rozwińzwiń

Pranie mózgu. Uwodzicielska moc (bezmyślnych) neuronauk

Okładka książki Pranie mózgu. Uwodzicielska moc (bezmyślnych) neuronauk autora Scott O. Lilienfeld, Sally Satel, 9788361710240
Okładka książki Pranie mózgu. Uwodzicielska moc (bezmyślnych) neuronauk
Sally SatelScott O. Lilienfeld Wydawnictwo: CiS nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Brainwashed: The Seductive Appeal of Mindless Neuroscience
Data wydania:
2017-09-01
Data 1. wyd. pol.:
2017-09-01
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361710240
Tłumacz:
Piotr J. Szwajcer
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pranie mózgu. Uwodzicielska moc (bezmyślnych) neuronauk w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pranie mózgu. Uwodzicielska moc (bezmyślnych) neuronauk

Średnia ocen
6,6 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pranie mózgu. Uwodzicielska moc (bezmyślnych) neuronauk

avatar
76
16

Na półkach:

Zawsze bardzo ciężko ocenia mi się książki tego typu. Natomiast pozycja warta uwagi dla interesujących się psychologią i neurobiologią. Przeczytałam już kilka pozycji tego typu i obiektywnie stwierdzam, że informacje powielają się czyli “coś w tym musi być”. Bardzo ciekawe, NIE sceptyczne ale racjonalne podejście do tematu. Pozycja napisana bardzo zrozumiałym i przystępnym językiem. Czyta się ją, jak na tego typu literaturę, stosunkowo szybko.

Zawsze bardzo ciężko ocenia mi się książki tego typu. Natomiast pozycja warta uwagi dla interesujących się psychologią i neurobiologią. Przeczytałam już kilka pozycji tego typu i obiektywnie stwierdzam, że informacje powielają się czyli “coś w tym musi być”. Bardzo ciekawe, NIE sceptyczne ale racjonalne podejście do tematu. Pozycja napisana bardzo zrozumiałym i przystępnym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
94
8

Na półkach:

Cieszy, że ktoś przyjrzał się "rewelacyjnym odkrycion naukowym" ostatnich lat. Sceptyczne podeście to mile widziany zimny przysznic. Jednak miejscami zbyt stronnicza. Użyte argumenty mają uzasadniać postawioną tezę, jednak miejscami brakuje obiektywizmu.

Cieszy, że ktoś przyjrzał się "rewelacyjnym odkrycion naukowym" ostatnich lat. Sceptyczne podeście to mile widziany zimny przysznic. Jednak miejscami zbyt stronnicza. Użyte argumenty mają uzasadniać postawioną tezę, jednak miejscami brakuje obiektywizmu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
278
105

Na półkach: ,

Poszerzająca horyzonty książka. Jako sceptyk z natury zgadzałam się z grubsza ze wszystkimi opiniami autorów i w sumie z nieco złośliwą satysfakcją przyklaskiwałam zjadliwym komentarzom pod adresem zbyt gorliwych neuronaukowców. We wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek i o tym jest ta książka. Absolutnie nie krytykuje ona neuronauk jako takich a jedynie nadmierny entuzjazm co do ich możliwości na dzień dzisiejszy. I to jest mądry głos.

ALE. Prawdą jest, że tekst jest przetłumaczony i zredagowany słabo. Niektóre zdania nie mają zwyczajnie sensu. Były też momenty, kiedy troszkę powątpiewałam w bezstronność autorów. Jakby nie patrzeć opieranie opinii o zdrowiu psychicznym o badania mózgu zamiast o badania człowieka i jego zachowań narusza fundamenty ich własnej pracy (autorzy to psychiatra i psycholog). Wreszcie, czasem argumenty wydawały mi się nieco rozmyte, sugerujące niezbyt dogłębne zrozumienie niektórych zagadnień. Gdyby nie to, że ogólny przekaz wydał mi się słuszny, pewnie bym się czepiała ;)

Niemniej jednak przeczytałam tę książkę szybko. Nie jest przegadana, to popularnonaukowa a nie naukowa książka i tak należy ją traktować. Napisana jest przystępnie i porusza kilka bardzo istotnych kwestii do rozważenia we własnym zakresie. Z tego względu polecam.

Poszerzająca horyzonty książka. Jako sceptyk z natury zgadzałam się z grubsza ze wszystkimi opiniami autorów i w sumie z nieco złośliwą satysfakcją przyklaskiwałam zjadliwym komentarzom pod adresem zbyt gorliwych neuronaukowców. We wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek i o tym jest ta książka. Absolutnie nie krytykuje ona neuronauk jako takich a jedynie nadmierny...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

118 użytkowników ma tytuł Pranie mózgu. Uwodzicielska moc (bezmyślnych) neuronauk na półkach głównych
  • 94
  • 24
19 użytkowników ma tytuł Pranie mózgu. Uwodzicielska moc (bezmyślnych) neuronauk na półkach dodatkowych
  • 9
  • 4
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Pranie mózgu. Uwodzicielska moc (bezmyślnych) neuronauk

Inne książki autora

Okładka książki Zdrowie psychiczne. Mity i fakty Hal Arkowitz, Scott O. Lilienfeld
Ocena 6,3
Zdrowie psychiczne. Mity i fakty Hal Arkowitz, Scott O. Lilienfeld
Okładka książki 50 wielkich mitów psychologii popularnej Barry L. Beyerstein, Scott O. Lilienfeld, Steven Jay Lynn, John Ruscio
Ocena 6,6
50 wielkich mitów psychologii popularnej Barry L. Beyerstein, Scott O. Lilienfeld, Steven Jay Lynn, John Ruscio

