Wszechświat w lustrzanym odbiciu. Jak ukryte symetrie kształtują naszą rzeczywistość

Okładka książki Wszechświat w lustrzanym odbiciu. Jak ukryte symetrie kształtują naszą rzeczywistość autorstwa Dave Goldberg
Okładka książki Wszechświat w lustrzanym odbiciu. Jak ukryte symetrie kształtują naszą rzeczywistość autorstwa Dave Goldberg
Dave Goldberg Wydawnictwo: Prószyński i S-ka popularnonaukowa
392 str. 6 godz. 32 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Universe in the Rearview Mirror. How Hidden Symmetries Shape Reality
Data wydania:
2015-07-28
Data 1. wyd. pol.:
2015-07-28
Liczba stron:
392
Czas czytania
6 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380690448
Tłumacz:
Sławomir Kupisz
Po pełnej wyrafinowanego poczucia humoru, pouczającej książce „Jak przetrwać wśród czarnych dziur”, obdarzony niezwykłym talentem fizyk, Dave Goldberg zajmuje się, by zająć się fundamentalnym tematem symetrii. I tym razem autor dowodzi, że w pełni zasługuje na porównanie do słynnego popularyzatora nauki Carla Sagana. Łącząc humor z rzetelną wiedzą i głęboką refleksją nad naturą rzeczywistości, Goldberg prowadzi z czytelnikiem nadzwyczaj ciekawą dyskusję, wprowadzając go krok po kroku w zawiłości jednej z najbardziej błyskotliwych koncepcji fizycznych i pokazując, w jakiś sposób symetrie kształtują cały nasz Wszechświat.
Średnia ocen
7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wszechświat w lustrzanym odbiciu. Jak ukryte symetrie kształtują naszą rzeczywistość w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wszechświat w lustrzanym odbiciu. Jak ukryte symetrie kształtują naszą rzeczywistość

Średnia ocen
7,1 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Wszechświat w lustrzanym odbiciu. Jak ukryte symetrie kształtują naszą rzeczywistość

Sortuj:
avatar
126
42

Na półkach: ,

Z odrobiną dystansu o kwantowym świecie. Książka (nie tylko) dla laików dzięki obszernemu omówieniu podstaw i za sprawą przystępnego języka. Osoby zapoznane z tematem również znajdą coś dla siebie - pewnie przede wszystkim spojrzenie przez pryzmat tytułowej symetrii (i jej braku).

Z odrobiną dystansu o kwantowym świecie. Książka (nie tylko) dla laików dzięki obszernemu omówieniu podstaw i za sprawą przystępnego języka. Osoby zapoznane z tematem również znajdą coś dla siebie - pewnie przede wszystkim spojrzenie przez pryzmat tytułowej symetrii (i jej braku).

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
416
217

Na półkach: , , ,

Ciekawa i luźnie napisana książka z wieloma (suchymi) żartami. Jak zwykle w takich książkach, wraz z kolejnymi rozdziałami, autor w coraz mniejszym stopniu dotyka głównego tematu książki (dużo miejsca poświęcone jest GUT, Einsteinowskich OTW i STW czy modelowi standardowemu).

Ciekawa i luźnie napisana książka z wieloma (suchymi) żartami. Jak zwykle w takich książkach, wraz z kolejnymi rozdziałami, autor w coraz mniejszym stopniu dotyka głównego tematu książki (dużo miejsca poświęcone jest GUT, Einsteinowskich OTW i STW czy modelowi standardowemu).

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
627
320

Na półkach: ,

http://duzeka.pl/catalog_more/id/1424

Pomimo wiary w sensowność nauk humanistycznych czuję się czasami gorsza od tych, którzy potrafią połapać się w ścisłych teoriach. Zazdroszczę fizykom, matematykom, chemikom i wszystkim wielkim mózgom tego świata. Ale nie zamierzam się poddawać. Po "Jeszcze krótszej historii czasu" Stephena Hawkinga i Leonarda Mlodinowa postanowiłam sięgnąć po "Wszechświat w lustrzanym odbiciu" Dave'a Goldberga. Bynajmniej dlatego, by poszerzyć swoją wiedzę. Raczej, by zrozumieć tę zgromadzoną podczas poprzedniej lektury.

Zgodnie z tytułem, grafikę okładki stanowi zduplikowany obraz fragmentu kosmosu (mam nadzieję, że nie mylę się tutaj w nazewnictwie i jakiś umysł ścisły nie podśmiewa się ze mnie pod nosem albo, co gorsza, w głos). Czcionka napisów jest prosta, jasna, doskonale widoczna na ciemnogranatowym tle. Wydaje się też nieco w starym stylu, jak podręczniki używane kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat wcześniej.

Zawartość jednak z pewnością przestarzała nie jest. Dave Goldberg co prawda prowadzi czytelnika aż od teorii starogreckich, ale jednak skupia się przede wszystkim na tym, co już potwierdzono bądź ma nadzieję niedługo się potwierdzić. Zgodnie z podtytułem ("Jak ukryte symetrie kształtują naszą rzeczywistość") autor skupia się przede wszystkim na motywie symetrii , odnajdując je w znacznej większości fizycznych definicji. Jak się okazuje wcale nie zawęża to materiału badawczego. Symetria bowiem czai się wszędzie.

Po przeczytaniu "Jeszcze krótszej historii czasu" wydawało mi się, że coś już wiem. Bardzo szybko okazało się, że jestem w błędzie. Goldberg bowiem nierzadko tłumaczy te same teorie, które tłumaczyli w swojej książce Hawking i Mlodinow, jednak innymi słowami i nierzadko na innych przykładach. Efekt tego jest dla mnie jako czytelnika i laika dwojaki - z jednej strony zrozumiałam część z tego, czego nie pojmowałam; z drugiej zaś dotarło do mnie, że to, co wydawało mi się jasne, jest dużo bardziej skomplikowane (i jednak tego nie rozumiem). Aż strach pomyśleć, co będzie, gdy przeczytam kolejną książkę, której autor podejmuje się wytłumaczenia zawiłości fizyki humanistom (między innymi).

