rozwińzwiń

Dostojewski - z umiarem i inne eseje

Okładka książki Dostojewski - z umiarem i inne eseje autora Thomas Mann, 8372005656
Okładka książki Dostojewski - z umiarem i inne eseje
Thomas Mann Wydawnictwo: Muza Seria: Spectrum publicystyka literacka, eseje
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Seria:
Spectrum
Tytuł oryginału:
Essays
Data wydania:
2000-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2000-01-01
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
8372005656
Tłumacz:
Jan Błoński, Maria Kłos-Gwizdalska, Maciej Żurowski, Maria Przybyłowska, Jerzy Jedlicki, Ewa Grzybowska
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dostojewski - z umiarem i inne eseje w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dostojewski - z umiarem i inne eseje

Średnia ocen
7,0 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dostojewski - z umiarem i inne eseje

Sortuj:
avatar
46
30

Na półkach:

Czyta się nad wyraz dobrze!

Czyta się nad wyraz dobrze!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

133 użytkowników ma tytuł Dostojewski - z umiarem i inne eseje na półkach głównych
  • 101
  • 30
  • 2
16 użytkowników ma tytuł Dostojewski - z umiarem i inne eseje na półkach dodatkowych
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Dostojewski - z umiarem i inne eseje

Inne książki autora

Okładka książki Opowieści niesamowite z języka niemieckiego Ludwig Bechstein, Joseph von Eichendorff, Paul Ernst, Hanns Heinz Ewers, Friedrich Gerstäcker, Johann Wolfgang Goethe, Jeremias Gotthelf, Wilhelm Hauff, Paul Heyse, E.T.A. Hoffmann, Henryk Mann, Thomas Mann, Dauthendey Max, Gustav Meyrink, Paul Rohrer, Georg von Schlieben, Oskar A.H. Schmitz, Theodor Storm, Karl Hans Strobl, Ludwig Tieck, Friedrich de la Motte Fouqué, Heinrich von Kleist
Ocena 7,3
Opowieści niesamowite z języka niemieckiego Ludwig Bechstein, Joseph von Eichendorff, Paul Ernst, Hanns Heinz Ewers, Friedrich Gerstäcker, Johann Wolfgang Goethe, Jeremias Gotthelf, Wilhelm Hauff, Paul Heyse, E.T.A. Hoffmann, Henryk Mann, Thomas Mann, Dauthendey Max, Gustav Meyrink, Paul Rohrer, Georg von Schlieben, Oskar A.H. Schmitz, Theodor Storm, Karl Hans Strobl, Ludwig Tieck, Friedrich de la Motte Fouqué, Heinrich von Kleist
Thomas Mann
Thomas Mann
Mann urodził się w Lubece, mieście hanzeatyckim, wchodzącym w skład Cesarstwa Niemieckiego na prawach samodzielnego landu. Jego ojciec, Thomas Heinrich Johann Mann, pochodził ze starej hanzeatyckiej rodziny, zaś matka, Júlia da Silva Bruhns, z mieszanej niemiecko-brazylijsko-kreolskiej rodziny. Biografowie przyszłego noblisty lubili podkreślać sąsiadowanie w nim cech typowych dla powściągliwych ludzi z północy i żywiołowych z południa. Jego starszym bratem był urodzony w roku 1871 Heinrich Mann, który również został sławnym pisarzem. Ojciec Manna był bogatym hurtownikiem zbożowym i senatorem miasta Lubeki. Zmarł w roku 1891, kiedy Thomas miał zaledwie kilkanaście lat. Ojciec, kiedy zmuszony był poddać się poważnej operacji, której zresztą nie przeżył, napisał w pośpiesznie sporządzonym testamencie, że jego dochodowa firma ma zostać, w wypadku śmierci, zlikwidowana i że upłynnione fundusze przeznaczone zostaną na wykształcenie i życie rodziny. Senator Mann nakładał też na kuratorów obowiązek przeciwdziałania wczesnym próbom literackim chłopców. Jednakże obawy senatora w większym stopniu odnosiły się do skłonności Heinricha, nie zaś Thomasa. Po śmierci senatora rodzina przeprowadziła się do Monachium w Bawarii, gdzie Thomas pracował pewien czas w firmie rachunkowej i uczęszczał na Uniwersytet Ludwika i Maksymiliana jako wolny słuchacz. W Monachium mieszkał na stałe w latach 1891–1933. Pisarstwo coraz bardziej go pociągało. Podczas pobytu z Heinrichem we Włoszech miał już na koncie pierwsze napisane nowele. Część z nich opublikował i wydał w zbiorze (Mały pan Friedemann) jeszcze przed końcem XIX wieku. W roku 1900, w wieku lat 25, napisał swoją pierwszą powieść pt. Buddenbrookowie. Była to powieść-saga rodzinna o świetności i upadku możnego mieszczańskiego hanzeatyckiego rodu. Niewątpliwie dzieje jego własnej rodziny dostarczyły młodemu Mannowi cennego tworzywa do tego dzieła. Książka wyszła drukiem rok później w dwóch tomach, przynosząc autorowi wielki rozgłos. Rok później (1902) Mann wydał Królewską wysokość. W roku 1905 poślubił Katię Pringsheim, córkę profesora matematyki na Uniwersytecie Monachijskim. Małżeństwo to trwało aż do śmierci Thomasa i wydało sześcioro dzieci (Erikę, Klausa, Golo, Monikę, Elisabeth i Michaela). Klaus i Erika poszli w ślady ojca i zostali ludźmi pióra. Golo był znanym historykiem, zaś Michael grał na skrzypcach, a w późniejszych latach został historykiem literatury. Warto w tym miejscu dodać, że i Thomas Mann był bardzo muzykalnym, a jedna z jego późniejszych głośniejszych powieści, Doktor Faustus traktuje właśnie, wedle jego słów, o muzyce i polityce. Żona, która przez cały czas wspierała męża w jego twórczości, poświęciła swemu małżeństwu książkę Moje nienapisane wspomnienia. Katia Mann spisała i wydała je przy pomocy dzieci (Eriki, Golo i Michaela),gdy miała już ukończone 90 lat, ponad 20 lat po śmierci męża. Spełniła tym samym jego życzenia, by listów i pamiętników nie publikować aż do upłynięcia 20 lat od jego śmierci. Klaus popełnił samobójstwo w 1949, a Michael w 1976, wkrótce po zakończeniu pracy edytorskiej nad pamiętnikami ojca. Samobójstwa w najbliższej rodzinie Thomasa Manna zdarzały się często. W okresie młodości przeżył samobójstwa swoich sióstr (Carla w 1910 i Julia w 1927). U schyłku życia Mann wykazywał wiele serdeczności i opieki nad swoim wnukiem Frido – synem Michaela. Thomas Mann, uznawany za jednego