Ostatnio, jak to się dawno rzekało, czyli ,,ostatnimi czasy", mamy do czynienia z wzrostem zainteresowania wśród młodzieży i młodych dorosłych rozmaitymi tworami z gatunku ,,awanturniczych łotrzykowskich przygód", ot takich tam zbieranin gatunkowych, swobodnych opowieści, które powiązane są ze sobą jednym elementem i wyznacznikiem dla nich dość wymiernym: dotyczą nieszablonowo wykreowanych postaci, szukających przygód i emocji, i próbujących rozwiązać dany problem swoim sposobem, stając się tak naprawdę renegatem własnego losu. W takich tytułach fabuła jest często rozciągnięta w czasie, z bardzo intensywnymi nieprzewidywalnie rozgrywającymi się wydarzeniami w trakcie, skupiającymi się na tym, co główna postać ,,w temacie zadziała". Pośród wszystkich targetów widowni, do których trafia tego rodzaju gatunek najlepiej sprawdza się on u młodzieży czy fascynatów dobrej, nietuzinkowej rozrywki. Nawet i w anime oraz mandze znalazło się tego rodzaju Uniwersum, a jest nim Świat Widm, niezniszczalnych, odradzających się super-ludzi i tajemnicy, którą trzeba rozwikłać w eterze ciągnącego się w przestrzeni rządowego spisku. To niepodrabialny, tak oryginalny jak może tylko opisywać sens słowa ,,oryginalny": Świat Ajin.
Rzeczywistość Ahumanoidów, czyli tytułowych Ajinów nie jest rzeczywistością, w której chciałby się znaleźć zwykły śmiertelnik, nawet i dość odważny, męski, super-ultra-hiper śmiały łowca przygód, ot taki niezwykle żywiołowy, pozytywny łotrzyk, któremu niestraszna żadna przygoda. Świat naszych postaci - największą uwagę skupiają właśnie oni, i tak jest najsensowniej i najlogiczniej założyć; wiele oznak na to wskazuje - Keia i Kaito, bo to oni z perspektywy roli protagonistów mają tu grać pierwsze skrzypce, owszem jest na swój sposób tą dynamiczną nieszablonową przygodą, bo czuć tu wpływ i elementy tego rodzaju nurtu, jednakże to jest dość nietypowa jej odmiana: to totalna jazda bez trzymanki. W kontekście takowej ,,zawadiackiej” przygody większość tego, co spotyka naszą dwójkę (jak i postaci przyssanych do ich jestestwa) nie jest efektem ich wyborów – to swego rodzaju (i tu pobawmy się w słowotwórstwo) ,,anty-przygoda”, której w ogóle oni nie chcą, a w którą brnąć raczej muszą. Doświadczają czegoś na miarę miejskiego survivalu z elementami bliskimi gatunku szpiegowskiego i tej łotrzykowskiej ,,przygody" właśnie. Dlatego to, co rozumiemy w klasycznym pojęciu popkulturowego filmu przygodowego, czy też kina, serialu lub książki oraz komiksu ,,nowej przygody” w przypadku omawianego Świata Ajinów nabiera nieco innego znaczenia. Zrozumiałem to w pełni, gdy przypomniałem sobie tak pokrótce niektóre wydarzenia z części sezonu 1-ego i 2-ego serii anime oraz dzięki przeczytani drugiego tomu mangi.
