rozwińzwiń

Słoneczny kataklizm. W jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość

Okładka książki Słoneczny kataklizm. W jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość autorstwa Lawrence E. Joseph
Okładka książki Słoneczny kataklizm. W jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość autorstwa Lawrence E. Joseph
Lawrence E. Joseph Wydawnictwo: Illuminatio popularnonaukowa
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Solar Cataclysm: How the Sun Shaped the Past and What We Can Do to Save Our Future
Data wydania:
2013-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-01-01
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788363965037
Tłumacz:
Bartłomiej Kotarski, Ewa Androsiuk-Kotarska
Oto książka, która rzuca nowe światło na tajemniczą, choć tak bliską nam gwiazdę – Słońce. Badając historię cyklów aktywności słonecznej i ich wpływu na historię Ziemi, Lawrence E . Joseph dochodzi do zaskakujących wniosków, które wymagają zastanowienia się nad stworzeniem systemu obrony przed słonecznym atakiem.

Słoneczny kataklizm daje zupełnie nowe wyobrażenie na temat potencjalnego zagrożenia, które kryje się za wybuchami na Słońcu i może doprowadzić do zniszczenia bądź znacznego uszkodzenia świata, który znamy.

Nie jest to jednak opowieść o końcu ludzkości. Nasz los – zarówno jako zbiorowości, jak i indywidualnych jednostek – nie jest totalnie uzależniony od słonecznych kaprysów.

Za pomocą napisanych błyskotliwą prozą fascynujących opowieści Joseph pokazuje, w jaki sposób powinniśmy wykorzystać dostępną nam wiedzę i narzędzia – w tym pozyskane niedawno wyniki badań nad Słońcem oraz najnowsze zdobycze techniki, a także ludzką pomysłowość i instynkt przetrwania – w celu stawienia czoła zagrożeniom, jakie mogą nas spotkać ze strony naszej gwiazdy, a także w celu zabezpieczenia ludzkiej egzystencji, ziemskiej atmosfery, systemu satelitów, sieci energetycznej i infrastruktury jądrowej przed nadchodzącym kataklizmem.
Średnia ocen
5,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Słoneczny kataklizm. W jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Słoneczny kataklizm. W jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość

Średnia ocen
5,5 / 10
29 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Słoneczny kataklizm. W jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość

avatar
11
12

Na półkach:

„Słoneczny kataklizm” to książka o dużych ambicjach, ale niestety zawodzi pod względem realizacji. Temat wpływu Słońca na historię ludzkości i przyszłość cywilizacji jest fascynujący, jednak sposób jego przedstawienia nie wciąga. Styl bywa nużący, struktura rozdziałów nieprzejrzysta, a narracja często traci tempo. Brakuje też wyrazistej linii argumentacyjnej, która pomogłaby czytelnikowi lepiej zrozumieć i zapamiętać kluczowe wnioski. To pozycja, która mogła być znakomitą popularyzacją nauki, ale niestety grzęźnie w przeciętności.

„Słoneczny kataklizm” to książka o dużych ambicjach, ale niestety zawodzi pod względem realizacji. Temat wpływu Słońca na historię ludzkości i przyszłość cywilizacji jest fascynujący, jednak sposób jego przedstawienia nie wciąga. Styl bywa nużący, struktura rozdziałów nieprzejrzysta, a narracja często traci tempo. Brakuje też wyrazistej linii argumentacyjnej, która...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
195
195

Na półkach:

Niekoronowany "władca" naszej planety...
Jakże miło jest beztrosko wygrzewać się w blasku Słońca. Dodaje ono energii i zapewnia życie ziemskim organizmom. Ale potrafi też czasem narobić trochę "bałaganu"...
Słońce - jak każda gwiazda, nie jest obojętne na wpływy otoczenia. W kosmicznej wędrówce napotyka na swej drodze przeróżne rejony Wszechświata. Zarówno te, powiedzmy - "przyjazne", jak i nieco mniej. Zaś zderzenia z kometami czy meteorami dostarczają mu różnych minerałów, powodujących pewne zmiany w wewnętrznych procesach spalania. A skład chemiczny paliwa spalanego w Słońcu jest równie istotny, jak żywność przez nas spożywana - dla naszego późniejszego metabolizmu.
Nic więc dziwnego, że i "zachowanie" Słońca bywa przeróżne. Czasem przejawia ono większą, innym razem mniejszą - aktywność.
A wszystko to odbija się między innymi na naszym, ziemskim życiu.
Przy małej aktywności słonecznej dochodziło nieraz w historii Błękitnej Planety do tzw. epok lodowcowych. Krótszych bądź dłuższych. Zamarzały wtedy spore połacie lądów, nierzadko i morza. Nie tylko funkcjonowanie, ale i przeżycie w takich warunkach było nie lada wyczynem.
Z kolei przy dużej aktywności Słońca lodowce topniały, obszar terenów zdatnych do zamieszkania znacznie się powiększał. Kolejne cywilizacje rodziły się i rozkwitały.
Ciekawostką tego typu "zawirowań" jest np.fakt, że w X wieku, przy dużej aktywności słonecznej, morskie eskapady Wikingów do dzisiejszej Ameryki Północnej - były czymś "naturalnym". Ustały, gdy po dwóch- trzech stuleciach nastąpiła mini epoka lodowcowa, i północny Atlantyk przestał być "przejezdny" dla skandynawskich łodzi...
Autor porusza też w książce problem plam i "wybuchów" słonecznych. Te ostatnie mogą w (bliżej nieokreślonej) przyszłości sprawić nam niemało kłopotów. Potężna fala plazmy, wyrzucona ze Słońca w kierunku Ziemi, może bowiem w krótkim czasie zniszczyć całą elektryczność na naszej, uzależnionej od elektroniki, planecie. I lepiej nie mysleć, jak mógłby wygladać świat, pozbawiony płynącej z kranów wody, prądu i ogrzewania w domach, czy dostaw jakichkolwiek artykułów do sklepów...
A warto dodać, że w XIX wieku ludzkość miała już "przedsmak" takiej sytuacji. Jednak wtedy nie bylismy jeszcze tak "zaawansowaną" cywilizacją, jak dzisiaj, i najbardziej ucierpiały linie telegraficzne...
Książka jest ciekawą lekturą. A jej tematyka, czyli oddziaływanie Słońca - dotyczy praktycznie każdego z nas. I z pewnością "daje do myślenia". Czego chcieć więcej ?

Niekoronowany "władca" naszej planety...
Jakże miło jest beztrosko wygrzewać się w blasku Słońca. Dodaje ono energii i zapewnia życie ziemskim organizmom. Ale potrafi też czasem narobić trochę "bałaganu"...
Słońce - jak każda gwiazda, nie jest obojętne na wpływy otoczenia. W kosmicznej wędrówce napotyka na swej drodze przeróżne rejony Wszechświata. Zarówno te, powiedzmy -...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1108
158

Na półkach:

Często budzi nas ranem,podziwiamy jak zachodzi.Towarzyszy nam od narodzin aż do smierci.To- Słońce.Wiemy ze istnieje ale tak naprawdę nie wiele o nim wiemy,tak nam spowszedniał ze nawet nie myślimy o nim,a ma ogromny wpływ na życie na naszej planecie.Energia słoneczna zapewnia utrzymanie temperatury powierzchni lądów i oceanów,jest wykorzystana do fotosyntezy roślin i również ,moze tez zagrażać naszej egzystencji na ziemi.I to bynajmniej nie są spiskowe teorie ale fakty.28 sierpnia 1859 do Ziemi dotarła pierwsza z dwóch fal plazmy ,jako efekt burz elektromagnetycznych na Słońcu,skutki były odczuwalne na dwóch półkulach.I to był pierwszy pokaz niszczycielskiej siły Słońca.Później był rok 1921 i końcu rok 1989 gdzie burza plazmowa pozbawiła prowincje Quebec prądu na dwanaście godzin.O tym ze teraz byśmy mogli byc pozbawieni prądu ,internetu,systemu GPS ,po prostu strach pomyśleć,ale to dalej jest realne.Książka „ Słoneczny kataklizmy” właśnie o tym opwiada,dobrych i złych stronach bycia satelita słońca.Opwiada równie intymna jak przed owym kataklizmem się bronić,ale jak zwykle nas los jest w rękach dysydentów ,którzy nie do końca rozumieją istotę problemu

Często budzi nas ranem,podziwiamy jak zachodzi.Towarzyszy nam od narodzin aż do smierci.To- Słońce.Wiemy ze istnieje ale tak naprawdę nie wiele o nim wiemy,tak nam spowszedniał ze nawet nie myślimy o nim,a ma ogromny wpływ na życie na naszej planecie.Energia słoneczna zapewnia utrzymanie temperatury powierzchni lądów i oceanów,jest wykorzystana do fotosyntezy roślin i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