z największych pisarzy niemieckich, miał dość skomplikowane życie prywatne. Pozornie był to typowy przykład mieszczańskiej rodziny niemieckiej, z wierną i oddaną żoną (Katia Mann),sześciorgiem dzieci, finansową zaradnością i zasobnością. W tym portrecie brak jednak jednej, bardzo ważnej informacji: pisarz był homoseksualistą lub biseksualistą. Wiele względów zmusiło go do nieupubliczniania tego. Sam wychowany w tradycyjnych zasadach mieszczańskich za niezbędne uznawał klasyczne podstawy rodziny niemieckiej. Wobec najbliższych i przyjaciół nie skrywał swych pasji, ale wobec świata zewnętrznego unikał demonstrowania swej orientacji seksualnej. Wielu badaczy już bardzo wcześnie zauważyło szereg podobieństw między doświadczeniami Manna-człowieka a głównymi bohaterami jego powieści i opowiadań. Baczna obserwacja samego siebie i zjawisk zachodzących wokół, służyła za kanwę jego literackich fikcji. W „Tonio Krugerze” postać Hansa Hansena to cień jego własnych doświadczeń romantycznych ze szkolnym kolegą Arminem Martensem. Pribislav Hippe z „Czarodziejskiej góry” to inny kolega lat szkolnych, Willri Timpe. Jedna z głównych miłości Manna, Paul Ehrenberg z monachijskiej Akademii Sztuk, odrodził się czterdzieści lat później jako Rudi Scherdtfeger w „Doktorze Faustusie”. Chłopiec ze „Śmierci w Wenecji” jest portretem autentycznego zdarzenia fascynacji pisarza młodym Polakiem, którego z uwielbieniem podpatrywał na plaży w Wenecji podczas rodzinnego urlopu w 1911 r. Wspomina o tym dość obszernie jego żona Katia w pamiętnikach opublikowanych wiele lat po śmierci męża. Dwoje dzieci pisarza, Erika i Klaus było homoseksualistami. W liście do Klausa z 1927 r. Thomas Mann domaga się wręcz, by syn (posiadający, naturalnie, przewagę młodości) nie obracał się w tych samych kręgach, co 17-letni Klaus Heuser, wobec którego on sam miał słabość. Pisarz napomina syna, że sam będąc sławnym, ale już starszym panem ma wszak prawo do doświadczania tych samych przygód, co syn i zadaje retoryczne pytanie: czy tylko ty masz być tym, który stale grzeszy? Autor obszernej monografii o Mannie, Anthony Heilbut stawia tezę, że doświadczenie homoseksualne pisarza było centralnym elementem jego twórczości. Homoseksualizm Manna był też dość rzeczowo udokumentowany przez dwóch innych znanych badaczy literatury europejskiej: Ronalda Haymana i Donalda Pratera, autorów monografii o pisarzu. Nie idą oni jednak tak daleko w ferowaniu opinii o wpływie homoseksualizmu Manna na jego twórczość. W czasie I wojny światowej Thomas Mann poparł, w przeciwieństwie do swego brata Heinricha, politykę wojenną Wilhelma II. Dał temu wyraz w swym monumentalnym eseju pt. Wyznania człowieka apolitycznego. Jednakże opinię zrewidował po pewnym czasie, czemu dał wyraz już w przedmowie do tego dzieła. Po wojnie Mann zdecydowanie popierał ustanowienie Republiki Weimarskiej oraz angażował się na rzecz kulturalnego pojednania pokonanych Niemiec z zagranicą. W tych latach powstała, między innymi, wielka biblijna tetralogia o Józefie oraz jego bodajże najsłynniejsza powieść Czarodziejska góra, będąca symbolicznym obrazem kryzysu duchowego Europy przed wybuchem wojny. Jej akcja rozgrywa się w odizolowanym od świata sanatorium w szwajcarskim Davos. W roku 1929 Mann otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Po raz pierwszy jako kandydat do niej był wymieniany już po ukazaniu się (1913) Śmierci w Wenecji, a od kilku lat przed jej przyznaniem niezmiennie znajdował się w gronie faworytów. Pisarz część swojej nagrody (2000 zł) przekazał na budowę podlegającej pod Parafię Ewangelicko-Augsburską w Rypinie niemieckojęzycznej szkoły kantorackiej w Obórkach, ukończonej w 1931 roku. Na podstawie zezwolenia polskich władz państwowych, na znak wdzięczności mieszkańców, w budynku szkolnym, obok portretów Józefa Piłsudskiego i Prezydenta RP Ignacego Mościckiego zawisł portret Manna. Mann, który należał do aktywnych przeciwników ruchu nazistowskiego, w chwili przejęcia przez Hitlera władzy w Niemczech znajdował się za granicą i tam też postanowił pozostać. Decyzja ta umocniła się w nim po pożarze Reichstagu w lutym 1933 roku niedługo po nominowaniu Hitlera na kanclerza Rzeszy. Stosunki z Mannami zerwał m.in. również noblista i dawny przyjaciel Gerhart Hauptmann, który pozostał w kraju. Początkowo rodzina Mannów mieszkała w Szwajcarii. Na początku 1936 Thomas Mann zrzekł się obywatelstwa niemieckiego oświadczając, że nie powróci do Niemiec. W roku 1937 przyjął z rodziną obywatelstwo Czechosłowacji, jednak niedługo potem przenieśli się do znacznie bezpieczniejszych Stanów Zjednoczonych, gdzie zamieszkał także Heinrich oraz inni znani niemieccy pisarze walczący z hitleryzmem (na przykład Bertolt Brecht). Początkowo mieszkali w Princeton w stanie New Jersey, gdzie Mann wykładał gościnnie na Uniwersytecie w Princeton. Niedługo potem przenieśli się do Kalifornii i wybudowali tam nowy dom. Pod koniec II wojny światowej Mann uzyskał obywatelstwo amerykańskie. Po upadku dyktatury Hitlera Mann dalej pozostał na emigracji w Stanach Zjednoczonych (potem wyjechał znów do Szwajcarii, w 1952),tylko dwa razy odwiedzając swoją ojczyznę (ostatni raz w roku swej śmierci, 1955). Zgodnie ocenia się, że Mann stworzył nowy typ powieści epickiej o charakterze intelektualnym i nierzadko ironicznym (jak jego powieść łotrzykowska i zarazem ostatnie dzieło Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla). W okresie Weimaru i po jego upadku Mann był orędownikiem demokracji i parlamentaryzmu oraz ogólnie pojętego humanizmu. Świadectwem jego zaangażowania politycznego jest też cykl mów radiowych do narodu niemieckiego w czasie wojny.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Eseje Albert Camus
