„Pamiętniki Paska” to rzecz kapitalna, z kilkoma zastrzeżeniami. Jest to swoiste antidotum na satyryczne uproszczenia serialu "1670": pozwala zobaczyć, że XVII wieku naprawdę istniał ten typ mentalności, ale w dużo bogatszej, bardziej zniuansowanej formie. Pasek nie jest głupcem z komedii np. Fredry — on jest szlachcicem z całym światopoglądem swojej epoki, z jego wartościami, a także z wszystkimi ograniczeniami tamtych czasów.
Czytając jego zapiski można szybko zorientować się, że wiele elementów ówczesnej mentalności wciąż rezonuje w naszym społeczeństwie - i ja myślę, że to bardzo dobrze. Podobnie gdy czytasz nieco bardziej swojskie czy "wyluzowane" fraszki Kochanowskiego - masz wrażenie że można by razem usiąść przy piwku i mniej lub bardziej swobodnie porozmawiać. Ważna uwaga - najlepiej czyta się końcówkę książki, gdzie jest więcej zabawnych sytuacji, najtrudniej przebrnąć przez mowy i listy, gdzie Pasek popisuje się swoją znajomością Łaciny i cytatami z Cycerona czy Owidiusza - całe strony pisane łaciną (!)
A wracając do trunków - co pił Pasek? Petercymenty, miód pitny (z imbierem i gwoździkami - zresztą faktycznie goździki przypominają gwoździe:)) oraz piwo. A co to takiego "petercyment"? To zniekształcona nazwa - taka bardziej zniemczona - czy zholenderyzowana wina szczepu Pedro Ximénez - a więc szczepu białych winogron z Andaluzji, z którego robiono (i nadal się robi) bardzo słodkie wina, najczęściej wzmacniane, o smaku suszonych winogron, fig, miodu i karmelu. A więc hiszpańskiej Malagi! Zastanawiające że w notatkach Paska pili malagę, a nie pili win z Węgier. Może dlatego, że w tych czasach doszło do najazdu węgierskiego i miano do Węgrów uraz/ ewentualnie istaniały utrudnienia handlowe? Zawsze było dużo o "węgrzynach'; a tu nic. Brak win węgierskich u Paska mógł wynikać z utrudnień handlowych i niechęci do Węgier (Siedmiogrodu) po walkach z Rakoczym, a Malaga / „petercyment” była po prostu dostępniejsza, modniejsza i bardziej egzotyczna. Co pięknie pokazuje, że Rzeczpospolita XVII wieku była bardziej „miodowo-morska” niż „winna”.
Był tez i teatr, choć nieco inaczej to wyglądąło niź dzisiaj :) Słynny incydent, który opisął Pasek, wydarzył się około 1660 r., gdy w Warszawie występowała francuska trupa teatralna, która odgrywałą sceny triumfu nad cesarzem niemieckim. Był to tak zwany theatro publico -czyli plenerowy. Dla sarmackiej szlachty, wychowanej na husarskich ideałach i nabożeństwach, te przedstawienia — gdzie „król francuski” i „cesarz niemiecki” byli postaciami scenicznymi, nierzadko ośmieszanymi — wyglądały jak bluźnierstwo i polityczna kpina. No i, jak to w barokowej Polsce bywało — zamiast napisać list protestacyjny, chłopaki wzięli łuki i postanowili zrobić recenzję po swojemu. Krótko mówiąc dla wielu aktorów był to ostatni występ. Nie bez znaczenia był fakt, że Francuzów zwyczajnie nie lubiano, a były to czasy gdy stronnictwa profrancuskie mocno lansowały kandydatów na tron z tego pańśtwa (Kondeusz, Walezy, Lotaryńczyk, etc.) Po całym zdarzeniu szukano winnych śmierci aktorów, a Pasek cytuje sceny ze swojego komicznego przesłuchania:
WśćM. MPan skąd jedziesz?« Powiedam: »Z Warszawy«. »Kiedyś Wść wyjechał?« Powiedam: »Po śmierci cesarza chrześcijańskiego i krola francuskiego«. :)— »Patrzałeś Wść na to, kiedy się to stało?« — »Patrzałem«. »Co za osoba był, ktory najpierwej do cesarza strzelił?« Powiedziałem: »Taki, jako Wść i jako ja«. Rzecze, śmiejąc się: »Czy i nie Wść sam?« Odpowiem: »Wszak tam strzelono z łuku, a jam tu bez sahajdaku przyjechał«. Rzecze: »Choćby i Wść i ktokolwiek to uczynił, ma od Pana Boga odpust za to, że się ujął o takie srogie scandala, i krol J-oMść w oczy tylko krolowej kondolencyą czyni, a w sercu z tego się śmieje«. Naśmiawszy się tedy z owego dyalogu, nacieszywszy, wypili beczkę piwa gospodarzowi i drugą, i pojechali. Toto taką Francuzowie mieli w Polszcze powagę za Ludowiki... No komiczne, nieprawdaż? „Kto strzelił pierwszy?” — „Taki, jako Wść i jako ja.” Czyli: wszyscyśmy tacy sami, po co drążyć, panie bracie! A potem jeszcze ten genialny komentarz żołnierza: „Choćby i Wść to uczynił, ma od Pana Boga odpust, że się ujął o takie srogie scandala.” — czyli: dobrze zrobiliście, żeście tych Francuzów postraszyli, Pan Bóg Wam to policzy na plus! I wreszcie — beczka piwa jako zwieńczenie przesłuchania! To już czysty Sarmacki Monty Python.
Miay tez miejsce wojny domowe jak rokosz Lubomirskiego. I Pasek tez świetnie to opisał w kapitalnym fragmencie o tym, jak ludzie mieli dość tej wojny i „tańca gonionego" między królem a rokoszanami, podwodów, kontrybucji, prowiantów, kwater, i innych kontyngentów dla wojsk. W skrócie:
"Utęskniło się też krolowi na miejscu i mowi do swoich: »Nie byłoby też tu gdzie przejechać się do szlachcica ktorego, bo już uprzykrzyło się na miejscu kilka niedziel siedzieć«. Rają mu to tu do tego, to d[o t]ego, o dwie mili, o trzy od miejsca. Krol rzecze: »Ale ja chcę blisko kędy, żeby powrocić na wieczerzą«. Ozwie się ktoś: »Jest tu, Miłościwy krolu, szlachcic polityczny, pan Sułkowski; zaraz pod obozem mieszka, będzie rad Waszej KMści«. Kazał się tedy krol nagotować, pojechał i z krolową. Nie wiemy o niczym, napijamy się piwka, karty grają — bom i ja tam był, gdyż to dobry przyjaciel ojca mego i moj — żołnierzow też kilkanaście; aż wchodzi sługa: »Krolestwo IchMść do WM. MPana jadą, jeżeli w czym nie przeszkodzą?« Porwie się gospodarz: »Będę rad panu memu miłościwemu, proszę i z ochotą czekam«. Słyszę, kiedy sama rzekła: »Będęć ja tobie rada! Dyjabeł w tobie, poczekaj jeno!« Ale nie wiedzieli, na co to mowiła. Powypadali tedy wszyscy, a krol jeszcze był opodal. Skoro już wjeżdża we wrota konno, a krolowa jeszcze karetą na zadzie była, aż mię pyta Sułkowska: »Moj złoty, pokażże mi, ktory to tu krol, boć ja go jeszcze nie znam. Wiem, że po niemiecku chodzi, ale to tu kilka Niemcow: nie wiem, ktory«. Ja tedy, nie wiedząc, na co pyta, że »ten to, co między tymi dwiema na takim koniu«. Dopiero owa, przybliżywszy się przeciwko niemu, klęknie, ręce złożywszy ku niebu podniesie i mowi: »Panie