Przewodnik ksenofoba. Włosi

Okładka książki Przewodnik ksenofoba. Włosi autorstwa Solly Martin
Okładka książki Przewodnik ksenofoba. Włosi autorstwa Solly Martin
Solly Martin Wydawnictwo: Finebooks Seria: Przewodnik ksenofoba turystyka, mapy, atlasy
112 str. 1 godz. 52 min.
Kategoria:
turystyka, mapy, atlasy
Format:
papier
Seria:
Przewodnik ksenofoba
Tytuł oryginału:
The Xenophobe's Guide to The Italians
Data wydania:
2016-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-01-01
Data 1. wydania:
2018-01-01
Liczba stron:
112
Czas czytania
1 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373503946
Tłumacz:
Paweł Łuków
"Przewodnik ksenofoba" to żartobliwe, ale pouczające spojrzenie na charakter i dziwactwa różnych narodów. W tym tomie autor pokazuje, które wyjątkowe zalety i słabości Włochów czynią ich Włochami oraz jak te cechy są postrzegane przez inne narody. Szczera, napisana z nutą ironii książka stanowi gwarantowane lekarstwo na ksenofobię. Lektura obowiązkowa dla turystów i wszystkich ciekawych świata.
Średnia ocen
6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Przewodnik ksenofoba. Włosi w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Przewodnik ksenofoba. Włosi

Średnia ocen
6,6 / 10
83 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Przewodnik ksenofoba. Włosi

avatar
184
184

Na półkach:

Napisana przez mieszkającego we Włoszech Anglika naprawdę zabawna książeczka o Włochach. Wbrew tytułowi wolna od ksenofobii. Wydaje mi się, że Martin Solly kocha Włochów za to samo, co ja -" za wrodzoną potrzebę piękna i płynącą z tego dumę". Tak mi tego brakuje za oknem...

Napisana przez mieszkającego we Włoszech Anglika naprawdę zabawna książeczka o Włochach. Wbrew tytułowi wolna od ksenofobii. Wydaje mi się, że Martin Solly kocha Włochów za to samo, co ja -" za wrodzoną potrzebę piękna i płynącą z tego dumę". Tak mi tego brakuje za oknem...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
707
384

Na półkach:

Bardzo zabawna książeczka opisująca zachowania Włochów, które mogą zaskakiwać inne narodowości. Z humorem i przymrużeniem oka, bez obrażania nikogo. Warto przeczytać przed wyjazdem do tego kraju.

Bardzo zabawna książeczka opisująca zachowania Włochów, które mogą zaskakiwać inne narodowości. Z humorem i przymrużeniem oka, bez obrażania nikogo. Warto przeczytać przed wyjazdem do tego kraju.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
224
187

Na półkach:

Ok

Ok

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

216 użytkowników ma tytuł Przewodnik ksenofoba. Włosi na półkach głównych
  • 109
  • 107
59 użytkowników ma tytuł Przewodnik ksenofoba. Włosi na półkach dodatkowych
  • 37
  • 6
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Przewodnik ksenofoba. Włosi

