Portret damy cz. 1

Okładka książki Portret damy cz. 1 autorstwa Henry James
Okładka książki Portret damy cz. 1 autorstwa Henry James
Henry James Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Ekranizacje: Portret damy (1997) Seria: Kolekcja romantyczna klasyka
378 str. 6 godz. 18 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Seria:
Kolekcja romantyczna
Tytuł oryginału:
The Portrait of a Lady
Data wydania:
2017-01-19
Data 1. wyd. pol.:
2017-01-19
Liczba stron:
378
Czas czytania
6 godz. 18 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380693784
Tłumacz:
Maria Skibniewska
Ekranizacje:
Portret damy (1997)
Inne
Klasyka literatury światowej: słynna powieść obyczajowa wielkiego amerykańskiego pisarza. Poruszający portret kobiety, uparcie walczącej o swoją wolność i niezależność oraz wspaniała panorama epoki wiktoriańskiej.

Młoda Amerykanka, Isabel Archer, przybywa do Europy żądna przygód i wrażeń. Odziedziczywszy spory majątek, przekonana, że dokładnie rozumie sens ludzkich poczynań, odtrąca trzech konkurentów, aby poślubić czwartego – bezwzględnego obłudnika. Jednak nie tylko perypetie miłosne są treścią książki – najważniejszy jest proces dojrzewania bohaterki w atmosferze findesieclowej Europy, okupiony utratą niewinności i złudzeń.

W 1996 r. „Portret damy” przeniosła na wielki ekran Jane Campion. W rolach głównych wystąpili Nicole Kidman i John Malkovich.
Średnia ocen
7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Portret damy cz. 1 w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Portret damy cz. 1



1869 671

Oceny książki Portret damy cz. 1

Średnia ocen
7,0 / 10
7 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Portret damy cz. 1

avatar
160
160

Na półkach:

Jestem tą książką absolutnie zachwycony. Choć to spora cegła, to w trakcie czytania zupełnie tego nie odczułem. Henry James ma niesamowity styl pisania i to chyba dzięki temu, bo jego opisy są precyzyjne, a jednocześnie napędzane szczerymi emocjami, które od razu trafiają i pamięta się te rozdziały.

Największa w tym zasługa głównej bohaterki. Autor genialnie przedstawił Isabel Archer, kobietę beztroską, spragnioną przygód i życia pełną piersią. Można pokochać ją za to, że jest kompletnym przeciwieństwem kobiet tamtych czasów, które zazwyczaj miały tylko ładnie wyglądać. Zbliżyłem się do niej, traktując jak taką "amerykańską bohaterkę", która wnosi powiew energii w ten skostniały europejski świat.

Najbardziej boli finał tej historii. Zejście Isabel w ostateczną izolację jest po prostu smutne i zostawia człowieka z ciężkim sercem. Miałem nadzieję i życzyłem jej szczęśliwego zakończenia, bo na nie zasłużyła. Ale mimo że losy potoczyły się inaczej, niż bym chciał, doceniam klasę tej powieści. Będę o tej książce pamiętać.

Jestem tą książką absolutnie zachwycony. Choć to spora cegła, to w trakcie czytania zupełnie tego nie odczułem. Henry James ma niesamowity styl pisania i to chyba dzięki temu, bo jego opisy są precyzyjne, a jednocześnie napędzane szczerymi emocjami, które od razu trafiają i pamięta się te rozdziały.

Największa w tym zasługa głównej bohaterki. Autor genialnie przedstawił...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
78
78

Na półkach:

Wydaje się, że Henry James, z całą swoją umysłową finezją, postanowił skonstruować powieść, która jednocześnie celebruje i grzebie ideę kobiecej autonomii, a przy tym wznosi pałac literackiego stylu tak wyrafinowany, że chwilami przypomina raczej pałac z lodu — połyskujący, lecz zimny i odpychający. Portret damy, mimo swego statusu klasyki, momentami przypomina intelektualną pułapkę, w którą autor wpadł, próbując zbyt usilnie nie napisać powieści psychologicznej, lecz raczej jej sylabicznego szkicu.