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Latające świnie. Jak umysł tworzy znaczenie Benjamin K. Bergen
Latające świnie. Jak umysł tworzy znaczenie
Benjamin K. Bergen
Gdyby Ci ktoś powiedział, że latające świnie istnieją, to jak byś je sobie wyobraził? Otóż właśnie o wyobrażaniu jest ta książka. Okazuje się, że rozumienie przychodzi z obrazami, które tworzymy sobie w myślach, podczas gdy czytamy lub słuchamy. W sumie, jak się nad tym zastanowić, to nie jest to jakieś bardzo zaskakujące. Tak właśnie robimy. Unaoczniamy sobie różne rzeczy, m.in. dlatego książki mają taką moc. Szalenie to ciekawe. Na poparcie tej tezy autor przytacza całe mnóstwo badań. Właściwie cała książka Latające świnie jest jednym wielkim almanachem z chyba wszystkimi badaniami, które się dokonały. Oraz z takimi, które jeszcze nie zostały wykonane, ale zapewne kiedyś zostaną. Są tu także różne teorie wysnute na podstawie wyników tych badań. Ale to tylko teorie, bo niestety nadal nie wiadomo po co, ani dlaczego sobie rzeczy symulujemy. Wiadomo jedynie, że rozumienie przychodzi wraz z cielesnym doświadczeniem. Jeśli kiedykolwiek mieliśmy w ten czy w inny sposób do czynienia z niedźwiedziem polarnym, to będziemy w stanie przywołać te doświadczenia, gdy o nim później przeczytamy. 🐖 Jak rozumiemy abstrakcje? Jeszcze bardziej interesujące jest jak rozumiemy idee abstrakcyjne, które nie wiążą się z konkretnym ruchem lub przedmiotem. Albo jak rozumiemy konteksty powiązane z tym, o czym czytamy. Te wszystkie informacje sprawiają, że książka Latające świnie może być potencjalnie interesująca dla osób pracujących z językiem, np. pisarzy. Warto wiedzieć, jak czytelnik może wyobrażać sobie to, co w książce napiszą. Konkretnie jakie symulacje powstaną w mózgu w zależności od słów i zwrotów których użyją. Jaką rolę grają czasowniki i rzeczowniki, strona bierna czy formy dokonane i niedokonane czasów jak np. “budzik dzwonił i “budzik zadzwonił”. Uświadomienie sobie, że czytelnik wyobraża sobie dwa zupełnie inne momenty czasowe tego samego wydarzenia, może wpłynąć na precyzyjność przekazu i obrazu. Czytelnik może też wyobrażać siebie z różnych perspektyw – jako czynnego uczestnika wydarzeń widzącego wydarzenie z boku, lub wykonawcę wydarzeń i jakie sformułowania są za to odpowiedzialne. Nawiasem mówiąc, wygląda na to, że bezcielesna AI nigdy nie będzie w stanie rozumieć jak człowiek. Być może nawet z ciałem nigdy jej się to nie uda. Z jednej strony przedstawienie tych wszystkich badań w jednym miejscu to plus, bo wszystkie są zebrane, opisane i z przypisami do źródeł. Z drugiej, po pewnym czasie ich lektura staje się dość nużąca. Dla kogoś kto czytał tę książkę w ramach ciekawostki, jak ja, taka forma niekoniecznie jest wymarzona. Ale dla kogoś, kto potrzebuje takiej wiedzy, Latające świnie są idealnym sposobem na jej przyswojenie.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na74 miesiące temu
Przeciw demokracji. Idee polityczne XX wieku w Europie Jan-Werner Müller
Przeciw demokracji. Idee polityczne XX wieku w Europie
Jan-Werner Müller
Książka niewątpliwie wymagająca skupienia i uwagi, jednak dobrze mi się ją czytało. Nie jest to typowa historia doktryn politycznych XX wieku, lecz raczej analiza idei, które miały wpływ na wydarzenia polityczne w tym okresie. Wiele osób, nawet interesujących się polityką na co dzień, nie do końca zdaje sobie sprawę, że mówiąc o poglądach, programie czy strategii politycznej, poruszamy się w kręgu ograniczonej ilości używanych idei. Niektóre są wciąż aktualne i budzące emocje, inne mniej lub bardziej zapomniane, co jakiś czas odkurzane i przywracane do życia. Książka może być też ostrzeżeniem, choć Muller stara się ograniczać do prezentacji, analizy i wyjaśniania, a nie do oceny. Demokracja nie jawi się tu bynajmniej jako cel sam w sobie, lecz ukazane są też zagrożenia wynikające z braku wbudowanych w nią mechanizmów kontrolnych. Stąd de facto różne rodzaje demokracji. Ta przedwojenna przekształciła się w nazizm, stalinizm, frankizm i inne autorytarne reżimy, które korzystając z niej w sposób instrumentalny, doprowadziły w końcu do kolejnej wojny światowej. Ta powojenna została obarczona niedemokratycznymi instytucjami kontrolnymi, takimi jak np sądy czy trybunały konstytucyjne. Oddaliśmy część wolności w zamian za bezpieczeństwo. Trochę kontrowersyjne może być tak ścisłe powiązanie idei z realnym życiem polityczno - ekonomicznym, czasami ma się wrażenie, że teoria wyprzedzała praktykę, choć na pewno nie brakowało takich sytuacji. Książę zdecydowanie warto polecić.
marpill - awatar marpill
ocenił na92 lata temu
Prawy Umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka Jonathan Haidt
Prawy Umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka
Jonathan Haidt
