rozwińzwiń

Riverdale. Całkiem nowe historie #1

Okładka książki Riverdale. Całkiem nowe historie #1 autora Roberto Aguirre-Sacasa, Janice Chiang, Thomas Chu, James Dewille, Joe Eisma, Will Ewing, Eliot Fernandez, Michael Grassi, Daniel King, Britta Lundin, Alitha Martinez, Greg Murray, Brain E. Paterson, Thomas Pitilli, Bob Smith, Andre Szymanowicz, Jim Towe, Glenn Whitmore, John G. Workman, 9788394063269
Okładka książki Riverdale. Całkiem nowe historie #1
Daniel KingBob Smith Wydawnictwo: Ultimate Comics Cykl: Riverdale (komiks) (tom 1) Seria: Archie Comics komiksy
136 str. 2 godz. 16 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Riverdale (komiks) (tom 1)
Seria:
Archie Comics
Tytuł oryginału:
Riverdale Vol. 1
Data wydania:
2018-01-24
Data 1. wyd. pol.:
2018-01-24
Liczba stron:
136
Czas czytania
2 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394063269
Tłumacz:
Patryk Stachniuk, Sara Kubień
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Riverdale. Całkiem nowe historie #1 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Riverdale. Całkiem nowe historie #1

Średnia ocen
7,4 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Riverdale. Całkiem nowe historie #1

Poznaj innych czytelników

80 użytkowników ma tytuł Riverdale. Całkiem nowe historie #1 na półkach głównych
  • 56
  • 23
  • 1
15 użytkowników ma tytuł Riverdale. Całkiem nowe historie #1 na półkach dodatkowych
  • 8
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Riverdale. Całkiem nowe historie #1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Archie #1 Mark Waid
Archie #1
Mark Waid Fiona Staples Annie Wu Veronica Fish
https://natcystycznapaplaninablog.blogspot.com/2020/08/co-wspolnego-ma-komiks-z-serialowym.html ← tu całość Zabrałam się za ten komiks, ponieważ jakiś czas temu zaczęłam oglądać z przyjaciółką „Riverdale” (chyba najgorszy serial, jaki jest dostępny na Netflixie, a na pewno najgorszy, jaki widziałam) i trochę nie chciało mi się wierzyć, że pierwowzór też jest taki do kitu. Pierwsze co oczywiście rzuca się w oczy to ilustracje, kawał dobrej roboty, postacie mają żywą mimikę i są po prostu estetycznie ładne. Czasem pojawiają się gagi jak w kreskówkach, co jest całkiem urocze. Bohaterowie na szczęście mają bardzo niewiele wspólnego z tymi, których poznajemy w „Riverdale”. Betty Cooper okazuje się fajną laską z zajawką na sport i motoryzację, co więcej nawet wzbudza sympatię 😲. Nie mam pojęcia, jak można było wziąć tę postać i zmienić w wkurzającą, praktycznie nieużywającą mózgu i baardzo mhroczną nastolatkę. Jughead Jones w serialu nie jest znowu aż taki zły, ale ten komiksowy to absolutny wygryw, jego pasją jest jedzenie i niewtrącanie się w sprawy innych. Archie Andrews, główny bohater, myślę, że jest trochę bardziej sympatyczny niż na ekranie, ale też o to nietrudno, jednak to dalej ten wnerwiający typ, któremu wszyscy wokół muszą pomagać się nie zabić, czego on oczywiście nie dostrzega i uważa się za kozaka. Ale tytuł najbardziej wkurzającej postaci i w netflixowej adaptacji, i w komiksie zyskuje zdecydowanie Veronica Lodge, rozpuszczona córka miliardera, który postanowił osiedlić się w mieście. Veronica z papierowego Riverdale to typowa bogata dziewczyna z popkultury, która wykorzystuje innych i zawsze musi być otoczona jakimiś drogimi fantami. Na pewno możesz sobie wyobrazić taką bohaterkę, nie ma sensu się rozpisywać. Nie wiem, jak wyglądają kolejne zeszyty, ale te pierwsze opisują takie proste historyjki z życia licealistów, między innymi pojawienie się Lodge'ów w okolicy i relację Betty oraz Archie'ego. Kurczę, nic specjalnego, właściwie to musiałam sobie przekartkować komiks przed pisaniem tej recenzji. W każdym razie no nie ma to za wiele wspólnego z „Riverdale” i tymi wszystkimi wyskakującymi z szafy mordercami, dziwnymi grami, narkotykami i mogę tak wymieniać dalej... No więc porównując do ekranizacji, wypada świetnie, bardzo miłe zaskoczenie, chociaż w sumie często filmy na podstawie książek to jakaś masakra. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę tylko komiks jako całość to to w zasadzie nie jest nic specjalnego, ot, przyjemne, to wszystko.
