rozwińzwiń

Zagłada Żydów w Krakowie

Okładka książki Zagłada Żydów w Krakowie autora Aleksander Bieberstein, 8308005802
Okładka książki Zagłada Żydów w Krakowie
Aleksander Bieberstein Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Seria: Cracoviana biografia, autobiografia, pamiętnik
278 str. 4 godz. 38 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Seria:
Cracoviana
Data wydania:
1986-04-01
Data 1. wyd. pol.:
1986-04-01
Liczba stron:
278
Czas czytania
4 godz. 38 min.
Język:
polski
ISBN:
8308005802
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zagłada Żydów w Krakowie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zagłada Żydów w Krakowie

Średnia ocen
7,5 / 10
13 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zagłada Żydów w Krakowie

Poznaj innych czytelników

54 użytkowników ma tytuł Zagłada Żydów w Krakowie na półkach głównych
  • 34
  • 19
  • 1
11 użytkowników ma tytuł Zagłada Żydów w Krakowie na półkach dodatkowych
  • 5
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Zagłada Żydów w Krakowie

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Adolf Hitler. Mój przyjaciel z młodości August Kubizek
Adolf Hitler. Mój przyjaciel z młodości
August Kubizek
Książkę można śmiało nazwać "Kroniką opętania". To wspomnienia Augusta Kubizka, przyjaciela z młodości Adolfa Hitlera, opisująca najpierw ich znajomość w Linzu (gdzie połączyła ich miłość do opery oraz architektury),a następnie ich wspólne zamieszkiwanie w Wiedniu w wynajętym pokoju. Zawiera opis codziennego życia Adolfa Hitlera w tym okresie, jest pełna ciekawostek. Opis scen wybuchów Hiltera, jego rojeń na temat przebudowy świata, zaczętych i porzucanych planów (jak np. próba napisania opery bez jakiegokolwiek przygotowania) czy prawie mistycznych przeżyć na szczycie Freinbergu (gdzie Hitler otrzymał jakoby wizję swojego posłannictwa dla ludzkości) czyta się wyśmienicie, aczkolwiek z mieszanymi uczuciami. Czytając książkę nie można także oprzeć się wrażeniu, że relacja Hitlera z Kubizkiem jest uderzająco analogiczna do relacji Hitlera z całym narodem niemieckim. Obserwujemy jak z każdym dniem Adolf Hilter wywiera coraz większy wpływ na Kubizka, całkowicie go sobie podporządkowując. W pewnym momencie Kubizek żyje tylko po to, by spełniać zachcianki Hiltera oraz zaspokajać jego potrzebę bycia podziwianym. Wszystkie swoje myśli, prawie cały czas Kubizek poświęca Hilterowi. Zainteresowania czy wola Kubizka są nieważne, ważny jest tylko Hitler. Kubizek wydaje się być świadomy tej wampirycznej przyjaźni, a jednak nie może zdecydować się na ucieczkę. Jego zauroczenie Hitlerem jest coraz większe. Niespodziewanie dla Kubizka, to Hilter go porzuca z dnia na dzień, bez słowa. Pomimo tego, Kubizek do końca życia jest zafascynowany "wielkim człowiekiem, jakiego spotkał w swoim życiu".