Ciekawa książka o tym, jak ludzie rzeczywiście podejmują decyzje moralne (nie należy tego mylić z tym, jak powinni je podejmować). Jonathan Haidt formułuje tu tezę, że u podstaw naszych ocen moralnych leżą automatyczne intuicje, i robi to w sposób przekonujący. Książkę czyta się bardzo dobrze. Warto podkreślić, że autor nie proponuje żadnego systemu moralnego, którego należałoby przestrzegać — nie jest to też praca promująca określoną ideologię polityczną. Choć wspomina, że bliska jest mu etyka cnót, robi to marginalnie, główny nacisk kładzie na opis wyników badań prowadzonych przez siebie i swój zespół. Szczególnie interesujące są eksperymenty oparte na pozornie prostych i intuicyjnych pytaniach, na które trudno udzielić spójnej, „racjonalnej” odpowiedzi. Pokazują one, jak często nasze sądy moralne pojawiają się szybciej niż ich uzasadnienia. Książka jest również warta uwagi w kontekście współczesnych zjawisk społecznych, takich jak rosnąca polaryzacja. Autor - niejako przy okazji - dostarcza narzędzi do lepszego zrozumienia, dlaczego ludzie o odmiennych poglądach tak często rozmijają się w ocenach moralnych. Widać to wyraźnie w wielu społeczeństwach Zachodu, gdzie spory ideowe przybierają coraz ostrzejszą formę i czasem podważają poczucie wspólnoty. Choć Haidt nie daje prostych recept, można odczytać jego przesłanie jako zachętę do większej refleksji, pokory i powściągliwości w ocenianiu innych.
Jan - awatar Jan
ocenił na84 dni temu
Historia naturalna ludzkiego myślenia Michael Tomasello
Historia naturalna ludzkiego myślenia
Michael Tomasello
Myślimy nieustannie. Ale co sprawia, że u ludzi ten proces jest wyjątkowy? Czy i w jakim stopniu jest inny jakościowo i ilościowo, gdy porównamy go z myśleniem pozostałych człowiekowatych? Psycholog rozwojowy Michael Tomasello w "Historii naturalnej ludzkiego myślenia" zaprezentował kilka koncepcji w ramach poszukiwań odpowiedzi na te pytania z punktu widzenia społecznych przemian i ewolucji złożoności struktur natury psychologiczno-socjologicznych, które na przestrzeni ostatnich kilku milionów lat zbudowały finalnie nasz język i kulturę. Psycholog główną tezę postawił już na początku i wytrwale bronił na każdej stronie pracy. Można hasłowo wysłowić ją tak: większość skomplikowanych procesów myślowych uformowała się z potrzeb natury egzystencjalnej by w efekcie rozwinąć się w wachlarz interakcji społecznych budując wielopoziomowe relacje grupowe. Do prześledzenia kluczowych punktów zwrotnych, Tomasello powołał kilkuetapowy proces pogłębiającej się z czasem intencjonalności. Za podstawowe mechanizmy budujące to zjawisko uznał kooperację, rekurencję myślenia i samokontrolę. Dzięki nim człowiek dopracował się złożonych form komunikacji. Opowieść Tomasello jest fascynująca, bo jeśli prawdziwa, to pozwala zrozumieć źródła naszej wyjątkowości i jednocześnie dojść do wniosku, że myślenie jest zupełnie naturalne (choć, jako proces zaawansowany, jest raczej wyjątkowe na naszej planecie). Objawiło się ono, jako potrzeba przeżycia i w konsekwencji pełniejszego analizowania świata – mamy intencjonalność współdzieloną – etap rozwoju z pogłębiającą się koordynacją działań z innymi. Ten etap rozwoju jest już nieosiągalny dla innych człowiekowatych. Wypracowano w nim pomocne i coraz bardziej skomplikowane gesty oraz przekazywanie informacji z intencją dzielenia się faktami. Następnie człowiek rozwija gesty ikoniczne, abstrakcyjność i kontekst informacji. Jednostki pogłębiają rekurencję (wiem, że on wie, że ja wiem, że on wie,…) i budują zbiorowe normy dla grup – pojawia się intencjonalność kolektywna. Ostatecznie człowiek zaczął posługiwać się językiem, jako nośnikiem treści zaawansowanych, budując przy okazji struktury moralne i racjonalność zbiorową. Mamy Homo sapiens sapiens. Ta piękna historia kładzie nacisk na adaptacje mające swoje źródła w presji ewolucyjnej, w której człowiekowate wybrały akurat drogę socjalizacji. Ciekawe hipotezy stawia autor, pytając o możliwości rozwojowe współczesnego dziecka, które całe życie spędziłoby na bezludnej wyspie (efekt ‘Robinsona Crusoe’),albo grupie izolowanej (efekt ‘Władcy much’). Jakie wnioski wysuwa autor o możliwościach umysłowych tak rozwijających się ludzi? Po odpowiedź zapraszam do książki. Bardzo ciekawe przemyślenia. Niewiele jest w książce dywagacji odnoszących się do typowych badawczych faktów materialnych. Dominuje narracja hipotez, argumentacji na gruncie teorii języka, antropologii kultury i socjologiczno-psychologicznych narzędzi teoretycznych. Jest trochę opisów eksperymentów zachowań dzieci w wieku do 3 lat, jako bazy do budowania historycznej zmienności procesów poznawczych naszego gatunku. To rodzi jednak sporo pytań o podstawy takiej metody, które wymagają dyskusji – bo w jakim stopniu możemy porównywać zachowanie dwulatka z domniemanym poziomem myślenia naszych przodków przed milionem lat? Sam autor widzi w tym niebezpieczeństwo, choć nie przeprowadza nad tym dyskusji. Podobne pytania nasuwają się przy porównywaniu behawioru małp z dziećmi i wyciąganiu wniosków o stanie umysłu naszych antenatów. Założeniem autora było unikanie przypisania opisywanych zjawisk do konkretnego okresu z historii ewolucji. Są co prawda wspominanie