rozwińzwiń

Między miejscami. Z psem przez Afganistan

Okładka książki Między miejscami. Z psem przez Afganistan autorstwa Rory Stewart
Okładka książki Między miejscami. Z psem przez Afganistan autorstwa Rory Stewart
Rory Stewart Wydawnictwo: Czarne Seria: Orient Express literatura podróżnicza
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Seria:
Orient Express
Tytuł oryginału:
The Places in Between
Data wydania:
2014-02-12
Data 1. wyd. pol.:
2014-02-12
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375366976
Tłumacz:
Barbara Gadomska
Poruszającą, chwilami wręcz poetycką relację Rory’ego Stewarta z pieszej wędrówki przez Afganistan w styczniu 2002 roku natychmiast uznano za klasykę gatunku. W tamtym okresie, tuż po inwazji amerykańskiej, Afganistan wrzał, rozdzierany przez wrogie sobie narody, zwalczające się frakcje i rywalizujące ideologie. Stewart wędrował wyłącznie pieszo niedostępnymi górskimi szlakami, podążając śladami cesarza Babura, założyciela dynastii Wielkich Mogołów. Mało brakowało, by dał się pokonać krańcowo niesprzyjającym warunkom; udało mu się przeżyć jedynie dzięki pomocy nieoczekiwanego towarzysza i życzliwości napotkanych po drodze ludzi. Dzięki temu mógł z wyjątkowym zrozumieniem opisać region zamknięty przed światem przez dwadzieścia cztery lata toczącej się tam wojny.
Średnia ocen
7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Między miejscami. Z psem przez Afganistan w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Między miejscami. Z psem przez Afganistan



4948 1571

Oceny książki Między miejscami. Z psem przez Afganistan

Średnia ocen
7,1 / 10
115 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Między miejscami. Z psem przez Afganistan

avatar
24
12

Na półkach:

To nie tylko literatura podróżnicza w klasycznym ujęciu. To także literatura podróżnicza w sensie metafizycznym. Przy okazji odpowiada na pytania dlaczego nie dalo się 'ucywilizować' Afganistanu (z punktu widzenia kultury Zachodu). Ludzie, krajobraz, przygoda, emocje. Wszytko okraszone wątkami kulturowymi, historycznymi, religijnymi.

To nie tylko literatura podróżnicza w klasycznym ujęciu. To także literatura podróżnicza w sensie metafizycznym. Przy okazji odpowiada na pytania dlaczego nie dalo się 'ucywilizować' Afganistanu (z punktu widzenia kultury Zachodu). Ludzie, krajobraz, przygoda, emocje. Wszytko okraszone wątkami kulturowymi, historycznymi, religijnymi.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
16
11

Na półkach:

czytałem będąc w podróży na Islandii i ciekawe że z tego miejsca będę miał też wspomnienia z Afganistanu. książke czytałem szybko, wyciągnęła mnie! przejść z Haratu do Kabulu, zimą? po 2001…ze słabym kolanem, biegunką, bez zaplecza medycznego i logistycznego? facet to dla mnie heros i przeżył. dla mnie niesamowita historia za 12.5

czytałem będąc w podróży na Islandii i ciekawe że z tego miejsca będę miał też wspomnienia z Afganistanu. książke czytałem szybko, wyciągnęła mnie! przejść z Haratu do Kabulu, zimą? po 2001…ze słabym kolanem, biegunką, bez zaplecza medycznego i logistycznego? facet to dla mnie heros i przeżył. dla mnie niesamowita historia za 12.5

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
238
230

Na półkach: ,

Powiem tak, że książka nie jest zła, ale może bardziej skierowana dla miłośników Afganistanu, bo jak dla mnie, to opisy plemion z wioski i pokrótkiej historii obecnego jej przywódcy, po czasie staje się nużące. I idzie się pogubić, kto z kim obecnie trzyma. Ale sama piesza podróż, nawet ciekawa. I gratulacje za odwagę dla autora, że się zdecydował i ukończył pieszo tę trasę.

