Mój wiek. Pamiętnik mówiony

Okładka książki Mój wiek. Pamiętnik mówiony autorstwa Aleksander Wat
Okładka książki Mój wiek. Pamiętnik mówiony autorstwa Aleksander Wat
Aleksander Wat Wydawnictwo: Universitas literatura piękna
448 str. 7 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2012-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2012-01-01
Liczba stron:
448
Czas czytania
7 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
97883-242-2205-6
Dla mnie książka Wata jest świadectwem o człowieku XX wieku dla czytelników XXI i XXII wieku, jakiego nie ma w żadnym innym języku" - Czesław Miłosz



Nowe wydanie dzieła Aleksandra Wata Mój wiek jest wyjątkowe tak pod względem formy, jak i poszerzenia właściwego tekstu o różnego rodzaju materiały dodatkowe i uzupełniające...
Średnia ocen
8,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mój wiek. Pamiętnik mówiony w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Mój wiek. Pamiętnik mówiony



1615 1513

Oceny książki Mój wiek. Pamiętnik mówiony

Średnia ocen
8,2 / 10
13 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Mój wiek. Pamiętnik mówiony

avatar
641
587

Na półkach:

Jedna z ważniejszych z listy książek pozwalających zrozumieć XX wiek i ówczesną fascynację komunizmem. Nie tylko zresztą w Rosji. Bo tak naprawdę idea komunizmu to produkt świata zachodniego, który ostatecznie zawleczono do Rosji i tam go weryfikowano.
I o tym jest ta rozmowa dwóch nietuzinkowych osób: Czesława Miłosza i niegdysiejszego futurysty Aleksandra Wata, chociaż bardziej w roli sprawozdawcy występuje ten drugi.
Czytałem chyba w ubiegłym wieku, ale niewykluczone, że spróbuję jak smakuje współcześnie.

Jedna z ważniejszych z listy książek pozwalających zrozumieć XX wiek i ówczesną fascynację komunizmem. Nie tylko zresztą w Rosji. Bo tak naprawdę idea komunizmu to produkt świata zachodniego, który ostatecznie zawleczono do Rosji i tam go weryfikowano.
I o tym jest ta rozmowa dwóch nietuzinkowych osób: Czesława Miłosza i niegdysiejszego futurysty Aleksandra Wata,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
578
16

Na półkach:

Nic tak dobrze nie leczy intelektualisty z komunizmu jak odebranie od komunizmu solidnego lania pałą po dolnej części pleców. Bez tego intelektualista teoretyzuje, ma wahania, nie widzi możliwości zrobienia omleta bez rozbijania jaj, a po kuracji często nabiera mądrości i empatii. Z tego co wiem, terapia nie jest refundowana przez NFZ...

Nic tak dobrze nie leczy intelektualisty z komunizmu jak odebranie od komunizmu solidnego lania pałą po dolnej części pleców. Bez tego intelektualista teoretyzuje, ma wahania, nie widzi możliwości zrobienia omleta bez rozbijania jaj, a po kuracji często nabiera mądrości i empatii. Z tego co wiem, terapia nie jest refundowana przez NFZ...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
265
65

Na półkach: ,

Trudna, momentami- mimo rozbudowanych przypisów- wymagająca głębokiej wiedzy z historii literatury i ruchu komunistycznego. Jako świadectwo epoki rzecz bardzo wartościowa.

Trudna, momentami- mimo rozbudowanych przypisów- wymagająca głębokiej wiedzy z historii literatury i ruchu komunistycznego. Jako świadectwo epoki rzecz bardzo wartościowa.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

609 użytkowników ma tytuł Mój wiek. Pamiętnik mówiony na półkach głównych
  • 373
  • 227
  • 9
80 użytkowników ma tytuł Mój wiek. Pamiętnik mówiony na półkach dodatkowych
  • 49
  • 11
  • 6
  • 5
  • 3
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Mój wiek. Pamiętnik mówiony