Zamierzam trzymać się porównań "Wszechświata w lustrzanym odbiciu" do "Jeszcze krótszej historii czasu", choćby dlatego, że nie potrafiłabym tej książki porównać do żadnej innej (bo żadnej innej podobnej nie znam),a poza tym, to właśnie dzieło Hawkinga przetarło zbliżonym tematycznie lekturom szlak. A przetarło dzięki czemu? Dzięki humorowi i uproszczonemu językowi. Tutaj przyznać muszę, że sposób opowiadania Goldberga przypadł mi do gustu bardziej. Autor stara się wykładać wszystko możliwie obrazowo, wymyśla nierzadko dziwne i zabawne przykłady lub sięga do popkulturowych wizji, by wytknąć im błędy lub usprawnić pomysły twórców science fiction. Najważniejsze jednak jest to, że stara się podejść do problemu fizyki z humorem.

Humorem, trzeba to napisać, bardzo specyficznym. Nie określiłabym go jako dowcipu "na siłę", jednak z pewnością Goldberg słynnym komikiem nie zostanie. Początkowo wydawało mi się nawet, że mógłby konkurować w rywalizacji ze Strasburgerem. Ale może była to jakaś metoda? Wkrótce przyzwyczaiłam się do dziwacznego poczucia humoru autora, który większość swoich żartów opiera na "Star Treku", "Alicji w Krainie Czarów", "Lochach i smokach" oraz ogromie autokomentarzy. Jeżeli znacie stereotypowy obraz geeka wytykanego w liceum palcami, to tak mniej więcej w swoim sposobie pisania prezentuje się Goldberg.

Chociaż autor wyraźnie dwoi się i troi, żeby było zabawnie, klarownie, jasno i przejrzyście, to kiedy przechodzi od dowcipkowania do wykładania zasadniczej wiedzy, zaczyna robić się poważnie. Chociaż bardzo chciałabym skłamać, że zrozumiałam choćby jedną czwartą z tych skomplikowanych fizycznych definicji i wywodów, to muszę przyznać, że większość pozostała dla mnie czarną magią. Nie zmienia to jednak faktu, że śledziłam tekst zafascynowana. Być może nawet bardziej zafascynowana osnutą wciąż tajemniczą i niezrozumiałą wiedzą, niż gdybym pojęła sekrety fizycznego świata. Jakkolwiek częste propozycje Goldberga, by błyskać w towarzystwie zdobytymi informacjami i pokręconymi nazwami, pozostaną najpewniej niezrealizowane. Bo co z tego, że zapamiętałam takie hasła, jak: słaby izospin, fermion czy spagetyfikacja, skoro za żadne skarby nie potrafiłabym ich wyjaśnić?

Tak jak "Jeszcze krótszą historię czasu", tak i "Wszechświat w lustrzanym odbiciu" polecam tym, którzy w szkole z fizyki mieli piątki. Ze smutkiem muszę przyznać, że cała reszta może skomplikowania prezentowanego przez Goldberga świata nie pojąć. Jeżeli się jednak uprzecie - jak ja - to wciąż będziecie świetnie się bawić, śledząc nietypowe poczucie humoru autora i radując się za każdym razem, gdy wyda się Wam, że pojęliście coś chociaż w najmniejszym ułamku. Osobiście nie tracę wiary, że kiedyś przyswoję nieco więcej i wszystkie te kwarki czy teorie strun staną się wreszcie jasne.

http://duzeka.pl/catalog_more/id/1424

Pomimo wiary w sensowność nauk humanistycznych czuję się czasami gorsza od tych, którzy potrafią połapać się w ścisłych teoriach. Zazdroszczę fizykom, matematykom, chemikom i wszystkim wielkim mózgom tego świata. Ale nie zamierzam się poddawać. Po "Jeszcze krótszej historii czasu" Stephena Hawkinga i Leonarda Mlodinowa postanowiłam...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

95 użytkowników ma tytuł Wszechświat w lustrzanym odbiciu. Jak ukryte symetrie kształtują naszą rzeczywistość na półkach głównych
  • 59
  • 30
  • 6
27 użytkowników ma tytuł Wszechświat w lustrzanym odbiciu. Jak ukryte symetrie kształtują naszą rzeczywistość na półkach dodatkowych
  • 19
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wszechświat w lustrzanym odbiciu. Jak ukryte symetrie kształtują naszą rzeczywistość

Inne książki autora

Dave Goldberg
Dave Goldberg
Jest profesorem fizyki na Drexel University. Specjalizuje się w dziedzinie kosmologii teoretycznej oraz obserwacyjnej. Doktorat z astrofizyki uzyskał na Uniwersytecie Princeton.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Wszechświat w lustrzanym odbiciu. Jak ukryte symetrie kształtują naszą rzeczywistość przeczytali również