Tak jak mam za sobą z ,,emocjonalnymi wypiekami’ na twarzy i masą ekscytacji w serduchu fana dwa obejrzane sezony "Ajin", które to anime leciało niegdyś na Netflixie, tak obecnie zaczynam doświadczać licznych zaległości związanych z mangą tego rozległego, choć nie do końca dobrze wykorzystanego Uniwersum. Drugi tom właśnie wpadł na czytelniczy ruszt; nie obyło się bez niespodzianek oraz dobrej konsekwentności jako kontynuacji tego, co przedstawiał pilotowy tom japońskiego komiksu o Ahumanoidach. Co istotne, tak jak poprzednio za stworzenie drugiego tomu omawianej i recenzowanej serii przygód Keia i jego ziomków, w których istotne są wątki specyficznych istot ludzkich, zwanych Ajinami, ich zdolności i chyba wszystko to, co spiskuje i dybie na życie protagonistów, odpowiada Gamon Sakurai; asystę dla Sakuraia, jak podaje polskie wydanie tomu, za co odpowiada rzecz jasna ,,Studio JG”, podjął Crouton – artysta nie aż tak znany jak główny kreator tego Uniwersum, jednak nie znaczy że gorszy, bo i jego ,,kosmetyczne” prace takie jak ,,cieniowanie”, ,,tuszowanie” etc. dla dopełnienia grafiki komiksu, a tym samym znaczenia i intensywności przebiegu fabuły mają tu spore – jakby ukryte i częściowo niedostrzegalne przez czytelnika – znaczenie. Generalnie w tej graficznej kwestii prawie 193 strony wydania z perspektywy jego wymowy warstwą obrazu opowieści tomu 2, nie odstają od poprzednika. Mało tego, początek komiksu jest porażająco dobrze nakreślony – swą bardzo oryginalną szatą graficzną, z której korzysta serial Netflixa (kto widział, ten wie – jedynie aspekt teł w tej produkcji i elementy grafiki komputerowej oraz po prostu kolor odróżniają mangę z tego Świata od jego animacji; piękne uzupełnianie się obu mediów między sobą) w sposób oryginalny, wręcz podświadomy dla tych mangowiczów, którzy najpierw widzieli anime, a teraz zabierają się za komiks, kupuje uwagę czytelnika na tyle, na ile jest to potrzebne. Chodzi o sam fakt, że już w drugim tomie, a gdzie tam 4 lub 5-tym czy jeszcze dalej, można zrozumieć, że jakakolwiek zmiana stylu rysowania Sakuraiego, albo zabranie się za ,,bazgranie" tego Uniwersum w mandze przez kogoś innego po Panie Gamonie, będzie niedopuszczalna – to zniszczy samą akcję i jej ogólny sens, gatunek, wątki i m.in. rodzaj relacji między postaciami. Tylko to, co i jak kreuje wraz ze swoją ekipą Sakurai, może opowiedzieć scenariusz mang o losach i przygodach Ahumanoidów, tak jak m.in. ten z omawianego tomu. Gdy będziecie czytać tę specyficzną, czasami dość intymnie wchodzącą swymi kadrami w życie Keia, mangę, to prawie pewne, że poczujecie na sobie skupienie i przepływ energii i moc ,,tego czegoś, co wisi w powietrzu”, co zwie się atmosferą narracji i co wynika z tak oryginalnie rozwijanych wydarzeń i założeń funkcjonowania AjinVersum.
Od razu polubiłem ten komiks. Drugi tom narracji graficznych w bardzo oryginalnej japońskiej mangowej konwencji, już od projektu okładki, którą jej wwiercający się minimalizm i układ kolorów, będę pamiętałem bardzo, bardzo długo, już od pierwszej kreski, cóż, przyciągnął moją uwagę i pożądane skupione jak magnes w potężnym Rezonansie Magnetycznym. Błysnęło tajemnicą, aurą czekających na Keia i Kaia zagwozdek do rozwiązania, pułapek ,,pro-rządowych” do ominięcia i przejścia przez liczne tropy, aby z ich perspektywy uniknąć najgorszego, poczuć