622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta

Okładka książki 622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta autorstwa Stanisław Ignacy Witkiewicz
Okładka książki 622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta autorstwa Stanisław Ignacy Witkiewicz
Stanisław Ignacy Witkiewicz Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Stanisław Ignacy Witkiewicz Dzieła Zebrane literatura piękna
570 str. 9 godz. 30 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Stanisław Ignacy Witkiewicz Dzieła Zebrane
Data wydania:
1992-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1972-01-01
Liczba stron:
570
Czas czytania
9 godz. 30 min.
Język:
polski
ISBN:
8306021657
"Prawdziwa kobieta nie jest zła ani dobra, jest k o b i e t ą - to wystarcza, a winni są zawsze tylko i jedynie mężczyźni".

Młodzieńcza powieść Stanisława Ignacego Witkiewicza, której kanwą jest jego burzliwy romans z wybitną aktorką, Ireną Solską, nie mogła się ukazać za życia autora z powodów osobistych i nazbyt śmiałych scen erotycznych. Wydana w 1972 roku stała się bestsellerem. Czytać ją można wielorako, przede wszystkim jednak jako świadectwo intelektualnego i artystycznego dojrzewania przyszłego dramaturga, powieściopisarza, teoretyka sztuki i filozofa, czyli Witkacego.
Średnia ocen
7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup 622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta



2453 2371

Oceny książki 622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta

Średnia ocen
7,3 / 10
659 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce 622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta

avatar
121
87

Na półkach:

Książka jest szczera i dużo mówi o młodym Witkiewiczu. Nawet jeśli to groteska, on chyba naprawdę tak czuł i myślał. Nie ma tu pozerstwa jak w niektórych poźniejszych jego powiesciach, nie mówiąc o dramatach. Fragmenty o Tymbeuszu, baronie i księciu Nevermore po prostu boskie. Malinowski wyraźnie imponował mu ogromną duscypliną wewnętrzną; był zupełnie inaczej wychowywany. Zresztą był erotomanem jeszcze większym niż Bunguś. Autor śwetnie odmalowuje postaci kobiet jak pani Akne i zwłaszcza Angelika. Wstęp lepiej przeczytać już po zakończeniu powieści, dla świeżego odbioru. Dla fanów Tatr i bohemskich klimatów tamtej epoki...

Książka jest szczera i dużo mówi o młodym Witkiewiczu. Nawet jeśli to groteska, on chyba naprawdę tak czuł i myślał. Nie ma tu pozerstwa jak w niektórych poźniejszych jego powiesciach, nie mówiąc o dramatach. Fragmenty o Tymbeuszu, baronie i księciu Nevermore po prostu boskie. Malinowski wyraźnie imponował mu ogromną duscypliną wewnętrzną; był zupełnie inaczej wychowywany....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
10
5

Na półkach:

Napisana przez S.I. Witkiewicza w wieku około 25 lat całkowicie bez ładu i składu. Połączenie „Lotu nas kukułczym gniazdem”, „Lolity” i „50 twarzy Greya”. Ze wszystkich bierze najgorsze elementy. Powtarzalna do bólu. Nijaka. Zawiła, ale ta zawiłość nie znajduje żadnego uzasadnienia i nie ma żadnego celu.

Polecam jedynie wielkim wielbicielom Witkacego. Wszystkim pozostałym odradzam.

Napisana przez S.I. Witkiewicza w wieku około 25 lat całkowicie bez ładu i składu. Połączenie „Lotu nas kukułczym gniazdem”, „Lolity” i „50 twarzy Greya”. Ze wszystkich bierze najgorsze elementy. Powtarzalna do bólu. Nijaka. Zawiła, ale ta zawiłość nie znajduje żadnego uzasadnienia i nie ma żadnego celu.