Eseje
Albert Camus
Trochę potrywializuję. Wierzący mówią – Jeśli Boga nie ma, to hulaj dusza, ludzie będą mieli większą pokusę czynienia zła. Camus mówi – jeśli Boga nie ma, ludzie powinni stać się odpowiedzialni za swe życie i postępki i chętniej czynić dobro. Bo nieistniejący Bóg nie da zbawienia, otuchy, cudu ani zmiany strasznego położenia, nic nie wybaczy. Sami dla siebie i innych musimy stać się kotwicą i nadzieją. Chyba, że dane jest nam tworzyć okrutny świat bez żadnej nadziei. Taki mglisty sens utkał mi się z lektury tych esejów. A polecone mi kiedyś przez wytrawnego czytelnika (z pokolenia tych, co wozili się między dekaefem a uniwerkiem, w ręcznie dziubanych sweterkach i z Cortazarem lub Sartrem pod pachą),przeleżały na mojej mentalnej półce „do przeczytania” rekordowe ponad trzydzieści lat! Ten zbiór okazał się szalenie bogaty i różnorodny – obejmował poglądy własne Autora (choćby w Micie Syzyfa),Jego artykuły z lat czterdziestych dotyczące stosunku Francuzów do niemieckiej okupacji, wreszcie omówienia różnych lektur interesujących Camusa, autorskie analizy myśli filozofów, pisarzy, artystów i twórców, oraz sporo luźnych zapisków - pomysłów na większe formy czy refleksji nad światem. Zdenerwowałam się nawet, gdy zaliczył de Sade’a do wielkich pisarzy, na równi z Kafką, Dostojewskim i Proustem. Ten zafiksowany analnie pornografoman - no błagam! Na szczęście w innym fragmencie przyznał, że Sade był raczej drugorzędnym pisarzem, za to jego libertyńską filozofię uznała za godną analizy. Ta filozoficzno-literacka część podobała mi się najbardziej - chociaż przyznaję bez bicia – przez wysoki próg wejścia i nietrafiający do mnie styl, zrozumiałam z niej mniej niż połowę. Camus wyraźnie lubi pojęcie ascezy, gdyż przypisuje je wielu raczej różnym zjawiskom. Ascezą nazywa między innymi romantyczny dandyzm, surrealizm, bunt , wolność absolutną, nihilizm… Hmmm, do rozważenia. Ale warto wrócić do camusowskiego widzenia twórczości Nietzschego, Kafki czy Dostoja. Niektóre myśli wydawały mi się bardzo trafne i warte zapamiętania. Ta książka przeżyła ze mną wiele, bo też czytałam ją rekordowo długo z uwagi na brak porozumienia między mną a Autorem. Jak nigdy byłam blisko podpatrzonego na LC zjawiska „DNF”. Przeżyliśmy mycie okien, gości, opiekę nad wnusiątkiem, zawirowania w pracy, chorobę mąża (wiadomo, 37 i 3 - i trzeba wzywać koronera i notariusza do testamentu!) i pięć innych książek. Ale pomyślałam sobie – może i Camus Wielkim Pisarzem był, może kiedyś uwielbiałam Obcego i Upadek, może też z Camusa wyrosłam. Ale Camus mnie nie pokona, przeczytam te Eseje, choćby kamień Syzyfa spadł na moją głowę! No i przeczytałam i z tego powodu przyznaję sobie Order Zakładki i prawo do przeczytania kolejnych książek. Do usług, kłaniam uprzejmie!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na71 miesiąc temu
Telemach w labiryncie świata. O twórczości Jamesa Joyce'a Egon Naganowski
Telemach w labiryncie świata. O twórczości Jamesa Joyce'a
Egon Naganowski
Bardzo dobra, zwarta (nierozwlekła) pozycja, nawet gdy zna się nieźle pozostałe z kilku pozycji polskich o Joycie. Wielkiej niespodzianki, ani nowatorskości nie będzie, ale Naganowski ma interesujące i żywe podejście do życia i twórczości największego (chyba) enfant terrible literatury XX wieku. Jeśli chodzi o zawartość książki, to jest typowe sklejenie życiorysu, treści dzieł oraz ich interpretacji. Nie da się o JJ inaczej, zakładając, że książkę może czytać ktoś, kto nic nie wie i chce to zmienić. Nie ma jednak na szczęście dominacji biograficznej części. Ciekawe, że Telemach został wydany przed debiutanckim polskim przekładem Ulissesa - jednak gdy już wiadomo, że jest i będzie wydany. Przy pisaniu o Finnegans Wake Naganowski opiera się na pracy Campbella i Robinsona. Mamy też nawiązania do Eco (dzieło otwarte i sztuka jako ogniwo "ponaukowe" wcielające idee nowoczesnej nauki typu Einstiena relatywizm itd.). Telemach zawiera wszelkie typowe wątki i interpretacje oraz wpływy na Joyce'a. Ciężko się do czegoś przyczepić. Nie nudzi, nawet jak się temat zna z kilku innych książek. Powtarzam to drugi raz, bo Telemach to chyba ostatnia z kilku książek polskich analizujących Joyce'a, które czytałem. Mimo tego, wciągnęła. Powtórzę też pewną myśl, z innej mojej opinii/recenzji książki okołojoycowskiej: gdzie są polscy krytycy i badacze ze swymi potencjalnie super interesującymi pozycjami ponad dekadę PO przetłumaczeniu/przepisaniu na polski FW na FT? A, no tak, musieliby się wysilić i to sroghardo... Przecież łatwiej zliczać postacie kobiece i męskie w powieściach szukając patriarchatu ataku, czy szukać rasistowskich treści bo używano słowo "murzyn" czy "czarny". Albo pisać n-te makulartykuliki, że skończyła się literatura i duże narracje, ojej. Egon Naganowski żył w latach 1913-2000. 87 lat życia. Szkoda, że nie ze dwie dekady (i w dużym zdrowiu!) więcej - doczekałby wtedy polskiego Finnegana, o którym pisał, po cytowaniu kawałeczka od Skrzetelskiego, w swym Telemachu tak: "Całość FW jest absolutnie nieprzetłumaczalna, już choćby z powodu "sztywności" języka polskiego, która znacznie ogranicza swobodę tworzenia neologizmów. A co zrobić z kalamburami, z wyrafinowanymi igraszkami słownymi, z wieloznacznością słów itd?" (przypis nr 124, s. 220). Jak to co? Igraszkować na ostro. Bo czemu by nie. A czy język polska twarda języka? Niekonieczna, wcale niepodobna tak mówić. Wydaje mnie się, że właśnie plastyczny, bo, nie znam się ale, fleksyjny, fikuśny, czy jak to nazywają, końcówki różne, no i te, głoski różne, dźwięczne wszystko cholernie, szumieć można, szeleścić, no całkiem twórczny języka polska no nie mów że nie proszę.