Czytelnicy Przewodnik ksenofoba. Włosi przeczytali również

Skąd się biorą Holendrzy? Ben Coates
Skąd się biorą Holendrzy?
Ben Coates
Z racji dalszego zagłębiania się w kulturę niderlandzką i naukę języka tego kraju postanowiłam dać szansę tej pozycji, która w pierwszym odruchu przyciągnęła mnie do siebie okładką, a w drugim - zakresem tematycznym. Bo mamy tutaj rozważania na temat bogactwa Niderlandów, jego ciekawej historii, niewolnictwa, kolonializmu, imigrantów, tolerancji, narkotyków, sportu, kanałów i z grubsza wszystkiego z czym może lub nie kojarzyć się ten kraj. Pomijając jakieś pojedyncze fragmenty dotyczące np sportu i rozgrywek piłkarskich, które lekko mnie nudziły, ponieważ nie jest to zdecydowanie mój ulubiony temat, cała reszta była bardzo interesująca z różnych punktów widzenia. Nie jest to książka stricte wyczerpująca temat jakim są Niderlandy, ale poruszająca wątki, o które może się obić ktoś, to zdecyduje się na przeprowadzkę do kraju tulipanów i wiatraków. Ben Coates jako Anglik mieszkający od kilku lat w NL ma dosyć świeże podejście do różnych tematów i nie unika porównań do swojego ojczystego kraju. Dla mnie ta książka była bardzo przyjemna w odbiorze - nie za lekka, nie za ciężka, aczkolwiek czytając w oryginale momentami miałam problemy ze zrozumieniem, co bardziej skomplikowanych rzeczy, jednak jest to do przeskoczenia. Jest to fajne kompendium wiedzy dla kogoś kto planuje się przeprowadzić do NL lub też jest tak od niedawna, bo podejmuje tematy, o których czasem zapomina się wspomnieć przy okazji rozmowy o tym kraju. Jeśli wyszłaby druga część, to bez wahania bym po nią sięgnęła, żeby jeszcze bardziej zatopić się w te niderlandzkie kanały :) ///29.03.24///
Lukrecja - awatar Lukrecja
oceniła na82 lata temu
#Sława Karolina Korwin Piotrowska
#Sława
Karolina Korwin Piotrowska
Książka ta jest moim zdaniem zwieńczeniem pracy pani Karoliny w programie "Magiel Towarzyski". Program ten miał charakter przede wszystkim rozrywkowy, ale uważam też, że w jakimś stopniu kształtował również gust widzów i robił to całkiem dobrze. "#Sława" jest według mnie jedną ze słabszych pozycji w katalogu książek pani Karoliny, ale nie jest książką złą. Ma po prostu pewne niedostatki, momentami czytając miałem wrażenie, iż można było lepiej. Można było sięgnąć jeszcze głębiej zamiast pływać po powierzechni. Zdecydowanie największym rozczarowaniem są ostatnie jej części, zaczynając od działu "Ikony". Są one po prostu przedłużeniem książki "Bomba" i niczym więcej. Aczkolwiek, pani Karolina jest trafną obserwatorką i komentatorką showbiznesu w Polsce, to trzeba przyznać i jej oceny często doskonale odzwierciedlają rzeczywistość. Myślę sobie, że przypuszczalnie to może był chwyt marketingowy i choć czytając np. dział "Plankton" czułem pewną satysfakcję, że ktoś dał co poniektórym "gwiazdom" pstryczka w nos, tak ostatecznie uważam, że bez tej końcowej części książka by wiele nie straciła. A może nawet i zyskała. Wolałbym by te strony poświęcono innym rzeczom, bo i pewne kwestie nie są wyczerpane. Jestem zdania, że książka powinna być dłuższa. Mimo wszystko polecam, bo chyba nie ma na polskim rynku książkowym podobnej książki. I książka ta ma zdecydowanie pewien walor edukacyjny i wydaje mi się, że może dobrze przybliżyć pewne mechanizmy działające w showbiznesie i wyjaśnić co nieco przeciętnemu odbiorcy czym jest ta cała sława i dlaczego jest tak uzależniająca. Tak na marginesie, w jednym z wywiadów, chyba promujących książkę "Chwilowa Anomalia", Tomasz Michniewicz wspomniał, że myśli o książce o zjawisku sławy. Fajnie gdyby to doszło do skutku, bardzo ciekawe jak on by do tego podszedł. Dziennikarz, który na codzień zajmuje się zupełnie inną tematyką. Jego perspektywa mogłaby być niezwykle cenna. Tak mi się wydaje..
Blue - awatar Blue
ocenił na64 lata temu
Im mniej, tym więcej Joshua Becker
Im mniej, tym więcej
Joshua Becker