Powiem tak, że książka nie jest zła, ale może bardziej skierowana dla miłośników Afganistanu, bo jak dla mnie, to opisy plemion z wioski i pokrótkiej historii obecnego jej przywódcy, po czasie staje się nużące. I idzie się pogubić, kto z kim obecnie trzyma. Ale sama piesza podróż, nawet ciekawa. I gratulacje za odwagę dla autora, że się zdecydował i ukończył pieszo tę trasę.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

504 użytkowników ma tytuł Między miejscami. Z psem przez Afganistan na półkach głównych
  • 349
  • 148
  • 7
97 użytkowników ma tytuł Między miejscami. Z psem przez Afganistan na półkach dodatkowych
  • 58
  • 9
  • 7
  • 6
  • 6
  • 6
  • 5

Tagi i tematy do książki Między miejscami. Z psem przez Afganistan

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Indie. Miliony zbuntowanych V.S. Naipaul
Indie. Miliony zbuntowanych
V.S. Naipaul
"W Indiach religia przenika każdą strefę życia". Szukasz książki o Indiach? To nie jest książka dla Ciebie. Będzie dla Ciebie, jeśli szukasz reportażu o Hindusach oraz Hinduskach. Brytyjski noblista, Naipaul, nie poczęstował publiki suchym reportażem - wszystko dzięki ogromnemu dorobkowi w obszarze literatury pięknej. Wykwintne, wyważone opisy przeplatają się z informacjami pobranymi z pierwszej ręki. Od ludzi. Dla ludzi. Dzięki temu poznajemy mężczyzn, którzy żenią się z córkami swoich sióstr. Wchodzimy do mieszkania o powierzchni 10 metrów kwadratowych, które jest zamieszkiwane przez 9 osób. Zaglądamy do kuchni, w których nie pije się kawy ze względu na jej pobudzające właściwości. Zerkamy do salonu, w których muzułmanie nie oglądają telewizji, bo uznają, że to niezgodne z ich religią. Aż w końcu próbujemy odetchnąć na ogrodzie świeżym powietrzem, gdzie widzimy, że wycinane są kolejne drzewa ze względu na przeludnienie. Ale czy w Indiach da się odetchnąć świeżym powietrzem? Czy można posłuchać własnych myśli będąc w miejscu publicznym? Książka jest dobra - nie jest szczególnie zła, lecz nie zapada wybitnie w pamięci. Czy jest dłuższa, niż powinna być? Tak, ale to wynik subtelnej mieszanki reportażu z dziełem literatury pięknej. Kobiety w Indiach są szczególnie pokrzywdzone i niesłuchane - mogłoby pojawić się więcej wątków na ich temat. Dlatego wystawiam 6 gwiazdek.
WeronikaOlimpia - awatar WeronikaOlimpia
oceniła na61 rok temu
Dzikie wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej John Gimlette
Dzikie wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej
John Gimlette
Parafrazując mickiewiczowskie „Dziady cz. III” mógłbym zakrzyknąć: O Gujanie, dalibógże! mniej wiem niż o Chinach. :-) Istotnie, na tle innych państw Ameryki Południowej niewiele wiadomo o Gujanie, Surinamie oraz Gujanie Francuskiej. Ta część kontynentu w pełni zasługuje na miano Dzikiego Wybrzeża. Nasza przeciętna wiedza na temat tego zakątka świata sprowadza się zapewne do trzech tematów. W przypadku Gujany (Brytyjskiej) działalność „wielebnego Jonesa” oraz tragiczny los sekty „Świątynia Ludu” w dn. 18.11.1978 r. – opis tych wydarzeń sporządzony przez Autora jest naprawdę poruszający. Surinam: jako była kolonia holenderska, która odzyskała niepodległość dopiero w dn. 25.11.1975 r. wydaje się najspokojniejsza i jako taka stanowi kolebkę wielu światowej klasy holenderskich piłkarzy. Ale pod względem politycznym było (jest) to bardzo niespokojne państwo, zwłaszcza w latach 80-tych ubiegłego stulecia. Wreszcie Gujana Francuska – dla młodszych czytelników miejsce, gdzie znajduje się „Europejskie Centrum Lotów Kosmicznych” i skąd wysyłana jest zdecydowana większość satelitów komercyjnych. Dla starszych z kolei – symbol jednego z najcięższych francuskich ośrodków więziennych umiejscowionych na Wyspach Diabelskich (zwanych paradoksalnie Iles de Salut),które zakończyły działalność w 1946 roku. Odbycie wyroku w bardzo ciężkich warunkach klimatycznych nie oznaczała powrotu do Francji, o nie…. Książka zaskoczyła mnie niezwykle plastycznym i barwnym językiem. Czytając kolejne strony dosłownie czułem jak w bardzo mroczne