się bezpiecznie i rozwiązać potężną tajemnicę stojącą za egzystencją Ajinów w świecie zwykłych ludzi: jak, dlaczego, i ile tego typu istot żyje nieświadoma swojego przeklętego daru po ziemskim padole. Rysunek, jak wspomniałem nieco wyżej, towarzyszy warstwie narracji wynikającej z założeń scenariusza; tom 2 to w tej kwestii o kilka stopni w 10-stopniowej skali takiej wielkości lepiej niż tom pilotowy, gdyż obraz przejmuje pałeczkę nad elementem pisanym. Kreuje zarówno dobrą i dość konsekwentną dynamikę akcji, gdzie nie ma przestojów w ,,cięciu” kadrów czy scen między rozdziałami z jednoczesnym zachowaniem intensywnych i wcale nie aż tak płytkich emocji. Ważne jest to, że nie brakuje takowej graficznej opowieści suspensu – czytelnik może się ,,zawiesić” i niecierpliwie oczekiwać tego w trakcie lektury tomu, co na samym jego końcu lub w kolejnych tomach przydarzy się ekipie Keia i Kaia (bo ta delikatnie się tu powiększy!): na pewno niejeden z Was będzie myślał o tym, czy dla bohaterów Ahumanoidów, tych złych (jak Satou),jak i tych dobrych (jak Kei, częściowo również pracująca dla Rządu/Organizacji Agentka Izumi Shimomura) lepiej jest umrzeć i zaraz się odrodzić – być może dodatkowo w ten sposób odzyskując szybko siły po walce lub likwidując liczne śmiertelne obrażenia i inne niedogodności zagrażające życiu; czy może tego nie robić, gdyż nikt tak na prawdę nie zna holistycznej natury Ajinów i ich ,,Widm”, nawet oni sami, Ajinowie, mogą w pewnym momencie przestać się odradzać i regenerować, a ich moc… ulecieć i zniknąć. Stąd dar Ajina to przekleństwo. I tak między innymi czytelnik wkracza do pewnego mechanizmu: pod przykrywką fikcyjnej fabuły, motywów, masy informacji i specyfiki tego Świata kryje się masa poważnych dylematów i problematyki do rozważenia, o życiu człowieka i jego wartości czy wolnej woli. Tom 2 "Ajin" potwierdza to co ledwo zasmakował tom pierwszy, otwierając swą pilotową w Uniwersum narracją ,,Puszkę Pandory” dla losów tego Świata, głównie zwykłych szaraków, którzy nie wiedzą, że są Ahumanoidami, co tyczyło się przede wszystkim Keia Nagai: że ta ich rzeczywistość, mimo iż wykreowana na poczet rozrywki, to płaszczyzna bardzo realna, naoczna, przyziemna; to brutalny Świat do życia i robienia czegokolwiek, czego się pragnie, dla takich nadludzkich istot jak „Ajinowie”, którzy, jak to podkreślam, co zapewne w kolejnych tomach z cyklu będzie aż nadto widoczne, nikomu niczego nie ujmując i nie wadząc starają się żyć normalnie.
Myślałem, że z wrażeniami i ogólną charakterystyką woluminu no.2 z cyklu, to będzie taka wieczna utopia nostalgicznego geeka. I tak, to co wydarzyło się na samym finiszu tomu z lekka zbiło mnie z narracyjnego tropu. Satou i jego ,,przydupas", teoretycznie jeden z pierwszych odkrytych Ajinów, i to jawnych, i to z zapędem terrorystycznym, wraz z uczniakiem ze szkoły Keia, Nakajimą – ta trójka właśnie stała się jednymi z najważniejszych postaci wydania! A to samo w sobie było bardzo, ale to bardzo zaskakujące – początkowo trudni było mi się do tego przyzwyczaić, w końcu nie tylko Kei był w centrum uwagi, ale i sam ,,problem" tego Uniwersum, jego wydźwięk w społeczeństwie, sama idea Ajinów również; czyli: role potrafiły się nieco odwrócić, nie tracąc przy tym uwagi z aktualnych losów głównych protagonistów, a to jak widać wyszło tomowi na bardzo duży plus.