trzy istotne punkty – oddzielenie linii Homo od reszty człowiekowatych, pojawienie się Homo heidelbergensisa i neandertalczyka – do których autor jakoś przypisuje kluczowe zmiany społecznej organizacji, lecz robi to tylko zdawkowo. Widać, jest jeszcze sporo pracy przy nadawaniu przemianom kognitywnym konkretnych znaczników czasu. Książka jest momentami trudna. Autor używa pojęć z teorii języka (np. konstrukcje ergatywne czy akuzatywne),które akurat mi były często obce. Nie można jednak powiedzieć, że ma ‘ciężkie pióro’. Ostatnie strony (233-262) to wspaniałe podsumowanie, gdzie wszystko jest jasno wyłożone. Jeśli ktoś nie chce się męczyć nad detalami, może skupić się na tych fragmentach. Tam jest istota myśli autora. "Historia naturalna ludzkiego myślenia" to bardzo dobra książka. Jest trochę detalicznych analiz, które będąc codziennością autora, mogą męczyć swą hermetycznością, ale chyba i tak warto. Dla mnie to uzupełnienie poszukiwań odpowiedzi o ludzki umysł, myślenie i świadomość, które do tej pory poznawałem raczej od strony biologicznej czy filozofii kognitywistyki. Tu mamy narrację z dominującym komponentem socjologiczno-lingwistycznym. Polecam.
Carmel - awatar Carmel
ocenił na87 lat temu
Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury Steven Pinker
Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury
Steven Pinker
To ta - jedna z tych "naj" książek ;) Jest bardzo dobra. Ale jest to cegła na ponad 900 stron i to, na co zwracają inne opinie uwagę, czyli mnóstwo statystyk, to też prawda - to może być nieco monotonne... Jak autor zaznacza na początku: nie dało się napisać krótszej ;) i pewnie ma rację, ale... to po prostu sprawia, że nie pochłania jej się zupełnie lekko. Język jest bardzo przystępny i właściwie raczej lekki, z odrobiną humoru, ale naprawdę tak delikatną, że jest to idealne połączenie. Książkę dobrze się czyta, ale pierwszą połowę nieco lepiej niż drugą... To nie jest najlżejsza w czytaniu książka, ale treść jest bardzo dobra. Powiedzieć, że na świecie jest co raz lepiej jest łatwo, i już dawno sam to zauważyłem, ale dla nieprzekonanych autor powołuje się na olbrzymią liczbę statystyk (dlatego książka jest taka długa). Kiedy po nią sięgałem, myślałem że będzie o przestępstwach typu morderstwa i napaści, ewentualnie gwałty ale tematy poruszane przez autora są dużo szersze: morderstwa, konflikty zbrojne, niewolnictwo, ludobójstwo, zbrodnie z nienawiści ale też przemoc fizyczna w rodzinach, stosunek do mniejszości, zwierząt, bicia dzieci... "Trudno w to uwierzyć - wiem, że większość ludzi nie wierzy - ale natężenie przemocy od dawna maleje i dzisiaj prawdopodobnie żyjemy w najspokojniejszej epoce w dziejach naszego gatunku. Proces ten nie przebiegał bez zakłóceń, nie ograniczył poziomu przemocy do zera i nie ma gwarancji, że będzie trwał wiecznie, ale jest niepodważalny, w skali czasowej od stuleci do lat, a także we wszystkich kategoriach zjawisk, od wojen po karanie dzieci za pomocą klapsa." (pdf.str. 13) Wiele znalezionych szkieletów ujawnia, że ci ludzie zmarli w wyniku przemocy (Ötzi, Człowiek z Kennewick, Człowiek z Lindow) (odniesienie na str. 25) Bardzo mocna jest część przytaczająca fragmenty Biblii opisujące przemoc całkiem brutalnie... "Zdążając do Ziemi Obiecanej, Izraelici spotykają na swojej drodze Madianitów. Na rozkaz Boga zabijają mężczyzn, palą miasta, porywają trzody, a kobiety i dzieci biorą w niewolę. Kiedy wracają do Mojżesza, on gniewa się na nich, ponieważ oszczędzili kobiety, a część z nich nakłoniła Izraelitów do oddawania czci konkurencyjnym bogom. Każe więc swoim żołnierzom dopełnić dzieła ludobójstwa i uraczyć się gibkimi nałożnicami, które mogą gwałcić do woli: „Zabijecie więc spośród dzieci wszystkich chłopców, a spośród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną. Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu”. W Księdze Powtórzonego Prawa 20 i 21 Bóg przedstawia Izraelitom naczelną strategię postępowania z miastami, które nie przyjmą ich zwierzchnictwa: mężczyzn zadźgać mieczami, a kobiety i dzieci uprowadzić. Mężczyzna mógł wtedy stanąć przed następującym problemem: ponieważ właśnie zabił rodziców i braci swojej pięknej nowej niewolnicy, mogła nie być w nastroju do amorów. Bóg przewidział tę uciążliwość i podsunął następujące rozwiązanie: mężczyzna, który porwał kobietę, powinien ogolić jej głowę, obciąć paznokcie i uwięzić w swoim domu na miesiąc, żeby wypłakała sobie oczy, a potem może ją zgwałcić." (pdf.str. 31-32) "Stary Testament ukazuje świat, który dla współczesnych oczu jest wstrząsający w swoim okrucieństwie. Ludzie biorą w niewolę, gwałcą i mordują członków swojej najbliższej rodziny. Watażkowie na oślep wyrzynają cywilów, nie wyłączając dzieci. Kobiety są kupowane, sprzedawane i wykorzystywane jak zabawki seksualne. Jahwe torturuje i masakruje setki tysięcy ludzi za przypadki drobnego nieposłuszeństwa albo bez żadnego powodu. Tego rodzaju bestialstwa nie są zjawiskiem incydentalnym. Uczestniczą w nich