Inne książki autora

Okładka książki Awangarda jest rewolucyjna albo nie ma jej wcale Marek Krystian Emanuel Baczewski, Miron Białoszewski, Bartek Biedrzycki, Zbigniew Bieńkowski, Marianna Bocian, Roman Bromboszcz, Jan Brzękowski, Stanisław Czycz, Tytus Czyżewski, Cezary Domarus, Stefan Flukowski, Darek Foks, Konrad Góra, Jerzy Górzański, Bruno Jasieński, Tymoteusz Karpowicz, Julian Kornhauser, Kuba Kozioł, Ryszard Krynicki, Jalu Kurek, Krystyna Miłobędzka, Stanisław Młodożeniec, Joanna Orska, Tadeusz Peiper, Julian Przyboś, Tadeusz Różewicz, Marcin Sendecki, Andrzej Sosnowski, Anatol Stern, Stanisław Swen-Czachorowski, Debora Vogel, Aleksander Wat, Adam Ważyk, Adam Wiedemann, Witold Wirpsza, Rafał Wojaczek, Bohdan Zadura
Ocena 7,8
Awangarda jest rewolucyjna albo nie ma jej wcale Marek Krystian Emanuel Baczewski, Miron Białoszewski, Bartek Biedrzycki, Zbigniew Bieńkowski, Marianna Bocian, Roman Bromboszcz, Jan Brzękowski, Stanisław Czycz, Tytus Czyżewski, Cezary Domarus, Stefan Flukowski, Darek Foks, Konrad Góra, Jerzy Górzański, Bruno Jasieński, Tymoteusz Karpowicz, Julian Kornhauser, Kuba Kozioł, Ryszard Krynicki, Jalu Kurek, Krystyna Miłobędzka, Stanisław Młodożeniec, Joanna Orska, Tadeusz Peiper, Julian Przyboś, Tadeusz Różewicz, Marcin Sendecki, Andrzej Sosnowski, Anatol Stern, Stanisław Swen-Czachorowski, Debora Vogel, Aleksander Wat, Adam Ważyk, Adam Wiedemann, Witold Wirpsza, Rafał Wojaczek, Bohdan Zadura
Okładka książki Zawrót głowy. Antologia polskich wierszy filmowych Mateusz Andała, Marek Krystian Emanuel Baczewski, Tomasz Bąk, Edward Balcerzan, Marcin Baran, Stanisław Barańczak, Kacper Bartczak, Miron Białoszewski, Miłosz Biedrzycki, Dominik Bielicki, Zbigniew Bieńkowski, Jacek Bierut, Wojciech Bonowicz, Piotr Bratkowski, Władysław Broniewski, Jan Brzękowski, Wojciech Brzoska, Andrzej Bursa, Maria Cyranowicz, Michał Czaja, Józef Czechowicz, Stanisław Czycz, Tytus Czyżewski, Cezary Domarus, Julia Fiedorczuk, Darek Foks, Konstanty Ildefons Gałczyński, Rafał Gawin, Zuzanna Ginczanka, Stanisław Grochowiak, Mariusz Grzebalski, Jacek Gutorow, Marcin Hamkało, Zbigniew Herbert, Jarosław Iwaszkiewicz, Genowefa Jakubowska-Fijałkowska, Kamila Janiak, Piotr Janicki, Jerzy Jankowski, Jerzy Jarniewicz, Bruno Jasieński, Mieczysław Jastrun, Radosław Jurczak, Adam Kaczanowski, Tymoteusz Karpowicz, Bożena Keff, Piotr Kępiński, Barbara Klicka, Bartosz Konstrat, Szczepan Kopyt, Jakub Kornhauser, Julian Kornhauser, Ryszard Krynicki, Jalu Kurek, Ewa Lipska, Zbigniew Machej, Piotr Macierzyński, Tomasz Majeran, Natalia Malek, Jakobe Mansztajn, Paweł Marcinkiewicz, Maciej Melecki, Stanisław Młodożeniec, Andrzej Niewiadomski, Klara Nowakowska, Bronka Nowicka, Grzegorz Olszański, Antoni Pawlak, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Tadeusz Pióro, Lech Piwowar, Adam Pluszka, Marta Podgórnik, Jacek Podsiadło, Halina Poświatowska, Michał Pranke, Julian Przyboś, Tomasz Pułka, Maciej Robert, Tadeusz Różewicz, Tomasz Różycki, Robert Rybicki, Bartosz Sadulski, Marcin Sendecki, Jerzy Skolimowski, Rafał Skonieczny, Krzysztof Śliwka, Szymon Słomczyński, Antoni Słonimski, Dariusz Sośnicki, Andrzej Sosnowski, Anatol Stern, Dariusz Suska, Marcin Świetlicki, Anna Świrszczyńska, Wisława Szymborska, Maciej Taranek, Julian Tuwim, Witold Wandurski, Aleksander Wat, Adam Ważyk, Adam Wiedemann, Kazimierz Wierzyński, Wojciech Wilczyk, Agnieszka Wolny-Hamkało, Wacław Wolski, Wiktor Woroszylski, Maciej Woźniak, Grzegorz Wróblewski, Bohdan Zadura, Urszula Zajączkowska, Filip Zawada
Ocena 6,7