Co ważne, Satou, Tanaka, Nakajima, Kei i Kai oraz ,,ten nie do końca przekonywujący typ od Rządu, Tosaki”, choćbyśmy ich ,,nie zcierpieli", to właśnie oni w większości odpowiadają za trzon właściwej ,,dynamiki" historii, mimo spłaszczenia fabuły tu zawartej - oprócz dwójki wymienionych protagonistów nie są to skomplikowane ,,typki", a ich cel generalnie, jak poznaliśmy po tym co tu doświadczyliśmy... jest jeden: stworzenie jednorodnego Państwa, rządzonego przez Ajinów, z Ajinami i tylko Ajinami, z ludźmi, owszem, ale jedynie jako sługami i ,,mięsem armatnim". Tak, jest to dziwność tego wymiaru mangowo-anime rozrywki, jak i coś nader ważnego: ucieczka, poszukiwanie odpowiedzi na dręczące Keia, Kaia i ekipę pytania, próba znalezienia swojego miejsca w tym zbliżającym się ku kontrrewolucji świecie, ciągłe bycie w gotowości i wieczne bycie uważnym, aby ,,nie wpaść na pułapki zastawione przez Rząd i Terrorystów" - to jest ten element przygody-śledczo-łotrzykowskiej, o której wspominałem. Choć i tak to bardziej subiektywne odczucie i sposób na interpretację kreacji twórców.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Tokyo Ghoul:re Tom 4
W przeciwieństwie do poprzedniego tomu tutaj jest bardzo mało walk , a mnóstwo rozmów. No i powrócił dobrze znany Smakosz , który za wszelką cenę chcę przywrócić pamięć Kanekiemu. Muszę przyznać , że ten tom podobał mi się jak na razie najbardziej z tej drugiej serii. Choć strasznie mnie irytuję , że jest tyle postaci. Szczerze czasem nie wiem kto jest kim
W przeciwieństwie do poprzedniego tomu tutaj jest bardzo mało walk , a mnóstwo rozmów. No i powrócił dobrze znany Smakosz , który za wszelką cenę chcę przywrócić pamięć Kanekiemu. Muszę przyznać , że ten tom podobał mi się jak na razie najbardziej z tej drugiej serii. Choć strasznie mnie irytuję , że jest tyle postaci. Szczerze czasem nie wiem kto jest kim
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUdana akcja w domu aukcyjnym ghouli jest powodem awansów w szeregach BSG. Jednak każdy awans równa się automatycznie z większą odpowiedzialność, a w przypadku dopiero co rozpoczynających akcje quinxów nie do końca można być pewnym ich wyszkolenia, zgrania i działania w akcji. Mimo to oddział Sasakiego ma wziąć udział w akcji „Rose”, śledztwie mającym na celu schwytanie członków rodziny ghuli Rosewald. Europejsko brzmiące nazwisko wcale nie jest zmyłką – ta rodzina ghouli ma swoje europejskie korzenie. W Japonii jednym z jej członków jest dobrze znany Shuu „Smakosz” Tsukiyama. Tenże ostatni powraca do nas w 4 tomie, jednak nie jest to ten sam pewny siebie, szarmancki i elegancji ghoul. Teraz widzimy go jako wyniszczonego fizycznie i psychicznie, niezwykle wychudzonego, a nawet zdziwaczałego ekscentryka. Jedynym sposobem na wyciągnięcie Shuu z tego stanu odrętwienia i obłędu jest być może opieka dalekiego krewnego, Kanae, który wraz z fotografką Hori postanawia uświadomić Tsukiyamie, że Kaneki nadal żyje.
Przez wszystkie tomy Tokyio ghoul :re przewija się dość niespiesznie wątek stanu psychicznego Sasakiego. Raz widzimy, że przechodzi dziwną przemianę podczas walki, innym razem doznaje omamów wzrokowych, jakiś przebłysków pamięci. Ba, zaczyna on ze swoim drugim ja prowadzić nawet konwersacje! Jednak najbardziej zastanawia i jego, i mnie, czytelnika, co wyniknie z jego rozmów z trzymaną w wiezieniu Fueguchi.
