Zapomniany żołnierz

Okładka książki Zapomniany żołnierz autora Guy Sajer, 9788363709228
Okładka książki Zapomniany żołnierz
Guy Sajer Wydawnictwo: Maszoperia Literacka biografia, autobiografia, pamiętnik
496 str. 8 godz. 16 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2013-06-12
Data 1. wyd. pol.:
2013-06-12
Liczba stron:
496
Czas czytania
8 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788363709228
Średnia ocen

8,4 8,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zapomniany żołnierz w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Zapomniany żołnierz



książek na półce przeczytane 1202 napisanych opinii 252

Oceny książki Zapomniany żołnierz

Średnia ocen
8,4 / 10
76 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zapomniany żołnierz

avatar
173
57

Na półkach:

Niesłychanie realistycznie opisana brutalność wojny przez zwykłego młodego szeregowego niemieckiego frontowca. To co widział i przeżył opisał, brutalność wojny przeraża .

Niesłychanie realistycznie opisana brutalność wojny przez zwykłego młodego szeregowego niemieckiego frontowca. To co widział i przeżył opisał, brutalność wojny przeraża .

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
25
25

Na półkach: ,

Niesamowita, do bólu prosta pozycja która nie gra z czytelnikiem w kotka i myszkę. Szkoda że pan „Sajer” nie napisał większej ilości książek…
Opowiadane są z perspektywy pierwszej osoby losy Niemco-Francuza który ląduje najpierw w Wehrmachcie a potem nawet SS. Nic nie streszczając ciężko powiedzieć coś więcej, aczkolwiek kupcie a nie pożałujecie! Styl - prawdziwość i totalnie mi podchodzi, bohaterowie - złożeni jak cała wojenna zawierucha, a sama historia - trzyma w napięciu że ciężko się oderwać…
Została moją ULUBIONĄ 🫡

P.S Nigdy więcej wojen…

Niesamowita, do bólu prosta pozycja która nie gra z czytelnikiem w kotka i myszkę. Szkoda że pan „Sajer” nie napisał większej ilości książek…
Opowiadane są z perspektywy pierwszej osoby losy Niemco-Francuza który ląduje najpierw w Wehrmachcie a potem nawet SS. Nic nie streszczając ciężko powiedzieć coś więcej, aczkolwiek kupcie a nie pożałujecie! Styl - prawdziwość i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
163
116

Na półkach:

Książkę otrzymałem jako prezent i podchodziłem do niej nieco sceptycznie - kolejne wspomnienia piechura, dość rozwlekłe (ponad 600 stron),do tego zero zdjęć? Piszą niektórzy, że dużo nieścisłości, niepoprawne terminy, niektóre postacie "stereotypowe". Że Niemcy "sami sobie winni". Ale... nie o to chodzi.

Okazuje się, że moje obawy były niesłuszne. To w swej istocie książka trochę antywojenna, choć nie do końca. Z jednej strony pokazuje ona tyle brudu, krwi, chorób, flaków, wnętrzności wypadających i ciągnących się metrami z rozprutych brzuchów, tak wiele cierpienia i sadyzmu... Mamy tutaj przykłady mielenia żołnierzy z ziemią przez gąsienice czołgów, mielonki tworzonej przez artylerię rakietową, całych rodzin dosłownie zwęglonych w bunkrach na skutek nalotów, bezlitosnych egzekucji, czy dokładne opisy przebiegu czerwonki z kałem spływającym aż po kolana... Mamy tez opisy marszu, czołgania i dosłownie utonięć w błocie, noclegów pod gołym niebem przy zawiejach śnieżnych przy minus 30 stopniach mrozu, odmrożeń nosa i palców często zakończonych amputacją, walk i marszów kontynuowanych bez jedzenia całymi dnami. Mamy opisy ścian ognia artylerii rakietowej, dosłownie odzierających ze skóry, do gołych kości, dziesiątki jeśli nie setki ludzi w okopach czy podczas prób ataku... Są i opisy tego co czujesz po kilkudziesięciokilometrowym marszu w skórzanych butach bez skarpetek, a także gdzie najchętniej gromadzą się stada wszy pod mundurem.