Zawrót głowy. Antologia polskich wierszy filmowych Mateusz Andała, Marek Krystian Emanuel Baczewski, Tomasz Bąk, Edward Balcerzan, Marcin Baran, Stanisław Barańczak, Kacper Bartczak, Miron Białoszewski, Miłosz Biedrzycki, Dominik Bielicki, Zbigniew Bieńkowski, Jacek Bierut, Wojciech Bonowicz, Piotr Bratkowski, Władysław Broniewski, Jan Brzękowski, Wojciech Brzoska, Andrzej Bursa, Maria Cyranowicz, Michał Czaja, Józef Czechowicz, Stanisław Czycz, Tytus Czyżewski, Cezary Domarus, Julia Fiedorczuk, Darek Foks, Konstanty Ildefons Gałczyński, Rafał Gawin, Zuzanna Ginczanka, Stanisław Grochowiak, Mariusz Grzebalski, Jacek Gutorow, Marcin Hamkało, Zbigniew Herbert, Jarosław Iwaszkiewicz, Genowefa Jakubowska-Fijałkowska, Kamila Janiak, Piotr Janicki, Jerzy Jankowski, Jerzy Jarniewicz, Bruno Jasieński, Mieczysław Jastrun, Radosław Jurczak, Adam Kaczanowski, Tymoteusz Karpowicz, Bożena Keff, Piotr Kępiński, Barbara Klicka, Bartosz Konstrat, Szczepan Kopyt, Jakub Kornhauser, Julian Kornhauser, Ryszard Krynicki, Jalu Kurek, Ewa Lipska, Zbigniew Machej, Piotr Macierzyński, Tomasz Majeran, Natalia Malek, Jakobe Mansztajn, Paweł Marcinkiewicz, Maciej Melecki, Stanisław Młodożeniec, Andrzej Niewiadomski, Klara Nowakowska, Bronka Nowicka, Grzegorz Olszański, Antoni Pawlak, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Tadeusz Pióro, Lech Piwowar, Adam Pluszka, Marta Podgórnik, Jacek Podsiadło, Halina Poświatowska, Michał Pranke, Julian Przyboś, Tomasz Pułka, Maciej Robert, Tadeusz Różewicz, Tomasz Różycki, Robert Rybicki, Bartosz Sadulski, Marcin Sendecki, Jerzy Skolimowski, Rafał Skonieczny, Krzysztof Śliwka, Szymon Słomczyński, Antoni Słonimski, Dariusz Sośnicki, Andrzej Sosnowski, Anatol Stern, Dariusz Suska, Marcin Świetlicki, Anna Świrszczyńska, Wisława Szymborska, Maciej Taranek, Julian Tuwim, Witold Wandurski, Aleksander Wat, Adam Ważyk, Adam Wiedemann, Kazimierz Wierzyński, Wojciech Wilczyk, Agnieszka Wolny-Hamkało, Wacław Wolski, Wiktor Woroszylski, Maciej Woźniak, Grzegorz Wróblewski, Bohdan Zadura, Urszula Zajączkowska, Filip Zawada
Okładka książki Notatniki Adam Dziadek, Aleksander Wat, Jan Zieliński (historyk literatury)
Ocena 7,0
Notatniki Adam Dziadek, Aleksander Wat, Jan Zieliński (historyk literatury)
Aleksander Wat
Aleksander Wat
Polski pisarz i poeta z kręgu futurystów, pochodzenia żydowskiego. Był również tłumaczem literatury anglosaskiej, francuskiej, niemieckiej, rosyjskiej i radzieckiej. Współtworzył polski futuryzm – w 1919 współaranżował „pierwszy polski występ futurystyczny”. Urodził się w Warszawie 1 maja 1900 roku. Jego ojcem był Mendel Michał Chwat, erudyta, chasyd, zaś matką Rozalia z Kronsilberów. W latach 1911–1914 uczył się w rosyjskim gimnazjum rządowym, potem w Gimnazjum Jakuba Finkla, a następnie w Gimnazjum Rocha Kowalskiego, wraz z Anatolem Sternem, gdzie w 1918 roku zdał maturę. Zaraz po maturze podjął zamiar udania się do Rosji, aby wspomóc rewolucję, do czego jednak nie doszło. Studiował na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Warszawskiego w latach 1918–1920 i 1920–1926, gdzie znajdował się pod dużym wpływem profesora Tadeusza Kotarbińskiego. W czasie studiów związał się z poetami z kręgu futuryzmu dadaizującego, w tym roku ukazał się poemat JA z jednej strony i Ja z drugiej strony mopsożelaznego piecyka. W czasie wojny z bolszewikami wstąpił ochotniczo do wojska, pomimo otwarcie pacyfistycznych poglądów. Nie wziął udziału w walkach, stacjonował w Ostrowie Wielkopolskim (wraz z Jarosławem Iwaszkiewiczem). W latach 1921–1922 był redaktorem czasopisma „Nowa Sztuka”, a w latach 1924–1925 „Almanachu Nowej Sztuki”. W 1924 wstąpił do Związku Literatów Polskich, w 1926 przebywał w Paryżu. W tym samym roku ukazuje się jego opowiadanie Żyd Wieczny Tułacz, a także zbiór opowiadań Bezrobotny Lucyfer, poznaje się wówczas z Andrzejem Stawarem – znajomość ta zapoczątkowuje okres fascynacji marksizmem w życiu Wata. Na początku następnego roku, 27 stycznia, ożenił się z Pauliną Lew, nazywaną Olą. Wydawnictwo Rój publikowało jego przekłady dzieł m.in. Henryka Manna, Ilji Erenburga i Fiodora Dostojewskiego. W 1928 z okazji dziesiątej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości razem z Leonem Schillerem i Władysławem Daszewskim zorganizował widowisko sceniczne pod tytułem Polityka społeczna oparte na autentycznych materiałach krytyczne wobec stosunków panujących w fabrykach i polityki