87 użytkowników ma tytuł Słoneczny kataklizm. W jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość na półkach głównych
  • 42
  • 38
  • 7
33 użytkowników ma tytuł Słoneczny kataklizm. W jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość na półkach dodatkowych
  • 27
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Słoneczny kataklizm. W jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wojna światopoglądów. Czy naukowcy mają duszę? Deepak Chopra
Wojna światopoglądów. Czy naukowcy mają duszę?
Deepak Chopra Leonard Mlodinow
Jestem wielkim fanem Leonarda Mlodinova, w którym widzę troszkę takiego Dawkinsa fizyki - umiejętnie łączącego dydaktykę z gawędziarskim zacięciem. Tematyka inna, ale styl bardzo podobny. Czyta się tego autora lekko i przyjemnie, a człowiek wiele się dowie. Podobny też panowie mają światopogląd - odrzucają wiarę w metafizyczny świat, ale nie pozbywają się poczucia celu i sensu w życiu i nieustannie zachwycają cudownością świata, coraz lepiej poznawanego dzięki nauce i dzięki tej nauce dającemu coraz więcej powodów do zachwytu w miarę, jak poznajemy kolejne sekrety wydarte naturze. W tej książce Mlodinov konfrontuje swoje poglądy z poglądami Deepaka Chopry, osoby wierzącej, która próbuje nam wykazać, że oprócz świata materialistycznego istnieje też świat duchowy. 18 rozdziałów traktuje na różne tematy (typu kosmos, powstanie wszechświata, Bóg, świadomość, moralność itp.) i w każdym z rozdziałów dostajemy dwie opinie na ten sam temat. Schemat jest dość podobny: Deepak powtarza jak mantrę "nie zamykajmy się na inny świat, nie przesądzajmy niczego, bądźmy otwarci na sprawy duchowe, szukajmy głębszego sensu", Leonard zaś na okrągło prawi o metodzie naukowej, braku dowodów na świat duchowy i tym, że światem można zachwycać się i żyć godnie i szczęśliwie bez mieszania w to bytów nie manifestujących swojej obecności w fizycznym świecie. Jak dla mnie argumenty Leonarda są dużo bardziej przekonujące, w 19 rozdziałach (epilog też liczę) wyrok jak dla mnie to 17 wyraźnie wygranych przez niego debat oraz dwa remisy (oba też ze wskazaniem na Mlodinova). Dość istotne (i cenne),że Deepak nie agituje za żadnym konkretnym wyznaniem, nawet pojęcia "Bóg" używa ostrożnie (a Jezus, o ile dobrze pamiętam, pojawia się tylko raz, i to jako autor cytatu),bardziej wskazując na nieosobową siłę sprawczą, co kojarzyć może się z religiami wschodu - Indii czy Chin (chociaż też bezpośrednio na te wyznania nie powołuje). Leonard zaś - naukowiec pełną gębą. Przywołuje badania z różnych dziedzin, skupiając się głównie na fizyce i neurobiologii, opowiada o historii nauki, o jej potknięciach i o tym, jak mimo wszystko idzie do przodu. No i wreszcie o tym, że wcale na duchowość się nie zamyka - tylko po prostu wskazuje, że ewentualny świat duchowy nie ujawnił się jeszcze na tyle wyraźnie, aby nauka mogła się nim zająć. Kawał dobrej literatury. Leonard geniusz w pełnej formie, wywody Deepaka bywają irytujące i obniżają trochę ocenę (chociaż też trochę wnoszą - jednak dla mnie to bardziej w sferze kilku przytoczonych ciekawostek wartych zapamiętania aniżeli wartościowych poglądów). POLECAM!
Hubert - awatar Hubert
ocenił na75 lat temu
Klątwa Tutanchamona. Historia niedokończona egipskiego władcy Joyce Ann Tyldesley
Klątwa Tutanchamona. Historia niedokończona egipskiego władcy
Joyce Ann Tyldesley
