłego roku "Nie mieszkam w igloo" było książką niszową, dla koneserów lub ogólnie ludzi, którzy chcą liznąć jakiś temat. Ale nie jest to publikacja, z której moglibyśmy czerpać autentyczną wiedzę na temat współczesnej Grenlandii. Chyba, że jesteśmy fanami polowań i coniedzielnego chodzenia do kościoła.

Za sprawą pewnego ryżego perukarza z USA o Grenlandii jest dziś głośno. W największy popłoch wpadli dziennikarze, bo żeby o jakimś kraju/regionie cokolwiek powiedzieć/napisać, to trzeba coś o nim wiedzieć, i suche definicje z Wikipedii tu nie wystarczą. Tak więc pismaki, ale myślę, że nie tylko oni, rzucili się na książki w języku polskim opisujące Grenlandię. Oczywiście...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

677 użytkowników ma tytuł Nie mieszkam w igloo na półkach głównych
  • 341
  • 322
  • 14
84 użytkowników ma tytuł Nie mieszkam w igloo na półkach dodatkowych
  • 38
  • 13
  • 12
  • 6
  • 6
  • 5
  • 4

Inne książki autora

Adam Jarniewski
Adam Jarniewski
Urodził się w Elblągu, w Poznaniu studiował germanistykę. W Polsce pracował jako nauczyciel. Ożenił się z Eskimoską i mieszka w Sisimut, drugim co do wielkości mieście Grenlandii. Pisze książki podróżnicze o Grenlandii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc Maciej Brencz
Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc
Maciej Brencz
Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc Autor: Maciej Brencz Moja ocena: 8/10 „Farerskie kadry” to bardzo udany reportaż, który – mimo prostoty języka – skutecznie przenosi czytelnika w rzeczywistość jednej z najbardziej osobliwych i niedostępnych przestrzeni Europy. Maciej Brencz przedstawia Wyspy Owcze w sposób wyjątkowo obrazowy, nie tylko dzięki opowieściom, ale również za sprawą licznych, świetnie dobranych fotografii, które stanowią integralny element tej publikacji. Książka została starannie wydana – twarda oprawa, wysokiej jakości papier oraz bogaty materiał ilustracyjny czynią z niej prawdziwą przyjemność nie tylko dla umysłu, ale i dla oka. To publikacja, którą z przyjemnością bierze się do ręki – estetyczna, solidna i dobrze przemyślana pod względem graficznym. Autor podzielił treść na tematyczne rozdziały – swoiste „kadry”, jak sam je nazywa – dzięki czemu opowieść o Wyspach Owczych nabiera formy mozaiki, składającej się z fragmentów życia, historii, obyczajów, obserwacji i osobistych refleksji. Brencz nie narzuca jednej narracji – pozwala każdemu z tematów wybrzmieć we własnym rytmie. Jego podejście do bohaterów i miejsc jest pełne szacunku i uważności, a przy tym pozbawione nachalnej egzotyki. Farerska codzienność – z jednej strony przewidywalna w swej surowości, a z drugiej zupełnie nieprzewidywalna ze względu na kaprysy przyrody – została przedstawiona w sposób niezwykle sugestywny. Autor zręcznie uchwycił unikalny klimat tego miejsca, z jego izolacją, rytmem wyznaczanym przez naturę i specyficzną kulturą lokalną. To książka dla tych, którzy pragną choć na chwilę oderwać się od codziennego zgiełku i przenieść w świat zupełnie inny – spokojny, wyciszony, pełen prostoty i wewnętrznego porządku. Dla wielu czytelników może to być nie tylko literacka podróż, ale również doświadczenie kontemplacyjne. Zdecydowanie polecam tę publikację – zarówno osobom zafascynowanym Skandynawią i Północą, jak i tym, którzy po prostu szukają dobrze napisanej, pięknie wydanej i wciągającej opowieści o miejscu, gdzie – jak sugeruje autor – „owce mówią dobranoc”. ** 16:41 * 27.07.2025 * 64/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na88 miesięcy temu
Ostatni pustelnik. 27 lat samotności z wyboru Michael Finkel
Ostatni pustelnik. 27 lat samotności z wyboru
Michael Finkel
Zazwyczaj mam spory problem z kończeniem książek, często porzucam je w połowie, ale w przypadku "Ostatniego pustelnika" o dziwo w ogóle nie było tego problemu. Przez tę historię przebrnąłem niezwykle sprawnie i z czystą przyjemnością. To, co najbardziej ujęło mnie w stylu Michaela Finkela, to konkret. Książka nie jest sztucznie rozwleczona, a autor bardzo spójnie i trafnie łączy główny temat z pobocznymi wątkami historycznymi czy dialogami, które świetnie dopełniają całość. Finkel miał też po prostu niesamowite szczęście – fakt, że człowiek tak skrajnie stroniący od ludzi obdarzył go zaufaniem i dał mu w zasadzie wolną rękę w opisaniu swojego życia, to ewenement. Postać Christophera Knighta jest fascynująca i złożona. Jego zdolność adaptacji do surowych warunków i umiejętności przetrwania przez 27 lat w absolutnej samotności robią kolosalne wrażenie. Fascynuje mnie to, co tak naprawdę siedziało w jego głowie. On nie uciekł do lasu jak jakiś romantyk, żeby napisać o tym wzniosłą książkę – on po prostu chciał odciąć się od świata. Finkel próbuje wejść w jego umysł, szuka odpowiedzi na pytanie "dlaczego?", ale chyba nigdy w 100% się tego nie dowiemy. I to jest w tej historii niesamowite. Zdecydowanie polecam – to reportaż, który nie tylko wciąga jak dobra powieść, ale też zostawia nas z wieloma pytaniami o to, czego tak naprawdę potrzebujemy do życia.
iQseer - awatar iQseer
ocenił na91 miesiąc temu
Góry. Stan umysłu Robert Macfarlane
Góry. Stan umysłu
Robert Macfarlane
Robert Macfarlane – angielski pisarz, podróżnik, wykładowca Emmanuel College Uniwersytetu w Cambridge – bywa określany mianem twórcy nowego sposobu pisania o przyrodzie, o krajobrazie powiązanym nierozerwalnie z ludzkim postrzeganiem, z naszymi marzeniami, wyobrażeniami, tęsknotami. To nie jest typowa książka o górach. Niewiele w niej detali dotyczących poszczególnych wypraw, nie jest uporządkowaną historią alpinizmu, katalogiem ekspedycji, zbiorową biografią wspinaczy. Bo Macfarlane’a interesuje to, co dzieje się w ludzkim umyśle w zetknięciu z górskim krajobrazem, to, co motywuje człowieka do wspinania się na trudno dostępne szczyty oraz to jak historycznie zmieniał się stosunek człowieka do gór. Początkowo był strach przez nieznaną i groźną, jałową i brzydką, „nieludzką” przestrzenią. Ale na przełomie XVIII i XIX stulecia nastąpiła zmiana, górski krajobraz zaczęto postrzegać jako piękny i wspaniały, szczyty stały się obiektami marzeń, a romantyczny paradygmat zawładnął umysłami wspinaczy i turystów, poetów i malarzy. Ostanie trzy stulecia przewartościowały stosunek człowieka do gór, a ich cechy – stromizna, wysokość, odosobnienie – stały się wartościami, o które warto zabiegać. „W mojej książce próbuję wyjaśnić” – pisze Macfarlane – „w jaki sposób góra może »zawładnąć« człowiekiem, wytworzyć w nim takie przywiązanie do czegoś, co jest przecież tylko stertą kamieni i lodu. Dlatego nie badam dróg, którymi ludzie docierali w góry, ale drogi, które wedle ich wyobrażeń miały ich tam zawieść, a także to, co w związku z nimi czuli i jak je po-strzegali. Nie będę się zajmował nazwiskami, datami, szczytami i wysokościami nad poziomem morza, jak czynią to autorzy typowych górskich opowieści, lecz doznaniami, emocjami i ideami. Nie jest to historia wspinaczki, ale historia wyobraźni”. Rozpisany na dziewięć rozdziałów esej Macfarlane’a ma niezwykłą zaletę. Autor splata błyskotliwe wywody teoretyczne z opisem osobistego doświadczenia. Kiedy pisze o historii geologii i zmianach wiedzy dotyczącej wieku i powstawania gór, uzupełnia wywód opisem własnych