Towarzysze broni

Okładka książki Towarzysze broni autora Sven Hassel, 9788389700889
Okładka książki Towarzysze broni
Sven Hassel Wydawnictwo: Erica powieść historyczna
492 str. 8 godz. 12 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Comrades of War
Data wydania:
2009-09-22
Data 1. wyd. pol.:
2009-09-22
Liczba stron:
492
Czas czytania
8 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389700889
Tłumacz:
Juliusz Wilczur-Garztecki
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Towarzysze broni w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Towarzysze broni

Średnia ocen
6,8 / 10
128 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Towarzysze broni

avatar
193
163

Na półkach: ,

Warto wziąć do ręki tę książkę. Spojrzenie na wojnę z drugiej strony barykady. Do nas bezsensowność wojen trudno dociera, bo zawsze się broniliśmy, rzadko bywaliśmy agresorem, więc sens był wkomponowany w walkę. W słusznej sprawie to i zginąć można chwalebnie. A w niesłusznej? Autor opiera się na wspomnieniach więc to co opisuje choć szokujące to jednak wiarygodne. Podczas lektury pojawiają się pytania jak przeżyć? Bo o sens nikt nie pyta. Widać dwie postawy jako dominujące - fanatyzm i degeneracja, ewentualnie skrajna apatia. Z tych odmętów przebija się z trudem potrzeba miłości i wartość płynąca ze wspólnoty. Mnóstwo tu brutalności i okrucieństwa, ale nie jak u Remarque'a czy Hemingwaya, gdzie jest ona wisienką na torcie. Tutaj to zupa, w której się pływa czasem nabierając powietrza. Biorę się za kolejne powieści tego autora!

Warto wziąć do ręki tę książkę. Spojrzenie na wojnę z drugiej strony barykady. Do nas bezsensowność wojen trudno dociera, bo zawsze się broniliśmy, rzadko bywaliśmy agresorem, więc sens był wkomponowany w walkę. W słusznej sprawie to i zginąć można chwalebnie. A w niesłusznej? Autor opiera się na wspomnieniach więc to co opisuje choć szokujące to jednak wiarygodne. Podczas...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
568
462

Na półkach:

To moja ulubiona książka Hassela, nie potrafię nawet powiedzieć czy czymś się wyróżnia spośród pozostałych ale robi na mnie niebywałe wrażenie. Groteska, nierealność, realizm, wszystko wymieszane razem a niektóre z opisów walki, wszystko jedno czy czołgów czy saperką, są nie do zapomnienia.

To moja ulubiona książka Hassela, nie potrafię nawet powiedzieć czy czymś się wyróżnia spośród pozostałych ale robi na mnie niebywałe wrażenie. Groteska, nierealność, realizm, wszystko wymieszane razem a niektóre z opisów walki, wszystko jedno czy czołgów czy saperką, są nie do zapomnienia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
64
63

Na półkach:

Od lat jestem fanem twórczości Svena Hassela. Kupiły mnie jego książki swoją wojenną prozą. Gdzie elementy groteski, tragedii, strachu, śmierci, komedii, głupoty wojny i reżimów przeplatają się wzajemnie. W moim odczuciu jego książki są w gruncie rzeczy antywojenne właśnie przez uwypuklenie jak są brutalne, krwawe i bezsensowne dla zwykłego człowieka jaki bierze w nich udział. Tak z bronią w ręku jak i nawet w dalekiej ojczyźnie. Jak bardzo mały jest pojedynczy człowiek, oddział czy rodzina wobez wojennych kół terroru.

"Towarzysze" koncentrują się na tym etapie wojny gdzie Niemcy już są w wyraźnej defensywie, pod bombami aliantów z jednej strony i napierającą Armią Czerwoną z drugiej. W wyniku ran na froncie trafiają do szpitala wojskowego w głębi Niemiec. I jak zwykle u Hassela jest to pretekst do opisywania różnorakich przygód, zdarzeń jakie ich otaczają. Pokazuje głupotę, bezsens i sadyzm totalitarnego reżimu i wojny. Bynajmniej narrator nie maluje siebie i swoich kolegów jako skrzywdzone ofiary. Nie, absolutnie nie. Są owcem czasów i wojny w jakich brali udział. Tak samo jak społeczeństwo jakie ich wydało na świat i w jakim wciąż pływają, nawet jeśli są dzikusami z Frontu Wschodniego. W większości pojawiają się te same twarze co w innych książkach Hassela. Ostatni rozdział jest poświęcony wizycie porucznika Ohlsena w domu i jego spotkaniu z żoną i synem. I bynajmniej nie jest to wesoła historia.