„Im mniej, tym więcej” to świetna pozycja dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z minimalizmem. Autor w przystępny sposób pokazuje, jak nadmiar rzeczy wpływa na nasze życie i jak stopniowe pozbywanie się zbędnych przedmiotów może prowadzić do większego spokoju, wolności i lepszej organizacji codzienności. Dla mnie, jako osoby, która już wcześniej rozpoczęła proces declutteringu – od ubrań i przedmiotów codziennego użytku – książka nie wnosiła wielu nowych perspektyw. Jednak nadal uważam, że jest wartościowa i może być doskonałą motywacją dla kogoś, kto czuje się przytłoczony chaosem w swoim otoczeniu, ale nie wie, od czego zacząć. Dzięki lekkiej narracji i praktycznym wskazówkom stanowi inspirację do pierwszych kroków w stronę prostszego życia. Szczególnie spodobał mi się wątek pomocy innym, który przewija się w książce. Autor podkreśla, że minimalizm to nie tylko pozbywanie się rzeczy, ale też dzielenie się nimi z tymi, którzy ich bardziej potrzebują. To podejście jest mi bardzo bliskie, ponieważ przez wiele lat działałam jako wolontariuszka i wiem, jak wiele radości i ulgi może przynieść przekazanie nieużywanych przedmiotów osobom w trudniejszej sytuacji. Z przyjemnością przekażę książkę dalej, wierząc, że pomoże kolejnym osobom uporządkować swoją przestrzeń i czerpać więcej radości z mniejszej ilości rzeczy. Jeśli ktoś chce rozpocząć swoją przygodę z minimalizmem, to „Im mniej, tym więcej” będzie świetnym wyborem!
niulaaa - awatar niulaaa
oceniła na81 rok temu
Barcelona. Stolica Polski Ewa Wysocka
Barcelona. Stolica Polski
Ewa Wysocka
Książka Ewy Wysockiej „Barcelona. Stolica Polski” to pozycja, która wzbudza we mnie mieszane uczucia, co idealnie podsumowuje ocena 6/10. Autorka, wieloletnia korespondentka, kreśli obraz miasta przez pryzmat polskiej diaspory oraz historycznych i kulturowych powiązań między naszym krajem a Katalonią. Wysocka nie prowadzi nas utartym szlakiem turystycznym spod Sagrada Família. Zamiast tego, zabiera czytelnika w miejsca naznaczone obecnością Polaków – od śladów historycznych postaci, po współczesne enklawy artystyczne i biznesowe. Poznajemy Barcelonę jako miasto hybrydowe, gdzie katalońska duma z własnej odrębności rymuje się z polskim dążeniem do wolności. Autorka zagląda do barcelońskich mieszkań, kawiarni i instytucji kultury, budując narrację na styku reportażu i osobistych zapisków. Największym atutem książki jest unikalna perspektywa. To nie jest kolejny przewodnik typu „zjedz tapas i idź na plażę”. Przyciąga nas: Narracja tożsamościowa: Fascynujące porównania między historią Polski a dążeniami niepodległościowymi Katalonii. Ciekawostki: Mało znane fakty o Polakach, którzy współtworzyli tkankę tego miasta. Lekki styl: Wysocka pisze z wprawą dziennikarską, dzięki czemu tekst czyta się szybko i płynnie. Mimo ciekawego punktu wyjścia, książka ma wyraźne słabości. Po pierwsze mamy chaos kompozycyjny. Chwilami odnosi się wrażenie, że to zbiór niepowiązanych ze sobą felietonów, a nie spójna opowieść. Zbyt wąska optyka: Tytuł sugeruje coś monumentalnego, a w praktyce dostajemy dość hermetyczny świat polskiej bańki, co może nużyć kogoś, kto szuka „prawdziwej” Barcelony, a nie tylko jej polskiego odbicia. Następnie tekst cierpi na brak głębi. Autorka ślizga się po powierzchni niektórych problemów społecznych, skupiając się bardziej na anegdocie niż na rzetelnej analizie współczesnej Katalonii. Podsumowując, to lektura poprawna, idealna do samolotu, ale pozostawiająca niedosyt. Barcelona w tym wydaniu jest barwna, ale nieco zbyt jednowymiarowa.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na62 miesiące temu
Czarne koty i prima aprilis. Skąd się wzięły przesądy w naszym życiu? Harry Oliver
Czarne koty i prima aprilis. Skąd się wzięły przesądy w naszym życiu?
Harry Oliver
Książka Harry’ego Olivera to lekka i przystępna wyprawa w świat ludzkiej irracjonalności, którą oceniam na solidne 6/10. Autor stawia sobie za cel wyjaśnienie genezy najpopularniejszych wierzeń, które od wieków towarzyszą nam w codzienności – od lęku przed rozbitym lustrem, przez unikanie przechodzenia pod drabiną, aż po tytułowe czarne koty. Największą zaletą tej publikacji jest jej encyklopedyczny, a zarazem anegdotyczny charakter. Oliver nie zanudza czytelnika suchymi faktami historycznymi; zamiast tego serwuje krótkie, treściwe rozdziały, które idealnie nadają się do czytania „z doskoku”. Dowiadujemy się na przykład, że rzucanie soli przez lewe ramię miało pierwotnie oślepić czającego się tam diabła, a unikanie trzynastki przy stole ma swoje korzenie w biblijnej Ostatniej Wieczerzy. Autor sprawnie pokazuje, jak wiele naszych dzisiejszych lęków to tak naprawdę relikty dawnych systemów religijnych lub praktycznych zasad bezpieczeństwa, które z czasem obrosły magiczną otoczką. Książka świetnie obnaża uniwersalność ludzkiej psychiki – niezależnie od epoki, zawsze szukaliśmy