terytoria wkraczam, jak wiele miejsc oznaczonych jest ludzkim cierpieniem, jak nieprzychylna dla człowieka jest tutaj przyroda. A wszelkie dowody ludzkiej działalności są pochłaniane żarłocznie przez naturę. Czujemy, jak jest duszno i parno, jak nocą grają cykady, jak trzeba uważać na każdy krok i na każdą nieznaną roślinę. Losy kolonistów wszelkiej maści mieszają się z życiem niewolników oraz ludzi sprowadzonych do pracy między innymi z Indii. Autorowi udało się wpleść do swojej opowieści elementy humorystyczne, ciekawie opowiedzieć o historii ekspansji państw kolonialnych. Mimo znacznych rozmiarów, książka wcale nie jest nużąca, a podróż przez ponad 500 stron jest bardzo emocjonująca. Jedyne, co nadaje się do udoskonalenia: odrobinę większy druk oraz wprowadzenie trochę dokładniejszych i szczegółowszych mapek obrazujących kolejne etapy podróży. Bardzo mocne 8,91/10
Kedar - awatar Kedar
ocenił na83 lata temu
Spustoszenie. Nieopowiedziana historia katastrofy i dyktatury wojskowej w Birmie Emma Larkin
Spustoszenie. Nieopowiedziana historia katastrofy i dyktatury wojskowej w Birmie
Emma Larkin
napisana pod pseudonimem reporterska opowieść o tragicznym w skutkach cyklonie nargis to jednocześnie klarowny portret birmy jako państwa pogrążonego w kryzysie. autorka rusza w teren, gdzie wśród zniszczonych wiosek odnajduje swoich rozmówców - często niedożywionych i żyjących w skleconych naprędce szałasach, choć od katastrofy mogło minąć nawet pół roku. ten reportaż to solidne podsumowanie rządów wojskowej propagandy, wszechobecnej i surowej reżimowej cenzury, ale przede wszystkim moralnego upadku władz, które sukcesywnie wstrzymując pomoc humanitarną i milcząc na temat kataklizmu przyczyniły się do śmierci setek tysięcy ludzi i zwierząt. to wyjątkowo poruszające świadectwo tego, jak plotka stopniowo zaczęła stanowić podstawowe źródło wiedzy i zastąpiła fakty skrupulatnie kontrolowane przez reżim. tym samym przyglądamy się też społecznej tragedii, gdy o katastrofie nie można mówić jawnie, a więc odpowiednio jej przeżyć i godnie upamiętnić. narracja larkin jest klarowna, a zarazem pełna detali i trzeźwej obserwacji. nie brak tu przedstawienia historycznego zaplecza omawianego regionu, kulisów zawłaszczania rządów przez generałów, a także społecznych strajków towarzyszących przemocowej władzy. to reportaż o wymiarze nie tylko klimatycznym, ale również politycznym i humanitarnym. setki tysięcy dotkniętych tragedią ludzi to bolesny krzyk nie tylko wobec lokalnych władz paraliżujących nadchodzącą z zewnątrz pomoc, ale i do ogarniętych bezwzględną biurokratyzacją organizacji.
podrozdzial - awatar podrozdzial
ocenił na94 miesiące temu
Góra w Tybecie. Pielgrzymka na święty szczyt Colin Thubron
Góra w Tybecie. Pielgrzymka na święty szczyt
Colin Thubron
(2011) [To a Mountain in Tibet] „Odosobniona za wałem centralnych Himalajów, przenikała do wczesnych hinduistycznych świętych tekstów jako góra Meru, której początki sięgają zarania epoki Ariów. W tym wcieleniu góra wiruje jak wrzeciono, oś wszelkiego stworzenia, wznosi się nieskończenie wysoko do pałacu Brahmy, największego i najodleglejszego z bogów, oraz równie głęboko schodzi pod ziemię. Z jej podnóży wypływają cztery rzeki [Indus, Brahmaputra, Ganges i Satladź] które poją świat*, a wszelkie stworzenie […] znajduje tu swój wzorzec. Z czasem mistyczna Meru i ziemska Kajlas zlały się w ludzkich umysłach**” (str. 10). „[…] niemal idealny stożek sterczący z mgły […]” (str. 136),„[…] serce świata, miejsce astralnego piękna, z woli boskiej oddzielone od sąsiednich Himalajów. Dla wierzących*** Kajlas promienieje złociście albo załamuje światło jak kryształ. Góra stanowi źródło wszechświata, stworzone z kosmicznych wód i umysłu Brahmy, który sam jest śmiertelny i umrze. Słońce i planety okrążają Kajlas po orbitach. Gwiazda Polarna tkwi nad nią nieruchomo. Kontynenty wychodzą ze środka góry promieniście niczym płatki lotosu na drogocennym oceanie […], zbocza są porośnięte odurzającymi rajskimi ogrodami. Na górze mieszka jednak