Adrian Martynowicz - awatar Adrian Martynowicz
ocenił na77 lat temu
Mój ojciec Hans Frank Niklas Frank
Mój ojciec Hans Frank
Niklas Frank
📍"Jestem przeciwko karze śmierci, ale jednocześnie sądzę, że za zbrodnie przeciwko ludzkości należy się śmierć. Dlatego wyrok śmierci dla mojego ojca uważam za słuszny i sprawiedliwy." Niklas Frank nosi ze sobą zdjęcie ojca wykonane tuż po jego egzekucji. Uważa, że jego ojciec zasłużył na te kilka minut strachu przed końcem, strachu, który z jego winy odczuły miliony ludzi, konkretnie prawie sześć milionów... Autor tej książki był najmłodszym z pięciorga dzieci Brigitte i Hansa Franków. Urodził się 9 marca 1939r. Gdy wykonano wyrok na samozwańczym "królu Polski", miał 7 lat. Ojciec nazywał go "Fremdi" (od słowa "fremd"),czyli obcy, gdyż uważał, że nie jest jego synem. Faktem jest, że małżeństwo Franków było, według Hansa Franka pomyłką, a dla jego żony miało głównie wartość biznesową. Obydwoje notorycznie się zdradzali. Ich najmłodszy syn wspomina, że wychowywały go nianie, które jego ojciec, gdy czasem pojawiał się w domu, zawsze wykorzystywał seksualnie. Na szczęście dla niań Hans Frank rzadko bywał w domu. Matka była z kolei zajęta bogaceniem się. Gdy chłopak był starszy matka, chcąc się go pozbyć, wysłała go do szkoły z internatem setki kilometrów od domu. Tak więc, chłopiec, o rodzicielskiej czułości i bliskości nie mógł nawet marzyć. Nikolas nie ukrywa, że nie nie czuje żadnych pozytywnych uczuć do swoich rodziców. Gdy dorósł, został dziennikarzem i zaczął szukać wszelkich dokumentów związanych z działalnością ojca. Przeżył wyłącznie rozczarowania. To był gorzki bilans, ale nie spodziewał się innego. 📍"W moim ojcu i matce nie było nic dobrego. Musiałem podjąć decyzję. Czy mam ojca oceniać według tego, że dwa razy w życiu pogłaskał mnie po głowie? Czy też mam go oceniać po masach zwłok, które zostawił? Decyzja jest przecież jasna." Nikolas jest wobec postępowania swego ojca bezkompromisowy, bezlitosny, nie przebiera w słowach, jego wypowiedź pełna jest przekleństw i wulgaryzmów. Jakby chciał wykrzyczeć to wszystko, czego nigdy, z racji swojego dziecięcego wieku i śmierci ojca, nie zdążył mu powiedzieć. Dla niektórych Niemców książka Niklasa była zbyt brutalna, zarówno w opisach, jak i w języku. Wielu nie potrafiło zaakceptować tego, że syn atakuje ojca tak zjadliwie słowami, które były równie ordynarne i nie do przyjęcia, jak ojcowskie czyny. Wielu książka szokowała już od pierwszej sceny z masturbacją. Autor stracił sporo przyjaciół i znajomych, odrzuciło go troje rodzeństwa. Jedynie najstarszy brat, chociaż bardzo kochał ojca, nie kwestionował jego win i był pełen podziwu dla odwagi i determinacji Niklasa. W swojej książce Niklas Frank często zwraca się do nieżyjącego ojca, jakby chciał prowadzić z nim rozmowę: 📍"Widziałeś już w sali sądu przysięgłych film o Oświęcimiu i Treblince, słyszałeś zeznania Hossa, wszystko to znałeś, od dawna wiedziałeś o grozie obozów koncentracyjnych, czego się jednak wypierałeś przed sądem." Książka poruszyła opinię publiczną w Niemczech. Rozpoczęła dyskusję o tym, jak dzieci oprawców powinny oceniać czyny własnych rodziców. W jednym z wywiadów prasowych Niklas mówi, bez ogródek, o wyjątkowo niepokojących niemieckich resentymentach: 📍"Ani przez chwilę nie wierz, że nostalgia za Rzeszą całkiem zniknęła! Podjęto wielkie środki, aby nie dopuścić do procesu, aby powstrzymać synów przed wypytywaniem ojców. (...)wszystko może się zdarzyć. Kocham Niemców, ale nie mam do nich cienia zaufania." Książka pokazuje też, że konsekwencje tego, co jest już ponurą historią, do chwili obecnej ponoszą nie tylko krewni ofiar, ale także spadkobiercy oprawców. Na przykładzie życiorysów rodzeństwa Franków możemy obserwować, jak ta przeszłość negatywnie wpływała na ich osobiste życie. Morderczy system, stworzony wiele lat temu, nie oszczędzał i nadal nie oszczędza rodzin i prywatnych relacji, lecz je deprawuje, a w końcu niszczy. Jestem pełna szacunku dla odwagi osobistej i bezkompromisowości autora tej książki, bo porusza ważne tematy i jest głosem ostrzegającym, przed tym, co moze się stać, gdy społeczność międzynarodowa straci czujność i nie będzie reagowała na, z pozoru nieznaczne, ale niepokojące incydenty.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na91 rok temu