sposobów na „zaklęcie” rzeczywistości i oswojenie niepewnego losu. Oliver pisze stylem gawędziarskim, pełnym brytyjskiego humoru, co sprawia, że lektura jest czystą rozrywką. Moja ocena odzwierciedla pewien niedosyt merytoryczny. Choć smaczki historyczne są ciekawe, książka ślizga się po powierzchni tematu. Brakuje tu głębszej analizy psychologicznej czy socjologicznej – odpowiedzi na pytanie, dlaczego mimo rozwoju nauki, wciąż kurczowo trzymamy się tych absurdalnych zasad. Momentami autor przytacza kilka różnych wersji pochodzenia jednego przesądu, nie wskazując, która z nich jest najbardziej prawdopodobna, co wprowadza lekki chaos informacyjny. Podsumowując, „Czarne koty i prima aprilis” to idealna pozycja dla osób, które chcą błysnąć ciekawostką w towarzystwie, ale nie szukają naukowej rozprawy. To sympatyczny, choć nieco powierzchowny przewodnik po naszych małych obsesjach, który udowadnia, że każdy z nas, nawet podświadomie, nosi w sobie odrobinę lęku przed tym, co „przynosi pecha”.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na62 miesiące temu
Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko Małgorzata Kalicińska
Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko
Małgorzata Kalicińska Vlad Miller
„Dom w Ulsan, czyli nasze Rozlewisko” to wspólne dzieło Małgorzaty Kalicińskiej i Vlada Millera dokumentujące niejako wspólne odkrywanie przez nich Korei Południowej. Książka ma charakter reportażu, przewodnika i wspomnień. Kalicińska i Miller są autorami poszczególnych rozdziałów, które zamieszczone są w książce naprzemiennie. Dodatkowo oznaczone są one innymi kolorami. Tytuły rozdziałów Małgorzaty Kalicińskiej zapisane są czcionką czerwoną, zaś Vlada Millera – niebieską. Zdecydowanie więcej rozdziałów wyszło spod ręki Vlada Millera, który zdaje się być głównym autorem książki, bo też i bez niego – przy uwzględnieniu historii prywatnej autorów – prawdopodobnie nigdy nie powstałyby rozdziały Kalicińskiej. Zresztą to właśnie Vlada Millera dotyczy umieszczone w podtytule książki słowo ekspat, bowiem to on był inspektorem kontrolującym jakość i zgodność z dokumentacją statków produkowanych w koreańskich stoczniach. Vlad Miller, jak sam opisuje w początkowych rozdziałach, przyjechał do Korei Południowej w roku 2001. W Korei najpierw pracował w Samsung Heavy Industries w Geoje, zaś później – w Hyundai Heavy Industries w Ulsan. Miller vel Siwy zapoznał się z Małgorzatą Kalicińską vel Marianną za pośrednictwem Internetu i pomimo wielu wątpliwości dotyczących tego typu zawierania znajomości, kontynuowali ją i nawet zapoznali osobiście podczas jednego ze spotkań autorskich pisarki. Znajomość ta okazała się dla nich na tyle atrakcyjna i ważna, by rozwijać ją w przyszłości. To z kolei sprawiło, że Vlad Miller zaprosił Małgorzatę Kalicińską do Korei, dokąd pisarka udawała się wielokrotnie na kilkumiesięczne pobyty i eksplorowanie Korei Południowej właśnie u boku Vlada Millera. Z oczywistych powodów Vlad Miller skoncentrował się w swoich rozdziałach głównie na informacjach dotyczących jego pracy oraz sektorów do niej zbliżonych. Muszę przyznać, że zaskoczyło mnie bardzo, że w koreańskich stoczniach wszelkie terminy były dotrzymywane niemal co do dnia przy uwzględnieniu faktu, że były one ustalane często rok lub dwa lata wcześniej. Nie mniej zaskoczyła mnie informacja o szybkim wybudowaniu połączenia drogowego z Busan na wyspę Geoje, a także ponad dwudziestokilometrowego mostu na morzu w Incheon. Nie mówiąc już o koreańskiej wersji pendolino, czyli KTX, dzięki któremu czterystukilometrowy dystans z Ulsan do Seulu może być pokonany w zaledwie ponad dwie godziny. Spodobała mi się także relacja Millera dotycząca oglądania miasta, którego nie ma. To ciekawe, że Koreańczycy, budując nowe miasto, najpierw przygotowują pod ziemią kwestie instalacji wody, kanalizacji i prądu, potem tworzą ulice, chodniki, sadzą drzewa, a dopiero na końcu pojawia się deweloper, który będzie budował budynki mieszkalne i handlowe. Czy jest to ciekawe? Nie, jest to po prostu logiczne. Muszę przyznać, że czytając rozdziały napisane przez Vlada Millera, dość często czytałam, „dlaczego tam jest to możliwe, a u nas nie?” i – podobnie jak autor – trwam w tym zadziwieniu. Nigdy nie byłam w Korei Południowej, więc niezmiernie ciekawie czytało mi się o szpeceniu koreańskich widoków kablami elektrycznymi, o wszechobecnych śmieciach, o