społecznej. W 1929 został redaktorem Miesięcznika Literackiego i kierownikiem Spółdzielni Wydawniczej „Tom”. Miesięcznik Literacki był pismem literacko-politycznym, głosem środowiska marksistowskich pisarzy i poetów, do których, oprócz Wata, zaliczali się: Władysław Broniewski, Stanisław Stande, Andrzej Stawar, Władysław Daszewski, Henryk Drzewiecki, Witold Wandurski, Jan Hempel, Bruno Jasieński i Leon Schiller. Pismo ukazywało się do lipca 1931 roku, jego żywot zakończyło aresztowanie dużej części zespołu, w tym Wata, 10 września 1931 roku. Wat spędził w więzieniu ponad 3 miesiące, na początku przy ul. Dzielnej, potem na Mokotowie. Kilka tygodni przed aresztowaniem, 23 lipca 1931 roku, urodził się jego jedyny syn Andrzej. Po wyjściu z więzienia i nieudanych próbach reaktywowania pisma rozpoczął pracę, jako kierownik literacki, w wydawnictwie Gebethner i Wolff. Tuż przed wojną, w maju 1939 roku, znalazł się na liście osób przeznaczonych do osadzenia w Berezie Kartuskiej. Po wybuchu wojny uciekł wraz z rodziną z Warszawy do Lwowa, gdzie w październiku rozpoczął pracę w „Czerwonym Sztandarze”. Wraz z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim, Władysławem Broniewskim, Aleksandrem Danem, Haliną Górską i Wandą Wasilewską wszedł w władze Komitetu Organizacyjnego Pisarzy Lwowskich, powołanego 13 października. Sześć dni później – 19 października – wyłoniono Komitet Organizacyjny Pisarzy Zachodniej Ukrainy, w którego skład wszedł Wat. 19 listopada 1939 roku podpisał oświadczenie pisarzy polskich witające przyłączenie Zachodniej Ukrainy do Ukrainy Radzieckiej. W styczniu 1940 został aresztowany wraz z Władysławem Broniewskim, Tadeuszem Peiperem i Anatolem Sternem we Lwowie przez NKWD w zorganizowanej prowokacji. Wkrótce w Czerwonym Sztandarze ukazał się artykuł uzasadniający aresztowanie trzech pisarzy pt. Zgnieść gadzinę nacjonalistyczną. W więzieniu przebywał do 20 listopada 1941 roku. Więziono go we Lwowie, Kijowie, Łubiance i w Saratowie, następnie zesłano do Kazachstanu. W Ałmaty odnalazł żonę Paulinę (Olę) Watową i 9-letniego wówczas syna Andrzeja. Był następnie delegatem regionalnym Rządu RP, odmówił przyjęcia obywatelstwa radzieckiego. Do Polski wrócił w 1946 r., staraniem głównie Adama Ważyka. Od czasu pobytu na Łubiance pozbawiony sympatii do komunizmu. W latach 1946–1948 pracował jako redaktor naczelny Państwowego Instytutu Wydawniczego (PIW),od grudnia 1947 zasiadał w zarządzie polskiego PEN Clubu. Publikował w „Kuźnicy”, „Odrodzeniu” i „Twórczości”. W okresie stalinowskim zaprzestał aktywnej działalności literackiej, w 1953 roku zapadł na ciężką chorobę zespół opuszkowy Wallenberga, którą leczył w Szwecji i południowej Francji. W 1957 opublikował tom Wiersze, za który otrzymał nagrodę „Nowej Kultury”. Kolejny tom Wiersze śródziemnomorskie wydał już na Zachodzie. Kilkanaście miesięcy pracował we Włoszech jako redaktor polskiej serii w mediolańskim wydawnictwie Umberta Silvy. W latach 1961–1963 przebywał we Francji, w Paryżu i Cabris. W 1964 roku objął posadę asystenta w Center for Slavic and East European Studies na Uniwersytecie Berkeley. Wtedy udzielił Czesławowi Miłoszowi serii biograficznych wywiadów, które ukazały się jako Mój wiek. W następnym roku powrócił do Francji, w celach terapeutycznych wyjeżdżał na Majorkę, gdzie napisał ostatni tom wierszy Ciemne świecidło. Przez cały ten okres nękały go ostre bóle głowy, z ich powodu 29 lipca 1967 roku popełnił samobójstwo poprzez przedawkowanie leków przeciwbólowych. Został pochowany na cmentarzu Les Champeaux w Montmorency. Siostrą Aleksandra Wata była aktorka dramatyczna Seweryna Broniszówna. O losach Aleksandra, Oli i Andrzeja Watów w czasie okupacji radzieckiej Lwowa i na zesłaniu do Kazachstanu opowiada film Wszystko, co najważniejsze (1992) Roberta Glińskiego. Watowi poświęcona jest piosenka Aleksander Wat (1987) Jacka Kaczmarskiego.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Mój wiek. Pamiętnik mówiony przeczytali również