Polecam jedynie wielkim wielbicielom Witkacego. Wszystkim pozostałym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2383
2383

Na półkach:

Jak to dobrze, że gusty ludzi są tak różnorodne.
Jak wyglądałoby nasze życie gdyby wszystkim podobało się to samo ?
Jeśli chodzi o literaturę, to np. ta platforma nie byłaby potrzebna.
Książka... wszyscy bum i cyk...10 gwiazdek i do następnej książki... i kolejnej... i bum i cyk i dalej to samo.
Może książki byłyby wtedy monotematyczne ?
Proponuję tytuł " Rozwój neokolonializmu w współczesnej Polsce"
I bum i cyk... i wszyscy 10 gwiazdek.
Dobrze, już dobrze, wiem, że wszyscy wiedzą, że to truizm.
Spytasz, co to ma wspólnego z tą książką?
Wszystko ma wspólnego.
Dzięki temu, że każdemu podoba się co innego mamy możliwość wyboru ( jeszcze ),możemy wybrać sobie tematykę, gatunek literacki, ten który nam się podoba.
Możemy krytykować, nie krytykować, punktować, nie punktować... itd. nawet nic nie robić.
Ale... no właśnie jest jedno " ale ".
Są książki, które nie podlegają krytyce.
Nie napiszę, że są to arcydzieła, to odczucie subiektywne.
Bestsellery, też nie, to może być pojęcie marketingowe.

Ad finem.

TO SĄ KSIĄŻKI KULTOWE !!!

Jedno obiecuję Ci na pewno !!!
To nie będzie łatwa literatura !!!
Tak jak nie łatwe i pokręcone było życie pisarza, poczytaj jego biografię.
Nie wypada, nie znać tej książki !!!

PODEJMIESZ WYZWANIE ?
PRZECZYTASZ ?

Jak to dobrze, że gusty ludzi są tak różnorodne.
Jak wyglądałoby nasze życie gdyby wszystkim podobało się to samo ?
Jeśli chodzi o literaturę, to np. ta platforma nie byłaby potrzebna.
Książka... wszyscy bum i cyk...10 gwiazdek i do następnej książki... i kolejnej... i bum i cyk i dalej to samo.
Może książki byłyby wtedy monotematyczne ?
Proponuję tytuł " Rozwój...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2089 użytkowników ma tytuł 622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta na półkach głównych
  • 1 121
  • 928
  • 40
359 użytkowników ma tytuł 622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta na półkach dodatkowych
  • 262
  • 46
  • 20
  • 13
  • 9
  • 5
  • 4

Tagi i tematy do książki 622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta

Inne książki autora

Stanisław Ignacy Witkiewicz
Stanisław Ignacy Witkiewicz
Malarz, fotograf, pisarz, dramaturg i filozof. Autor koncepcji Czystej Formy, właściciel studia portretowego. W roku 1917 przyłączył się do grupy „formistów” i brał udział w jej wystawach. Dwa lata później, w roku 1919, wydał swoje główne dzieło estetyczne Nowe formy w malarstwie i wynikające stąd nieporozumienia zawierające Teorię Czystej Formy. Ta teoria estetyczna (bo nie był to program, w przeciwieństwie do ówczesnych, licznych nowych kierunków artystycznych) zdeterminowała jego późniejszą twórczość malarską oraz teatralną. I chociaż teoria ta stanowiła najlepszy opis tego, co się wówczas w sztukach plastycznych działo (m.in. kubizm, abstrakcjonizm),to pozostała właśnie niezrozumiana, budząc szereg nieporozumień (uprzedzonych niejako samym tytułem publikacji) i w zasadzie trwa to do dzisiaj. Teoria Czystej Formy została wykorzystana także w teatrze. Tutaj Witkacy okazał się wizjonerem i inspirował reżyserów. Pod wpływem teorii Witkacego wykreował swój teatr Tadeusz Kantor. Mimo ówczesnych niepowodzeń inscenizacyjnych jego sztuk teatralnych, Witkacy nie zrezygnował z dalszego ich pisania. Jego sztuki doczekały się udanych inscenizacji w latach 70. XX wieku, np. Szewcy. Witkacy był także płodnym pisarzem. Po młodzieńczej powieści 622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta napisał Pożegnanie jesieni, Nienasycenie oraz niedokończone Jedyne wyjście. W 1935 roku ukazało się podstawowe dzieło filozoficzne Witkacego: Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie istnienia – zwane przez niego „hauptwerkiem”. Napisał wiele pism krytycznych i filozoficznych (szczególnie estetycznych). Jako krytyk Witkacy był równie radykalny i nonkonformistyczny jak Stanisław Brzozowski, co nie przysparzało mu przyjaciół. Ostatnie dzieło filozoficzne Witkacego, uzupełnienie „hauptwerku”, to Zagadnienie psychofizyczne (1938) – oryginalna filozofia: biologiczny monadyzm, inspirowana monadyzmem Leibniza. Mimo że prawie całe jego archiwum przepadło podczas powstania warszawskiego, jego dzieła zebrane (bez wszystkich listów) obejmują 25 tomów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy 622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta przeczytali również

Zniewolony umysł. Przedmowa: Timothy Snyder Czesław Miłosz
Zniewolony umysł. Przedmowa: Timothy Snyder
Czesław Miłosz
Kupiłam „Zniewolony umysł”, bo chciałam sobie coś przypomnieć z jego treści, a tymczasem przypomniałam sobie, że czytałam go po raz pierwszy jeszcze w samizdacie. (dla młodych, niezorientowanych: wydany w podziemnym wydawnictwie, poza cenzurą, jeszcze przed 1989 rokiem). Książek wydanych w samizdacie nie trzymało się w domu, ale przekazywało następnemu czytelnikowi, ukradkiem oczywiście. Obecne wydanie Miłosza uzupełnione jest o posłowie autora i przedmowę Timothy Snydera. Warto było kupić i przeczytać, chociaż po upływie tylu lat książka Czesława Miłosza nie wywołuje już takiego wrażenia jaki wówczas. Eseistyczne dzieło Miłosza, napisane w latach 1951-1952, to literatura przełomowa, odkrywcza. Autor, polski poeta, który przeżył parę lat pod rządami nowej komunistycznej władzy, zanim nie udał się na emigrację za granicę, poddaje wnikliwej wiwisekcji system polityki kulturalnej państwa. Polityki wobec twórców, artystów, literatów, których nowa władza starała się najpierw zjednać, ugłaskać, wydawać kosztem niewielkich koncesji, a następnie zmusić do pisania pod dyktando aparatu propagandy pod względem stylu i treści. Ówcześni nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, jakim manipulacjom są poddawani. Przeciwnie, po latach wyniszczającej wojny, okupacji, obozów, głodu, konspiracji, przymusowej emigracji oddychali z ulgą widząc, że wreszcie jest normalnie. Ukazują się czasopisma, drukuje się książki, wznawia się klasyków w dużych nakładach. Jak to określa autor - dawali się złapać na wędkę tych wszystkich udogodnień, a także względnie dobrych apanaży dla twórców, honorariów, domów pracy twórczej. Zaostrzenie kursu przyszło dopiero z czasem. Miłosz opisuje dokładnie, jak ten proces postępował. A Synder zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt: Nowa Wiara czyli rządy stalinowskie pojawiły się już w 1939 roku, kiedy ZSRR był w sojuszu z Hitlerem, a następnie w roku 1944 komunizm wrócił w sojuszu z aliantami. Nic dziwnego, że Polacy poczuli się w sytuacji bez wyjścia, w pułapce, z której nie ma ucieczki przed sowieckim zniewoleniem. Toteż mnóstwo ludzi zmuszonych było głęboko się zastanowić, co robić. Uciekać za granicę, co nie było wcale proste ani bezpieczne, wrócić do kraju z zagranicy (z obozów, stalagów, oflagów, zesłania na Syberię),udać się na „emigrację wewnętrzną” na nie wiadomo jak długo, przystosować się i pogodzić z sytuacją, pozostać w partyzantce, dać się aresztować i wylądować w więzieniach lub pod plutonem egzekucyjnym… Nie było dobrego wyjścia, a raczej każde wyjście było bardzo kosztowne. Sytuacja pisarzy i poetów była szczególnie trudna. Wyjazd za granicę poety piszącego po polsku oznaczało skazać się na niepisanie, niemożność dotarcia do czytelnika, konieczność porzucenia swego powołania, być może na zawsze. Czyli ekstremalne ryzyko. Nieliczne jednostki, jak sam Miłosz wreszcie, obroniły się i znalazły uznanie czytelnicze, które poetę doprowadziło do Nagrody Nobla w roku 1980. Metody manipulacji, zjednywania literatów, ich łamańców logicznych, by jakoś przystosować się do tego, co nowe i - wydawało się – nieuchronne to treść dzieła Miłosza. Najpierw poddaje on dogłębnej analizie sama doktrynę, czyli materializm dialektyczny, starannie przygotowany przez specjalistów, filozofów na usługach władzy oraz agitatorów, nauczonych, by podejmować dyskusję z nieprzygotowanymi ludźmi np. na zebraniach. Logika wywodów tychże agitatorów rozbijała chaotyczną argumentację tych, którzy ośmielili się podjąć dyskusję i ryzykowali przez to