pryczach szpitalnych przeznaczonych dla członków rodziny chorego, o systemie wydawania leków polegającym na ich maszynowym porcjowaniu, o popularności hikingu i każdej innej aktywności fizycznej, o numerach telefonów komórkowych przypisywanych do numeru fabrycznego konkretnego aparatu, o tablicach rejestracyjnych samochodów, które nie są zmieniane podczas zmiany jego właściciela tudzież jego miejsca zamieszkania, wreszcie – o samochodach, które często stoją na parkingach otwarte i z kluczykami w stacyjce na wypadek sytuacji awaryjnej. Niezwykle ciekawie czytało mi się rozdziały Vlada Millera, autor pisze konkretnie, nie poddając się nic nieznaczącym ukwieconym opisom, język wydaje się prosty, ale w dużej mierze jest to właśnie język inżyniera, który pragnie podzielić się swoją wiedzą na temat kraju, w którym przyszło mu żyć ponad dekadę. Dodatkowo, książka zawiera bardzo dużo przepięknych zdjęć, w zdecydowanej większości wykonanych przez autora, co dodatkowo zachęca do lektury i samodzielnego odkrywania Korei Południowej. O wiele trudniej jest mi się odnieść do rozdziałów Małgorzaty Kalicińskiej, której styl odbiega od typowo reporterskiego, a przypomina raczej zachwyt kobiety odurzonej miłością. Nadmiar różowych okularów jest wyraźnie odczuwalny podczas lektury. Zwłaszcza w tej części książki, która dotyczy szeroko rozumianej kuchni koreańskiej. Autorka co prawda sprawnie relacjonuje zakupy w sklepach, targ rybny w Busan, obiady w restauracjach, samodzielnie przygotowywane posiłki i takie ciekawostki kulinarne, jak: sundae – koreańska kaszanka, robaki Urechis unicinctus czy też beondegi – duszone larwy jedwabników, ale zawsze da się odczuć, że jej priorytetem jest przede wszystkim zaspokojenie potrzeb żołądka ukochanego mężczyzny. Nieco więcej barw rozdziały Małgorzaty Kalicińskiej zyskują, gdy autorka zaczyna relacjonować pobyt w Korei Południowej niejako w oderwaniu od jej prywatnego życia. Podobają mi się takie opowieści, jak ta o autobusie, do którego wsiada się zawsze przednimi drzwiami, płaci za bilet, nie otrzymawszy go, opierając się jedynie na zasadzie uczciwości. Podoba mi się informacja o inżynierii ogrodnictwa w Korei polegającej na tym, że drzew się nie wycina, a przesadza wraz z korzeniami w inne miejsce. Ciekawa jest relacja z pobytu na wyspie Jeju, gdzie znajdują się takie muzea, jak: Teddy Bear Museum czy Sound Island Museum, gdzie można odwiedzić park Love Land i na własne czy zobaczyć haenyeo, czyli koreańskie syreny. Małgorzata Kalicińska pisze o wszechobecnej w Korei Południowej choreografii uprzejmości polegającej na wzajemnych uśmiechach i grzecznościowych ukłonach. Pisze jednak także o tradycji konfucjańskiego modelu rodziny, historycznym temacie dotyczącym comfort woman, powszechnym zjawisku poprawiania urody za pomocą operacji plastycznych, love hotelach, trendzie polegającym na zaprzeczaniu swoim rasowym korzeniom, a także o dużej liczbie samobójstw wśród koreańskiej młodzieży i celebrytów. Kalicińska, pisząc o Korei Południowej, zwraca także uwagę na fakt, że przez cały czas pobytu w tym kraju nigdy nie spotkała się z objawami złej woli, chamstwem, nonszalancją czy lekceważeniem. Uwagę polskiego czytelnika z pewnością zwróci informacja o bezpłatnej wodzie w restauracjach oraz o bezpłatnych i czystych toaletach. Oczywiście, Małgorzata Kalicińska poruszyła w swoich rozdziałach także inne kwestie, jednak nie sposób przywołać wszystkie. Mimo to przywołam jeszcze jedną, która mnie osobiście bardzo się nie spodobała. Chodzi mi o jednoznacznie pozytywny stosunek autorki do leków na bazie sibutraminy, które – jak sama w książce przyznała – przyjmowała. Sibutramina, owszem ma działanie odchudzające, w ramach którego zmniejsza masę ciała, ale ma również działanie anorektyczne, czyli zmniejsza łaknienie. Nie podoba mi się promocja tego typu specyfików. Nie ma cudownej tabletki na odchudzanie i myślę, że nikomu nie można choćby sugerować, że takowa istnieje. Książkę przeczytałam w celach poznawczych, ponieważ moje zainteresowania, w tym czytelnicze, między innymi dotyczą Korei Południowej. Nie jest to jednak książka, która zawładnęła moim umysłem i sercem. Jeśli ktoś dopiero zaczyna interesować się Koreą Południową, z pewnością dowie się z tej książki wielu ciekawych rzeczy, w większości jednak – poza informacjami o stoczni oczywiście – można je przeczytać także w wielu innych opracowaniach dotyczących Kraju Spokojnego Poranka, a dostępnych na polskim rynku wydawniczym. https://www.facebook.com/literackakorea/posts/pfbid0277VJH9y4zf7obt9nZoGs6nQKLTmXKKiFrwfNnaYAJXQPzNYodu86LJCzED2kjogMl
