rozwińzwiń

Grimm Fairy Tales #5 Śpiąca Królewna

Okładka książki Grimm Fairy Tales #5 Śpiąca Królewna autora Marc Deering, Ralph Tedesco, Joe Tyler, 9788394615109
Okładka książki Grimm Fairy Tales #5 Śpiąca Królewna
Ralph TedescoJoe Tyler Wydawnictwo: Okami Cykl: Grimm Fairy Tales (tom 5) komiksy
24 str. 24 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Grimm Fairy Tales (tom 5)
Tytuł oryginału:
Grimm Fairy Tales #5: Sleeping Beauty
Data wydania:
2016-09-21
Data 1. wyd. pol.:
2016-09-21
Liczba stron:
24
Czas czytania
24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394615109
Tłumacz:
Aaron Welman
Średnia ocen

5,7 5,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Grimm Fairy Tales #5 Śpiąca Królewna w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Grimm Fairy Tales #5 Śpiąca Królewna

Średnia ocen
5,7 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Grimm Fairy Tales #5 Śpiąca Królewna

avatar
1393
1343

Na półkach:

W najnowszym albumie Grimm Faire Tales poznajemy inne oblicze opowieści o Śpiącej królewnie. To co wyróżnia zeszyt na tle wcześniejszych to osoba której on głównie dotyczy - księcia. Tak. Tym razem rola pierwszoplanowa należy do mężczyzny, a nie jak to zwykle było kobiety. Wypada to naprawdę świetnie, pokazując zupełnie inne oblicze znanej baśni. Jak zwykle komiks dotyka też aspektu społecznego, tym razem z wykorzystaniem... naiwniaka. Bowiem Śpiąca królewna w wersji dla dorosłych pomysłu Johna Tylera i Ralpha Tedesco, opowiada o tym jak to jedni ludzie potrafią manipulować innymi, nie zważając na konsekwencje swych czynów. Zaś te potrafią być przerażające.

Naszym głównym bohaterem jest Brett - nasz wspaniały rycerz na białym koniu... wiedzy. Tak, Brett jest niemal klasycznym, szkolnym mózgowcem, z tą różnicą, że przy okazji jest przystojny i umie się ubrać. Z drugiej zaś daleko mu do bycia szkolną gwiazdą za którą uganiają się dziewczyny. Kocha się on w dziewczynie ze szkoły, która jest rasową przedstawicielka wyrachowanych kobiet, wykorzystujących swą urodę do uwodzenia i sterowania mężczyznami. Pewnego razu prosi ona Bretta aby ten odebrał dla niej paczkę z pewnym "towarem" z niezbyt miłej dzielnicy. Chłopak się zgadza, ale na miejscu spotyka tajemniczą kobietę, której wypada z torby tajemnicza księga Baśni Braci Grimm. Nie mogąc znaleźć właścicielki książki, otwiera ja na chybił trafił i zaczyna czytać historię o śpiącej królewnie, jednak ta różni się od tej jaką poznał w dzieciństwie. Gdyż tutaj księżniczka nie jest osobą cnotliwą i dobrą, a zimną, wyrachowaną oraz przebiegłą kobietą.

W opowieści król wyjawia swej córce co wydarzyło się podczas wydarzenia zorganizowanego w dniu urodzin dziewczyny i o klątwie jaką na nią rzucono. Zamieniono też wrzeciono na różę, co możemy odczytać jako nawiązanie do imienia księżniczki w oryginalnych Baśniach Grimmów, gdzie zwała się Różyczka. Z drugiej strony należy pamiętać, że bracia nie są pierwotnymi autorami tej postaci, której historię spisał i opublikował w 1697 Charles Perraulta. Choć i on się wzorował na baśni innego twórcy. To co jednak różni komiks od obu wspomnianych dzieł to postać księżniczki, tutaj noszącej imię Zofia. Jest to tak zła osoba, że czytelnik nie umie okazać jej współczucia z powodu straszliwego losu jaki na nią spadł. Z drugiej strony dziwi się jakim frajerem trzeba być aby patrzeć w osobę tego pokroju niczym w święty obraz. Tylko czy takie wydarzenia nie są na porządku dziennym w realnym świecie?

Brett, który w baśni nosi imię Tristan, to przykład klasycznego naiwniaka. Nic nie wie o wybrance swego serca, jest sługą jej ojca, a mimo to darzy Zofię szczerą miłością. Nie przemawiają do niego żadne argumenty, nawet te słane przez najbliższego przyjaciela. Gdy dziewczyna zapada w sen, a klątwa przechodzi na kandydatów, którzy nieopatrznie pocałowali księżniczkę nie darząc jej prawdziwym uczuciem, i ich zabija, Tristan bez wahania spieszy na ratunek. Nie myśli o konsekwencjach choć są mu one doskonale znane. Dla niego liczy się tylko Zofia i nic więcej. Mimo początkowego zwycięstwa, okazuje się że jednostronne uczucie to zdecydowanie za mało. Aby móc kochać, trzeba być również kochanym inaczej nic z tego nie wyjdzie. Właśnie tym jest miłość - zaufaniem - i taka oto nauka płynie z tego komiksu.

Od strony graficznej album stoi na dość wysokim poziomie względem poprzedników i prezentuje świetną kreskę. Jednak to co przykuwa w na tym polu szczególną uwagę czytelnika to kolory. dobrano je naprawdę doskonale, oddając tym samym mroczny charakter całej opowieści. Jest strach, ciemność i zwątpienie oraz promyk nadziei, pozwalający nam odnaleźć drogę w całym tym horrorze. W albumie mamy tym razem tylko dwie sceny śmierci, ale za każdym razem są bardo brutalne i chyba najmocniejsze z wszystkich dotąd wydanych zeszytów.

Śpiąca królewna w wydaniu Tadesco i Tylera, przy rysunkach Toledo, to prosta, mroczna i niosąca ważną lekcję życiową opowieść. Przestrzega aby nie dawać się omamiać ludziom, którzy widzą tylko swój czubek nosa i traktują innych jak narzędzia do uzyskania własnych celów. Pokazuje jakie mogą być bowiem konsekwencje naszego zaślepienia, dając nam furtkę aby zawrócić nim jest czas. Gdyż potem zwyczajnie możemy nie sprostać klątwie jaka na nas padnie. Wtedy nic ani nikt nas nie uratuje.

W najnowszym albumie Grimm Faire Tales poznajemy inne oblicze opowieści o Śpiącej królewnie. To co wyróżnia zeszyt na tle wcześniejszych to osoba której on głównie dotyczy - księcia. Tak. Tym razem rola pierwszoplanowa należy do mężczyzny, a nie jak to zwykle było kobiety. Wypada to naprawdę świetnie, pokazując zupełnie inne oblicze znanej baśni. Jak zwykle komiks dotyka...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
4942
1496

Na półkach: ,

Ta historia w porównaniu do Czerwonego kapturka, była dużo ciekawsza.