Oko w oko z banderowcami Stanisław Jastrzębski
Oko w oko z banderowcami
Stanisław Jastrzębski
Stanisław Jastrzębski opisał wydarzenia na Kresach Wschodnich, których był świadkiem jako piętnasto, a potem szesnastolatek. Od września 1939 roku, narastała tendencja antypolska, która za sprawą nacjonalistów ukraińskich przemieniła się w rzeź ludności polskiej. Nikt nie stanął w obronie polskich Kresów. Ani ludności, ani ziem kresowskich. Mieszkańcy licznych wiosek i miasteczek mogli liczyć tylko na siebie i zorganizować przemyślaną samoobronę. Założeniem UPA było to, aby tereny te były zrównane z ziemią. Wydarzenia, o których opowiada Stanisław Jastrzębski, dzieją się we wsi Bybło, w powiecie Rohatyn, województwo Stanislawowskie oraz w samym Stanisławowie. We wsi Bybło, gdzie autor spędził dzieciństwo, stosunki między mieszkańcami były bardzo życzliwe i solidarne. Mieszkała w niej społeczność mieszana, Polacy, Żydzi oraz Ukraińcy. Z czasem życzliwość zamieniła się w nienawiść. Ukraińska ludność stała się wrogiem dla ludności polskiej. Skończyły się przyjaźnie i sąsiedzka pomoc. Mniej więcej w tym samym czasie, do wsi wkroczyło wojsko sowieckie. Od tej pory zaczęła się rusyfikacja. W szkołach nastąpiła nauka według rosyjskiego programu. Porozumiewanie się w języku polskim, było kategorycznie zabronione. Młodych chłopców przymusowo wcielano do Armii Radzieckiej. Początkowo władze sowieckie traktowały obywateli polskich na równi z innymi, jednak z inspiracji Ukraińców, szybko nastawiły się wrogo do Polaków. Terror, represje, aresztowania. Autor cudem uniknął wywózki na wschód. Z czasem nastąpiła zmiana okupacji sowieckiej na niemiecką, co wcale w sytuacji Polaków, nic nie zmieniło. Zaczęła się też wzmagać działalność UPA. Nastąpiła powszechna bezradność wobec przemocy. Stanisław Jastrzębski przedstawia bardziej fakty, aniżeli swoje osobiste przeżycia, tych nie brakuje, jednak są one w mniejszym stopniu. Opowiada o tym co się działo w jego wiosce i okolicach. W jaki sposób polskie społeczeństwo radziło sobie z nową, okrutną sytuacją. Jak szerzyła się propaganda. W jaki sposób traktowano obywateli żydowskich. Co się działo, a co zmieniło, gdy wybuchła wojna między Niemcami a Związkiem Radzieckim. Kto dozbrajał banderowcow i kto padał ich ofiarą. Autor zaznaczył na początku książki, że chcąc oszczędzić czytelnikowi brutalnych scen, nie ujawni ich. Mimo wszystko pojawiają się one i to bardzo obrazowo. Akurat jeżeli chodzi o mnie, dzięki temu, że w tematyce wojennej i co za tym idzie, ludobójczej siedzę nie od dziś, jestem mocno uodporniona na wszelkie mocne akcenty. Wiem jednak, że nie każdy potrafi przez nie przebrnąć i odpowiednio się zdystansować, dlatego ostrzegam. Jak informuje Jastrzębski: "Gdybym swoje wspomnienia ograniczył wyłącznie do własnych przeżyć, nie zobrazowalbym całości wydarzeń". Dlatego sięga też po relacje ocalałych, umieszczając je na stronach. Książka ważna, a przynajmniej powinna taka być, chociaż dla tych, dla których historia Polski nie jest obojętna. Przejmujący dowód nieludzkiego okrucieństwa. Jednego nie potrafię zrozumieć. "My tutaj też oczekujemy, że lada chwila taki sam los nas spotka" - tak rzekła ciotka bohatera, wiedząc, że poprzedniej nocy wymordowano ludność w sąsiedniej wiosce. I tutaj zaświecił mi się duży znak zapytania...ludzie wiedzieli. Wiedzieli, że spotka ich rzeź, znali plany banderowców, a mimo to wielu nie chciało uciekać. Wiele rodzin z małymi dziećmi przed śmiercią przeszło tortury. Ich domy zostały spalone. To niepojęte. Na co liczyli? Że uproszą bandytów, by darowali im życie? Wiedząc o ich wyjątkowym sadyzmie, na pewno musieli być pewni, że czekają na śmierć. Duża ilość ludności została zaskoczona pierwszej nocy pogromu, oni nie mieli szans, jednak reszta...to dziwne, że nie włączyła im się fizjologiczna i homeostatyczna odpowiedź organizmu na zagrożenie. Na walkę nie mieli szans, na ucieczkę - owszem.