Literacka_Korea - awatar Literacka_Korea
oceniła na72 lata temu
Witamy w białej Afryce Wojciech Rogala
Witamy w białej Afryce
Wojciech Rogala
Książka Wojciecha Rogali, Witamy w białej Afryce, to reportaż niezwykle intensywny i niepokojący, który zasługuje na mocne 7/10. Autor zabiera nas w podróż do Republiki Południowej Afryki – kraju, który mimo upadku apartheidu wciąż krwawi, a jego społeczne rany zamiast się zabliźniać, zdają się jątrzyć pod wpływem nowej fali przemocy i nierówności. Głównym tematem reportażu jest los białej mniejszości w RPA, a konkretnie społeczności Afrykanerów, którzy po dekadach dominacji znaleźli się w nowej, brutalnej rzeczywistości. Rogala nie pisze jednak politycznego manifestu. Skupia się na codziennym strachu – na farmach otoczonych drutem kolczastym, na „pladze” brutalnych morderstw (tzw. farm attacks) oraz na powstawaniu białych gett biedy, takich jak niesławne Kleinfontein czy Orania. Autor stawia bolesne pytania: czy dawni prześladowcy stali się dzisiejszymi ofiarami? Jak wygląda sprawiedliwość dziejowa w praktyce? Rogala z ogromną odwagą zagląda w miejsca, o których świat woli zapomnieć, pokazując, że idea „Tęczowego Narodu” Nelsona Mandeli jest w dużej mierze fasadą, za którą kryje się narastający rasizm – tym razem skierowany w drugą stronę – oraz wszechobecna korupcja i rozpad struktur państwowych. Styl Wojciecha Rogali jest tym, co najbardziej przykuwa uwagę. Autor unika taniej sensacji, choć tematy, które porusza, same w sobie są wstrząsające. Pisze w sposób surowy, niemal dokumentalny, pozwalając faktom i głosom swoich rozmówców wybrzmieć z pełną mocą. Nie narzuca czytelnikowi gotowych ocen; zamiast tego konstruuje gęstą sieć relacji, która zmusza do samodzielnego myślenia. W tekście czuć napięcie – Rogala umiejętnie buduje atmosferę duszności i zagrożenia. Jego opisy krajobrazu Afryki są piękne, ale zawsze podszyte lękiem. Autor ma rzadki dar wyłapywania detali: wyglądu bramy wjazdowej na farmę, sposobu, w jaki jego rozmówcy trzymają broń, czy smutku w oczach dzieci dorastających w obozach dla bezdomnych białych. Ta plastyczność języka sprawia, że reportaż czyta się jak mroczny thriller polityczny. Nota siedem odzwierciedla wysoką jakość merytoryczną, ale też pewną barierę, jaką stawia ta lektura. Momentami narracja staje się tak ciężka od nagromadzenia opisów przemocy, że wymaga od czytelnika robienia przerw. Brakuje tu może nieco szerszego kontekstu historycznego dla osób mniej zorientowanych w zawiłościach południowoafrykańskiej polityki, co sprawia, że niektóre wątki mogą wydawać się wyrwane z kontekstu. „W białej Afryce słońce świeci tak samo, ale cienie wydają się znacznie dłuższe i groźniejsze niż gdziekolwiek indziej”. Witamy w białej Afryce to książka ważna i niewygodna. Wojciech Rogala wykonał kawał świetnej reporterskiej roboty, odzierając RPA z turystycznych złudzeń. To lektura dla ludzi o mocnych nerwach, którzy chcą zrozumieć, że historia rzadko kończy się prostym „żyli długo i szczęśliwie”.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na72 miesiące temu
Prawdziwa królowa: Elżbieta II jakiej nie znamy Andrew Marr
Prawdziwa królowa: Elżbieta II jakiej nie znamy
Andrew Marr
Andrew Marr to znany brytyjski dziennikarz i historyk, a jego książka „Prawdziwa królowa” miała na celu przybliżenie czytelnikom postaci Elżbiety II w sposób inny niż dotychczas. Niestety, choć tytuł sugeruje, że odkryjemy nieznane oblicze królowej, w rzeczywistości książka skupia się w dużej mierze na ludziach z jej otoczenia oraz szerokim kontekście politycznym, co może rozczarować tych, którzy liczyli na bardziej osobisty portret monarchini. Marr obszernie opisuje kluczowe postaci brytyjskiej polityki, dworu królewskiego i międzynarodowej sceny dyplomatycznej, jednak często robi to kosztem samej królowej. Momentami można odnieść wrażenie, że Elżbieta II jest jedynie tłem dla opowieści o premierach, doradcach i członkach rodziny królewskiej, zamiast być główną bohaterką książki. Dodatkowym minusem jest dominacja suchych faktów i analiz politycznych, które z pewnością zainteresują pasjonatów historii i ustroju Wielkiej Brytanii, ale mogą przytłoczyć czytelników szukających bardziej osobistego spojrzenia na życie królowej. Niestety, aspekt prywatny Elżbiety II został potraktowany pobieżnie, co pozostawia niedosyt, zwłaszcza że to właśnie codzienne życie, relacje rodzinne i emocje królowej mogłyby uczynić tę biografię wyjątkową. Podsumowując, „Prawdziwa królowa” to solidna książka pod względem faktograficznym, ale niekoniecznie spełniająca oczekiwania czytelników liczących na bardziej intymny portret Elżbiety II.