Dalej niż boska cząstka Leon Lederman
Dalej niż boska cząstka
Leon Lederman Christopher Hill
W 1996 roku opublikowana została książka wyjątkowa - "Boska cząstka. Jeśli Wszechświat jest odpowiedzią, jak brzmi pytanie?", pióra Leona Ledermana i Dicka Teresiego. 4 VII. 2012 roku zespół naukowców pracujących w Wielkim Zderzaczu Hadronów ogłosił odkrycie długo poszukiwanego bozonu Higgsa. Co przyniosło to odkrycie? Jakie rodzi pytania? Nad tym zastanowiło się dwóch wybitnych fizyków, podejmując temat tam, gdzie jeden z autorów, Leon M. Lederman zakończył swój słynny bestseller "Boska cząstka". Profesor Illinois Institute of Technology – złotousty Leon Max Lederman to noblista, odkrywca neutrina mionowego. Christopher T. Hill jest fizykiem teoretykiem, byłym szefem Wydziału Fizyki Teoretycznej w Fermilabie. Autorzy, momentami w żartobliwy sposób przedstawiają kluczowe problemy, które wiodą naukowców w głąb samej istoty natury, np. istotę masy i jej wpływ na konkretne ukształtowanie rzeczywistości. Leon M. Lederman nie zawraca sobie głowy podstawami fizyki, nie trudzi się wyjaśnieniami dla niego i fizyków oczywistymi, przechodząc do poszczególnych problemów, dlatego pewną wiedzę o wszechświecie trzeba posiadać, by zgłębiać publikację ze zrozumieniem. Nie raz, i nie dwa musiałam szperać po sieci szukając wytłumaczenia zawiłości wielu zagadnień. Podobno też pod względem bozonu Higgsa, książka jest już nieaktualna (od 2012). Czytałam "Boską cząstkę" fragmentami, i była zabawniejsza (jak np. wyimaginowane dysputy między filozofami),bardziej przystępna od kontynuacji - brak jej lekkości stylu, jest większa hermetyczność. Nudne są też użalania autorów na temat finansów i porzuconych projektów (m.in. upadek planu budowy SSC). Poleciłabym wyłącznie wielkim fanom Nauki. Oraz osobom cierpiącym na bezsenność, na pewno docenią takie fragmenty: "cząstki to wzbudzenia stanu próżni kwantowej, które nabywają masę w wyniku dwóch procesów - oscylacji sprzęgającej je z polem Higgsa oraz swobody asymptotycznej oddziaływań kolorowych kwarków i gluonów’". 😉
Melissa Tygrys - awatar Melissa Tygrys
ocenił na62 lata temu
Ciemna strona wszechświata Richard Panek
Ciemna strona wszechświata
Richard Panek
Czytając opinie o tej książce widać dużo rozczarowań, szczególnie adresowanych do tego, że książka jest pisana przez dziennikarza, a nie naukowca, czy popularyzatora nauki. Nie widziałem większej bzdury. Książka może nie jest stricte popularnonaukowa, nie opisuje konkretnego odkrycia, czy dziedziny nauki, opisuje za to historię odkryć prowadzących do odkrycia (o ile można tak to nazwać) ciemnej energii i materii. Nie wiem, jakie wydania czytali poprzednicy, ale na moim jasno na okładce pisze "historia odkrycia". A teraz odnośnie samej książki. Oczywiście widać, że jest to utwór pisany przez dziennikarza. Książka ma strukturę bardziej reportażu, czy relacji, gdzie poza samym przedmiotem w postaci poszczególnych odkryć i doświadczeń dużą wagę przywiązuje się do tego kto, gdzie, w jakich warunkach i dlaczego coś zrobił. I jeżeli patrzeć na nią przez pryzmat tego, książka spełnia wszystkie warunki, żeby nazwać ją książką popularnonaukową. Jeżeli chodzi o sam przedmiot, czyli prace prowadzące do samego odkrycia ciemnej energii i materii, to dla mnie, jako osoby interesującej się fizyką cząstek... było dosyć nudnawo. Większa część książki opowiada o mozolnych obserwacjach supernowych, co doświadczalnie jest może ciekawe, ale wg mnie nie jest to wdzięczny temat do opisywania. Niemniej książka warta polecenia, a dla ludzi interesujących się astronomią czy astrofizyką tym bardziej.
Hubert Lewiński - awatar Hubert Lewiński
ocenił na712 lat temu
Pożegnanie z rzeczywistością. Jak współczesna fizyka odchodzi od poszukiwania naukowej prawdy Jim Baggott
Pożegnanie z rzeczywistością. Jak współczesna fizyka odchodzi od poszukiwania naukowej prawdy
Jim Baggott
W "Pożegnaniu z rzeczywistością" Jima Baggotta dominują dla mnie dwa smaki, słodki i gorzki. Stąd jestem niezadowolony z własnej oceny. Najchętniej osobno oceniłbym dwie części- jedną źle, drugą wręcz przeciwnie. Ale po kolei. Główną tezą autora jest przekonanie o chorobie trapiącej dwudziestowieczną fizykę teoretyczną, szczególnie po drugiej wojnie światowej. Chodzi o tytułowe oderwanie się teoretyków od doświadczalnego procesu weryfikacji modeli i przecenianie wagi wyników własnych wyliczeń. W popularno-naukowych publikacjach wydawanych w ciągu ostatnich lat w Polsce brakuje prosto podanej metodologii uprawiania fizyki. Baggottowi należy się pochwała właśnie za poświęcenie dużo miejsca na opis, czym jest realność, fakt naukowy, teoria, wiarygodność i testowalność (str. 26-46). Moje narzekania zacznę od wyliczenia ewidentnych błędów i nieścisłości. Na stronie 109 pojawia się, do opisu oddziaływań słabych, pojęcie QFD (zapewne Quantum Flavor Dynamics) jakoby przez analogię do QED i QCD (Quantum Elctro i Chromo Dynamics),które są stosowane do pól elektromagnetycznych i gluonowych. Jednak QFD w literaturze raczej się nie pojawia. Szkoda tworzyć niepotrzebne byty w głowach laików. W modelach kosmologicznych zakłada się m.in. jednorodność, ale nie jak chce autor