Jest i opis obozu szkoleniowego dla żołnierzy, w którym warunki były tylko trochę lepsze niż w obozie koncentracyjnym - cykl życia 36 godzin ćwiczeń i osiem godzin snu, przerywanego nocnymi alarmami, zbiórka "za pięć minut w pełnym rynsztunku bojowym" (na marginesie to zawsze szokowało, gdy słyszało się historie o Niemcach dających pięć minut Polakom na spakowanie rzeczy na przykład przed wyjazdem na roboty do Reichu),w ramach kary izolatka na klęcząco z rękami skrępowanymi za plecami, izolowany spożywa posiłek jak pies, nurkując twarzą w miskę, posługując się tylko zębami i językiem, powrót z 36 godzinnych ćwiczeń z pieśnią na ustach, napis nad bramą obozu szkoleniowego "urodziliśmy się, aby umrzeć".

Ale...rzeczywistość wojenna okazała się jeszcze gorsza, myślę że bez tego obozu pewnie większość żołnierzy zbiegłaby z okopów pierwszego dnia walk... Jeśli udało ci się uciec z piekła trafiasz pod coś w rodzaju sądu doraźnego - dlaczego uciekłeś z pola walki, dlaczego nie masz kompletu wyposażenia, gdzie twój karabin, dlaczego nie wystrzeliłeś wszystkich nabojów??? Konsekwencje: np. rozstrzelanie albo kompania karna.

Z jednej strony autor pisze, że wojna "zużywa" mechanizm ludzki, a jedynym marzeniem jest pokój, jedzenie, łózko, dach nad głową... jednak kiedy robi się względnie spokojnie zaczynasz myśleć o rodzinie, narzeczonej, miłości, ale to nie wszystko... No właśnie, nigdy później nie będzie już autor świadkiem tak prawdziwych przyjaźni, braterstwa krwi, po wojnie będzie tylko brak zrozumienia, stygmatyzowanie przegranych i niemożność realnej komunikacji - właśnie ten zwierzęcy strach i niedola potrafiły zbliżyć do siebie tak innych zdawałoby się ludzi, którzy byli tacy sami w obliczu wszechwładnej śmierci. Po wojnie różnice znów się zarysowały. A ludzie-wraki nie potrafili już w pełni cieszyć się codziennością. Autor wspomina to wielokrotnie - problemy czasów pokoju (pensja, bezrobocie) to błahostki, nic nie znaczące w kontekście dramatów wojennych tak cywili, jak i żołnierzy.

Dlaczego ta książka jest wyjątkowa? Może dlatego, że widzimy tu zapis przeżyć nastolatka, niemal dziecka, które trafia w sam środek piekła. Nie są to dzienniki bojowe starego wygi, ale zapiski "zielonego" nowicjusza, zwykłego "everymana" rzuconego na głęboką wodę wszystkiego, czym jest wojna - a więc w sam środek chaosu, bezsensownej i wszechobecnej śmierci, sadyzmu, furii, wendety, strachu i brudu.

Książkę otrzymałem jako prezent i podchodziłem do niej nieco sceptycznie - kolejne wspomnienia piechura, dość rozwlekłe (ponad 600 stron),do tego zero zdjęć? Piszą niektórzy, że dużo nieścisłości, niepoprawne terminy, niektóre postacie "stereotypowe". Że Niemcy "sami sobie winni". Ale... nie o to chodzi.

Okazuje się, że moje obawy były niesłuszne. To w swej istocie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1650 użytkowników ma tytuł Zapomniany żołnierz na półkach głównych
  • 856
  • 769
  • 25
299 użytkowników ma tytuł Zapomniany żołnierz na półkach dodatkowych
  • 197
  • 49
  • 21
  • 9
  • 8
  • 8
  • 7