ula_blu - awatar ula_blu
ocenił na61 rok temu
Elżbieta II. Portret monarchini Sally Bedell Smith
Elżbieta II. Portret monarchini
Sally Bedell Smith
„Elżbieta II. Portret monarchini” to już moja druga biografia zmarłej w 2022 królowej Wielkiej Brytanii. Zarówno ona, jak i sama brytyjska rodzina królewska, interesują mnie już od kilku dobrych lat, natomiast dotychczas bazowałam głównie na informacjach z internetu i dopiero jakiś czas temu postanowiłam sięgnąć po typową biografię. Poprzednia, którą czytałam, o bardzo zbliżonym tytule, czyli „Elżbieta II. Portret królowej” była jednak bardzo szczątkowa i nie powalała merytoryką. Z książką Sally Bedell Smith jest natomiast inaczej. Ta konkretna biografia, o ile się orientuję bo przyznam szczerze że świat tego typu książek jest jeszcze dla mnie całkiem nowy, jest bardzo klasyczna. Autorka kreśli nam życie Elżbiety poczynając od początku jej edukacji, a skończywszy na ślubie księcia Williama i Kate Middleton w roku 2011, na rok przed diamentowym jubileuszem, czyli obchodami 60-lecia panowania królowej. Nie pomija też dosyć istotnych kwestii, takich jak chociażby to, dlaczego to właśnie Elżbieta wstąpiła na tron (co nie od zawsze było takie oczywiste),nie ignoruje też innych postaci, które dla królowej były ważne przez całe jej życie, lub tylko w konkretnym jego okresie, jak książę Filip i ich dzieci, albo chociażby poszczególni premierzy Wielkiej Brytanii. Książka ukazała się pierwszy raz w roku 2012, który, jak wspomniałam wyżej, był rokiem diamentowego jubileuszu Elżbiety II i choć sama ta nazwa nie pada często w tekście, to dało się odczuć, że biografia była pisana właśnie jako podsumowanie sześćdziesięciu lat panowania władczyni. Można nawet powiedzieć, że główną osią całej opowieści o królowej są jej osiągnięcia, nie tylko jako głowy królestwa, ale również jako głowy Wspólnoty Narodów, czyli pamiątce po niegdyś wielkim imperium brytyjskim. Autorka bardzo dużo czasu poświęca podróżom Elżbiety do krajów Commonwealthu, spotkaniom z tamtejszą ludnością i władzami. Oprócz tego ważne są też inne podróże, zwłaszcza te do USA, które było wyjątkowo częstym celem zarówno wizyt politycznych, jak i rekreacyjnych. Ponadto sporo miejsca jest poświęcone premierom, którzy obejmowali urząd przez te sześć dekad. Dla mnie wszystkie te aspekty polityczne były bardzo ciekawe, ponieważ wiele faktów i ciekawostek z życia Elżbiety II znałam już wcześniej, a zagadnienia polityczne kojarzyłam szczątkowo i tylko niektóre. Może to jednak znużyć innych, których interesuje sama postać Elżbiety, a niekoniecznie jej funkcja, ja jednak uważam, że nie da się poznać Elżbiety nie znając jej zakresu obowiązków i polityki, więc ja uważam to za plus. O Elżbiecie jako osobie też jest sporo, głównie w kontekście jej ulubionej pasji, czyli koni. Ten temat ma chyba najwięcej miejsca spośród wszystkich, które nie traktują o polityce i Wspólnocie Narodów, ponadto mam wrażenie, że Smith wyczerpuje go całkowicie. Muszę też zaznaczyć, że biografia wydaje się być bardzo stronnicza. Autorka co prawda próbuje czasem ukryć swoje uwielbienie względem królowej, ale nie zawsze jej to wychodzi (zwłaszcza rozdziały i fragmenty, w których napomina o Dianie, pokazują że Smith bardzo ceni królową, a za księżną wyraźnie nie przepada). Przyznam szczerze, że to akurat nie bardzo mi się podobało. Jasne jest, że autorka interesowała się postacią Elżbiety II, inaczej nie napisałaby jej biografii, ja jednak sądzę, ze powinna być bardziej neutralna w okazywaniu tego, z którym bohaterem dramatu sympatyzuje. Poza tym jednym mankamentem uważam tę biografię za całkiem udaną. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy jest najlepsza na polskim rynku, ale zdecydowanie jest najlepszą biografią królowej Elżbiety II jaką miałam okazję czytać. Kiedyś jeszcze na pewno przeczytam jakąś inną i wtedy z chęcią ją porównam właśnie z tą.
Lynx - awatar Lynx
ocenił na81 rok temu