Zasypie wszystko, zawieje... Włodzimierz Odojewski
Zasypie wszystko, zawieje...
Włodzimierz Odojewski
Książka to przerażający obraz polsko-ukraińsko-rosyjsko-żydowskiego pogranicza. To wielowątkowe, monumentalne, najważniejsze dzieło autora, ukończone w 1967 r. ale wydane dopiero na emigracji w 1974 r. Saga rodzinna opowiadająca historię dwóch przyrodnich braci. Jeden z nich walczy w polskiej partyzantce, a drugi w ukraińskiej i w SS - Galizien. Jeden z wątków, o Katyniu, był głównym powodem, dla którego powieść nie mogła być oficjalnie wydana w Polsce. Patriota ??? Aż nie chce mi się pisać !!! No cóż, przed obowiązkiem nie ucieknę !!! Od lutego 1964 r. do grudnia 1965 r jeden z " bogów " polskiego literackiego olimpu był TW- tajnym współpracownikiem SB zarejestrowanym pod kryptonimem WO, WOd, W. Uważany za wzór moralnej bezkompromisowości i odwagi, który w swoich dziełach szarpie najboleśniejsze polskie rany. W książkach przetłumaczonych na ok. 20 języków i uważanych za arcydzieła... OKAZAŁ SIĘ ŚWINIĄ !!! Donosił na swoich kolegów po piórze, widząc w nich konkurentów. Swój status TW wykorzystywał dla zapewnienia sobie gwarancji nietykalności przy staraniach o zagraniczne tłumaczenia. Pomijał ZAiKS, który pobierał wysokie opłaty za wydawane książki. Kiedy zorientował się że jego książka nie zostanie w Polsce wydana, ale ponieważ była już przetłumaczona na język francuski i niemiecki, razem ze swoim wydawcą nagłośnił odmowę wydania mu paszportu, nawet radio " Wolna Europa " o tym huczało. Prezentowano go jako prześladowanego obrońcę prawdy, ofiarę wypadków marcowych, zdobył status " polskiego Sołżenicyna ". Z Polski wyemigrował w 1971 r. pracował w Monachium w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa gdzie był kierownikiem działu kultury. Do Polski wróciła stałe po 1989 r. Zmarł w 2016 r. wiadomości o jego obrzydliwej działalności wyszły na jaw już po jego śmierci. Książkę muszę polecić, ale charakteru i mentalności pisarza już... NIE !!! Komorowski udekorował Michnika w 2010 r. Orderem Orła Białego. Chociaż bardziej pasuje mu nagroda przyznana w 2022 r przez szwedzką organizacje Judisk Kultur za promocję kultury żydowskiej. Autor w 2007 r. został udekorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Wierzę, że przyjdzie kiedyś czas na weryfikację takich odznaczeń !!!
ando - awatar ando
ocenił na101 miesiąc temu
Sól ziemi Józef Wittlin
Sól ziemi
Józef Wittlin
“Sól ziemi” (1935) Józefa Wittlina to perła polskiej literatury - epicka opowieść o człowieku zagubionym w świecie. Tym człowiekiem jest Piotr Niewiadomski - pół Hucuł, pół Polak, dróżnik na stacyjce Topory-Czernielica, na granicy Galicji i Bukowiny, w 1914 r., gdy wybucha I wojna światowa. Obserwujemy życie prostych ludzi, często nieumiejących czytać, następnie mobilizację Piotra do armii austro-węgierskiej, jego drogę do kadry na Węgrzech oraz stopniowe zagubienie i niezrozumienie świata wojny. Cechą tego obrazu jest mozaika narodowościowa. Mamy tu Czechów, Niemców, Rusinów, Ukraińców, Hucułów, Polaków, Węgrów, Żydów. Tutaj cytat dotyczący Żydów, którego nie powstydziłby się sam Reymont w “Ziemi obiecanej”: “Już na ostatnich stokach Karpat pojawiły się olbrzymie plantacje jakiegoś nieznanego gatunku fasoli. Potem, gdy zaczął się step, fasola znikła. Pół dnia jechali stepem, rozgrzanym od wielkiego słońca (Czy i tu był wczoraj koniec świata? – myślał Piotr) – i nagle znów fasola. Coraz więcej jej przybywało i pięła się na coraz wyższych tyczkach. – Co te Madziary tyle fasoli żrą? – To wino, nie fasola – objaśnił jeden z Żydów. Pisał coś zawzięcie w swoim notesie, kreślił, dodawał, jakby obliczał roczny dochód z tych winnic”, rozdz. VII. Portrety bohaterów drugoplanowych - feldfebla Bachmatiuka (fanatycznego wyznawcy i kapłana wojskowej subordynacji) oraz księdza Makaruchy - przytaczam, żeby utrwalić. Ta napisana stylem poetycko-refleksyjno-dokumentalno-empatycznym powieść przywołuje takie fakty jak śmierć papieża Piusa X czy… obecność niemieckiego Siemensa w czasie wojny - nazwa koncernu pojawia się dwukrotnie. Autor wychyla się nawet w przyszłość: “Piotr Niewiadomski też słyszał coś o tym, że świat ma się skończyć w roku 2000”. Czytając powieść Wittlina, nasunęło mi się skojarzenie z Haszkowym Józefem Szwejkiem (prostaczek wrzucony w tryby wielkiej historii),a jeszcze bardziej z “Wojną” Louisa-Ferdinanda Céline’a. Uważam, że “Sól ziemi” i “Wojna” stanowią akuratny ekwiwalent. Obie stają w obronie prostego człowieka i budują w czytelniku niechęć do wojny. To książka, którą można czytać na wiele sposobów: jako opowieść o bezsensie wojny, o początku agonii pewnej epoki, o zderzeniu wyobrażeń z rzeczywistością, o zagubieniu egzystencjalnym. “ Sól ziemi” to powieść głęboka, poważna i aktualna. Czytajcie, a będziecie ubogaceni! Na koniec jeszcze jedna refleksja. Rok 1915 to czas tzw. bieżeństwa (masowej ewakuacji i przesiedleń, głównie prawosławnych mieszkańców, w głąb Rosji). Czytając “Sól ziemi”, zastanawiałem się, czy może to słowo się pojawi. Jednak nie, nie pojawia się. Wittlin planował napisać trylogię, więc ciekawe, czy gdyby akcję kolejnych części umieścił później, to “bieżeństwo” znalazłoby w nich swoje miejsce. Nie dowiemy się, przecież “Zdrowej śmierci” i “Dziury w niebie” nie ukończył.
A. Misiewicz - awatar A. Misiewicz
ocenił na827 dni temu
