Meir Ezofowicz t.2

Okładka książki Meir Ezofowicz t.2 autorstwa Eliza Orzeszkowa
Okładka książki Meir Ezofowicz t.2 autorstwa Eliza Orzeszkowa
Eliza Orzeszkowa Wydawnictwo: Książka i Wiedza literatura piękna
229 str. 3 godz. 49 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
1951-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1951-01-01
Liczba stron:
229
Czas czytania
3 godz. 49 min.
Język:
polski
Wydany w 1878 r. Meir Ezofowicz został uznany przez wielu za "objawienie". Pisarkę od dawna interesowało życie, kultura i religia Żydów i w tej powieści starała się je wiernie odtworzyć. Historia małego miasteczka przekształca się powoli w parabolę, stając się przypowieścią o odwiecznym zmaganiu się dobra ze złem, mądrości z ciemnotą i miłości z nienawiścią...
Średnia ocen
8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Meir Ezofowicz t.2 w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Meir Ezofowicz t.2



1441 1441

Oceny książki Meir Ezofowicz t.2

Średnia ocen
8,0 / 10
1 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Meir Ezofowicz t.2

avatar
901
421

Na półkach:

Powieść smutna i, niestety, przenikliwie współczesna. Miejscami wystarczy zamienić słowa "Żyd" na "Polak" lub "chrześcijanin", a Szybów stanie się naszym pępkiem narodowym. Zakłamanie, interpretacja Biblii daleka od prawdziwego znaczenia, usprawiedliwianie złych czynów koniecznością, hipokryzja, przyzwolenie grzechu, zawłaszczanie tradycji, sprzeciw wobec niezbędnych reform – czyż to nie tematy na wskroś współczesne? Jednocześnie opisywany przez Orzeszkową mikroświat sprzeciwia się miłości i niszczy ją w zarodku tylko dlatego, że jest inna. Żydowski konserwatyzm i nacjonalizm wydaje się maską teraźniejszości.
Narrator pod koniec mówi: „Zbyt niedawna to historia, aby koniec swój mieć już mogła”. Książka powstała 150 lat temu, a zdanie to wciąż jest prawdziwe. Meir dalej tuła się po świecie. Miejmy nadzieję, że kiedyś wróci do domu, aby ktoś mógł napisać dokończenie jego historii.

Powieść smutna i, niestety, przenikliwie współczesna. Miejscami wystarczy zamienić słowa "Żyd" na "Polak" lub "chrześcijanin", a Szybów stanie się naszym pępkiem narodowym. Zakłamanie, interpretacja Biblii daleka od prawdziwego znaczenia, usprawiedliwianie złych czynów koniecznością, hipokryzja, przyzwolenie grzechu, zawłaszczanie tradycji, sprzeciw wobec niezbędnych reform...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
201
5

Na półkach:

Ciekawie czyta się książkę o Żydach napisaną w XIX wieku. Myślę, że współczesne książki o tej tematyce są pod wpływem holokaustu i obraz tamtych czasów jest trochę wygładzony. W tej książce Orzeszkowa po wnikliwych studiach próbowała oddać jak najbardziej obiektywny obraz gminy żydowskiej.
Widzimy problem asymilacji i integracji tej społeczności. Duchowy przywódca nie zna nawet języka polskiego, języka kraju w którym się urodził i żył całe życie. Pozostali znają język "ojczysty" (polski) też słabo. Wrogo nastawieni są do otaczającego świata goi ( nie Żydów),skłonni tylko kontaktować się z nim tylko dla swoich korzyści. Nie mają hamulców żeby podpalić pobliski polski dwór, a reszta społeczności w ogóle nie czyje żadnych wyrzutów sumienia, żeby potępić sprawców. Jedynego człowieka, tytułowego Meira cała gmina wyklina i wyrzuca miedzy innymi za to że chciał ostrzec polskiego dziedzica przed zamierzonym podpalenie. W tej społeczności, jej członkowie pokoleniami są indoktrynowani że miłość bliźniego odnosi sie tylko do Żydów, resztę można używać do własnych celów. Dlatego nawet jeśli kilku z nich czuje inaczej i odzywa się w nich sumienie ludzkie nie mogą się wyrwać i postępują zgodnie z regułami społeczności. Tylko jeden człowiek Meir Ezofowicz stanowczo sprzeciwia się takiemu podejściu, za co jest wyklęty i wygnany. Autorka chciała chyba pokazać małe światełko nadziej w tej postaci.

Ciekawie czyta się książkę o Żydach napisaną w XIX wieku. Myślę, że współczesne książki o tej tematyce są pod wpływem holokaustu i obraz tamtych czasów jest trochę wygładzony. W tej książce Orzeszkowa po wnikliwych studiach próbowała oddać jak najbardziej obiektywny obraz gminy żydowskiej.
Widzimy problem asymilacji i integracji tej społeczności. Duchowy przywódca nie zna...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
325
310

Na półkach:

Autorka totalnie zadziwia swoją znajomością tematu, czytając zdajemy sobie sprawę że Orzeszkowa to postać absolutnie wybitna.
Temat ma wiele wspólnego ze wspólczesnością, a mianowicie że gettoizacja mniejszości prowadzi do ekonomicznej i cywilizacyjnej zapaści takich spoleczności. A sama gettoizacja jest często naturalnym odruchem przybyszy. ;
Problem bezwzględnej lojalności wobec własnej grupy jest ujęty genialnie. Problemy lojalności wobec własnej religii i rodziny i postrzegania innych jako niewartych szacunku są również ujęte znakomicie. Postać polskiego szlachcica została również pokazana po mistrzowsku, wręcz po wirtuozowsku, i jest aktualna do dzisiaj.
Trzeba też nie zapomnieć że, o czym Orzeszkowa wiedzieć nie mogła, że kilkadziesiąt lat po wydaniu tej powieści to właśnie integracja Żydów w społeczeństwie będzie uznana za cywilizacyjne zagrożenie i doprowadzi do Holokaustu. Ksenofobia nie przepuszcza tym co się integrują i tym co się nie integrują.
Czytając Meira, zastanawiałem się jak odebrano go na Zachodzie, gdzie takie getta żydowskie nie istniały. Czy czytano to jako powieść "orientalistyczną"? A w samej Rosji prawdziwy antysemityzm nastał po zabójstwie cara Aleksandra II w 1881, czyli w kilka lat po ukazaniu się powieści drukiem.
Zastanawia narawdę jak ludzie mogli funkjonować przez stulecia żyjąc razem w tej samej krainie nie wiedząc o sobie nawzajem absolutnie nic. To też dotyczy Ukrańców, Litwinów, Białorusinów, Tatarów, Kaszubów etc. Ale takie podziały były nie tylko etniczne, pan z miasta nie miał pojęcia jak żyje chłop ze wsi.
Dziś, dzięki internetowi, wiemy o innych więcej niż w jakiejkolwiek innej epoce. A wartość powieści Orzeszkowej jest jeszcze historyczna, przywołuje świat który bezpowrotnie przepadł.