na poziomie gwiazd (str. 157). Jednorodność dotyczy materii (galaktyki są traktowane jak punkty) na dostatecznie dużych obszarach, która jest identyczna ze względu na rozkład i ruch (skala gwiazdowa w opisach kosmologicznych nigdy nie jest brana pod uwagę). W tabelce z masami leptonów i kwarków pojawia się masa cząstek w odniesieniu do masy protonu. Takiego opisu się nie stosuje. To tylko liczby, ale lepiej nie wywarzać otwartych drzwi i stosować MeV. Ponadto liczby odnośnie kwarków są po prostu błędne (na przykład kwark t ma masę ok. 184 mas protonu a nie 1,84 ). Jednak najpoważniejsze zastrzeżenia mam do zastosowanych metod prezentacji współczesnej fizyki i kosmologii. Mój zarzut dotyczy właściwie większości popularno-naukowych książek tłumaczonych na polski w ostatnim ćwierćwieczu. Jeżeli odbiorca takich książek jest ktokolwiek, to po co wprowadzać subtelny efekt wleczenia układu inercjalnego (str. 137-138),poprawek radiacyjnych i renormalizacji bez dotykalnych analogii (str. 91,186),swobodę asymptotyczną (str. 108-109). Zawsze mnie zastanawia, czemu w książkach popularnych umieszcza się przykład rozmaitości Calabiego-Yau (str. 251),czyli obiektu 6-wymiarowego, i to zawsze tego samego (choć jest ich 10e500). To nic nie dodaje do poglądowości. O błędnej dydaktyce w książkach popularnych można napisać druga książkę. Nie godzę się na taką popularyzację. Teoria SUSY, multiświat, nierówność Bella, pola Higgsa, itd. to pojęcia trudne i ich stosowanie w takich publikacjach wymaga więcej, niż tylko wymienienia, że coś takiego jest. Aby nie wyjść na kompletnego negatora wszystkiego, polecam na przykład książkę jednego z twórców swobody asymptotycznej, noblisty Franka Wilczka i jego żony Betsy Devine "W poszukiwaniu harmonii", gdzie od zera wyprowadzony jest Model Standardowy cząstek elementarnych i ich własności. Jasno i bez pamięciowej wyliczanki. Baggott zebrał burzę z wiatru zasianego przez wielu autorów (Green, Kaku, Barrow, i wielu innych). Jednak książka ta zasługuje na przeczytanie, bo dotyka poważnego problemu i pytania o związek obliczeń teoretycznych z realną fizycznością. Ile z tego, co robią współcześnie fizycy matematyczni ma przełożenie na świat realny? To jest temat dyskusyjny. Nie ze wszystkim z autorem się zgadzam, ale dyskusja jest potrzebna. Autor wspomina, że fizycy piszą książki, aby się sprzedały. Ponadto marketing tego typu literatury kurczowo trzyma się zasady, że każdy wzór zmniejszy nakład o połowę (to słowa wydawcy legendarnej "Krótkiej historii czasu" Hawkinga). Oczywiście nie zgadzam się z tym, bo czasem wzór jest po prostu lepszy niż mętny opis. Dajmy ludziom szanse na oswajanie się z formalnym ilościowym opisem! Podsumowując, za powielanie anty-dydaktycznych schematów w opisie współczesnej fizyki daje 5, a za poruszenie problematyki rzeczywistości i istoty nauki dam 9. W sumie wychodzi arytmetyczne 7.
Carmel - awatar Carmel
ocenił na79 lat temu
Dlaczego E=mc²? (i dlaczego powinno nas to obchodzić) Brian Cox
Dlaczego E=mc²? (i dlaczego powinno nas to obchodzić)
Brian Cox Jeff Forshaw
Masa jako forma energii. Przedyskutowanie poważnych koncepcji prostym językiem, jakby przy okazji pop-kulturowego wzoru, to duży atut. Pojęcie niezmienniczości praw fizyki wynikającej z symetrii tych praw pod wpływem transformacji, to niepokojąco hermetyczna zbitka słowna za którą można schować do pewnego stopnia intuicyjną i oczywistą obserwację o świecie. Podstawową wartością książki „Dlaczego E=mc2 ?(i dlaczego powinno nas to obchodzić)” jest powiązanie głębokiej relacji słynnego wzoru Einsteina z podstawową procedurą ‘pracy fizyki z rzeczywistością’. Dwóch profesorów Brian Cox i Jeff Forshaw 2/3 książki oparli na nowatorskiej koncepcji dydaktycznej, by pod koniec pójść nieco na łatwiznę i w typowy (dla popularyzatorów nauki) sposób dokleić do tematu kilka faktów ze świata cząstek elementarnych. Zupełnie szczerze i z pełnym przekonaniem mogę napisać, że pozornie efekciarskie użycie we wstępie słów ‘niezmienniczość’, ‘symetria’ i ‘transformacja’ jest przemyślane, adekwatne i w świetle treści książki uzasadnione. Najważniejsze, że po jej lekturze każdy te trudne pojęcia zrozumie, wpisze w istotę pracy fizyków i mimowolnie pogłębi prywatne rozumienie relacji między modelem a rzeczywistością. Słynny wzór Einsteina jest swoistą emanacją uniwersalnego procesu poszukiwania ogólnych zasad, które opisują skomplikowanie świata. Szukanie istoty (równocześnie spadające z tej samej wysokości i piórko i młotek uderzą o grunt w tym samym momencie, jeśli uda się wyeliminować opory powietrza otwiera drzwi do wielu kluczowych myśli – od mechanizmu oporu po prawa grawitacji) wymaga dociekliwości, odwagi, pomijania nieistotnych elementów i sprytu w łączeniu czasem odległych koncepcyjnie faktów. W szkole katowani zadaniami: ‘pociąg jedzie … z peronu obserwuje … spada kamień’ zbyt często nie dostrzegają w tym procesie edukacji sensu. Z rożnych powodów uzyskują co najwyżej eklektyczny obraz nieżyciowego świata nauki. Sam wzór Einsteina co najwyżej ląduje na koszulce jako totem czy fajny detal. Cox i Forshaw subtelnie, z konsekwencją i zaangażowaniem ‘układają w odpowiednie