Cytaty z książki Przewodnik ksenofoba. Włosi

Więcej

Najpospolitszą włoską chorobą jest hipochondria. Włosi cieszą się zwykle dość dobrym zdrowiem, sporo czasu zabiera im jednak rozmyślanie o tym, że powinni czuć się lepiej.

Najpospolitszą włoską chorobą jest hipochondria. Włosi cieszą się zwykle dość dobrym zdrowiem, sporo czasu zabiera im jednak rozmyślanie o t...

Rozwiń
Solly Martin Przewodnik ksenofoba. Włosi Zobacz więcej

Według oficjalnych szacunków jedna trzecia działalności gospodarczej we Włoszech to aktywność nieoficjalna, będąca poza zasięgiem statystyk i urzędów skarbowych.

Według oficjalnych szacunków jedna trzecia działalności gospodarczej we Włoszech to aktywność nieoficjalna, będąca poza zasięgiem statystyk ...

Rozwiń
Solly Martin Przewodnik ksenofoba. Włosi Zobacz więcej

Włosi są ciekawi świata. Fascynują ich cudzoziemcy i ich barbarzyński styl życia.

Włosi są ciekawi świata. Fascynują ich cudzoziemcy i ich barbarzyński styl życia.

Solly Martin Przewodnik ksenofoba. Włosi Zobacz więcej
Więcej