Więcej na: https://www.monime.pl/tokyo-ghoul-re-tom-4/
Udana akcja w domu aukcyjnym ghouli jest powodem awansów w szeregach BSG. Jednak każdy awans równa się automatycznie z większą odpowiedzialność, a w przypadku dopiero co rozpoczynających akcje quinxów nie do końca można być pewnym ich wyszkolenia, zgrania i działania w akcji. Mimo to oddział Sasakiego ma wziąć udział w akcji „Rose”, śledztwie mającym na celu schwytanie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo bardzo emocjonującym trzecim tomiku „Tokyo Ghoul:re” przyszedł czas na kolejny. Gdzieś tam głęboko w kościach czułam, że tym razem będzie należał do tych spokojniejszych, bardziej przegadanych… takie momenty również są potrzebne, zważywszy na to, że czekamy na jeden konkretny zwrot akcji, a przy samych walkach raczej do niego nie dojdzie. Sama okładka wskazywała na to, że możemy się spodziewać Tsukiyamy w tej części, a szczerze mówiąc, brakuje mi tego świrniętego ghula. Nie spodziewałam się, że kiedyś do tego dojdzie… i zastanawiałam się, co tym razem autor wykombinował z jego postacią. A więc, co wydarzyło się w czwartej odsłonie mangi?
Minął miesiąc od „Sprzątania Aukcji”. Adrenalina opadła. Czas na przyziemne sprawy! Święta to czas, kiedy atmosfera się rozluźnia, ale kiedy na progu znajduje się tajemniczy prezent, jego zawartość może wzbudzać wspomnienia…
Kilka miesięcy później Tsukiyama wciąż nie otrząsnął się po stracie Kanekiego. Męki, przez które przechodzi, próbuje złagodzić Kanae. Zaczyna porywać ludzi na dużą skalę, nazywając to „żniwami”. Gdy to nie przynosi oczekiwanego rezultatu, przyjmuje propozycję młodej fotografki, która za wszelką cenę chce, aby Tsukiyama znów był sobą…
Tymczasem BSG zaczyna prowadzić nowe śledztwo, w którym uczestniczą również Quinx. Nowy cel nosi kryptonim „Rose”…
Tak jak myślałam, tym razem dostajemy mniej akcji, a więcej konspiracji. Nie znaczy to jednak, że całkowicie jej brakuje. Pojawiają się nowi inspektorzy, których intencje nie do końca są jasne, a każdy z nich na swój sposób jest bardziej szalony od poprzedniego. Trochę krwi i walki, bo przecież zbyt nudno być nie może. I postacie, które już tak dobrze znamy. Tajemniczy prezent, zostawiony na progu Haise Sasakiego, wzbudza w nas wielką falę wspomnień… dobrze czytacie, w nas czytelnikach – my nie zapominamy, my tylko czekamy. To takie luźne momenty, których później może zabraknąć. Stoimy w zawieszeniu, ale na swój sposób zostaje nam złożona obietnica, że to już długo nie potrwa.
„- Fueguchi naprawdę myślisz, że jestem twoim braciszkiem? Wiesz, że osobowość jednostki jest składową wspomnień i poznanych osób. Uważam, że kształtuje się zarówno przez smutne i radosne chwile. Dlatego bez względu na to, co zrobię, nie zostanę Kanekim. Ja… przepraszam.
- Zgadza się. Myślę, że jesteś Sasakim. Wcześniej trochę się pogubiłam. Wiem, że masz zupełnie inne wspomnienia i charakter, ale gdy pomyślę, że mojego braciszka już nie ma, robi mi się strasznie smutno. Ale coś was łączy. Oboje za dużo myślicie nad różnymi rzeczami.”
Tsukiyama największy smakosz ludzkiego mięsa. Nie wszystko jest w stanie zadowolić jego podniebienie. Potężny i wpływowy ghul, którego jedynym pragnieniem było zasmakować Kena Kanekiego. Teraz jego życia straciło sens. Nie wierzy w żadne plotki, w jego głowie Kaneki nie żyje. Jest wrakiem dawnego siebie – słaby i niedożywiony, nie panuje nad swoim kagune. Użala się i opłakuje, nie zważając na to, że inni chcą mu pomóc. Jedyne co pozostało niezmienne to jego smak, który wciąż jest bardzo wygórowany. Czy zdoła jeszcze odzyskać swoje dawne ja i być tym samym Tsukiyamą, co kiedyś? Czy młoda fotografka zdoła mu pomóc?