Przed nieznanym trybunałem Jan Józef Szczepański
Przed nieznanym trybunałem
Jan Józef Szczepański
Interesujące eseje z 1975 r., zawierające etyczne credo Jana Józefa Szczepańskiego (rocznik nie byle jaki– 1919),jednego z lepszych polskich pisarzy, ostatniego prezesa Związku Literatów Polskich, zlikwidowanego przez Spawacza w stanie wojennym. Najciekawszy wydaje się tekst „W służbie wielkiego armatora” – czyli Ojczyzny (dziś już nie da się nie dodać: i Synczyzny z Córczyzną). Opisując zbiorowy portret swego pokolenia, Autor wspomina niby rzecz oczywistą, ale jakże gorzką w kontekście tego wszystkiego, co już czekało za progiem dorosłości i trwało aż do wieku mocno dojrzałego. „Dwadzieścia lat bez garbu owej wyjątkowości narodowego losu – bez piętna przekleństwa i świętości, w przekonaniu że już za nami cała ta atmosfera pokuty i misji, anielstwa i diabelstwa, infantylizmu i wzniosłości, które z historii naszej uczyniły rodzaj misterium – patetycznego i (jakeśmy to chyba odczuwali) nieco histerycznego zarazem”. „Byliśmy pierwszym normalnym, zdrowym psychicznie pokoleniem Polaków od paru stuleci. Więc i sztandary nasze musiały być inne. Inne gesty. Inny styl gry na dziejowej scenie”. „Stąd zapewne Conrad. Ledwo zauważany dotychczas - jeden z klasyków w bibliotece. (…) I nagle odkrycie: aktualniejszy niż wszyscy. Jak gdyby czekał na ten czas, żeby wyznaczyć nam kurs na mapie”. Chodzi oczywiście o etykę wierności - sobie i zasadom - która wyznawało i generalnie jednak zachowało pokolenie Szczepańskiego. Autor nigdy się w Peerelii nie zeszmacił, wręcz przeciwnie – pamiętam go jako autorytet i nie byle jaka osobowość. I pamiętam też jego niewielkie, wstrząsające opowiadanie „Buty” – o wymordowaniu ”na zimno” przez AK oddziałku azerskich kolaborantów, którzy nie chcieli już walczyć po stronie Niemców, a tylko przeżyć, i przyłączyli się do partyzantki. Było ono jednym z pierwszych (1956),a raczej nielicznych, tekstów o tym, co naprawdę się działo podczas wojny, a nie kolejną malowanką dla grzecznych przedszkolaków na rocznicową akademię wypichconą. Mam zaś problem z tekstem z tego zbioru o o. Maksymilianie Kolbe. Jego czyn był heroiczny, jak żadne inne samobójstwo, bo także i w tych kategoriach można rozpatrywać to, co uczynił w tamtym antyświecie – samobójstwa, aby Inny przeżył. Istotę obozu Autor ujmuje w kilku mistrzowskich zdaniach: „Obozy koncentracyjne służyły nie tylko represji i eksterminacji +elementów niepożądanych+. Ich zadaniem było między innymi wskazanie fikcyjności etyki ludzkiego braterstwa – zasady podważającej najoczywiściej roszczenia rasowego elitaryzmu. Podludzie powinni byli ginąć wdeptywani w błoto jak robaki – masowo, lecz samotnie, anonimowo, bez godności należnej ofiarniczemu cierpieniu, w upodleniu i hańbie, o ile możności przykładając się sami do własnej zagłady”. „Stąd szczególna pogarda, z jaką odnosili się do wszelkich głosicieli humanitaryzmu. Intelektualiści, księża, przedstawiciele doktryn politycznych, opartych na założeniach uniwersalizmu, poddawani byli w obozach specjalnemu reżimowi poniżeń. Bo to była próba prawdy. +I gdzie wasza ludzkość? Gdzie się podziała, kiedy skaczecie sobie do gardeł o skórkę chleba, kiedy na rozkaz kapo okładacie się kijami?+ W pewnym sensie obozy koncentracyjne były fragmentem ostatecznej światopoglądowej debaty”. „Kosztem dobrowolnej ofiary z życia, złożonej przez jednego człowieka, ocalony został drugi człowiek. Obcy. Niepowiązany ze swym wybawcą innymi więzami, jak tylko więzy ludzkiego braterstwa. Abstrakcyjne hasło ludzkości odzyskiwało widomą treść. Życie okupione śmiercią znów nabierało ceny”. Ale była i druga strona zakonnika (przed wojną nawet pierwsza): nienawiść do Innych. Owszem, Szczepański tego nie ukrywa: „Klerykalne fobie, antysemityzm, system podejrzeń, wiodący do upatrywania szatańskiego spisku w manifestacjach każdego odmiennego stanowiska”. I tylko pytanie, czy dlatego nie pisał o tym moralnym brudzie mocniej czyli prawdziwie, bo byłaby to tzw. „woda na młyn komuny” (świetnie taki mechanizm pamiętam)? Autorowi być może udziela się coś z tej postawy, za to we mnie niestety ma wielkiej wyrozumiałości wobec tamtej postawy Świętego (a czytałem teksty „Małego Dziennika”, ohydnego, prostackiego, szczującego brukowca),czyli kogoś, kto „krzyż miał na piersi a nienawiść w sercu” - nawet po jego wielkim czynie z Auschwitz. Z kolei tekst o bandzie Mansona niczym nie zachwycił, zwłaszcza że Autor podjął chyba zbyt łatwą próbę zrozumienia i wytłumaczenia tego zjawiska, bo chyba nie fenomenu. I tylko dziwne, że tak głęboki umysł podsumował swe wywody w tak płytki sposób: „Pierwszym jednak warunkiem umożliwiającym Chrystusowi-diabłu połów dusz był klimat intelektualny i moralny młodzieżowej rewolucji lat 60. Klimat protestu przeciw wynaturzeniom cywilizacji, identyfikowanym z każdą postacią oficjalnego autorytetu”. Wszystko jest napisane wspaniałym językiem, który najlepiej byłoby określić mianem przedwojennego, w najlepszym tego słowa rozumieniu. J.J. Szczepańskiego znałem jako wybitnego moralistę. Z tym większym, niekoniecznie miłym, zaskoczeniem było dla mnie posłowie Naczelnego Moralizatora RP (różnica obu pojęć oczywista) Jego Najwyższej Przemądrzałości Krzysztofa Zanuddziego. ”Konrad nie chce zejść ze sceny” – tematem sztuki Jerzego Zawieyskiego sprzed lat nie był wprawdzie Wielki Reżyser (ostatni dobry film nakręcił kilka dobrych dekad temu),ale mógłby być. A nawet powinien…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na61 rok temu