Od lat jestem fanem twórczości Svena Hassela. Kupiły mnie jego książki swoją wojenną prozą. Gdzie elementy groteski, tragedii, strachu, śmierci, komedii, głupoty wojny i reżimów przeplatają się wzajemnie. W moim odczuciu jego książki są w gruncie rzeczy antywojenne właśnie przez uwypuklenie jak są brutalne, krwawe i bezsensowne dla zwykłego człowieka jaki bierze w nich...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

244 użytkowników ma tytuł Towarzysze broni na półkach głównych
  • 180
  • 64
54 użytkowników ma tytuł Towarzysze broni na półkach dodatkowych
  • 32
  • 7
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Towarzysze broni

Inne książki autora

Sven Hassel
Sven Hassel
Sven Hassel - (ur. jako Børge Willy Redsted Pedersen) - duński pisarz. Urodził się w mieście Frederiksborg, na duńskiej wyspie Zelandia. Jako czternastolatek zaokrętował się na jeden z statków w charakterze majtka. Pływał po morzach przez następne 5 lat. W czasie II wojny światowej służył w Wermachcie. Aby dostać się do Wermachtu musiał zostać obywatelem Niemiec, co mu się udało. Po wojnie przez 4 lata przebywał w obozie jenieckim. Autor 14 nowel, które zostały przetłumaczone na 18 języków, w tym również na polski. Pisząc książki używał także pseudonimów: Sven Hazel i Villy Arbing. Sven Hassel żył 95 lat. Wybrane książki pisarza: "Straffebataljonen" (1962, polskie wydanie: "Batalion marszowy", Instytut Wydawniczy "Erica", 2009),"Gestapo" (1963, polskie wydanie: "Gestapo", Instytut Wydawniczy "Erica", 2005),"SS-generalen" (1969, polskie wydanie: "Generał SS", Instytut Wydawniczy "Erica", 2008). Żona: Dorthe Jensen (od 1951).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