Autorka totalnie zadziwia swoją znajomością tematu, czytając zdajemy sobie sprawę że Orzeszkowa to postać absolutnie wybitna.
Temat ma wiele wspólnego ze wspólczesnością, a mianowicie że gettoizacja mniejszości prowadzi do ekonomicznej i cywilizacyjnej zapaści takich spoleczności. A sama gettoizacja jest często naturalnym odruchem przybyszy. ;
Problem bezwzględnej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

722 użytkowników ma tytuł Meir Ezofowicz t.2 na półkach głównych
  • 487
  • 235
140 użytkowników ma tytuł Meir Ezofowicz t.2 na półkach dodatkowych
  • 78
  • 14
  • 13
  • 12
  • 6
  • 6
  • 6
  • 5

Tagi i tematy do książki Meir Ezofowicz t.2

Inne książki autora

Okładka książki Światło w ruinach Eliza Orzeszkowa, Agnieszka E. Woszczyńska
Ocena 0,0
Światło w ruinach Eliza Orzeszkowa, Agnieszka E. Woszczyńska
Okładka książki Dobra pani. Bracia Eliza Orzeszkowa, Agnieszka E. Woszczyńska
Ocena 7,0
Dobra pani. Bracia Eliza Orzeszkowa, Agnieszka E. Woszczyńska
Okładka książki Bracia Eliza Orzeszkowa, Agnieszka E. Woszczyńska
Ocena 0,0
Bracia Eliza Orzeszkowa, Agnieszka E. Woszczyńska
Eliza Orzeszkowa
Eliza Orzeszkowa
olska pisarka epoki pozytywizmu, autorka powieści Nad Niemnem (1888),nominowana do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1905. Jedna z najwybitniejszych powieściopisarek w okresie polskiego pozytywizmu. Urodziła się jako Elżbieta Pawłowska, młodsza córka adwokata Benedykta Pawłowskiego i jego drugiej żony – Franciszki z Kamieńskich. Ojciec, o zainteresowaniach intelektualnych i wysokiej kulturze, zgromadził w domu rodzinnym cenną galerię obrazów oraz bibliotekę liczącą kilka tysięcy tomów. Zmarł jednak, gdy Elżbieta miała 3 lata. Majątek wydzierżawiono, a mieszkańcy przenieśli się do Grodna i zamieszkali w parterowym domu przy ulicy Brygidzkiej (obecnie: Karla Marksa). Odtąd wychowywały ją same kobiety: matka, która zwała ją Lisą (stąd Eliza),babka Kamieńska, nazywająca ją Ziunią, jej starsza o trzy lata siostra Klementyna oraz opiekunka (mamka) Michalina Kobylińska. Dziewczynka szybko zaczęła przejawiać talent literacki, dużo czytała i pisała opowiadania. W 1852 roku jedenastoletnia Eliza w towarzystwie babki pojechała po nauki do Warszawy. W latach 1852–1857 kształciła się na pensji sakramentek. W 1855 r. poznała pensjonarkę Marię Wasiłowską, późniejszą Marię Konopnicką. Wspólne zainteresowania literackie scementowały ich przyjaźń na całe życie. Obydwie bardzo lubiły czytać i deklamować poezje, w szczególności zakazane utwory Adama Mickiewicza. Talent Elizy i Marii bardzo cenił sobie ich nauczyciel Ignacy Kowalewski. W maju 1857 roku Eliza wróciła do Milkowszczyzny. Chętnie uczestnicząc w sąsiedzkich balach, na jednym z nich poznała Piotra Orzeszkę, starszego od niej o szesnaście lat dalekiego kuzyna jej ojczyma. Jako kawaler stracił on większość swego majątku na rozrywki i małżeństwo z jedyną spadkobierczynią Milkowszczyzny było okazją poprawienia sytuacji finansowej. Kilka dni po balu do domu państwa Widackich przybył swat prosić o rękę młodej panny Elizy. Za namową despotycznej matki oświadczyny zostały przyjęte. 21 stycznia 1858, w wieku niespełna 17 lat, Eliza wyszła za mąż za Piotra Orzeszkę, ziemianina z powiatu kobryńskiego i zamieszkała w Ludwinowie, majątku męża. Pierwsze lata małżeństwa Eliza potem określała czasem „beztroskiego karnawałowania”, a także swoim „uniwersytetem”, gdyż znużona błahością życia towarzyskiego często sięgała do książek z ojcowskiej biblioteki. Powróciły wówczas pensjonarskie marzenia o uszczęśliwianiu wsi. Wraz z młodszym bratem męża, Florentym, założyła w Ludwinowie szkółkę wiejską. Tymczasem narastał konflikt z mężem, niepodzielającym ich fascynacji wsią i wiejskim ludem. W 1862 Orzeszkowa przebywała dłuższy czas w Warszawie, gdzie pod wpływem patriotycznych kazań rabina Markusa Jastrowa podjęła hasło asymilacji polskich Żydów. Po powrocie do Ludwinowa przebywała tam przez czas powstania styczniowego, wspierając powstańców w służbach pomocniczych. Od połowy czerwca 1863, przez około dwa tygodnie, w Ludwinowie przebywał wyczerpany i chory Romuald Traugutt, którego później (w lipcu) Orzeszkowa własnym