🪦 Życie i śmierć Tutanchamona do dziś dzień pozostaje owiane mgłą tajemnicy. Jeden z ostatnich faraonów XVIII dynastii nie odznaczył się praktycznie niczym za życia, a jego słowa wynika z prostego faktu że jego grobowiec to jedyny pochówek w starożytnym Egipcie który przetrwał do dnia dzisiejszego w nienaruszonym stanie. Bogactwa które tam znaleziono przeszły najśmieszniejsze oczekiwania Egiptologów z całego świata. Przed wami opowieść pełno tajemnic, w której każde zadane pytanie pozostawia więcej niewiadomych niż odpowiedzi. 🪦 Na początku XIX wieku Dolina Królów niedaleko Teb, praktycznie w całości została wyeksploatowana, odnaleziono dziesiątki grobów, lecz wszystkie nosiły znamiona grabieży, niektóre zdewastowane, pozbawione spoczywających w nich ciał i skarbów. Howard Carter pod patronatem lorda Carnarvon nie zamierzał jednak zrezygnować. Lata uporczywy i bezowocnej pracy wreszcie przyniosły rezultaty. 4 listopada 1922 Carter natrafił na stopień, odsłaniając kolejne odkryli zejście pod ziemię, które prowadziło do zapieczętowanych drzwi. Był to przełom który raz na zawsze odmienił oblicze egiptologii i badań archeologicznych. Od tamtej pory stopniowe prace odsłaniały kolejne tajemnice, cały proces był powolny i skrupulatnyt. Lecz po latach badań przyniósł niesamowite rezultaty. Wspaniały skarby wraz z mumią i maską grobową do dziś dzień wzbudzają podziw. Niestety nie opowiadają one historii, wszystko co do tej pory wiadomo oparte jest na domysłach i poszlakach, a śmierć i życie Tutanchamona nie zostało do końca rozwikłane. Być może jeszcze kiedyś ktoś natknie się na coś, co rozświetli mroki nieodgadnionej historii.
Paweł Torebko - awatar Paweł Torebko
ocenił na64 miesiące temu
Pies też człowiek? praca zbiorowa
Pies też człowiek?
praca zbiorowa Michał Piotr Pręgowski Justyna Włodarczyk
Odkąd pamiętam, zawsze chciałam mieć psa! Pragnienia tego nie zrealizowałam do dzisiaj. Po tej pozycji zaczęłam myśleć, że nigdy go nie zrealizuję. Nie dlatego, że ten zbiór prac wielu autorów nastawił mnie do tego pomysłu negatywnie. Wręcz przeciwnie! Uświadomił, jakim poważnym obowiązkiem jest posiadanie zwierzęcia w domu. Jaką ogromną odpowiedzialność nakłada na właściciela jego podopieczny. To trochę tak, jak posiadanie kolejnego członka rodziny, który wymaga opieki, troski, uwagi, a przede wszystkim wychowania, czyli ułożenia, a posługując się językiem autorów – szkolenia. Absolutnie nie tresury! To ostatnie pojęcie należy wyrzucić do kosza! I właśnie o tę świadomość spróbowali powalczyć autorzy książki. Jak piszą Michał Pręgowski i Justyna Włodarczyk w pierwszym eseju wprowadzającym w całość – "kiedyś psy się po prostu miało, a naukowo pisało się o nich językiem biologii i weterynarii". Zmienił się ustrój Polski i w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat zaszły znaczące zmiany we wszystkich dziedzinach życia. Również w relacjach ludzie-psy. Pojawiła się więc potrzeba naukowego zainteresowania "psami, którego efektem jest niniejsza książka […] w ramach nowej, interdyscyplinarnej dziedziny badań, nazywanej antrozoologią bądź „animal studies”. Autorzy sięgnęli do metodologii różnych dyscyplin i dziedzin nauk humanistycznych – socjologii, antropologii, historii, gender studies, literaturo- i kulturoznawstwa oraz pedagogiki – aby odpowiedzieć na pytania o charakter więzi łączącej ludzi i psy w Polsce". A jest, o co pytać, sądząc po danych szacunkowych Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które oceniają liczebność psów w Polsce na około 6 milionów. Więcej jest już tylko kotów – 8 milionów. Wszystko brzmiało więc bardzo poważnie, jak na naukę przystało. Zaczęłam się nawet bać, czy po takim wstępie dam radę przejść przez te metodologie badań, język naukowy i poważne tezy oraz wywody utytułowanych ludzi – sądząc po krótkich prezentacjach zawodowych umieszczonych na końcu książki. Okazało się, że niepotrzebnie! I jeśli nawet kilka prac było poważnych, to napisanych językiem przystępnym, chociaż niestroniącym od operowania pojęciami dla mnie zupełnie nowymi – agility, dogfrisbee, obedience, rally, dogtrekking. Jednak też i świat psa w kontekstach kulturowych okazał się dla mnie terra incognita. Z zaciekawieniem poznawałam