pasjonatka - awatar pasjonatka
oceniła na92 lata temu
Autobiografia Rudolfa Hössa komendanta obozu oświęcimskiego Rudolf Höss
Autobiografia Rudolfa Hössa komendanta obozu oświęcimskiego
Rudolf Höss
Wspomnienia Hossa nie są typową autobiografią. Może tak jest z pierwszą częścią książki, ale później przekształca się w ogólne sprawozdanie z funkcjonowania obozów koncentracyjnych. Hoss nie jest obiektywny w swej relacji. Owszem, wprost przedstawia fakty hitlerowskich zbrodni na więźniach, lecz, zdaje mi się, że wybierał takie fakty, które mogłyby ukazać jego samego jako współczującego oficera SS i wręcz zmuszonego do wykonywania rozkazów. A wykonywał je solidnie, rzetelnie, bez cienia zawahania podpisywał wyroki egzekucji i przy nich asystował, bez mrugnięcia okiem wysyłał na śmierć tysiące niewinnych ludzi. Hoss ciągle się tłumaczy w swej relacji, usprawiedliwia: że musiał być silny i niewzruszony wobec swoich żołnierzy, nie mógł im pokazać, że się waha lub okazuje współczucie, że dbał o dyscyplinę, wykonywał rozkazy płynące z Berlina, starał się dbać o więźniów i ich warunki bytowe. Hoss w swej książce stara się wybielić ze wszystkich zbrodni i pokazać, że w pewnym sensie, tak jak i więźniowie obozów był "ofiarą" całego systemu hitlerowsko-nazistowskiego. Zanim został komendantem obozu w Oświęcimiu, szkolił się w Niemczech. Najpierw w Dachau, potem w Sachsenhausen. Na początku 1940 roku otrzymał rozkaz stworzenia nowego obozu w Polsce na terenie starych wojskowych koszarów. Miał to być obóz kwarantanny. Hoss przybył do Oświęcimia i w maju 1940 roku został mianowany komendantem tego obozu. Obóz ten początkowo przeznaczony był dla więźniów polskich związanych z Ruchem Oporu oraz działalnością antyniemiecką. Dopiero później, w toku jego powiększania się zaczęto sprowadzać więźniów z innych obozów oraz spoza Polski. W wyniku braku kadry przywieziono z niemieckich obozów (Dachau, Sachsenhausen, Ravensbruck) więźniów politycznych i kryminalnych i ich postawiono na stanowiskach funkcyjnych (kapo). W roku 1941 po raz pierwszy użyto w bloku nr 11 gazu duszącego, tzw. cyklonu B. Efekt i skutek jego zastosowania były szokujące nawet dla esesmanów (zagazowano wtedy ok. 250 polskich chorych więźniów oraz ok. 600 jeńców radzieckich). Zaczęto stosować cyklon B do uśmiercania skazanych. Od tego właśnie wydarzenia obóz w Oświęcimiu zmienił formułę swego funkcjonowania - z obozu kwarantanny stał się obozem śmierci. Hoss wymienia cztery wielkie grupy więźniów, które kolejno ulegały zagładzie: Polacy, jeńcy radzieccy, Żydzi oraz Romowie. Gdy obóz rozwinął się na tyle i powstały krematoria w Brzezince grupy te eksterminowane były na bieżąco, szczególnie ludność żydowska i romska. Hoss swe wspomnienia kończy opisem chaotycznej ewakuacji obozu w styczniu 1945 roku na zachód, w kierunku obozu Gross-Rosen.