Boże sprawiedliwy! — krol, co już miał zsiadać, zatrzymał się — jeżeliś kiedykolwiek rożnymi plagami karał złych i niesprawiedliwych krolow, wydziercow, szarpaczow, krwie ludzkiej niewinnej rozlewcow, dziś pokaż sprawiedliwość twoję nad krolem Janem Kazimierzem, żeby pioruny na niego z jasnego nieba trzaskały, żeby go ziemia żywo pożarła, żeby go pierwsza kula nie minęła, żeby wszystkie owe, ktore dopuściłeś na Faraona, jego dotknęły plagi za te wszystkie krzywdy, ktore my, ubodzy ludzie, cierpiemy i całe krolestwo!« Mąż jej gębę zatyka, a ona tym bardziej mastykuje. Krol nazad do wrot; gospodarz skoczy, prosi, strzemienia się chwyta. »Żadnym sposobem; złą macie żonę, panie, nie chcę, nie chcę!« Pojechał; potkał się z krolową: »Nawracaj, nic tu po nas«. Przyjechawszy do Rawy, krol w śmiech, krolowa w gniew: »A, kazałabym ją tak!« Krol rzecze: »Nie trzeba tak, niech się ukrzywdzony przynajmniej tym ucieszy, co się nagada. Ale, dla Boga, niech kto oznajmi Lubomirskiemu, żeby się z nami przeprosił, boć już nas o tę wojnę i baby konfundują«.
Stąd kolejna kopalnia wiedzy: nawet jeśli Jan Kazimierz mówił po polsku, dla zwykłego szlachcica czy żony gospodarza był „Niemcem” z kilku powodów: ubiór – król nie nosił typowego sarmackiego stroju, nie miał kontusza, pasów, buńczuka przy boku itp., fryzura / golenie – Sarmaci mieli swoje charakterystyczne wąsy i fryzury; król był „po zachodniemu”, czyli "Niemiec". I ta bezcenna wiązanka wymierzona w zaskoczonego króla, któremu białogłowa "jasną cholerą w oczy zaświeciła" parafrazując Mostowicza.
Długo bym mógł jeszcze pisać o Pamiętnikach, ale resztę zostawiam dla tych, którzy chcieliby jednak sami zmierzyć się z oryginałem. Na zachętę kilkanaście zabawnych fragmentów w sekcji "cytaty". No i jeszcze przecież jest tu kapitalna historia o udomowionej wydrze imieniem "Robak" - która spała w pościeli i łowiła ryby na komendę, a sama jadła tylko te upieczone i przyprawione pietruszką. Polecam.
Opinie i dyskusje o książce Opis obyczajów za panowania Augusta III. Tom 1
Nie wyobrażam sobie osoby interesującej się historią, która nie zna tego dzieła.
Spisane w formie barwnej gawędy szlacheckiej z humorem i naszpikowane anegdotami jak rodzynkami w serniku wiedeńskim.
To opis XVIII wiecznej Polski ukazujący jej rozkwit, ale niestety również początki upadku.
Książka jest pełna szczegółów na temat życia dworskiego, obyczajów, kuchni, mody, systemów prawnych i życia codziennego.
Nieocenione źródło wiedzy, spisane przez światka wydarzeń.
Chociaż autor nie skończył swojego dzieła, myślę, że nikt nie będzie nim rozczarowany !!!
POLECAM !!!
Nie wyobrażam sobie osoby interesującej się historią, która nie zna tego dzieła.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSpisane w formie barwnej gawędy szlacheckiej z humorem i naszpikowane anegdotami jak rodzynkami w serniku wiedeńskim.
To opis XVIII wiecznej Polski ukazujący jej rozkwit, ale niestety również początki upadku.
Książka jest pełna szczegółów na temat życia dworskiego, obyczajów, kuchni, mody,...
„Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa” – tak to było w dawnej Rzeczpospolitej, która za czasów Augusta IIl przeżywała okres względnej prosperity i pokoju. Spokojne czasy, chwilowo bez wojen rozleniwiały nieco stan szlachecki i zniechęcały do wydatków na armię i zbrojenia (czy myśmy przypadkiem nie doświadczali tego jeszcze 5-10-15 lat temu???). Można było wydawać fortuny na pałace, upiększanie miast, teatry, kosztowne uczty i inne luksusowe zbytki.
I tu się Kitowicz nadał do opisania tych wszystkich szlacheckich obrzędów i manier. Niestety tom I nie obfituje zanadto w soczyste anegdoty i sarmackie smaczki. Z przykrością nawet stwierdziłam, że Autor pisze sobie rozdziały z sobie tylko wiadomą logiką, może troszkę bez ładu i składu, a może po prostu ja bym te rozdziały poukładała w innym porządku.
Zaczyna swe dzieło krótkim opisem jasełek i szopek, jakie wystawiało się na Boże Narodzenie. Potem, pewnie wiedziony narodzinami zabiera się za okres człowieczego dzieciństwa. Skupia się głównie na stanie szlacheckim i magnackim, bo sam przyznaje, że na stanach niższych się nie zna, więc nie może się o nich wypowiadać – co za prawdomówność i skromność (niektórzy Internauci mogliby brać przykład)! Jeśli jednak chcemy wiedzieć więcej, jak dziecię było wychowywane, czym karmione a czym zabawiane – zajrzyjcie gdzie indziej, bo tu zbyt wiele nie znajdziecie, poza paroma pobieżnymi opisami dziecięcych strojów. Ale jedna z porad wychowawczych naprawdę przemówiła do mnie (ojejejej!) - jeśli dziecięciu w powijakach będziesz podawać gorzałkę, to na pewno nabierze doń takiej niechęci, że już nigdy w dorosłości wódki nie tknie! Hmmmm, czy to aby na pewno tak działa?
Kiedy mija okres pieluszek i dziecięcych sukienek, pora iść do szkoły – i tu następuje wyliczenie wszelkich szkół w Rzeczpospolitej, od tych najniższych po uniwersytety, z dość ciekawymi, choć też proszącymi się o rozwinięcie, relacjami o sposobach nauczania i obyczajach żakowskich.
Może z powodu, że większość nauczycieli i profesorów była stanu duchownego, Autor przechodzi do rozdziału o duchowieństwie, zgromadzeniach zakonnych męskich i żeńskich, księżach i parafiach. Zaleta – sporo informacji w jednym miejscu, wada – za mało tej informacji i znów skupienie się głównie na typach habitów i problemie chodzenia boso lub w trzewiczkach. Niemal słowa o regułach zakonnych i innych aspektach życia zakonnego, za to dowiedziałam się, co to jest rokieta albo mantolet… Dowiedziałam się też, że szaty kobiece osobliwie przyciągały pchły, z których to insektów trzeba było skrupulatnie czyścić kościół po każdym nabożeństwie. Cóż, mydło drogie, modlitwa gratis!
A od duchowieństwa wiedzie nieco kręta droga do wymiaru sprawiedliwości. Kitowicz stara się przybliżyć czytelnikowi rodzaje i rangę sądów w saskiej Polsce oraz przebiegu rozpraw. Tu roi się od egzotycznego dla mnie słownictwa, typu: instygator lub kondemnata, a z drugiej strony robi się mięsiście i pikantnie. Wgłębiamy się nieco w kulisy prowadzenia staropolskich sporów sądowych, nieuczciwego postępowania stron, korupcji, zrywania sądów i różnych innych przykładów szlacheckiej samowoli i skłonności do anarchii. A – jeśli dziś narzekamy na przewlekłość postępowań i zbyt długie oczekiwanie na rozstrzygnięcie swojej sprawy – cieszmy się, że nie żyjemy w XVIII wieku i nie odziedziczyliśmy „swojego” procesu po ojcu lub dziadku, bo tak się ongiś czekało na zakończenie przewodu!