wszystkie ważniejsze postacie Starego Testamentu, rysowane kredkami przez dzieci w szkółce niedzielnej. Ta okrutna saga ciągnie się przez tysiąclecia, od Adama i Ewy przez Noego, patriarchów, Mojżesza, Jozuego, sędziów, Saula, Dawida, Salomona i dalej. Jak wyliczył biblista Raymund Schwager, w Starym Testamencie „jest ponad 600 fragmentów wprost mówiących o tym, że narody, królowie albo pojedynczy ludzie napadają, niszczą i zabijają innych. […] Około 1000 wersetów, w których sam Jahwe pełni funkcję bezpośredniego wykonawcy brutalnej kary, wiele tekstów, w których Pan oddaje przestępcę pod miecz kata, a w ponad 100 innych fragmentach Jahwe wydaje nakaz zabijania”. Matthew White, który określa się mianem badacza przemocy i prowadzi bazę danych z szacunkową liczbą ofiar śmiertelnych większych wojen, rzezi i ludobójstw, obliczył, że liczba ofiar masowych mordów konkretnie wymienionych w Biblii wynosi 1,2 miliona. (Pomija pół miliona poległych w wojnie pomiędzy Judą i Izraelem, opisanej w Drugiej Księdze Kronik 13, ponieważ w świetle innych posiadanych przez nas informacji liczba ta wydaje się mało wiarygodna.) Gdybyśmy dodali do tego ofiary potopu, łącznie uzyskaliśmy około 20 milionów. Pocieszające jest to, że większość tych rzeczy oczywiście nigdy się nie wydarzyła. Nie ma dowodów na to, że Jahwe zalał planetę wodą i podpalał miasta, ale również historie o patriarchach, exodusie, podbojach i imperium żydowskim prawie na pewno są fikcyjne. Historycy nie znaleźli w źródłach egipskich wzmianki o odejściu miliona niewolników (co raczej nie umknęłoby uwagi Egipcjan),archeolodzy nie natrafili zaś na ślady oblężeń i walk w ruinach Jerycha i sąsiednich miast z około 1200 roku p.n.e. A jeśli na przełomie II i I tysiąclecia p.n.e. istniało imperium Dawida rozciągające się od Eufratu po Morze Czerwone, to w tamtym czasie nikt tego nie zauważył. Współcześni bibliści ustalili, że Biblia jest jak Wikipedia. Przez ponad pół tysiąclecia tworzyli ją pisarze posługujący się różnymi stylami, dialektami, imionami postaci i koncepcjami Boga, a chaotyczne przeróbki pozostawiły po sobie wiele sprzeczności, powtórzeń i nieciągłości." (pdf.str. 34-35) - :D (tak obszernie sobie cytuję, bo mi się przyda również do innych dyskusji ;) ). Ale to że dziś miliony wierzących ma przecież zupełnie inną (współczesną) moralność, to też oznacza właśnie tyle, że ludzie są mniej brutalni. "Niezależnie od tego, czy Izraelici rzeczywiście dopuszczali się ludobójstw, nie ulega wątpliwości, że uważali je za dobry pomysł. Nikomu nie przychodziło do głowy, że kobieta ma prawo nie być gwałcona albo kupowana jako obiekt seksualny. Autorzy Biblii nie widzieli niczego złego w niewolnictwie bądź takich okrutnych karach, jak oślepianie, kamienowanie albo rąbanie na kawałki. Życie ludzkie nic nie znaczyło w porównaniu z bezmyślnym posłuszeństwem wobec zwyczaju i władzy." (pdf.str. 35) "(…) od XIII do XX wieku liczba zabójstw w różnych regionach Anglii obniżyła się 10-krotnie, 50-krotnie, a w niektórych przypadkach 100-krotnie - na przykład ze 110 zabójstw na 100 000 mieszkańców rocznie w XIV-wiecznym Oksfordzie do mniej niż 1 zabójstwa na 100 000 mieszkańców w Londynie z połowy XX wieku. (...) Odkrycie to obala wszelkie stereotypy o sielskiej przeszłości i zdegenerowanej teraźniejszości. W odpowiedziach na internetowy kwestionariusz, który miał sprawdzić postrzegany poziom przemocy, ludzie zgadywali, że XX-wieczna Anglia była o 14% brutalniejsza od Anglii XIV-wiecznej. W rzeczywistości była o 95% mniej brutalna." (pdf.str. 94-95) "Można przypuszczać, że w XVIII wieku idea zniesienia kary śmierci wydawałaby się lekkomyślna. Uznano by zapewne, że nie musząc się bać makabrycznej egzekucji, ludzie bez wahania mordowaliby dla zysku albo z zemsty. Dzisiaj jednak wiemy, że zniesienie kary śmierci nie tylko nie odwróciło utrzymującej się przez wiele stuleci tendencji spadkowej wskaźnika zabójstw, ale że na ogół tendencję tę przyspieszało oraz że najniższe wskaźniki zabójstw notowane są we współczesnych państwach Europy Zachodniej, z których żadne nie uśmierca ludzi. Kara śmierci jest jedną z wielu form instytucjonalnej przemocy, które niegdyś uchodziły za niezbędne do funkcjonowania społeczeństwa, ale po ich zniesieniu społeczeństwo doskonale sobie bez nich poradziło." (pdf.str. 207-208) - cóż jeszcze dodać? :) Ale tak, także takie kwestie porusza autor w książce jak choćby złagodzenie kar. Oraz niewolnictwo - nawet jeśli zdarza się nadal, to żadne państwo nie będzie mówić o tym z dumą: "Wypowiedź Kevina Balesa, prezesa stowarzyszenia Free the Slaves (…): '(…) Dzisiaj nie musimy toczyć batalii prawnej, ponieważ we wszystkich krajach prawo zakazuje niewolnictwa; nie musimy odpierać argumentu ekonomicznego, ponieważ żadna gospodarka nie opiera się na niewolnictwie (inaczej niż w XIX wieku, kiedy bez niewolników mogłyby upaść całe branże). Nie musimy też toczyć sporów moralnych, ponieważ nikt nie próbuje usprawiedliwiać niewolnictwa.'" (pdf.str. 214) A jeśli