przegrody’ wiele pojęć i koncepcji, które pozwoliły w XX wieku dodać głębi fizycznemu rozumieniu świata. Struktura czasu i przestrzeni nabiera w ich opisie odświeżającej formy. Zaprezentowane przy okazji wyprowadzenie i podstawy szczególnej teorii względności, jakby niespodziewanie objawiają się czytelnikowi jako wartość dodana. Okresowe rekapitulacje poznanych właśnie idei, czasem żartobliwie ale zawsze świadomie, pozycjonują myśli odbiorcy: „Absolutny ruch jest trudny do wykrycia, gdyż po prostu nie istnieje.” (str. 23) „Widzisz otaczający cię świat, ponieważ pole elektromagnetyczne Maxwella pokonuje ciemność i dociera do twoich oczu z prędkością, którą można wyznaczyć, korzystając jedynie ze zwoju drutu i magnesu” (str. 37) Przez te pierwsze 2/3 książki autorzy są precyzyjni, poglądowi, autentyczni w pasji i otwarci na budowanie przekonania w czytelniku o potrzebie niezgody na utrwalone uproszczenia, przesądy i całe ‘życiowe doświadczenie’. Ziemia jest płaska, wszystko na niebie kręci się wokół niej, zawsze i wszędzie sekunda jest dla każdego tym samym, a metr to metr na każdej linijce; no i masa to kawałek czegoś, co na wadze ma tyle a tyle gramów. Proces prostowania nieprawd, etykietowania sądów przypisami ograniczającymi ich stosowanie czy dostrzeganie prawidłowości nieoczywistych, to walka z wielopoziomowym oporem. Profesorowie zapraszają nas do uczestnictwa w niełatwym wysiłku cywilizacyjnym (str. 42): „Przeciwstawienie się naturalnemu przywiązaniu do koncepcji czasu absolutnego jest dziś dla nas tak samo trudne, jak było dla dziewiętnastowiecznych naukowców. Mamy bardzo silne intuicje przekonanie o istnieniu czasu absolutnego i przestrzeni absolutnej, którego nie jest ławo się pozbyć.” Ponieważ musiałbym wyróżnić w zasadzie każdą dydaktyczną koncepcję, zaprezentowaną ideę, obserwację świata, które w swojej wielopostaciowości przybliżają nas do zrozumienia tytułowego wzoru, to podam hasłowo kilka wyjątkowo trafnych. Koncepcja względności pomiaru (str. 68-71),intuicyjny sens tzw. linii geodezyjnej (str. 74),genialne w prostocie powiązanie zasady przyczynowości z interwałem czasoprzestrzennym (str. 85) i głębokie związki braku masy fotonów z niezmienniczością (str. 134-135) to ‘top listy przebojów’. Najlepsze w książce jest to, że każde z tych pojęć jest podane drobiazgowej i czytelnej dla każdego analizie. Czasem tylko wypada coś przeczytać dwa razy. Wstydem nie jest zadeklarować ‘nie rozumiem’, szczególnie gdy pewne nieczytelne dla nas treści dotyczą oswojonej rzeczywistości. W XX wieku Einstein dokonał rewolucji na wielu poziomach, które dotykają nas wprost (nie tylko poprzez oczywistość wyprodukowanej bomby atomowej czy dokładność dziania systemu GPS) i sprowadzają nawet najświatlejsze umysły do uśrednionej ludzkiej ignorancji (str. 132): „Przed Einsteinem nikomu się nie śniło, że masa może ulec zniszczeniu i przekształcić się w energię, gdyż masa i energia wydawały się całkowici odrębnymi wielkościami.” Ponieważ ostatnie dwa rozdziały są zaledwie dobre poprzez wpisanie się w dominujący sposób opowiadania o nauce, to tylko wspomnę czego dotyczą. Zbierają one konsekwencje przepracowanych wcześniej przez Coxa i Forshawa myśli. W języku cząstek elementarnych dostajemy w nich kilka obserwacji o mikroświecie. Choć mechanika kwantowa się nie pojawia wprost, to jest zupełnie ‘barokowa miniaturka’ zbierająca całe zaawansowanie matematyczne uniwersum fizyki fundamentalnej. Chodzi o wzór na energię układu w ramach tzw. Modelu Standardowego. Nie będę gorszy od autorów i go wkleję dla przestrogi (jak się dzieci niepotrzebnie straszyło czasem potworami z szafy)(*): <tu powinien się pojawić obrazek z zawiłym wzorem z książki, który chyba nie mam szans dodać> Nawet nie chodzi o konwencję sumacyjną tensorów czy pochodne cząstkowe czterowektorów, bo to najprostsze elementy całego obrazu. Oczywiście profesorowie umieścili te symbole bez wielkich oczekiwań wyjaśnienia ich zawiłości. Choć kilka elementów opisali prostymi słowami. W tym końcowym fragmencie zabrakło fundamentalnej procesowej głębi, która wcześniej urzekała czytelnika analizami. Zbyt dużo tu elementów, które trzeba brać na wiarę. „Dlaczego E=mc2 ?” to połączenie narracji wybitnej z dobrą. Pierwsza jest skrojona na możliwości każdego, kto nie ma specjalnego przygotowania z fizyki, ale chce zrozumieć słynny wzór – skąd się wziął, co oznacza i jak należy go czytać. Druga pozostaje nieco odstrojona od tej lepszej części. Opowiada o równie ważnych rzeczach, ale językiem rezygnującym z pełnego intelektualnego kontaktu z czytelnikiem. Wciąż to poglądowy tekst, ale zbyt skrótowy w opisach i treścią nieco inny. Chociażby pojawia się pod koniec zbyt dużo tzw. grafów Feynmana, które świetnie tłumaczą interakcje cząstek, ale tu ilościowo nie pasują. W całym tekście grafiki są skupione na ich wyjaśniającej warstwie – są tam, gdzie trzeba. Wzory (poza tym skomplikowanym monstrum) są prezentowane nienachlanie. Ich zaawansowanie jest na poziomie matematyki szkolnej. Całe piękno przekazu tkwi w umiejętności autorów w prezentowaniu głębokich myśli, które powinny walczyć z naszymi uprzedzeniami w relacjach z przyrodą, a które pielęgnujemy przez całe życie. Poza tym Cox i Forshaw w argumentacji prowadzącej do wzoru Einsteina trzymają się ścisłości w tym sensie, że kluczowe w procesie poznawczym zjawiska nie pozostawiają niedomówień. Jeśli ważny element nie może być wytłumaczony (z racji jego zaawansowania),to jasno ten fakt komunikują. Stąd ich książka jest domknięta w prezentowanej treści. Czytelnikowi oferuje zbiór zasad, który na strukturze rzeczywistości, tak jak widzą ją fizycy, buduje zrozumienie. BARDZO DOBRE – 8/10 (średnia z 9/10 i 7/10) ======= * Moje rozmyte zdjęcie ze 165 strony książki. @Cox & Forshaw