Bóg Śmierci [Demczog]. […] […] wznosi się na pustkowiu ogołoconym ze wszystkiego oprócz modlitw. […] Około tysiąca lat temu pogańscy bogowie strzegący góry przyjęli buddyzm i odtąd się nią opiekują. […] całe rzesze buddów i bodhisattwów – świętych, którzy opóźniają swe wejście w nirwanę, aby pomagać innym – zleciały się i zamieszkały na wysokich urwiskach i szczytach, oświetlając górę swoim współczuciem” (str. 11). „Hinduiści wierzą, że wierzchołek Kajlas jest pałacem Śiwy – boga zniszczenia i zmiany – który przebywa tam pogrążony w nieustannej medytacji” (str. 12). „Buddyści mówią, że strażnikiem Kajlas jest gniewny Demczog, którego pałac znajduje się na szczycie. Demczoga przedstawia się jako szalejącego wielorękiego demona w wieńcu z czaszek, trójzębem i bębnem, z partnerką Pamo mocno oplecioną wokół jego ciała” (str. 136). „Przed przybyciem Buddy, przed Demczogiem, to była ich góra. Bon-po, jak Tybetańczycy nazywają wyznawców bonu [swojej pierwotnej religii], mówią, że wiele tysięcy lat temu ich założyciel, Szenrab, spłodzony przez kukułkę, przyfrunął tu z nieba, pokonał lokalne demony i oddał górę trzystu sześćdziesięciu bogom zwanym gekonami, odpowiadającym rokowi księżycowemu. […] Gekon był straszliwym poprzednikiem Demczoga i Śiwy: miał dziewięć rąk, niebieskoczarną skórę, prychał śnieżycami i grzmotami. Jego Kajlas była skalistokryształową górą, emanacją niebiańskiego pałacu, która miała przetrwać zagładę świata. Bon-po postrzegali wszechświat jako namiot, z Kajlas w roli centralnego masztu przebijającego otwór, przez który widać było słońce, krążące gwiazdy oraz światy w dole. Według bon-po na tej Górze Dziewięciu Swastyk widnieje symbol pomyślności (wirujący w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara) oraz odciski stóp świętych” (173-174). „Na zboczach Kajlas zastępy niebiańskich bogów lha walczą z lhamain (których czeka piekło),a namiętności skazują ich w końcu na gorzki cykl ponownych narodzin” (str. 172). „[Transcendentna] Góra Meru wdarła się w świat ludzi, zlewając z Kajlas, a na zboczu zajaśniały liczne raje. Na górę wspinały się orszaki coraz potężniejszej elity bogów i duchów. Na urwiskach rozkwitały klejnoty, […] w powietrzu rozbrzmiewały niebiańskie pieśni. Groty w niższych partiach góry wypełniły się pobożnymi pustelnikami, w aromatycznych gajach dusze zmarłych oczekiwały na ponowne narodziny. […] Z jaskiń pod Kajlas wyłaniali się posępni tytani, by wojować z bogami; poniżej rozwierała się otchłań piekielna” (str. 137). „[…] dla wiernych autentyczna Kajlas jest drabiną między światłem a ciemnością – jej podstawa tkwi w piekle – oraz miejscem odkupicielskiej mocy. Góra wprowadza zamęt w świecie i z tego powodu Chińczycy muszą się jej bać. Kajlas jest starsza od nich” (str. 37)****. „Według ludowych wierzeń tybetańskich przyleciała tu z innej, nieznanej krainy […] i została umocowana flagami modlitewnymi oraz łańcuchami, zanim diabły zdążyły wciągnąć ją pod ziemię. […] Teraz jednak żyjemy podobno w epoce degeneracji, w kalijudze [czwartej, ostatniej i najmroczniejsza z epok (jug),wieku kłótni i hipokryzji, wieku żelaznym], więc góra w każdej chwili może odlecieć” (str. 160). „Pielgrzymowi towarzyszy cała horda mniejszych duchów. Niebiańskie tancerki i górskie bożki znajdują się tuż poza polem widzenia” (str. 189). „[…] jedne okrążenie Kajlas wymazuje grzechy całego życia” (str. 12)*****. __________________________ * „W kosmologii buddyjskiej i hinduskiej w miejscu tym miały mieć początek cztery wielkie rzeki indyjskie – Indus, Ganges, Sutlej i Brahmaputra. W rzeczywistości tylko rzeka Sutlej rozpoczyna tu swój bieg” (Mitologie świata, tom 9, Tybetańczycy, Natalia Goraj, Warszawa 2007, str. 142). „[…] cztery główne rzeki subkontynentu indyjskiego mają swoje źródła w promieniu stu dwudziestu kilometrów od szczytu” (str. 128). ** Utożsamiono ją z faktycznym, realnym obiektem geologicznym, charakterystycznym na tle otoczenia, w kształcie „[...] białej piramidy pod błękitem nieba” (str. 143). *** „Kajlasa, […] jest