przeliczyć liczbę ofiar z uwzględnieniem współczynnika ludnościowego i pozycję, którą zajmowałoby dane wydarzenie, gdyby liczba ludności świata wynosiła tyle, ile w połowie XX wieku, to się okazuje że IIWŚ zajęłaby nie pierwsze, a dopiero 9 miejsce pod względem liczby ofiar! (tabela ze str. 260) "(…) nigdy nie było wojny między dwoma krajami demokratycznymi." (pdf.str. 364) "(…) kraje demokratyczne rzadziej toczą wojny międzypaństwowe, rzadziej pogrążają się w wojnach domowych na dużą skalę i rzadziej popełniają ludobójstwa." (pdf.str. 442) - to tak w kontekście tego czemu przeraża mnie jakikolwiek inny ustrój ;) Autor ma też coś do powiedzenia na temat terroryzmu: "Ponadto w każdym roku z wyjątkiem 1995 i 2001 więcej Amerykanów za biły pioruny, jelenie, alergia na orzeszki ziemne, użądlenia przez pszczoły i „zapalenie się lub stopienie nocnej bielizny” niż zamachy terrorystyczne>' (pdf.str. 447) - ;) "Od niepamiętnych czasów rodzice porzucali, dusili, bili, topili i truli wiele ze swoich nowo narodzonych dzieci. Antropolog Laila Williamson przeprowadziła badania, z których wynika, że dzieciobójstwo było praktykowane na wszystkich kontynentach przez wszystkie rodzaje społeczeństw, od niepaństwowych gromad i osad (z których 77% akceptowało zwyczaj dzieciobójstwa) po rozwinięte cywilizacje. Do niedawna od 10% do 15% wszystkich niemowląt zabijano niedługo po urodzeniu, a w niektórych społeczeństwach odsetek ten dochodził do 50%. (…) Przebyliśmy długą drogę, zanim dotarliśmy do naszych czasów, których półkilogramowym maleństwom ratuje się życie dzięki heroicznym wysiłkom chirurgów, oczekuje się od dzieci produktywności ekonomicznej dopiero w trzeciej dekadzie życia, a za przemoc wobec dzieci uznaje się grę w zbijaka." (pdf.str. 535) - dalej jest możliwe wyjaśnienie dzieciobójstwa z perspektywy biologii ewolucyjnej i ma to sens, muszę przyznać. Fragment dotyczący homoseksualizmu jest tak fajnie napisany :D "Przemoc homofobiczna, odgórna lub oddolna, to tajemnicza pozycja w katalogu przemocy, ponieważ agresor nie odnosi z niej żadnej korzyści. Nie wchodzą w grę żadne sporne zasoby, a ponieważ homoseksualizm jest przestępstwem bez ofiar, zapobieganie mu nie zwiększa spokoju społecznego. Można by wręcz oczekiwać, że na widok homoseksualisty mężczyźni hetero pomyślą sobie: „Super, więcej kobiet dla mnie!”. Zgodnie z tą samą logiką znacznie większą zbrodnią powinno być lesbijstwo, ponieważ usuwa z puli rozrodczej dwie kobiety naraz. (…) Homofobia jest ewolucyjną zagadką, podobnie jak sam homoseksualizm. To znaczy nie ma niczego tajemniczego w homoseksualnym zachowaniu. Człowiek jest gatunkiem polimorficznie zboczonym i bez przerwy próbuje zaspokajać popęd płciowy za pomocą różnych żywych i nieżywych obiektów, które nie zwiększają jego osiągnięć rozrodczych. W wyłącznie męskich środowiskach, na przykład na statkach, w więzieniach i szkołach z internatem, ludzie często zadowalają się łatwo dostępnym obiektem, który w całej okolicy najbardziej przypomina kobiece ciało." (pdf.str. 575) - :D (tak, oczywiście dalej jest trochę poważniej ale i tutaj przemoc spada). "Mit czystego zła jest wielką przeszkodą na drodze do zrozumienia prawdziwego zła. Jako że punkt widzenia naukowca przypomina punkt widzenia sprawcy, a punkt widzenia moralisty przypomina punkt widzenia ofiary, naukowców oskarża się o to, że „usprawiedliwiają sprawcę”, „przerzucają winę na ofiarę” albo próbują zrehabilitować amoralną doktrynę, że „wszystko zrozumieć to wszystko wybaczyć” (przypomnijmy sobie, jak odpowiedział na tego rodzaju krytykę Lewis Richardson: dużo potępić to mało zrozumieć)." (pdf.str. 635) - podoba mi się odpowiedź pana Lewisa Richardsona. "Alternatywa dla mitu czystego zła brzmi następująco: większość cierpienia zadawanego ludziom przez ludzi bierze się z motywów, które znajdujemy w każdej normalnej osobie. Płynie z tego wniosek, że spadek przemocy w znacznej mierze wynika z faktu, iż ludzie kierują się tymi motywami rzadziej, w bardziej ograniczonym stopniu i w mniejszej liczbie sytuacji." (pdf.str. 724) "(…) inteligentniejsi ludzie są bardziej liberalni." (pdf.str. 838) - dlaczego wcale mnie to nie dziwi? ;) (btw. wzrost inteligencji wiąże się ze spadkiem przemocy). Ale potem jest "korelacja, która zdenerwuje lewicę, tak jak korelacja z liberalizmem zdenerwowała prawicę", więc konserwatyści też nie muszą się z góry negatywnie nastawiać :D "Niechęć do nowożytności to jeden z lejtmotywów współczesnej krytyki społecznej. (…) Co takiego dała nam technologia, mówią, oprócz alienacji, skażenia środowiska, patologii społecznych, utraty sensu życia i kultury konsumeryzmu, która niszczy naszą planetę tylko po to, żebyśmy mogli mieć domy do samodzielnego montażu, SUV-y i reality show? (…) Od lat siedemdziesiątych, kiedy romantyczna nostalgia zawędrowała pod strzechy, statystycy i historycy gromadzą fakty, które przemawiają przeciwko niej. Tytuły publikowanych przez nich książek mówią same za siebie: (…) "It’s Getting Better All the Time" , "The Good Old Days - They Were Terrible!" (…) Obrońcy nowożytności opowiadają o uciążliwościach codziennego życia przed nastaniem zamożności i technologii. Nasi przodkowie, przypominają nam autorzy, byli zawszeni, mieli robaki i mieszkali nad piwnicami, w których gromadziły się ich odchody, a jedzenie było bez smaku, monotonne i nie zawsze dostępne. Opiekę medyczną zapewniano za pomocą piły lekarza i obcęgów dentysty. Przedstawiciele obu płci harowali od świtu do nocy, po czym pogrążali się w ciemnościach. Zima oznaczała wiele miesięcy głodu, nudy i dotkliwej samotności w gospodarstwach rolnych odciętych od świata przez śnieg. Nasi niedawni przodkowie musieli się jednak obchodzić nie tylko bez przyziemnych wygód, ale również bez wyższych i szlachetniejszych dóbr, takich jak wiedza, piękno i kontakty międzyludzkie. Do niedawna większość ludzi nigdy nie oddaliła się o więcej niż kilkanaście kilometrów od miejsca urodzenia. Nikt nie miał pojęcia o ogromie kosmosu, prehistorii cywilizacji, genealogii istot żywych, kodzie genetycznym, świecie mikroskopowym czy składnikach materii i życia. Nagrania muzyczne, książki w przystępnych cenach, natychmiastowe wiadomości ze świata, reprodukcje wybitnych dzieł sztuki czy filmy fabularne były czymś niewyobrażalnym, już nie mówiąc o tym, żeby miały się zmieścić w kieszonkowym urządzeniu. Kiedy dzieci emigrowały, ich rodzice często już nigdy ich nie widzieli, nie słyszeli ich głosów i nie poznawali swoich wnuków. Do tego wszystkiego dochodzą dary nowożytności dla samego życia: dodatkowe dekady istnienia, matki, które nie umierają przy porodzie, dzieci, które przeżywają swoje pierwsze lata na ziemi. Kiedy spaceruję po starych cmentarzach Nowej Anglii, zawsze uderza mnie obfitość maleńkich kwater grobowych i przejmujących inskrypcji. Elvina Maria, zmarła 12 lipca 1845 roku w wieku 4 lat i 9 miesięcy. „Wybaczcie tę łzę, płacze matka. Tutaj śpi uschnięty kwiatuszek”. Przy wszystkich tych powodach, dla których żaden romantyk nie wsiadłby do wehikułu czasu, nostalgik zawsze mógł wyjąć jedną kartę moralną: przemoc w świecie nowożytnym. Przynajmniej, mówił nostalgik, nasi przodkowie nie musieli się martwić o napady rabunkowe, strzelaniny w szkołach, zamachy terrorystyczne, holocausty, wojny światowe, pola śmierci, napalm, gułagi i zagładę jądrową. Żaden Boeing 747, żaden antybiotyk, żaden iPod nie jest przecież wart cierpienia, których potrafią przysporzyć światu nowoczesne społeczeństwa z ich technologiami. I właśnie w tym miejscu pozbawiona sentymentalizmu historia i statystyczne rozeznanie mogą zmienić nasze spojrzenie na nowożytność, pokazują bowiem, że nostalgia za pokojową przeszłością jest w tym kontekście największym złudzeniem. Teraz już wiemy, że tubylcze ludy (...) miały wyższe wskaźniki zgonów wojennych od notowanych podczas naszych wojen światowych. Twórcy romantycznych wizji średniowiecznej Europy pomijają dopieszczone przez rzemieślników narzędzia tortur i nie mają pojęcia o 30-krotnie wyższym ryzyku morderstwa w tamtych czasach. Stulecia, za którymi ludzie odczuwają nostalgię, były stuleciami, w których żonom cudzołożników obcinano nosy, ośmioletnie dzieci wieszano za drobne kradzieże, od rodziny więźnia żądano opłaty za rozkucie kajdan, czarownice przepiłowywano na połowę, a marynarzy chłostano do żywego mięsa. Moralne oczywistości naszej epoki, na przykład że niewolnictwo, wojna i tortury są złem, uznano by za sentymentalizm pięknoduchów, a koncepcję powszechnych praw człowieka za sprzeczność samą w sobie. Ludobójstw i zbrodni wojennych nie odnotowywano w kronikach historycznych tylko dlatego, że w tamtych czasach nikt nie dostrzegał w nich poważnego problemu. Z perspektywy prawie siedmiu dekad po wojnach światowych i ludobójstwach pierwszej połowy XX wieku widzimy, że nie były to zwiastuny jeszcze gorszego ani norma, do której świat się przystosował, lecz lokalny szczyt, z którego krzywa zjechała zygzakami w dół. Ukryte za tymi zbrodniami ideologie nie były koncepcjami wplecionymi w tkankę nowoczesności, lecz anachronizmami, które trafiły na śmietnik historii." (pdf.str. 877-879) - długi cytat ale musiałem. No. I cieszę się, że nim właśnie mogę zakończyć tą recenzję :) (czytana/słuchana: 12-21.08.2025) 5/5 [9/10]
lex - awatar lex
ocenił na97 miesięcy temu
Dlaczego nie mogę być chrześcijaninem a tym bardziej katolikiem? Piergiorgio Odifreddi
Dlaczego nie mogę być chrześcijaninem a tym bardziej katolikiem?
Piergiorgio Odifreddi
⚡ Matematyk kontra dogmat – kto tu kogo liczy? ⚡ 🧮 Gatunek: esej polemiczny / matematyczna rozprawa z dogmatem / filozoficzny stand-up 📐 Styl: logika formalna + ironia publicysty, równanie z jednym niewiadomym (Bogiem) ⚖️ Wrażenie: jak sprawdzanie dowodu matematycznego, w którym ciągle wychodzi „sprzeczność” ⏳ Zakres: od Księgi Rodzaju po Ewangelie, z tabelką błędów w tle 🎯 Efekt: książka bardziej liczy niż pociesza, bardziej burzy niż buduje 📚 Ocena: 7/10 – za odwagę, za prowokację i za to, że zmusza do myślenia. Minus za to, że czasem brnie w łatwą kpinę i nie wszystko tłumaczy jasno. Książka zdecydowanie nie dla każdego – ale dla tych, którzy lubią spór, to lektura obowiązkowa. 🧮 Rachunek Odifreddiego 🧮