tematykę zupełnie mi obcą (a podobno na leczeniu, wychowywaniu i psach znamy się wszyscy!) – historię szkolenia psów, wystawy psów rasowych, dogoterapię, zawody z udziałem psów mających wpływ na styl życia opiekuna, a nawet relację kobiet i psów (ten gender wszędzie się wkręci!) w sportach kynologicznych. Najważniejszym jednak rozdziałem dla mnie był ten analizujący kynofobię, czyli lęk przed psami. Uważałam, że go posiadam. A tu guzik! Okazało się, że pomyliłam strach z lękiem. A przy okazji, autorka pracy wytłumaczyła mi, skąd się to u mnie wzięło. Były również i wzruszenia! Tak, tak! Podczas czytania tej „poważnej” pozycji, pomimo chłodnego stylu języka analizy i relacji tematyki śmierci psów i jej kontekstów, odebrałam ją bardzo ciepło. Może sprawiła to bezgraniczna miłość właścicieli do swojego pupila, a może napisy na nagrobkach świadczące o niej? A może fakt stworzenie cmentarza i chowania na nim ulubieńców niemal jak członków rodziny? Sporo w tej pozycji rozważań natury historycznej, etycznej, psychologicznej, społecznej i kulturowej. Wiele pytań kierunkujących dalszy rozwój relacji pies-człowiek w Polsce. Dużo wniosków prognozujących, ale też i faktów obalających dotychczasowe mity o psie i jego roli w społeczeństwie czy rodzinie. Wiele z tych zagadnień czeka na kolejne analizy, może dające zupełnie inne wnioski? Stawianie takich pytań umożliwia pionierski charakter tej publikacji w Polsce, która otwiera drogę do dalszych, głębszych i szerszych badań. Jej pionierskość przejawia się także w formułowaniu nowych pojęć (kynagogika),tworzeniu autorskich programów szkolenia psów i terapii ludzi z kynofobią, polemizowanie z dotychczasowymi pojęciami (dogoterapia) czy teoriami (tresura czy szkolenie, właściciel czy przewodnik). Pomimo naukowego (a może właśnie dlatego!) charakteru tej pozycji, poleciłabym ją każdemu opiekunowi psa. Nie tylko dlatego, że warto znać rys historyczny relacji pies-człowiek od udomowienia do czasów obecnych, zapoznać się z wieloma dynamicznie rozwijającymi się dziedzinami związanymi z psem, ale przede wszystkim zmienić spojrzenie na psa. Z przedmiotowego na podmiotowy. Okazuje się, że psa, jak dziecko, trzeba nie tylko wychować, ale jeszcze umieć to zrobić. W kontekście postępującej sekularyzacji polskiego społeczeństwa, urbanizacji i odchodzenia od modelu rodziny wielopokoleniowej, pies coraz częściej będzie zastępował człowiekowi dziecko, przyjaciela czy towarzysza życia. Dlatego potrzeba takich publikacji uwrażliwiających i uświadamiających „człowieczeństwo” psa. Jednak w kontekście podmiotowości. Może wtedy za kolejne dwadzieścia pięć lat, pies będzie cieszył się taką estymą w Polsce, jaką posiada w Anglii, polskie chodniki nie będą usiane „niespodziankami” niczym w filmie Dzień świra, schroniska nie będą potrzebne, znikną łańcuchy przy budach, a wyrzucane psy do lasów, bite, głodzone i ciągnięte za samochodem, odejdą do niechlubnej przeszłości? Dużo zmieniło się przez te dwadzieścia pięć lat, ale dużo jeszcze zostało do zrobienia – mówią autorzy tej prekursorskiej publikacji. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na75 lat temu
Nasz inny Wszechświat. Poza kosmiczny horyzont i dalej Paul Halpern
Nasz inny Wszechświat. Poza kosmiczny horyzont i dalej
Paul Halpern