jednym z najświętszych miejsc dla hinduistów, buddystów, dźinistów a także bonpów [wyznawców tradycyjnej tybetańskiej religii bön]” (Mitologie świata, tom 9, Tybetańczycy, Natalia Goraj, Warszawa 2007, str. 142). „Niezależnie od tego, kto zasiadał na szczycie, koncepcja góry świata rozpowszechniła się w Azji” (str. 138). **** Wedle różnych przekazów, pod górą mieści się sekretne miasto Szambala lub przejście do Agharty, rozległej, podziemnej krainy i systemu tuneli; wedle niektórych wersji, Szambala miała być jej stolicą. (Podobnie jak Shangri-La, Agharta jest wymysłem zachodnim – bazującym na micie hinduskim i tybetańskim). ***** Stary Rinpocze z klasztoru w Katmandu, tybetański uchodźca: „– Na początku Kajlas była tylko skałą… Skałą i kamieniami. Bez ducha. Potem przybyli bogowie z orszakami i osiedlili się tam. Może dzisiaj ich tam nie ma, ale pozostawili swoją energię, to miejsce pełne jest duchów. Myślę, że najlepiej opisywać bogów jako kolonizatorów. Każdy osiedlił się w swoim regionie, na swoich szczytach i górskich grzbietach, gdzie spoczęły też jego duchy. W ten sposób góry te stały się miejscami mocy” (str. 176). Uświęcona mocą tysięcy modlitw pobożnych pielgrzymów, wespół z intencjami duchów, bogów i buddów, Kajlas stała się energetycznym czakramem, o unikalnych wibracjach, korzystnych dla dla człowieka – tak ujęli by to praktycy New Age. • „Podróżuję z powodu zmarłych. Czasami podróże zaczynają się, nim jeszcze postawi się pierwszy krok. Moja, choć o tym nie wiedziałem, rozpoczęła się niedawno na oddziale szpitalnym wraz z odejściem ostatniej osoby z mojej rodziny” (str. 14)*. „[…] nie można się rozgrzeszyć za to, że się przeżyło, ani przywrócić nikogo do życia. Człowiekowi pozostaje tylko pragnienie, by sprawy wyglądały inaczej, niż się przedstawiają. Dlatego wybierasz pewien znaczący punkt na powierzchni ziemi, jakbyś planował świecką pielgrzymkę. Jednak to nie ty nadajesz jej znaczenie. Następnie wyruszasz w podróż […], wędrujesz do miejsca poza twoja własna historią, za odgłosem rzeki płynącej w przeciwnym kierunku. W końcu odpoczywasz u stóp góry, która dla innych jest święta. Przyczyny takiego postępowania nie można wyrazić. Podróż nie jest terapią. Podróż wywołuje jedynie złudzenie zmiany i, w najlepszym razie, daje spartańskie pocieszenie” (str. 15). „Czy zadaję sobie trud, ponieważ świat jest śmiertelny? Czyj ból próbuje uśmierzyć? Przecież nie ich [nie matki, nie ojca, nie siostry]. Stary tybetański mnich mówi mi, że dusza nie ma pamięci. Umarli nie czują swojej przeszłości” (str. 16). To a Mountain in Tibet – do góry w Tybecie, i nie konkretnej, istotnej z osobistej perspektywy, ale jakiejś tam (przedimek „a” zamiast „the”). Góra Kajlas, „święta dla jednej piątej ludzkości” (str. 10),dla Colina Thubrona (1939) – i większości ludzi Zachodu – jedna z wielu; cel dobry jak każdy inny, ciekawy pod kątem geologicznym, estetycznym, wyróżniający się na tle otoczenia, istotny z punktu widzenia antropologii – ale to tyle. Dla dojrzałego mężczyzny, w siedemdziesiątym roku życia**, który dawno już „porzucił wiarę” (str. 135),Kajlas nie jest miejscem odkupienia i stykiem rzeczywistości, punktem u źródła, z którego można zaczerpnąć głębszej prawdy o ukrytej naturze rzeczywistości. Stanowi fenomen społeczno-kulturowy, pretekst do inspirującej wędrówki, zanurzenia się w sercu Azji, w cieniu ośmiotysięczników, pośród zapierających dech krajobrazów. Relacja kończy się nagle, wraz z dopełnieniem kręgu wokół świętej góry. Jeśli podróż jest metaforą życia, komunał o nadrzędności drogi wybrzmiewa tu wyjątkowo przekonująco. __________________________ * To trochę jak Frank Westerman, autor Araratu (2007). Evelyn Dryden Thubron, matka pisarza, zmarła w kwietniu 2007 roku, w wieku 97 lat. Colin Thubron odbył swoją pielgrzymkę pod górę Kajlas w maju i czerwcu 2009, trwała pięć tygodni. (Informacje ze artykułów opublikowanych w: The Times, The end of the road z 15 lipca 2007 (https://www.thetimes.com/travel/destinations/asia-travel/china/the-end-of-the-road-9pqqr7tq3cn); South