D-Day. 6 czerwca 1944 Stephen E. Ambrose
D-Day. 6 czerwca 1944
Stephen E. Ambrose
Są takie książki, które po przeczytaniu zostawiają po sobie pustkę. Takie, których lektura wnika w naszą codzienną rutynę tak głęboko, że trudno pogodzić się z faktem, iż ma ona swój koniec. „D-DAY. 6 czerwca 1944” Stephena E. Ambrose’a jest właśnie jedną z nich. To nie tylko kronika wydarzeń, ale także świadectwo ludzkiego bohaterstwa i cierpienia w jednym z najważniejszych momentów XX wieku. Choć trudno mi jednoznacznie ocenić jej wartość naukową – wszak książki historyczne często opierają się na interpretacji faktów i subiektywnej selekcji źródeł – to, co szczególnie wyróżnia tę pozycję, to nie tylko suche fakty, liczby i techniczne opisy uzbrojenia. Ambrose często oddaje głos uczestnikom wydarzeń – żołnierzom, oficerom, medykom – zarówno po stronie aliantów, jak i Niemców. Ich relacje ustne nadają książce niezwykłego autentyzmu. To historie, które mogłyby pozostać na zawsze zapomniane – a przecież świadczą o niebywałym heroizmie, poświęceniu i ludzkiej solidarności. Środowiska akademickie nawet zarzucały autorowi skupianie się zbyt mocno na opowieściach z dołu („from the ground up”) kosztem szerszej refleksji o znaczeniu operacji. Nie sposób nie wspomnieć o filmie "Szeregowiec Ryan", który dla wielu stanowi punkt odniesienia w wyobrażeniach o lądowaniu w Normandii. Choć fabularnie oparty luźno na historii braci Niland, film ten wprowadził wielu z nas w realistyczny, brutalny obraz wojny. Jeśli podczas jego oglądania kolejny raz, wypatrując postaci przebiegających gdzieś w tle zadawałeś sobie pytanie: „Jak wiele większych i mniejszych historii reszty żołnierzy pozostało nieopowiedzianych?”, to książka Ambrose’a jest dla Ciebie. To właśnie tutaj znajdziesz te głosy, których nie sfilmowano, a które mają może jeszcze większą siłę, bo są prawdziwe. „D-DAY. 6 czerwca 1944” to opowieść nie tylko o strategii i bitwie, ale o człowieku w obliczu piekła wojny. To książka, która nie tylko uczy historii, ale również zmusza do refleksji – o odwadze, przypadkowości losu i cenie wolności. To jedno z tych dzieł, które powinno się przeczytać nie tylko dla wiedzy, lecz również dla pamięci.
KOM36 - awatar KOM36
ocenił na98 miesięcy temu
Okręt Lothar-Günther Buchheim
Okręt
Lothar-Günther Buchheim
Historia rejsu pewnego u-boota oczami niemieckiego korespondenta wojennego. A więc narracja nietypowa w stosunku do wydawanych u nas książek o II wojnie światowej. Na szczęście nie jest to przygodówka ani pompatyczna historia o bohaterstwie. Powieść w realistyczny, niemal naturalistyczny sposób opisuje życie załogi niemieckie łodzi podwodnej na Atlantyku w 1941 roku. Od wyruszenia z francuskiego brzegu aż do … No właśnie, warto przeczytać do czego. Czytelnik najpierw poznaje środowisko oficerów „freikorpsu Donitza”,czyli elity niemieckiej Kriegsmarine, by potem zagłębić się w odmętach oceanu, ludzkiego potu, smrodu (także maszyn),wody, także w środowisku marynarzy i podoficerów. Wojna odarta jest z bogoojczyźnianego bohaterstwa. Należyte wykonywania obowiązków wymusza na załodze sytuacja. Muszą się starać, aby w ogóle przeżyć. Jedna trzecia okrętów podwodnych nie wracała z pierwszej misji. Życie młodzieży (dowódca był około trzydziestki, rekruci w wieku poborowym) w czasie wolnym od wacht i walki o przeżycie nie polegało na śpiewaniu pieśni patriotycznych tylko na marzeniach i wspomnieniach dotyczących pewnej oczywistej sfery życia. Łatwo się domyślić jakiej. Słownictwo dalekie było od dialogów ludzi wykształconych, tak samo zwyczaje, w tym higieniczne. Autor wskazał na dwie grupy załogantów. Marynarzy i techników-fachowców. Jedni i drudzy wywyższali się, ale tylko wewnątrz łodzi. Wojna to nie zabawa. Taki morał można wysnuć z książki. Bohaterowie mają co wspominać, ale gdy wydarzenia się rozgrywały, dużo by dali, by ich uniknąć. No i nie wszyscy wytrzymywali psychicznie, czemu trudno się dziwić. Znakomita realistyczna książka o wojnie. Jedyna wada, to zbyt mocne (i pewnie nieszczere) podkreślanie sceptycyzmu pozytywnych postaci wobec Hitlera i nazizmu. Nawet, gdyby tak było, to w 1941 roku było za wcześnie, by dawać temu wyraz. Niemcy jeszcze wówczas wygrywali. Znakomita książka (anty)wojenna. Bez lukru, patosu, patyny i hurraoptymizmu. Krew, pot i łzy. Przeczytany w ramach wyzwania marcowego – książka, która została sfilmowana.