powozem odwiozła do granicy Królestwa Polskiego. W napisanych wiele lat później nowelach, takich jak Gloria victis, próbowała opisać swój udział w powstaniu w formie zbeletryzowanej. Najprawdopodobniej mąż Orzeszkowej w samym powstaniu nie brał czynnego udziału, ale tylko za jego zgodą (i na jego odpowiedzialność) Romuald Traugutt mógł przebywać w Ludwinowie. Wskutek tego, zadenuncjowany przez służbę, Piotr Orzeszko został jesienią 1863 aresztowany, a w marcu 1865 zesłany na Sybir do guberni permskiej; jego majątek skonfiskowano. Eliza Orzeszkowa wbrew pierwotnym postanowieniom nie pojechała za nim, lecz na początku 1864 przeniosła się do Milkowszczyzny i wszczęła proces o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Dzięki pośrednictwu kanoników murawiewowskich uzyskała je w 1869. Nie radząc sobie z zarządzaniem majątkiem ziemskim, po naradach z jednym z jej przyjaciół – prawnikiem Stanisławem Nahorskim, zdecydowała się na sprzedaż Milkowszczyzny. Ponieważ Polacy nie mogli nabywać ziemi w guberniach zachodnich, w 1870 r. nabywcą został rosyjski pułkownik Doury. Od roku 1869 Eliza Orzeszkowa zamieszkała w Grodnie i wykazując się dużą pracowitością, zajęła się pisaniem. Z lat wczesnej twórczości na uwagę zasługują Marta, Pan Graba oraz Meir Ezofowicz. Charakter krytycznoliteracki miały rozprawy Kilka uwag nad powieścią (1866),Listy o literaturze (1873) oraz znacznie późniejsza O powieściach T.T. Jeża z rzutem oka na powieść w ogóle (1879). W twórczości dominuje realizm. Powstaje najważniejsza powieść Nad Niemnem oraz pokrewna tematycznie – Cham (1888). Po tym okresie niewiele już dzieł literackich Orzeszkowej osiąga takie wyżyny talentu. Korzystnie wyróżnia się nowelistyka: Dobra pani, A...B...C... oraz Tadeusz. Ciekawa jest także powieść Dwa bieguny (1893),wydana w Petersburgu nakładem księgarni BR.Rymowicz, oraz Bene nati (1891). W roku 1894 Eliza Orzeszkowa wyszła za mąż za wieloletniego przyjaciela – Stanisława Nahorskiego. Poświęcała wiele czasu na akcje filantropijne i społeczne. Korespondowała z wieloma wybitnymi osobistościami ówczesnego życia społecznego i literackiego, takimi jak Leopold Méyet oraz Zygmunt Miłkowski. Współpracowała z tygodnikiem „Bluszcz”. 19 listopada 1896 roku, podczas hucznie obchodzonych jej imienin, jej mąż doznał paraliżu serca i zmarł. Był to dla pisarki ogromny cios. W 1904 roku pośród kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla pojawiło się nazwisko Elizy Orzeszkowej. W wewnętrznych dokumentach komitetu nagrody występowała często jako Elise Orzeszko. Jej kandydaturę zgłosił Aleksander Brückner, ówczesny profesor uniwersytetu berlińskiego. Kandydatura uzyskała poparcie Alfreda Jensena, który w opracowaniach na temat jej twórczości stawiał ją pod niektórymi względami nawet wyżej od Henryka Sienkiewicza. Większość członków komitetu wysunęła wniosek o przyznaniu nagrody Henrykowi Sienkiewiczowi, mniejsza grupa zaproponowała podział nagrody. Argumentowano m.in., że Sienkiewicz jest i tak w Polsce bardziej znany i popularny, natomiast wyróżnienie wraz z nim równej mu poziomem pisarki spowoduje zasłużony wzrost jej popularności. Argumentacja mniejszości nie przekonała przeciwników, którzy wspólnie twierdzili, że podziały nagród są niezgodne z intencją fundatora. „Za cztery, pięć lat będzie można przyznać to wyróżnienie Elise Orzeszko” – napisał przewodniczący Komitetu i sekretarz Akademii Carl Wirsen. Nagrodę przyznano więc wyłącznie Sienkiewiczowi. Orzeszkowa zmarła 18 maja 1910 w Grodnie po ciężkiej chorobie serca. Ponieważ była niepraktykująca, ks. proboszcz Juliusz Ellert odmówił jej pogrzebu. Dopiero po interwencji biskupa pochowano ją w Grodnie 23 maja 1910 r. na cmentarzu farnym. Podczas nabożeństwa żałobnego przyjaciel i spowiednik Orzeszkowej – ks. Stanisław Miłkowski, wygłosił w farze grodzieńskiej okolicznościowe przemówienie. Jeden z żałobnych mówców, Józef Kotarbiński, podsumowując życie, działalność społeczną i literacką pisarki, użył nad trumną znamiennych słów: „Ona była żywą mądrością i czującym sercem całej epoki...”
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Meir Ezofowicz t.2 przeczytali również

Grube ryby. Dom otwarty Michał Bałucki
Grube ryby. Dom otwarty
Michał Bałucki
𝐙 𝐂𝐘𝐊𝐋𝐔 "𝐎𝐂𝐀𝐋𝐈Ć 𝐎𝐃 𝐙𝐀𝐏𝐎𝐌𝐍𝐈𝐄𝐍𝐈𝐀". 𝗞𝗟𝗔𝗦𝗬𝗞𝗔 𝗪𝗖𝗜ĄŻ Ż𝗬𝗪𝗔 ! Dwa słuchowiska "𝗚𝗥𝗨𝗕𝗘 𝗥𝗬𝗕𝗬" oraz "𝗗𝗢𝗠 𝗢𝗧𝗪𝗔𝗥𝗧𝗬". Pierwsze zatytułowane GRUBE RYBY, to komedia w trzech aktach, której premiera odbyła się w warszawskim teatrzyku ogródkowym „Belle Vue” 27 sierpnia 1881r. Dwie młode panny, Wandzia i Helenka, kokietują dwóch podstarzałych kawalerów. Pana Wistowskiego i Pagatowicza, chcąc wykorzystać ich do realizacji własnych celów. Afera na 100 fajerek, kiedy okazuje się, że Wanda chce poślubić bratanka Wistowskiego, Henryka. Za to Helena chce, aby Pagatowicz kupił jej w Wiedniu materiał na suknię. Wistowski i Pagatowicz opacznie to rozumieją: myśląc, że panienki dążą do małżeństwa z „grubymi rybami”, za które siebie samych uważają. Reżyseria: Jerzy Leszczyński Emisja: 1951 𝐖𝐘𝐒𝐓Ą𝐏𝐈𝐋𝐈 : Konstanty Pągowski - Onufry "Lufcio" Ciaputkiewicz; Janina Manclingrowa - Dorota "Dorcia", żona Ciaputkiewicza; Elżbieta Barszczewska - Wanda "Wandzia", wnuczka; Franciszek Dominiak - Burczyński, obywatel ziemski; Alicja Ursyn Szantyrówna - Helenka, córka Burczyńskiego; Jerzy Leszczyński - Wistowski; Wieńczysław Gliński - Henryk, syn Wistowskiego; Aleksander Dzwonkowski - Pagatowicz; Ludwik Tatarski - Filip, służący Ciapatkiewiczów. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Drugie Słuchowisko zatytułowane "𝗗𝗢𝗠 𝗢𝗧𝗪𝗔𝗥𝗧𝗬", miała swoją premierę w Krakowie 31 marca 1883. To kolejna komedia w 3 aktach, której fabuła rozgrywa się w czasie karnawału w mieszkaniu urzędnika bankowego, Władysława Żelskiego. Podczas nudnej gry w szachu, żona gospodarza, Janina Żelska wpada na cudowny pomysł urządzenia "Tańczącego wieczoru". Pomysł zostaje przyjęty i następuje szereg zabawnych i zaskakujących wypadków. W finale całe towarzystwo dochodzi do wniosku, że jednak ich dotychczasowy, nudny tryb życia był prawdziwą przyjemnością w porównaniu do "domu otwartego", a Janina wypowiada z radością słowa: No, teraz dom nasz znowu zamknięty. Taki oto epizod z życia poczciwej, choć nie pozbawionej śmieszności rodziny mieszczańskiej. Reżyseria: Zbigniew Kopalko Emisja: 2002-12-31 𝐖𝐘𝐒𝐓Ą𝐏𝐈𝐋𝐈 : Aleksander Dzwonkowski - Władysław Żelski - urzędnik banku; Karolina Lubieńska - Janina Żelska - żona Władysława; Janina Anusiakówna - Kamila, siostra Janiny; Aleksander Zelwerowicz - Telesfor, wuj Janiny i Kamili; Jerzy Tkaczyk - Adolf, narzeczony Kamili; Andrzej Bogucki - Alfons Fikalski; Jan Kurnakowicz - Wicherkowski; Maria Żabczyńska - Pulcheria Wicherkowska; Ludwik Tatarski - Ciuciumkiewicz - archiwista; Helena Buczyńska - Katarzyna Ciuciumkiewiczowa - żona; Urszula Hałacińska - Tecia Ciuciumkiewiczowa - córka; Maria Pawluśkiewicz - Miecia Ciuciumkiewiczowa - córka; Aniela Rolandowa - Munia Ciuciumkiewiczowa - córka; Hanna Zielińska - Lola Ciuciumkiewiczowa; Wieńczysław Gliński - Wróbelkowski; Edmund Fidler - Fujarkiewicz; Mikołaj Wołyńczyk - Malinowski; Władysław Grabowski - Franciszek, służący; Mieczysław Wojnicki - Bagatelka; Ludwik Jabłoński - Lokaj; oraz Goście. Autor Michał Bałucki wspaniale potrafił zaprezentować różne osobowości ludzi, wyśmiać prowincjonalne ambicje, zakłamania obyczajowe, przywary właściwych nie tylko małomieszczańskiemu środowisku XIX-wiecznego Krakowa. Wyborna odsada, wspaniale się tego słuchało. Można się poczuć jak w Starym Kinie. Choć bez wizji to moja wyobraźnia dawała radę 😊 Oba utwory miały swoje Spektakle Teatralne oraz Telewizyjna. Teraz już takich aktorów nie ma. 𝐁𝐀𝐑𝐃𝐙𝐎 𝐏𝐎𝐋𝐄𝐂𝐀𝐌 - 𝗖𝗭𝗬𝗧𝗔𝗝𝗖𝗜𝗘 - 𝗦Ł𝗨𝗖𝗛𝗔𝗝𝗖𝗜𝗘 - 𝗪𝗔𝗥𝗧𝗢 !
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na81 rok temu
Emancypantki Bolesław Prus
Emancypantki
Bolesław Prus
Oto kolejna w tym roku przeczytana cegłówka polskiej klasyki. Byłam bardzo ciekawa tej powieści - co też pan Prus miał do powiedzenia na temat emancypacji kobiet pod koniec XIX wieku? Jeśli miałabym określić tę powieść jednym wyrazem, to brzmiałby on: eklektyczna. Bo w tej książce jest wszystko naraz - trochę komedii, trochę dramatu, trochę filozoficznych rozważań, trochę moralizatorstwa, postacie bardziej realistyczne jak i nieco karykaturalne, ogólnie to taki trochę miszmasz. Co trzeba przyznać - jak na powieść swoich czasów, napisaną przez mężczyznę, to faktycznie jej cechą wręcz wyjątkową jest mnogość i rozmaitość postaci kobiecych. Myślę, że ta powieść zdaje test Bechdel, choć teraz zastanawiam się trochę nad ostatnim jego pytaniem - czy postacie żeńskie rozmawiają ze sobą o czymś innym niż mężczyźni? Kurczę, nie pomyślałam w trakcie czytania, żeby zwrócić na to specjalną uwagę, ale jak teraz się nad tym zastanawiam, to owszem, chociażby rozmowy Madzi z matką przełożoną klasztoru na temat życia zakonnego - jest to przykład rozmowy nie o mężczyznach, więc tak, potwierdzam stanowczo - "Emancypantki" to chlubny wyjątkowy przypadek książki napisanej przed XX wiekiem przez mężczyznę, która naprawdę zdaje test Bechdel. Główną bohaterką jest oczywiście również