„Żołnierze padali jak muchy we wszystkich czterech stronach świata przy akompaniamencie bębnów oraz trąbek i nie było żadnej matki, żony, siostry czy narzeczonej, która by się skompromitowała opłakiwaniem utraconego bohatera. Niemieckie kobiety były dumne z tego, że ofiarowały krajowi takich mężczyzna w godzinie potrzeby.”
Myślę, że powyższy cytat doskonale oddaje charakter niemieckiego narodu, który pogrążył świat w wojennej pożodze, jakiej ten nie doświadczył od zarania swoich dziejów. Rozkaz Führera nie tylko trzeba wykonać, ale jeszcze być dumnym z jego idealnej realizacji! Przecież w końcu żadna ofiara nie jest dość wielka, aby przywódca narodu był należycie zadowolony. Niemiecka machina wojenna, ten niezrównany twór miażdżący armie całej Europy, szybko załamałby się pod własnym ciężarem, gdyby nie postawa jego najmniejszych trybików - zwykłych Niemców, tych wszystkich poczciwych Helmutów, Ing czy Heinrich–ów, marzących o zaprowadzeniu nowych porządków na kontynencie i zdolnych do największych poświęceń w imię osiągnięcia tego „uświęconego” celu. To przecież zrozumiałe, że „nadludzie” powinni zyskać status, który należy im się z natury, bez konieczności znoszenia brudnych, zawszonych Żydów, Cyganów, Polaków, Rosjan i innych wybryków natury. „Podludzie” muszą zniknąć - takie jest prawidło natury, że lepsza rasa wypiera te gorsze - a jak ma się to dokonać, jest wyłącznym zmartwieniem władz.
I tak żyli zwykli, kulturalni (a jakże!) Niemcy w swoich czystych, schludnych domach, nie czując gryzącego dymu wydobywającego się z kominów obozów koncentracyjnych i nie słysząc wycia ludzi „obrabianych” w katowniach Gestapo. Wszak, jak III Rzesza długa i szeroka, padało: „Po co o to pytać?”
Cywile zaczęli mieć pewne wątpliwości, co do słuszności obranego przez uwielbianego Führera kierunku w jakim wiedzie Niemcy, dopiero gdy alianckie bomby zaczęły im spadać na głowy, obcięto racje żywnościowe, a miasteczka i wioski wypełniły się rycerzami niezwyciężonego Wehrmachtu, obnosząc na nienagannie wyglądających, malowniczych uliczkach, swoje potworne rany i formy kalectwa o jakich się ich mieszkańcom nawet nie śniło.
A żołnierze? Na nich otrzeźwienie przyszło znacznie wcześniej Przynajmniej na niektórych...
O nich właśnie opowiada Sven Hassel w swojej powieści „Zlikwidować Paryż”. Autor snuje historię żołnierzy niemieckiej dywizji pancernej, którzy wpadli w sam środek wojennego piekła. Akcja rozgrywa się w okresie czerwiec – sierpień 1944 we Francji i jest czymś w rodzaju kroniki przetrwania grupki towarzyszy broni, którzy po kilku latach frontowych doświadczeń mają już w d**pie Fuhrera, Wielkie Niemcy i zdobywanie „przestrzeni życiowej”, a ich jedynym pragnieniem jest przeżyć i dotrwać do końca wojny.
„Tylko jak i po co, dla kogo to zrobiliśmy, jaka była nasza motywacja? Za Ojczyznę? Za Führera? Ażeby zdobyć sławę, medale, awanse, w imię honoru? W żadnym razie. Nic z tych rzeczy. Kierował nami tylko i wyłącznie instynkt. Za wszelką cenę chcieliśmy zatrzymać coś bardzo cennego – nasze życie.”
Poza chęcią przetrwania, bohaterów łączy coś jeszcze – zjawisko istniejące w każdej armii świata - wojenne koleżeństwo.
„Byłem wśród przyjaciół, których obchodził mój los, którzy potrafili mnie zrozumieć. Wiedziałem, że byli gotowi ryzykować dla mnie życie, gdyby tylko zachodziła taka potrzeba i że podzieliliby się ze mną ostatnim okruszkiem chleba.”