Ta historia w porównaniu do Czerwonego kapturka, była dużo ciekawsza.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
162
161

Na półkach:

Zbyt często w popkulturze pokazuje się nam wyidealizowane oblicze młodzieńczej miłości. Sterylnie czyste, piękne, wprost magiczne. Sielski obrazek, o którym warto marzyć, cel, do którego warto dążyć. A przecież w życiu wcale to tak nie wygląda, nie każda wybranka serca okazuje się tą jedyną, nie każdy związek jest jak z bajki. I dlatego nowa wersja klasycznej historii, proponowana w piątym numerze komiksu Tedesco i Tylera, wypada na tle pozostałych zdecydowanie najlepiej. Autorzy w przypływie twórczego geniuszu dokonują demitologizacji elementu – koniecznego, zdałoby się, do szczęśliwego zakończenia – korzystając przy tym z bodaj najsłynniejszej opowieści: dziejów Śpiącej Królewny.

Istotne zmiany zaszły również w konstrukcji współczesnej klamry fabularnej. Tym razem nie tylko protagonista, zadurzony w szkolnej piękności, wyciąga lekcję z opowieści przeczytanej w pozyskanej przypadkiem książce, lecz także czytelnicy mogą się wreszcie upewnić, jaką rolę w cyklu odgrywa czarnowłosa wykładowczyni w okularach. Wszystko składa się w jedną, logiczną całość, zaczyna się również powoli wyłaniać większy obraz. Tylko tak dalej!

Cała recenzja do przeczytania na: http://zcyklu.pl/na-czasie/492/Magia-prawdziwej-milos.

Zbyt często w popkulturze pokazuje się nam wyidealizowane oblicze młodzieńczej miłości. Sterylnie czyste, piękne, wprost magiczne. Sielski obrazek, o którym warto marzyć, cel, do którego warto dążyć. A przecież w życiu wcale to tak nie wygląda, nie każda wybranka serca okazuje się tą jedyną, nie każdy związek jest jak z bajki. I dlatego nowa wersja klasycznej historii,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

26 użytkowników ma tytuł Grimm Fairy Tales #5 Śpiąca Królewna na półkach głównych
  • 19
  • 7
13 użytkowników ma tytuł Grimm Fairy Tales #5 Śpiąca Królewna na półkach dodatkowych
  • 4
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Grimm Fairy Tales #5 Śpiąca Królewna

Inne książki autora

Okładka książki Grimm Fairy Tales #12 Piękna i Bestia Ralph Tedesco, Joe Tyler
Ocena 4,7
Grimm Fairy Tales #12 Piękna i Bestia Ralph Tedesco, Joe Tyler
Okładka książki Grimm Fairy Tales #11 Szczurołap Al Rio, Ralph Tedesco, Joe Tyler
Ocena 6,0
Grimm Fairy Tales #11 Szczurołap Al Rio, Ralph Tedesco, Joe Tyler
Okładka książki Grimm Fairy Tales #10 Sinobrody Al Rio, Ralph Tedesco, Joe Tyler
Ocena 7,0
Grimm Fairy Tales #10 Sinobrody Al Rio, Ralph Tedesco, Joe Tyler
Okładka książki Grimm Fairy Tales #09 Złotowłowsa i trzy misie Ralph Tedesco, Joe Tyler
Ocena 5,8
Grimm Fairy Tales #09 Złotowłowsa i trzy misie Ralph Tedesco, Joe Tyler
Okładka książki Grimm Fairy Tales #08 Jaś i zaczarowana fasola Ralph Tedesco, Joe Tyler
Ocena 6,4
Grimm Fairy Tales #08 Jaś i zaczarowana fasola Ralph Tedesco, Joe Tyler
Okładka książki Grimm Fairy Tales #07 Królewna Śnieżka Al Rio, Ralph Tedesco, Joe Tyler
Ocena 5,4
Grimm Fairy Tales #07 Królewna Śnieżka Al Rio, Ralph Tedesco, Joe Tyler