taszkopinie - awatar taszkopinie
ocenił na65 lat temu
A-Force: Hiperczas G. Willow Wilson
A-Force: Hiperczas
G. Willow Wilson Jorge Molina Kelly Thompson Ben Caldwell
Zespół A-Force zadebiutował w miniserii wydawanej ramach wydarzenia „Tajne Wojny” z 2015 r. Przedstawiał on alternatywną wersję rzeczywistości, w której główne role odgrywała drużyna złożona z samych kobiet. Historia nie była specjalnie pomysłowa, ani nie usiłowała niczego przekazać. Ot, typowa superbohaterska naparzanka. Jednakże koncept zespołu, w skład którego wchodzą same kobiety okazał się na tyle nośny, że postanowiono wprowadzić tę grupę do głównego uniwersum i dano jej w 2016 r. samodzielną serię, która przetrwała zaledwie dziesięć numerów. Pierwsze siedem numerów tej serii zostało opublikowanych w omawianym tomie. Czy poza dosyć chwytliwym pomysłem na skład, jest tu coś wartego uwagi? Do świata Marvela przybywa Singularity, istota złożona z gwiezdnej materii i o kształcie dziewczynki. Istota usiłuje odnaleźć swoje dawne towarzyszki z Battleworldu, ale te jej nie pamiętają. Na dodatek jej śladem podąża Antimatter tajemniczy osobnik o podobnych jej zdolnościach i złowrogich zamiarach… Liczyłem, że seria ta wyjaśni kim lub czym jest znana z pierwszej inkarnacji tego zespołu Singularity. Sam miałem początkowo parę teorii. Jednakże historia bardziej skupia się na ukazaniu mocy postaci i jej odpowiednika, które często są bardzo spektakularne i pomysłowe. Uważam jednak, że w pewnym momencie przesadzono z zakresem jej umiejętności i przez to jest zbyt potężna. Bohaterka jest tutaj jak małe dziecko, które trzeba chronić i w pewnym momencie staje się bardzo irytująca. Plus jednak, że na pewnym etapie podejmuje bardzo dojrzałą decyzję. Z kolei antagonista początkowo budzi zainteresowanie swoją tajemniczością, ale szybko staje się nużący. Duży nacisk jest tu położony na relacje Singularity z resztą drużyny. Nie są to jednak już postacie jakie poznała na Battlerworldzie. Są bardziej nieufne i mają swoje własne życie. Najbardziej to widać na przykładzie Dazzler, która w miniserii miała swój wesoły klasyczny wizerunek z lat 80. Tutaj z kolei po wydarzeniach z serii „Uncanny X-men” jest zdecydowanie bardziej zbuntowaną i lekko złamaną osobą. Również znana z serii „Runaways” Nico Minoru stara się odejść od swojej superbohaterskiej przeszłości. Obfituje to w parę zabawnych scen. Jeśli chodzi o pozostałe postaci czyli Medusę, She-Hulk i Captain Marvel, to odnosiłem wrażenie, że twórcy nie mogli się zdecydować kto będzie tutaj tak naprawdę przywódczynią i przez to bohaterki głównie kłócą się ze sobą i nie zawsze podejmują słuszne decyzje. Podobało mi się, że scenarzystka pamiętała o ówczesnym statusie quo i dużo jest nawiązań do ówczesnych wydarzeń w świecie Marvela. W tej części tomu za rysunki odpowiada Jorge Molina znany już w Polsce z komiksu „Thor – Gromowładna”. Jego kreska jest bardzo przyjemna dla oka i czytelna. Jednakże brakuje tutaj jakiejś pomysłowości czy spektakularności. Antagonista jest narysowany w maksymalnie prosty sposób i brakuje mu szczegółów. Tom zawiera też drugą historię. Tutaj drużyna bohaterek musi zmierzyć z nową przeciwniczką, która potrafi kontrolować umysły. Na dodatek pojawia się tu alternatywna wersja Dazzler, która jest... Thorem. Bardzo podobało mi się jak zostały tu napisane relacje między postaciami. Wiele jest ciepła i humoru we wzajemnych rozmowach i w paru miejscach nie sposób się nie uśmiechnąć. Jest też trochę miejsca bardziej poważny motyw jak chociażby rozmowa obu wersji Dazzler na temat ówczesnych problemów trapiących mutantów. Niestety tutaj również zabrakło pomysłu na ciekawy czarny charakter. Jest to manipulatorka i uwodzicielka jakich wiele w popkulturze i niczym nie zaskakuje. Podobał mi się jednak dosyć zabawny wynik finałowego starcia. Tutaj rysuje z kolei Ben Caldwell. Jego kreska wydaje się prosta i sztywna. Jednakże bardzo fajnie bawi się kadrami, ma parę ciekawych pomysłów na wygląd postaci, a także dobrze oddaje mimikę twarzy . Również odpowiednio dobrana koloru idealnie wpasowuje się w lekki ton historii. Obie historie nie są specjalnie oryginalne. Rozumiem więc czemu seria te nie odniosła sukcesu i szybko się zakończyła. Warto przeczytać dla drugiej części tomu, która dzięki ładnym rysunkom i dobrze napisanym relacjom między postaciami pokazuje czym mógł być ten komiks.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na65 lat temu
Staruszek Logan: Strefy wojny Brian Michael Bendis
Staruszek Logan: Strefy wojny
Brian Michael Bendis Andrea Sorrentino
Staruszek Logan Tom 1 Strefy Wojny to komiks z serii Marvel Now 2.0. Bendis zmienia trochę założenia oryginalnego komiksu Wolverine Staruszek Logan. Historia owszem jest kontynuacją tamtego tomu, lecz osadzona zostaje podczas wydarzeń z Tajnych Wojen. Logan po śmierci rodziny przechodzi załamanie, ale do czasu gdy na jego farmie ląduje głowa Ultrona. Postanawia ruszyć w ciekawą podróż po Bitewnym Świecie aby odnaleźć swoje przeznaczenie. Tak, aby zrozumieć fabułę wymagana jest znajomość nie tylko poprzedniego tomu, ale też ogólnego położenia uniwersum Marvela podczas Tajnych Wojen. Opowieść koncentruje się na emocjonalnym aspekcie postaci Logana, ukazując jego wewnętrzną walkę oraz trudności w radzeniu sobie z nową, brutalną rzeczywistością. Historia jest pełna akcji, ale także pełna refleksji nad losem bohatera, który stara się odnaleźć sens w apokaliptycznym świecie. Rysunki w komiksie są dynamiczne, a całość ma mroczny, brudny, unikalny styl. Ilustracje świetnie oddają postapokaliptyczny klimat oraz uczucie beznadziei i bezsilności. Dodatkowo duże wrażenie robi efektywne ułożenie kadrów na stronie. Bardzo fajnie też przedstawiono kolejno odwiedzane zakamarki tego unikalnego świata. To interesująca lektura, zwłaszcza dla fanów mrocznych opowieści o Wolverine’ie, jednak wymaga nieco uwagi, by docenić głębsze warstwy fabuły. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DHA90nuslE-/?igsh=dmluNnRobHh3bW52