China Morning Post, Pilgrim’s progress z 20 lutego 2011 (https://www.scmp.com/article/738689/pilgrims-progress); The Times, Colin Thubron: the journey of my life z 3 lutego 2011 roku (https://www.thetimes.com/travel/destinations/asia-travel/china/colin-thubron-the-journey-of-my-life-t2f8cq07rxn). ** Wyruszającego tuż przed urodzinami (14.VI.1939). Jest rok 2009: „Niedawno minęła wypatrywana z niepokojem pięćdziesiąta rocznica ucieczki Dalajlamy [1959-2009]” (str. 106); „Od zamieszek w Lhasie przed olimpiadą [2008] minął rok […]” (str. 144). Relacja rozpoczyna się w maju, i ma swoją kontynuację w czerwcu. • Opisy brytyjskiego pisarza-podróżnika, choć kunsztowne, nie są w stanie odtworzyć obrazów – wymagają od mózgu pracy na podwyższonych obrotach, bardziej męczą niż zachwycają, a niekiedy zdają się zbyt przekombinowane. Budują w umyśle odbiorcy pewne formy, równocześnie rodząc wątpliwości (czy zgodne z intencjami twórcy). Fakt, że obcujemy z przekładem, automatycznie potęguje tę niepewność. (Opisy licznych tworów geologicznych i rzeźby terenu, nie osiągają złożoności Kima Stanleya Robinsona w Trylogii Marsjańskiej, ale i tak hamują lekturę). Obserwacje obyczajowe są proporcjonalne do opisów drogi; wspomnienia relacji z rodzicami, interpretacje starych zdjęć i rozważania o ich wspólny życiu sprzed własnych narodzin – serwuje w takiej dawce, w jakiej były obecne na przestrzeni pracy nad książką; wkład religioznawczy dodaje kolorytu i buduje klimat relacji – natomiast zalążki refleksji, przemyślenia natury egzystencjalnej, wprowadzane są bardzo oszczędnie. Z uwagi na charakter całości i osobisty wymiar peregrynacji, można by zakładać, że będzie tego więcej. Ich brak, zaświadcza jednak o szczerości autora, który nie zapełnia stron pustymi banałami, ale ciężko oddalić myśl, że wyrasta również z braku nadziei, braku poczucia głębszego sensu. Jak gdyby Colin Thubron wolał przemilczeć gorzkie przeczucia, a wraz z nimi swój żal. Z konieczności utrzymania go w ryzach, lub wobec trawienia przez depresyjną pustkę której nie chce uzewnętrzniać. • Błędy które wkradły się do polskiego wydania, zapewne częściowo obecne również w oryginale, rzucają się w oczy i zapadają w pamięć. Uwypukla je charakter książki, pisanej z myślą o najbliższych: przedwcześnie zmarłej siostrze, ojcu i matce, w formie subtelnego hołdu; będącej relacją z podróży, ale jednocześnie, w obszernych fragmentach, literaturą piękną. Paweł Lipszyc wykonał swoją prace dobrze, ale czułe oko redaktora powinno wychwycić wszystkie błędy, na które nie ma tu miejsca. (Naciągane 7/10). • Na kartach tej niewielkiej pozycji, pojawia się nazwisko Younghusband i Sven Hedin, Szambala, kwestia zachodniego wyobrażenia Tybetu, jako ziemi świętej, zamieszkałej przez mędrców pogrążonych w kontemplacji, zestawionego z faktyczną, krwawą historią, typową dla innych krajów, czy tzw. Tybetańska Księga Umarłych*. Gorzka refleksja na temat rewolucji kulturalnej, przemyślenia odnośnie zmian społecznych, oraz śmieci rozrzucanych przez beztroskich pątników**. Intrygująco wypada kolaż różnych tradycji powiązanych z tytułowym szczytem – wzajemne sprzecznych, uzupełniających się lub inspirujących nawzajem. Z uwagi na to, że nie jest to pogłębione, a zaledwie ślizga po powierzchni, idealnie rozbudza ciekawość***. _________________________ * Dla mnie, podobnie jak dla autora, lektura TKU była rozczarowaniem. Znałem jej tytuł od czasów pierwszych samodzielnych lektur, z artykułów i książek o reinkarnacji, te jednak nie tłumaczyły jej fenomenu. Kupiłem TKU już jako dorosły, ale zanim wziąłem się za czytanie, minęło wiele lat. Bodźcem, by wyciągnąć ją z regału, była śmierć dziadka (1938-2021). Z punktu widzenia antropologa, religioznawcy czy osoby zainteresowanej buddyzmem, a znającej tę filozofię dosyć pobieżnie – znajdzie się tam sporo ciekawych fragmentów i zaskakujących faktów, ale głębszej prawdy o drugiej stronie próżno tam szukać. ** Najwyraźniej zaśmiecanie świętego miejsca mocy, tuż pod karcącym wzrokiem