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na816 dni temu
Zlikwidować Paryż Sven Hassel
Zlikwidować Paryż
Sven Hassel
„Żołnierze padali jak muchy we wszystkich czterech stronach świata przy akompaniamencie bębnów oraz trąbek i nie było żadnej matki, żony, siostry czy narzeczonej, która by się skompromitowała opłakiwaniem utraconego bohatera. Niemieckie kobiety były dumne z tego, że ofiarowały krajowi takich mężczyzna w godzinie potrzeby.” Myślę, że powyższy cytat doskonale oddaje charakter niemieckiego narodu, który pogrążył świat w wojennej pożodze, jakiej ten nie doświadczył od zarania swoich dziejów. Rozkaz Führera nie tylko trzeba wykonać, ale jeszcze być dumnym z jego idealnej realizacji! Przecież w końcu żadna ofiara nie jest dość wielka, aby przywódca narodu był należycie zadowolony. Niemiecka machina wojenna, ten niezrównany twór miażdżący armie całej Europy, szybko załamałby się pod własnym ciężarem, gdyby nie postawa jego najmniejszych trybików - zwykłych Niemców, tych wszystkich poczciwych Helmutów, Ing czy Heinrich–ów, marzących o zaprowadzeniu nowych porządków na kontynencie i zdolnych do największych poświęceń w imię osiągnięcia tego „uświęconego” celu. To przecież zrozumiałe, że „nadludzie” powinni zyskać status, który należy im się z natury, bez konieczności znoszenia brudnych, zawszonych Żydów, Cyganów, Polaków, Rosjan i innych wybryków natury. „Podludzie” muszą zniknąć - takie jest prawidło natury, że lepsza rasa wypiera te gorsze - a jak ma się to dokonać, jest wyłącznym zmartwieniem władz. I tak żyli zwykli, kulturalni (a jakże!) Niemcy w swoich czystych, schludnych domach, nie czując gryzącego dymu wydobywającego się z kominów obozów koncentracyjnych i nie słysząc wycia ludzi „obrabianych” w katowniach Gestapo. Wszak, jak III Rzesza długa i szeroka, padało: „Po co o to pytać?” Cywile zaczęli mieć pewne wątpliwości, co do słuszności obranego przez uwielbianego Führera kierunku w jakim wiedzie Niemcy, dopiero gdy alianckie bomby zaczęły im spadać na głowy, obcięto racje żywnościowe, a miasteczka i wioski wypełniły się rycerzami niezwyciężonego Wehrmachtu, obnosząc na nienagannie wyglądających, malowniczych uliczkach, swoje potworne rany i formy kalectwa o jakich się ich mieszkańcom nawet nie śniło. A żołnierze? Na nich otrzeźwienie przyszło znacznie wcześniej Przynajmniej na niektórych... O nich właśnie opowiada Sven Hassel w swojej powieści „Zlikwidować Paryż”. Autor snuje historię żołnierzy niemieckiej dywizji pancernej, którzy wpadli w sam środek wojennego piekła. Akcja rozgrywa się w okresie czerwiec – sierpień 1944 we Francji i jest czymś w rodzaju kroniki przetrwania grupki towarzyszy broni, którzy po kilku latach frontowych doświadczeń mają już w d**pie Fuhrera, Wielkie Niemcy i zdobywanie „przestrzeni życiowej”, a ich jedynym pragnieniem jest przeżyć i dotrwać do końca wojny. „Tylko jak i po co, dla kogo to zrobiliśmy, jaka była nasza motywacja? Za Ojczyznę? Za Führera? Ażeby zdobyć sławę, medale, awanse, w imię honoru? W żadnym razie. Nic z tych rzeczy. Kierował nami tylko i wyłącznie instynkt. Za wszelką cenę chcieliśmy zatrzymać coś bardzo cennego – nasze życie.” Poza chęcią przetrwania, bohaterów łączy coś jeszcze – zjawisko istniejące w każdej armii świata - wojenne koleżeństwo. „Byłem wśród przyjaciół, których obchodził mój los, którzy potrafili mnie zrozumieć. Wiedziałem, że byli gotowi ryzykować dla mnie życie, gdyby tylko zachodziła taka potrzeba i że podzieliliby się ze mną ostatnim okruszkiem chleba.” Te dwie przemożne siły, które bez reszty wypełniają żołnierskie piersi, pozwalają nie postradać zmysłów i przetrwać najgorsze chwile. A tych jest wręcz bez liku, gdyż w owym czasie olbrzymia przewaga aliantów, którzy wreszcie wylądowali we Francji, powodowała, że niepokonany „tysiącletni” Wehrmacht zbierał cięgi na każdym kroku. A naszym żołnierzom, jako weteranom, na ogół przypadało zadanie polegające na osłanianiu odwrotu swojej jednostki. Co ciekawe, narrator nie jest Niemcem, a… Duńczykiem! Wyemigrował ze swojego kraju, w którym był zwykłym ulicznikiem bez przyszłości, do bogatych Niemiec, zaciągając się do wojska, zapewniającego spokojną egzystencję. Czyż mógł przypuszczać, ze za chwilę rozpęta się wojenna zawierucha, a jego „ciepła posadka” zamieni się w bezwzględną walkę o życie każdego dnia? W powieści Hassela przerażające obrazy wojennego okrucieństwa przetykane są zdarzeniami iście groteskowymi, które - gdyby nie pamięć o czasach w jakich rozgrywa się fabuła - wywoływałyby salwy śmiechu. Tak jest w przypadku akcji polegającej na skrytym transportowaniu zdobytej na mięso świni przez ulice Paryża, która ostatecznie kończy w… trumnie, aby uniknąć wzroku wścibskich żandarmów. Taki charakter ma też „popijawa” z amerykańskim żołnierzem, który -spotkany przez bohaterów w przygodnej karczmie w czasie wykonywania przez nich zwiadu za liniami wroga - jest tak nieprzytomny, że pomimo oczywistego wyglądu mundurów, w jakie są przybrani, bierze ich za swoich kolegów z US Army. Cóż, dwie strony tego samego wojennego medalu – groza mieszająca się z komedią. Czasami ma się jednak wrażenie, że Hassel nieco „przegina” w tym przedmiocie, każąc swoim bohaterom zupełnie bezkarnie upijać się na warcie, czy podczas pobytu na pierwszej linii, wyprawiać iście „małpie” figle, kraść mienie wojskowe na potęgę, głośno naigrywać się z dowództwa, etc. i to wszystko pod czujnym przecież okiem oficerów. W czasach, gdy za zdecydowanie mniejsze przewinienia kończyło się jako wróg partii nazistowskiej, narodu niemieckiego oraz defetysta na najbliższej gałęzi lub przed plutonem egzekucyjnym i to bez żadnego sądu, brzmi nieco sztucznie oraz wydumanie. W pewnych chwilach przypomina to niekończący się ciąg fantastycznych, orgiastycznych obrazów, opisywanych przez dotkniętego maligną, półprzytomnego narratora... Mimo wszystko Wehrmacht, pomimo ponoszonych klęsk, nie był organizacją, która tolerowałaby aż takie nagromadzenie niesubordynacji oraz bezczelności szeregowych żołnierzy. Ciągle była to bardzo groźna i sprawna machina wojenna, zdolna zadawać przeciwnikom ciężkie ciosy, czego zresztą dowiodła opisywana kampania we Francji. I posiadał też bardzo rozbudowane służby, których zadaniem było czuwanie nad odpowiednim poziomem dyscypliny. Silną stroną książki Autora jest uwypuklenie różnorodności typów ludzkich, jakie składały się na ówczesne niemieckie wojsko. Poza tymi, którzy mieli ogląd świata taki jak główni bohaterowie, pełno w nim apodyktycznych służbistów, fanatyków nazizmu czy zwykłych tchórzy i niegodziwców. Jak pewien generał, który „wycofując się na z góry upatrzone pozycje” na frontowych tyłach, odmawia użyczenia swojego wielkiego, luksusowego samochodu, pełnego zrabowanych cywilom przedmiotów oraz jego francuskich kochanek, do przewozu ociemniałych rannych, pozbawionych jakiegokolwiek środka transportu. Czytelnik towarzyszy grupce straceńców w ciągłym odwrocie od plaż Normandii aż do Paryża, który - jak wskazuje sam tytuł książki - został skazany przez Hitlera na zagładę. Najpiękniejsze miasto świata, jak