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na711 miesięcy temu
Axis: Carnage i Hobgoblin Kevin Shinick
Axis: Carnage i Hobgoblin
Kevin Shinick Javier Rodriguez Rick Spears
Komiks o Carnage'u i Hobgoblinie był moim pierwszym zetknięciem się z serią pt. „Axis”, o której było głośno w marvelowskim świecie. W skrócie – superzłoczyńcy na skutek czaru spojrzeli krytycznie na swoje życie i podjęli mocne postanowienie poprawy. Brzmi to dość abstrakcyjnie, gdy pomyślimy o psychopatycznym mordercy Cletusie Kasady, starającym się nagle nauczyć jak być ukochanym przez wszystkich przyjaznym pajęczakiem z sąsiedztwa. Tom został podzielony na dwie historie, z których każda wyróżnia się na innym polu. Ta o Carnage'u jest oczywiście brutalna, ale jednocześnie zabawna i poprowadzona w ciekawym stylu. Część należąca do Hobgoblina bardziej cieszyła moje oko. Fabularnie jednak pierwsza przyniosła mi więcej rozrywki. Bardzo chętnie przeczytałbym inne zeszyty z serii Axis, nawet te nie wiążące się w żaden sposób ze Spider-Manem. Odwrócenie ról jest ciekawym pomysłem, który nieco odświeżył niektóre postaci i postawił w zupełnie innym świetle. Niestety, nawet tutaj odczułem moje braki związane z nieznajomością serii o Doc Ock’u jako superbohaterze - kolejny argument za poznaniem historii z „Superior Spider-mana”! Mam nadzieję, że inne zeszyty o Carnage'u również zostaną wydane przez Egmont, aby polscy czytelnicy mogli poznać kolejne rozdziały z życiorysu jednego z najbardziej rozpoznawalnych psychopatów Marvela.
Inżynier_Przygody - awatar Inżynier_Przygody
ocenił na78 lat temu
Deadpool: Nuworysz z nawijką Gerry Duggan
Deadpool: Nuworysz z nawijką
Gerry Duggan Mike Hawthorne
Deadpool: Nuworysz z nawijką, to pierwszy tom z nowej serii Marvel NOW! 2.0, który przynosi nam świeży oddech w życie Wade'a Wilsona, a zarazem starą dobrą chaosyczną zabawę, której można oczekiwać po Deadpoolu. W świecie, gdzie superbohaterowie są na porządku dziennym, Deadpool niespodziewanie wyrasta na szczyt popularności, stając się największym (i najbardziej problematycznym) superbohaterem świata. Fabuła skupia się na nowych wyzwaniach, przed jakimi staje Deadpool. Gdy staje się sławny i bogaty, jego życie obraca się o 180 stopni — staje na czele grupy bohaterów, dla których musi zarabiać pieniądze, bo jak się okazuje, altruizm to za mało, by pokryć koszty działania. W międzyczasie musi także zmierzyć się z oszustem, który grozi zniweczeniem jego nowo zdobytej reputacji. Co więcej, Wade decyduje się na wyjątkowo ryzykowny krok, używając swojej córki Ellie jako przynęty, by wyciągnąć przeciwnika z ukrycia. Scenarzysta komiksu, świetnie oddaje ducha Deadpoola, tworząc historię pełną napięcia, humoru i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Akcja jest szybka, dynamiczna i nie pozwala na nudę. Postać Deadpoola jest równie barwna i pełna życia, co zawsze, choć tym razem pokazuje również nowe oblicze jako lider i strateg. Artystycznie, prezentuje świat Deadpoola z wielką dbałością o szczegóły — od dynamicznych scen walki po bogato ilustrowane tła miejskie, które dodają głębi całej narracji. "Deadpool: Nuworysz z nawijką" to komiks, który może zaskoczyć nawet wiernych fanów postaci. Choć niektóre elementy tradycyjnej postaci Deadpoola, jak absurdalny humor czy brutalność, zostały nieco stonowane na rzecz bardziej skupionej fabuły, nadal jest to dzieło, które trzyma w napięciu i rozbawia do łez. Z humorem balansującym na granicy dobrego smaku i akcją, która nie pozwala oderwać się od strony, komiks ten zasługuje na ocenę 8/10. To nie tylko komiks dla starych fanów Deadpoola, ale również dla nowych czytelników, którzy szukają czegoś świeżego i ekscytującego w świecie superbohaterów. Deadpool w roli nuworysza i lidera to nowość, która wprowadza frapujące zmiany w dynamice znanej postaci, jednocześnie zachowując jej najbardziej charakterystyczne cechy. Sprawdźcie sami, jak Wade radzi sobie na nowej drodze do sławy i bogactwa!
GeekPiotr - awatar GeekPiotr
ocenił na81 rok temu
Avengers: Rodzinny interes Mark Waid
Avengers: Rodzinny interes
Mark Waid Mahmud Asrar
Nowi Avengers, dawny wróg. Krótki, ale treściwy. Taki jest najnowszy tom Avengers, historia, która mogła być jedynie typowym zapychaczem. W końcu seria dopiero co się zaczęła, przed chwilą jej wydarzenia splotły się z wielkim crossoverem z okazji 75-lecia istnienia Kapitana Ameryki (Avengers – Impas: Atak na Pleasant Hill),a już za rogiem czeka pierwszy duży event linii Marvel Now 2.0, czyli Wojna Domowa II. Na szczęście Rodzinny interes to kawał świetnej opowieści graficznej dla miłośników marvelwoskich Mścicieli, która serwuje nam solidną rozrywkę na dobrym poziomie i wprowadza do Wojny Domowej właśnie. Zaczyna się uwolnieniem. Kobieta, która przedstawia się jako Wasp, choć w kostiumie Osy kryje się ktoś zupełnie inny niż dotąd, wydostaje się ze swojej klatki i ma jeden cel. Pokazać Avengers na co ją stać. Dlaczego jednak chce to zrobić? Wkrótce pojawia się ważniejsze pytanie: co mają oznaczać jej działania… Ale to zaledwie początek tego, co na nich czeka. Po wydarzeniach w Pleasant Hill, jakie wstrząsnęły światem superbohaterów, nowa drużyna Avengers przekonała się, że całkiem nieźle wychodzi im współpraca. Teraz jednak będą musieli przekonać się, czy rzeczywiście już się dotarli, kiedy z misją ratunkową wyruszają w… kosmos. Bo właśnie poza naszą planetą ojciec Novy przetrzymywany jest przez wroga, z którym nawet Mściciele mogą mieć nie lada problem… Całość recenzji na moim blogu: https://planetamarvel.net/avengers-rodzinny-interes-tom-2-recenzja/
Wkp - awatar Wkp
ocenił na66 lat temu
Avengers: Czas się kończy, tom 2 Mike Deodato Jr.