Dzierzba - awatar Dzierzba
oceniła na82 lata temu
Testament. Rozmowy z Dominique de Roux Witold Gombrowicz
Testament. Rozmowy z Dominique de Roux
Witold Gombrowicz
„Ja ze wsi jestem i to też coś niecoś na moich inklinacjach zaważyło” „Borges i ja to przeciwieństwa. On jest osadzony w literaturze a ja w życiu, jestem właściwie antyliteracki” Gombrowicz o Gombrowiczu, zadziwiony (przerażony?) Gombrowiczem pisarzem, krnąbrny w swojej niedojrzałości, wystawiony na ścieranie się form, pracownik banku, kloszard, autor max 3000 str. tekstu literackiego, prześmiewca Borgesa i wianuszka jego akolitów, przyjaciel Brunona Schulza, Ernesto Sabato, człowiek myślący, porównywany do Becketta i Ionesco (krytycy nie zauważyli, że tworzył jakiś czas przed nimi),jedyny obiektywizm wg niego to przyznanie się do własnego subiektywizmu, człowiek wybitny, ponadczasowy, niezależny pisarz, Testament to lektura obowiązkowa, mam nadzieję, że nie tylko dla mnie. „Co jest moją siłą? Ależ to, że wszystko w życiu jest takie sobie… byle jakie… niezupełne… pomieszane… niedostateczne… Że to jest prawdziwy język życia, a nie ten wypolerowany, wysilony, wywindowany, jakim wy się posługujecie.” „Gdyż rzeczywistość (myślałem) ta ogólna, obiektywna, nie jest żadną rzeczywistością. Prawdziwa rzeczywistość, to ta własna, prywatna” „Albowiem, jeśli zawsze jestem sztuczny, określony własnymi koniecznościami formalnymi, tudzież innymi ludżmi i kulturą, to gdzież szukać tego mojego ja? Kim jestem naprawdę i w jakim stopniu w ogóle jestem?” „Moje ja to tylko moja wola, żeby być sobą, nic więcej. Nędzny paliatyw!” „Pustka? Bezcelowość? Nicość? Po cóż tak zaraz przesadzać? Bóg czy ideały, wcale nie są potrzebne aby odkryć najwyższą wartość, wystarczy nie jeść trzy dni, a kawałek chleba stanie się tą wartością, potrzeby nasze stanowią fundament wartości naszych. I sensu, ładu, życia.” „Jak się mówi, ze ten i ów ma złą prasę, tak o Polsce można by powiedzieć, że ma złą poezję.” „Wydobyć Polaka z Polski, żeby stał się po prostu człowiekiem.” „Ten kto ujawnia własny subiektywizm, jest bardziej obiektywny”
fiszer - awatar fiszer
ocenił na88 dni temu
O procesie cywilizacji Norbert Elias
O procesie cywilizacji
Norbert Elias
Czym naprawdę jest cywilizacja? Już samo pojęcie wzbudza niemałe kontrowersje. Dla jednych to nic innego jak technika, sposób bycia, nauka, idee oraz wierzenia.Dla jeszcze innych to z kolei pewne wspólne cechy i zachowania, które łączą ludzi w narody, odróżniając je od siebie. Dla Francuza i Brytyjczyka cywilizacja to duma ze znaczenia własnego narodu, z postępu cywilizacji Zachodu, dla Niemca oznacza ona już zewnętrzną stronę człowieka i jest podkategorią kultury. „O procesie cywilizacji” to książka wyjątkowa z dwóch powodów, stanowi ona kompletne dzieło z zakresu socjologii, a zarazem jest lekturą, która w przystępny sposób ukazuje rozwój człowieka na przestrzeni dziejów. Książka Norberta Eliasa „O procesie cywilizacji’ została podzielona na 4 części. W pierwszej autor skupia się na kwestiach metodologicznych, na próbie zdefiniowania terminu „cywilizacja” oraz na przeciwstawianiu jej pojęciu „kultury”. Druga część ukazuje społeczne przeobrażenia zachowań ludzkich, dowiadujemy się więc o średniowiecznych formach towarzyskich, o zmiennym podejściu wobec potrzeb fizjologicznych, jak i o zmianie stosunków między kobietą a mężczyzną. W trzeciej części autor zwraca uwagę na etapy rozwoju państwa, na jego formy i instrumenty, a w czwartej natomiast stara się określić źródła dominacji cywilizacji „Zachodu”, próbuje przybliżyć czytelnikowi kwestie zmian stosunków międzyludzkich oraz wyjaśnić na czym dokładnie polega racjonalizacja rozwoju cywilizacji. Warty uwagi jest także fragmentukazujący jak istotną rolę pełni wstyd w utrwalaniu zaistniałego porządku społecznego. Z mojego punktu widzenia najciekawsza była druga część książki, która ukazywała historyczny rozwój ludzkości z zupełnie innej, „przyziemnej” perspektywy. Norbert Elias pokazuje bowiem jak na przestrzeni wieków zmieniało się zachowanie człowieka, jego podejście do kwestii intymnych, do nowości technologicznych, a także do ogólnie pojętej ogłady. Okazuje się, że rzeczy które dziś są najzupełniej normalne wzbudzały w przeszłości niemałe kontrowersje. Czy komuś przyszłoby dziś do głowy, że pojawienie się widelca może przełożyć się na wzrost napięć społecznych, i że było potrzeba blisko pięciuset lat na to, aby stał się on narzędziem powszechnego użytku. Czy ktoś wie, że grzeczność w średniowieczu nakazywała wycieranie nosa lewą ręką, gdy bierze się mięsiwo prawą lub, że spluwanie przy stole było zwyczajowo dozwolone. Mawiano często: „Nie powstrzymuj śliny, nie przystoi jej połykać”. Autor pokazuje również, że podejście do nagości człowieka miało charakter ewolucyjny. W średniowieczu, wbrew powszechnie przyjętym opiniom panowała duża swoboda w ukazywaniu swej cielesności, w wiekach kolejnych różnie już z tym bywało. Od fazy wstydliwości, po