kobieta - panna Madzia Brzeska. Nie mogę powstrzymać się przed zwróceniem uwagi na to, że jest moją imienniczką, co jest dosyć miłe, ponieważ bardzo rzadko mi się zdarza natrafić na swoje imię wśród pierwszoplanowych bohaterek książek (w zasadzie jedyna, jaką w ogóle teraz kojarzę, to "McDusia" Musierowiczowej). No i znów zupełnym przypadkiem przeczytałam jedną po drugiej książki, które ze sobą korespondują, ja nie wiem, jak to się dzieje - wcześniej "Agnes Grey" o perypetiach XIX-wiecznej guwernantki, a tu okazało się, że również zahaczamy o te klimaty - w 2 tomie Madzia zostaje na pewien czas guwernantką u niejakich państwa Korkowiczów. Nie miałam w ogóle pojęcia wcześniej, o czym dokładnie będą "Emancypantki", więc znowu miałam takie "wow". No ale dobra, do brzegu: więc co ten Prus właściwie chciał powiedzieć o emancypacji? Chyba nie do końca w ogóle rozumiał, o co w niej chodzi i po co ona jest 😃 Choć można powiedzieć, że zaprezentował nam tutaj galerię przeróżnych kobiet, o których na różne sposoby można powiedzieć, że są "kobietami samodzielnymi", które to określenie chyba funkcjonowało w ówczesnym "feministycznym żargonie". Szczególną postacią jest panna Howard, najbardziej jaskrawa emancypantka powieści, która jak żadna inna podnosi w górę sztandar walki o samodzielność kobiet - osoba mocno przerysowana, karykaturalna i zabawna, uważana za dziwaczkę wśród chyba wszystkich pozostałych bohaterów, będąca chyba takim uosobieniem stereotypu "stukniętej feministki" (jak widać, podobne stereotypy istniały już w XIX wieku). Mimo tej zabawnej przesady, jest to jednak postać pozytywna, w gruncie rzeczy dobra dusza, no i cóż - na koniec i ona, wbrew wszelkim swoim deklaracjom, odnajduje szczęście swojego życia w miłości i małżeństwie, co chyba jest pewnym odzwierciedleniem poglądów autora. Innym typem "kobiety samodzielnej" jest pani Latter, wielce szanowana właścicielka renomowanej warszawskiej pensji, której finansowe tarapaty coraz mocniej zaciskają pętlę na szyi. Jeszcze innym - panna Ada Solska, choć bardzo bogata, jednak miła i skromna osoba, której pasją jest nauka (z zapałem obserwuje grzyby i porosty). Wreszcie sama główna bohaterka, Madzia, również jest jakiegoś rodzaju emancypantką i kobietą dążącą do samodzielności. Nie marzy o zamążpójściu i źle się czuje żyjąc na cudzy koszt, jej ambicją jest uczciwa praca na swoje utrzymanie, ale nade wszystko niesienie pomocy. Madzia jest bohaterką, która może wręcz irytować swoją naiwnością i dobrocią, choć w miarę nabywania doświadczeń życiowych nieco tej naiwności traci, ale do końca pozostaje osobą o anielskim charakterze. Powieść oferuje nam całą plejadę bardzo wyrazistych i barwnych postaci, zarówno żeńskich jak i męskich, praktycznie o każdej i każdym można by tu w zasadzie powiedzieć to i owo. Niektóre postacie mają wyraźny rys komediowy - oprócz wspomnianej panny Howard, jest to np. pani podsędkowa, której charakterystyczny sposób wypowiedzi autor mistrzowsko podkreślił poprzez dodanie dodatkowej literki "e" w niektórych wyrazach, i tym prostym zabiegiem uzyskał piorunujący efekt - człowiek od razu słyszy w głowie ten głos wraz z intonacją, po prostu cudowny zabieg literacki! Komediową postacią jest też pewien starszy pan major, który jest jakby odwrotnością panny Howard - jego wypowiedzi i zachowania bywają wręcz seksistowskie i bezpardonowe, ale też trudno nie pośmiać się przy niektórych dialogach z jego udziałem. Pod koniec książki pojawiają się nagle dość rozległe filozoficzne wywody i dysputy, w których niejaki pan Dębicki przekonuje śmiertelnie chorego brata Madzi, iż z pewnością musi istnieć nieśmiertelna dusza. Choć jestem bezkompromisową ateistką, przyznam, że czytałam tę część z dużym zaciekawieniem i przyjemnością, bo naprawdę podobało mi się to, jak autor starał się uzasadnić poglądy teistyczne argumentami opartymi na logice i nauce swoich czasów. Choć oczywiście mylił się całkowicie, ale to była mimo wszystko "niezła próba" 🙂 Co ciekawe, swoje dowodzenie Dębicki (czyli autor) oparł m.in. na uznawanej jeszcze w XIX wieku w fizyce teorii eteru, która niedługo później jednak została całkowicie obalona. Ogólnie jest to powieść, o której można by wiele opowiadać i opowiadać, choć na początku w pierwszych rozdziałach może wydaje się trochę niepozorna. Już po przeczytaniu dowiedziałam się skądś, że Prus początkowo wydawał "Emancypantki" w odcinkach w prasie, a dopiero potem jako całą książkę. Ale faktycznie, konstrukcja i sposób prowadzenia fabuły rzeczywiście pasują wręcz do takiej odcinkowej formy. W ogóle uświadomiłam sobie, że szał na powieści w odcinkach, które stały się popularne w tym okresie, gdy istniały już gazety, ale jeszcze przed powstaniem telewizji, czyli takie seriale tamtych czasów - to właśnie TO jest powodem, dlaczego literatura z tego okresu obfituje w takie opasłe, kolubryniaste powieści!
Literonomia - awatar Literonomia
oceniła na829 dni temu
Ozimina Wacław Berent