Avengers: Czas się kończy, tom 2
Mike Deodato Jr. Stefano Caselli Szymon Kudrański Jonathan Hickman Kev Walker Mike Perkins
Seria „Avengers czas się kończy” to wielkie, a można nawet powiedzieć, że gigantyczne (jeśli chodzi o skalę) zakończenie cyklu wydawniczego „Marvel NOW”, i to właśnie wyniosłość i podniosłość przedstawionych wydarzeń jest największym, a problemem omawianej historii. Myślę, że fanatycy Marvela mieli wypieki na twarzy, kiedy czytali omawiany albumy. Ja na moje szczęście/nieszczęście czytałem wspomniana serię kilka lat po jej polskiej premierze… W bibliotece, w której wypożyczam komiksy jest już masa pozycji z cyklu „Marvel NOW2.0” czy klika tomów z cyklu „Marvel Fresh”. Trudno było mi, więc przeżywać przedstawione wydarzenia z wielkimi emocjami, komiksy z serii „Avengers czas się kończy” czytałem co najwyżej z dużym zaciekawieniem. Wspomniałem, że największe wa wadą albumów jest skala przedstawionej historii i podtrzymuje swoje zdanie, taka historia powinna być zarezerwowana dla permanentnego zakończenia komiksów Marvela… Bo jeśli kończymy pojedynczy cykl czymś takim, to co wymyślimy dalej? Trudno mi wyobrazić jakieś większe zagrożenie, niż to, co dostaliśmy w omawianej serii. Już historia przedstawiona w albumie Wojna Nieskończoności wydawała się zbyt „epicka”. Spytacie więc co dobrego jest w albumach z serii „Avengers Czas się kończy”? Odpowiem, że pewne wątki (losy pewnych postaci). W omawianej serii zobaczymy członków takich grup: Avengers Służący Shield, New Avengers, Avengers Multiwersum, Koteria czy Iluminaci. – Wymieniam tylko zespoły postaci, bo nie widzę większego sensu w wymienianiu wszystkich pojawiających się postaci. – Ostatnia z wymienionych grup była dla mnie najciekawsza i ich losy śledziłem najbardziej. Jednak to losy takich postaci jak Dr Strange, czy Dr Doom wydały mi się najbardziej interesujące. – Wspomniani bohaterowie wg nie zostali poprowadzeni w sposób, na jaki zasługiwali. Obie postacie zostały ukazane jako moralnie niejednoznaczne i mega potężne. – Nieco mniej ciekawa postacią, ale równie interesująca postacią była postać Tonego Starka. Na początku zastanawiałem się czemu wspomniana postać zachowuje w dany sposób, ale potem przypomniałem sobie, że było takie wydarzenie jak Avengers Axis i pewnie przedstawione tam wydarzenia spowodowały, że Iron Man jest nieco (delikatnie mówiąc)inną postacią. Najmniej zrozumiała postacią dla mnie był z kolei Steven Rogers… Kapitan Ameryka kojarzył mi się z kto raczej dąży do pojednania i rozładowania napięć, a nie z kimś, kto prowadzi polowanie i jest zaślepiony zawiścią… No ale cóż starość zmienia ludzi. Trudno napisać coś więcej bez spoilerów… Będę więc powoli kończył swoją opinię na temat serii albumów „Avengers Czas się kończy”. Jak ostatecznie oceniam wspomniane pozycje? Daje 7/10, bo to dobra historia, ale czytając serię „New Avengers” spodziewałem się chyba innego rozwoju sytuacji… Wspomniana serię czytało mi się również zdecydowanie lepiej… Jakoś bardziej rozumiałem wtedy tragizm i beznadziejność sytuacji przed, jaką postawiono członków Iluminatów. Bardziej też rozumiałem rozterki postaci… Pewnie dlatego, że w tamtej historii było mniej bohaterów i łatwiej było przez to przedstawić ich rozterki… Jednak, jak wspomniałem historia przedstawiona w albumach z serii „Czas się kończy” nie jest zła. Mnie chyba po prostu nie kręcą tak epickie historie, szczególnie gdy wiadome jest, że Ci dobrzy i tak wygrają, a ogólny stan rzeczy powróci do statusu quo.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na73 lata temu
Avengers: Impas. Atak na Pleasant Hill Mark Waid
Avengers: Impas. Atak na Pleasant Hill
Mark Waid Adam Kubert Mark Bagley Nick Spencer Marc Guggenheim Ryan Stegman Jesus Saiz Marcus To Daniel Acuña Joshua Williamson Gerry Duggan Mike Henderson Angel Unzueta Brent Schoonover Paul Renaud German Peralta Juanan Ramirez Frank Barbiere Matt Yackey
Lubię sięgać po komiksy Marvel lub DC, które są crossoverami, bowiem wtedy poznaję najwięcej postaci z tych uniwersów. Jest to też okazja, aby ujrzeć protagonistów lub antagonistów z niszowej półki, pojawiających się w komiksach epizodycznie, a w filmach po prostu nie występujących. Lub ewentualnie mających raz jakąś krótką scenkę, o której szybko się zapomina (patrz występ Dazzler w "X-Men: Dark Phoenix"). Dlatego ochoczo rzuciłem się na "Avengers Impas", który faktycznie początkowo bardzo mnie wciągnął, finał też miał przedni, ale w środku mocno wymęczył. Czemu? Cóż, za dużo powtórek. Tytułowe Pleasant Hill to miasteczko gdzie wszyscy żyją szczęśliwie, są pomocni, nie ma przestępczości i w ogóle ziścił się amerykański sen. Brzmi jak iluzja? Owszem, bo nią w praktyce jest. Tak naprawdę to zręczna manipulacja oraz zakłamanie rzeczywistości, gdyż całe miejsce oficjalnie nie istnieje i tak naprawdę