Aż przykro się robi, kiedy jeden z tak dobrze znanych bohaterów, jest w takim stanie. Może i nie przepadałam za niektórymi postaciami, ale przywiązanie do nich robi swoje, smutne to. W tym tomiku autor próbuje grać nam na emocjach i wspomnieniach. Próbuje wzbudzić w nas gniew (przynajmniej ja tak to odbieram) i nadzieję. Coraz częściej pojawiają się postaci z poprzedniej serii. Nie odeszli w zapomnienie, są tam, ale to jeszcze nie jest ich pora. Z pozoru nic nieznaczące wydarzenia, w przyszłości mogą mieć ogromną wartość i dla nas czytelników już są znakiem, zapowiedzią czegoś większego. Wystarczy tylko poczekać, kiedy iskra spowoduje wybuch, a wygląda to tak, jakby miało być to już za momencik. Choć podejrzewam, że jeszcze nasza cierpliwość zostanie poddana testom.
Po trzecim tomiku pozostało również wiele pytań… nic nam nie zostało wyjaśnione. Tego można było spodziewać się po autorze, zawsze odwlekał takie momenty. Intryguje, wprowadza nowe wątki, a później milknie. To dopiero początki i wiele nie powinniśmy się po nich spodziewać. Nikt nam nie wyłoży od razu kart na stół. Choć mam wrażenie, że w porównaniu do pierwszej serii, teraz jest tego o wiele więcej. Komplikacje i nieoczekiwane zwroty są bardziej absorbujące. I nie sposób przejść nad nimi obojętnie. To zawsze był atut tego tytułu. Pozostaje tylko czekać na kolejne tomiki i obserwować jak akcja nabiera tego zapierającego dech w piersiach, tempa.
Moja ocena: 8/10
Po bardzo emocjonującym trzecim tomiku „Tokyo Ghoul:re” przyszedł czas na kolejny. Gdzieś tam głęboko w kościach czułam, że tym razem będzie należał do tych spokojniejszych, bardziej przegadanych… takie momenty również są potrzebne, zważywszy na to, że czekamy na jeden konkretny zwrot akcji, a przy samych walkach raczej do niego nie dojdzie. Sama okładka wskazywała na to,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJEDNO CIAŁO, DWIE OSOBY
„Tokyo Ghoul:re” to seria, która mam wrażenie, wciąż stara się złapać wiatr w żagle. Po znakomitym pierwszym cyklu opowieści o Kanekim, postawiono kilka intrygujących pytań, ale twórca stara się, jak może, odwlec w czasie ich wyjaśnienie. W czwartym tomie akcja zaczyna się klarować, a kilka rzeczy nabiera wyrazu, ale to przecież dopiero początek opowieści, więc przed czytelnikami jeszcze wiele wrażeń.
Miesiąc po akcji „Sprzątanie Aukcji” inspektorzy spotykają się na wspólnej Wigilii. Niezobowiązujące rozmowy, jedzenie, ubieranie choinki, trochę żartów i anegdot… W trakcie tego wieczoru dochodzi jednak do pewnego znaczącego wydarzenia: ktoś podrzuca Haisemu dwa prezenty. Pierwszym z nich jest jego maska z czasów, kiedy był Kenem Kanekim, drugim książka „Wisielec MacGuffina”, która może mu przynieść upragniony przełom w rozumieniu samego siebie i dwóch osobowości, jakie muszą żyć w jednym ciele.
Całość recenzji na moim blogu: http://ksiazkarniablog.blogspot.com/2018/03/tokyo-ghoulre-4-sui-ishida.html
JEDNO CIAŁO, DWIE OSOBY
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Tokyo Ghoul:re” to seria, która mam wrażenie, wciąż stara się złapać wiatr w żagle. Po znakomitym pierwszym cyklu opowieści o Kanekim, postawiono kilka intrygujących pytań, ale twórca stara się, jak może, odwlec w czasie ich wyjaśnienie. W czwartym tomie akcja zaczyna się klarować, a kilka rzeczy nabiera wyrazu, ale to przecież dopiero początek...