twierdzą niektórzy, miało zostać zrównane z ziemią, aby tak jak Warszawa stać się przestrogą oraz postrachem dla wszystkich, którzy nosiliby się z zamiarem odzyskania wolności. Wykonawcą rozkazu miał się stać niemiecki generał Dietrich von Choltitz, który wsławił się opanowaniem Rotterdamu oraz Sewastopola. Wydawało się, że nie ma lepszego człowieka do realizacji tego upiornego pomysłu – bezwzględny wykonawca poleceń, doświadczony w sztuce niszczenia i zdobywania wielkich aglomeracji oraz zapatrzony w swojego Führera. A jednak, planowany zamiar nie został przeprowadzony. Miasto ocalało, co było wynikiem zbiegu szeregu różnych okoliczności, ale przede wszystkim niechęci wysokich oficerów do podejmowania zachowań, które po przegranej wojnie mogły zaprowadzić ich prosto na szubienicę. Każdy, kto choć trochę trzeźwo patrzył na sytuację w jakiej znalazła się III Rzesza, zdawał sobie sprawę, że koniec konfliktu jest blisko, a wraz z nim przyjdzie czas rozliczeń. Na generałów Hitlera padał już groźny cień procesu w Norymberdze... Do tego w stolicy wybuchło powstanie, a wojska francuskie i amerykańskie błyskawicznie znalazły się na jej rogatkach. Po krótkim i w zasadzie symbolicznym oporze, gen. Choltitz wydał swoim oddziałom rozkaz kapitulacji i grzecznie powędrował do niewoli wraz z całym swoim sztabem. Wojna dla niego się skończyła, jednak inni żołnierze Wehrmachtu nie mieli tyle szczęścia – dla nich, jak i dla bohaterów książki, rozpoczynał się kolejny szlak bojowy, tym razem już w samym sercu swojej Ojczyzny. Wielkie Niemcy, całkowicie zasłużenie i nieuchronnie dogorywały, waląc się z hukiem w prochu i krwi... Na koniec muszę z przykrością wspomnieć, że Autor popełnił dość liczne błędy merytoryczne. Z niewidomych przyczyn każe on swoim bohaterom prowadzić walki główne w charakterze zwykłej piechoty, choć są oni żołnierzami Panzerwaffe - i to jej elitarnej części – obsługującymi osławione Tygrysy. Oczywiście zdarzały się takie sytuacje, ale miały one ściśle incydentalny charakter – tego rodzaju żołnierze byli po prostu zbyt cenni, aby trwonić ich zasób w taki sposób. Wyobraźnia Autora okazała się aż tak bujna, że dostrzegł on w 1940 roku holenderskie czołgi atakujące niemieckie pozycje w straceńczej szarży, tymczasem gdy, jako żywo, armia tego kraju nie miała ani jednego pojazdu tego rodzaju. Jej dowódcy uważali bowiem, ze nie są one potrzebne... Nie wiadomo skąd Hassel wziął informacje o 30 tysiącach ofiar niemieckiego nalotu na Rotterdam - ten iście terrorystyczny atak niemieckiego lotnictwa przyniósł skutek w postaci 1000 zabitych. Paryż wyzwalała nie francuska 28. dywizja pancerna, a 2. i tak dalej. Tego rodzaju „kwiatków” jest więcej. Nie ma sensu wszystkich ich tu wypunktowywać, ale trzeba zaznaczyć, że obniżają one poziom książki. Szkoda, tym bardziej, że tego rodzaju informacje są łatwe do sprawdzenia. Ostatecznie, ponieważ nie jest to praca stricte historyczna, a bardziej mająca charakter rozrywkowy, mocne 7/10. instagram.com/thrillerly
Thrillerly - awatar Thrillerly
ocenił na71 rok temu
Tygrysy w błocie Otto Carius
Tygrysy w błocie
Otto Carius
Bez większych zastrzeżeń. Tak jak każdy tekst źródłowy (zwłaszcza o charakterze pamiętnikarskim, stworzony po wojnie) należy podchodzić do niego krytycznie. Należy jednak pamiętać, że druga część to dokumenty-raporty z akcji bojowych. Większość uwag zawarto w innych komentarzach. Otto Carius był frontowcem i z takiej perspektywy poznajemy konflikt. Walki pod Leningradem, Narwą, w Kurlandii (Tygrys) i bałagan ostatnich miesięcy wojny na froncie zachodnim (Jagdtiger). Nie ma tu dużo o jego stosunku do nazizmu. Ten człowiek przede wszystkim nie cierpiał dekowników, SS raczej nie lubiał ( za wyjątkiem jednostek - po prostu te formacje miały nieco inny etos wg. Cariusa). Rosjan szanował za waleczność i odwagę, a jednocześnie bał się tego co ze sobą niosą. Gardził Amerykanami - trudno mu się dziwić gdy nie powalczył z nimi "na poważnie", a widział głównie ruiny miast. Ta książka w gruncie rzeczy jest hołdem dla Tygrysa i batalionu Cariusa. Dla mnie niewątpliwym plusem jest to iż Carius spotkał takie postacie jak Model, von Strachwitz czy wreszcie Himmlera. Opisy tych spotkań są dość ciekawe i przypominają nam iż powierzchowność i obycie nie zawsze definiuje moralność, nie warunkuje nikczemności. Największym minusem jest to iż Carius bardzo skrótowo opisuje swą służbę w latach 1941-1942. Pomijając ranę z pewnością chciałoby się usłyszeć więcej historii związanych ze służbą w Panzer 38(t),z marszem na wschód (walczył pod Smoleńskiem). Rozdział z czasów stacjonowania pod Orłem jest bardzo ciekawy (Dywizja Polowa Luftwaffe w boju, stan uzbrojenia 20 Dywizji Pancernej). Zgaduję, że po prostu Otto Carius nie miał się czym pochwalić w tym okresie - był jednym z wielu żołnierzy. Tutaj Kosschorrek, zwykły strzelec mg-42, jest o wiele bardziej ciekawy (ale on nie tworzył po wojnie lecz w jej trakcie). Książka, którą warto znać.
Telamon - awatar Telamon
ocenił na84 lata temu
Wspomnienia Walter Schellenberg
Wspomnienia
Walter Schellenberg
Postać autora, oficera służb policyjnych III Rzeszy jest niezwykła, wystarczy wskazać, że jako jedyny z tak wysoko postawionych osób z kręgów SS uniknął poważnego wyroku i niejako suchą nogą przeszedł do świata powojennego. Służby, w których awansował na sam szczyt zajmowały się wywiadem i kontrwywiadem, konkurując w tym zakresie z wywiadem wojskowym. Same te okoliczności powinny gwarantować niezwykłość wspomnień takiej postaci. Tymczasem jestem po lekturze trochę rozczarowany. O ile, jak można się było spodziewać, autor wybiela się, pomija niewygodne aspekty, swój udział w zbrodniach III Rzeszy, skupia się często, szczególnie we wspomnieniach z końca wojny na działalności, która dała mu podstawy do łagodnego wyroku i przychylności aliantów, wysuwa na pierwszy plan zabiegi ratujące w tym czasie więźniów obozów, w tym narodowości żydowskiej, to jednak brakuje w książce tego co mogło być najciekawsze, tzn. głębszego wejrzenia w działalność wywiadowczą. Mamy ledwie parę informacji w tym zakresie, trochę o kontaktach z służbami innych krajów, kilka spostrzeżeń, a większość książki poświęcona jest relacją i dziwnym podchodom pomiędzy głównymi aktorami politycznych machin III Rzeszy. Możemy poznać relacje Himmlera z Hitlerem, Heydrichem, Ribbentropem. Ich animozje, wzajemne niechęci i gry przeciwko sobie. Sam Schellenberg przedstawia też swoje wrażenia odnośnie tych najważniejszych postaci, swoje lawirowania między nimi, walkę o względy, wypracowywanie pozycji i ścieżkę kariery. Jest to ciekawe spojrzenie na słabość systemu podporządkowanego rywalizacji osób odpowiedzialnych za decyzyjność w państwie i prowadzenie wojny. Książka wyszła jeszcze w czasach słusznie minionych i opatrzona jest irytującymi przypisami, dotyczącymi niemal wyłącznie poprawiania wizerunku ZSRR w II wojnie światowej. Ciekawiej czytałoby się te wspomnienia z solidnym opracowaniem edytorskim. Książka warta przeczytania, choć więcej obiecuje niż daje.
Tomasz_K - awatar Tomasz_K
ocenił na62 lata temu
Bitwy polskiego września Apoloniusz Zawilski
Bitwy polskiego września
Apoloniusz Zawilski