Tytułowa dama, Isabel Archer, w założeniu miała być nowoczesna, niezależna, ciekawa świata, a w efekcie staje się figurą niepokojąco pustą. Jej „niezależność” rozgrywa się w ramach psychicznego monologu, który nigdy nie przeradza się w autentyczne działanie. James kreuje jej duszę z precyzją zegarmistrza, ale zapomina, że emocje, aby zaistnieć, muszą mieć także cielesność, temperaturę, a nie tylko konceptualne odbicie. Isabel myśli, rozważa, ocenia — lecz jej czyny wydają się anemiczne. W rezultacie zamiast portretu kobiety z krwi i kości, otrzymujemy studium w porcelanie — piękne, lecz kruche, chłodne, niemal odrealnione.

Styl Jamesa w Portrecie damy osiąga swoje apogeum pod względem meandryczności. Jego zdania, często wielokrotnie złożone, wiją się jak pnącza na zbutwiałym murze konwenansu. To język pełen refleksji, autoironii, intelektualnych nawiasów — lecz niestety rzadko trafiający w samo sedno emocji. Rytm tej prozy przypomina raczej zewnętrzny wykład filozofii życia niż jego doświadczanie. Gdy bohaterowie rozmawiają, nie słychać między nimi napięcia, lecz raczej literacki szelest papieru.

Co gorsza, momenty, które powinny eksplodować dramatem — jak wybór Isabel czy konfrontacje z Osmondem — nie mają w sobie siły katharsis. To bardziej intelektualne ruchy figur po szachownicy społeczeństwa niż prawdziwe zmagania egzystencjalne. Wrażenie alienacji pogłębia się tym bardziej, że James wciąż zatrzymuje akcję, by analizować intencje, rozwarstwiać motywy, dekonstruować spojrzenia. Paradoksalnie, im więcej opisów psychiki, tym mniej emocji.

O ile Isabel jest z marmuru, Gilbert Osmond, mężczyzna, którego wybiera, to zaledwie pusty relief — ulepiony z manier, chłodu i narcyzmu. W jego postaci James zawarł całą swoją pogardę wobec europejskiego dekadentyzmu i jednocześnie własną fascynację nim. Osmond ma być potworem z cieniem estety, manipulantem, który niszczy kobietę delikatnie, niemal niedostrzegalnie — ale jego zło jest nużące, przewidywalne, pozbawione dramatyzmu. Jego intrygi są jednocześnie wyrafinowane i przezroczyste — jakby autor nie do końca wierzył w własnego antagonisty.

Największym paradoksem Portretu damy jest fakt, że mimo obsesyjnej dbałości o detale psychologiczne, czytelnik zostaje z portretem... niepełnym. Nie tyle niedokończonym, co rozmazanym, jakby James sam nie wiedział, gdzie się kończy wolność, a zaczyna autodestrukcja. Isabel nie uczy się na błędach — ona je kontempluje. Nie porzuca Osmonda — ona go „rozważa”. Nie podejmuje decyzji — ona je „przetwarza”. Jej powrót na koniec książki nie jest aktem siły, lecz raczej powtórką z błędu w bardziej wyrafinowanej tonacji.

To właśnie ten finalny akt „nie-decyzji” — powrót do Osmonda — przez jednych interpretowany jako afirmacja obowiązku lub godności, jawi się w tej recenzji jako kapitulacja autorki wobec własnej bohaterki, która nie miała siły stać się sobą. James ukazuje kobietę jako istotę zamkniętą w lustrze myśli — a nie w relacjach, przełomach, buncie. To powieść o wolności, która w praktyce nie zostaje użyta — jak list, którego nigdy nie otwarto.

James, niezaprzeczalnie mistrz introspekcji, tym razem sięga po nią z taką zawziętością, że zamienia żywych ludzi w postacie z ekskluzywnej dioramy. Jego bohaterowie to osoby siedzące przy kominku, patrzące w przestrzeń, błądzące myślami, wymieniające znaczące spojrzenia i powolne półsłówka. Nie chodzi tu o brak akcji, ale o jej brak wewnętrznego napięcia. Nawet najbardziej tragiczne wydarzenia — śmierć, zdrady, rozczarowania — są tu filtrowane przez szkło refleksji i konwencji.

W konsekwencji psychologia postaci zamiast prowadzić do dramatu, prowadzi do senności. Nawet gdy Isabel podejmuje decyzje, brzmi to tak, jakby raczej akceptowała jakiś głębszy imperatyw społeczno-filozoficzny niż walczyła o siebie. Nie mamy więc do czynienia z rozwojem psychologicznym, lecz z jego imitacją. Tego rodzaju introspekcja — wyabstrahowana z ciała, instynktu i namiętności — przypomina raczej intelektualny teatr cieni niż rzeczywiste zmaganie dusz.

Znaczące jest też tło kulturowe. James przeciwstawia Amerykę jako kraj naiwnej wolności Europie jako przestrzeni iluzji, konwenansu, iluzorycznej kultury. Ale w tym przeciwstawieniu nie ma siły — jest tylko sentymentalna nostalgia, która nie ma odwagi pójść dalej. Europa Jamesa to miejsce piękne, ale puste; eleganckie, ale toksyczne. Nie widzimy żadnej alternatywy — każda droga prowadzi do rezygnacji lub manipulacji.

To świat, w którym kobieta nowoczesna nie może wygrać, ponieważ autor nie daje jej prawdziwego pola do gry. Ona nie przegrywa — ona po prostu zostaje unieruchomiona między społecznymi oczekiwaniami a literacką dekoracją. Mimo pozorów emancypacji, to raczej anty-emancypacyjna powieść, w której wolność kobiety okazuje się ułudą.

Portret damy pozostawia czytelnika nie tyle poruszonego, co rozdartego. Z jednej strony to dzieło bezsprzecznie mistrzowskie pod względem kompozycji, języka, elegancji. Z drugiej — wewnętrznie wyjałowione, pozbawione emocjonalnej konieczności, egzystencjalnego rdzenia, który czyniłby tę historię czymś więcej niż tylko literackim ćwiczeniem.

James maluje swoją bohaterkę nieustannie, lecz jak przez szybę – z dystansem, którego sam zdaje się nie zauważać. Ostatecznie więc Portret damy nie jest portretem kobiety, lecz portretem idei kobiety, widzianej oczami pisarza, który jej nie ufa i nie pozwala jej naprawdę zaistnieć.

Wydaje się, że Henry James, z całą swoją umysłową finezją, postanowił skonstruować powieść, która jednocześnie celebruje i grzebie ideę kobiecej autonomii, a przy tym wznosi pałac literackiego stylu tak wyrafinowany, że chwilami przypomina raczej pałac z lodu — połyskujący, lecz zimny i odpychający. Portret damy, mimo swego statusu klasyki, momentami przypomina...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
255
104

Na półkach:

Książka o olbrzymim, lecz niewykorzystanym dostatecznie, potencjale, świetnie obrazująca realia życia w drugiej połowie XIX wieku, w świecie zachodnim, w którym jednak mimo ducha nowych, nadchodzących, bardziej nowoczesnych czasów wciąż czuć silne skrępowanie pewnymi ramami wymuszonej poprawności i konwenansów.

Zagłębiając się w treść powieści Henry'ego Jamesa, poznajemy losy, koleje życia, młodej, z początku postępowej, obdarzonej bogatą wyobraźnią, naturalną błyskotliwością i ciekawym spojrzeniem na rzeczywistość, Amerykanki- Isabel Archer. Jest to dziewczyna, która od zawsze miała o sobie mniemanie ponadprzeciętnie wysokie, czuła, że jest stworzona do rzeczy wyższych, celów absolutnie niebanalnych. Od samego początku ma też jednak przeczucie, że będzie dane doświadczyć jej również tej ciemniejszej strony ludzkiej egzystencji, że nie będzie do końca szczęśliwa w związku z dokonywanymi wyborami. Intuicja faktycznie nie zawodzi główną bohaterkę, bo niemal umyślnie przygotowuje dla siebie i akceptuje zupełnie dobrowolnie najmniej romantyczny, nowoczesny i nietuzinkowy scenariusz życia.

Jest to książka nie tak prosta jak może się z początku wydawać. To całkiem bogate studium psychologiczne postaci głównej bohaterki, która na kartach powieści przechodzi wielką metamorfozę, niekoniecznie "na własne żądanie", jak się później okazuje cały "plan jej życia" został misternie utkany przez postać poboczną, a jednak najbardziej wpływową w całej książce, kryjącą się za kotarą w szarej codzienności, stąpającą ścieżkami w mroku, jednocześnie jednak bacznie i z właściwą sobie cierpliwością uważnie obserwującą cały bieg wydarzeń, które nieuniknione pod jej dyktando, za pośrednictwem jej gier i manipulacji, dochodzą do skutku, rujnując możliwość doświadczenia szczerego i naturalnego w swojej postaci szczęścia przez biedną, dość infantylną i łatwowierną, Isabel.

Postać głównej "damy", która może uchodzić za inspirację dla tytułu, chociaż osobiście mam w tej kwestii trochę inne zdanie, Madame Merle, budzi pewien nieodparty lęk i antypatię, od momentu, gdy wkracza na scenę powieści. Jest ponadprzeciętnie doskonała w swoich manierach, mowie, sposobie ubierania się, poruszania, stosunkach międzyludzkich. Nie daje po sobie poznać niemal żadnych zwyczajnych słabości marnego śmiertelnika, trzyma się wyżej ponad ogół, sama zresztą uważa się za wcielenie elegancji, dobrego smaku, przykładnych zachowań. Słowem, dama jak z portretu. Mimo to autor daje nam wyraźnie do zrozumienia, z kim mamy naprawdę do czynienia, praktycznie już od chwili zobrazowania cech charakteru i wyglądu tej mistycznej postaci.

Czytelnik z biegiem poznawania kolejnych wydarzeń lektury, dochodzi z pewnością do wniosku, że gdyby nie ona, gdyby nie to ucieleśnienie skostniałych form i konwenansów, sztuczności, pozy i pretensjonalnego wywyższenia własnej osoby, droga życia Isabel obrałaby diametralnie inny kierunek. Panna Archer, a potem pani Osmond, to bohaterka, która zatraca siebie przez złe wybory, nieprzemyślane decyzje, pewne zagmatwanie się z powodu nadmiaru możliwości, potencjału, który z pewnością posiadała, ale nie umiała sobie z nim dobrze poradzić. Trudno patrzy się na jej przeistaczanie w portretową damę, kobietę wzorcową, ale bez polotu, pierwiastka świeżości i pociągającego indywidualizmu, podobną niemal do wspomnianej Madame Merle, w postać wyzutą z prawdziwych emocji, już nieciekawą świata, podporządkowaną zaistniałej sytuacji, normom społecznym, pozbawioną własnego, oryginalnego "ja", które na początku książki tak silnie od niej emanuje.

Henry James, poprzez "Portret damy", daje nam przykład sytuacji, która mogła dotyczyć niejednej XIX-wiecznej dziewczyny, obiecującej, młodej kobiety, wchodzącej do wielkiego świata, z kapitałem możliwości i olbrzymich pieniędzy, z wielką urodą i urokiem osobistym, która mimo tego wszystkiego gdzieś po drodze zapomina o wyzwanych wcześniej wartościach i ideałach, daje się zwieść iluzji szczęścia, wpada w sidła manipulacji tych sprytniejszych, wikłających sieć jej życia wedle własnej woli. Przykro patrzy się na losy Isabel, która mogła przecież mieć tak wiele, a staje się pośród całej sztucznej otoczki pozornie udanego życia małżeńskiego "najnieszczęśliwszą z kobiet", przy "najokrutniejszym z mężów".

Chciałabym na koniec podkreślić jeszcze znaczenie postaci Ralpha Touchetta, który obdarzając kuzynkę fortuną, niejako przyczynia się potem do jej życiowego upadku, mimo najszerszych intencji i dobrych chęci, które zawsze miał wobec ukochanej Isabel. Jego dar staje się w pewnym sensie brzemieniem panny Archer. Jej przekleństwem.

"Portret damy" to opowieść o zmarnowanych szansach, o upadku kobiety, która w matni własnych niewłaściwych wyborów, zaplątana w misternie zaplanowaną intrygę, traci siebie, upragnione poczucie szczęścia i wolności. Otwarte zakończenie pozwala nam tylko domyślać się losów Isabel. Autor daje nam nadzieję, ale niczego nie sugeruje. Zostajemy pozostawieni z możliwością wyboru. Czy pani Osmond pozwoli sobie wreszcie na szczęście? Czy uda jej się wydostać z pozowanego, tłamszącego ją wewnętrznie, związku? Czy sama okaże się prawdziwą damą, kobietą wspaniałomyślną, i za przykładem biednego Ralpha, pomoże "małej damie", wkraczającej w dorosłość, panience Osmond? Wyzwoli ją z sideł, w które sama wpadła?

Na te i wiele pytań może odpowiedzieć nam tylko własna wyobraźnia, autor daje nam w tym względzie wolną rękę.

Mocne 7/10, do książki drugi raz raczej nie wrócę, ale z chęcią poznam również jej adaptację filmową, z Nicole Kidman w roli głównej.

Książka o olbrzymim, lecz niewykorzystanym dostatecznie, potencjale, świetnie obrazująca realia życia w drugiej połowie XIX wieku, w świecie zachodnim, w którym jednak mimo ducha nowych, nadchodzących, bardziej nowoczesnych czasów wciąż czuć silne skrępowanie pewnymi ramami wymuszonej poprawności i konwenansów.

Zagłębiając się w treść powieści Henry'ego Jamesa, poznajemy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

3202 użytkowników ma tytuł Portret damy cz. 1 na półkach głównych
  • 2 049
  • 1 114
  • 39
543 użytkowników ma tytuł Portret damy cz. 1 na półkach dodatkowych
  • 380
  • 56
  • 36
  • 25
  • 24
  • 12
  • 10

Inne książki autora

Okładka książki Z duchami przy wigilijnym stole Grant Allen, John Day, Stefan Grabiński, Henry James, Jan Łada, Bolesław Leśmian, Eliza Lynn Linton, Margaret Oliphant, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Henryk Rzewuski, Walter Scott, Ellen Wood
Ocena 6,5
Z duchami przy wigilijnym stole Grant Allen, John Day, Stefan Grabiński, Henry James, Jan Łada, Bolesław Leśmian, Eliza Lynn Linton, Margaret Oliphant, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Henryk Rzewuski, Walter Scott, Ellen Wood
Henry James
Henry James
Amerykańsko-brytyjski pisarz, krytyk i teoretyk literatury. Henry James urodził się w Nowym Jorku 15 kwietnia 1843, jako drugie z pięciorga dzieci (William, ur. w 1842, Garth Wilkinson, ur. w 1845, Robertson, ur. w 1846, i Alice, ur. w 1848) Henry'ego Jamesa seniora i Mary Robertson Walsh. Dzięki fortunie dziadka rodzina nie znała problemów finansowych. Brat Henry'ego Jamesa, William James, został profesorem Uniwersytetu Harvarda i jednym z prekursorów pragmatyzmu. Istniała między nimi pewna rywalizacja, mimo że więzi, które ich łączyły, były bardzo silne. Po 5-letnim pobycie w Europie rodzina przeniosła się do Nowej Anglii, gdzie pozostała do końca wojny domowej. We wrześniu 1862, Henry zapisał się na wydział prawa Uniwersytetu Harvarda, który później porzucił, poświęcając się twórczości literackiej. Pierwszą swą nowelę opublikował w 1864 anonimowo. The Story of the Year, jego pierwsze podpisane opowiadanie, ukazało się w marcu 1865 w Atlantic Monthly. Od lutego 1869 do wiosny 1870 James podróżował po Europie, udając się najpierw do Anglii, później do Francji, Szwajcarii i Włoch. Po powrocie do Cambridge opublikował Watch And Ward (1871). W 1915, zawiedziony postawą USA wobec Wielkiej Wojny, przyjął obywatelstwo brytyjskie. Umarł kilka tygodni później, 28 lutego 1916 roku, po dwóch atakach serca. Twórczość Henry'ego Jamesa dzieli się na trzy okresy. W pierwszym skupiał się na Amerykanach (np. A Passionate Pilgrim, Daisy Miller czy Portret damy (The Portrait of a Lady)),w drugim opisywał angielskie społeczeństwo (np. powieść What Maisie Knew, gdzie przedstawił społeczeństwo ówczesnej Anglii z perspektywy dziecka),w trzecim pisał najbardziej złożone powieści (np. Ambasadorowie (The Ambassadors) o europejskim i amerykańskim społeczeństwie).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Portret damy cz. 1 przeczytali również

Ambasadorowie Henry James
Ambasadorowie
Henry James
Jestem w rozterce i jak śpiewał pewien pieśniarza, stoję na rozstaju dróg. „Ambasadorowie” to dzieło, które Henry James nazwał swoim opus magnum, więc jakże tu wybrnąć z czytelniczego ambarasu i tak pokręcić nosem, żeby nie było wstydu, a z opresji wyjść z godnością? Lambert Strether przybywa z Ameryki do Paryża, by na polecenie swojej majętnej narzeczonej ratować jej syna, na którego za oceanem czeka równie majętna panienka, gotowa za niego pójść z wiankami i posagiem, podczas gdy on, niepoprawny młodzieniec, ma za nic rodzinny honor i plany matrymonialne mamĄ i za nic w świecie nie chce wracać na domowe łono. Lambert ma cel jasny – wziąć gagatka za frak i nawet siłą wrzucić na statek. Jeśli zawiedzie, jego marzenia o ożenku i wejściu w posiadanie tego samego skądinąd majątku, który ma przypaść Chadowi, przepadną jak chłopak w Paryżu właśnie. Oczywiście sprawa się komplikuje, bo jak wieści niosą, Chad wpadł w towarzystwo pewnej damy, która wodzi go na pokuszenie (a to już, proszę państwa, niemal skandal!). Co gorsza, jest to dama wiekowa (tak po trzydziestce),żonata i w dodatku matka pięknej podobno córki. Biedny Lambert wpada więc w różnego rodzaju towarzyskie stosunki, więzi, układy i znajomości, przez co głównie zajmuje się rozmowami i to przeważnie z damami. Duma, spaceruje i znów peroruje, siada w kawiarniach i rozmawia, po czym idzie do parku i znów deliberuje, później myśli o tym, co powiedział i co usłyszał, by nad ranem przy kawie i widoku na paryskie fasady znów dumać nad sensem całego tego przedsięwzięcia. I moja rozterka wynika z faktu prostego – tu w rzeczywistości niewiele się dzieje, historia raczej się sączy niż płynie, ale nie ma się czemu dziwić, skoro James jest uważany za mistrza powieści psychologicznej. To w sercach, duszach, a także – co jest pewnym urokiem – spojrzeniach, półuśmiechach i złośliwościach jego bohaterów dzieje się więcej niż na ich językach. Jest to powieść potężna objętościowo, a że układ rozdziałów się powtarza, doprowadza to do pewnego znużenia (James zastosował metodę następującą: przyglądamy się analizie wydarzeń z poprzedniego rozdziału, którą skrupulatnie przeprowadza Strether, po czym autor przechodzi do opisywania dalszej „akcji”, która sprowadza się do kolejnych dialogów i tak w kółko). Urzeka Paryż i południowa Francja, wszelkie te arystokratyczne „stosunki”, zestawienie bogatej amerykańskiej pruderyjności z europejską nonszalancją. I sam Strether to postać ciekawa, nieco naiwna, ale poczciwa, która sama wreszcie przechodzi oczekiwaną (przynajmniej przeze mnie) przemianę. Jest w „Ambasadorach” piękna literatura polana jedynym w swoim rodzaju lukrem znużenia, co jest najlepszym dowodem, że „Ambasadorowie” słusznie zaliczani są do klasyki. Przekład Marii Skibniewskiej.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na64 miesiące temu
Szerokie Morze Sargassowe Jean Rhys
Szerokie Morze Sargassowe
Jean Rhys
Cieszę się, że autorka zdecydowała się oddać głos Antoinette/Bercie – kobiecie, która w oryginalnej powieści Brontë była tylko tłem, cichą ofiarą, nieszczęsną żoną Rochestera. Dzięki temu mogłam spojrzeć na całą historię z zupełnie innej strony, lepiej zrozumieć jej samotność, wyobcowanie i dramat odrzucenia. Najbardziej doceniam to, jak Rhys pokazuje mechanizmy wykluczenia, zarówno na poziomie osobistym, jak i społecznym. Wyobcowanie Antoinette nie wynika tylko z jej pochodzenia, ale też z tego, jak traktuje ją otoczenie, mąż i społeczeństwo. Ważny jest wątek kolonializmu, podziałów rasowych i relacji patriarchalnych. Autorka zwraca uwagę, że szaleństwo Berthy/Antoinette nie jest dziedziczne czy nieuchronne, ale wynika z traumatycznych doświadczeń. Jednak nie wszystko mnie przekonało. Powieść jest bardzo fragmentaryczna, czasem wręcz chaotyczna – trudno wejść w świat bohaterów na dłużej, bo narracja szybko się urywa, a wydarzenia są tylko zarysowane. Brakuje mi szerszego przedstawienia tła społecznego i politycznego – mam wrażenie, że autorka „musnęła” temat niewolnictwa i konfliktów rasowych, zamiast je pogłębić. Motywacje bohaterów są powierzchowne, nie zawsze dobrze wyjaśnione. Szczególnie Rochester wydaje się mniej wyrazisty niż w oryginale – nie wiadomo, czy jest po prostu okrutnym egoistą, czy może sam jest ofiarą manipulacji ze strony rodziny i otoczenia. Moim zdaniem jest w nim coś z obu tych postaw: z jednej strony brakuje mu empatii, z drugiej można zrozumieć jego zagubienie i presję, pod jaką żyje. Mimo niedociągnięć, cenię ją za próbę pokazania historii z perspektywy kobiety wykluczonej i za odwagę w poruszaniu trudnych tematów. Rhys pokazuje, jak społeczne i kulturowe mechanizmy mogą prowadzić do „obłędu” i rozpadu osobowości. Przesłanie utworu koncentruje się na krytyce patriarchalnych struktur, które pozbawiają kobietę głosu, prawa do samodzielnego decydowania o sobie.
Agatonik - awatar Agatonik
ocenił na66 miesięcy temu
Powrót na wrzosowisko Thomas Hardy
Powrót na wrzosowisko
Thomas Hardy
Lubicie seriale? Ha! Każdy lubi. Ale cofnijmy się w czasie: wyobraźcie sobie czasy sprzed platform streamingowych. Ok, pójdźmy o krok dalej (telewizja?),jeszcze dalej (radio?),jeszcze mały kroczek: tak, mamy powieści w odcinkach. Jeśli już podróżujemy, to idźmy na całość i przenieśmy się do Wielkiej Brytanii drugiej połowy XIX wieku. W Wasze ręce trafia londyński magazyn ilustrowany Belgravia, w którym za cenę jednego szylinga przeczytacie najnowsze powieści w odcinkach, wiersze i obejrzeć niezwykle realistyczne grawiury nawiązujące do treści. Jest pomiędzy 9 stycznia i 19 grudnia 1878 roku. Siadacie po południu przy kominku, a może jeszcze przy dziennym świetle, by nie psuć oczu i zaczynacie kolejny odcinek Powrotu na wrzosowisko, licząc, że ta historia porwie Was równie mocno, jak poprzednia powieść (Z dala od zgiełku tłumu) wybijającego się na tle innych Wiktorian, Thomasa Hardy’ego. Czy w porywach romantycznych uczuć czujecie się jak Eustachia, błąkająca się niczym duch na wrzosowiskach Egdonu, czy bliżej Wam do pokornej Tomasiny? W skrytości serca kochacie się w przystojnym Damonie, czy prawym, lecz zafarbowanym na czerwono ochrą, którą handluje, Diggorym Vennie? Magazyn trzeba zwrócić za kilka dni do wypożyczalni, ale nie chcecie się z nim rozstać i czytacie odcinek raz jeszcze, by wrył się dobrze w pamięć, a szczegóły intrygi nie wyparowały w nawale prac i obowiązków dnia codziennego. W nadziei na wydanie książkowe, spekulujecie, co autor doda, bo wiadomo, że wersja puszczona do druku jest uładzona, a praktyka taka nazwana od nazwiska Thomasa Bowdlera to bowdlerisation (Thomas Hardy nieraz sięgnie po ten rodzaj mitygowania moralnego swoich bohaterów). Autor określił swoje powieści jako opowiadające o ludziach i środowisku, w którym żyją (novels of character and environment). Utarte przez lata zwyczaje i sposoby myślenia zostają “skażone” nowymi ideami z zewnątrz prowadzącymi do tragedii, a grecki chór złożony z przedstawicieli lokalnej społeczności potęguje przeczucie dramatycznego końca. Co ciekawe, Hardy zaplanował inny koniec dla dwojga swoich bohaterów [uwaga, spojler!]: Tomasina miała pozostać wdową, a Diggory odjechać, zaprzęgając swoje kuce do wozu z ochrą, przez naciski czytelników połączył bohaterów na dobre i na złe.
Molly_Whelan - awatar Molly_Whelan
ocenił na81 miesiąc temu

Cytaty z książki Portret damy cz. 1

Więcej

(…) uważam, że mniej wstydu przynosi błąd w ocenie niż brak własnego zdania.

(…) uważam, że mniej wstydu przynosi błąd w ocenie niż brak własnego zdania.

Henry James Portret damy Zobacz więcej

Kiedyś trzeba umrzeć, a lepiej, jeśli to stanie się, gdy człowiek cierpi, a nie wtedy, kiedy mu życie sprawia przyjemność.

Kiedyś trzeba umrzeć, a lepiej, jeśli to stanie się, gdy człowiek cierpi, a nie wtedy, kiedy mu życie sprawia przyjemność.

Henry James Portret damy Zobacz więcej

Nie dbaj o to, jak cię ludzie określą. Jeśli będziesz cierpiała, nazwą cię idiotką. Najlepiej być tak szczęśliwym, jak to tylko możliwe.

Nie dbaj o to, jak cię ludzie określą. Jeśli będziesz cierpiała, nazwą cię idiotką. Najlepiej być tak szczęśliwym, jak to tylko możliwe.

Henry James Portret damy Zobacz więcej
Więcej