Popularnych książek o kosmologii, czyli nauce opisującej globalną strukturę Wszechświata, powstaje duże. To głównie konsekwencja trwającej rewolucji kosmologicznej. Dzięki kilku sondom orbitalnym (COBE, Hubble, WMAP, Planck,...) nasza wiedza o strukturze Wszechświata przechodzi od niemal trzech dekad zupełnie rewolucyjne przemiany. "Nasz inny Wszechświat. Poza kosmiczny horyzont i dalej" Paula Halperna wpisuje się w tę tematykę, relacjonując stan kosmologii na rok 2011. W szczególności to kolejna popularyzatorska praca amerykańskiego profesora. Książka Halperna cierpi według mnie na typowe przypadłości popularyzatorskie nauk ścisłych - świetny temat podany w ambiwalentnej, w moim odczuciu, formie. Taki dualizm, to wynik pewnych sprzecznych oczekiwań autorów wobec konstruowanej publikacji, poruszającej trudne tematy, a w założeniu adresowane dla każdego. Jak pokazać własne fascynacje i elementy współczesnej nauki w przystępnej formie? Uważam, że nie wszystko da się tak zrobić, a przez to nie warto się spinać na niemożliwy pełen melanż ścisłości wywodu i żargonu naukowego z literackością stylu, by utrzymać stały wysoki poziom zainteresowania czytelnika. Głównym tematem książki jest współczesny, już XXI-wieczny, stan poglądów astrofizyków na przeszłość, aktualną geometrię i przyszłe losy Wszechświata w świetle wyników sondy WMAP oraz potwierdzonego istnienia ciemnej materii i energii To najpełniejsza, dostępna po polsku, popularna publikacją zbierająca teoretyczne modele kosmologiczne, zarówno na gruncie klasycznej teorii grawitacji jak i kwantowych teorii pola. Jest to więc dobra pozycja do rozeznania się z ogólnymi koncepcjami. Można, po opiniowanej lekturze, sięgać po bardziej szczegółowe publikacje skupiające się na konkretnych rozwiązaniach teoretycznych: model cykliczny (Roger Penrose),strunowy krajobraz (Leonard Susskind),wszechświaty niemowlęce (Steven Hawking),pętlowa grawitacja (Lee Smolin),model zderzających się bran (Liza Randall) czy wszechświaty równoległe (Brian Green). Przytoczone osoby rozwijają wymienione modele, koncepcje i popularyzują je w dostępnych również po polsku książkach. To, co bezcenne u Halperna, to zebranie i opisanie większości pejzażu alternatywnych modeli, włącznie z najbardziej ekstrawaganckimi (holograficzny, cząstek kameleonowych, energii fantomowej, modyfikacji prawa grawitacji). Jest tego dużo, a jak autor pokazał, wszystkie są realizacją marzeń o poznaniu Wszechświata. Dość dobrze fizyk opisał problemy, które prowadzą naukowców do wysuwania tych bardzo różnorodnych propozycji. W pierwszych rozdziałach pokazał dochodzenie XX-wiecznej kosmologii obecnego stanu. Pojawia się Einstein, odkrycie ucieczki galaktyk, niemożliwość określenia, gdzie ten Wielki Wybuch miał miejsce (i z czego ten fakt wynika). Poznajemy przyczyny wprowadzenia inflacji do wczesnej historii Wszechświata w odpowiedzi na problemy z obserwowaną płaskością i jednorodnością struktur galaktycznych. W końcowych partiach książki, dostajemy bardzo sugestywny opis możliwych losów Wszechświata (to zapewne spodoba się zwolennikom SF). Rozważane czasy przyszłej jego ewolucji mogą przysporzyć solidny zawrót głowy. Liczby idące w biliardy lat, to zaledwie początek skali czasu. Śmierć cieplna, ostateczne wyparowanie czarnych dziur, pustka, cisza i kompletne nic, to jeden z możliwych scenariuszy. Czytając ten fragment książki, przypomniałem sobie słowa Woody Allena: "Wieczność się bardzo dłuży, zwłaszcza pod koniec" Można pisać sporo o "Naszym innym Wszechświecie", streszczając książkę, jednak chyba lepiej po prostu podać, jakie kwestie Halpern dobrze zaprezentował, dając obraz problematyki kosmologicznej: • Czym jest stała kosmologiczna i czemu Einstein obecnie nie nazwałby jej swoją największą pomyłką? • Skąd wynika przekonanie fizyków i astronomów o istnieniu ciemnej energii i materii, mimo że wciąż nie mamy potwierdzenia, czym one są? • Jaką rolę w badaniu pochodzenia ciemnej materii i energii może odegrać Wielki Zderzacz Hadronów (LHC)? • Jakiej właściwie rewolucji dokonały obserwacje sondy WMAP? Minusy Ponieważ motywacją do napisania "Naszego innego Wszechświata" były głównie fascynujące wyniki sondy WMAP i jej bardzo dokładne mapy promieniowania reliktowego, to oczekiwałbym pełniejszego zapoznania czytelnika, czym to promieniowanie