skrajną rozwiązłość. „O procesie cywilizacji” to książka, któranie tylko obfituje w ogromne ilości informacji, to także książka, która nie tylko ukazuje nieznane aspekty z historii świata, ale to także książka, która sama może poszczycić się ciekawą historią. Życiowe dzieło Norberta Eliasa zostało wydane w przededniu II wojny światowej, wojny, która wybuchła w imię wyższości jednej cywilizacji nad drugą. Sam autor zaś z racji swego żydowskiego pochodzenia musiał uciekać z Niemiec. Dla niektórych ta książka może się wydawać zbyt teoretyczna, zbyt naukowa, ale nie ma w tym niczego nadzwyczajnego, bo to naukowa literatura, a Norbert Elias jest jedną z najważniejszych postaci współczesnych nauk społecznych, a przy okazji twórcą socjologii procesu. Zapraszam na stronę www.expertkujawski.pl
Mariusz Albiński - awatar Mariusz Albiński
ocenił na711 lat temu
Obiad literacki; Proust i jego świat Tadeusz Boy-Żeleński
Obiad literacki; Proust i jego świat
Tadeusz Boy-Żeleński
Literacki obiad okazał się jedynie wstępem do prawdziwej uczty, którą na cześć Marcela Prousta wydał Tadeusz Boy-Żeleński. Legendarny już dzisiaj francuski mistrz retrospekcji był wtedy nowością, ale ta świeżość już w okresie międzywojennym pachniała wielkością pisarza wszech czasów. Zapewne nadal tak jest, do tej pory zapisano wiele stron błyskotliwych myśli o oryginalności, która pojawiła się raz na setki lat. Boy-Żeleński nie musiał wskrzeszać zatartych obrazów a jego dzieło nie powstało pod wpływem przypadkowych wydarzeń. Prousta znano dobrze, ceniono go i powoli przyzwyczajano się do nimbu, jaki otoczył go za sprawą umoczonej w herbacie, banalnej magdalenki. Jednak to by było zbyt proste, gdyby nasz polski krytyk oceniał francuskiego mistrza jedynie przez pryzmat smacznego ciasteczka. Ponieważ sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana a Proust swoją wielkość zawdzięczał umiejętności przetwarzania rzeczywistości z jednoczesnym sięganiem do strefy podświadomości. Stworzył odrębny świat, dla niego żył, o psychologii wiedział więcej niż pozostali. Postawił na życie, które na przestrzeni kolejnych siedmiu tomów "W poszukiwaniu straconego czasu" okazało się grą krzywych luster. Ostatni tydzień poświęciłem problematyce czasu i pamięci. Jeśli do tej pory na galerii oryginałów przewijała się przed moimi oczami defilada nazwisk, to teraz doszedł do tego czwarty wymiar. Bez niego nic nie byłoby równie smakowite, zarówno urok starych nazwisk jak i bezceremonialne dygresje pisarza, wyblakłyby w natłoku różnego rodzaju opisywanych przez niego snobizmów. Bowiem mechanizm legendy musi być czymś smarowany, konserwowany i uzupełniany. Samo słuchanie i patrzenie nie wystarczy. To właśnie Marcel Proust posiada te cechy, dzięki którym nazwałbym go malarzem swojej epoki. Trzeba wyjątkowo dobrze znać mechanizmy społeczne, żeby tworzyć tak wspaniałe konstrukcje. Trzeba żyć w tworzonym przez siebie dziele. Nawet wtedy, kiedy wydaje się, że rządzi w nim "salon", wypada zagłębić się w kopalni obyczajów wszystkich warstw społecznych. U Marcela Prousta warto bywać. Mnie do tego przekonywać nie trzeba. Można to robić na wyrywki lub jednym ciągiem przebyć rozległy ocean uczuć. Tadeusz Boy-Żeleński w znakomity sposób próbował zachęcić niezdecydowanych a tym przekonanym ugruntować wiedzę na temat francuskiego pisarza. W "Prouście i jego świecie" postawił na osoby nowej "Komedii ludzkiej", podkreślił charaktery prawdziwych ludzi, którzy zasilili szeregi fikcyjnych bohaterów "W poszukiwaniu straconego czasu". Dzięki temu powstał opis smaku i gustu. W literackich spekulacjach można było odnaleźć echa filozoficznych debat i kompromitujące fakty z ówczesnego życia politycznego. Chorobliwe przeczulenie Prousta doprowadziło do pogłębionych refleksji na temat jego zdrowia. To wszystko składa się na całokształt wyprawy w czasie do której przecież tak samo zostalibyśmy zaproszeni przez twórcę "W poszukiwaniu straconego czasu". Można powiedzieć, że byłem na dwóch obiadach. Na tym pierwszym, temperamentnym, chętnie wbijano szpilki Drugiemu Cesarstwu. Stał się dla mnie kopalnią anegdot i francuskiego dowcipu. Skompromitować się tam mógł każdy, w końcu to właśnie kompromitacja była przywilejem wszystkich. Ich aforystyczny charakter rozgrzał mnie przed przejściem do głównego dania, jakim niewątpliwie okazał się zbiór spostrzeżeń na temat Marcela Prousta. Nie czekały na mnie niespodzianki, od pewnego czasu posiadam już na tyle ugruntowaną wiedzę, żeby nie oczekiwać bardziej smakowitych kąsków niż te, o których wiem. Oczekiwałem solidnego objaśnienia dzieła pod być może nieznanym mi kątem, i to otrzymałem. Ugruntowałem swoje przekonanie o władzy "salonu" u Prousta, doceniłem też panującą tam swobodę słowa i myśli. Odkryłem coś jeszcze, zadowolenie z obserwacji konwersacji, która u Prousta staje się wirtuozerią. Swój skok do tej odległej epoki uznaję za udany i zapewne jeszcze niejeden raz wrócę do wspomnień "proustologów".