bóstw kilku religii, nieopodal ich siedzib i pustelni – nie prowadzi do jego desakralizacji (!). *** Hinduistyczny panteon rozrósł się do absurdalnych rozmiarów: symbolicznie liczy sobie 33 miliony bóstw, a Tybetańczycy czerpali z jego bogactw pełnymi garściami, mieszając buddyzm z rdzennymi wierzeniami bön, których poszczególne wątki odnajdziemy również w Mongolii. Nawet jeśli czytaliśmy o tym przed laty, jest to na tyle obszerne, że podczas lektury Thubrona, przedstawiającego koncepcje obce Europejczykowi – takie jak bóstwa nawracające się na buddyzm – szybko nabieramy ochoty, by to i owo sobie przypomnieć. • „Kajlas (ang.: Mount Kailash; dewanagari: कैलाश पर्वत, trl. Kailāśa Parvata; tyb.: གངས་རིན་པོ་ཆེ, Wylie: gangs rin po che, ZWPY: Kangrinboqê; chiń.: 冈仁波齐峰, pinyin: Gāngrénbōqí Fēng) – szczyt w paśmie Gangdisê w Transhimalajach na Wyżynie Tybetańskiej, wierzchołek wznosi się na wysokość 6714 m n.p.m. (wybitność: 1319 m). Leży w Chinach [de facto w ChRL], w [okupowanym] Tybecie. W pobliżu położone są jeziora Manasarowar i Rakszastal” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kajlas). • UWAGI (wyd. I z 2014, tłum. Paweł Lipszyc): str. 4 – 2010 (2011); str. 33 – to uschnięte gałęzie są podobne do pali totemicznych (?),a nie całe drzewa?; str. 42 – przeczuciem (przedsmakiem?); str. 51 – powtórzenie informacji ze str. 11 (kim jest bodhisattwa); str. 60 – „Dendu Lama to rolnicy […]” (Dendu i Lama?, niżej Dendu funkcjonuje już tylko jako imię mężczyzny, imię małżonki jest pomijane… w pierwszym momencie można odnieść wrażenie, że to nazwa plemienia); str. 62 – wspomnienie o ciele kobiety w rzece zostało już wykorzystane wcześniej; str. 63 – powtórzenie informacji ze str. 60 (o twarzach gospodarzy); str. 79 – przed nami? (przed CT i…?; niejasna narracja); str. 96 – „Kilka tygodni wcześniej […]” – czyli przed wyruszeniem na szlak do granicy, przebywa pod Katmandu, „wśród aromatycznych lasów czerwcowych” – jednak kiedy są już w drodze, mamy maj („W południe przypieka majowe słońce”, str. 23),podziwianie drzew musiało mieć miejsce w maju; str. 106 – płotem z drutu kolczastego (ogrodzeniem?); str. 118 – „[…] wypiętrzenie się Himalajów” – całość zdania jest tak zbudowana, że zaimek zwrotny „się” jest zbędny; str. 122 – ta sama sytuacja, wystarczy „unoszą w górę”, bez drugiego „się”; str. 150 – „[…] turla się po ziemi” (to już drugie „się”, zbędne); str. 154 – chodziarz (piechur?); str. 156 – powtórzenie informacji o odkupieniu grzechów życia w wyniku okrążenia góry; str. 170 – ciekawe, że „Lha-czu, [to] Rzeka Duchów […]” a Lhasa to już Miasto Bogów (lha to odpowiednik sanskryckiego terminu dewa – jaśniejący, świetlisty, oświecony); str. 178 – „zjeżdżających”?, ale na czym?, na str. 179 i 201 wspominane są kolejno konie i jaki, jednak już w tym zdaniu powinna być informacja o wierzchowcach, bo z kontekstu wynika że większość Hindusów jednak drepcze + „urwane pismo śniegu” (pasmo?); str. 184 – „Rozległe śnieżnych półek zajęła kurtyna czystej grozy” (rozległe ściany?); str. 199 – „Przed nami rozpościera się długi amfiteatr gór, których skały czernią się na coraz grubszej pokrywie śnieżnej” (...pod coraz grubszą pokrywą śnieżną?; na początku książki mamy opis przestrzenny który oddaje widok pozorny z perspektywy obserwatora, nie stan faktyczny, to wypada podobnie – choć jeśli wziąć to dosłownie, to chodzi o to, że czarne stoki pozornie stoją na śniegu…); str. 200 – „Pod jednym z nawisów, […] biegnie toporny tunel […]. W takich rozpadlinach żywy kamień wyczuwa czystość przechodzącego ciała, może się gwałtownie skurczyć i uwięzić winnego jak w grobie” – aby uwięzić grzesznika, skała musiałaby się rozprężyć… skurczenie, poszerzające otwór, raczej ułatwiłoby przejście (!) + „[…] przeczołgał się pod nim” – to „się” jest zbędne, po padło już w zdaniu, a w kolejnym mamy trzecie (jest to kolejny przykład „zbyt szczodrego” gospodarowania zaimkiem zwrotnym „się”).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Między miejscami. Z psem przez Afganistan