Carmel - awatar Carmel
ocenił na89 miesięcy temu
Zagadka nieskończoności. Kwantowa teoria pola. Na tropach porządku Wszechświata Frank Close
Zagadka nieskończoności. Kwantowa teoria pola. Na tropach porządku Wszechświata
Frank Close
XX-wieczną fizykę ukształtowały dwie wizje opisu rzeczywistości. Pierwszą była teoria względności, drugą kwantowa teoria mikroświata. Badacze tego drugiego filara współczesnej fizyki szybko natrafili na kłopotliwą przeszkodę - nieskończoność. Świat matematyki zbudowany jest na tym pojęciu, jednak żadna spójna koncepcja świata testowalnego eksperymentalnie nie może na nim bazować. Jest 'złem wcielonym' w ilościowym opisie przyrody. Piękna mechanika kwantowa szybko okazała się prowadzić do takich osobliwości - równania elektrodynamiki kwantowej (QED) dawały nieskończoności. W środowisko fizyków wkradło się podenerwowanie. Za ten zamęt odpowiadała zasada nieoznaczoności Heisenberga, która dopuszcza 'pożyczanie' energii z próżni na krótki czas, prowadząc do buzowania przestrzeni pojawiającymi się efemerycznymi cząstkami, które jak 'króliki z kapelusza' tworzą pianę kwantową. Paul Dirac stworzył QED, Oppenheimer wykazał istnienie problemu nieskończoności. Zaczął się wyścig z czasem by jak najszybszej zlikwidować przeszkodę (str. 40-50) . Fizyka fundamentalna potrzebowała renormalizacji, czyli mechanizmu wyrugowania okropnych nieskończoności z równań. Od 1929 roku temu zajęciu oddali się najwięksi fizycy - Dirac, Feynman, Schwinger, Dyson,Weinberg, Wilczek, Higgs i wielu innych. Frank Close, jednocześnie biorąc udział w tym procesie, pokusił się o spisanie historii zmagań naukowców z tym problemem na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci. Jego "Zagadka nieskończoności. Kwantowa teoria pola na tropie porządku Wszechświata" zdaje relację z pasji, goryczy porażki, frustracji, zakulisowych zabiegów o nominację noblowską, debat i dyskusji o pierwszeństwo w osiągniętym sukcesie. Świat fizyków okazuje się co najmniej tak naładowany emocjami, jak próżnia wirtualnymi cząstkami. Książka stawia kilka wymagań czytelnikowi, który musi się przede wszystkim liczyć z poświęceniem czasu na zrozumienie fragmentów trudniejszych, bo tak naprawdę one są osią narracji (nie warto trudniejszych partii pomijać). Close operuje fachowym słownictwem, choć te najtrudniejsze i niezbędne w wywodzie pojęcia wyjaśnia ciekawie i nieszablonowo. Dowiadujemy się, czym jest renormalizacja QED i tzw. grafy Feynmana, które pozwalają pozbyć się nieskończoności (str.. 74-84) . Pokazuje czym jest spontaniczne łamanie symetrii, które odpowiada za masy bozonów i krótki zasięg sił jądrowych, czyli w efekcie umożliwia ono istnienie atomów i życie ziemskie (str. 154-172,215). Opisuje mechanizm Higgsa i bozon Higgsa (str. 204-212),które na chwilę pojawiły się nawet na pierwszych strony gazet w 2012, gdy w CERN-ie potwierdzono eksperymentalnie teoretyczne ustalenia sprzed ponad 40-tu laty. Tłumaczy, czemu w fizyce tak ważna jest potrzeba unifikacji sił, czemu nadbudowy matematycznej dostarcza potężna teoria Yanga-Millsa (str. 100-109) . Pokazuje jak teoretycy, uzbrojeni w ołówek i kartkę, opierając się na poczuciu piękna i symetrii praw, byli w stanie stworzyć opis zjawisk fundamentalnych, który z dokładnością do miliardowych części potwierdziły późniejsze eksperymenty w akceleratorach. Czytelnika, który nie śledzi rozwoju współczesnej fizyki, może zaciekawić fakt, że wielokrotnie w historii o sławie decydowały pojedyncze dni czy szybkość działania poczty (kto pierwszy opublikuje, ten będzie w panteonie sław). Close unaocznia, jak czasem niewiele brakowało, aby nazwy pewnych zjawisk były w podręcznikach sygnowane innymi nazwiskami. Pokazuje, jak w chwilach przełomu napięcia związane z potencjalnym sukcesem nakręcały spiralę sportowej rywalizacji. Niezmiernie ciekawie Close opisał zderzenia wielkich osobowości: nonszalanckiego Feynmana i sztywnego Schwingera, przyjaciół Veltmana i t'Hoofta, których zażyłość zakończyła się chłodno, buńczucznego Gell-Manna i dociekliwego Weinberga, zamkniętego w sobie dziwaka Warda czy potrzebującego autopromocji Salama. Sama jesień 1979, przed ogłoszeniem kolejnych Nagród Nobla, kiedy wyczekiwano przyznania jej za unifikację oddziaływań elektromagnetycznych i słabych, opisana szczegółowo pokazuje ciekawie mechanizmy lobbingu (str. 343-347). Podobne napięcie panowało w 2012, kiedy odkrycie bozonu Higgsa, po 45 latach od jego przewidzenia, 'wisiało w powietrzu' od tygodni, a wyniki starano się trzymać w tajemnicy dla dobra badań (str. 415-426). Kandydatów było z reguły dużo, a nagroda przyznawana jest co najwyżej trzem. Kto wygra? Czemu odrzucono wkład niektórych, czy ostateczny werdykt był słuszny? Wielu genialnych teoretyków, najbardziej pożądanego wyróżnienia naukowego nigdy nie dostało - Freeman Dyson, Sidney Coleman, John Ward czy James Bjorken. Wszystko to jest przedmiotem analiz autora. W szczególności opisuje 'wyścigi' o nagrodę z lat 1965, 1979, 1999, 2004 kiedy przyznawano ją bohaterom książki. Ostatni Nobel przyznany za badania opisane w książce, honorujący wyjaśnienie mechanizmu Higgsa, rozdano już po jej publikacji, w 2013. Autor poprawnie przewidział laureatów (str. 429). Wyjątkowość publikacji Close tkwi w niespotykanym na rynku prac popularno-naukowych podejściu do tematu. Jest sporo książek opisujących mechanikę kwantową, teorię cząstek elementarnych, kwarki itd. Z reguły preferuję unikanie wątków biograficznych w pracach dotyczących popularyzacji nauki. Uważam, że opis aktualnego rozumienia świata przyrody lepiej oddzielać od czasem błędnych choć nieuniknionych koncepcji, opisów dochodzenia do prawdy szczególnie, gdy zaciemniają istotę. Od tego są książki z historii nauki. "Zagadka nieskończoności" jest takim wyczerpującym przewodnikiem o rozwoju fizyki cząstek i sił kwantowych z punktu widzenia procesów myślowych fizyków, ewolucji rozumienia przez nich przyrody. Autor, przygotowując książkę, przeprowadził rozmowy z uczestnikami wykuwania się współczesnego obrazu fizyki, od lat nagrywa rozmowy, których był świadkiem; dysponuje sporym archiwum i wiedzą aktywnego uczestnika badań. Prześledził literaturę fachową i dostępne listy, które badacze wymieniali miedzy sobą. Powstała barwna historia obfitująca w liczne zwroty akcji. Polecam "Zagadkę nieskończoności" wszystkim. Jeśli ktoś nie miał wcześniej styczności z fizyką cząstek elementarnych, warto najpierw przeczytać tego samego autora "Kosmiczną cebulę" (PWN 1989, lub lepiej drugie wydanie angielskie z 2007 - "The New Cosmoc Onion"). Wtedy opiniowana książka będzie lepiej zrozumiała, stanowi bowiem 'zakulisowe' uzupełnienie wcześniejszej publikacji i tłumaczy drogę dochodzenia fizyków do poznania struktury materii na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Zachęcam do lektury.
Carmel - awatar Carmel
ocenił na88 lat temu
Nasz inny Wszechświat. Poza kosmiczny horyzont i dalej Paul Halpern
Nasz inny Wszechświat. Poza kosmiczny horyzont i dalej
Paul Halpern
Popularnych książek o kosmologii, czyli nauce opisującej globalną strukturę Wszechświata, powstaje duże. To głównie konsekwencja trwającej rewolucji kosmologicznej. Dzięki kilku sondom orbitalnym (COBE, Hubble, WMAP, Planck,...) nasza wiedza o strukturze Wszechświata przechodzi od niemal trzech dekad zupełnie rewolucyjne przemiany. "Nasz inny Wszechświat. Poza kosmiczny horyzont i dalej" Paula Halperna wpisuje się w tę tematykę, relacjonując stan kosmologii na rok 2011. W szczególności to kolejna popularyzatorska praca amerykańskiego profesora. Książka Halperna cierpi według mnie na typowe przypadłości popularyzatorskie nauk ścisłych - świetny temat podany w ambiwalentnej, w moim odczuciu, formie. Taki dualizm, to wynik pewnych sprzecznych oczekiwań autorów wobec konstruowanej publikacji, poruszającej trudne tematy, a w założeniu adresowane dla każdego. Jak pokazać własne fascynacje i elementy współczesnej nauki w przystępnej formie? Uważam, że nie wszystko da się tak zrobić, a przez to nie warto się spinać na niemożliwy pełen melanż ścisłości wywodu i żargonu naukowego z literackością stylu, by utrzymać stały wysoki poziom zainteresowania czytelnika. Głównym tematem książki jest współczesny, już XXI-wieczny, stan poglądów astrofizyków na przeszłość, aktualną geometrię i przyszłe losy Wszechświata w świetle wyników sondy WMAP oraz potwierdzonego istnienia ciemnej materii i energii To najpełniejsza, dostępna po polsku, popularna publikacją zbierająca teoretyczne modele kosmologiczne, zarówno na gruncie klasycznej teorii grawitacji jak i kwantowych teorii pola. Jest to więc dobra pozycja do rozeznania się z ogólnymi koncepcjami. Można, po opiniowanej lekturze, sięgać po bardziej szczegółowe publikacje skupiające się na konkretnych rozwiązaniach teoretycznych: model cykliczny (Roger Penrose),strunowy krajobraz (Leonard Susskind),wszechświaty niemowlęce (Steven Hawking),pętlowa grawitacja (Lee Smolin),model zderzających się bran (Liza Randall) czy wszechświaty równoległe (Brian Green). Przytoczone osoby rozwijają wymienione modele, koncepcje i popularyzują je w dostępnych również po polsku książkach. To, co bezcenne u Halperna, to zebranie i opisanie większości pejzażu alternatywnych modeli, włącznie z najbardziej ekstrawaganckimi (holograficzny, cząstek kameleonowych, energii fantomowej, modyfikacji prawa grawitacji). Jest tego dużo, a jak autor pokazał, wszystkie są realizacją marzeń o poznaniu Wszechświata. Dość dobrze fizyk opisał problemy, które prowadzą naukowców do wysuwania tych bardzo różnorodnych propozycji. W pierwszych rozdziałach pokazał dochodzenie XX-wiecznej kosmologii obecnego stanu. Pojawia się Einstein, odkrycie ucieczki galaktyk, niemożliwość określenia, gdzie ten Wielki Wybuch