Ozimina
Wacław Berent
Zboża jare i ozime – jako siedmiolatka miałam poważny problem, by zapamiętać które są które. To że jedne sieje się jesienią, drugie na wiosnę – to było logiczne. Ale wymienianie poszczególnych gatunków i przyporządkowywanie ich do odpowiedniej kategorii – to było dla mnie ciężkie. Ale takich rzeczy uczyłam się wtedy na przyrodzie. Tytuł „Ozimina” przywołał te niezbyt miłe wspomnienia. Niczym echo powróciły formułki – nasiona zbóż ozimych, by wydały dobry plon, muszą ulec przechłodzeniu…Biedne, zmarznięte ziarenka… Zaskoczył mnie Wacław Berent swoją powieścią. Pisarz w doskonały sposób potrafił oddać nastrój rozgorączkowania, rozedrgania, któremu z różnych powodów ulegają goście na balu u baronostwa Niemenów. Z urywków rozmów, aluzji, niedomówień, czytelnik powoli poznaje ten specyficzny system naczyń połączonych. Można spokojnie przyglądać się wzburzonej krwi, która rozpala głowy. Miłość i polityka – te dwa tematy zaprzątają głowy biesiadników, a tu do tego jeszcze wojna wybucha – wojna rosyjsko-japońska. Ścierają się ideologie, budzą się nadzieje, ale i strach. Noc pełna tańców, flirtów i gorących dyskusji część gości wyprowadza na ulice Warszawy. Idą w te zakątki miasta, do których normalnie by nie chcieli zaglądać. A na tych ulicach rozgorączkowani ludzie, bo wielkie rzeczy się dzieją… „Ozimina” cechuje się niezwykłym, onirycznym klimatem. Dialogi bohaterów przeplatają ich wewnętrzne monologi i wywody ideologiczno – filozoficzne. Jest duszno, parno, a ranek nie chłodzi rozpalonych głów. Nawet na ulicy przy lutowym przymrozku wszystko kipi. Skąd ta ozimina…? Że niby niewola miała tak zmrozić serce całego narodu, by z wiosną rewolucja mogła wybuchnąć wielkim płomieniem?
onika - awatar onika
oceniła na65 lat temu
Poganka Narcyza Żmichowska
Poganka
Narcyza Żmichowska
Z tej Narcyzy musiał być kawał przebojowej, zadziornej i stanowczej kobity, wielce zasłużonej na polu oświaty i społecznictwa. Pod względem swobodnych obyczajów i literackiego zajęcia mogę Ją nazwać polską George Sand. Nieprzypadkowo patronuje jednemu z najlepszych warszawskich liceów z wiodącym językiem francuskim. A powieść ta jest równie kwiecista jak imię autorki. Przypomina nawet wielki bukiet najróżniejszych kwiatów, które składają się na zjawisko romantyzmu. Bo w dość cienkiej książeczce zawarto tyle inspiracji i tropów charakterystycznych dla ducha epoki, że zliczyć trudno. Tytułowa Poganka to zmora, miłość życia i natchnienie jednego z bohaterów. Miłość fatalna, zaborcza, aż do zatracenia. Dama ta jest pełna fantazji, szalona i bezczelna, za nic mająca konwenans, zasady moralne, religię i ludzkie dobro. Jej władza nad kochankiem, całkowity brak zasad, wielka uroda nie mogły zaowocować innym imieniem niż wszechmocna i sławna Aspazja. Ale ta fatalna miłość Beniamina i Aspazji to tylko jeden z wątków opowieści. Autorka opisuje całą masę typów ludzkich właściwych jej czasom. Często wydawało mi się nawet, że tych postaci jest aż nazbyt wiele i zbyt drobiazgowo opisanych, gdyż nie każda z nich odgrywa w książce znaczącą rolę. A ja lubię, kiedy wiszące na ścianie strzelby w końcu strzelają. Nieszczęsny bohater spotyka się przy "prześlicznym kominku z kolumienkami" ze sporym gronem przyjaciół na "gawędki". Jego opowieść to pudełko w pudełku - zanurzając się w nią całkiem zapominamy o reszcie zasłuchanego towarzystwa. A pochodził Beniaminek z wielodzietnej, kochającej się rodziny. Każde z rodzeństwa to osobny portrecik i niepowtarzalna osobowość. Wielką namiętność wyprorokował mu brat Cyprian - zarażony wampiryzmem artysta, który wymalował tajemniczy portret Aspazji z Peryklesem. Obraz okazał się niepokojąco podobny do prawdziwej kobiety a kiedy spłonął.... Stały się rzeczy dziwne i znaczące! Całkiem podobni ci romantycy do współczesnego pokolenia! Goniący za grozą i tajemnicą, chętnie zanurzający się pogańskie dzieje, zafascynowani ludowymi baśniami, miłujący dziwaczność i nietypowe opresje. I tak samo rozdarci między pragnieniem wielkiej namiętności a spokojnym porządkiem zwykłych dni. Gdyby mieli Internet, bez wątpienia podbijaliby tam bębenek swych obsesji. Powieść nieco się zestarzała, zwłaszcza w warstwie językowej. Nie umieściłabym jej w ścisłej czołówce dziewiętnastowiecznych dzieł, ale warto było zaprzyjaźnić się na chwilę z Madame Żmichowską.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na61 miesiąc temu
Dzieje grzechu Stefan Żeromski
Dzieje grzechu
Stefan Żeromski