jest super tajnym więzieniem SHIELD przeznaczonym dla najgorszych i najniebezpieczniejszych złoczyńców tego świata. Brzmi trochę jak Guantanamo, tyle że więźniowie żyją w wiecznej iluzji. Co jednak się stanie gdy ta opadnie? Cóż, wtedy mamy chaos, a w nim nie trudno o rewolucję super złoczyńców. Szczególnie gdy są srogo wkurzeni. Sam pomysł bardzo mnie zaciekawił, ale jeszcze bardziej osoba odpowiedzialna za stworzenie całej iluzji. Nie będę wam jej zdradzał, bo jest świetnie napisana, przemyślana i poprowadzona. Niestety, a raczej stety, takie postacie często nie zdają sobie sprawy jak ogromną mocą dysponują, dlatego ciężko im wytłumaczyć, że robią coś, co jest złe. Nawet jeśli szefowa SHIELD wmawia, że to dla dobra społeczeństwa. Ta linia konfliktu również została bardzo umiejętnie napisana oraz przedstawiona czytelnikowi. Podobnie jak starcie o samo Pleasant Hill. Niestety nie można tego samego powiedzieć o środkowej części opowieści, gdzie akcja strasznie się wlecze. Wadą całego tomu, jest fakt, że historia pierwotnie byłą opowiadana w wielu różnych seriach. Zatem mamy tutaj zeszyty z Avengers Standoff, Illuminati, New Avenger czy Agents of S.H.I.E.L.D. Skutkuje to powtarzaniem się na przykład danej sceny, tylko z punktu widzenia innej ekipy, a tych jest od cholery. Po pewnym czasie zaczęło mnie to męczyć. Do tego, nie zrozumcie mnie źle, ale część postaci była jak dla mnie bardzo... głupia. Słyszałem o dziwacznych bohaterach czy złoczyńcach z uniwersum Marvel, ale koczkodan w stroju agenta SHIELD, wchodzący w skład oddziału Wyjący Komandosi (sama nazwa jest tak durna, że aż wybuchłem gromkim śmiechem) zwyczajnie do mnie nie przemawia. A i tak natrafiłem tam na jeszcze bardziej, moim zdaniem, porąbane postacie. Czasami mam wrażenie, że po prostu twórcom komiksów się nudzi i tworzą dla zabawy takich bohaterów. Niemniej lekturę muszę zaliczyć do udanej. Była to z pewnością jedna z dłuższych pozycji komiksów Marvel jakie przeczytałem, choć nie najdłuższa. Z pewnością będę szukał w przyszłości podobnych crossoverów, licząc ze mniej mnie wymęczą, jeśli idzie o pewne wątki. Z tego tomu zapamiętam jednak kilka postaci oraz wątków, dlatego ciesze się, że go przeczytałem. Trochę żałowałem, że Deadpool miał tutaj tak mały wkład, podobnie Iron Man, ale i tak było ciekawie.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na63 lata temu
Avengers: Czas się kończy, tom 3 Mike Deodato Jr.
Avengers: Czas się kończy, tom 3
Mike Deodato Jr. Jonathan Hickman
Seria „Avengers czas się kończy” to wielkie, a można nawet powiedzieć, że gigantyczne (jeśli chodzi o skalę) zakończenie cyklu wydawniczego „Marvel NOW”, i to właśnie wyniosłość i podniosłość przedstawionych wydarzeń jest największym, a problemem omawianej historii. Myślę, że fanatycy Marvela mieli wypieki na twarzy, kiedy czytali omawiany albumy. Ja na moje szczęście/nieszczęście czytałem wspomniana serię kilka lat po jej polskiej premierze… W bibliotece, w której wypożyczam komiksy jest już masa pozycji z cyklu „Marvel NOW2.0” czy klika tomów z cyklu „Marvel Fresh”. Trudno było mi, więc przeżywać przedstawione wydarzenia z wielkimi emocjami, komiksy z serii „Avengers czas się kończy” czytałem co najwyżej z dużym zaciekawieniem. Wspomniałem, że największe wa wadą albumów jest skala przedstawionej historii i podtrzymuje swoje zdanie, taka historia powinna być zarezerwowana dla permanentnego zakończenia komiksów Marvela… Bo jeśli kończymy pojedynczy cykl czymś takim, to co wymyślimy dalej? Trudno mi wyobrazić jakieś większe zagrożenie, niż to, co dostaliśmy w omawianej serii. Już historia przedstawiona w albumie Wojna Nieskończoności wydawała się zbyt „epicka”. Spytacie więc co dobrego jest w albumach z serii „Avengers Czas się kończy”? Odpowiem, że pewne wątki (losy pewnych postaci). W omawianej serii zobaczymy członków takich grup: Avengers Służący Shield, New Avengers, Avengers Multiwersum, Koteria czy Iluminaci. – Wymieniam tylko zespoły postaci, bo nie widzę większego sensu w wymienianiu wszystkich pojawiających się postaci. – Ostatnia z wymienionych grup była dla mnie najciekawsza i ich losy śledziłem najbardziej. Jednak to losy takich postaci jak Dr Strange, czy Dr Doom wydały mi się najbardziej interesujące. – Wspomniani bohaterowie wg nie zostali poprowadzeni w sposób, na jaki zasługiwali. Obie postacie zostały ukazane jako moralnie niejednoznaczne i mega potężne. – Nieco mniej ciekawa postacią, ale równie interesująca postacią była postać Tonego Starka. Na początku zastanawiałem się czemu wspomniana postać zachowuje w dany sposób, ale potem przypomniałem sobie, że było takie wydarzenie jak Avengers Axis i pewnie przedstawione tam wydarzenia spowodowały, że Iron Man jest nieco (delikatnie mówiąc)inną postacią. Najmniej zrozumiała postacią dla mnie był z kolei Steven Rogers… Kapitan