represje. Nie było więc żadnej możliwości, by książka Miłosza ukazała się w Polsce legalnie przed końcem komuny. Za dużo obnażała, zbyt wnikliwie ukazywała perfidię nadzorujących kulturę, ich wymuszane koncesje, naciski do pisania z pozycji najpierw lewicowych, potem coraz bardziej socrealistycznych, niezbędne do rozwoju „ody na cześć Stalina” i tym podobne dzieła, bez których twórca wypadał z obiegu albo w ogóle się w nim nie znalazł. Chociaż gdyby spojrzeć na to całkiem chłodnym okiem, to pisarze przez wieki zależni byli od swoich mecenasów, których wychwalali w swoich dziełach, zarówno w starożytności, w średniowieczu, w epoce Oświecenia. Całkowita swoboda twórcza to mit. Rzecz w tym, że mecenat władz stalinowskich był totalny, całkowity, jedyny, bez wyjątku, represyjny, a przy tym wyposażony w pracę legionu cenzorów. Co najwyżej, można było nie pisać nic, bo nawet pisanie do szuflady mogłoby skończyć się aresztowaniem. Jak mysz w pułapce. Analiza Miłosza jest miażdżąca dla systemu. Literatura i sztuka zaprzęgnięta do służenia propagandzie produkowała dzieła bez wartości. Twórcy, wydając te dzieła, byli świadomi ich kłamliwości. Uprawiali więc kamuflaż, metodę, którą Miłosz określa mianem Ketmana. Na pozór zgadzali się z propagandą, ale w duchu pocieszali się, że przecież myślą niezależnie. Czasami przemycali pewne treści na drugim – trzecim planie, licząc na bystrego i inteligentnego widza czy czytelnika. To już inna epoka, ale doskonałym przykładem Ketmana były dla mnie „Dziady” Dejmka w Teatrze Narodowym, kiedy to Gustaw Holoubek wypowiadał tekst Mickiewicza tak, że cała sala wiedziała, o co chodzi, bijąc brawa w „odpowiednich” miejscach. Do czasu, jak wiadomo. Za czasów stalinowskich zapewne aktor trafiłby na Rakowiecką albo stracił prawo do występowania na zawsze. Inny przykład to książka, a potem film „Popiół i diament”, gdzie wprawdzie bohater główny to mityczny stary, uczciwy i ideowy komunista, ale i tak wszyscy wiedzą, że dzieło opowiada o tragedii młodzieży akowskiej. Miłosz po przeanalizowaniu metod nacisków na pisarzy, poddaje analizie czterech twórców, których znał osobiście. Bez nazwisk; noszą oni miana Alfa, Beta, Gamma i Delta. Każdy choć pobieżnie zorientowany w literaturze bez problemów odszyfruje te pseudonimy. Kiedyś czytaliśmy te analizy z wypiekami na twarzy. Po latach widać jednak, jak były one niesprawiedliwe. Co innego bowiem rozpracowanie metody, a co innego – pokazanie jej na konkretnych przykładach wybitnych pisarzy. Najbardziej ubodła mnie krytyka „Bety”, znakomitego pisarza i genialnego poety, a przy tym człowieka o bardzo trudnym życiorysie. Wszystko na to wskazuje, że „Beta” po tak traumatycznych przeżyciach (o wszystkim Miłosz prawdopodobnie nie wiedział) całkowicie utracił równowagę psychiczną, popadł w depresję, miotał się przez kilka lat od ściany do ściany i wreszcie skończył śmiercią samobójczą. Rozliczanie go z tej traumy to chyba zbyt daleko idący brak empatii. „Alfa” jest autorem przełomowej powieści o dylematach Polaków w chwili wyzwolenia, na kanwie której powstał najbardziej chyba znany na świecie film tzw. „szkoły polskiej”. W późniejszych latach „Alfa” swoją postawą zadośćuczynił temu, że przez parę lat flirtował z komunizmem. „Gamma” znów potraktowany został przez Miłosza z góry jako wesołek, alkoholik, autor absurdalnych wierszy i skeczów bez żadnej sensownej treści. Tyle że poezja „Gammy” wcale nie jest głupia; żyje do dziś, do jego wierszy komponuje się wybitną muzykę i powstają z tego arcydzieła poezji śpiewanej, a jego absurdy są twórczo rozwijane w niezliczonych kabaretach. I jego alkoholizm nie ma tu żadnego znaczenia. Może jedynie „Delta” potraktowany został słusznie jako beztalencie, a przy tym świnia i świadome narzędzie represji komunistycznej władzy. Swoim oportunizmem i służalczością ze wszech miar sobie na tę analizę zapracował. Czy „Zniewolony umysł” Miłosza się zestarzał? Tak i nie. Powiedziałabym nawet, że stalinowski model indoktrynacji społeczeństw za pomocą bezwzględnej dialektyki twórczo rozwinięty został w wielu rejonach świata. No, może bez represji, aresztowań, łagrów i plutonów egzekucyjnych. Ale poprzez ośmieszanie, wyszydzanie, pomijanie przez krytykę w prestiżowych periodykach czy w prasie, telewizji i internecie. A najbardziej za pomocą perfidnej gry na polaryzację i na tworzenie w mediach dwóch lub więcej alternatywnych rzeczywistości, z alternatywnymi „faktami” i opiniami. Ketman żyje i ma się dobrze. Stalin i jego propagandyści uśmialiby się do łez, widząc, że nawet oczytany i zorientowany człowiek pod lawiną sprzecznych informacji, prawdziwych, półprawdziwych i całkiem kłamliwych, serwowanych przez całą dobę, może się zagubić w tym, co jest prawdą, a co kłamstwem. I tak się trochę zastanawiam, czy przenikliwy do bólu utwór Czesława Miłosza nie stał się aby podręcznikiem dla fejkowej propagandy. To by było straszne.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na1016 dni temu
Nienasycenie Stanisław Ignacy Witkiewicz
Nienasycenie
Stanisław Ignacy Witkiewicz
Nienasycenie jest jak gdyby wyrazem osobowości Witkacego (śledząc jego biografię). Jego oryginalny język, i niezwykle ciekawe przemyślenia tyczące się głównie filozoficznych rozważań, w pewnym stopniu angażują czytelnika. Powieść jest niejednoznaczna podatna na różnorakie interpretacje. Według mnie “Nienasycenie” jest eksperymentem pod względem formy, co może odstraszać. Mimo że sama otoczka pod postacią metafor i niezwykłych skojarzeń autora, jest trudna do przetrawienia, to zawiera niezwykłe bogactwo treści. Także pod maską zawiłości i pozornego chaosu, kryje się głębia znaczeniowa, która stale się poszerza wraz z kolejnym czytelnikiem który może postrzegać konstrukcje zdaniowe w zupełnie nowy sposób co gdyby to “Nienasycenie” odnieść do ciągłego pragnienia wyznaczania nowych znaczeń, jakby sama powieść próbowała się nasycić znaczeniami? Może dlatego Witkacy jest uznawany za wizjonera. Utkwiło mi w pamięci kilka myśli Witkacego. Mania uwalniania psów Zypcia i tłamszenia jego pragnień przez ojca. W moim odczuciu jest jak gdyby podporządkowaniem się ogólnie przyjętym normom i wyrzekanie się własnej indywidualności na rzecz społecznych dogmatów a także wpływ wychowania na rozwój jednostki. Wyrzekanie się siebie skutkuje tym że Zypcio zastępuje uwalnianie psów innym zachowaniem w ocenie autora dewiacyjnym. W teście natknąłem się na wiele sprzeczności, co w pewnej mierze nosi w sobie ziarno absurdu. Zaimplementowane w nie ze świadomymi intencjami. Ale to tylko moje odczucia.
Łukasz - awatar Łukasz
ocenił na81 rok temu
Ulisses James Joyce
Ulisses
James Joyce
Podobno po napisaniu „Ulissesa” James Joyce był tak wyczerpany, że przez rok od ukończenia nie napisał niczego nowego. Mnie też realnie wyczerpała lektura tej książki. Przebrnąłem przez całość w jakieś dwa tygodnie intensywnego czytania, korzystając z okazji przebywania na zwolnieniu chorobowym. Inaczej bym chyba nie dał rady. Co za książka, ufff. Nawet nie wiem, jak mógłbym ją ocenić. Bo czy rację ma osoba dająca 1/10 twierdząc przy tym, że to ciężkostrawny bełkot? Absolutnie. Ale czy rację mieć będą osoby uważające Ulissesa za arcydzieło i najbardziej wyjątkowe literackie dzieło w historii? Tak, oni też będą mieli rację. Ulisses jest bardzo trudny, eksperymentalny, męczący