czytający - awatar czytający
ocenił na94 lata temu
Alchemia słowa Jan Parandowski
Alchemia słowa
Jan Parandowski
„To książka pełna najpiękniejszych zdań na temat literatury, jakie kiedykolwiek zostały spisane po polsku. ” Mariusz Szczygieł Książka stała się bestsellerem, była wielokrotnie wznawiana i jest uważana za biblię i lekturę obowiązkową dla miłośników literatury i warsztatu pisarskiego !!! Pisarz był dwukrotnie nominowany w latach 1957 i 1959 do Nagrody Nobla. Niestety, nie był komunistą, jak chociażby Szymborska, czy działaczkom, jak ta druga "gwiazda" antychrześcijańsko - tęczowo - lewackiego odchylenia i d.... zbita, jak to się mówi. O tym, że autor był świetnym historykiem i obserwatorem niech świadczy fakt, że w 1947 r. w " Odrodzeniu " napisał: " Niebawem rozpoczną Niemcy wielką ofensywę moralną przeciw tym, których wczoraj zabijali i tępili z zamiarem całkowitej zagłady. W coraz już śmielszej propagandzie ludność polska, nawet księża polscy są przedstawiani jako nieludzcy oprawcy na Ziemiach Odzyskanych, Można być pewnym, że w niedalekiej przyszłości znajdą się pióra dość nikczemne, by, najpierw zohydzić męczeńskie narody, następnie zaryzykować rehabilitację katów Europy. Nie wystarczy protestować, karcić, oburzać się, trzeba zmusić do myślenia, trzeba także pióra złamać wstydem. Może to zaś uczynić tylko ciągła naoczność faktów " No tak, wszystko przewidział, tylko jednego... nie. Nie połączył faktów związanych z rozbiorami Polski i z tym, że należy do Wielkiego Narodu IDIOTÓW. Powinien przewidzieć, że kilka dekad później, Polską będzie rządził niemiecki namiestnik !!! Książkę POLECAM !!!
ando - awatar ando
ocenił na101 miesiąc temu
Pasaże Walter Benjamin
Pasaże
Walter Benjamin
Dobrze byłoby, nie mówię, że zawsze, ale przynajmniej czasami, by człowiek, najczęściej jak ktoś mówi czy pisze słowo człowiek, ma na myśli ja, myślał samodzielnie, dokonywał syntezy i bez pomagaczy, wszelkiej maści demiurgów reklamy, polityków i innych, którzy chcą naszego dobra, a którego zostało już nam tak niewiele, by człowiek bez pomagaczy myślał samodzielnie. O właściwych wnioskach już nie wspominam, bo przecież każdy ma prawo się mylić, ważne by nie były to wielbłądy. W dzisiejszym świecie myślenie własnym rozumem naprawdę nie jest łatwe. Już w szkole system zawziął się i postanowił siłowo oduczyć samodzielności, zawsze ma być tak jak funkcjonariusz systemu, w tym przypadku nauczyciel każe. No nie uczą tam samodzielnego myślenia i to jest fakt nie do pobicia. Skoro nie uczą to produkują cymbałów, którzy coś tam niby wiedzą, ale myśleć nie potrafią, cwaniaczą, kombinują, migają się, bo właśnie takie cechy wynosi się z przybytku nauki zwanego szkołą, potem jest jeszcze gorzej. Królowa logicznego myślenia, matematyka, jest przez system olewana, tylko nieliczni poznają w sposób wystarczający jej arkana. Brydża czy szachów do szkół w tym pięknym kraju w skostniałe mury edukacji pomimo, że mogliby to jednak wpuścić nie chcą. Etyka część filozofii w szkole, czy ktokolwiek się o coś takiego chociaż otarł? Religia w tym wydaniu w jakim jest wykładana to raczej żart. Inne przedmioty to po prostu przedmioty inne i samodzielności w posługiwaniu się osobistą ergo własną głową nie uczą i nie mają takich ambicji. Zatem cóż trzeba by nam robić, by skostniały system, który celowo kształci nas na durniów, wszak głupim łatwiej się zarządza, co robić by system okpić i poruszać się w tym gąszczu niechcianej reklamy, wywierania wpływu i opresji ze strony polityków, poruszać się o własnych intelektualnych siłach. Jest lekarstwo, czytajmy filozofów! “Pasaże” Waltera Benjamina pomimo, że rzecz tyczy się przełomu wieków dziewiętnastego i dwudziestego, to jednak celnie dotyka człowieka współczesnego, okazuje się, że sama istota ludzka z jej przywarami nie podlega przemianom czasu, kultur i epok. Doskonale wbija się w nasze dzianie się tu i teraz, Paryż sto lat temu i Polska dziś to takie same realia. Tam sto lat temu powstawały tytułowe pasaże, galerie handlowe, u nas powstają teraz. Benjamin wychwytuje zachowania konsumpcyjne w każdej dziedzinie życia brutalnie trafnie i aż żal, że sto lat później “ludzkość” niczego się nie nauczyła, ale jak mieliśmy się douczyć jak system pragnie głupców. Gorąco polecam “Pasaże”, czytajmy filozofów!!!