Zniewolony umysł. Przedmowa: Timothy Snyder Czesław Miłosz
Zniewolony umysł. Przedmowa: Timothy Snyder
Czesław Miłosz
Kupiłam „Zniewolony umysł”, bo chciałam sobie coś przypomnieć z jego treści, a tymczasem przypomniałam sobie, że czytałam go po raz pierwszy jeszcze w samizdacie. (dla młodych, niezorientowanych: wydany w podziemnym wydawnictwie, poza cenzurą, jeszcze przed 1989 rokiem). Książek wydanych w samizdacie nie trzymało się w domu, ale przekazywało następnemu czytelnikowi, ukradkiem oczywiście. Obecne wydanie Miłosza uzupełnione jest o posłowie autora i przedmowę Timothy Snydera. Warto było kupić i przeczytać, chociaż po upływie tylu lat książka Czesława Miłosza nie wywołuje już takiego wrażenia jaki wówczas. Eseistyczne dzieło Miłosza, napisane w latach 1951-1952, to literatura przełomowa, odkrywcza. Autor, polski poeta, który przeżył parę lat pod rządami nowej komunistycznej władzy, zanim nie udał się na emigrację za granicę, poddaje wnikliwej wiwisekcji system polityki kulturalnej państwa. Polityki wobec twórców, artystów, literatów, których nowa władza starała się najpierw zjednać, ugłaskać, wydawać kosztem niewielkich koncesji, a następnie zmusić do pisania pod dyktando aparatu propagandy pod względem stylu i treści. Ówcześni nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, jakim manipulacjom są poddawani. Przeciwnie, po latach wyniszczającej wojny, okupacji, obozów, głodu, konspiracji, przymusowej emigracji oddychali z ulgą widząc, że wreszcie jest normalnie. Ukazują się czasopisma, drukuje się książki, wznawia się klasyków w dużych nakładach. Jak to określa autor - dawali się złapać na wędkę tych wszystkich udogodnień, a także względnie dobrych apanaży dla twórców, honorariów, domów pracy twórczej. Zaostrzenie kursu przyszło dopiero z czasem. Miłosz opisuje dokładnie, jak ten proces postępował. A Synder zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt: Nowa Wiara czyli rządy stalinowskie pojawiły się już w 1939 roku, kiedy ZSRR był w sojuszu z Hitlerem, a następnie w roku 1944 komunizm wrócił w sojuszu z aliantami. Nic dziwnego, że Polacy poczuli się w sytuacji bez wyjścia, w pułapce, z której nie ma ucieczki przed sowieckim zniewoleniem. Toteż mnóstwo ludzi zmuszonych było głęboko się zastanowić, co robić. Uciekać za granicę, co nie było wcale proste ani bezpieczne, wrócić do kraju z zagranicy (z obozów, stalagów, oflagów, zesłania na Syberię),udać się na „emigrację wewnętrzną” na nie wiadomo jak długo, przystosować się i pogodzić z sytuacją, pozostać w partyzantce, dać się aresztować i wylądować w więzieniach lub pod plutonem egzekucyjnym… Nie było dobrego wyjścia, a raczej każde wyjście było bardzo kosztowne. Sytuacja pisarzy i poetów była szczególnie trudna. Wyjazd za granicę poety piszącego po polsku oznaczało skazać się na niepisanie, niemożność dotarcia do czytelnika, konieczność porzucenia swego powołania, być może na zawsze. Czyli ekstremalne ryzyko. Nieliczne jednostki, jak sam Miłosz wreszcie, obroniły się i znalazły uznanie czytelnicze, które poetę doprowadziło do Nagrody Nobla w roku 1980. Metody manipulacji, zjednywania literatów, ich łamańców logicznych, by jakoś przystosować się do tego, co nowe i - wydawało się – nieuchronne to treść dzieła Miłosza. Najpierw poddaje on dogłębnej analizie sama doktrynę, czyli materializm dialektyczny, starannie przygotowany przez specjalistów, filozofów na usługach władzy oraz agitatorów, nauczonych, by podejmować dyskusję z nieprzygotowanymi ludźmi np. na zebraniach. Logika wywodów tychże agitatorów rozbijała chaotyczną argumentację tych, którzy ośmielili się podjąć dyskusję i ryzykowali przez to represje. Nie było więc żadnej możliwości, by książka Miłosza ukazała się w Polsce legalnie przed końcem komuny. Za dużo obnażała, zbyt wnikliwie ukazywała perfidię nadzorujących kulturę, ich wymuszane koncesje, naciski do pisania z pozycji najpierw lewicowych, potem coraz bardziej socrealistycznych, niezbędne do rozwoju „ody na cześć Stalina” i tym podobne dzieła, bez których twórca wypadał z obiegu albo w ogóle się w nim nie znalazł. Chociaż gdyby spojrzeć na to całkiem chłodnym okiem, to pisarze przez wieki zależni byli od swoich mecenasów, których wychwalali w swoich dziełach, zarówno w starożytności, w średniowieczu, w epoce Oświecenia. Całkowita swoboda twórcza to mit. Rzecz w tym, że mecenat władz stalinowskich był totalny, całkowity, jedyny, bez wyjątku, represyjny, a przy tym wyposażony w pracę legionu cenzorów. Co najwyżej, można było nie pisać nic, bo nawet pisanie do szuflady mogłoby skończyć się aresztowaniem. Jak mysz w pułapce. Analiza Miłosza jest miażdżąca dla systemu. Literatura i sztuka zaprzęgnięta do służenia propagandzie produkowała dzieła bez wartości. Twórcy, wydając te dzieła, byli świadomi ich kłamliwości. Uprawiali więc kamuflaż, metodę, którą Miłosz określa mianem Ketmana. Na pozór zgadzali się z propagandą, ale w duchu pocieszali się, że przecież myślą niezależnie. Czasami przemycali pewne treści na drugim – trzecim planie, licząc na bystrego i inteligentnego widza czy czytelnika. To już inna epoka, ale doskonałym przykładem Ketmana