jest. Halpern niewystarczająco jasno opisał jego pochodzenie, właściwości i strukturę. Zamiast szafować w pewnych partiach książki detalami modeli przy użyciu mieszkanki slangu i technicznych zbitek, mógłby dokładniej zreferować fakty obserwacyjne. Język Halperna jest często nieznośnie literacki, ale tak w kierunku grafomaństwa. Dodatkowo zbyt patetyczny ton bardziej pasujący do słabej powieści SF, niż do rzetelnej publikacji popularyzującej naukę, może schlebiać pewnemu profilowi czytelniczemu, lecz nie pasuje w tego typu książce. Po prostu, mnie meczą wstawki próbujące być analogiami pomocnymi w przyswojeniu trudniejszych partii tekstu, które niewiele tłumaczą, a jedynie sprawiają wrażenie czegoś sensownego. W połączeniu z egzaltacją, która miałaby się udzielić czytelnikowi, całość tworzy karykaturę. Krótki, charakterystyczny i mocny w wymowie, nic nietłumaczący przykład źle zastosowanej analogii: "Prawa zachowania są dla fizyki tym, czym miękki kocyk dla dziecka. Zapewniają one komfortowe poczucie, że pewne właściwości zazwyczaj się nie zmieniają." Czy komuś ten cytat coś tłumaczy, przybliża, daje lepsze zrozumienie zasad zachowania? Uważam, że można pokusić się o, może nudniejszy, ale oddający w sposób przystępny sens zasad zachowania. Kocyk może co najwyżej unaoczniać wagę tej zasady, ale nic nie wyjaśnia. Poza tym, skąd pewność, że każdy czytelnik rozumie znaczenie kocyka dziecka tak samo (a przynajmniej zgodnie z intencjami autora)! Takich kwiatków u Halperna jest sporo. Kilka niezgrabności, zarówno autora jak i powielonych lub wzmocnionych przez tłumacza, pogłębia niemal niemożliwą do jednoczesnego osiągnięcia, ścisłość i poglądowość. Stąd zwroty w stylu: "skoncentrowane siły grawitacyjne", "holografia implikująca rzeczywistość z minimalną skala długości". Takich wygibasów jest za dużo. One nie-fachowcom nic nie mówią, zapełniają strony książki skrótami nie do przyswojenia. Takimi zabiegami Halpern stawia pod ścianą tłumacza, gdy pozwala sobie chociażby na rokokowe wstawki w stylu: "Therefore, among the zoo of primal particles, there must have been at least some ferocious enough to set off an inflationary ruckus. " / ("Dlatego w owym ogrodzie zoologicznym pierwotnych cząstek musiało się znajdować przynajmniej parę wystarczająco nabuzowanych, aby mogły zapoczątkować inflacyjną rozróbę.") Antropomorfizacja i stylistyczne przeładowania mnie rażą, i właściwie nie widzę w tym wartości dodanej do zakładanego edukacyjnego celu publikacji. ====================== Podsumowanie Jestem wdzięczny Halpernowi za kilka ciekawych nowinek, które nie były mi znane. Na przykład okazuje się, że fundamentalne dla kosmologii supernowe typu Ia, to głównie nie mechanizm wybuchu białego karła po osiągnięciu maksymalnej masy w wyniku wchłaniania dodatkowej materii, ale zderzenie dwóch białych karłów. Takich kilka wstawek odpowiada za szóstą gwiazdkę w ocenie. Ponieważ krytykuję taki język, który w popularyzacji nauki stosuje Halpern, to nota jest średnia. Jeśli ktoś lubi pewną literackość w fizyce (idącą w kierunku SF),to może efekt pisarski ocenić wyżej. Dla mnie jest niebezpieczne szafowanie pojęciami bez podbudowy, pomijając pewne treści. W czytelniku nastawionym pozytywnie, może to wzbudzić przekonanie, że nauka to nazwy, zabawa słowami. Dla tych, którzy szukają odpowiedzi na pytanie 'dlaczego jest tak a nie inaczej?', styl Halperna okaże się raczej niesatysfakcjonujący.
Carmel - awatar Carmel
ocenił na68 lat temu
Tajemnice Biblii Walter-Jörg Langbein
Tajemnice Biblii
Walter-Jörg Langbein