Kapa1966 Janczewski - awatar Kapa1966 Janczewski
ocenił na104 lata temu
Jak być artystą. Na przykładzie Thomasa Manna Małgorzata Łukasiewicz
Jak być artystą. Na przykładzie Thomasa Manna
Małgorzata Łukasiewicz
W tym roku zdecydowałem się postawić na książki starsze i klasyczne dzieła. Jednym z autorów, którego zamierzam w tym roku czytać oprócz Franka Herberta jest Tomasz Mann, który swego czasu położył mnie na łopatki klimatem Doktora Faustusa. Zdając sobie jednak sprawę ze złożoności dzieła Manna, ukrytych znaczeń i odniesień postanowiłem przeczytać „Jak być artystą. Na przykładzie Thomasa Manna”. Uznałem, że książka może być dobrym wstępem do bardziej świadomego odczytywania tekstów pisarza. Praca Małgorzaty Łukasiewicz cenionej tłumaczki i eseistki składa się ze zbioru kilkunastu tekstów. Eseje te, jak wspomina autorka w nocie edytorskiej publikowane były w czasopismach i książkach. Osoby bardziej rozeznane mogły już mieć styczność z niektórymi tekstami. Ja wcześniej żadnego z tekstów nie czytałem, co teraz z przyjemnością nadrobiłem. Książka napisana jest perfekcyjnie z wielkim znawstwem tematu, a dodatkowo przyjemnie dla oka wydana. Autorka w swoich tekstach na warsztat wzięła trzy powieści Manna, którymi są Buddenbrookowie, Czarodziejska Góra i Doktor Faustus. Taki wybór Łukasiewicz motywuje tym, że książki te najpełniej ukazują problemy nowszej kultury niemieckiej od XIX wieku do czasów po II wojnie światowej i zarazem zawierają postać artysty, który z tymi problemami może się zmierzyć. Dodatkowo znajdują się w nich zespoły poglądów na sztukę, a szczególnie na literaturę. W tak ukazanej perspektywie rysuje się rola Artysty, który stając oko w oko z przemianami kulturowymi potrafi je określić, ocenić je, a zarazem stać się przeciwwagą, jako odmiennym sposobem podejścia do życia. Cała opinia znajduje się na moim blogu: https://ksiazkizklimatem.wordpress.com/2016/02/04/malgorzata-lukasiewicz-jak-byc-artysta-na-przykladzie-thomasa-manna/
Krzysztof - awatar Krzysztof
ocenił na810 lat temu
Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach Krzysztof Rutkowski
Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach
Krzysztof Rutkowski
Krzysztof Rutkowski to taki miłośnik kultury francuskiej, który nie ma dla niej pobłażania w wielu jej aspektach. Potrafi np. napisać: “Czasami słodka Francja odsłania niechcący swe ineksprymable cuchnące i szare, bo niezmieniane od pół wieku. Otwieranie okien wtedy nie pomaga, a wylanie pół litra Chanela na łono i butelki whisky do gardła – nie zdaje się na nic”. To czwarta moja książka Autora, wybitnego intelektualisty, który ma nieszczęście nazywać się jak ktoś…. zupełnie inny. Jego znajomość wszystkiego, co się mieści w pojemnym pojęciu francuszczyzny jest po prostu zadziwiająca. Zarazem, co nieczęsto się zdarza, potrafi celnie uderzyć w słaby, czy też właśnie odwrotnie: silny, punkt tego, co opisuje. A może po prostu jest obiektywny - taka to dziwna przypadłość, przepadła już dawno niczym choćby trzepanie dywanów na podwórkach. I trzepie z zapałem nasz Autor ten francuski kobierzec aż iskry lecą, jaskrawe - bo zachwytu. Wystarczy nieco cytatów, by się przekonać, że mało kto pisze z takim pazurem. .. “W pierwszej połowie XIX wieku Paryż był miastem niesamowicie ciasnym, ciemnym, brudnym, błotnym i cuchnącym jak martwa ostryga”. “Powieści Balzaka i Stendhdala opisują tylko niewielką, cienką – jak bieda zupka – warstwę paryskiego społeczeństwa. 50 tysięcy paryżan żyło sobie w luksusie lub w dostatku; 250 tysięcy wiązało jakoś koniec z końcem, a 700 tysięcy klepało biedę z żałosnym dudnieniem pośród niepowtarzalnych zapachów po obu stronach Sekwany”. “Prawdziwy Babilon. Istna Sodoma. Paryż przerażał. Paryż był chorym człowiekiem Europy”. “Zagęszczenie ludności, stężenie brudu oraz wszelkiego plugastwa osiągnęło w niepięknych dzielnicach Paryża taki stopień, że nawet mieszkańcy nowych lub bogatych części miasta zaczęli się niepokoić”. “Przy zachlapanych stolikach wśród oparów, dymu, cuchu wilgotnych płaszczy i przepoconych koszul nieudani poeci, polscy emigranci i zwykli alkoholicy wyrzynali w pień królów i panów, zakładali zakony zarodowe na szczęśliwą przyszłość ludzkości, rozdzielali między siebie kobiety i zagrabione przez burżujów skarby. Znosili wszelką własność, tęskniąc do nowej pary własnych kalesonów. Niektórzy z nich umrą na suchoty, zwariują od przerzutów syfilitycznych, wskoczą do Sekwany, inni się wzbogacą jeszcze inni trafią do więzienia, reszta pójdzie do klasztoru”. “Psychoanalitycy twierdzą, że przyczyn homoseksualizmu Verlaine'a należałoby szukać w trzech słojach formaliną, w których jego matka zakonserwowała skutki wcześniejszych poronień.