Pamiętam pewne lato prawie dwadzieścia lat temu i lekturę tego Dzieła. ♦️ Pamiętam, że ta intensywność doznań pola walki polskiego żołnierza zrobiła na mnie pioronujące wrażenie. Pamiętam mnogość frontów, małych i większych potyczek, działań zaczepnych, działań obronnych, znane reduty początku kampanii, ale też te, o których nikt nigdy nie mówił, nie wspominał, a działy się rzeczy wielkie. ♦️ Pamiętam niekończące się przemarsze, ciągły chaos, brak informacji, stopniową dominację jednego, a chwilę później drugiego, przy współudziale trzeciego, agresora. Jakże wiele się działo przez ten jeden miesiąc. Wiele miejsc na polskiej mapie zapisało się w historii II wojny światowej pierwszymi zwycięstwami w małych potyczkach i większych bitwach. ♦️ Polska czekała na aliantów. Czekała przez całą wojnę. A tak naprawdę określony, dobry sojusz z Czechosłowacją mógł wiele zmienić. Bez zakusów na Zaolzie, bez niepotrzebnego szarżowania, gdy Hitler rozrywał sąsiada. Ta długa, południowa granica miała wielkie znaczenie. Warto było mieć ją po swojej stronie zanim Hitler skumał się ze Słowacją. Warto było być w sojuszu z Czechosłowacją i w razie konieczności mieć oparcie w potężnej pięści pancernej, jaką z wielką radością powitał Hitler w swojej armii. Te czeskie czołgi dały mu znaczną przewagę na polskich drogach i polach. Tak to widzę i często o tym myślę. Również o tym, że Apoloniusz Zawilski wykonał niesamowitą robotę. A polski żołnierz we wrześniu 1939 roku dokonał niemożliwego. 🇵🇱
Summer_Magazine - awatar Summer_Magazine
ocenił na107 miesięcy temu
Snajper na froncie wschodnim. Wspomnienia Josefa Allerbergera Albrecht Wacker
Snajper na froncie wschodnim. Wspomnienia Josefa Allerbergera
Albrecht Wacker
Na wstępie trzeba zaznaczyć, że książka to spisana relacja niemieckiego snajpera z czasów drugiej wojny światowej. Mamy zatem wspomnienia żołnierza, oczywiście stawiającego go w jak najlepszym świetle, pomijającego różne "niewygodne" aspekty, ludobójstwo jakiego dopuściło się niemieckie wojsko na froncie wschodnim, a do tego spisane przez inną osobę, co wpływa akurat na styl książki. Jest to zatem książka relacjonująca wspomnienia snajpera, który na front trafił jako ochotnik, który po osiągnięciu pełnoletniości zgłosił się do służby w Wehrmachcie. Po szkoleniu, jako strzelec górski, obsługujący ciężki karabin maszynowy, szybko ujawnił swoje zdolności strzelca wyborowego i został snajperem. Walczył od lipca 1943 roku aż do samej kapitulacji i szczęśliwej dość ucieczki do domu. Biorąc pod uwagę, że są to wspomnienia snajpera, to jest to tytuł dość wyjątkowy, a opisy walk wydają się bardzo wiarygodne, poparte także licznymi zdjęciami z opisywanych wydarzeń, ludzi. Sporo jest ciekawostek, realiów służby, walki, relacji między żołnierzami. Jak to już nie pierwszy raz czytając wspomnienia niemieckich żołnierzy, znajdziemy tu nieskrywaną pogardę dla przeciwnika. Nawet jeśli we wspomnieniach znajdzie się docenienie żołnierskich walorów, to w sposobie określania radzieckich żołnierzy, wyczytać można pogardę, traktowanie z wyższością. Chociaż w pewien sposób często dotyczyło to żołnierzy walczących na różnych frontach. Oczywiście nieporozumieniem jest szukanie w tych wspomnieniach refleksji o nazizmie, o ludobójstwie, obozach, jakiegoś poczucia winy. To raczej spojrzenie na nieludzką, okrutną wojnę, którego uczestnik mówi w sposób bezpośredni o bezlitosnej walce, o znieczuleniu, o swoim sposobie walki, przecież fascynującym choć kontrowersyjnym. Niektóre fragmenty są bardzo filmowe, pełne akcji, czyta się to rewelacyjnie, także ze względu na przyjętą narrację trzecioosobową, bo autor spisał wspomnienia tytułowego snajpera i podaje je jakby zbeletryzowaną biografię obejmującą okres od szkolenia do końca wojny. To bardzo dobra rzecz, wolna od natrętnej propagandy, raczej pomijająca ludobójcze epizody oddziałów, w których służył tytułowy snajper. I napisana i wydana oryginalnie już kilkadziesiąt lat po wojnie. Niemniej to bardzo ciekawy obraz koszmaru frontu wschodniego i zaciekłości toczonych tam walk.
Tomasz_K - awatar Tomasz_K
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Towarzysze broni

Więcej
Sven Hassel Towarzysze broni Zobacz więcej
Sven Hassel Towarzysze broni Zobacz więcej
Sven Hassel Towarzysze broni Zobacz więcej
Więcej