Dzieje grzechu | Stefan Żeromski | Wydawnictwo Hachette Polska W “Dziejach grzechu” Żeromskiego dzieje się… dużo. Już na wstępie pokuszę się nawet o stwierdzenie, że ZA dużo. Trochę taki vibe telenoweli, a nie sądziłam, że kiedykolwiek użyję takiego porównania w stosunku do polskiej klasyki. Oczywiście Żeromski pisze pięknie, tak jak już się nie pisze. Ma wiele momentów językowo wybitych i przede wszystkim myślę, że pokazuje bogactwo polskiego języka, jego plastyczność. Miejscami jednak ciężko było przebrnąć mi przez rozbudowane opisy otoczenia i momenty przesadnej egzaltacji. Żeromski umie w prowadzenie ciekawych dialogów, świetne zwłaszcza te, gdzie dochodzi do flirtu między bohaterami. Potrafił mnie też rozbawić (patrz: moja ulubiona scena, gdy Ewa każe studentowi skakać z łódki do wody i odpłynąć, bo ona w tym momencie musi zostać sama). Krótko mówiąc - Żeromski to wielki literat był i nikt mu tego nigdy nie zabierze. Scena dzieciobójstwa jest zdecydowanie jedną z najlepszych rzeczy, jakie przeczytałam w literaturze kiedykolwiek i gdziekolwiek. Sęk w tym, że “Dzieje grzechu” są książką do bólu nierówną i podczas, gdy ma momenty świetne, to ma też i słabe. Brakowało mi w niej rytmu - początek za długi, końcówka zbyt prędka. Miałam wrażenie, że autor wrzucił do środka absolutnie wszystko, co mu kiedykolwiek przyszło do głowy. Sporo wyjaśnia fakt, że “Dzieje grzechu” były wydawane w formie odcinkowej w gazecie. Przy kilku scenach naprawdę miałam wrażenie, jakby Żeromski dopisywał to w biegu, na bieżąco, bez większego przemyślenia, bo akurat zostało im trochę miejsca w numerze i trzeba było czymś zapełnić. Sądzę, że gdyby miało to zostać wydane współcześnie, redaktor miałby tam serio spore używanie. Mam wiele wątpliwości co do postaci głównej bohaterki Ewy. Trochę uważam, że jest to jednak men writing women, że jest ona zlepkiem wyobrażeń, jakie Żeromski hodował w swojej głowie na temat psychiki młodej kobiety oraz jej seksualności. Ewa jest oczywiście ofiarą swoich czasów, nie może uciec od uzależnienia od mężczyzn i ich woli, od swojej pozycji jako kobieta w społeczeństwie, jej życie wręcz kręci się wokół mężczyzn. Dla mnie brak jej głębi i jednak pewnej wiarygodności, bo chociaż Żeromski moim zdaniem stara się ją stworzyć jako kobietę wyrachowaną, to jednocześnie obdarował ją ogromną naiwnością i zwyczajną głupotą. Ewa moim zdaniem nie rozwija się w ogóle jako postać, nie przechodzi żadnej przemiany, tylko wciąż stacza się w dół. Ale właściwie dlaczego? To pytanie nurtowało mnie przez cały czas trwania książki. Zastanawiałam się nad tym, co takiego Żeromski chciał przekazać czytelnikowi. Akurat w przypadku tej powieści odnosiłam wrażenie, że jakieś przesłanie w tym miał. Nie chodzi o to, że Żeromski moralizuje, bo tego nie robi, ale jednak też moim zdaniem wcale nie dokonuje tutaj krytyki społecznej. A nie da się ukryć, że w “Dziejach grzechu” dobro i czystość człowieka (w tym wypadku kobiety) jest bezsprzecznie powiązana z dziewictwem i trochę śmieszy mnie cały ten ciąg przyczynowo-skutkowy, na jaki postawił Żeromski - tzn. tracisz dziewictwo bez ślubu z żonatym mężczyzną i od tego już tylko równia pochyła do dzieciobójstwa i prostytucji. Może Żeromski chciał pokazać, że pewne normy społeczne (często idiotyczne) potrafią zniszczyć życie zwykłych ludzi? Przez całą książkę czułam jednak, jakby Ewę dotykała karma za utratę czystości, podczas gdy mężczyźni, którzy sprowadzili ją na tę drogę nie ponoszą praktycznie żadnej odpowiedzialności.
zatracenia - awatar zatracenia
oceniła na66 miesięcy temu
Romans Teresy Hennert Zofia Nałkowska
Romans Teresy Hennert
Zofia Nałkowska
Ona jeszcze ładna, już niemłoda mężatka, z przeszłością, którą w dawniejszych czasach warto było dyskretnie odstawić jak szkielet do szafy. On - przystojny, dziarski oficer, nieco zblazowany, z jednej strony cyniczny, z drugiej - żarliwy. I miłość, która przychodzi nagle, zupełnie nie w porę i tak, że nie sposób się przed nią obronić. W tle inny romans - a właściwie miłostka antypatycznego, żonatego oficerka ze skłonnością do malwersacji, ze śliczną ale "diablo drogą" pracownicą pewnego biura. Oględnie mówiąc, żadna z tych miłosnych historii nie zakończy się happy endem. Wszystko rozgrywa się w realiach młodziutkiej Polski z początku lat dwudziestych XX wieku, w środowisku wyższych wojskowych i osób "z towarzystwa". I to tło społeczne wydaje się być ciekawsze niż sam wątek miłosny. Opisy towarzyskich spotkań, trosk i radości opisywanej klasy są całkiem interesującym obrazem epoki, zwłaszcza, że widzianym oczami pisarki - bezpośredniego świadka tych czasów. Nasz młody kraj nie wydaje się krainą mlekiem i miodem płynącą. Wielu wojskowych po wojnie idzie w odstawkę, ich pobory nie tylko nie wystarczają na wystawną reprezentację, ale czasem wręcz na skromne życie. Co nie zmienia faktu, że "oficeryje" nie chcą rezygnować z luksusowych przyjemności, niektórzy nawet kosztem wyprzedawania rodzinnych pamiątek i mebli. Czyżby Ojczyzna nie była w stanie odwdzięczyć się jej obrońcom? Sprawy socjalne innych grup społecznych również szorują po dnie, zupełnie jakby Polska uznała osiągnięcie upragnionej niepodległości za szczyt i kres swych celów. Mimo ciekawego kontekstu, książka mnie nie porwała i nie uwiodła. Nałkowska była przez długie lata niesłychanie wpływową osobą w różnych organizacjach związanych ze słowem pisanym. Jednak Jej twórczość zestarzała się raczej nieładnie. "Medaliony" to oczywiście ponadczasowy hit, ale to raczej ze względu na ich tematykę niż urodę narracji. Jeśli mam zwracać się do literatury sprzed II Wojny, wolę już Dołęgę lub Makuszyńskiego.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na61 rok temu