(...) Pewnego dnia w przypływie furii potłukł wszystkie słoje, potem rzucił się z nożem na ślubną małżonkę, prawie zadusił matkę, później postanowił zostać świętym”. “Prefekt miasta Paryża wydał w roku 1878 wszystkim policjantom tajnym, jawnym i dwupłciowym rozporządzenie, by pod żadnym pozorem nie zatrzymywali Verlaine'a. “Henri de Toulouse-Lautrec miał metr 52 cm wzrostu i najlepiej czuł się pod stołem lub w burdelu. (...) Koiły go w ramionach krągłe egerie. Wtulał się cały pod ich biusty, rozpłaszczał na brzuchu, wsysał w pępek”. “W latach osiemdziesiątych zeszłego stulecia paryska bohema zmieniała skórę. Dawniej stanowiła sposób na życie. Powoli zamieniała się w zorganizowaną, zbiorową sztukę reklamy”. Jednym z ulubionych bohaterów Autora jest markiz Donatien Alphonse François de Sade. Najwspanialszy jest fragment o jego testamencie, w którym wyraził wolę, aby pochowano go w jego prowincjonalnym majątku, gdzieś w gęstwinie ogrodu (co się jednak nie stało, bo majątek wcześniej sprzedano). “Na zasypanym dole posadzić na powrót wszelkie chwasty, aby wyżej wspomniany dół nie odróżniał się niczym od otoczenia, a zagajnik zarósł jak wprzódy, i aby po moim grobie nie pozostał najmniejszy ślad na powierzchni ziemi podobnie – jak mniemam – pamięć o mnie wśród ludzi zaginie, z wyjątkiem może tyciej garstki nielicznych, którzy obdarzyli mnie swą miłością aż do ostatniej chwili i o których słodkie wspomnienie zabiorę ze sobą do grobu”. Autor celnie wytyka Francji prorosyjskość w XIX wieku i prosowieckość w XX. Wiele miejsca zajmuje rozprawa Rutkowskiego z taką orientacją zwłaszcza u francuskich intelektualistów. “Największy podziw budziła, budzi i budzić będzie nad Sekwaną Rosja. Najpiękniejszy most w Paryżu nosi imię cara Aleksandra III”. “Do połowy XIX wieku, mniej więcej do upadku Wiosny Ludów, francuska lewica adorowała i miłośnie wzdychała do Polski oraz narodów podobnie uciśnionych. Rosja jawiła się jako upiór i oprawca. (...) W drugiej połowie XIX wieku sympatia do Polski stopniała we Francji jak lód na słońcu, by rozpuścić się w brudnej kałuży po Komunie Paryskiej. W dwudziestoleciu międzywojennym podziw wzbudzała już na Sekwaną tylko Rosja sowiecka, a po roku 1945 fala rusofilli z gwiazdą rozpłynęła się we Francji jak sos beszamelowy po kotlecie z mlecznego jagnięcia”. “Trudno sobie nawet dzisiaj wyobrazić, do jakiego stopnia komunizm sowiecki stał się obiektem pożądania dla francuskich środowisk intelektualnych (...) To widmo gdzie indziej przelewanej krwi tak przyjemnie łechtało wyobraźnię w uniwersyteckich salach, w kawiarniach i w salonach. Niczym wspomnienie o słodkich razach zadawanych szpicrutą boskiego markiza”. “We Francji na literackie sukcesy mogą liczyć wyłącznie osoby, które poznały wszelkie zawiłości składni oraz ortografii mowy Racine'a i Moliera. Ponadto warto być draniem i w odpowiednim czasie sympatyzować z czerwonymi. Albo z Czarnymi Panterami, Frakcją Czerwonej Armii lub terrorystami z OWP. Jean Genet popierał z całego serca zarówno Pantery, jak i Arabów, bowiem doszedł do wniosku, że to bardzo piękni chłopcy. Wyznał jednocześnie z żalem, że z żadnym z przystojnych bojowników o wyzwolenie Palestyny nie udało mu się spędzić nocy”. “W 1954 roku Jean Paul Sartre napisał, że każdy obywatel Związku Radzieckiego cieszy się zupełną wolnością słowa i ma prawo krytykować sowiecką władzę ile wlezie. (....) Doszedł do wniosku, że kapitalizm nie może już niczego ofiarować ludzkości. Jedyną rozsądną propozycją jest komunizm. Jak zaczniemy krytykować komunizm, to stracimy sens życia. Jak się straci sens życia – to koniec”. I jeszcze francuska obsesja na punkcie wiecznej młodości: “Tu starości unika się jak kataru lub po prostu w ogóle nie zauważa, niczym kloszarda na ławce, psich odchodów na chodniku lub grymasu na ustach teściowej. Starość nie istnieje a młodość stała się synonimem piękna”. “Bycie w formie zastąpiło obecnie bycie w prawdzie. Zdrowie stało się celem samym w sobie, a młodość absolutem”. Albo taka inteligentna złośliwość: “Kiedy byłem małym chłopcem, to ze wszystkich francuskich profesorów lubiłem najbardziej Claude’a Levi-Straussa, ponieważ kojarzył mi się nieuchronnie z wybornymi dżinsami, które wtedy uznawałem za szczyt osiągnięć rękodzieła artystycznego”. Wielkie wrażenie na koniec wywiera opis kopii listów pisanych ze strefy okupowanej i przechwyconych na rozkaz kolaboracyjnego francuskiego “rządu” Vichy. Niemcy tego nie żądali, to była czysto francuska narodowa inicjatywa. “Tysiące francuskich urzędników pocztowych otwierało codziennie przez 8 godzin (z przerwą na obiad) dziesiątki tysięcy prywatnych listów nad parą i przepisywało je pracowicie z kopiami na przebitce, bo marszałek Petain chciał koniecznie wiedzieć, jakie w narodzie panują nastroje. (...) Tysiące pracowników poczty i telegrafu podsłuchiwało rozmowy Francuzów i notowało wybrane fragmenty”. “Szpiegowano w majestacie prawa, stosy pracowitych stron wędrowały do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w uzdrowisku Vichy, a konsekwencje – w wypadkach uznanych za niebezpieczne – spadały na gadułów jak piorun w zacierkę”. Pasjonująca to lektura książki mojego ulubionego wydawnictwa Słowo/Obraz/Terytoria...
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na86 miesięcy temu

Cytaty z książki Dostojewski - z umiarem i inne eseje

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dostojewski - z umiarem i inne eseje