Inne książki autora

Guy Sajer
Guy Sajer
Alzatczyk, syn Francuza i Niemki, był zafascynowany ideologią Wielkich Niemiec i zazdrościł rówieśnikom, którzy w mundurach Hitlerjugend sposobili się do wojny. W 1942 roku sam się zaciągnął do Wehrmachtu, a później na ochotnika do Dywizji „Gross Deutschland”. Przeszedł wraz z nią szlak od Kurska po Charków, brał udział w krwawych walkach o Biełgorod, wreszcie trafił do Prus Wschodnich, gdzie wojsko próbowało organizować ewakuację ludności cywilnej. W końcu znalazł się w Niemczech, tam został aresztowany przez Brytyjczyków. Można powiedzieć, że wojna zakończyła się dla niego pomyślnie: został zwolniony z poleceniem „Wracaj do siebie i zapomnij”. Okazało się to jednak niełatwe. Sajer był przekonany, że walczy o słuszną sprawę, że broni innych przed komunistami, a tymczasem po wojnie dawano mu do zrozumienia, że nie walczył o nic albo raczej że walczył o cele, które potępia zbiorowe sumienie. On sam tego nie rozumiał. W 1952 roku, podczas choroby, zaczął spisywać swe wspomnienia, po części po to, by uporać się z historią.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Snajper na froncie wschodnim. Wspomnienia Josefa Allerbergera Albrecht Wacker
Snajper na froncie wschodnim. Wspomnienia Josefa Allerbergera
Albrecht Wacker
Na wstępie trzeba zaznaczyć, że książka to spisana relacja niemieckiego snajpera z czasów drugiej wojny światowej. Mamy zatem wspomnienia żołnierza, oczywiście stawiającego go w jak najlepszym świetle, pomijającego różne "niewygodne" aspekty, ludobójstwo jakiego dopuściło się niemieckie wojsko na froncie wschodnim, a do tego spisane przez inną osobę, co wpływa akurat na styl książki. Jest to zatem książka relacjonująca wspomnienia snajpera, który na front trafił jako ochotnik, który po osiągnięciu pełnoletniości zgłosił się do służby w Wehrmachcie. Po szkoleniu, jako strzelec górski, obsługujący ciężki karabin maszynowy, szybko ujawnił swoje zdolności strzelca wyborowego i został snajperem. Walczył od lipca 1943 roku aż do samej kapitulacji i szczęśliwej dość ucieczki do domu. Biorąc pod uwagę, że są to wspomnienia snajpera, to jest to tytuł dość wyjątkowy, a opisy walk wydają się bardzo wiarygodne, poparte także licznymi zdjęciami z opisywanych wydarzeń, ludzi. Sporo jest ciekawostek, realiów służby, walki, relacji między żołnierzami. Jak to już nie pierwszy raz czytając wspomnienia niemieckich żołnierzy, znajdziemy tu nieskrywaną pogardę dla przeciwnika. Nawet jeśli we wspomnieniach znajdzie się docenienie żołnierskich walorów, to w sposobie określania radzieckich żołnierzy, wyczytać można pogardę, traktowanie z wyższością. Chociaż w pewien sposób często dotyczyło to żołnierzy walczących na różnych frontach. Oczywiście nieporozumieniem jest szukanie w tych wspomnieniach refleksji o nazizmie, o ludobójstwie, obozach, jakiegoś poczucia winy. To raczej spojrzenie na nieludzką, okrutną wojnę, którego uczestnik mówi w sposób bezpośredni o bezlitosnej walce, o znieczuleniu, o swoim sposobie walki, przecież fascynującym choć kontrowersyjnym. Niektóre fragmenty są bardzo filmowe, pełne akcji, czyta się to rewelacyjnie, także ze względu na przyjętą narrację trzecioosobową, bo autor spisał wspomnienia tytułowego snajpera i podaje je jakby zbeletryzowaną biografię obejmującą okres od szkolenia do końca wojny. To bardzo dobra rzecz, wolna od natrętnej propagandy, raczej pomijająca ludobójcze epizody oddziałów, w których służył tytułowy snajper. I napisana i wydana oryginalnie już kilkadziesiąt lat po wojnie. Niemniej to bardzo ciekawy obraz koszmaru frontu wschodniego i zaciekłości toczonych tam walk.
Tomasz_K - awatar Tomasz_K
ocenił na71 rok temu
Tygrysy w błocie Otto Carius
Tygrysy w błocie
Otto Carius