drażniący, gdzie jakieś 10% to genialna literatura, z 30% to czytanka, które „ujdzie”, a z 60% to ciężkostrawna papka. Czy dla tych genialnych 10% warto się z tą książką męczyć? Tu już sobie sam każdy musi odpowiedzieć, ale moim zdaniem – tak, warto. James Joyce był geniuszem i sam fakt, że prawie każdy rozdział jest odrębny w formie, znaczy o unikalności tego dzieła. Są rozdziały gorsze i lepsze. Mamy absolutnie cudowne Sirens napisane w formie ckliwego romansidła albo Wandering Rocks przedstawiające kilka momentów w Dublinie opisanych z perspektywy kilkunastu (kilkudziesięciu) osób poruszających się po mieście w tym samym czasie. Ale mamy też okropnie dłużące się momenty, jak znienawidzony przeze mnie Circe w formie psychodelicznego, halucynogennego utworu dramatycznego, lub chaotyczny Aeolus mający imitować chaos natłoku wiadomości z gazet. Nie wszystko czyta się przyjemnie, ale nie sposób nie docenić mistrzostwa kunsztu pisarskiego i ogromnej erudycji autora. Trochę mi szkoda, że James Joyce, który będąc tak genialnie uzdolnionym pisarzem, tak mało zostawił po sobie „czystej” literatury, poświęcając się raczej eksperymentom językowo-literackim. Podobno jego późniejsze dzieło, „Finneganów tren”, jest pod tym względem jeszcze bardziej zwariowane. Taką wybrał jednak drogę, a mi pozostaje zawsze powrót do przystępnych „Dublińczyków” czy „Portretu artysty”. Albo „Ulissesa”, ale wybranych rozdziałów, bo książki tej wcale nie trzeba czytać linearnie. Cieszę się, że udało mi się zmierzyć z tym kolosem i w pełni rozumiem, dlaczego jest tak polaryzujący, ale i dlaczego został uznany za jedno z najważniejszych dzieł literackich, zwłaszcza epoki modernizmu. Ale boże, oby nigdy więcej czytania całości, zwłaszcza tego przeklętego rozdziału Circe. Ranking i krótka charakterystyka rozdziałów, czyli poradnik dla czytających: https://gdzietaeudajmonia.blogspot.com/2026/03/ulisses-james-joyce-poradnik-do.html
BastradPL - awatar BastradPL
ocenił na101 miesiąc temu
Obłęd (t. I-III) Jerzy Krzysztoń
Obłęd (t. I-III)
Jerzy Krzysztoń
Wkroczenie w „Obłęd” Jerzego Krzysztonia to jak zanurzenie się w wirze, który jednocześnie pociąga i przeraża realnością. To nie jest powieść o szaleństwie. To szaleństwo samo w sobie, spętane literą, autobiograficznym sznytem, oddechem, krwią słów, które uderzają w świadomość jak piorun.Już pierwsze strony wciągają jak tornado: bohater, jego umysł, lęki, paranoje – wszystko pulsuje, drży, ogniem odbija zastaną rzeczywistość, której nie można już pojąć. Czytając, nie tylko obserwujemy postępującą chorobę psychiczną, ale czujemy ją całym ciałem, jakby nasze zmysły zostały wciągnięte w tytułowy obłęd. Krzysztoń wprowadza nas w labirynt myśli, w którym każdy krok jest ryzykiem, a każdy oddech – starciem z niewidzialnym wrogiem. Ściany szpitala szepczą, podłogi skrzypią, a głosy w głowie zamieszkują w naszych własnych trzewiach. Autor nie ogranicza się jednak do osobistego koszmaru. Jego rozedrgany umysł eksploduje wiedzą: historia, religia, polityka, psychologia – wszystko poprzetykane, splecione, tworzy błysk przenikliwej erudycji. Czy to nadal tylko lektura o szaleństwie i nieuchronnym upadku? Nie. To kronika ludzkiej kondycji, w której wszystkie traumy, narodowe rany i wstyd jednostki odbijają się echem w całym społeczeństwie. Drugi tom wprowadza nas w groteskowe i przerażające realia szpitala. Tutaj historia splata się z halucynacjami: Marszałek Piłsudski w łóżku obłąkańca, Jan z Czarnolasu z mandoliną, egzorcysta, Sancho – galeria duchów przeszłości i wyobraźni niczym plazma. Czytając, odczuwamy, że postępująca choroba bohatera staje się soczewką dla całego świata. To