Wojtaszko - awatar Wojtaszko
ocenił na77 lat temu
Noce bez świtu Mieczysław Szachewicz
Noce bez świtu
Mieczysław Szachewicz
Pamiętnika Szachewicza, pewnie ku uciesze wielu czytelników, w pewien sposób nie można zaliczyć do literatury obozowej "ciężkiego kalibru terroru wojennego". Autor w sposób umiarkowany przedstawia swoje losy w Auschwitz i w większości wspomnień koncentruje się na grupach więźniów polskich, którzy musieli ciężko pracować na terenie obozu, cierpieli głód, dotknięci byli chorobami i egzekucjami, jednak w porównaniu z Żydami i więźniami Birkenau mieli znacznie lepiej. Autor unika także relacjonowanie znacznych i drastycznych obozowych wydarzeń (być może nie był ich bezpośrednim świadkiem) - wspomina jedynie żołnierzy radzieckich, którzy zwiezieni z frontu szybko pomarli, egzekucje wieźniów politycznych pod Ścianą Śmierci przy Bloku 11 oraz pokazową egzekucję powieszenia 12 Polaków, skazanych jakoby za planowaną ucieczkę. Mieczysław Szachewicz swój pamiętnik zaczyna od opisu mobilizacji polskiej armii zaraz w pierwszych dniach września 1939 roku oraz obrony Warszawy. Za działalność konspiracyjną w czerwcu 1941 roku został osadzony na Pawiaku, a potem torturowany i przesłuchiwany w siedzibie gestapo w alei Szucha, skazany i przewieziony do Auschwitz. W sierpniu 1944 roku wywieziony transportem do Bremen, następnie do Schandelah - podobozów Neuengamme. Wolność i wyzwolenie zastały autora pod Wittenbergą, skąd, po długiej tułaczce, wrócił do Warszawy (matka Szachewicza zmarła w Warszawie w 1944, ojciec zginął w obozie Mauthausen w 1944, a brat, ranny w powstaniu, tułał się po Polsce).
Wojtaszko - awatar Wojtaszko
ocenił na75 lat temu
Wilhelm Brasse. Fotograf. 3444. Auschwitz 1940-1945 Maria Anna Potocka
Wilhelm Brasse. Fotograf. 3444. Auschwitz 1940-1945
Maria Anna Potocka
Wspomnienia obozowego fotografa, który trafił do Oświęcimia za próbę nielegalnego przekroczenia granicy polsko - węgierskiej w Bieszczadach (czyli standard) i parokrotnie (przed i już w obozie) odmawiał podpisania Volkslisty i wstąpienia do Wehrmachtu, co proponowano mu za pochodzenie. Wilhelm Brasse miał styczność z niemal wszystkimi więźniami KL Auschwitz, którzy byli w kacecie rejestrowani, a to za sprawą zdjęć wykonywanych przez niego do obozowej dokumentacji. Ale w bloku nr 24, gdzie miał pracownię, pojawiali się ze zleceniami również SS-mani. Zamawiali zarówno zdjęcia portretowe, jak i żądali dokumentowania swoich zbrodniczych eksperymentów pseudomedycznych. Fakt, iż ekipa fotograficzna działała w ramach wydziału politycznego, z pewnością powodował u więźniów pewien rodzaj dystansu czy wręcz strachu do pracujących tam osób, tym bardziej, że zdążyli oni zazwyczaj poczuć już na własnej skórze bezwględne warunki kacetu. Stąd też pewnie opisywana nieufność przykładowo ze strony rotmistrza Witolda Pileckiego, który (jako Tomasz Serafiński) w KL Auschwitz organizował obozowy ruch oporu. Niemal na cud zakrawa fakt, że w obozowej zawierusze, spowodowanej zbliżaniem się frontu, w pracowni ocalały negatywy (choć praktycznie wylądowały już w piecu, ale nie było w nim ognia, tylko żar, ponadto były wykonane z materiałów niepalnych!). Pozbawiony dozoru Brasse wraz z kolegą, mimo wyraźnych wytycznych i ryzykując własnym życiem, postanowili ich jednak nie niszczyć. Niestety, spora część z zachowanych klisz (w tym te ze zdjęciami SS-manów) została w 1945r. zagarnięta przez Sowietów i bezpowrotnie przepadła (fotografie więźniów wykonane z zachowanych materiałów wywieszone są w, udostępnionym do zwiedzania, bloku nr 6). Trzeba przyznać, że relacja Wilhelma Brassa potrafi wciągnąć. Jest opowiedziana ciekawie, poruszająco, jest ponadto bogato ilustrowana i można ją zgłębić w zaledwie jeden wieczór. Na dołączonym do wydania 40-minutowym filmie widzimy fragmenty wywiadu, który składa się na książkę, i od niego proponuję rozpoczęcie poznawania tych wyjątkowych przeżyć. Tym, których zainteresuje niniejsza pozycja, polecam również wcześniejszy dokument "Portrecista" w reżyserii Ireneusza Dobrowolskiego.
Meehoow - awatar Meehoow
ocenił na913 lat temu

Cytaty z książki Zagłada Żydów w Krakowie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zagłada Żydów w Krakowie