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Grimm Fairy Tales #04 Rumpelsztyk Ralph Tedesco
Grimm Fairy Tales #04 Rumpelsztyk
Ralph Tedesco Joe Tyler
Najnowszy tom Grimm Fairy Tales dotyka jednego z delikatniejszych i ostatnio będących na czasie tematów - nienarodzonych dzieci. Robi to w sposób naprawdę interesujący, wykorzystując do tego jedną z mroczniejszych baśni Braci Grimm. Historia tu przedstawiona, jak zwykle w tej serii bywa, jest krótka, dynamiczna oraz tym razem napakowana tekstem. Nie zabraknie też przemocy oraz delikatnej erotyki, będących symbolami dla całej serii. Jednak jak zawsze liczy się tutaj przede wszystkim treść, która wypływa na wierzch pośród posoki i ponętnych kobiecych czy męskich ciał. Historia zaczyna się na ławce w miejskim parku, gdzie młoda dziewczyna obwieszcza swemu chłopakowi, że jest w ciąży. Ten, jak łatwo się domyślić, wybucha gniewem i zaczyna podawać cały tonaż argumentów, dlaczego nie jest gotowy na bycie ojcem. Słowem klasyka. Jednak w pewnej chwili wpada na szatański pomysł, aby sprzedać dziecko. Jego kolega zajmuje się bowiem szukaniem domów dla niechcianych dzieci po bogatych, bezdzietnych rodzinach, które są gotowe zapłacić aby mieć potomka. Dziewczyna jest oburzona tym pomysłem, ale nie wie co robić i zwyczajnie się poddaje, gdy jej chłopak odchodzi, aby załatwić wszystkie sprawunki, zostawiając jej czas do namysłu. Wtedy pojawia się nasza tajemnicza wróżka z zaczarowaną księgą, która opowiada młodej kobiecie pewną baśń. O kobiecie i jej chciwym ojcu, który wmówił władcy że córka potrafi zamieniać słomę w złoto oraz o krasnoludzie, który pomógł jej to uczynić. Jednak każda decyzja ma swoja cenę, a ta może być bardzo, ale to bardzo wysoka. Tym razem poziom brutalności stoi na zupełnie innym pułapie. Nie mamy tutaj oceanów krwi, masy trupów i fruwających kawałków kończyn, jak to było w poprzednich zeszytach, tylko sadyzm psychologiczny. Każdy tutaj każdemu grozi, ludzie wzajemnie się oszukują i handlują swymi najbliższymi tylko po to aby osiągnąć materialne korzyści. Oczywiście głównie finansowe. Młynarz, który wymyślił bajkę o magicznych zdolnościach swej córki, pragnie pieniędzy z królewskiego skarbca, król chce złota z daru dziewczyny, a ona sama pragnie życia w dostatku i jest gotowa na każdą ofiarę byleby tylko nie trafić pod topór kata. W tym momencie na arenę wkracza tytułowy karzeł. Brzydki, obleśny i zło mu z oczu patrzy, ale jako jedyny z nich prawdomówny. przynajmniej w pewnym sensie. Posiada moce i może ich użyć aby ulżyć w cierpieniu dziewczynie, ale za pewną opłatą, zaś ta z każdym kolejnym czarem rośnie. Jest on też rewelacyjnym manipulatorem, gdyż potrafi grać osobę skruszoną, dającą "kolejną szanse" zbłąkanej duszyczce. Jednak to tylko pozory, co w rewelacyjny sposób pokazuje finał tej historii. Jeśli idzie o kreskę, to ten odcinek jest, jak dotychczas, zrobiony w sposób najbardziej baśniowy. Nie mamy tutaj masy roznegliżowanych kobiet czy mężczyzn, choć niewiasty nadal maja czym oddychać, brak tu wspomnianej wcześniej krwawej brutalności, a na dokładkę tytułowy krasnolud jest naprawdę straszny. Autorzy świetnie też pokazali jak ludzie pożądają dla siebie wygód i bogactwa, jak nie troszczą się o innych, a kiedy przychodzić czas zapłaty nie potrafią pogodzić się z konsekwencjami, które sami na siebie ściągnęli. Wartym uwagi, bardzo miłym, akcentem jest dostarczenie w tym tomie przez wydawcę brakującego (czy raczej ściętego) dymka dla tomu poprzedniego (Jaś i Małgosia). Jest to naprawdę godne pochwały zachowanie i należą się za to wydawcy gratulacje. Czwarty tom to przestroga, aby doceniać tych, których kochamy i mamy najbliżej. To też nauczka aby zawsze brać konsekwencje za swe czyny, a łatwa forsa nigdy nie jest pozbawiona krwi. Daje też nam bardzo ważną lekcję, że dzieci to najcenniejszy dar. Trudny, pracochłonny i kosztowny, ale najcenniejszy bo to one stają się naszym odbiciem i sprawiają że na swój sposób stajemy się nieśmiertelni. Dlatego lepiej nie podejmować pochopnie decyzji, które okażą się okupione straszliwą ceną w dalekiej przyszłości, bo zwyczajnie nie warto.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na103 lata temu
Grimm Fairy Tales #01 Czerwony Kapturek Al Rio
Grimm Fairy Tales #01 Czerwony Kapturek
Al Rio Ralph Tedesco Joe Tyler
Baśnie braci Grimm są znane na całym świecie. Uczą, bawią, ale także potrafią budzić grozę. Co jednak by się stało, gdyby postacie z tego fantastycznego świata były bardziej realne dla nas ludzi? Czy wilk wyplułby babcię i Czerwonego kapturka, gdyby został przyłapany przez gajowego? A może nie byłoby już czego wypluwać, ponieważ potężny zwierz rozerwałby na kawałki swoje ofiary i pożarł, zalewając wszystko strugami krwi. Amerykańska odsłona serii komiksów zatytułowana Grimm Fairy Tales, jest skierowana do dorosłego odbiorcy, pokazując w bardzo ciekawy sposób pewne relacje z naszego codziennego życia. Zazdrość, zawiść, chciwość czy brak pohamowania się w sprawach seksu, to wszystko znajduje się w tej mrocznej oraz krwawej wizji świata baśni. Świata, potrafiącego przenikać z kart książki do naszego otoczenia, ukazując prawdziwą naturę nas samych. Pierwsza część Grimm Fairy Tales opisuje losy dziewczyny, zwanej przez miejscowych Czerwony Kapturek. Kobiety młodej, cnotliwej, choć pragnącej zaznać rozkoszy płynącej z uciech cielesnych. Wie jednak że zbytni pośpiech może okazać się zgubny i zniszczyć relację między kochankami. Niestety wybranek jej serca nie jest już tak wyrozumiały, zachowując się jak zwykły samczyk, który wykorzystując swą pozycję społeczną stara się za wszelką cenę narzucić dziewczynie swoje zdanie. Sprawa się komplikuje gdy Kapturek zmierza do babci przez ciemny las, niosąc jej prowiant. Wtedy w mrokach nocy cienie potrafią płatać figla i ciężko odróżnić przyjaciół od wrogów. Historia tu opowiedziana jest krótka, dosadna oraz przesycona akcją, zresztą jak każdy album wydany w tej serii. Nie oznacza to, że pozbawiono ją treści. Wręcz przeciwnie. Zwięzłe dialogi trafnie wywlekają na wierzch ukryte w scenerii oraz obrazach postaci ich drugie tło. Pokazują kim są ci ludzie dla nas w realnym życiu, jaką pełnią rolę oraz jak wykorzystują swoją pozycję do zaspokajania własnych potrzeb i ambicji. Widać to zresztą od pierwszej strony tego zeszytu. Licealistka, która nie straciła jeszcze dziewictwa w roli Czerwonego Kapturka, arogancki członek drużyny futbolowej jako wilk czy