Te dwie przemożne siły, które bez reszty wypełniają żołnierskie piersi, pozwalają nie postradać zmysłów i przetrwać najgorsze chwile. A tych jest wręcz bez liku, gdyż w owym czasie olbrzymia przewaga aliantów, którzy wreszcie wylądowali we Francji, powodowała, że niepokonany „tysiącletni” Wehrmacht zbierał cięgi na każdym kroku. A naszym żołnierzom, jako weteranom, na ogół przypadało zadanie polegające na osłanianiu odwrotu swojej jednostki. Co ciekawe, narrator nie jest Niemcem, a… Duńczykiem! Wyemigrował ze swojego kraju, w którym był zwykłym ulicznikiem bez przyszłości, do bogatych Niemiec, zaciągając się do wojska, zapewniającego spokojną egzystencję. Czyż mógł przypuszczać, ze za chwilę rozpęta się wojenna zawierucha, a jego „ciepła posadka” zamieni się w bezwzględną walkę o życie każdego dnia?
W powieści Hassela przerażające obrazy wojennego okrucieństwa przetykane są zdarzeniami iście groteskowymi, które - gdyby nie pamięć o czasach w jakich rozgrywa się fabuła - wywoływałyby salwy śmiechu. Tak jest w przypadku akcji polegającej na skrytym transportowaniu zdobytej na mięso świni przez ulice Paryża, która ostatecznie kończy w… trumnie, aby uniknąć wzroku wścibskich żandarmów. Taki charakter ma też „popijawa” z amerykańskim żołnierzem, który -spotkany przez bohaterów w przygodnej karczmie w czasie wykonywania przez nich zwiadu za liniami wroga - jest tak nieprzytomny, że pomimo oczywistego wyglądu mundurów, w jakie są przybrani, bierze ich za swoich kolegów z US Army. Cóż, dwie strony tego samego wojennego medalu – groza mieszająca się z komedią.
Czasami ma się jednak wrażenie, że Hassel nieco „przegina” w tym przedmiocie, każąc swoim bohaterom zupełnie bezkarnie upijać się na warcie, czy podczas pobytu na pierwszej linii, wyprawiać iście „małpie” figle, kraść mienie wojskowe na potęgę, głośno naigrywać się z dowództwa, etc. i to wszystko pod czujnym przecież okiem oficerów. W czasach, gdy za zdecydowanie mniejsze przewinienia kończyło się jako wróg partii nazistowskiej, narodu niemieckiego oraz defetysta na najbliższej gałęzi lub przed plutonem egzekucyjnym i to bez żadnego sądu, brzmi nieco sztucznie oraz wydumanie. W pewnych chwilach przypomina to niekończący się ciąg fantastycznych, orgiastycznych obrazów, opisywanych przez dotkniętego maligną, półprzytomnego narratora... Mimo wszystko Wehrmacht, pomimo ponoszonych klęsk, nie był organizacją, która tolerowałaby aż takie nagromadzenie niesubordynacji oraz bezczelności szeregowych żołnierzy. Ciągle była to bardzo groźna i sprawna machina wojenna, zdolna zadawać przeciwnikom ciężkie ciosy, czego zresztą dowiodła opisywana kampania we Francji. I posiadał też bardzo rozbudowane służby, których zadaniem było czuwanie nad odpowiednim poziomem dyscypliny.
Silną stroną książki Autora jest uwypuklenie różnorodności typów ludzkich, jakie składały się na ówczesne niemieckie wojsko. Poza tymi, którzy mieli ogląd świata taki jak główni bohaterowie, pełno w nim apodyktycznych służbistów, fanatyków nazizmu czy zwykłych tchórzy i niegodziwców. Jak pewien generał, który „wycofując się na z góry upatrzone pozycje” na frontowych tyłach, odmawia użyczenia swojego wielkiego, luksusowego samochodu, pełnego zrabowanych cywilom przedmiotów oraz jego francuskich kochanek, do przewozu ociemniałych rannych, pozbawionych jakiegokolwiek środka transportu.
Czytelnik towarzyszy grupce straceńców w ciągłym odwrocie od plaż Normandii aż do Paryża, który - jak wskazuje sam tytuł książki - został skazany przez Hitlera na zagładę. Najpiękniejsze miasto świata, jak twierdzą niektórzy, miało zostać zrównane z ziemią, aby tak jak Warszawa stać się przestrogą oraz postrachem dla wszystkich, którzy nosiliby się z zamiarem odzyskania wolności. Wykonawcą rozkazu miał się stać niemiecki generał Dietrich von Choltitz, który wsławił się opanowaniem Rotterdamu oraz Sewastopola. Wydawało się, że nie ma lepszego człowieka do realizacji tego upiornego pomysłu – bezwzględny wykonawca poleceń, doświadczony w sztuce niszczenia i zdobywania wielkich aglomeracji oraz zapatrzony w swojego Führera. A jednak, planowany zamiar nie został przeprowadzony. Miasto ocalało, co było wynikiem zbiegu szeregu różnych okoliczności, ale przede wszystkim niechęci wysokich oficerów do podejmowania zachowań, które po przegranej wojnie mogły zaprowadzić ich prosto na szubienicę. Każdy, kto choć trochę trzeźwo patrzył na sytuację w jakiej znalazła się III Rzesza, zdawał sobie sprawę, że koniec konfliktu jest blisko, a wraz z nim przyjdzie czas rozliczeń. Na generałów Hitlera padał już groźny cień procesu w Norymberdze... Do tego w stolicy wybuchło powstanie, a wojska francuskie i amerykańskie błyskawicznie znalazły się na jej rogatkach. Po krótkim i w zasadzie symbolicznym oporze, gen. Choltitz wydał swoim oddziałom rozkaz kapitulacji i grzecznie powędrował do niewoli wraz z całym swoim sztabem. Wojna dla niego się skończyła, jednak inni żołnierze Wehrmachtu nie mieli tyle szczęścia – dla nich, jak i dla bohaterów książki, rozpoczynał się kolejny szlak bojowy, tym razem już w samym sercu swojej Ojczyzny. Wielkie Niemcy, całkowicie zasłużenie i nieuchronnie dogorywały, waląc się z hukiem w prochu i krwi...
Na koniec muszę z przykrością wspomnieć, że Autor popełnił dość liczne błędy merytoryczne. Z niewidomych przyczyn każe on swoim bohaterom prowadzić walki główne w charakterze zwykłej piechoty, choć są oni żołnierzami Panzerwaffe - i to jej elitarnej części – obsługującymi osławione Tygrysy. Oczywiście zdarzały się takie sytuacje, ale miały one ściśle incydentalny charakter – tego rodzaju żołnierze byli po prostu zbyt cenni, aby trwonić ich zasób w taki sposób. Wyobraźnia Autora okazała się aż tak bujna, że dostrzegł on w 1940 roku holenderskie czołgi atakujące niemieckie pozycje w straceńczej szarży, tymczasem gdy, jako żywo, armia tego kraju nie miała ani jednego pojazdu tego rodzaju. Jej dowódcy uważali bowiem, ze nie są one potrzebne... Nie wiadomo skąd Hassel wziął informacje o 30 tysiącach ofiar niemieckiego nalotu na Rotterdam - ten iście terrorystyczny atak niemieckiego lotnictwa przyniósł skutek w postaci 1000 zabitych. Paryż wyzwalała nie francuska 28. dywizja pancerna, a 2. i tak dalej. Tego rodzaju „kwiatków” jest więcej. Nie ma sensu wszystkich ich tu wypunktowywać, ale trzeba zaznaczyć, że obniżają one poziom książki. Szkoda, tym bardziej, że tego rodzaju informacje są łatwe do sprawdzenia. Ostatecznie, ponieważ nie jest to praca stricte historyczna, a bardziej mająca charakter rozrywkowy, mocne 7/10.
instagram.com/thrillerly
OPINIE i DYSKUSJE o książce Towarzysze broni
Warto wziąć do ręki tę książkę. Spojrzenie na wojnę z drugiej strony barykady. Do nas bezsensowność wojen trudno dociera, bo zawsze się broniliśmy, rzadko bywaliśmy agresorem, więc sens był wkomponowany w walkę. W słusznej sprawie to i zginąć można chwalebnie. A w niesłusznej? Autor opiera się na wspomnieniach więc to co opisuje choć szokujące to jednak wiarygodne. Podczas lektury pojawiają się pytania jak przeżyć? Bo o sens nikt nie pyta. Widać dwie postawy jako dominujące - fanatyzm i degeneracja, ewentualnie skrajna apatia. Z tych odmętów przebija się z trudem potrzeba miłości i wartość płynąca ze wspólnoty. Mnóstwo tu brutalności i okrucieństwa, ale nie jak u Remarque'a czy Hemingwaya, gdzie jest ona wisienką na torcie. Tutaj to zupa, w której się pływa czasem nabierając powietrza. Biorę się za kolejne powieści tego autora!
Warto wziąć do ręki tę książkę. Spojrzenie na wojnę z drugiej strony barykady. Do nas bezsensowność wojen trudno dociera, bo zawsze się broniliśmy, rzadko bywaliśmy agresorem, więc sens był wkomponowany w walkę. W słusznej sprawie to i zginąć można chwalebnie. A w niesłusznej? Autor opiera się na wspomnieniach więc to co opisuje choć szokujące to jednak wiarygodne. Podczas...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo moja ulubiona książka Hassela, nie potrafię nawet powiedzieć czy czymś się wyróżnia spośród pozostałych ale robi na mnie niebywałe wrażenie. Groteska, nierealność, realizm, wszystko wymieszane razem a niektóre z opisów walki, wszystko jedno czy czołgów czy saperką, są nie do zapomnienia.
To moja ulubiona książka Hassela, nie potrafię nawet powiedzieć czy czymś się wyróżnia spośród pozostałych ale robi na mnie niebywałe wrażenie. Groteska, nierealność, realizm, wszystko wymieszane razem a niektóre z opisów walki, wszystko jedno czy czołgów czy saperką, są nie do zapomnienia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd lat jestem fanem twórczości Svena Hassela. Kupiły mnie jego książki swoją wojenną prozą. Gdzie elementy groteski, tragedii, strachu, śmierci, komedii, głupoty wojny i reżimów przeplatają się wzajemnie. W moim odczuciu jego książki są w gruncie rzeczy antywojenne właśnie przez uwypuklenie jak są brutalne, krwawe i bezsensowne dla zwykłego człowieka jaki bierze w nich udział. Tak z bronią w ręku jak i nawet w dalekiej ojczyźnie. Jak bardzo mały jest pojedynczy człowiek, oddział czy rodzina wobez wojennych kół terroru.
"Towarzysze" koncentrują się na tym etapie wojny gdzie Niemcy już są w wyraźnej defensywie, pod bombami aliantów z jednej strony i napierającą Armią Czerwoną z drugiej. W wyniku ran na froncie trafiają do szpitala wojskowego w głębi Niemiec. I jak zwykle u Hassela jest to pretekst do opisywania różnorakich przygód, zdarzeń jakie ich otaczają. Pokazuje głupotę, bezsens i sadyzm totalitarnego reżimu i wojny. Bynajmniej narrator nie maluje siebie i swoich kolegów jako skrzywdzone ofiary. Nie, absolutnie nie. Są owcem czasów i wojny w jakich brali udział. Tak samo jak społeczeństwo jakie ich wydało na świat i w jakim wciąż pływają, nawet jeśli są dzikusami z Frontu Wschodniego. W większości pojawiają się te same twarze co w innych książkach Hassela. Ostatni rozdział jest poświęcony wizycie porucznika Ohlsena w domu i jego spotkaniu z żoną i synem. I bynajmniej nie jest to wesoła historia.
Od lat jestem fanem twórczości Svena Hassela. Kupiły mnie jego książki swoją wojenną prozą. Gdzie elementy groteski, tragedii, strachu, śmierci, komedii, głupoty wojny i reżimów przeplatają się wzajemnie. W moim odczuciu jego książki są w gruncie rzeczy antywojenne właśnie przez uwypuklenie jak są brutalne, krwawe i bezsensowne dla zwykłego człowieka jaki bierze w nich...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor był sponsorowany przez Niemcy aby usprawiedliwiać ich zbrodnie i ocieplać wizerunek. W rzeczywistości napisał nieświadomie, jakimi zbrodniarzami i zboczeńcami byli i pewnie nadal są Niemcy. Głośno narzekali na Adolfa w wojsku i walczyli z SS, jasne jasne. Steki kłamstw co do niechęci do nazizmu. Ogólnie odpad literacki.
Najczęstsze słowo w tej książce to świnia i jego wszelkie odmiany.
Komentarze czytelników są lepsze do niej, niż cała książka.
Fabuła 3
Logika 1
Fakty historyczne 1
Narracja 1
Język literacki 2
Chęć do kolejnych książek autora 1
Autor był sponsorowany przez Niemcy aby usprawiedliwiać ich zbrodnie i ocieplać wizerunek. W rzeczywistości napisał nieświadomie, jakimi zbrodniarzami i zboczeńcami byli i pewnie nadal są Niemcy. Głośno narzekali na Adolfa w wojsku i walczyli z SS, jasne jasne. Steki kłamstw co do niechęci do nazizmu. Ogólnie odpad literacki.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajczęstsze słowo w tej książce to świnia i...
Autor przeszedł przez wszystkie okropieństwa wojny. Przeżył i opisał to, w sposób bezpośredni, dosadny, z wisielczym humorem. Jako zwykły żołnierz, który został przeniesiony z obozu koncentracyjnego do karnej jednostki i wysłany na front wschodni. Po przeczytaniu takiej książki, pozostaje nam ,,modlić" się o pokój. W tym tomie autor ukazuje nam, że nie tylko trzeba było bać się Rosjan, ale także Niemców. Zachowanie żołnierzy świadczy o tym, że doszli już do granic wytrzymałości, puszczały hamulce. Sami widzieli bezsens wojny, ale byli również członkowie SS, którzy nigdy nie byli na froncie i tych najbardziej się obawiano. Nie jest to piękna literatura, ale przybliża nam bestialstwo wojny i jej bezsensowność.
Autor przeszedł przez wszystkie okropieństwa wojny. Przeżył i opisał to, w sposób bezpośredni, dosadny, z wisielczym humorem. Jako zwykły żołnierz, który został przeniesiony z obozu koncentracyjnego do karnej jednostki i wysłany na front wschodni. Po przeczytaniu takiej książki, pozostaje nam ,,modlić" się o pokój. W tym tomie autor ukazuje nam, że nie tylko trzeba było bać...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKurcze,ludzie,ja naprawdę nie kumam skąd książki Hassela mają takie wysokie oceny?? Dla mnie te "arcydzieła" to wojenne science fiction , kicz, zero realizmu,zero fabuły,za to pełno bluzgów,pijaństwa i wygadywania jacy ci naziści są źli.
Kurcze,ludzie,ja naprawdę nie kumam skąd książki Hassela mają takie wysokie oceny?? Dla mnie te "arcydzieła" to wojenne science fiction , kicz, zero realizmu,zero fabuły,za to pełno bluzgów,pijaństwa i wygadywania jacy ci naziści są źli.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsze spostrzeżenia po lekturze, hmm mocna i bardzo "drapieżna", realizm świata na froncie jak i tego oddalonego od linii walk jest przytłaczający.. ciemny, zimny i bezlitosny świat drugiej wojny światowej ukazany w doskonały sposób.
Pierwsze spostrzeżenia po lekturze, hmm mocna i bardzo "drapieżna", realizm świata na froncie jak i tego oddalonego od linii walk jest przytłaczający.. ciemny, zimny i bezlitosny świat drugiej wojny światowej ukazany w doskonały sposób.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd samego początku książki przewala się przez człowieka kula czystego realizmu, pijaństwa, rozpaczy, testosteronu i brutalności - cudo. Tak to się zaczyna i trwa praktycznie do połowy książki, no może troszkę dalej. Później jest nieco łagodniej za to co raz częściej autor zaczyna posługiwać się fikcją literacką. Na szczęście nie trzeba być mistrzem intelektu aby zorientować się co jest ewidentnie wyobraźnią autora mającą poszerzyć perspektywę a co jego autentycznym wspomnieniem. Wiedziałem o tym zabiegu nim sięgnąłem po książkę i przyznam szczerze byłem tym zaniepokojony nieco. Na szczęście niepotrzebnie. Dodaje ów zabieg głębi a realizm na tym nie traci i nie jest to też jakieś szalbierstwo - autor nie wciska nam krótko mówiąc kitu.
Postacie generalnie te same co w dwu wcześniejszych kiążkach. Oczywiście nic nie straciły z swego "uroku". Sposoby Małego na rozwiązanie każdego problemu (właściwie jeden sposób) jest po prostu rozbrajający:)
Naprawdę polecam. Kawał dobrej literatury, który może komuś otworzy oczy na dość istotny problem naszej podłej ale i pięknej natury człowieczej. Hm, choć z nacieskiem na "podłej". Smutne
Od samego początku książki przewala się przez człowieka kula czystego realizmu, pijaństwa, rozpaczy, testosteronu i brutalności - cudo. Tak to się zaczyna i trwa praktycznie do połowy książki, no może troszkę dalej. Później jest nieco łagodniej za to co raz częściej autor zaczyna posługiwać się fikcją literacką. Na szczęście nie trzeba być mistrzem intelektu aby zorientować...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSven Hassel – Duńczyk, wyemigrował do Niemiec i na ochotnika zgłosił się do niemieckiej armii. Po próbie dezercji (podczas inwazji na Polskę) skierowany do służby w karnej jednostce Wehrmachtu. O swoich „przygodach” na prawie wszystkich frontach, napisał kilkanaście książek. Ranny osiem razy.
Czemu „przygody” umieściłem w cudzysłowie? Trudno nazwać przygodą pasmo morderstw, popełnianych nie tylko bez mrugnięcia okiem, ale i z wyraźną przyjemnością oraz koszmarnego wręcz okrucieństwa.
Bohaterowie większości książek Hassela, także i tej, to: Joseph Porta, Wolfgang Creutzfeld (ogromny psychopata zwany Małym),Willie Beier (Stary),Alfred Kalb (Legionista),Julius Heide i narrator Sven. Tym razem ranni trafiają na leczenie i rekonwalescencję w hamburskim szpitalu, przeżywają dywanowe naloty aliantów, wracają do swojej jednostki, przeżywają załamanie się frontu wschodniego.
„Towarzysze broni” w pewnym sensie przypominają Czterech Pancernych – niby należą do jakiejś armii, niby wykonują czyjeś rozkazy, niby działają w ramach jakichś operacji, ale w rzeczywistości oni są najważniejsi i nie liczy się nic innego, jak ich wygoda, bezpieczeństwo, przeżycie, zaopatrzenie.
Niezła lektura – pod warunkiem że czytelnik jest odporny na wyjątkowo brutalne, nawet kliniczne, opisy zabijania, gwałcenia, umierania i śmierci zadawanej na sto sposobów.
Sven Hassel – Duńczyk, wyemigrował do Niemiec i na ochotnika zgłosił się do niemieckiej armii. Po próbie dezercji (podczas inwazji na Polskę) skierowany do służby w karnej jednostce Wehrmachtu. O swoich „przygodach” na prawie wszystkich frontach, napisał kilkanaście książek. Ranny osiem razy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzemu „przygody” umieściłem w cudzysłowie? Trudno nazwać przygodą pasmo...
Książka napisana bardzo fajnym, szorstkim językiem. proste dialogi oddają całkowicie obraz relacji prostych żołnierzy którzy na co dzień zaglądają śmierci e w oczy.
Książka napisana bardzo fajnym, szorstkim językiem. proste dialogi oddają całkowicie obraz relacji prostych żołnierzy którzy na co dzień zaglądają śmierci e w oczy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to