Dziękuję innym recenzującym za radę, żeby nie przerywać czytania, nawet gdy autor zagłębia się w meandry teorii o starożytnych kosmitach mieszkających w Indiach. Mam takiego pecha, że gdy chcę poczytać o początkach religii, to trafiam akurat na sztandarowe pozycje o teoriach spiskowych z odniesieniami do Daenikena. Mimo to, była to lektura absolutnie fascynująca i otwierająca oczy. Niezwykłe, o ile więcej sensu ma Biblia, a zwłaszcza Ewangelie, gdy się je wprowadzi w kontekst historyczny i odrze z błędów z przekładzie i zakłamań wynikających z późniejszych interpretacji. Pomijając kosmitów wypełniających pierwszą połowę książki (na przykład apokryficzny opis pojazdu proroka Ezechiela, na podstawie którego inżynierowi z NASA wyszedł ponoć całkiem udany statek kosmiczny),analizy Biblii wydają się racjonalne, choć na minus jest bibliografia składająca się prawie wyłącznie z książek badaczy niemieckich. Autor analizuje kolejno Stary i Nowy Testament. Kabała - to tajemna wiedza o biblii przeznaczona tylko dla mędrców – chyba, bo na przykład ja nie jestem wtajemniczona, w przeciwieństwie do paru znanych aktorek. Langbein tłumaczy, że pole do popisu interpretacyjnego daje ilość tekstów biblijnych: dużo większa niż w Biblii katolickiej ostatecznie się znalazło. Ponadto są one zwykle bardzo tajemnicze i przez tysiąclecia przerabiane przez przepisujących zgodnie z ich aktualnymi poglądami. Weźmy choćby 10 przykazań. Pierwsze mówi o tym, że Bóg jest jeden, a drugie, że wszyscy inni bogowie nie powinni być czczeni, bo ten jeden jest zazdrosny. Ta żelazna logika wynika z tysięcy lat walki wielobóstwa z monoteizmem, w której zwolennicy jednego Boga ostatecznie mieli w przepisywaniu świętych treści większy wpływ. Wszystkie inne czczone dawniej bóstwa, np. Lucyfer (Niosący Światło),Baal i ponoć około 9000 innych (wg. demonologów) skończyły jak w opowieści o upadku aniołów – jako demony, wrogowie jednego, dobrego Boga. Część o NT daje nam solidną dawkę kontekstu historycznego wydarzeń oraz okresu po nim, kiedy spisywano Ewangelie. Autor opisuje również pomyłki starych tłumaczy i przepisywaczy Pisma, przez których wiele fragmentów Ewangelii, co tu dużo mówić, nie trzyma się kupy. Dowiadujemy się więc na przykład, że imię Marii wywodzi się z próby, jakiej poddawano ciężarne panny. Inne ciekawostki, to że nauczanie Jezusa bazuje na filozofii zelotów, odłamu religijnego współczesnego saduceuszon i faryzeuszom. Zeloci byli kimś w rodzaju uzbrojonych fanatyków religijnych pragnących stworzyć niepodległe państwo izraelskie. Dopiero późniejsi wyznawcy uznawali Jezusa za Boga interesującego się wyłącznie światem pozagrobowym. Podsumowując, jeśli pominąć kosmitów, pozostaje materiał sensacyjny i godny jakiegoś własnego "Kodu da Vinci". Pozbawiony przeinaczeń i przekręceń przez własnych fanatycznych wyznawców Chrystus jest bardzo ludzki, konsekwentny i, o dziwo, cieplejszy niż jego zinstytucjonalizowana wersja. Proszę sobie wyobrazić, że oryginalna wersja "Ojcze nasz" nie miała frazy "bądź wola Twoja". Apostołowie nie mieli godzić się z losem. Zadziwiające, jak drobne zmiany odmieniają sposób patrzenia na świat.
Kryanka - awatar Kryanka
oceniła na710 lat temu

Cytaty z książki Słoneczny kataklizm. W jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość

Więcej

Bez wątpienia Bóg, nieważne jak mocno w niego wierzymy, może okazać się jedynie wytworem naszej wyobraźni. To dziwne, że składamy dziękczynienie Bogu – jednostce, której nikt nigdy nie widział ani nie słyszał – nie zaś Słońcu, które widzimy każdego dnia i którego działanie odczuwamy dosłownie na własnej skórze.

Bez wątpienia Bóg, nieważne jak mocno w niego wierzymy, może okazać się jedynie wytworem naszej wyobraźni. To dziwne, że składamy dziękczynienie Bogu – jednostce, której nikt nigdy nie widział ani nie słyszał – nie zaś Słońcu, które widzimy każdego dnia i którego działanie odczuwamy dosłownie na własnej skórze.

Lawrence E. Joseph Słoneczny kataklizm. W jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne