rozwińzwiń

Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 6

Okładka książki Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 6 autora Pierre Christin, Jean-Claude Mézières, 9788364360923
Okładka książki Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 6
Pierre ChristinJean-Claude Mézières Wydawnictwo: Taurus Media Cykl: Valerian [Taurus Media] (tom 16-18) komiksy
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Valerian [Taurus Media] (tom 16-18)
Tytuł oryginału:
Valérian et Laureline
Data wydania:
2016-11-30
Data 1. wyd. pol.:
2016-11-30
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364360923
Tłumacz:
Wojciech Birek
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 6 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 6

Średnia ocen
6,7 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 6

Poznaj innych czytelników

60 użytkowników ma tytuł Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 6 na półkach głównych
  • 37
  • 23
39 użytkowników ma tytuł Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 6 na półkach dodatkowych
  • 19
  • 12
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 6

Inne książki autora

Okładka książki Valerian and Laureline: Where Stories Are Born Virginie Augustin, Pierre Christin
Ocena 5,0
Valerian and Laureline: Where Stories Are Born Virginie Augustin, Pierre Christin
Okładka książki Robert Moses. Ukryty władca Nowego Jorku Olivier Balez, Pierre Christin
Ocena 6,6
Robert Moses. Ukryty władca Nowego Jorku Olivier Balez, Pierre Christin
Okładka książki Orwell Pierre Christin, Sebastien Verdier
Ocena 7,2
Orwell Pierre Christin, Sebastien Verdier
Okładka książki The Future is Waiting Pierre Christin, Jean-Claude Mézières
Ocena 0,0
The Future is Waiting Pierre Christin, Jean-Claude Mézières
Okładka książki Memories from the Futures Pierre Christin, Jean-Claude Mézières
Ocena 0,0
Memories from the Futures Pierre Christin, Jean-Claude Mézières
Okładka książki Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 8 Pierre Christin, Jean-Claude Mézières
Ocena 5,8
Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 8 Pierre Christin, Jean-Claude Mézières
Okładka książki Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 7 Pierre Christin, Jean-Claude Mézières
Ocena 7,5
Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 7 Pierre Christin, Jean-Claude Mézières
Pierre Christin
Pierre Christin
Jeden z najpopularniejszych francuskich scenarzystów komiksowych. Wspólnie z Jeanem-Claudem Mézièresem stworzył przygody kosmicznego agenta Valeriana (które przeniósł na ekran Luc Besson),a z Enki Bilalem "Legendy Współczesności", cykl polityczno-społecznych komiksów (m.in. "Falangi czarnego porządku", czy "Polowanie"). Współpracował także z wieloma innymi rysownikami i nie bał się żadnego gatunku, stąd w jego dorobku komiksy historyczne, obyczajowe, kryminalne, biograficzne, czy science-fiction. Christin był za swoje scenariusze wielokrotnie nagradzany, m.in. na festiwalu w Angouleme, który w 2020 roku uhonorował scenarzystę przekrojową wystawą poświęconą jego twórczości.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Barbarella Jean-Claude Forest
Barbarella
Jean-Claude Forest
"Przybywa z Ziemi, planety z oddali z innego czasu i innego świata. Niesie nam miłość, a wojnę obali i nieprzyjaciół pieszczotą oplata..." Najgorszym grzechem czytelnika w przypadku "Barbarelli" byłoby rozpatrywanie albumu tylko pod kątem fantazji erotycznych. Fantazje owszem, istnieją, ale mają ścisły związek z konwencją i konkretnym czasem. "Barbarella" bowiem to pocisk miłości, kolejny gwóźdź do purytańskiej trumny. Jako wyraz emancypacji jest nie tylko komiksem inteligentnym, ale też świadomym i zabawnym. W tej samoświadomości jest to album również niezwykle uczciwy. Zabawne jest natomiast to, że główna bohaterka wydaje się być ponad tym wszystkim, ponad gatunkiem, w