obserwacji geologicznych podczas wycieczki w szkockie pasmo Cairngorm. Gdy opisuje fascynację człowieka niebezpieczeństwem i ryzykiem związanym z górską przygodą, rozpoczyna od wspomnienia swojej dramatycznej wspinaczki, gdy sam szczęśliwie wymknął się śmierci w skalnej ścianie. Pisząc o poznawaniu lodowców, relacjonuje swoją wyprawę w góry Tien-szan i przekraczanie wielkiego lodowca Inylczek. Kolejnym interesującym zagadnieniem, które omawia jest zmieniający się stosunek człowieka do wysokości, bycia na szczycie i widoku, który się zeń rozpościera. Dziś w epoce samolotów, lotów kosmicznych i wieżowców widok na świat z góry nie jest czymś nadzwyczajnym, ale sto i więcej lat temu był doświadczeniem rzadkim i niezwykłym. Wysokość stawała się stopniowo celem samym w sobie, co uwidacznia się także w języku. To co „wysokie”, „wyniesione”, „wzniosłe” jest wartościowane pozytywnie, w przeciwieństwie do tego co „niskie”, „podrzędne”, „poniżone”. Znakomita jest refleksja autora nad bezużytecznością alpinizmu, który nie tworzy żadnych materialnych wartości i jest w tym sensie aktywnością „niepotrzebną” i „zbędną”. I w ten wątek wplata autor osobistą opowieść o swoim dziadku alpiniście, który wprowadzał go w góry oraz doświadczeniu wielkiej górskiej panoramy – widoku z alpejskiego czterotysięcznika w pogodny dzień. Osobnym zagadnieniem są góry nieznane, nieopisane, niezdobyte – krajobrazy „poza mapą”. Kiedyś to, co nieznane było atrakcyjne jedynie ze względów utylitarnych, dopiero pod koniec XVIII wieku stało się czymś pożądanym, ciekawym, godnym poznania. Rola map była nie do przecenienia, a wypełnianie treścią pokrywających je tu i ówdzie białych plam, stałą się ambicją dla pokoleń zdobywców. Motywacje poznawania nieznanych górskich obszarów miały także podłoże religijne i duchowe. Scena gwałtownej burzy w kanadyjskich Górach Skalistych otwiera rozdział poświęcony przynależności gór do zupełnie innej sfery. Jak pisze wprost Macfarlane: „Góry należą do innego świata”. Zdarzają się w nim rzeczy dziwne i nieoczekiwane, a powrót zeń normalności jest trudny. Jak napisał jeden z wybitnych eksploratorów Alp Horace-Bénédict de Saussure, górą są „swego rodzaju ziemskim rajem”. Rozdział ostatni to precyzyjna rekonstrukcja trzech epickich wypraw na Mount Everest w latach 1921-1924, podczas których próbował zdobyć najwyższą górę świata legendarny angielski wspinacz George Mallory. To historia opętania, ale zarazem piękny mit bezinteresownego heroizmu. I jeszcze spinający całość epilog zatytułowany tajemniczo "Zając bielak". To wyjątkowa książka, precyzyjnie opisująca w jaki sposób kultura wpływa na nasze postrzeganie górskiego krajobrazu. Autor podkreśla, że patrząc na góry dokonujemy interpretacji, „czytamy krajobraz”, przypisujemy górom cechy, których w istocie nie mają, Nasza wspólna kulturowa pamięć determinuje sposób w jaki patrzymy na góry. A przecież góry to fizyczne obiekty zbudowane ze skał i lodu. To ludzka wyobraźnia nadaje im właściwości emocjonalne, tak rozumiane góry – szerzej: krajobrazy – są wytworami naszego postrzegania, naszego umysłu. Warto uzupełnić lekturę tej książki obejrzeniem dokumentalnego filmu Jennifer Peedom Góra (Mountain) z 2017 roku. Robert Macfarlane był współautorem scenariusza i autorem komentarza do zdjęć. Ten film śmiało można uznać za wizualnie olśniewającą ilustrację idei omawianych w książce "Góry. Stan umysłu". Jednej z najciekawszych książek o górach jakie znam.
Maciej Krupa - awatar Maciej Krupa
oceniła na92 miesiące temu

Cytaty z książki Nie mieszkam w igloo

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Nie mieszkam w igloo