miał miejsce (i z czego ten fakt wynika). Poznajemy przyczyny wprowadzenia inflacji do wczesnej historii Wszechświata w odpowiedzi na problemy z obserwowaną płaskością i jednorodnością struktur galaktycznych. W końcowych partiach książki, dostajemy bardzo sugestywny opis możliwych losów Wszechświata (to zapewne spodoba się zwolennikom SF). Rozważane czasy przyszłej jego ewolucji mogą przysporzyć solidny zawrót głowy. Liczby idące w biliardy lat, to zaledwie początek skali czasu. Śmierć cieplna, ostateczne wyparowanie czarnych dziur, pustka, cisza i kompletne nic, to jeden z możliwych scenariuszy. Czytając ten fragment książki, przypomniałem sobie słowa Woody Allena: "Wieczność się bardzo dłuży, zwłaszcza pod koniec" Można pisać sporo o "Naszym innym Wszechświecie", streszczając książkę, jednak chyba lepiej po prostu podać, jakie kwestie Halpern dobrze zaprezentował, dając obraz problematyki kosmologicznej: • Czym jest stała kosmologiczna i czemu Einstein obecnie nie nazwałby jej swoją największą pomyłką? • Skąd wynika przekonanie fizyków i astronomów o istnieniu ciemnej energii i materii, mimo że wciąż nie mamy potwierdzenia, czym one są? • Jaką rolę w badaniu pochodzenia ciemnej materii i energii może odegrać Wielki Zderzacz Hadronów (LHC)? • Jakiej właściwie rewolucji dokonały obserwacje sondy WMAP? Minusy Ponieważ motywacją do napisania "Naszego innego Wszechświata" były głównie fascynujące wyniki sondy WMAP i jej bardzo dokładne mapy promieniowania reliktowego, to oczekiwałbym pełniejszego zapoznania czytelnika, czym to promieniowanie jest. Halpern niewystarczająco jasno opisał jego pochodzenie, właściwości i strukturę. Zamiast szafować w pewnych partiach książki detalami modeli przy użyciu mieszkanki slangu i technicznych zbitek, mógłby dokładniej zreferować fakty obserwacyjne. Język Halperna jest często nieznośnie literacki, ale tak w kierunku grafomaństwa. Dodatkowo zbyt patetyczny ton bardziej pasujący do słabej powieści SF, niż do rzetelnej publikacji popularyzującej naukę, może schlebiać pewnemu profilowi czytelniczemu, lecz nie pasuje w tego typu książce. Po prostu, mnie meczą wstawki próbujące być analogiami pomocnymi w przyswojeniu trudniejszych partii tekstu, które niewiele tłumaczą, a jedynie sprawiają wrażenie czegoś sensownego. W połączeniu z egzaltacją, która miałaby się udzielić czytelnikowi, całość tworzy karykaturę. Krótki, charakterystyczny i mocny w wymowie, nic nietłumaczący przykład źle zastosowanej analogii: "Prawa zachowania są dla fizyki tym, czym miękki kocyk dla dziecka. Zapewniają one komfortowe poczucie, że pewne właściwości zazwyczaj się nie zmieniają." Czy komuś ten cytat coś tłumaczy, przybliża, daje lepsze zrozumienie zasad zachowania? Uważam, że można pokusić się o, może nudniejszy, ale oddający w sposób przystępny sens zasad zachowania. Kocyk może co najwyżej unaoczniać wagę tej zasady, ale nic nie wyjaśnia. Poza tym, skąd pewność, że każdy czytelnik rozumie znaczenie kocyka dziecka tak samo (a przynajmniej zgodnie z intencjami autora)! Takich kwiatków u Halperna jest sporo. Kilka niezgrabności, zarówno autora jak i powielonych lub wzmocnionych przez tłumacza, pogłębia niemal niemożliwą do jednoczesnego osiągnięcia, ścisłość i poglądowość. Stąd zwroty w stylu: "skoncentrowane siły grawitacyjne", "holografia implikująca rzeczywistość z minimalną skala długości". Takich wygibasów jest za dużo. One nie-fachowcom nic nie mówią, zapełniają strony książki skrótami nie do przyswojenia. Takimi zabiegami Halpern stawia pod ścianą tłumacza, gdy pozwala sobie chociażby na rokokowe wstawki w stylu: "Therefore, among the zoo of primal particles, there must have been at least some ferocious enough to set off an inflationary ruckus. " / ("Dlatego w owym ogrodzie zoologicznym pierwotnych cząstek musiało się znajdować przynajmniej parę wystarczająco nabuzowanych, aby mogły zapoczątkować inflacyjną rozróbę.") Antropomorfizacja i stylistyczne przeładowania mnie rażą, i właściwie nie widzę w tym wartości dodanej do zakładanego edukacyjnego celu publikacji. ====================== Podsumowanie Jestem wdzięczny Halpernowi za kilka ciekawych nowinek, które nie były mi znane. Na przykład okazuje się, że fundamentalne dla kosmologii supernowe typu Ia, to głównie nie mechanizm wybuchu białego karła po osiągnięciu maksymalnej masy w wyniku wchłaniania dodatkowej materii, ale zderzenie dwóch białych karłów. Takich kilka wstawek odpowiada za szóstą gwiazdkę w ocenie. Ponieważ krytykuję taki język, który w popularyzacji nauki stosuje Halpern, to nota jest średnia. Jeśli ktoś lubi pewną literackość w fizyce (idącą w kierunku SF),to może efekt pisarski ocenić wyżej. Dla mnie jest niebezpieczne szafowanie pojęciami bez podbudowy, pomijając pewne treści. W czytelniku nastawionym pozytywnie, może to wzbudzić przekonanie, że nauka to nazwy, zabawa słowami. Dla tych, którzy szukają odpowiedzi na pytanie 'dlaczego jest tak a nie inaczej?', styl Halperna okaże się raczej niesatysfakcjonujący.
Carmel - awatar Carmel
ocenił na68 lat temu

Cytaty z książki Wszechświat w lustrzanym odbiciu. Jak ukryte symetrie kształtują naszą rzeczywistość

Ciekawostki historyczne