A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny

Okładka książki A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny autora Sacha Batthyany, 9788307034171
Okładka książki A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny
Sacha Batthyany Wydawnictwo: Czytelnik literatura piękna
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Und was hat das mit mir zu tun? Ein Verbrechen im März 1945. Die Geschichte meiner Familie
Data wydania:
2017-08-10
Data 1. wyd. pol.:
2017-08-10
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788307034171
Tłumacz:
Emilia Bielicka
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny



książek na półce przeczytane 517 napisanych opinii 321

Oceny książki A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny

Średnia ocen
6,6 / 10
90 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny

avatar
1525
1500

Na półkach:

Ciekawa acz dyskusyjna forma autoterapii Autora po objawieniu, że ciotka była hitlerowską entuzjastką zamordowania grupy Żydów w austriackim Rechnitz w marcu 1945 r., a pradziadek zatuszował taka małą zbrodnię wobec żydowskiej pary kilka miesięcy wcześniej w swym węgierskim majątku. Kolejna rzecz o tym, jak wiele jest pułapek pamięci, którą kształtując, deformujemy.

„Przeszłość zdołamy pokonać tylko wtedy, jeśli będziemy bez końca przypominali to, co się wydarzyło” – to zdanie wydaje się dobrym mottem dla Batthyany’ego, potomka dwóch wielkich węgierskich rodów, bo babka de domo Esterhazy (”Bardzo dobrze” - jak mawiał Gombrowicz).

No i Autor przypomina, nie kryjąc zbrodni swych rodaków, nie tylko z tamtego czasu, bo też i mało ich nie było. Pisze np. o kilkumiesięcznej obronie Budapesztu przed hordami ze Wschodu na przełomie 1944-1945 w sojuszniczym braterstwie broni tak wielbionych „bratanków” z SS i Wehrmachtem: „A co działo się z ludźmi, którzy obserwowali, jak budapesztańscy Żydzi - kobiety, dzieci i starcy, skuci ze sobą kajdankami - wpadali w lodowate nurty Dunaju? Rozstrzeliwano tylko pierwszego, który pociągał całą resztę za sobą. Dlaczego przechodnie nie zaczynali krzyczeć?”.

Odpowiada mi sylwiczność tej opowieści, co robi dobrze nie tylko synapsom, ale i całej książce. Bo różne tu formy pisarskie, w tym pasjonujące pamiętniki babki oraz cudem ocalałej z Auschwitz Żydówki, córki właściciela sklepu obok jej majątku. Na losach obu kobiet rozciągnie jest cała narracja. Z jedną z nich Batthyany zdąży się jeszcze spotkać, ale….

Jest tu sporo dobrych miejsc, ale mimo wszystko, liczyłem na coś lepszego, bo do zagadnienia Holokaustu ta pozycja niewiele jednak wnosi. A ponadto kogoś tu za dużo – czyli Autora, a zwłaszcza jego psychoanalizy.

Z drugiej jednak strony podoba mi się, że Autor nie oszczędza nie tylko swej rodziny - co najmniej za tchórzostwo w udzieleniu pomocy prześladowanym w czasie II wojny, choć można i należy zarzucić o wiele więcej - ale i samego siebie.

„Bo wszystko zależy od tego, co człowiek sam jest gotów o sobie ujawnić. Co sam o sobie opowiada. Jaką prawdę na swój temat buduje. Którą prawdę zamierza innym przekazać, a którą woli przemilczeć”.

„Moi krewni nikogo nie torturowali, do nikogo nie strzelali, nad nikim się nie znęcali. Oni byli tylko świadkami i nie reagowali, bo przestali myśleć, zapominając o własnej ludzkiej egzystencji, chociaż ze wszystkiego zdawali sobie sprawę”.

Autor oskarża też i samego siebie, chyba słusznie, że wszystko, co robił dla ujawnienia gorzkiej prawdy i przekazania jej argentyńskiej rodzinie potomków ofiar - robił dla siebie samego. „Na tym polega ów tajemny pakt, zawierany przez nas, potomków, niezależnie od tego, czy jesteśmy wnukami sprawców, czy wnukami ofiar – my wszyscy czegoś dla siebie szukamy, przekopując ziemie i licząc na najcenniejszy kruszec, po czym zabieramy go sobie”.

Końcówka wywarła na mnie duże wrażenie, bo na tytułowe pytanie odpowiedział bardziej niż uczciwie: „Otworzyłem mój notatnik, przeczytałem datę, którą zapisałem w hali odlotów na czystej kartce w lewym rogu. Obok umieściłem pytanie: "Czy zdobyłbyś się na ukrywanie Żydów?". A pod spodem odpowiedź: +Nie+".

W jednym tylko narrator mocno się myli: gdy pisze, że ze Szwajcarii (gdzie od lat mieszka) „nikogo nie deportowano”. Owszem, Szwajcarzy w czasie istnienia III Rzeszy ochoczo i lojalnie wydawali swym niemieckim kuzynom wszystkich - jak to się dziś modnie mówi, nb. nie tylko w reżymowych mediach - „nielegalnych imigrantów”. Akurat nie odbywało się to w formie nieludzkich pushbackow, tylko eleganckiego odstawiania na przejście graniczne, gdzie już czekali stęsknieni za nimi Niemcy w czarnych mundurach….

A propos. Nie jest przypadkiem, że dawne węgierskie wiezienie Kistarcsa, gdzie węgierscy naziści więzili Żydów, a potem komuniści – „wrogów ludu”, za reżymu Orbana jeszcze niedawno było, jak pisze Autor, „jednym z największych aresztów deportacyjnych Europy”. Dziś to muzeum. „Całe zło przychodzi na Węgry zawsze z zewnątrz, czy to ze strony Niemców, Rosjan czy aliantów, tak to w każdym razie jest wpajane wszystkim zwiedzającym budapesztańskie muzea. Węgry były zawsze niewinne, zawsze stawały się ofiarą” – ironizuje Batthyany.

Moim zdaniem „bratankowie” w pełni zasługują dziś na niechlubne miano największych rewizjonistów historii w Europie. Widmo tzw. „Wielkich Węgier” sprzed 1920 r. (gdzie niemal 2/3 mieszkańców było innych narodowości) wciąż im kołacze w rozpalonych głowach. Nie przypadkiem w cytowanym pamiętniku babka Autora tęskni za mapą „naszego dawnego państwa od Krakowa po Triest, od Południowego Tyrolu aż po Belgrad”.

Nic dziwnego, że dziś Węgrzy nie są wielkimi zwolennikami Ukrainy, zwłaszcza iż liczą na „odbicie” Zakarpacia - , a jak Św. Stefan dozwoli, to i Siedmiogrodu, Słowacji i Baczki oraz Polskiego Spisza (!) - no i pomoc pana P. z Kremla. Ale czy to dziwi u najwierniejszych sojuszników Hitlera, którzy dostarczyli największy procentowo kontyngent do krematoriów Birkenau?

Generalnie polecam tym, którzy postrzegają Węgry wyłącznie jako fajny kraj niezłego wina, zupy rybackiej i świetnych łaźni (to tradycje jeszcze rzymsko-tureckie…).

Kilka cytatów

Szwajcaria nadaje się idealnie do tego, by zacząć od początku, by strząsnąć z siebie dawne przeżycia, bo nic w tym kraju nie przypomina ani Hitlera, ani Stalina.

Rozprawialiśmy o Stalinie, holokauście i masowych grobach – podczas gdy inni spokojnie jedli sobie w południe pizzę.

Czy naprawdę jesteśmy tacy czyści, jak to staramy się wirtualnie pokazać? Jak bardzo niezłomni jesteśmy? Jak niezłomny jestem ja?

Kto w końcu decyduje o tym, co jest prawdziwe, a co jest fałszywe? Kto może zamienić morderstwo na samobójstwo? Moja babka napisała: "Ten, kto ma władzę".

W przeciwieństwie do naszej matki Agi, która Węgier nigdy naprawdę nie opuściła, Aron nie chciał już nigdy słyszeć o Polsce, odkąd oboje w 1948 r. przybili statkiem do Argentyny.

Ciekawa acz dyskusyjna forma autoterapii Autora po objawieniu, że ciotka była hitlerowską entuzjastką zamordowania grupy Żydów w austriackim Rechnitz w marcu 1945 r., a pradziadek zatuszował taka małą zbrodnię wobec żydowskiej pary kilka miesięcy wcześniej w swym węgierskim majątku. Kolejna rzecz o tym, jak wiele jest pułapek pamięci, którą kształtując, deformujemy....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
105
52

Na półkach:

Dzieje na austriacko-wegierskim pograniczu i w calym regionie nie sa dla mnie niczym nowym (jestem Bratyslawianinem),jednak sposob w jaki o nich opowiada Batthyany jest bardzo intrygujacy. Przeplatanie dawnej historii jego rodziny ze wspolczesnoscia daje nowe perspektywy i pokazuje calosc w odmiennym swietle.

Dzieje na austriacko-wegierskim pograniczu i w calym regionie nie sa dla mnie niczym nowym (jestem Bratyslawianinem),jednak sposob w jaki o nich opowiada Batthyany jest bardzo intrygujacy. Przeplatanie dawnej historii jego rodziny ze wspolczesnoscia daje nowe perspektywy i pokazuje calosc w odmiennym swietle.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
376
247

Na półkach:

Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że urzekła mnie ta historia. Wzruszająca, zmusza do refleksji. Wspaniała pod każdym względem.

Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że urzekła mnie ta historia. Wzruszająca, zmusza do refleksji. Wspaniała pod każdym względem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

311 użytkowników ma tytuł A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny na półkach głównych
  • 191
  • 115
  • 5
45 użytkowników ma tytuł A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny na półkach dodatkowych
  • 22
  • 8
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dziecko w śniegu Włodek Goldkorn
Dziecko w śniegu
Włodek Goldkorn
Książka ma charakter eseistycznej autobiografii. Autorem jest pisarz, dziennikarz, Polak o żydowskim rodowodzie mieszkający we Włoszech, będący duchowym spadkobiercą Marka Edelmana. Goldkorn, syn spolonizowanych komunizujących Żydów potrafi bezkompromisowo rozprawiać się z mitami opisującymi życie współziomków w przedwojennej Europie, a przy okazji wyjaśnia wiele zachodzących wówczas procesów społecznych: 🔰"Romantyczna i tożsamościowa wizja sztetlu, żydowskiego miasteczka w Europie Wschodniej, jest wytworem naszych czasów. To przewartościowanie wynikło z nostalgii za minionym światem. Ówczesny sztetl przypominał piekło. Królowały tam brud i głupota, bieda i wyzysk. Odrzucano naukę, świeckie lektury uważane za bezbożne i świętokradcze, kobiety były zamknięte w czterech ścianach gospodarstw domowych, nauczyciele szkół rabinackich dla dzieci byli tępi i agresywni, bili uczniów. (...) Ze sztetlu się uciekało. W komunistyczną utopię, zaangażowanie w socjalizm, w syjonistyczne marzenia, w aspiracje, żeby stać się Polakiem, nawet żydowskiego pochodzenia, ale "Polakiem" - obywatelem, osobą świadomą swoich praw i obowiązków, która umie znaleźć się w świecie. Dla większości tych, którzy chcieli uciec z ciasnego świata sztetlu, wolność polegała na przyjęciu języka polskiego, a odrzuceniu jidysz." (s.31) Oto zamieszczona w książce opinia na temat warunków i atmosfery życia w dawnej Galicji, czyli północnej części Cesarstwa Austro- Węgierskiego, na terenie której znajdowały się setki sztetli: 🔰"gdzie - całkiem inaczej niż w nostalgicznych wizjach - nie królowała starożytna mądrość, ale żyło się w ciemnocie, brudzie, beznadziei; gdzie kobiety, tyranizowane i upokarzane, marzyły, żeby pójść na służbę do Warszawy albo do Lwowa czy do Krakowa, byle dalej od przymusu uległości wobec mężczyzn brodatych i zacofanych; i skąd każdy, kto miał choć trochę rozumu - czyli w pierwszej kolejności kobiety - starał się uciec." (s.197) Autor należy do pokolenia, które nie doświadczyło okrucieństw Holokaustu, ale pomimo tego żyje w cieniu Zagłady. Pokazuje nam swoje sielskie dzieciństwo, młodość spędzone w Katowicach oraz kreśli losy rodziny i znajomych. Ale czy na pewno wszystko w tym jego powojennym dostatnim dorastaniu było proste? Na rówieśniczych zabawach z dzieciństwa pojawia się rys Auschwitz, w domu otaczają go meble należące jeszcze niedawno do hitlerowskich aparatczyków, na których widnieją symbole III Rzeszy. "Dziecko w śniegu" to książka, adresowana do włoskiego czytelnika, ukazuje bardzo klarownie rozterki polskiego Żyda, który należy do pierwszego pokolenia dorastającego po Szoa, człowieka kochającego Polskę swoją Ojczyznę, która się go wypiera i która go wypędza. Gdy tymczasem Izrael, nowy kraj, do którego wypędzony polski Żyd wyjeżdża też nie okaże się przyjazny. Poprzez losy swoje i najbliższej rodziny autor przybliża nam historię Polski – II wojnę światową i Holokaust, lata powojenne – próby zrozumienia i oswojenia tego, co zaszło. Pokazuje jak niemal nagle w wyniku działań okupantów z dwóch współistniejących narodów, których losy przeplatały się przez wieki, jeden zupełnie znika i "nikogo" to nie dziwi, nie zastanawia. Europejscy Żydzi, którzy przeżyli Zagładę stali się po zakończeniu II wojny światowej "displaced persons" ludźmi bez własnego miejsca, bez domu i bez przyszłości (dipisami): 🔰"Tak naprawdę Izrael powstał, bo po Shoa w Europie krążyły setki tysięcy żydowskich uchodźców. (...) Europa ich nie chciała, Ameryka też nie kwapiła się otwierać wrót dla tej masy bezdomnych i zrozpaczonych. (...) Było to olbrzymie, potworne odrzucenie przez Europę własnych ofiar. Czarna dziura, nazizm i Zagłada, które były wytworem kultury europejskiej, zostały wyparte na Bliski Wschód." (s.129) Pisarz omówił również kulisy wybuchu pogromu kieleckiego oraz przedstawił stopniowe narastanie antyżydowskich nastrojów inicjowane i podsycane przez środowisko PAX skupione wokół "Słowa Powszechnego" i Bolesława Piaseckiego, który przed rokiem 1939 był jednym z przywódców faszystowskiego ruchu ONR Falanga. Piasecki po wojnie: 🔰"stał się wiernym sprzymierzeńcem nowej władzy. Z komunistami dzielił nienawiść do demokracji i ideę przymierza Polski ze Związkiem Radzieckim."(s.116) Na fali studenckich protestów na UW, które wybuchły w związku z zawieszeniem przez cenzurę 30.01.1968 r. spektaklu "Dziadów" i do marca rozszerzyły się na wszystkie uczelnie w Polsce: 🔰"paksowskie Słowo Powszechne, katolicki dziennik nieuznawany przez Kościół, opublikował artykuł wyjaśniający, że "nieporządki" na UW były dziełem małej grupki studentów pochodzenia żydowskiego - syjonistów. (...) Po tym artykule do nagonki przyłączyły się wszystkie państwowe pisma (z wyjątkiem jednego tygodnika Polityki),wszystkie w tym samym tonie i z tymi samymi argumentami. Miał miejsce syjonistyczny spisek. A teraz należy wykryć i ukarać winnych". (s.115-116) 19 marca 1968 roku podczas przemówienia w Sali Kongresowej w Pałacu Kultury Gomułka powiedział: 🔰"Żydzi, którzy stali się obcym ciałem w ojczyźnie, mogą bez przeszkód wyjechać. - Już jutro! - dało się słyszeć z sali. Gomułka śmiał się. Musiało mu się to wydać bardzo dowcipne"(s.121) 🔰"Łatwość i naturalność, z jaką polscy komuniści uczynili swoim język faszystów sprzed wojny, były wstrząsające." (s.117) Już na pierwszych stronach książki widzimy, jak skomplikowane było życie ówczesnych środkowo i wschodnioeuropejskich Żydów, dostrzegamy rozdźwięk – dwa światy, dwie ojczyzny, dwa różne wybory ciągnące za sobą poważne konsekwencje. Autor mówi o ofiarach i katach, wstydzie i dumie. Nie stawia ani siebie, ani nikogo po żadnej z konkretnych stron – pokazuje nam, że życie, losy ludzi potrafią się różnie układać. Nie wypowiadając ostatecznych opinii pozostawia nam duże pole do dyskusji oraz miejsce na refleksję i zadumę. Chociaż Goldkorn opowiada losy swojej rodziny, to jednak jego publikacja jest uniwersalna. Przez pryzmat tych osobistych doświadczeń, można odnieść się do losów innych mniejszości – religijnych, etnicznych, kulturowych. To próba wyrażenia sprzeciwu wobec zła, zapomnienia, braku zgody na bylejakość w relacjach z drugim człowiekiem, bezkompromisowa, ale zarazem pełna tolerancji relacja człowieka próbującego zrozumieć świat wokół siebie. Wiele w tej publikacji ważnych rozważań o