Kitowicz pisze stylem godnym bardziej rozprawy naukowej niż gawędy. Ogranicza swój komentarz do minimum, skupia się na rzeczowym opisie bez zbędnych ozdobników. Być może oszczędzał na researchu :),bo wiadomości mogłoby być więcej, dużo więcej. Może w kolejnym tomie się rozkręci.
No i znów książka sama mi weszła w sierpniowe wyzwanie LC. Same zalety!
„Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa” – tak to było w dawnej Rzeczpospolitej, która za czasów Augusta IIl przeżywała okres względnej prosperity i pokoju. Spokojne czasy, chwilowo bez wojen rozleniwiały nieco stan szlachecki i zniechęcały do wydatków na armię i zbrojenia (czy myśmy przypadkiem nie doświadczali tego jeszcze 5-10-15 lat temu???). Można było wydawać...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWarto się zapoznać chociażby dla pięknego języka który jest tutaj używany.
Warto się zapoznać chociażby dla pięknego języka który jest tutaj używany.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJędrzej Kitowicz (1727/8 – 1804) - polski ksiądz, historyk i pamiętnikarz, o którym w Wikipedii jest napisane:
"...Jest autorem dwóch niedokończonych dzieł, które pisał w Rzeczycy prawdopodobnie na podstawie wcześniejszych notatek i obserwacji Trybunałów w Piotrkowie. 'Opis obyczajów za panowania Augusta III' był pierwszą próbą syntetycznego ujęcia obyczajowości epoki saskiej w Polsce; 'Pamiętniki, czyli Historia polska' (częściowo wydane być może w wersji zniekształconej przez wydawcę w 1840, w całości w 1971) stanowiły kronikę lat 1743-1798, ze szczególnym uwzględnieniem konfederacji barskiej. Prace Kitowicza, szczególnie 'Opis obyczajów...', mają zarówno wartość literacką, jak i historyczną. Jego sądy o czasach mu współczesnych były bardzo krytyczne i bardzo bogate w szczegóły..."
Tytułowe "za panowania Augusta III" tzn w latach 1733 – 1763, kiedy to królem Polski był August III Sas (1696 - 1763),syn Augusta II z saskiej dynastii Wettynów i Krystyny Eberhardyny Bayreuckiej.
O autorze istotne szczegóły podaje we "WSTĘPIE" Roman Pollak (s. XVII):
"...Około połowy 1771 r. Kitowicz opuszcza szeregi konfederacji (barskiej - przyp. mój)... ..i w październiku tegoż roku.. ..wstępuje do Seminarium Misjonarzy w Warszawie, mając lat 43 z górą.... ..Jedna z przeszkód było to, że Kitowicz nie miał ukończonych szkół średnich...".
Pod koniec „Wstępu' Pollak zauważa (s. XLIX):
„Jako autor 'Opisu..' jest Kitowicz w pierwszym rzędzie historykiem naszej przedrozbiorowej obyczajowej kultury, którą utrwalił w skali nierównie szerszej, niż ktokolwiek inny przed nim...”
Zaczyna Kitowicz od wiar „jakie były w Polszcze za Augusta III”. A było ich, według niego dwanaście (s. 4 i następne):
„........Najpierwsza wiara w Polszcze panująca była za Augusta III i jest dotychczas, acz ozięblejsza, k a t o l i c k a r z y m s k a. Druga, od niepamiętnych czasów zadawniona, pełno wszędzie swoich wyznawców mająca, ż y d o w s k a. Trzecia, później z tureckiego państwa wprowadzona w małej liczbie bo tylko w Łucku na Wołyniu i w Haliczu na Podolu K a r a i m ó w... …..Czwarta wiara - l u t e r s k a, piąta - k a l w i ń s k a... ..Szósta wiara - m a h o m e t a ń s k a, ta zaś gniazdo swoje ma na Litwie, wprowadzona od Witolda, książęcia litewskiego, który kilkadziesiąt familij tatarskich sprowadził z półwyspu krymskiego i tam ich osadził, nadawszy niektóre grunta dziedzicznym prawem, które do dziś dnia posiadają. Siódma - s c h i z m a t y c k a grecka; ta się znajdowała pod panowaniem Augusta III na Podlasiu w Drohiczynie, w dobrach słuckich książąt Radziwiłłów, w Litwie i na Rusi po wielu miejscach. Ósma f i l i p o w c ó w; ta się znajduje na Rusi tylko i w małej liczbie; ma to być jeden gatunek z kwakrami o których zaraz. Dziewiąta - m a n i s t ó w albo k w a k r ó w, którzy się lokowali koło Gdańska i w samym Gdańsku. Dziesiąta - f a r m a s s o n ó w.. (chodzi o wolnomularzy - przyp. mój).. ..powiadają, że ta ich kompania nie do wiary należy, tylko jest jak konfraternia.. .Ku końca panowania Augusta III przybyła do Polski sekta jedenasta - c i a p c i u c h ó w
(frankistów – przyp. mój)... ..Dwunastą wiarą albo raczej powszechną niewiarą można nazwać d e i s t ó w. Ci odrzucają naukę objawienia, przeto wszystkimi religiami zarówno pogardzają mniemając, ze światło rozumu dosyć jest zdolne do objaśnienia człowieka między wyborem złego i dobrego....”
Proszę Państwa o ponowne przeczytanie powyższego wypisu. Czy nic Państwa nie zdziwiło? Przecież ten niewykształcony, zakłamany katolicki księżulo bredzi o kwakrach, masonach i frankistach, a nie zauważa prawosławnych. Ba, on jest super oszustem, on nawet nie wspomina o unitach. Ubogi ksiądz któremu polepszyło się gdy został proboszczem z Rzeczycy wszystko jest gotów napisać, by się podlizać swoim zwierzchnikom. Przypominam, że mówimy o latach 1733 - 63.
Prozelityzm prozelityzmem, lecz Kitowicz może wciskać kit analfabetom. Polecam pierwszą publikację z brzegu:
http://www.prawoslawie.pl/prawoslawie/o-prawoslawiu/prawoslawie-w-polsce/
Czytam tam:
„..Car Rosji korzystając z osłabienia Rzeczypospolitej wymógł na królu Auguście II reaktywację prawosławnego biskupstwa mohylewskiego. Król aktem z 1720 roku przywrócił swobody wyznaniowe prawosławnej ludności i reaktywował biskupstwo mohylewskie.
Kościół unicki dążył do całkowitej likwidacji prawosławia, a możliwość taką dawała mu ustawa sejmowa z 1733, roku która zakazywała niekatolikom dostępu do urzędów centralnych i lokalnych. Jeszcze wcześniejsza ustawa z 1717 roku odbierała prawo do publicznego odprawiania nabożeństw i wznoszenia świątyń. Rosja wielokrotnie interweniowała w sprawy Kościoła prawosławnego w Rzeczypospolitej..."
Nie da się nie zauważyć, że ani restrykcje polskie, ani sowieckie wiary prawosławnej nie zniszczyły, więc poczynania Kitowicza wzbudzają, w najlepszym przypadku, żenadę. Przypomnę, że znaleźli się zdrajcy, którzy założyli w 1596 roku, w wyniku Unii Brzeskiej, Kościół Unicki zachowujący obrządek prawosławny, lecz podporządkowujący się Rzymowi.
Po takim doświadczeniu odechciało mnie się czytać gryzmoł księżula. Na pohybel czarnym!