którym umiejscowił ją w 1962 roku Jean‑Claude Forest. "Barbarella" to przede wszystkim dzieło głęboko zakorzenione w swojej epoce. Kamp, era Wodnika, seksualna rewolucja. Barbarella jako emisariuszka wszystkich wolnościowych petycji niesie w sobie niezliczone pokłady uroku. Jej bronią jest naturalny wdzięk i seksapil. Fabularnie to kwintesencja frymuśnej absurdalnej space-opery. Młoda kosmiczna podróżniczka i awanturniczka, najczęściej odziana skąpo (lub nierzadko w ogóle) przemierza galaktykę trafiając na niezwykłe światy i osobliwe cywilizacje. Wplątuje się w lokalne konflikty, polityczne intrygi, doświadcza naukowych eksperymentów. Oprócz tego prowadzi kosmiczny cyrk (delirium, nazwa jak znalazł) i odwiedza coraz bardziej abstrakcyjne światy. Opowiastki mają epizodyczny charakter, co kilka plansz możemy znaleźć się z główną bohaterką w zupełnie innym miejscu i w zupełnie innym czasie. Jean‑Claude Forest doskonale wie jakim materiałem dysponuje. Łączy science fiction, erotykę i surrealistyczny humor. Natomiast ona, emisariuszka tylko pozytywnych wartości, świadoma swojej seksualności, niezależności i kobiecej siły stała się jednym z wielu symboli wyzwolenia. Lekka kreska autora, która wychodzi jasno ze szkicu, fantastycznie kontrastuje z gęsto przedstawionymi światami. Tak, światami, bo ta wspomniana epizodyczna struktura "Barbarelli" to również cały kalejdoskop kosmicznych środowisk. Czegoż tu nie ma! Od razu trzeba zaznaczyć, że Mirosław Birek wspiął się na translatorskie Himalaje kreując wszystkie te nazwy własne. Mniemam, że trudna była to walka, ale każda jedna potyczka wygląda na tą zwycięską. Odważny wizerunek nowoczesnej kobiety, symboliczna kulturowa zmiana i jasny sygnał dla rzeszy innych twórców, że to już jest ten moment, gdy komiks dla dorosłego odbiorcy ma rację bytu. Przetarte szlaki i sygnał dla innych? Jasne, ale "Barbarella" nawet jeżeli nosi znamiona bycia ramotką, to dzielnie przetrwała po dzień dzisiejszy. Mimo upływu kilku dekad wciąż pulsuje energią. Rysunek wciąż potrafi zachwycić, a treść przyprawić o zawrót głowy.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na73 miesiące temu
Wieczna wolność (Wydanie zbiorcze) Joe Haldeman
Wieczna wolność (Wydanie zbiorcze)
Joe Haldeman Marvano
Joe Haldeman (scenariusz) i Marvano (rysunki) zdecydowali się nie adaptować drugiej części trylogii, czyli "Wiecznego pokoju" i od razu przeszli do "Wiecznej wolności". To niebywałe, jak bardzo różni się "Wieczna wolność" od "Wiecznego pokoju". W przypadku komiksu mogę tylko porównać szatę graficzną, ilustracje Marvano, ale treść to już zupełnie inne motywy. Wątki leżą na innej skali, w innym układzie. "Wieczna wojna" dotyczyła konfliktu z obcą rasą. Komiks przedstawiał cały bezsens wojny, odwoływał się do wspomnień autora w odniesieniu do jego historii z Wietnamie. Jak wielu innych pisarzy, którzy w konflikcie uczestniczyli, przeniósł później na karty powieści swoją wściekłość. W komiksie zostało to zachowane, ten beznadziejny los żołnierza, który szedł na śmierć. "Wieczna wojna" to arcydzieło wśród powieści graficznych, z każdej strony uderzała w nas rozpacz. To się czuło. A "Wieczna wolność"? To coś innego, komiks wybitny, poważne (i odważne) sci-fi, inne pytania, zupełnie inny nastrój, bardzo filozoficzny i refleksyjny. Bliższy Asimovowi, czy z nowszych rzeczy, leżący dość blisko "Końca śmierci" (trzecia część "Problemu trzech ciał" Cixin Liu). Tak czułem. Powaga, pytania ostateczne o nasze istnienie, realny koniec ludzkości. Wcześniej natomiast obserwujemy bardzo intrygujący zamysł o spłaszczeniu jednostki i powstanie Człowieka. I są tutaj poruszane takie kwestie, że chcemy od razu przejść do realnej i żywej dyskusji. Haldeman wchodzi na pole z pytaniami egzystencjalnymi bardzo odważnie, pisze science-fiction niezwykle wytrawne, zahacza o socjologiczny wymiar. W swoim tekście mówi o powstaniu Człowieka, nowego tworu, który jest kumulacją miliardów ludzi. Nie liczy się jednostka, a "Wieczna wolność" opowiada właśnie o małej grupce, która przeżyła "Wieczna wojnę" i teraz walczy o swoje istnienie. Powtórzę, niebywałe. Czytałem "Wieczną wolność" z jednej strony jako kontynuację opowieści z tego konkretnego świata, ale czasem zapominałem, że to rzecz połączona z pierwszym epizodem, tak ważnym dla światowego komiksu. "Wieczna wojna" się skończyła, to wynika jasno z treści, Haldeman pisze teraz o samej potrzebie życia. Po co? W jakim celu? Może lepiej dać sobie spokój, odpuścić pragnienia i zmiażdżyć jednostkę i indywidualizm. Przecież to wszystko doprowadziło do wojny dwóch ras, które nic o sobie nie wiedziały, nie miały sobie nic do zarzucenia, nie zaszkodziły sobie. Pamiętamy bowiem "Wieczną wojnę" i tę walkę najczęściej zupełnie o nic. Było tylko cierpienie. Jest to więc komiks niezwykły. Hard sci-fi, często monumentalny, nierzadko najbliżej człowieka jak się tylko da. Finał dostarcza bardzo dużych emocji. Coś się kończy, człowiek wydaje się tkwić od początku w czymś nierealnym. Po lekturze myślimy o tym, o naszym znaczeniu, o miejscu we wszechświecie. Jesteśmy tylko drobinką. A Marvano narysował to w swoim stylu. Zaangażowany, realistyczny, najpiękniejszy w kosmosie i przekazaniu technicznych szczegółów. Ale też ze smutkiem wyrysowanym tak przejmująco w postaciach.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na99 miesięcy temu
Ludzie gniewu Ron Garney
Ludzie gniewu
Ron Garney Jason Aaron Matt Milla
PopKulturowy Kociołek: https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-komiksu-ludzie-gniewu/ W rodzinie Rathów bezwzględność jest cechą dziedziczną. Nic więc dziwnego, że Ira Rath będący bohaterem komiksu to jeden z lepszych zawodowych zabójców. Jest on gotowy wywiązać się z każdego zlecenia (nieważne kogo by ono nie dotyczyło). Mamy więc tu do czynienia, z bohaterem którego można określić mianem psychopaty. Z zabijania uczynił on swój fach, w którym jest naprawdę dobry. Nie waha się on nawet chwili podjęcia się likwidacji własnego syna. Jest to jedno z jego ostatnich zleceń, które może zakończyć przekazywanie z pokolenia na pokolenie krwawego znamienia wypaczającego duszę. Każdy, kto zdecyduje się sięgnąć po ten komiks, musi być gotowy na dawkę wyrazistej skrajnej brutalności. W niektórych scenach może ona wręcz przekraczać pewną granicę akceptowalności dla niektórych osób. Na pewno jest więc to dzieło dla dojrzałego czytelnika o naprawdę silnych nerwach. Jeśli zaś chodzi o sam scenariusz komiksu (balansujący na pograniczu krwawego thrillera i dramatu),to nie należy od niego oczekiwać nadmiernych fabularnych zawiłości. Jest to dosyć prosta opowieść o mężczyznach rodu Rath i ich dziedzictwie przemocy przekazywanym kolejnym pokoleniom. Jason Aaron wykorzystuje te treści, jako podstawę do ukazania skomplikowanych relacji ojca i syna, które są trudne (jeśli nie niemożliwe) do naprawienia. Zanurzamy się tu więc w iście pierwotnej nienawiści, która wylewa się z każdego kadru. Na pewno tytułowi nie można odmówić niesamowitego klimatu, który potrafi być mocno angażujący i często przyprawia czytelnika o dreszcze. Całkiem dobrze wypada również główny bohater, który z czasem może być postrzegany jako bardziej złożona jednostka niż tylko bezwzględny i bezuczuciowy zabójca. Niestety album nie uniknął kilku zauważalnych błędów. Mamy to do czynienia z dosyć krótką mini serią (rodzime wydanie to jeden zamknięty album). Akcja więc bardzo szybko mknie do przodu, nie pozostawiając zbyt wiele miejsca do należytego zaprezentowania głębi pewnych wydarzeń. Dodatkowo w kilku scenach można odnieść wrażenie, jakby autor celowo podkręcił brutalność do granic możliwości, aby zaszokować odbiorcę. Jest to moim zdaniem kompletnie tutaj niepotrzebne i powoduje to tylko zepchnięcie głównego wątku na dalszy plan....
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na62 lata temu
Eryk Rudy. Opowieść zimowa Søren Mosdal
Eryk Rudy. Opowieść zimowa
Søren Mosdal
Nietypowy komiks duńskiego autora i zarazem rysownika. Akcja rozgrywa się (nie licząc retrospekcji) w roku 1000 na … Grenlandii. Jej osią jest konflikt pomiędzy starym i nowym, pogańskimi wierzeniami Wikingów, a chrześcijaństwem oraz dwoma pokoleniami Skandynawów. Uosabia to spór pomiędzy Erykiem Rudym, a jego synem Leifem Eriksonem (domniemanym odkrywcą Ameryki). Sama fabuła dość luźno opiera się na faktach, przynajmniej w zakresie wydarzeń z roku tysięcznego. Jest natomiast mroczna jak skandynawskie kryminały i … oprawa graficzna. Kreska jest mocno konturowa, zaś wszystkie postacie zniekształcone w taki sposób, by nikt nie wydawał się atrakcyjny (niestety – kobiety także). Niektóre postacie są wręcz odrażające. Kolory są pozbawione modelunku walorowego i jedynie zaczernienia imitują cienie. Kolory – poza grzywką i brodą bohatera – rzadko są naturalne. Za to dość często kontrastowe i bardzo wysycone (czerwień, granat, żółcień, odcienie niebieskiego i zielonego, dużo czerni). Są elementy fantasy (Odyn i Thor) oraz odniesienia do odkryć geograficznych. Sceny walki i śmierci pokazane są poprzez zamach uzbrojonej ręki bądź umarłe ciało lub odcięta głowa. Rzadko widzimy sam cios czy rysunki walki. Na pewno oprawa pasuje do klimatu opowieści, mieszanki historii, baśni i legend, przypominającej wierszowane sagi Wikingów. Ciekawe doświadczenie, aczkolwiek z punktu widzenia wartości estetycznych rysunku niespecjalnie zachęcająca do dalszej eksploracji stylu autora. Komiks przeczytany w ramach czerwcowego wyzwania LC – książka z ilustracjami.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na64 lata temu
Staruszek Anderson Hermann Huppen
Staruszek Anderson
Hermann Huppen Yves Huppen
Temat prześladowań na tle rasowym, jest ostatnimi czasy bardzo modny. Mimo wielu podłoży, patrzy się na niego głównie przez pryzmat wydarzeń jakie miały miejsce w drugiej połowie XX wieku w Południowych Stanach, gdzie czarna ludność naprawdę wiele wycierpiała z rąk białych mieszkańców. Nie było to co prawda tak kryształowo przejrzyste jak podają dzisiejsze media, gdyż murzyni, czy też Afroamerykanie, posiadali często równie dużo krwi na rękach, zaś nie jeden biały pomagał im w tych ciężkich czasach. Dobrze ukazał to film Służące z 2011 roku, gdzie umiejętnie przedstawiono obie strony barykady. Staruszek Anderson to historia o wiele prostsza, jednak poruszająca i smutna. Śmierć, zemsta i utracone nadzieje mieszają się tutaj z sobą na tle waśni rasowych pomiędzy białymi a czarnymi mieszkańcami Missisipi. Można by rzec, historia jakich opowiedziano już wiele i zapewne nie raz się je jeszcze usłyszy. A mimo to warto na chwilę się zatrzymać i wysłuchać co ma do powiedzenia pewien sędziwy jegomość, zwany przez lokalnych Staruszkiem. Akcja komiksu rozgrywa się w małym miasteczku, znajdującym się gdzieś w Missisipi. Anderson, nazywany przez lokalnych Staruszkiem, to sędziwy murzyn, któremu osiem lat temu zabito nastoletnią córkę. Przynajmniej tak podejrzewa, gdyż dziewczyna znikła i wszelki słuch po niej zaginął.Gdy umiera jego żona, Anderson dowiaduje się od swego przyjaciela, że pewna osoba może mieć jakaś informację na temat wydarzeń sprzed ośmiu lat. Staruszek nie mając już nic do stracenia postanawia pójść tym tropem i wymierzyć swoją własną, ojcowską sprawiedliwość. W krótkim czasie mała wendetta jednego człowieka przeradza się w pościg przypominający polowanie na wściekłe zwierzę. Album pokazuje dwa dramaty ludzkie, skupiające się wokoło tytułowej postaci. Pierwszy to utrata ukochanych osób, nadających sens naszemu życiu. Bez nich czujemy się nie tylko puści oraz zagubieni, ale tracimy poczucie własnej wartości oraz czasu. Dlatego postanawiamy zakończyć stare porachunki lub rozwikłać zagadki dręczące od lat rodzinę. To na co wcześniej brakowało nam odwagi wraca do ans ze spotęgowaną siłą jako wyrzut sumienia i torturuje, powoli zatruwając umysł. Tracimy wtedy jasność myślenia i zaczynamy działać impulsywnie, chcąc osiągnąć naszą, prywatną sprawiedliwość. Tu pojawia się drugi punkt, czyli eskalacja przemocy. Pozbawieni hamulców moralnych, celu dla życia i dalszej egzystencji w tym świecie, nie wahamy się przekroczyć granicy. Chcemy aby oprawcy czuli to samo co ich ofiara. Bezradność, przerażenie, ból oraz koszmarną wizję śmierci. Niestety wszystko ma swoją cenę, szczególnie jeśli nie jest przemyślane, tylko rodzi się z impulsu. Wtedy w całym tym tyglu przestaje obowiązywać prawo spisane na papierze i nazwane Kodeksem Karnym. Liczy się tylko to jaki masz kolor skóry oraz czy jesteś dość sprytny aby uniknąć kuli. Zatracamy się w tym polowaniu na dzikiego zwierza, nie starając się nawet zrozumieć jego motywów. Jest zły bo posiada taki a nie inny kolor skóry. Dla jednych będzie to czarna nastolatka lub starzec, dla innych biały policjant bojący się społecznego linczu, przez co chowa głowę w piasek. Hermann bardzo umiejętnie ukazał brud, przerażenie oraz samotność w swej pracy, ubogacając tekst Yves'a, swoimi rysunkami. Tak naprawdę miałem wrażenie, że mimo dominacji obrazu, to słowa, a czasem ich brak, grają tutaj pierwsze skrzypce. Najbardziej uwidocznione jest to w finalnych kartach komiksu, gdzie dowiadujemy się kilku ciekawych rzeczy oraz w pełni pojmujemy dramat pierwszej karty tego albumu. Staruszek Anderson to nie dzieło wybitne, jednak bardzo życiowe. Prosta historia, krwawa i smutna, jakich wiele można by usłyszeć w Południowych Stanach. Jednak przykuwa uwagę czytelnika, na ten krótki czas i być może nawet go czegoś nauczy.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Cyann. Integral #1. ŹrÓdło i sOnda. Sześć pór roku na ilO. François Bourgeon
Cyann. Integral #1. ŹrÓdło i sOnda. Sześć pór roku na ilO.
François Bourgeon Claude Lacroix
Lubię historie z zawiłą fabułą, jednak czasem z przykrością patrzę jak wielki potencjał jest marnowany przez irytujące postacie. Pal licho gdy są na dalszym planie, jednak kiedy do tego grona zaliczają się tytułowy bohater, czy też w tym wypadku bohaterka, szlag trafia całą przyjemność z lektury. Cyann jest właśnie takim tworem o ogromnym potencjale, ciekawą, choć mocno wtórną główną osią fabularną i kompletnie porąbanymi postaciami, których największym atutem jest świecenie gołym tyłkiem. Rozumiem, że można chcieć pokazać sporo w komiksie oznaczonym znaczkiem "Tylko dla dorosłych", jednak musi mieć to sens. A tu często nie ma go za grosz. Tytułowa bohaterka mieszka na planecie zwanej Olh. Jej lud jest podzielony na kasty i oddaje kult wielkiemu O, którego uosobienie widzi w wodzie. Litera ta jest wyznacznikiem do jakiej kasty się należy, w zależności od jej umiejscowienia w nazwisku jak i wielkości. Cyann może czuć się wybranką losu, gdyż jej ród stanowi niemalże prawo na Olh, a przynajmniej w tej części gdzie mieszka. Przyjaźni się ona z Nacarą, kobieta wywodzącą się z nizin społecznych, jednak aprobowaną przez ojca Cyann. Obie kobiety mają bowiem być pilotami ekspedycji kosmicznej, szykowanej na planetę Ilo, w celu odnalezienia lekarstwa na tajemnicza chorobę, dziesiątkującą populację mężczyzn. Jak się szybko okazuje nie wszystkim to przedsięwzięcie jest na rękę, a rozgrywające się wokół ekspedycji gry polityczne z dnia na dzień robią się coraz bardziej zażarte. Na początku skupmy się na zaletach komiksu, gdyż ten posiada ich całkiem sporo. Pierwszym z nich jest bardzo umiejętne splecenie zawikłanych wątków politycznych, jakie krążą wokół choroby oraz kosmicznej ekspedycji. Mamy tutaj kilka kast, które chcą na wszystkim położyć łapę i przejąć tym samym majątek rodu Olsimar z którego wywodzi się Cyann. Tu na scenę wkracza ojciec dziewczyny, wprawny polityk i naprawdę charyzmatyczna postać. Jest on jednym z najciekawszych bohaterów, skrzętnie skrywającym swe prawdziwe intencje przed czytelnikiem, które ujawnia w odpowiednim momencie. Zmyślnie lawiruje też pośród politycznych obozów, aby zyskać ich przychylność, a jednocześnie napuścić ich wzajemnie na siebie. Niemniej kompletnie nie dogaduje się z córką, zaś ta tylko utrudnia relacje między nimi, zachowując się... cóż, powiedzmy że dość ekscentrycznie. Kolejną zaletą komiksu jest wykreowanie świata na Olh. Jest on bardzo różnorodny, tropikalny, pełen basenów i wodospadów, a jednocześnie cyjanizujący do wielkich miast antycznej Europy czy Azji. Widać też w nim spore odniesienie do kultury Indii, po przez system kast (choć zdecydowanie mniej rygorystyczny) albo wiarę w oczyszczającą moc wody. W interesujący sposób przedstawiono także lokalną kulturę, stroje czy też obyczaje, w czym pomaga słowniczek zamieszczony na końcu albumu. Trzeba tutaj oddać zasłużony pokłon autorowi, który dał pokaz swych umiejętności graficznych, bowiem rysunek to jedna z najmocniejszych stron tej serii. Niestety każda moneta ma dwie strony i Cyann posiada kilka drażniących elementów. Pierwszym oraz najgorszym z nich jest główna bohaterka. Rozpustna, nieodpowiedzialna, zbyt pewna siebie i zwyczajnie arogancka zostaje wybrana jako przywódca całej ekspedycji. Co robi po ogłoszeniu tego publicznie? Nic, a raczej to co zwykle czyli ma wszystko w nosi, uważa że ojciec spycha ją na margines i w ogóle traktuje jak gorszy sort. Do tego całość kwituje plejadą zboczonych docinek o męskich tyłkach, członkach i tym co by z nimi zrobiła, w dość jednoznaczny sposób. Jej mniemanie o swej wyższości jest tak gigantyczne, że ego wszystkich mężczyzn na Ziemi wypada wręcz blado. Nie maco, idealny przywódca ekspedycji mającej uratować ludzkość przed zagładą. Sytuacji nie ratuje jej przyjaciółka Nascara, z którą wymienia kąśliwe uwagi. Obie panie robią to w sposób co najmniej idiotyczny i bardziej przypominają niewyżyte seksualnie gimnazjalistki niż dorosłe kobiety. Teoretycznie Nascara to ta roztropna, jednak jakoś tego nie widać w natłoku głupot Cyann, na które przyjaciółka jej pozwala. Niestety nie lepiej wygląda to na dalszych planach, gdzie co rusz trafia się jakiś napalony młodzik czy dziewoja. Mam wrażenie, że niemal cała populacja planety Olh - zarówno ta cywilizowana, jak i przemysłowa - jest bardzo niewyżyta seksualnie. Gdyby mogli to by uprawiali seks cały dzień. Pierwszy tom Cyann mocno przypomina w wielu punktach serię Aldebaran, choć fabularnie wypada gorzej. Ma niezły początek i naprawdę mocny finał, ale na tle konkurencji wypada ciut niezdarnie. Być może kolejny tom, również zamieszczony w pierwszym wydaniu zbiorczym, rozwinie skrzydła tej ciekawie się zapowiadającej opowieści. Gdyby główna postać była mniej napalona i arogancka, z pewnością lepiej by się to czytało. Choć i tak nie jest źle, zatem fani gatunku mogą zaryzykować i sięgnąć po tą lekturę.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na63 lata temu

Cytaty z książki Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 6

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 6