Więcej

- Dlaczego został pan mudżahedinem? - spytałem Sajjeda Omara.
- Ponieważ radziecki rząd zakazał moim kobietom noszenia chust i skonfiskował mi osły.
- A czemu walczył pan z talibami?
- Bo zmusili moje kobiety do noszenia burek zamiast chust i ukradli mi osły.
Wyglądało na to, że gdyby zostawiono strój jego kobiet i jego osły w spokoju, nie przeciwstawiałby się rządowi.

- Dlaczego został pan mudżahedinem? - spytałem Sajjeda Omara.
- Ponieważ radziecki rząd zakazał moim kobietom noszenia chust i skonfis...

Rozwiń
Rory Stewart Między miejscami. Z psem przez Afganistan Zobacz więcej

...czułem, iż otrzymałem świat w darze, na wyłączność, tak samo jak każdy inny człowiek. Zakończyłem wędrówkę i mogłem wrócić do domu.

...czułem, iż otrzymałem świat w darze, na wyłączność, tak samo jak każdy inny człowiek. Zakończyłem wędrówkę i mogłem wrócić do domu.

Rory Stewart Między miejscami. Z psem przez Afganistan Zobacz więcej

My­śla­łem o hi­sto­ry­kach ewo­lu­cji, któ­rych zda­niem to wła­śnie cho­dze­nie sta­no­wi isto­tę by­cia czło­wie­kiem. To ruch na dwóch no­gach od­róż­nił nas od małp. Uwol­nił nam ręce, by­śmy mo­gli uży­wać na­rzę­dzi, i po­zwo­lił na dłu­gie mar­sze przez Afry­kę. Jako ga­tu­nek sko­lo­ni­zo­wa­li­śmy świat na no­gach. Więk­sza część hi­sto­rii ludz­ko­ści jest efek­tem kon­tak­tów na­wią­zy­wa­nych w tem­pie mar­szu, na­wet gdy nie­któ­rzy je­cha­li kon­no.(...) Bru­ce Cha­twin, któ­ry bar­dzo się ta­ki­mi spra­wa­mi in­te­re­so­wał, wy­cią­gnął z tego wnio­sek, że jako isto­ty ludz­kie le­piej by­śmy my­śle­li, żyli i re­ali­zo­wa­li na­sze cele, gdy­by­śmy po po­wierzch­ni zie­mi po­ru­sza­li się cały czas pie­szo.

My­śla­łem o hi­sto­ry­kach ewo­lu­cji, któ­rych zda­niem to wła­śnie cho­dze­nie sta­no­wi isto­tę by­cia czło­wie­kiem. To ruch na dwóch n...

Rozwiń
Rory Stewart Między miejscami. Z psem przez Afganistan Zobacz więcej
Więcej