Bez większych zastrzeżeń. Tak jak każdy tekst źródłowy (zwłaszcza o charakterze pamiętnikarskim, stworzony po wojnie) należy podchodzić do niego krytycznie. Należy jednak pamiętać, że druga część to dokumenty-raporty z akcji bojowych. Większość uwag zawarto w innych komentarzach. Otto Carius był frontowcem i z takiej perspektywy poznajemy konflikt. Walki pod Leningradem, Narwą, w Kurlandii (Tygrys) i bałagan ostatnich miesięcy wojny na froncie zachodnim (Jagdtiger). Nie ma tu dużo o jego stosunku do nazizmu. Ten człowiek przede wszystkim nie cierpiał dekowników, SS raczej nie lubiał ( za wyjątkiem jednostek - po prostu te formacje miały nieco inny etos wg. Cariusa). Rosjan szanował za waleczność i odwagę, a jednocześnie bał się tego co ze sobą niosą. Gardził Amerykanami - trudno mu się dziwić gdy nie powalczył z nimi "na poważnie", a widział głównie ruiny miast. Ta książka w gruncie rzeczy jest hołdem dla Tygrysa i batalionu Cariusa. Dla mnie niewątpliwym plusem jest to iż Carius spotkał takie postacie jak Model, von Strachwitz czy wreszcie Himmlera. Opisy tych spotkań są dość ciekawe i przypominają nam iż powierzchowność i obycie nie zawsze definiuje moralność, nie warunkuje nikczemności. Największym minusem jest to iż Carius bardzo skrótowo opisuje swą służbę w latach 1941-1942. Pomijając ranę z pewnością chciałoby się usłyszeć więcej historii związanych ze służbą w Panzer 38(t),z marszem na wschód (walczył pod Smoleńskiem). Rozdział z czasów stacjonowania pod Orłem jest bardzo ciekawy (Dywizja Polowa Luftwaffe w boju, stan uzbrojenia 20 Dywizji Pancernej). Zgaduję, że po prostu Otto Carius nie miał się czym pochwalić w tym okresie - był jednym z wielu żołnierzy. Tutaj Kosschorrek, zwykły strzelec mg-42, jest o wiele bardziej ciekawy (ale on nie tworzył po wojnie lecz w jej trakcie). Książka, którą warto znać.
Telamon - awatar Telamon
ocenił na84 lata temu
Berlin 1945. Upadek Antony Beevor
Berlin 1945. Upadek
Antony Beevor
Książka posiada zalety i wady. Najważniejsza zaleta to lekkie pióro Autora (pomimo dramatycznej i tragicznej materii zdarzeń, które opisuje),opowieść o ostatnich miesiącach III Rzeszy na berlińskim kierunku frontu wschodniego czyta się jednym tchem. Kolejna to obiektywizm Autora, nie ubarwia rzeczywistości, nie wybiela i nie zaczernia obrazu żadnej ze stron uwikłanych w konflikt. Na samym wstępie wspomina, iż jednym z celów podjęcia pracy (książka powstała na przełomie wieków XX/XXI) było ukazanie wszelakich okropieństw wojny jako ostrzeżenia dla obecnych i przyszłych pokoleń, przy czym wprost wskazał na ruchy neofaszystowskie w Niemczech i gdzie indziej. Ostrzeżenie okazało się prawdziwe, niestety, tylko skierowane pod zbyt wąskim adresem. Niebezpieczeństwo przyszło skądinąd, a obecne „wyczyny” wojsk rosyjskich na Ukrainie jako żywo przypominają to, co działo się w 1945 r. we wschodnich Niemczech. Pod tym względem nic się w mentalności „sołdatów” oraz ich dowództwa nie zmieniło. Owe opisy brutalizmów rosyjskich: zbrodni, rabunków i przede wszystkim gwałtów (te ostatnie przybrały charakter masowy, dotyczyły milionów kobiet, radzieccy żołnierze gwałcili przy tym nie tylko Niemki ale również Polki czy nawet uwolnione z robót przymusowych własne rodaczki) są szczegółowo udokumentowane, bardzo obszerne i realistyczne, dominują wręcz w rozległych partiach monografii. W kilku wypadkach wspomina Autor również o zbrodniach polskich (wskazuje konkretne przypadki mordowania jeńców). Trzeba jednak od razu zaznaczyć, iż A. Beevor wyraźnie, wielokrotnie i jednoznacznie podkreśla, kto wojnę rozpoczął i w jak brutalny sposób ją prowadził, co musiało zrodzić chęć odwetu. Opisuje też różnego rodzaju zbrodnie władz oraz wojsk niemieckich, popełniane nawet w ostatnich miesiącach, tygodniach i dniach wojny, zarówno na jeńcach, robotnikach przymusowych jak i na własnych żołnierzach oraz ludności cywilnej. Do tego wyraźne podkreślenie polityki prowadzonej przez Stalina na „wyzwolonych” ziemiach polskich, gdzie brutalnymi metodami instalowano posłuszne, prokomunistyczne