rzeczywistość, w której umysł staje się teatrem, a zmysły bohaterami dramatycznego spektaklu, po którym nie sposób nie uronić rzęsistej łzy. W finałowej podróży mężczyzna odzyskuje cząstkę normalności, choć jej cieniem zawsze jest świadomość kruchości psychiki. Zdania drżą od napięcia, akapity pulsują chronicznym bólem i zachwytem jednocześnie. Krzysztoń nie oszczędza czytelnika: jego język wibruje, wywołując dreszcze, gorzki śmiech, ironię, fantomowy ból. Wszystko wymieszane w literackim kotle, który pozostawia w zachwycie nad umiejętnością oddania stanów emocjonalnych postaci.„Obłęd” to powieść totalna. Czytana znów po latach sieka do głębi.To nie jest lektura dla relaksu. To wędrówka w studnię ludzkiego umysłu, pełna agonii i olśnienia. Czytając ją, nie tylko obserwujemy studium postępującego obłędu, ale również taplamy się w kałuży bólu. To dzieło dla tych, którzy chcą zrozumieć jednostkę, która bezbrzeżnie cierpi i tworzy jednocześnie. Dla tych, którzy potrafią patrzeć szerzej, słyszeć to, czego inni nie słyszą, czuć to, czego inni nie odczuwają.To podręcznik empatii, kronika zwichrowanej psyche w postępującej śmierci, manifest literackiej wolności.Warto również podkreślić, że nowe wydanie „Obłędu” zostało poprawione i zredagowane w oparciu o autorski maszynopis przechowywany w Bibliotece Narodowej. Oznacza to, że wreszcie mamy do czynienia z tekstem wiernym zamysłowi Jerzego Krzysztonia – nieocenzurowanym, pełnym i kompletnym, tak jak autor go wymyślił i zapisał. To właśnie podnosi jego wartość. To świadectwo literackiego geniuszu i ostatecznie (patrząc na śmierć autora) tragicznej wrażliwości, które wciąż potrafią wstrząsnąć, zostawiając w niemym zachwycie nad potęgą słowa pisanego.
Efemerycznoscchwil - awatar Efemerycznoscchwil
ocenił na101 miesiąc temu
Sanatorium pod klepsydrą. Wydanie ilustrowane Bruno Schulz
Sanatorium pod klepsydrą. Wydanie ilustrowane
Bruno Schulz
Lubię wkraczać w świat Bruno Schulza. Tam nic nie jest dosłowne, a finezja słów tańczy na stronach jego dzieł niczym niekończąca się metafora. Obcowanie z tajemniczym przesłaniem jego tekstów jest czasem trochę mroczne, ale też i kojące. „Sanatorium…” podobnie jak „Sklepy cynamonowe” mają tego samego narratora, jednak Józef nie jest już dzieckiem, a dorosłym młodzieńcem poszukującym prawdy o życiu człowieka, przemijaniu i śmierci. W opowiadaniach tych nie znajdziecie konkretnej fabuły, ale sieć powiązanych za sobą wątków, które są dla głównego bohatera powrotem do wspomnieć z dzieciństwa, kiedy najważniejszą dla niego postacią był ojciec. Odwiedza go w Sanatorium pod klepsydrą, gdzie czas płynie inaczej, a śmierć się cofa. Wszystko jednak odbywa się poza rzeczywistym czasem, w którym wydarzenia tak jak ich bohaterowie ulegają ciągłym przemianom, a wszechobecny oniryzm powoduje, że wszelkie granice zacierają się tworząc obraz z pogranicza snu. Schulz za pomocą symboli zastanawia się nad upływem czasu i śmiercią. Wraca myślami do swojego rodzinnego miasteczka Drohobycz, które jawi się jako chaos świata, w centrum którego znajduje się jego dom. Tam zachodzą wszystkie ważne zjawiska, które kształtują bohatera. Mamy płynne przejścia miedzy zdarzeniami, które układają się w jedną układankę dającą odpowiedzi na pytania, których poszukuje. Codzienność urasta do rangi mitu, gdzie zwykłe czynności naznaczone są fantastyką i wytłumaczeniem szerszych zjawisk i procesów. Jak to mówią, w każdym szaleństwie jest metoda. Tak i tutaj Bruno Schulz nadał swej wizji kształt i znaczenie, by pewne prawdy oswoić i zrozumieć sens istnienia tworząc przy tym naprawdę dobrą literaturę.
annaczyta - awatar annaczyta
oceniła na103 miesiące temu