naturze pamięci, celnych uwag na temat mechanizmów odczłowieczania i upokarzania skutecznie i perfekcyjnie stosowanych przez hitlerowców wobec ich ofiar w gettach i obozach zagłady. Nie brak też jawnej krytyki oraz niezgody na tak powszechną w naszych czasach komercjalizację cierpienia i śmierci ofiar Holokaustu. Na koniec przytoczę najważniejsze według mnie stwierdzenie, które znalazłam na kartach tej wyjątkowej autobiografii: 🔰"Myślę, że pamięć nie służy do wyrównywania doznanych krzywd, do zamykania się w kręgu własnej wspólnoty. Wydaje mi się, że pamięć powinna być wykorzystywana w polityce. (...) Kiedyś w kopalniach trzymano kanarki, znane z wrażliwości na gaz. Kanarki ostrzegały górników, kiedy nadchodziła katastrofa. Dla mnie pamięć to taki kanarek w kopalni, ona każe mi krzyczeć na alarm, gdy czuję fetor rasizmu." (s.50/51) 🎄Grudniowe wyzwanie LC 2025: Przeczytam książkę nominowaną lub nagrodzoną. Publikacja otrzymała Nagrodę Asti d'Appello (2017) i znalazła się w finale prestiżowej włoskiej nagrody literackiej Premio Sila'49. (2)
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na103 miesiące temu
Zapiski z domu wariatów Christine Lavant
Zapiski z domu wariatów
Christine Lavant
W tej książce ważne jest wszystko. Poczynając od okładki, jakże wymownej w swej prostocie, a jednocześnie intrygująco- hipnotyzującej poprzez te wnęki, dziury, tunele...,a skończywszy na posłowiu Adama Lipszyca, które bardzo dużo tłumaczy, wyjaśnia. I treść, która jednak mocno, wg mnie, wychodzi poza kanwę informacji, które mamy wdrukowane o tzw. „domach wariatów”. Autobiograficzna opowieść snuta przez Christine Lavant, która opisuje w pamiętniku swoje doświadczenia w klinice psychiatrycznej oraz zmagania z depresją i zdrowiem psychicznym. Autorka, po nieudanej próbie samobójczej, sama zgłosiła się do kliniki psychiatrycznej w Klagenfurcie, spędzając w jej murach całe sześć tygodni. Mało, dużo... Dla mnie wystarczająco, nie wiem, jak dla samej zainteresowanej...To nie jest zwykła autobiografia, to studium tego co wewnętrzne, zamknięte w ciele i dodatkowo jeszcze w budynku „bez okien”, na własne życzenie. Dysonans między tym co czytamy, a tym jakim pięknym językiem jest to opisane, zgrzyta nam w uszach jak widelec po talerzu. Nie znajdziecie tu mrożących krew w żyłach opisów, raczej melancholijne pragnienie wolności, jej wyrażania, w zrozumieniu siebie. Ciekawa, smutna, głęboko emocjonalna pozycja... „Bo cierpienie, z którym człowiek się tu styka, tak bardzo wykracza poza granice człowieczeństwa, że nie można mu zaradzić samym tylko człowieczeństwem.” „Pomyślałby kto, że cały świat składa się wyłącznie z kawałków miłości i musi być cudowny. Ale, na Boga, tak nie jest! Jakimś sposobem zawsze spartaczymy ten kawałek, który mamy wnieść do wielkiej mozaiki.”
Ida_wrześniowa - awatar Ida_wrześniowa
oceniła na715 dni temu
Nikt mnie nie ma Åsa Linderborg
Nikt mnie nie ma
Åsa Linderborg
"Nikt mnie nie ma" Åsy Linderborg to autobiograficzny książka, która wywołuje emocje na wielu poziomach, łącząc w sobie osobistą historię z szerszym kontekstem społecznym. Już od pierwszych stron czujemy ciężar, który spoczywa na małych barkach głównej bohaterki. Åsa, jako kilkuletnia dziewczynka, z całych sił próbuje zrozumieć świat wokół siebie, w którym jej ukochany ojciec staje się zarówno źródłem poczucia bezpieczeństwa, jak i bólu. Relacja między Åsą a jej ojcem została przedstawiona w sposób niezwykle autentyczny. Z jednej strony mamy tu ciepło dziecięcej miłości, idealizację ojca, który staje się dla niej bohaterem. Z drugiej odczucie strachu i zagubienia, które jej towarzyszy. Z biegiem czasu odkrywa, że ojciec jest nieudacznikiem, uzależnionym od alkoholu i niezdolnym do funkcjonowania w coraz bardziej skomplikowanej rzeczywistości lat 70 w Szwecji. Ten rozłam między wizją idealnego ojca a brutalną rzeczywistością jest wyjątkowo poruszający. Autorka w mistrzowski sposób ilustruje nie tylko osobistą tragedię, ale także szerszy obraz społeczeństwa, które staje w obliczu szybkich zmian. Szwecja tamtych lat, opisana przez pryzmat patologicznej relacji ojca i córki, jawi się jako miejsce pełne kontrastów. Przez całą książkę towarzyszy nam poczucie bezsilności i smutku. Nie byłam w stanie uniknąć emocjonalnego zaangażowania w historię Åsy. Czułam jej ból, kiedy uświadamia sobie, że jej ojciec nie jest tym, kim sądziła. To uczucie zdrady, która przychodzi z dorastaniem, jest pięknie, choć tragicznie. "Nikt mnie nie ma" to nie tylko opowieść o trudnej relacji rodzinnej, ale także refleksja nad utratą, nadzieją i procesem dorastania w świecie, który nie zawsze jest przyjazny. To historia, która zmusza do myślenia. Linderborg pisze o trudnych sprawach w sposób przystępny, ale głęboki, co sprawia, że ta książka pozostaje w pamięci na długo po jej zakończeniu. To poruszająca lektura, która zostawia nas z wieloma pytaniami i refleksjami.
mamausza - awatar mamausza
oceniła na81 rok temu
Latawiec z betonu Monika Milewska
Latawiec z betonu
Monika Milewska
Gdański falowiec, kształtem przypominający morską falę to najdłuższy budynek mieszkalny w Polsce. Wybudowany w latach 1970-1973 dla jednych jest architektonicznym koszmarem PRLu , dla innych stał się obiektem kultowym. 860 metrów długości, 32 metry wysokości, 13 metrów szerokości. 11 kondygnacji, 16 klatek, 1792 mieszkań dla blisko 6 tysięcy lokatorów. Do mieszkań wchodzi się z otwartych galerii. Kiedyś można było tymi zewnętrznymi galeriami przejść z jednego końca budynku na drugi. To był spacer :) Przez 50 lat opierał się wiatrom morskim i wichrom historii, więc sam w sobie przeraża, fascynuje i przyciąga. Ile mógłby opowiedzieć …. i w pewien sposób robi to poprzez książkę Moniki Milewskiej „Latawiec z betonu”. To satyryczna lekcja historii, nie pozbawiona elementów komediowych. Zabawna i przewrotna. Jest rok 1975. Twórca budynku, 35letni inżynier, dumny ze swego dzieła rusza galeriami wzdłuż falowca. Odkrywa, że zakrzywił czasoprzestrzeń i każda kolejna klatka przenosi go w przyszłość. Wraz z nim odbywamy podróż w czasie, tyle że dla naszego bohatera to przyszłość , dla nas to już przeszłość. Przeskakujemy w przełomowe wydarzenia dla Polski – wybór Polaka na papieża, stan wojenny, tworzenie Solidarności, śmierć Jana Pawła II. Czytamy o Kaszpirowskim hipnotyzującym masy, odbiornikach telewizyjnych marki Rubin które wybuchały, o kolekcjach kolorowych puszek ustawianych na meblościankach oraz rewolucji technologicznej, narkotykach, krowie na balonie i karpiach w wannie, Ikei, e-mailach, notebookach. Oczami naszego bohatera obserwujemy zmiany które dokonały się na przestrzeni lat. Zmiany mentalne, ekonomiczne, demograficzne i krajobrazowe. Oraz co istotne poznajemy historie zwykłych ludzi, mieszkańców falowca. Ich życie które zmienia się w zależności od dokonywanych wyborów. Oraz ich opinie na temat miejsca w którym mieszkają. Nietuzinkowa opowieść. Polski realizm magiczny. Warto się w nim zanurzyć i poddać się falom historii. Ja bawiłam się wyśmienicie.
Ewa - awatar Ewa
oceniła na76 miesięcy temu

Cytaty z książki A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny

Więcej
Sacha Batthyany A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny Zobacz więcej
Sacha Batthyany A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny Zobacz więcej
Sacha Batthyany A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny Zobacz więcej
Więcej