władze oraz aresztowano i mordowano ludzi związanych z podziemiem prolondyńskim oraz prawowitym rządem emigracyjnym. A wszystko to przy braku reakcji sojuszników zachodnich, połączonym z rozbrajającą wręcz naiwnością władz politycznych i wojskowych USA, które wielokrotnie dawały się wodzić Stalinowi za nos. Warto też podkreślić trud Autora przy zbieraniu materiałów, nie tylko archiwaliów, opublikowanych wspomnień i opracowań, ale także licznych wywiadów z żyjącymi jeszcze w latach dziewięćdziesiątych XX w. uczestnikami wydarzeń po obydwu stronach frontu. Tego ostatniego nie da się już obecnie powtórzyć. Książka A. Beevora posiada też wady. Przede wszystkim nieco po macoszemu potraktowana została strona czysto militarna, poświęcono jej stosunkowo mało miejsca, a sama relacja z wydarzeń jest raczej chaotyczna i powierzchowna. Zamieszczono sporo map, są one jednak mało przydatne, zbyt ogólnikowe, nieczytelne, zawierają błędy rzeczowe. Zdecydowanie, miłośnicy militariów jako takich nie będą do końca zadowoleni z lektury. Druga kwestia to niespójny tok narracji. W pogoni za chęcią ukazania rozlicznych aspektów wydarzeń Autor często przeskakuje z tematu na temat, co skutkuje brakiem porządku i zauważalnym chaosem. Porusza też pewne tematy, których następnie nie rozwija. Przykładowo, opisując powojenne losy marszałka Żukowa skupia się na mało w sumie istotnej kwestii „żalu” zdobywcy Berlina wobec Stalina o oszukanie go w sprawie odnalezienie i losów szczątków Hitlera, pomija natomiast sprawy o pierwszorzędnym znaczeniu, np. osobisty i decydujący udział Żukowa w aresztowaniu, upadku i zgładzeniu Berii, a także jego stosunki z Chruszczowem. Nie ma to bezpośredniego związku z wydarzeniami 1945 r., ale skoro już Autor podjął ten temat, to należało go rozwinąć i ważniejsze kwestie przynajmniej zasygnalizować (tym bardziej, że miały one istotny wpływ na kształt i możliwość opublikowania spisywanych przez marszałka Żukowa pamiętników – ważnego i wykorzystywanego przez A. Beevora, chociaż dalekiego od obiektywizmu źródła historycznego). Wspomniane tu usterki pracy kompensują jednak wyliczone uprzednio zalety, warto więc ją przeczytać.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na77 miesięcy temu
Czarne krzyże nad Polską Stanisław Skalski
Czarne krzyże nad Polską
Stanisław Skalski
72/2024 „Tymczasem wraz z dowódcą brygady przyjechał nowy rozkaz, który kierował dywizjon już nie na wschód, gdyż tam nie było dokąd, jeszcze nie na południe, gdyż na to nie nadszedł czas, ale na północny zachód, na Kutno, gdzie od poprzedniego dnia rozgorzała potężna bitwa armii »Poznań« i »Toruń« z przeważającymi siłami nieprzyjaciela. Zadanie polegało na wzmocnieniu osamotnionego i przetrzebionego dywizjonu poznańskiego w osłonie powietrznej walczących armii. Rozkaz popłynął swymi normalnymi kanałami aż, do dowódcy jednostki, mającej wykonać zadanie. Ale nasi »geniusze« operacyjni, dla których nie istnialy żadne przeszkody, nie zadali sobie nawet najmniejszego trudu, żeby zastanowić się, czy zadanie jest w ogóle wykonalne. »Zasięg — rozumowali zapewne — to sprawa błaha. Muszą dolecieć nawet o pustych zbiornikach, bo taki jest rozkaz«. Miejsce lądowania — obojętne. Byle gdzies w okolicach Kutna. Paliwo, amunicja, obsługa — wszystkie te »drobiazgi« nie zostały po prostu wzięte pod uwagę. Chyba tylko brak najprymitywniejszej nawet znajomości rzeczy mógł zrodzić założenia tak bardzo zawieszone w próżni” Pod naciskami lotników podjęto decyzję, że z Łucka, gdzie Skalski i jego koledzy dostali rozkaz polecą do Kutna przez Brześć nad Bugiem. Po lądowaniu w Brześciu okazało się, że mają wracać do Łucka, ponieważ w międzyczasie zmienił się pomysł. I tak niestety wyglądała praktycznie cała kampania wrześniowa dla polskiego lotnictwa... Wojna Stanisława Skalskiego zastała w Toruniu, gdzie stacjonowała jego 142 Eskadra Myśliwska. Walki z niemieckim