Cytaty z książki 622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta

Więcej

Prawdziwa kobieta nie jest zła ani dobra, jest k o b i e t ą - to wystarcza, a winni są zawsze tylko i jedynie mężczyźni.

Prawdziwa kobieta nie jest zła ani dobra, jest k o b i e t ą - to wystarcza, a winni są zawsze tylko i jedynie mężczyźni.

Stanisław Ignacy Witkiewicz 622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta Zobacz więcej

Tak, możesz być wszystkim dla mnie. Wierzę w ciebie i wierzyłam od pierwszej chwili naszego poznania. Możesz wszystko zmienić, wszystko ze mnie zrobić, co zechcesz. Tylko chciej tego i kochaj mnie bardzo. Mnie trzeba strasznie, bez pamięci kochać i trzymać z całej siły. Inaczej nie ma mnie. Ginę czasem nawet sama dla siebie. Sama siebie nie znam w takich chwilach.

Tak, możesz być wszystkim dla mnie. Wierzę w ciebie i wierzyłam od pierwszej chwili naszego poznania. Możesz wszystko zmienić, wszystko ze m...

Rozwiń
Stanisław Ignacy Witkiewicz 622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta Zobacz więcej

O ludziach można tylko milczeć.

O ludziach można tylko milczeć.

Stanisław Ignacy Witkiewicz 622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta Zobacz więcej
Więcej