Jędrzej Kitowicz (1727/8 – 1804) - polski ksiądz, historyk i pamiętnikarz, o którym w Wikipedii jest napisane:
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"...Jest autorem dwóch niedokończonych dzieł, które pisał w Rzeczycy prawdopodobnie na podstawie wcześniejszych notatek i obserwacji Trybunałów w Piotrkowie. 'Opis obyczajów za panowania Augusta III' był pierwszą próbą syntetycznego ujęcia...
Jeśli ktoś da radę przebrnąć przez meandry staropolszczyzny będzie miał ubaw przy czytaniu każdej strony. Rzeczpospolita Kitowicza - kraj opojów, obiboków, awanturników, sejmików odbywanych tylko dla towarzyskich korzyści, przekupnych sądów, niekończących się uczt, pojedynków, studenckich psot,dewotek wszelkiej maści. Kitowicz był wspaniałym, bardzo czujnym obserwatoreem swojej epoki, miał też okazję przyglądać się wielu osobistościom Rzeczpospolitej połowy XVIII wieku i miał niezwykły dar i ogromną cierpliwość, żeby to wszystko opisać. Poza przyjemnością czytania jego dzieła trzeba tez pamietać, że jest to bogate źródło wiedzy o tamtych czasach. I nie opuszcza mnie myśl, że gdyby Kitowicz żył dzisiaj wśród nas, to o swoich rodakach i Rzeczpospolitej napisałby prawie to samo, o czym najdobitniej niech świadczy pierwsze zdanie z "Opisu obyczajów": "Najpierwsza wiara w Polszcze panująca była za Augusta III i jest dotychczas, acz ozięblejsza, katolicka rzymska" :-)
Jeśli ktoś da radę przebrnąć przez meandry staropolszczyzny będzie miał ubaw przy czytaniu każdej strony. Rzeczpospolita Kitowicza - kraj opojów, obiboków, awanturników, sejmików odbywanych tylko dla towarzyskich korzyści, przekupnych sądów, niekończących się uczt, pojedynków, studenckich psot,dewotek wszelkiej maści. Kitowicz był wspaniałym, bardzo czujnym obserwatoreem...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiezrównany ks. Kitowicz... natknęłam się na książkę podczas pisania pracy licencjackiej i nie wyobrażałam sobie później, by nie skorzystać z tego żywego źródła również przy szlacheckiej magisterce:)) Wielokrotnie cytowany ksiądz Jędrzej na stałe zapisał się w tradycji obyczajowości polskiej.
Niezrównany ks. Kitowicz... natknęłam się na książkę podczas pisania pracy licencjackiej i nie wyobrażałam sobie później, by nie skorzystać z tego żywego źródła również przy szlacheckiej magisterce:)) Wielokrotnie cytowany ksiądz Jędrzej na stałe zapisał się w tradycji obyczajowości polskiej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie czytało mi się łatwo, zwłaszcza że nie wszystkie rozdziały dotyczyły zagadnień dla mnie interesujących, np. o XVIII-wiecznej palestrze. Ale już rozdział o wychowaniu dzieci - niezwykle zajmujący:)
Nie czytało mi się łatwo, zwłaszcza że nie wszystkie rozdziały dotyczyły zagadnień dla mnie interesujących, np. o XVIII-wiecznej palestrze. Ale już rozdział o wychowaniu dzieci - niezwykle zajmujący:)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tozdarzały się fragmenty bardzo ciekawe, jak również i te które są kompletnie niezrozumiałe dla współczesnego polaka
zdarzały się fragmenty bardzo ciekawe, jak również i te które są kompletnie niezrozumiałe dla współczesnego polaka
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDoskonałe źródło historyczne przedstawiające obraz obyczajów polskich w czasach współczesnych autorowi.
Doskonałe źródło historyczne przedstawiające obraz obyczajów polskich w czasach współczesnych autorowi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to