najeźdźcą niestety za dużo nie zaznał, ponieważ różnica w jakości sprzętu była kolosalna. Polscy piloci byli świetnie wyszkoleni, mieli iście ułańską fantazję i aż rwali się do walki, ale coż z tego, jak ich myśliwce nie były w stanie dogonić niektórych rodzajów niemieckich bombowców, nie wspominając o walce z myśliwcami. Nawet największe chęci nie były w stanie zasypać wyrwy w aspektach technicznych i ilościowych. Eskadry były rzucane z miejsca na miejsce, aż 18 września lotnicy musieli przekroczyć granicę z Rumunią, żeby ocalić resztki naszego lotnictwa. Nasi lotnicy walczyli potem na wszystkich frontach II wojny, ale niestety poza Polską. Skalski był typem niepokornego pilota i często podczas ćwiczeń przed wojną, ale i walki po atatku Niemiec był na granicy życia i śmierci. Mimo ciężkiej sytuacji odniósł sporo zwycięstw, jak na anormalne warunki kampanii wrześniowej oraz okazał szlachetność swojego charakteru ratując załogę niemieckiego samolotu po zestrzeleniu na samym początku wojny. Życie napisało piękny epilog tej historii, bo 50 lat po walce nad Polską Skalski i jego niemiecki rywal mogli wpaść sobie w ramiona, a Niemiec mógł podziękować za uratowanie mu życia. *** Autor opisuje wydarzenia nad Polską w niezwykle barwny i piękny literacko sposób. Mi szczególnie spodobał się opis lotu i lądowania w Łucku w zupełnej ciemności, w którym Skalski świetnie oddał atmosferę osaczenia i beznadziejności losu lotników spod znaku biało-czerwonej szachownicy. Jest to książka gorzka, bo autor nie kryje dezaprobaty dla szafowania życiem żołnierzy przez nieudolne dowództwo. Lotnik miał do tego uzasadnione prawo, bo to on ryzykował życiem podczas misji, często idiotycznych, czego dobitnym dowodem jest cytat z samego początku. Książka została pierwotnie wydana w 1957 roku, kiedy Skalski był już na wolności. W tym miejscu warto zaznaczyć, że pilot po zakończeniu wojny zdecydował się na dość nieoczywisty krok i powrót do ojczyzny. Niestety nie była to już ojczyzna sprzed kilku lat. Skalski ze względu na kontakty z osobą, która okazała się potem szpiegiem został aresztowany i po brutalnym śledztwie skazany na karę śmierci. Na szczęście Bolesław Bierut zdecydował się na amnestię i Skalski żył jeszcze długo, a swojego żywota dokonał już w wolnej Polsce, w 2004 roku.
Ahura Mazda - awatar Ahura Mazda
oceniła na81 rok temu
Powiedz, że się boisz Robert Mason
Powiedz, że się boisz
Robert Mason
Ocena książki: 9/10 Ocena tłumaczenia: 2/10 Recenzja dotyczy polskiego wydania w tłumaczeniu Janusza Ruszkowskiego (Vesper, 2018) Książka wybitna, tłumaczenie tragiczne Robert Mason napisał jedną z najlepszych książek o wojnie w Wietnamie - brutalną, szczerą i technicznie precyzyjną opowieść pilota śmigłowca UH-1 Huey, który przeleciał ponad 1000 misji bojowych. Chickenhawk to od 1983 roku pozycja kultowa, sprzedana w ponad pół miliona egzemplarzy, uznawana w środowisku lotniczym za "śmigłowcową biblię" i lekturę obowiązkową dla aspirujących pilotów. Niestety, polskie wydanie nie oddaje nawet połowy jej wartości. Od mniej więcej 50. strony, czując co się święci, kupiłem ebooka w oryginale i czytałem obie wersje równolegle. 1. Problem zaczyna się od tytułu "Chickenhawk" to w amerykańskim slangu wojskowym pogardliwe określenie polityków popierających wojnę, którzy sami w niej nie walczyli (dosłownie: "jastrzębie zachowujące się jak tchórze"). Mason używa tego tytułu ironicznie - sam jako pilot był "jastrzębiem", ale czuł się jak "chickenhawk" w absurdalnym systemie wojny wietnamskiej. Polski tytuł "Powiedz, że się boisz" redukuje tę wielowarstwowość do prostego stwierdzenia o strachu, całkowicie gubiąc gorzką ironię i kontekst polityczny oryginału. 