 Autor rozkłada chrześcijaństwo jak równanie: w jednym członie dogmaty, w drugim sprzeczności, a wynik – czysta ironia. Tam, gdzie katechizm mówi „tajemnica wiary”, Odifreddi widzi „błąd logiczny”. Nie czyta Biblii jak księga natchniona, ale jak tekst pełen mitów, niekonsekwencji i ludzkich projekcji. ✝️ Dogmaty się bronią ✝️
 I tu właśnie jest haczyk. Bo choć autor demaskuje i kpi, to dogmaty wcale się od tego nie rozpadają. One działają jak mur – im mocniej w nie uderzasz, tym bardziej pokazują swoją rolę: chronić wiarę przed logiką. Dla wierzących książka Odifreddiego będzie jak deszcz na katedrę – spływa po murze, zostaje tylko ślad wilgoci. 🔎 Moje wrażenie 🔎
 Nie było to proste – książka wymaga skupienia, a czasem też dystansu do ironii autora. Ale dla kogoś, kto lubi takie tematy, to satysfakcjonujące doświadczenie: trochę filozofii, trochę krytyki tekstu, trochę erudycji matematyka, który bawi się religią jak łamigłówką. 🏁 Finalnie: to nie jest książka, która ma nawrócić ani odwieść od wiary. To książka, która pokazuje, że chrześcijaństwo też da się „przeliczyć” i „rozłożyć na części”. A to, że dogmaty mimo wszystko się bronią, jest równie fascynujące, jak to, że Odifreddi próbuje je zburzyć.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na77 miesięcy temu
Przedziwna śmierć Europy Douglas Murray
Przedziwna śmierć Europy
Douglas Murray
Douglas Murray, brytyjski dziennikarz i analityk polityczny, napisał książkę, która dla jednych jest proroczym ostrzeżeniem, a dla innych kontrowersyjnym manifestem pesymizmu. Przedziwna śmierć Europy, oceniona przeze mnie na mocne 8/10, to lektura gęsta od faktów, napisana z niezwykłą elegancją, ale też przeszywająco chłodna w swoich konkluzjach. To jedna z tych pozycji, które niezależnie od poglądów politycznych czytelnika, zmuszają do wyjścia ze strefy komfortu i zmierzenia się z pytaniami o fundamenty zachodniej cywilizacji. Teza Murraya jest radykalna i wyłożona bez zbędnych eufemizmów: Europa, jaką znamy, popełnia samobójstwo. Autor argumentuje, że proces ten odbywa się na dwóch płaszczyznach. Pierwszą jest masowa, niespotykana wcześniej w historii migracja, która zmienia strukturę demograficzną kontynentu. Drugą, zdaniem Murraya znacznie groźniejszą, jest duchowa i kulturowa pustka, w jaką zapadł się Zachód. Autor twierdzi, że Europejczycy stracili wiarę w swoje tradycje, religię i sens własnego istnienia, co doprowadziło do stanu „egzystencjalnego zmęczenia”. Książka jest imponująca pod względem dokumentacji. Murray podróżuje do obozów dla uchodźców w Grecji i we Włoszech, rozmawia z politykami, ale też analizuje teksty filozoficzne i statystyki demograficzne. Jego styl jest błyskotliwy, pełen erudycji, a argumentacja prowadzona z chłodną, niemal matematyczną precyzją. Autor nie boi się wytykać hipokryzji europejskim elitom, oskarżając je o krótkowzroczność i lęk przed oskarżeniami o brak tolerancji, co jego zdaniem paraliżuje rzetelną debatę o przyszłości kontynentu. Najciekawsze fragmenty książki to te poświęcone „poczucie winy”. Murray analizuje, jak kolonialna przeszłość i zbrodnie XX wieku sprawiły, że Europa przestała wierzyć w legitymację własnej kultury. To właśnie ten brak wiary sprawia, że Stary Kontynent nie potrafi – lub nie chce – asymilować przybyszów, oferując im jedynie konsumpcjonizm zamiast wspólnych wartości. Autor rysuje wizję przyszłości, w której Europa staje się jedynie „muzeum” lub terytorium bez jasnej tożsamości. Nota jest wysoka, ponieważ Murray potrafi nazwać lęki, które wielu ludzi odczuwa, ale boi się wyartykułować w obawie przed społecznym ostracyzmem. To książka odważna i intelektualnie stymulująca. Jednocześnie ocena nie jest maksymalna, ponieważ autor momentami wpada w ton jednostronny. Choć jego diagnozy są oparte na faktach, Murray niemal całkowicie pomija pozytywne aspekty wielokulturowości czy zdolność demokracji do autokorekty. Jego pesymizm jest tak głęboki, że momentami wydaje się wręcz deterministyczny, nie dając czytelnikowi niemal żadnej nadziei na inny scenariusz. Przedziwna śmierć Europy to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć napięcia targające dzisiejszą Unią Europejską. To książka bolesna, irytująca i fascynująca zarazem. Douglas Murray nie pisze po to, by przypodobać się komukolwiek; pisze, by wywołać wstrząs. Niezależnie od tego, czy zgadzamy się z jego diagnozą „śmierci” kontynentu, trudno przejść obok tej argumentacji obojętnie. To ważny głos w debacie o tym, co właściwie sprawia, że Europa jest Europą i czy jesteśmy gotowi o to walczyć.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na825 dni temu

Cytaty z książki Pranie mózgu. Uwodzicielska moc (bezmyślnych) neuronauk

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pranie mózgu. Uwodzicielska moc (bezmyślnych) neuronauk