Ameryka kojarzył mi się z kto raczej dąży do pojednania i rozładowania napięć, a nie z kimś, kto prowadzi polowanie i jest zaślepiony zawiścią… No ale cóż starość zmienia ludzi. Trudno napisać coś więcej bez spoilerów… Będę więc powoli kończył swoją opinię na temat serii albumów „Avengers Czas się kończy”. Jak ostatecznie oceniam wspomniane pozycje? Daje 7/10, bo to dobra historia, ale czytając serię „New Avengers” spodziewałem się chyba innego rozwoju sytuacji… Wspomniana serię czytało mi się również zdecydowanie lepiej… Jakoś bardziej rozumiałem wtedy tragizm i beznadziejność sytuacji przed, jaką postawiono członków Iluminatów. Bardziej też rozumiałem rozterki postaci… Pewnie dlatego, że w tamtej historii było mniej bohaterów i łatwiej było przez to przedstawić ich rozterki… Jednak, jak wspomniałem historia przedstawiona w albumach z serii „Czas się kończy” nie jest zła. Mnie chyba po prostu nie kręcą tak epickie historie, szczególnie gdy wiadome jest, że Ci dobrzy i tak wygrają, a ogólny stan rzeczy powróci do statusu quo.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na73 lata temu
Avengers: Czas się kończy, tom 1 Mike Deodato Jr.
Avengers: Czas się kończy, tom 1
Mike Deodato Jr. Stefano Caselli Jim Cheung Jonathan Hickman Valerio Schiti Kev Walker
Seria „Avengers czas się kończy” to wielkie, a można nawet powiedzieć, że gigantyczne (jeśli chodzi o skalę) zakończenie cyklu wydawniczego „Marvel NOW”, i to właśnie wyniosłość i podniosłość przedstawionych wydarzeń jest największym, a problemem omawianej historii. Myślę, że fanatycy Marvela mieli wypieki na twarzy, kiedy czytali omawiany albumy. Ja na moje szczęście/nieszczęście czytałem wspomniana serię kilka lat po jej polskiej premierze… W bibliotece, w której wypożyczam komiksy jest już masa pozycji z cyklu „Marvel NOW2.0” czy klika tomów z cyklu „Marvel Fresh”. Trudno było mi, więc przeżywać przedstawione wydarzenia z wielkimi emocjami, komiksy z serii „Avengers czas się kończy” czytałem co najwyżej z dużym zaciekawieniem. Wspomniałem, że największe wa wadą albumów jest skala przedstawionej historii i podtrzymuje swoje zdanie, taka historia powinna być zarezerwowana dla permanentnego zakończenia komiksów Marvela… Bo jeśli kończymy pojedynczy cykl czymś takim, to co wymyślimy dalej? Trudno mi wyobrazić jakieś większe zagrożenie, niż to, co dostaliśmy w omawianej serii. Już historia przedstawiona w albumie Wojna Nieskończoności wydawała się zbyt „epicka”. Spytacie więc co dobrego jest w albumach z serii „Avengers Czas się kończy”? Odpowiem, że pewne wątki (losy pewnych postaci). W omawianej serii zobaczymy członków takich grup: Avengers Służący Shield, New Avengers, Avengers Multiwersum, Koteria czy Iluminaci. – Wymieniam tylko zespoły postaci, bo nie widzę większego sensu w wymienianiu wszystkich pojawiających się postaci. – Ostatnia z wymienionych grup była dla mnie najciekawsza i ich losy śledziłem najbardziej. Jednak to losy takich postaci jak Dr Strange, czy Dr Doom wydały mi się najbardziej interesujące. – Wspomniani bohaterowie wg nie zostali poprowadzeni w sposób, na jaki zasługiwali. Obie postacie zostały ukazane jako moralnie niejednoznaczne i mega potężne. – Nieco mniej ciekawa postacią, ale równie interesująca postacią była postać Tonego Starka. Na początku zastanawiałem się czemu wspomniana postać zachowuje w dany sposób, ale potem przypomniałem sobie, że było takie wydarzenie jak Avengers Axis i pewnie przedstawione tam wydarzenia spowodowały, że Iron Man jest nieco (delikatnie mówiąc)inną postacią. Najmniej zrozumiała postacią dla mnie był z kolei Steven Rogers… Kapitan Ameryka kojarzył mi się z kto raczej dąży do pojednania i rozładowania napięć, a nie z kimś, kto prowadzi polowanie i jest zaślepiony zawiścią… No ale cóż starość zmienia ludzi. Trudno napisać coś więcej bez spoilerów… Będę więc powoli kończył swoją opinię na temat serii albumów „Avengers Czas się kończy”. Jak ostatecznie oceniam wspomniane pozycje? Daje 7/10, bo to dobra historia, ale czytając serię „New Avengers” spodziewałem się chyba innego rozwoju sytuacji… Wspomniana serię czytało mi się również zdecydowanie lepiej… Jakoś bardziej rozumiałem wtedy tragizm i beznadziejność sytuacji przed, jaką postawiono członków Iluminatów. Bardziej też rozumiałem rozterki postaci… Pewnie dlatego, że w tamtej historii było mniej bohaterów i łatwiej było przez to przedstawić ich rozterki… Jednak, jak wspomniałem historia przedstawiona w albumach z serii „Czas się kończy” nie jest zła. Mnie chyba po prostu nie kręcą tak epickie historie, szczególnie gdy wiadome jest, że Ci dobrzy i tak wygrają, a ogólny stan rzeczy powróci do statusu quo.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na73 lata temu
Hawkeye kontra Deadpool Gerry Duggan
Hawkeye kontra Deadpool
Gerry Duggan Matteo Lolli
Ten kto obserwuje Pokój Geeka wie, że jedną z moich ulubionych marvelowskich postaci jest niejaki Deadpool. Jego przygody to zawsze duża dawka szalonych przygód, pełnych ironii, kuriozalnych sytuacji oraz bardzo specyficznego humoru. A co powstanie, gdy towarzyszy mu jego totalne przeciwieństwo? Hawkeye to w końcu postać precyzyjna, opanowana, która nie pozwala sobie na szaleństwa w stylu Deadpoola. Właśnie mieszankę tych sprzeczności serwuje nam komiks „Hawkeye kontra Deadpool”. Jeżeli chodzi o fabułę to nie jest ona ani skomplikowana ani w żadnej mierze zaskakująca. Oto w Halloween do drzwi Clinta Bartona puka młody chłopak i szuka u niego pomocy. Clint uznaje to za głupi żart, wyrzuca okularnika za drzwi, a chwilę później znajduje go martwego przed swoją kamienicą. Zrządzeniem losu na miejscu jest też Deadpool, który mimo niechęci Bartona postanawia pomóc byłemu Avengersowi. Szybko okazuje się, że za morderstwem stoi tajemnicza organizacja z Cat na czele. Za pomocą pewnego lekarza wykorzystuje ona chorych psychicznie do swoich celów. Jak widzicie, historia nie jest skomplikowana, nie ma tutaj wielkiej tajemnicy, a autorzy szybko odkrywają większość kart. Nie uznałbym tego jednak za wadę. Przygoda, którą przeżywają Deadpool i Hawkaye to po prostu tło służące ukazaniu różnic między dwoma głównymi bohaterami. A te od samego początku są wyraźne i zdecydowanie zniechęcają Hawkeyea do dalszej współpracy. Inny sposób działania i myślenia doprowadza do dziwnych i niedorzecznych zdarzeń podkreślających dwa światy obu postaci. Oczywiście wszystko okraszone jest tutaj komentarzami i charakterystycznym dla Deadpoola humorem. „Hawkeye kontra Deadpool” to prosta, niewymagająca historia, która ma za zadanie wywołać uśmiech na twarzy czytelnika. Jeżeli jesteście fanami Deadpoola, jego specyficznego żartu i podejścia do świata to ten komiks jest dla Was idealną pozycją.
PokójGeeka - awatar PokójGeeka
oceniła na85 lat temu
Uncanny Avengers: Kontrewolucjoniści Rick Remender
Uncanny Avengers: Kontrewolucjoniści
Rick Remender Daniel Acuña Gerry Duggan
Uncanny Avengers Tom 6 Kontrewolucjoniści to komiks z serii Marvel Now! Odpuściłem sobie tą serię na dłuższy czas ponieważ bardzo mnie wymęczyła, ale kiedyś postanowiłem nadrobić po kolei wszystkie Marvele. Przyszedł więc czas, że sięgnąłem po kolejny tom z kupki wstydu. Nie wiem czy tak bardzo się stęskniłem za Avengers czy trafiłem po prostu na dobry komiks, ale bawiłem się przy nim bardzo dobrze. Scarlet Witch i Quicksilver aby poznać swoje pochodzenie trafiają na Przeciw Ziemię, planetę którą rządzi Wielki Rewolucjonista. Próbuje on stworzyć rasę idealną przy okazji mordując miliony niewinnych istot. W ślad za głównymi bohaterami na ratunek rusza Drużyna Jedności, lecz przez nieszczęśliwy wypadek zostają oni rozproszeni po całej planecie, przez co każdy z jej członków wpada w inne tarapaty. Fabuła jest w miarę prosta, ale mimo to wciąga od razu. Świetnie ukazany został obcy świat, który jakże różni się od naszego. Sam antagonista też jest ciekawy i motywy jego działania poznajemy z zaciekawieniem. Kreska jest całkiem przyjemna. Co prawda momentami zbyt wyblakłe kolory nie robią najlepszego wrażenia, ale jako całość zadziwiająco dobrze komponuje się z klimatem opowieści. Komiks może nie jest wybitny, ale fabuła jest na tyle zwarta i ciekawa, że przyjemnie spędziłem przy nim czas. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie lukke_geek https://www.instagram.com/p/C_8M_wqNDqx/?igsh=MWJyZjZ4OGZoY3k3YQ==
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na71 rok temu
Tajne wojny: Oblężenie Kieron Gillen
Tajne wojny: Oblężenie
Kieron Gillen Filipe Andrade
Ta i więcej recenzji na GeekLife.pl Zapraszam :) Multiwersum zostało zniszczone! Bohaterowie z Ziemi-616 i Ziemi-1610 nie zdołali go ocalić. Pozostał tylko Bitewny Świat – ogromna planeta złożona z fragmentów martwych światów, która istnieje jedynie dzięki żelaznej woli swego władcy i boga Victora von Dooma. Każdy region planety to osobne królestwo. [Egmont] Bitewny Świat składa się z cząstek światów całego multiwersum. W poszczególnych krainach pojawiają się co raz to nowe wersje znanych postaci ze wszystkich światów równoległych i różnych linii czasowych. Wyrzutki, terroryści i zbyt potężni wojownicy z każdego królestwa trafiają za rozciągający się na południu, wysoki na 70 metrów mur zwany Tarczą. Za murem kłębią się hordy zombie, fala anihilacja, całe armie Ultrona, czy Venomów. Od niepamiętnych czasów mur jest nieprzerwanie przez nich atakowany, a szeregi obrońców zasilają wojownicy wysłani przez przywódców poszczególnych regionów. Skojarzenia z Grą o Tron jak najbardziej na miejscu. Główną bohaterką jest Abigail Brand, która przywództwo na Tarczy otrzymała po Nicku Furym. Fury zaginął podczas jednej z wypraw poza Tarczę, co sprawiło, że niedoświadczona Brand musi poradzić sobie z tysiącami niezdyscyplinowanych żołnierzy. Pewnego dnia Brand wraz z Kangiem są świadkami podróży w czasie… Kanga. Ten przybył ranny z bardzo niedalekiej przyszłości, by ostatnim tchem poinformować, że Tarcza za chwilę upadnie… Składająca się z czterech zeszytów historia w całości skupia się na oblężeniu Tarczy. To niezwykle emocjonująca historia, pełna poświęceń i widowiskowych pojedynków. Bardzo podobało mi się postawienie marvelowskich postaci w nowych rolach. Scott Summers to teraz tylko jeden z dziesiątek klonów, a ich połączona moc sieje gigantyczne spustoszenie wśród wrogów. Do tego Ilyana Rasputin, Colossus, Hank McCoy oraz Ben Grimm, który… a to musicie zobaczyć sami. Czyta się to bardzo dobrze, naprawdę trudno do czegokolwiek się przyczepić. Zaskakująco album zawiera jeszcze dwa inne zeszyty. Są to Uncanny X-Men (2011) #9-10. Opowiadają o Abigail Brand ze SWORD, która tracąc kontrolę nad kosmicznym więzieniem prosi X-Men o pomoc w zlokalizowaniu i pojmaniu więźniów. Scenariusz do tej historii napisał Kieron Gillen odpowiadający również za Oblężenie. Pasuje ona do głównej opowieści tego albumu, ponieważ wykorzystuje tych samych bohaterów w zupełnie innej sytuacji. Muszę przy tym przyznać, że to stosunkowo krótkie opowiadanie jest fantastyczne. Do samego końca nie wiadomo kto jest „tym złym” i jak potoczy się fabuła. Znakomite. Tajne Wojny. Oblężenie to album, który powinien znaleźć się na półce każdego, kto przeczytał Tajne Wojny. Pomysł będący ewidentną zrzynką z Gry o Tron zagrał tutaj idealnie i nie przynosi ze sobą uczucia żenady. Wręcz przeciwnie. Zdecydowanie polecam!
Adam Grochocki - awatar Adam Grochocki
ocenił na97 lat temu
Tajne wojny Esad Ribić
Tajne wojny
Esad Ribić Jonathan Hickman Paul Renaud
Avengers Tajne Wojny, czyli na tzw. papierze, wielkie podsumowanie i swego rodzaju koniec jednego Multiversum Marvela, a początek drugiego… Odłóżmy jednak, opisy albumu zawarte na stronach Egmontu i skupmy się na rzeczywistej wartości i jakości omawianego albumu… Omawianą pozycję, najlepiej dla mnie opisuje twierdzenie „z dużej chmury, mały deszcz”. Jedyne, co dla mnie było naprawdę dobre i ciekawe w omawianej pozycji, to „bitewny świat”, w którym toczy się akcja omawianej historii. Bardzo fajnym zabiegiem było umieszczenie na 2 stronach albumu, mapy wspomnianego świata. Wspomniane graficzne przedstawienie bitewnego światu docenią szczególnie ci, którzy czytali pozostałe poboczne historie, osadzone w „Bitewnym świecie”. Ja czytałem do tej pory „Tajne Wojny: Wojna Domowa” oraz "Staruszek Logan: Strefy wojny" i dzięki wspomnianej mapie mniej więcej wiem, jakie miejsce odwiedził wspomniany staruszek… Niestety wspomniany koncept to najlepszy element omawianego albumu… Niestety informacji o tym, jak funkcjonuje Bitewny Świat, sprawdzają się do najważniejszych aspektów związanych z funkcjonowania takich tworów, jak państwo itp. czyli, kto sprawuje władzę sądową, jakie są służby porządkowe oraz z jaki mi problemami zmaga się dany twór społeczno-gospodarczy, zabrakło mi trochę bardziej szczegółowych niuansów… No ale przechodząc do fabuły, to nie jest ona ani mega ciekawą, ani zaskakująca… Zakończenie to w ogóle… Komiks skończyłem czytać parę dni temu i do dziś zastanawiam się, co w tym finale się wydarzyło, w sensie, na czym polegał kulminacyjny moment, może i jestem zbyt tępy… Sposób, w jaki Reed Richards naprawił to, co zostało zepsute/zniszczone… No po prostu myślałem, że chwycę się za głowę. Najgorsze jest to, że ten finał był zapowiadany jako coś, co trudno Sobie będzie wyobrazić. Miały nam opaść szczęki itp… No ale ja np. osobiście nie czułem ani przez chwilę czytania omawianej pozycji, że jest to dzieło godne wielkiego komiksowego eventu. Po prostu crossover, jakich wielu, a nie wielkie zakończenie Multiversum istniejącego od 1961 r. do 2015. Mówię, gdyby ten komiks traktować jak każdy inny event, to chyba dałbym komiksowi 7/10. No ale to miał być swego rodzaju wielki zapowiadany przez kilkanaście wcześniejszych opowieści koniec pewnej epoki… Jakby tego było mało, komiks mi się bardzo szybko przeczytało, co trochę dziwne jak na jego grubość (czytałem znacznie cięższe albumy)… Moja ostateczna ocena to 6/10. Tajne Imperium to jest event komiksowy! Na, ale o nim w innej opinii… Być może na moją ocena jest taka, a nie inna, gdyż czytałem omawiany komiks i serie Hackmana dopiero teraz wiele lat po jej wydaniu… kiedy w Polsce wyszła już masa komiksów, nie tylko z serii Marvel Now, ale i z Marvel Fresh, a więc miałem jako taką wiedzę na temat tego, co później się wydarzy w świecie Marvela.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na62 lata temu

Cytaty z książki Riverdale. Całkiem nowe historie #1

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Riverdale. Całkiem nowe historie #1