2. Terminologia lotnicza - katastrofa Jako pilot zawodowy muszę powiedzieć wprost: tłumaczenie terminologii lotniczej to kompletna porażka. Mason pisze książkę o lataniu - techniczna precyzja jest tu absolutnie kluczowa. Tymczasem dostajemy: - "helikopter" zamiast "śmigłowiec" (w slangu wojskowym jeszcze by doszło "śmigło") - "pedały" zamiast "orczyk" (rudder pedals) - "szybkościomierz" (?) - "prędkość translacyjna" (?) - "wskaźnik prędkości pionowej" zamiast "wariometr" - "dolny pułap chmur" zamiast "podstawa chmur" - "górny pułap chmur" zamiast "wierzchołki chmur" - "poduszka powietrzna wytwarzana przez podmuch odbity od ziemi" zamiast po prostu "efekt przyziemny" To nie są drobne niedokładności - to fundamentalne błędy, które odbierają tekstowi wiarygodność. Mason buduje autentyczność właśnie przez skrupulatną dokładność techniczną. Gdy ta precyzja znika, zostaje tylko ogólnikowy opis "latania helikopterem". 3. Konwersja jednostek - sztuczność Wszystkie jednostki lotnicze (stopy, węzły) zostały przeliczone na metry i kilometry. Efekt? Czytamy o "wysokości 365 metrów" zamiast "1000 stóp". Pilot - zwłaszcza amerykański w latach 60. - myśli w stopach i węzłach. To tak, jakby w książce o NASCAR przeliczać mile na kilometry. Nic to nie wnosi, a bardzo wiele zabiera z autentyzmu. 4. "Ugrzeczniony" język żołnierski Mason pisze językiem młodych żołnierzy w warunkach ekstremalnej presji. Przekleństwa lecą na prawo i lewo, humor jest czarny, język brutalny. Polskie wydanie oferuje "uprzejmą" wersję tego wszystkiego, co dramatycznie odbiera tekstowi autentyczności. To pamiętnik 22-letniego pilota latającego pod ostrzałem, a nie protokół dyplomatyczny. 5. Błędy merytoryczne Są też przypadki oczywistych błędów, które sugerują, że tłumacz nie zawsze miał pojęcie co robi - pomylenie rodzajów amunicji i środków samoobrony ("tracers" i "flares" w jednym worku jako "smugacze") błędne interpretacje terminów technicznych itp. Ale mój absolutny faworyt i wisienka na torcie to przetłumaczenie określenia "blow job" w kontekście seksualnym jako... "dmuchanie". 6. Pominięte fragmenty Co szczególnie bolesne w literaturze wspomnieniowej - tłumaczenie zawiera liczne pominięcia fragmentów oryginału. Nie wiem, czy z powodu trudności w przekładzie, czy świadomej decyzji, ale efekt jest katastrofalny. 7. Brak przypisów - stracona szansa Książka to kopalnia wiedzy o wojnie w Wietnamie, taktyce śmigłowcowej i realiach lat 60. Ani jeden przypis. Żadnych wyjaśnień skrótów (np. LBJ, ARVN),kontekstu historycznego, czy dodatkowych informacji. Moje podsumowanie Chickenhawk to arcydzieło - jedno z najlepszych świadectw wojny wietnamskiej, pełne "zdumiewająco intensywnych opisów latania" (jak pisała prasa). Polskie wydanie to cień oryginału. Jeśli znasz angielski - czytaj po angielsku. Jeśli nie - przygotuj się na frustrację, bo będziesz czuł, że coś ci ucieka. Szkoda. Ta książka zasługiwała na znacznie więcej. Dla kogo: Miłośników literatury wojennej z dużą tolerancją na niedoskonałości tłumaczenia. Dla pilotów i osób związanych z lotnictwem - ostrzegam: będzie boleć. PS: Książka jest praktycznie niedostępna (papierowe egzemplarze po 200 zł na rynku wtórnym, brak ebooka),co tylko potęguje frustrację. Ta pozycja powinna być łatwo dostępna w dobrym tłumaczeniu.
Jan - awatar Jan
ocenił na94 miesiące temu
D-Day. 6 czerwca 1944 Stephen E. Ambrose
D-Day. 6 czerwca 1944
Stephen E. Ambrose
Są takie książki, które po przeczytaniu zostawiają po sobie pustkę. Takie, których lektura wnika w naszą codzienną rutynę tak głęboko, że trudno pogodzić się z faktem, iż ma ona swój koniec. „D-DAY. 6 czerwca 1944” Stephena E. Ambrose’a jest właśnie jedną z nich. To nie tylko kronika wydarzeń, ale także świadectwo ludzkiego bohaterstwa i cierpienia w jednym z najważniejszych momentów XX wieku. Choć trudno mi jednoznacznie ocenić jej wartość naukową – wszak książki historyczne często opierają się na interpretacji faktów i subiektywnej selekcji źródeł – to, co szczególnie wyróżnia tę pozycję, to nie tylko suche fakty, liczby i techniczne opisy uzbrojenia. Ambrose