zatroskany przyjaciel w roli gajowego. Każde z nich naprawdę występuje w wielu wcieleniach w naszym świecie. Nie tylko USA, ale także innych krajach, w tym u nas, w Polsce. Największą rolę odgrywa oczywiście tytułowa dziewczyna i to ona musi podjąć kluczowe decyzje. W przypadku Grimm Fairy Tales nie są one łatwe, jak zresztą w oryginalnych baśniach braci Grimm, a tutaj dodatkowo mogą wiązać się z bardzo, ale to bardzo poważnymi konsekwencjami. Czytelnik zdaje sobie z tego sprawę dopiero po czasie, tak samo jak tytułowa bohaterka. Pytanie tylko czy nie jest za późno na obranie właściwej ścieżki przez ciemny las, pełen mrocznych istot. Polskie wydanie jest naprawdę porządne. Komiks wydano na solidnym papierze, a czytelnicy mają możliwość nabycia go z trzema różnymi okładkami. Klasyczną, dostępną w sklepach (stacjonarnych oraz sieciowych) czy Allegro oraz dwoma kolekcjonerskimi (jedna z nich jest zaprezentowana w recenzji),które można zdobyć tylko na konwentach oraz sklepie wydawnictwa i zostały wydane w limitowanej serii 100 sztuk na okładkę. To cieszy, gdyż nasz wydawca poszedł za wzorem amerykańskiego i dał fanom komiksu możliwość nabycia go w wersji ekskluzywnej, niedostępnej w późniejszym terminie czy większym nakładzie. Oby w przyszłości postąpiono tak z kolejnymi albumami i wydano ostatecznie wszystkie odsłony serii, w tym całą Krainę czarów. Pierwszy zeszyt Grimm Fairy Tales skłania nas do zastanowienia się czy warto poświęcać coś cennego w imię krótkiej uciechy. Teoretycznie jest to prosta, przepełniona krwią i seksualnymi podtekstami, opowieść dla dorosłych, ale jak pisałem na wstępie, nie pozbawiona poważnej puenty. Coś co jest owocem miłości dwojga ufających sobie ludzi, jednocześnie dla młodych osób, nie będących siebie absolutnie pewnymi, jest zakazane. Czy słusznie? Na to pytanie każdy czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na83 lata temu
Grimm Fairy Tales #02 Kopciuszek Ralph Tedesco
Grimm Fairy Tales #02 Kopciuszek
Ralph Tedesco Joe Tyler
Drugi tom Grimm Fairy Tales opowiada nam prawdziwą historię Kopciuszka, młodej, niewinnej i poczciwej dziewczyny, z której macocha zrobiła służącą. Historia którą znamy dzięki animacji Disneya mocno odbiega od oryginału, choć w fabularnej wersji z 2015 roku, starano się nam go przybliżyć. Udało się to naprawdę dobrze, jednak wersja zilustrowana w Grimm Fairy Tales, jest o wiele bardziej mroczna i życiowa. Tak jak każdy tom tej serii niesie z sobą też przesłanie oraz pewną ważną naukę. Naukę o tym jak to niewinne, dziewczęce marzenia o księciu i życiu w dostatku oraz blasku, potrafią być przyćmione przez tych, którzy nie potrafią cieszyć się tym co mają. Historia zaczyna się na jednej z amerykańskich uczelni, gdzie młoda, płochliwa dziewczyna, zobrazowana jako stereotypowy kujon, pragnie dostać się do prestiżowego bractwa. Oczywiście nie udaje jej się tego dokonać, gdyż na samym starcie pada ofiarą szykan ze strony seksownych i wysortowanych dziewczyn. Załamuje się i wybiega w panice z domu bractwa, po czym trafia na wykład odnośnie wpływu baśni na realne życie. Tam poznaje historię Kopciuszka i jej macochy oraz dwójki przybranych sióstr, jednak jest to opowieść inna niż ta którą znała. Mroczna, brutalna i... mściwa. Główna bohaterka, która pełni rolę Kopciuszka, jest uosobieniem wielu współczesnych nastolatek oraz młodych kobiet, pragnących za wszelką cenę zyskać aprobatę ludzi z wyższych kręgów. Ich dziecięce marzenie o księciu na białym koniu i życiu w dostatku oraz szczęściu, przekształca się w chory wyścig zbrojeń, gdzie nie ma miejsca na litość. Albo będę taka jak one, te sławne i modne kobiety, albo zginę. Przyjmują one zatem rolę Kopciuszka, dziewczyny mającej dobre i poczciwe serce, ale jednocześnie pozwalające się terroryzować osobom, uważanym za lepsze, atrakcyjniejsze czy zwyczajnie bogatsze. To wszystko zabija w nich dziecięce marzenie i przemienia w widmo wyrachowanej zemsty, dyktowanej nienawiścią. Jednak wszystko ma swoją cenę. A ta zleży tylko od tego jaką drogę obierzemy w kształtowaniu naszego losu. Staniemy się twardzi i samodzielni lub pójdziemy na skróty, poświęcając swoją duszę aby stać się tym kogo tak bardzo nienawidzimy. Efekt takiego targu może być tylko jeden - ból, cierpienie, a czasem nawet śmierć. Wszystko po to aby ziścił się utopijny sen o lekkim życiu w blasku jupiterów, bez ciężkiej pracy czy wyrzeczeń. Jeśli idzie o warstwę artystyczną, to klasycznie mamy kontrast pomiędzy okładką a rysunkami w samej opowieści. Może to komuś przeszkadzać, choć dla mnie jako czytelnika, nie ma to wielkiego znaczenia. Seria jak zwykle trzyma spory poziom brutalności przepleciony miejscami erotyzmem, choć nie pełnym negliżem, co buduje unikalny dla niej klimat. Mamy tutaj też o wiele mniej krwawych scen, w stosunku do tego co zaprezentował pierwszy zeszyt, choć nadal poziom grozy jest bardzo wysoki. Co zaś się tyczy okładek to główna, w mojej opinii, wypada o wiele ciekawiej od kolekcjonerskiej. Tym razem mamy jedną okładkę unikalną, która nawiązuje do sceny ucieczki Kopciuszka z balu. Jest ona ładna, choć nie tak klimatyczna oraz mroczna, a co za tym idzie oddająca w pełni charakter zawartej w zeszycie historii, jak główna. Niemniej dla kolekcjonerów raczej nie będzie to miało większego znaczenia. Kopciuszek uczy i jednocześnie przestrzega, że czasem nie warto gonić za sławą, bo możemy w ten sposób zdeptać nasze marzenia z dzieciństwa. Co gorsza, cena jaką przyjdzie nam zapłacić będzie niewspółmiernie wysoka. Do tego szybki sukces może zamienić nas w tych, którymi tak pogardzaliśmy, a wtedy nic nie powstrzyma zbliżającej się katastrofy. Dlatego warto zadać sobie pytanie "Czy warto? Czy naprawdę tego chcę? Czy może jest inna droga?". Bo jak rzecze Matka Chrzestna "Wszystkie marzenia mogą się spełnić. Oczywiście pod warunkiem, że jesteś skłonna zaofiarować coś w zamian". Od nas zatem zależy co to będzie - ciężka praca czy nasza dusza.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na83 lata temu
Undertaker - 2 - Taniec Sępów Xavier Dorison
Undertaker - 2 - Taniec Sępów
Xavier Dorison Ralph Meyer
Drugi album serii zamyka definitywnie przygodę z pierwszego dyptyku. Na każde zadane wcześniej pytanie, pada pełnoprawna odpowiedź. Czy satysfakcjonujące to już nieco inna kwestia. Ujmę sprawę w następujący sposób - mnie w ogólnym rozrachunku zadowoliły, ale mam kilka zastrzeżeń. Część elementów uważam bowiem za zbyt mocno naciągane. Fajnie współgrają w tej trochę zwariowanej opowieści, niemniej i tak nieco trudno w nie uwierzyć. Mimo wszystko komiks strasznie przypadł mi do gustu, choć już wiele razy wspominałem, że moja fascynacja westernami nieco przygasła. Lubię je co jakiś czas poczytać, ewentualnie obejrzeć coś z klasyków tego kina, ale to wszystko. Undertaker natomiast sprawił, że chce do niego wracać i to jest chyba najlepsza rekomendacja. Co sprawiło, że mam do tej serii takie podejście? Odpowiedź znajdziecie poniżej. Zacznijmy od tego, co w komiksie jest dla mnie najważniejsze - scenariusza. Tak. To nie rysunek, a opowiadana historia są w moim wypadku kluczowe, jeśli idzie o selekcję tego, co pozostawiam w moich zbiorach. czasem zdarzy się, że zostawiam sobie coś tylko i wyłącznie dla rysunku, jak np. dyptyk Monika od Scream Comics, ale to naprawdę rzadkość. Komiks wizualnie może mi się nie podobać, totalnie rozmijać się z moim gustem, jednak jeśli posiada dobrze skrojony scenariusz to ma szanse pozostać w moich prywatnych zbiorach. W przypadku Undertaker rysunek jest bardzo udany, ale co ważniejsze historia mocno mnie wciągnęła. Z jednej strony mnie to nie dziwi, bowiem Xavier Dorison już wielokrotnie udowodnił mi, że potrafi trafić w mój gust. W kolekcji mam Trzeci testament lub Sanktuarium, do którego bardzo często wracam. Przez długi czas znajdował się tam Fechmistrz, w kolejce czeka Long John Silver, a osobiście poluje na dyptyk Asgard. Jedyne czego nie umiem wybaczyć Dorisonowi to całkowite spartolenie serii Thorgal i jej spinoffu z Kriss de Valnor, choć z tego co udało mi się wygrzebać w sieci, wynika, że to nie jego wina. W praktyce pierwotny pomysł scenarzysty totalnie rozminął się z tym, co ostatecznie ujrzeli czytelnicy. Jeśli to prawda, to osoba za to odpowiedzialna, powinna dyndać na sznurze oblepiona smołą i pierzem. Zatem tak. W moich oczach Undertaker bardzo mocno broni się na polu scenariusza. Oto wędrowny grabarz Jonas Crow i jego sęp Jed (tak, gość oswoił sępa) wplątali się w ostrą kabałę. Muszą pochować trupa majętnego poszukiwacza złota, który dosłownie zeżarł swój majątek podczas ostatniego posiłku. Wkurzył tym pracujących dla niego górników, bowiem wcześniej sprzedał kopalnię gdzie pracowali, a na dokładkę kazał pochować się w innej, opuszczonej kopalni, zaś jeśli to nie nastąpi zostanie zamordowana pewna osoba. Wszystkiego ma dopilnować Panna Rose, guwernantka zmarłego, którą ten od lat próbował złamać i udowodnić jej, że jest tak samo zepsuta, jak inni mieszkańcy Dzikiego Zachodu. Rose postanawia jednak nie dać się pokonać znienawidzonemu pracodawcy i za wszelką cenę wypełnić jego ostatnią wolę, aby ocalić tajemniczego zakładnika. Niby wiem wiele, wszystko zostało bowiem przedstawione w pierwszym albumie, ale z czasem gdy poznawałem całą prawdę zostałem solidnie zaskoczony. Szczególnie w momencie ujawnienia zakładnika oraz osoby go przetrzymującej. W życiu bym się nie domyślił takiego obrotu spraw, co tylko ucieszyło moje nerdowskie serduszko. Ogromną rolę w tym elemencie fabuły, ale też kilku innych, jak pościg za grabarzem i jego ładunkiem, odegrały postacie drugoplanowe. Całość świetnie połączono, choć jak wspominałem wcześniej, kilka mniejszych elementów nie do końca mi pasowało. Z drugiej strony to rasowy komiks akcji, więc jestem gotów przymknąć na to oko. Historia z nieboszczykiem mającym brzuch pełen złota została ukończona. Ostatnia scena otwiera zatem drzwi na zupełnie nową przygodę, której nie mogę się doczekać. Grabarz i jego sęp ruszają dalej w świat, choć już nie samotnie. Niby szło to przewidzieć, ale i tak całość ciekawie skrojono. Wizualnie to bardzo porządny frankon, który wielce cieszy moje oko. Zarówno kolory jak i kreska to czysta poezja, zaś okładki to istny miód na moje oczy. Zostało mi zatem przeczytać drugi dyptyk i z wytęsknieniem oczekiwać trzeciego, który już jakiś czas temu zapowiedziano we Francji.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na83 lata temu
Storm: Świat na dnie / Ostatni zwycięzca Martin Lodewijk
Storm: Świat na dnie / Ostatni zwycięzca
Martin Lodewijk Don Lawrence Philip Dunn
(...) Nie będę szerzej pisał o polskich przygodach Storma, ani o początkach komiksu w Holandii, gdyż tego można się dowiedzieć z lektury tekstów pomieszczonych w bieżącym tomie. Oba eseje są bardzo ciekawe. Pierwszy - „Kroniki Świata na dnie” - szczególnie doceniam, brakuje przekrojowych tekstów o historii komiksowych publikacji w Polsce, szkoda tylko, że nie został podpisany. W omawianej publikacji znajdują się dwa pierwsze albumy. Oba w oprawie graficznej Brytyjczyka Dona Lawrance’a, ale ze scenariuszem dwóch różnych autorów, „Świat na dnie” napisał Philip Dunn, a „Ostatniego zwycięzcę” Martin Lodewijk, który z serialem był związany dłużej. Storm odgrywa w opowieści pierwszoplanową rolę, początkowo jest astronautą. Poznajemy go, gdy „wchodzi na pokład kosmicznej sondy, najnowocześniejszego statku w swojej klasie”. Wyrusza z misją na orbitę Jowisza, jego zadanie polega na zbadaniu szalejących wokół planety wiatrów. Na miejscu coś idzie nie tak i z jakiegoś powodu statek z dzielnym załogantem zostaje wessany przez oko cyklonu. Kontrola naziemna uznaje, że statek i pilot nie mieli żadnych szans na przetrwanie katastrofy, ale protagoniście w jakiś cudowny sposób udaje się wydostać na orbitę planety. Nie mogąc nawiązać połączenia z wieżą, decyduje się na powrót na Ziemię. Podróż trwa rok. Na miejscu okazuje się, że świat który zastał diametralnie różni się od tego, jaki opuszczał. Ziemia zmieniła się nie do poznania. Zniknęły oceany, w wielu miejscach powietrze jest skażone i nie nadaje się do oddychania. Nastąpił regres cywilizacji, a ludzkość stąpiła do epoki barbarzyństwa. W tej części bohater spotka Rudowłosą, która będzie mu towarzyszyła w dalszych przygodach. (...) W drugim albumie Storm i Rudowłosa zostają podstępnie uprowadzeni i zmuszeni siłą do pracy w objazdowym cyrku. Nasz bohater ma wystąpić na arenie gladiatorów, dlatego przez kilka tygodni jest szkolony w walce wręcz i z białą bronią. W ramach poniesienia konsekwencji za swoje zachowanie na stadionie, musi wciąć udział w wyprawie do Pałacu Śmierci, który okazuje się być kosmicznym statkiem najeżonym ogromną ilością zabójczych pułapek. Misja zostanie wypełniona, jeśli dotrze do Wielkiego Tronu, czyli kokpitu. Wszyscy śmiałkowie, którzy na przestrzeni poprzednich dziesięcioleci podjęli się tego zadania, zginęli. Jak pójdzie Stormowi? Czy wyjdzie zwycięsko z tej próby? Czy przy okazji ocali Rudowłosą? O tym będą mogli przekonać się ci, którzy sięgną po produkt wydawnictwa Incal. Największym atutem holenderskiej serii są rysunki Dona Lawrence'a, które, mimo że komiks zadebiutował w 1978 roku, nadal mogą budzić podziw. Technika brytyjskiego rysownika polegała na bezpośrednim nakładaniu kolorów na planszy bez specjalnie rozbudowanego szkicowania lub tuszowania. Efekt finalny sprawia, że mamy wrażenie jakby plansze były malowanymi obrazami. Wizualnie przypomina to trochę prace Grzegorza Rosińskiego. Świat wykreowany przez Lawrence'a jest spójny, z wielką swobodą wymyślał kosmiczne pojazdy, niesamowite stwory, barbarzyńskie stroje czy broń. W swoich przedstawieniach dbał o swoisty realizm, bez uciekania się w nieprecyzyjny rysunek.... - - - cały tekst do przeczytania tu: https://dybuk.wordpress.com/2015/11/29/storm-1-swiat-na-dnie-ostatni-zwyciezca/
giera - awatar giera
oceniła na610 lat temu
Eryk Rudy. Opowieść zimowa Søren Mosdal
Eryk Rudy. Opowieść zimowa
Søren Mosdal
Nietypowy komiks duńskiego autora i zarazem rysownika. Akcja rozgrywa się (nie licząc retrospekcji) w roku 1000 na … Grenlandii. Jej osią jest konflikt pomiędzy starym i nowym, pogańskimi wierzeniami Wikingów, a chrześcijaństwem oraz dwoma pokoleniami Skandynawów. Uosabia to spór pomiędzy Erykiem Rudym, a jego synem Leifem Eriksonem (domniemanym odkrywcą Ameryki). Sama fabuła dość luźno opiera się na faktach, przynajmniej w zakresie wydarzeń z roku tysięcznego. Jest natomiast mroczna jak skandynawskie kryminały i … oprawa graficzna. Kreska jest mocno konturowa, zaś wszystkie postacie zniekształcone w taki sposób, by nikt nie wydawał się atrakcyjny (niestety – kobiety także). Niektóre postacie są wręcz odrażające. Kolory są pozbawione modelunku walorowego i jedynie zaczernienia imitują cienie. Kolory – poza grzywką i brodą bohatera – rzadko są naturalne. Za to dość często kontrastowe i bardzo wysycone (czerwień, granat, żółcień, odcienie niebieskiego i zielonego, dużo czerni). Są elementy fantasy (Odyn i Thor) oraz odniesienia do odkryć geograficznych. Sceny walki i śmierci pokazane są poprzez zamach uzbrojonej ręki bądź umarłe ciało lub odcięta głowa. Rzadko widzimy sam cios czy rysunki walki. Na pewno oprawa pasuje do klimatu opowieści, mieszanki historii, baśni i legend, przypominającej wierszowane sagi Wikingów. Ciekawe doświadczenie, aczkolwiek z punktu widzenia wartości estetycznych rysunku niespecjalnie zachęcająca do dalszej eksploracji stylu autora. Komiks przeczytany w ramach czerwcowego wyzwania LC – książka z ilustracjami.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na64 lata temu
Okko - 1 - Cykl Wody Humbert Chabuel
Okko - 1 - Cykl Wody
Humbert Chabuel
Szata graficzna cud-miód! Nie jest to fotorealizm, w żadnym wypadku, ale kreska trzyma równy, wysoki poziom, a całość wykonana jest w doskonale dobranych do sytuacji i nieprzejaskrawionych barwach. Świat Okko czerpie garściami z faudalnej Japonii, co bardzo mnie cieszy, bo lubię takie klimaty, ale robi to trochę niezdarnie. Gejsza niekoniecznie musiała być dziwką, a już na pewno nie wyłącznie dziwką - to najbardziej widoczny błąd, ale popełniany w okołojapońskich dziełach często. Moim zdaniem autor niepotrzebnie użył tego słowa zamiast rodzimej 'prostytutki'. No właśnie, mieliśmy tu prawdziwy potok nazw zapożyczonych z japońskiego, chociaż, jako fanka historycznych anime, praktycznie wszystkie znałam. Rzecz w tym, że naginatę można nazwać po prostu włócznią. Statek, jak mu tam było - co jest złego w słowie 'łódź'? Może autor sądził, że będzie klimatycznie (wydawnictwa nie winię)? Odnośniki nie są klimatyczne, panie Hub. Zwłaszcza, gdy słowo 'gejsza' stosuje się źle, a Okko jest z jakiegoś powodu 'samurajem bez pana', kiedy aż prosiłoby się wstawić 'ronin'. Mam też zarzut do wydawnictwa!!! Czemu ZA KAŻDYM RAZEM stał potrójny wykrzyknik, nawet w miejscach, gdzie jeden byłby zbędny??! O tak właśnie, w środku tekstu!!! Wyglądało to jak na załączonym przykładzie - aż kłuło w oczy. Fabuła ciekawie poprowadzona, nawet jeśli nieszczególnie oryginalna, ale nazbyt pośpieszona. O bohaterach wiemy dość, by rozumieć ich role, jednak zachowali sporo tajemnic na późniejsze tomy. Niestety, z głównej intrygi mało co czytelnik rozumiał, dopóki narrator, będący jednym z bohaterów spisującym swoje przygody lata później, nie objaśnił sprawy. Ocenę ocalił komiksowi fakt, że wtedy naprawdę wszystko dobrze się domknęło i wyjasniło. Maruda ze mnie niepoprawna, ale dobrze się przy Okko bawiłam i chętnie siegnę po kolejne tomy czekające na mojej półeczce. Podsumowując, wyjątkowo przyjemna dla oka, nawet jeśki niezbyt wymagająca rozrywka, z potencjałem na następne tomy.
Rai - awatar Rai
ocenił na77 lat temu
Królewska Krew #2. Zbrodnia i Kara Alexandro Jodorowsky
Królewska Krew #2. Zbrodnia i Kara
Alexandro Jodorowsky Dongzi Liu
Drugi tom serii dzieje się niedługo po wydarzeniach opisanych w finale pierwszego zeszytu. Na dzień dobry dostajemy mocna dawkę przemocy, choć jakby nie patrzeć w tej opowieści jest ona w pełni uzasadniona. Niemniej fabuła potrafi w kilku miejscach zaskoczyć dając spore pole do popisu dla całej intrygi. Ponownie tematem głównym jest zdrada oraz chęć utrzymania władzy, niemniej następuje rotacja postaci na tym polu. przynajmniej w pewnym sensie. Niemniej mimo tych wspomnianych na wstępie zalet, czuć tutaj brak tego bliżej nieokreślonego czegoś. Niby postacie są przedstawione ciekawie, niby mamy zwroty akcji, które nie zawsze przewidzimy, a mimo to czuć pewien niedosyt. W królestwie lud cieszy się z zaślubin Sambry z Alvarem, który jest przekonany że dziewczyna jest jego córką z nieprawego łoża. Tymczasem pierwsza żona króla, obecnie piastująca urząd regentki i nie w smak jej, że została wyrzucona z pańskiego łoza. Jej syn Rador, będący z krwi uzurpatora, też żywi chęć zemsty na Alvarze, po tym jak ten uciął mu język. Dotąd wyładowywał swą nienawiść na służkach, które katował na śmierć, ale teraz nadarzyła się okazja bardziej dotkliwej zemsty. Pod nieobecność króla sługa Radora uprowadza Sambrę i przynosi ją swemu panu i jego matce. Ci straszliwie okaleczają dziewczynę, jednak ich uczynek szybko się na nich mści. Niemniej Alvar postanawia nie wymierzać im kary i zrzekłszy się tronu udaje się wraz z Sambrą na wygnanie do jaskini jej matki. Jednak los bywa okrutny i nieprzewidywalny, a ludzkie serce łatwo odmienić. Jeśli ktoś twierdził po lekturze pierwszego tomu, że przedstawione w nim postacie są szalone, to Zbrodnia i kara z pewnością nieco zmieni jego definicję tego terminu. Jest to jednak zabieg celowy, gdyż historia jaką czytamy mówi właśnie o szaleństwie. Ma ono różne podłoża jak zdrada, chciwość, zemsta czy miłość, ale zawsze sprowadza się ostatecznie do jednego - śmierci. Często bolesnej i nad wyraz okrutnej, co jest karą za chęć bycia ponad prawem ludzkim jak i boskim. To cena jaką trzeba zapłacić za wzgardę ludzkim życiem, szczególnie tych najsłabszych, zepchniętych na margines. Alvar przez pewien czas zdaje się rozumieć powagę sytuacji, stąd ku zaskoczeniu ludu udaje się na wygnanie wraz z swą młodą oblubienicą. Tam również doświadcza kolejnych prób co kończy się srogą pokutą, jaką sobie sam wymierzył, aby móc dostąpić odkupienia. Jednak jak wspomniałem wcześniej ludzkie serce łatwo odmienić, szczególnie zaś takie które już skosztowało zemsty i władzy. Nie inaczej jest i tym razem, choć finał banicji króla był w pewnych punktach zaskakujący. To co jednak budzi niesmak to pewna nielogiczność zachować bohaterów. Nieraz pod wpływem spontanicznych odruchów dokonują one wyborów, które pomimo protestów tłumu, są potem i tak akceptowane. Między innymi scena zrzeczenia się tronu. Rozumiem co chcieli przekazać autorzy, ale wyszło to lekko niezgrabnie i głupio, szczególnie, że Alvar i Sambra oddali koronę swym oprawcom, a ci w ten sposób uniknęli kary. Nie miało znaczenia, ze cała sala tronowa domagała się głów Radora i jego matki. Nie. Alvar im wybaczył, powiedział, że opuszcza królestwo i radźcie sobie sami. Brzmi to co najmniej dziwnie. Niestety to nie jedyny "babol" tego rodzaju. Czasami podczas lektury zastanawiałem się czy przypadkiem mieszkańcy tego państwa nie są pozbawieni inteligencji przez jakieś tajemnicze zaklęcie. Bo o ile umiem zrozumieć szaleńca tak totalnego ignoranta za grosz nie pojmuję. Komiks nadrabia jednak od strony wizualnej. kreska nadal jest przecudowna, kolorystyka mroczna, ale nie za ciemna, wręcz idealna dla tej opowieści. Uwydatnia ona wręcz szaleństwo wszystkich głównych postaci, kontrastując ją z ich powierzchownym pięknem. Dodawszy do tego bajeczne scenografie i krajobrazy połączone z pięknymi wyobrażeniami zjaw, czy też dusz, dostajemy istną ucztę dla oka. Nawet jeśli ktoś nie polubił Królewskiej krwi od strony fabularnej, to w części graficznej z pewnością się zakocha. Drugi tom wyraźnie odstaje w kilku miejscach od pierwszego. Tam mieliśmy więcej sensu, mimo zobrazowania szaleństwa. Postacie walczyły z sobą o władzę i z tego powodu tez się zdradzały. Tutaj teoretycznie ten aspekt jest kontynuowany, jednak logiczne głupoty na jakie tutaj natrafimy potrafią skutecznie zepsuć odbiór całości. Liczę jednak ze kolejny album ponownie podniesie poziom całej serii w moich oczach, do której i tak będę wracał choćby dla samych rysunków.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Undertaker - 3 - Ogr z Sutter Camp Xavier Dorison
Undertaker - 3 - Ogr z Sutter Camp
Xavier Dorison Ralph Meyer
Pierwszy dyptyk mnie zachwycił, ale przy drugim już trochę straciłem zapał. Nie jest to zła opowieść, ale miałem wrażenie, że główny bohater nie ewoluował, a powinien to zrobić, zważywszy, że teraz prowadzi interes z dwoma kobietami. Z jednej strony mamy zupełnie nową przygodę, antagonistę nawiązującego do przeszłości naszego grabarza oraz wielce upartą Rose, której towarzyszy Pani Lin. Niemniej z drugiej strony fabuła tego odcinka mnie nie porwała. Cholera, miałem wrażenie, że czytam jedna z przygód Jonaha Hex, gdzie ten starł się z rzeźnikiem wykonującym zawód lekarza polowego. W praktyce bardzo dużo elementów tej opowieści wręcz pokrywało się niemal co do jednego z krótką historyjką rewolwerowca od DC Comics. To jest tylko jedna z przyczyny, dla których ten tom czytało mi się tak sobie. Choć to raczej złe określenie. Czytało mi się go przyjemnie, ale ostateczne wrażenia były dość mieszane. Bowiem co tak naprawdę tutaj mamy. Jonas Crow, jego sęp oraz wspólniczka w interesie Panna Rose i towarzysząca jej Pani Lin wspólnie prowadzą, a raczej próbują to czynić, obwoźny zakład pogrzebowy. Niestety Crow niejako sabotuje wszelkie ich starania, przez co praktycznie nic nie zarabiają. Tutaj mam pewien zgrzyt, bowiem w pierwszym dyptyku Crow nie zawsze twardo handlował, jednak mimo wszystko zarabiał na swym biznesie, a teraz jakby na przekór Rose robi wszystko aby go zniszczyć. Jakoś nie do końca mi się to klei. Tak czy inaczej natrafiają na dobre zlecenie, pochowania pewnej staruszki w domu majętnego hodowcy bydła, gdzie zrządzeniem losu Crow natrafia na swego dawnego dowódcę z czasów Wojny Secesyjnej. Ten robi scenę podczas pogrzebu zmarłej, czyli swej żony, ogłaszając przy tym że niejaki Ogr z Sutter Camp nadal żyje. Crow wraz z swoją ekipą lądują za bramami posiadłości, oczywiście nie otrzymawszy zapłaty, ale nasz grabarz zamierza poznać prawdę. Zakrada się do pokoju pułkownika i poznaje jego wersję wydarzeń na temat ich dawnego lekarza, którego przezywano Ogr. Facet był wykształconym oraz dobrze ułożonym chirurgiem, który lubił dla rozrywki torturować ludzi. Do tego fenomenalnie znał się na anatomii ludzkiego ciała. Jeśli ktoś czytał siódmy album Jonah Hex, ten od razu skojarzy podobieństwa. Są wręcz uderzające. W tym momencie zaczyna się pościg za Ogrem, w który oczywiście włączają się obie kobiety. Z jednej strony było to oczywiste, ale z drugiej przesłanki Rose są jak dla mnie dość... głupie. Kobieta jakby straciła zdrowy rozsądek i pakuje się w sprawę, która zdecydowanie ją przerasta. W tym wypadku akcja mogła się potoczyć tylko w jeden sposób, a to sprawiło że scenariusz mnie nie zaskoczył. Zabolało, bowiem poprzednia przygoda potrafiła nieraz zwieźć na manowce moje przewidywania, dając mi coś zupełnie innego, a przy tym nie pozbawionego sensu. To było fajne. Teraz tego zabrakło. Oczywiście to pierwsza część tego dyptyku, ale boję się, że drugi tom nie spełni moich oczekiwań. Chyba ze zginie któraś z kluczowych postaci, na co jednak nie liczę. Nie zdziwi mnie nawet "życiowy" happy end, który będzie na siłę chciał wycisnąć łzę z czytelnika i zagrać na jego emocjach. Jakieś łzawe rozstanie, zamiast przemówienia postaciom do rozumu. Choć może Dorison mnie zaskoczy. Może jednak będzie jakiś faktyczny fabularny twist, który kompletnie zmieni spojrzenie na cała sprawę. Może, bo po finale tego tomu na nic takiego się nie zanosi.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na63 lata temu