Wyzwolenie Stanisław Wyspiański
Wyzwolenie
Stanisław Wyspiański
Właściwą kontynuacją "Wesela" jest "Wyzwolenie". Chyba najbardziej niepokojący, najgłębszy i najtrudniejszy do interpretacji dramat Wyspiańskiego. Jego bohaterem jest Konrad z III części "Dziadów". Akcja toczy się w teatrze krakowskim, i na Wawelu, i w rzeczywistości i świecie wymyślonym. Wyspiański jest mistrzem łączenia różnych przestrzeni. Historia i rzeczywistość przenika się, przenika się nawet z istotami z innego świata. Postacie przychodzą z eposów Homera, antycznych tragedii, czy polskiej historii XIX wieku i swobodnie mieszają się z ludźmi żyjącymi w Krakowie "tu i teraz" (to znaczy czasów Wyspiańskiego). Stąd też pojawia się Konrad i chce się uwolnić. Przede wszystkim od samego... Mickiewicza. Ponieważ Wyspiański, mimo że karmi się romantyzmem, jest jednocześnie buntownikiem przeciwko niemu i burzycielem tradycji. Jak wskazuje sam tytuł, akcja koncentruje się właśnie na wyzwalaniu, próbach osiągnięcia samostanowienia. Najważniejszym aktem sztuki, a równocześnie najtrudniejszym jest akt II, czyli dialog Konrada z maskami. To są postacie, które pojawiają się w ukryciu, których twarzy nie widzimy, a które reprezentują różne grupy społeczne i pokusy. Na przykład pokusę zaangażowania politycznego. Ma to jeden cel: odciągnąć głównego bohatera od wyzwolenia. Konrad Wyspiańskiego jest inny od mickiewiczowskiego, któremu wystarczyła miłość, "cierpienie za miliony" i walka wewnętrzna. Ponieważ Konrad "Wyzwolenia" chce narzucać swoją wolę, chce być tyranem. Polska może być odbudowana tylko jako niepodległe państwo. To zupełnie nowy ton. Nie ma już przetrwania wewnętrznego (choćby w języku, jak chcieli tego romantycy). Trzeba się bić.
amadeuszowsky - awatar amadeuszowsky
ocenił na106 miesięcy temu
Humoreski z teki Worszyłły Henryk Sienkiewicz
Humoreski z teki Worszyłły
Henryk Sienkiewicz
Zawsze bardzo podobały mi się książki wydawane przez Ossolineum (Zakład Narodowy imienia Ossolińskich) ze względu na dużą ilość przypisów oraz przeważnie obszerny wstęp pomagający lepiej zrozumieć treść, autora, genezę napisanego dzieła i inne elementy składowe utworu literackiego. Ciągle były to atuty tego wydawnictwa. "Humoreski z teki Worszyłły" składały się z dwóch części – początkowo były to odrębne utwory, pierwszy "Nikt nie jest prorokiem między swymi" (przysłowie oparło się na fragmencie biblijnej Ewangelii według świętego Mateusza 13,57),a drugi "Dwie drogi". Te dziełka udały się Henrykowi Sienkiewiczowi bardzo dobrze (według mnie ukazał się jego talent),chociaż autor uważał je za kiepskie; spodobał mi się jego styl pisania, między innymi w sposób dowcipny pozostawiał czytelnikowi niektóre kwestie do domysłu. Narratorem był tytułowy Worszyłło – pisarz, początkujący literat. Sytuacje powodowały uśmiech na mojej twarzy. Ciekawie ujmował uczucia, przykładowo Lucy myślała "że Wilk jest pięknym mężczyzną, a czuła, że wzburzone nerwy dobrze koją się pocałunkami". Gra słów i barwne opisy wydarzeń stworzyły inteligentną kompozycję dającą powód do zastanowienia się nad nimi. Żartobliwy charakter treści podwyższał walor artystyczny "Humoresek z teki Worszyłły". Bohater pierwszej humoreski pt. "Nikt nie jest prorokiem między swymi" Wilk Garbowiecki opuścił miasto, by zamieszkać na wsi. Tam uprawiał rolę, uczył chłopów głównie czytania i pisania. Taką nałożył sobie misję. Według opowiadania wieśniacy byli bardzo pobożni – to miało bardzo dobry wpływ na ich moralność. Henryk Sienkiewicz odzwierciedlił pozytywistyczne inicjatywy (poprzez zaznaczenie nierówności stanowych; skierowanie uwagi na lud, uważając że był bardziej cnotliwy niż szlachta; obnażenie przywar obyczajowych; w drugiej humoresce pt. "Dwie drogi" Jan Złotopolski chociaż biedny, ale szlachcic!). Opowiadanie "Dwie drogi" za wcześnie się skończyło. Zapewne Henryk Sienkiewicz uznał, że najważniejsze sprawy zostały poruszone i może pozostawić czytelnika w zadumie.
Miłośnik-Książek - awatar Miłośnik-Książek
ocenił na93 lata temu

Cytaty z książki Meir Ezofowicz t.2

Więcej

Ludzkie oczy mówią czasem gorsze rzeczy jak usta

Ludzkie oczy mówią czasem gorsze rzeczy jak usta

Eliza Orzeszkowa Meir Ezofowicz Zobacz więcej

- Jeżeli to nie twój i nie mój interes, to na co my mamy o nim mówić!

- Jeżeli to nie twój i nie mój interes, to na co my mamy o nim mówić!

Eliza Orzeszkowa Meir Ezofowicz Zobacz więcej

On uczony jest, ale - bardzo głupi! ... - A jak to może być, żeby człowiek uczonym był i razem głupim?

On uczony jest, ale - bardzo głupi! ... - A jak to może być, żeby człowiek uczonym był i razem głupim?

Eliza Orzeszkowa Meir Ezofowicz Zobacz więcej
Więcej