często oddaje głos uczestnikom wydarzeń – żołnierzom, oficerom, medykom – zarówno po stronie aliantów, jak i Niemców. Ich relacje ustne nadają książce niezwykłego autentyzmu. To historie, które mogłyby pozostać na zawsze zapomniane – a przecież świadczą o niebywałym heroizmie, poświęceniu i ludzkiej solidarności. Środowiska akademickie nawet zarzucały autorowi skupianie się zbyt mocno na opowieściach z dołu („from the ground up”) kosztem szerszej refleksji o znaczeniu operacji. Nie sposób nie wspomnieć o filmie "Szeregowiec Ryan", który dla wielu stanowi punkt odniesienia w wyobrażeniach o lądowaniu w Normandii. Choć fabularnie oparty luźno na historii braci Niland, film ten wprowadził wielu z nas w realistyczny, brutalny obraz wojny. Jeśli podczas jego oglądania kolejny raz, wypatrując postaci przebiegających gdzieś w tle zadawałeś sobie pytanie: „Jak wiele większych i mniejszych historii reszty żołnierzy pozostało nieopowiedzianych?”, to książka Ambrose’a jest dla Ciebie. To właśnie tutaj znajdziesz te głosy, których nie sfilmowano, a które mają może jeszcze większą siłę, bo są prawdziwe. „D-DAY. 6 czerwca 1944” to opowieść nie tylko o strategii i bitwie, ale o człowieku w obliczu piekła wojny. To książka, która nie tylko uczy historii, ale również zmusza do refleksji – o odwadze, przypadkowości losu i cenie wolności. To jedno z tych dzieł, które powinno się przeczytać nie tylko dla wiedzy, lecz również dla pamięci.
KOM36 - awatar KOM36
ocenił na98 miesięcy temu
Leningrad. Tragedia oblężonego miasta Anna Reid
Leningrad. Tragedia oblężonego miasta
Anna Reid
e book Miałam wątpliwości co właściwie sądzę o tej książce i jak ją mam ocenić. Początkowo myślałam, że będzie to klasyczna monografia historyczna, zupełnie jednak monografią nie jest i zdecydowanie bliżej tu do reportażu historycznego. Mamy tu dość dokładny opis początku inwazji Niemców na Związek Radziecki, autorka zarysowuje tło wydarzeń oraz nastroje polityczne i postaci głównych "bohaterów" odpowiedzialnych za tragedię frontu wschodniego. Jest to początek. Kolejne rozdziały, to właściwie (poparta wypowiedziami) relacja świadków tragedii jaka dotknęła Leningradczyków. Lwia część książki to opowieść o głodzie, który dotknął miasto i odmienia się go przez wszystkie przypadki. Tak jak wiem iż jest to temat najbardziej bolesny i najważniejszy, tak ciągnie się naście rozdziałów i w zasadzie dominuje książkę kompletnie. Mniej więcej w połowie orientujemy się, że już nie bardzo wiemy w zasadzie co z tymi najeźdźcami w roku 42 się dzieje. Owszem wiemy, że gdzieś tam są jacyś Niemcy, wiemy, że front się zbliża, z relacji świadków wiemy, że słyszą w tle bomby i eksplozje, ale brakuje tu balansu pomiędzy częścią reporterską, a tą typowo historyczną i to jest mój największy zarzut... Na koniec autorka "wraca na front", ale środek książki jest kompletnym reportażem. Pomijając to.... Nadal... Jest to bardzo ciekawa, lekko napisana(choć w kontekście treści słowo lekko zgrzyta),przystępna książka, która nie przytłoczy, a oferuje sporo informacji oraz jest świadectwem ofiar tego strasznego, podłego czasu w historii. To jest największą wartością tej książki. Na pewno nie jest to książka, która zaskoczy czy będzie dużą dawką wiedzy dla historyka, ale nie każda książka musi taką książką być. Na pewno warto przeczytać i na pewno jest to pozycja, która rewelacyjnie sprawdzi się jeśli chcemy dowiedzieć się czegoś o oblężeniu, a boimy się przytłoczenia mnogością dat, szczegółowych opisów kampani itp Ta książka tego z pewnością nie zrobi. Nie jest to ani wada, ani zaleta, a jedynie jej cecha. Dobra i ciekawa pozycja.
NiegdyśNatalia - awatar NiegdyśNatalia
oceniła na74 miesiące temu

Cytaty z książki Zapomniany żołnierz

Więcej
Guy Mouminoux Zapomniany żołnierz Zobacz więcej
Guy Mouminoux Zapomniany żołnierz Zobacz więcej
Guy Mouminoux Zapomniany żołnierz Zobacz więcej
Więcej