Staruszek Anderson Hermann Huppen
Staruszek Anderson
Hermann Huppen Yves Huppen
Temat prześladowań na tle rasowym, jest ostatnimi czasy bardzo modny. Mimo wielu podłoży, patrzy się na niego głównie przez pryzmat wydarzeń jakie miały miejsce w drugiej połowie XX wieku w Południowych Stanach, gdzie czarna ludność naprawdę wiele wycierpiała z rąk białych mieszkańców. Nie było to co prawda tak kryształowo przejrzyste jak podają dzisiejsze media, gdyż murzyni, czy też Afroamerykanie, posiadali często równie dużo krwi na rękach, zaś nie jeden biały pomagał im w tych ciężkich czasach. Dobrze ukazał to film Służące z 2011 roku, gdzie umiejętnie przedstawiono obie strony barykady. Staruszek Anderson to historia o wiele prostsza, jednak poruszająca i smutna. Śmierć, zemsta i utracone nadzieje mieszają się tutaj z sobą na tle waśni rasowych pomiędzy białymi a czarnymi mieszkańcami Missisipi. Można by rzec, historia jakich opowiedziano już wiele i zapewne nie raz się je jeszcze usłyszy. A mimo to warto na chwilę się zatrzymać i wysłuchać co ma do powiedzenia pewien sędziwy jegomość, zwany przez lokalnych Staruszkiem. Akcja komiksu rozgrywa się w małym miasteczku, znajdującym się gdzieś w Missisipi. Anderson, nazywany przez lokalnych Staruszkiem, to sędziwy murzyn, któremu osiem lat temu zabito nastoletnią córkę. Przynajmniej tak podejrzewa, gdyż dziewczyna znikła i wszelki słuch po niej zaginął.Gdy umiera jego żona, Anderson dowiaduje się od swego przyjaciela, że pewna osoba może mieć jakaś informację na temat wydarzeń sprzed ośmiu lat. Staruszek nie mając już nic do stracenia postanawia pójść tym tropem i wymierzyć swoją własną, ojcowską sprawiedliwość. W krótkim czasie mała wendetta jednego człowieka przeradza się w pościg przypominający polowanie na wściekłe zwierzę. Album pokazuje dwa dramaty ludzkie, skupiające się wokoło tytułowej postaci. Pierwszy to utrata ukochanych osób, nadających sens naszemu życiu. Bez nich czujemy się nie tylko puści oraz zagubieni, ale tracimy poczucie własnej wartości oraz czasu. Dlatego postanawiamy zakończyć stare porachunki lub rozwikłać zagadki dręczące od lat rodzinę. To na co wcześniej brakowało nam odwagi wraca do ans ze spotęgowaną siłą jako wyrzut sumienia i torturuje, powoli zatruwając umysł. Tracimy wtedy jasność myślenia i zaczynamy działać impulsywnie, chcąc osiągnąć naszą, prywatną sprawiedliwość. Tu pojawia się drugi punkt, czyli eskalacja przemocy. Pozbawieni hamulców moralnych, celu dla życia i dalszej egzystencji w tym świecie, nie wahamy się przekroczyć granicy. Chcemy aby oprawcy czuli to samo co ich ofiara. Bezradność, przerażenie, ból oraz koszmarną wizję śmierci. Niestety wszystko ma swoją cenę, szczególnie jeśli nie jest przemyślane, tylko rodzi się z impulsu. Wtedy w całym tym tyglu przestaje obowiązywać prawo spisane na papierze i nazwane Kodeksem Karnym. Liczy się tylko to jaki masz kolor skóry oraz czy jesteś dość sprytny aby uniknąć kuli. Zatracamy się w tym polowaniu na dzikiego zwierza, nie starając się nawet zrozumieć jego motywów. Jest zły bo posiada taki a nie inny kolor skóry. Dla jednych będzie to czarna nastolatka lub starzec, dla innych biały policjant bojący się społecznego linczu, przez co chowa głowę w piasek. Hermann bardzo umiejętnie ukazał brud, przerażenie oraz samotność w swej pracy, ubogacając tekst Yves'a, swoimi rysunkami. Tak naprawdę miałem wrażenie, że mimo dominacji obrazu, to słowa, a czasem ich brak, grają tutaj pierwsze skrzypce. Najbardziej uwidocznione jest to w finalnych kartach komiksu, gdzie dowiadujemy się kilku ciekawych rzeczy oraz w pełni pojmujemy dramat pierwszej karty tego albumu. Staruszek Anderson to nie dzieło wybitne, jednak bardzo życiowe. Prosta historia, krwawa i smutna, jakich wiele można by usłyszeć w Południowych Stanach. Jednak przykuwa uwagę czytelnika, na ten krótki czas i być może nawet go czegoś nauczy.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Krew tchórzy 2 - Rzeźnik Jean-Yves Delitte
Krew tchórzy 2 - Rzeźnik
Jean-Yves Delitte
Rzeźnik to drugi album serii Krew tchórzy, w którym do końca zrealizowany zostaje wątek fabularny dotyczący śledztwa rozpoczętego w 1663 roku przez majora Arthura J. Joyce’a Byrona Pike’a. Koronny śledczy stara się rozwiązać zagadkę poćwiartowanych zwłok kilku mężczyzn odnalezionych u brzegu rzeki Ouse. Akcja komiksu, tak samo jak w uprzedniej odsłonie, rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych i geograficznych. Dochodzenie Arthura Pike’a jest ściśle powiązane z wydarzeniami, które rozegrały się dwadzieścia lat wcześniej na Jawie. W Batawii pierwsze skrzypce grał James Eddington, kapitan Pierwszego Regimentu Królewskich Kirasjerów, który miał za zadanie wyjaśnić okoliczności śmierci sir Francisa. Idzi mu jak po grudzie. Zresztą koronnemu śledczemu w Anglii także niespecjalnie się wiedzie, właściwie udało mu się ustalić tożsamość zamordowanych mężczyzn, ale nic z tego dalej nie wynika. I w jednym, i w drugim wątku dwuznaczną rolę odgrywają wysoko postawieni przedstawiciele Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej (VOC),którym niespecjalnie zależy na schwytaniu sprawców i wyjaśnieniu motywu morderstw. Wyraźnie wzrasta dynamika obu prowadzonych śledztw. Co prawda scenarzysta wciąż myli tropy, pozwala swym bohaterom szukać na oślep i błądzić niczym dzieci we mgle. Jednak z biegiem akcji czytelnik zaczyna rozumieć, że oba wątki są ze sobą przewrotnie i ściśle powiązane. Zresztą, kto by się spodziewał, że pod płaszczykiem uprzejmości i profesjonalizmu major Pike skrywa drugą, bardzo przerażającą, twarz. Nie będę zdradzał zamysłu Jeana-Yvesa Delitte’a, ponieważ warto samemu zmierzyć się z fabułą. Zapewniam, że całość jest nieźle obmyślona. (...) Po lekturze dwójki muszę przyznać, że komiks ma znamiona świetnego kryminału, w którym napięcie wzrasta ze strony na stronę, aż do całkowicie niespodziewanego finału. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się takiego zakończenia. Całość opowieści zostaje wywrócona do góry nogami... - - - cały tekst do przeczytania tu: https://dybuk.wordpress.com/2017/01/25/krew-tchorzy-2-rzeznik/
giera - awatar giera
oceniła na79 lat temu

Cytaty z książki Grimm Fairy Tales #5 Śpiąca Królewna

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Grimm Fairy Tales #5 Śpiąca Królewna