były dla mnie „Dziady” Dejmka w Teatrze Narodowym, kiedy to Gustaw Holoubek wypowiadał tekst Mickiewicza tak, że cała sala wiedziała, o co chodzi, bijąc brawa w „odpowiednich” miejscach. Do czasu, jak wiadomo. Za czasów stalinowskich zapewne aktor trafiłby na Rakowiecką albo stracił prawo do występowania na zawsze. Inny przykład to książka, a potem film „Popiół i diament”, gdzie wprawdzie bohater główny to mityczny stary, uczciwy i ideowy komunista, ale i tak wszyscy wiedzą, że dzieło opowiada o tragedii młodzieży akowskiej. Miłosz po przeanalizowaniu metod nacisków na pisarzy, poddaje analizie czterech twórców, których znał osobiście. Bez nazwisk; noszą oni miana Alfa, Beta, Gamma i Delta. Każdy choć pobieżnie zorientowany w literaturze bez problemów odszyfruje te pseudonimy. Kiedyś czytaliśmy te analizy z wypiekami na twarzy. Po latach widać jednak, jak były one niesprawiedliwe. Co innego bowiem rozpracowanie metody, a co innego – pokazanie jej na konkretnych przykładach wybitnych pisarzy. Najbardziej ubodła mnie krytyka „Bety”, znakomitego pisarza i genialnego poety, a przy tym człowieka o bardzo trudnym życiorysie. Wszystko na to wskazuje, że „Beta” po tak traumatycznych przeżyciach (o wszystkim Miłosz prawdopodobnie nie wiedział) całkowicie utracił równowagę psychiczną, popadł w depresję, miotał się przez kilka lat od ściany do ściany i wreszcie skończył śmiercią samobójczą. Rozliczanie go z tej traumy to chyba zbyt daleko idący brak empatii. „Alfa” jest autorem przełomowej powieści o dylematach Polaków w chwili wyzwolenia, na kanwie której powstał najbardziej chyba znany na świecie film tzw. „szkoły polskiej”. W późniejszych latach „Alfa” swoją postawą zadośćuczynił temu, że przez parę lat flirtował z komunizmem. „Gamma” znów potraktowany został przez Miłosza z góry jako wesołek, alkoholik, autor absurdalnych wierszy i skeczów bez żadnej sensownej treści. Tyle że poezja „Gammy” wcale nie jest głupia; żyje do dziś, do jego wierszy komponuje się wybitną muzykę i powstają z tego arcydzieła poezji śpiewanej, a jego absurdy są twórczo rozwijane w niezliczonych kabaretach. I jego alkoholizm nie ma tu żadnego znaczenia. Może jedynie „Delta” potraktowany został słusznie jako beztalencie, a przy tym świnia i świadome narzędzie represji komunistycznej władzy. Swoim oportunizmem i służalczością ze wszech miar sobie na tę analizę zapracował. Czy „Zniewolony umysł” Miłosza się zestarzał? Tak i nie. Powiedziałabym nawet, że stalinowski model indoktrynacji społeczeństw za pomocą bezwzględnej dialektyki twórczo rozwinięty został w wielu rejonach świata. No, może bez represji, aresztowań, łagrów i plutonów egzekucyjnych. Ale poprzez ośmieszanie, wyszydzanie, pomijanie przez krytykę w prestiżowych periodykach czy w prasie, telewizji i internecie. A najbardziej za pomocą perfidnej gry na polaryzację i na tworzenie w mediach dwóch lub więcej alternatywnych rzeczywistości, z alternatywnymi „faktami” i opiniami. Ketman żyje i ma się dobrze. Stalin i jego propagandyści uśmialiby się do łez, widząc, że nawet oczytany i zorientowany człowiek pod lawiną sprzecznych informacji, prawdziwych, półprawdziwych i całkiem kłamliwych, serwowanych przez całą dobę, może się zagubić w tym, co jest prawdą, a co kłamstwem. I tak się trochę zastanawiam, czy przenikliwy do bólu utwór Czesława Miłosza nie stał się aby podręcznikiem dla fejkowej propagandy. To by było straszne.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na1016 dni temu
Trismus Stanisław Grochowiak
Trismus
Stanisław Grochowiak
Przerażająca opowieść komendanta obozu dla tzw. “uprzywilejowanych” Żydów, a zarazem jeden z najlepszych obrazów esesmańskiej mentalności w polskiej literaturze. Wydawało mi się, że w zasadzie znam najważniejsze dzieła wartościowej (niestety - istotne to dziś zastrzeżenie) literatury obozowej, tymczasem okazało się, że przez lata pominąłem ważną pozycję. Wartością tej niezbyt obszernej opowieści z 1963 r. jest równie znakomity, jak i wiarygodny, portret psychologiczny istotnego trybika w hitlerowskiej maszynerii śmierci. A chodzi o obóz, którego więźniowie mogą być wykupywani przez rodziny lub organizacje z zagranicy. Początkowi hitlerowcy chcieli na Żydach zarabiać, zanim zaczęli ich systemowo zabijać… Zupełnie nie do wiary wydaje się fakt, że Grochowiak, wybitny wszak poeta, w wieku dwudziestu kilku lat napisał tak dojrzałą i wiarygodną rzecz (przy której jeszcze bardziej uwidacznia się mizeria tak dziś rozplenionej literaturki typu “holo-polo”). Zwraca uwagę wysokojakościowy charakter tej opowieści, której styl mógłby być wzorcem, gdyby nie to, co napisałem wyżej…. Według definicji słownikowej “trismus” to «kurczowe zwarcie szczęk». Bardzo to adekwatne w kontekście narratora, nieświadomego, że będąc buldogiem wobec “wrogów Rzeszy”, nie może być jednocześnie czułym pieseczkiem dla własnej żony… Retoryczne byłoby wszak pytanie, czy można mieć taką “pracę”, a jednocześnie być normalnym mężczyzną, czułym mężem, a w niedalekiej przyszłości troskliwym tatusiem… Gdy w 1943 r. Glückauf odwiedza Adolf Eichmann, szef komórki RSHA ds. żydowskich, z poleceniem likwidacji obozu, narrator początkowo próbuje “bronić swoich Żydów”, ale bynajmniej nie przed śmiercią - chodzi mu wyłącznie o własny prestiż komendanta. I tylko jeden drobny błąd rzeczowy: w konferencji w Wannsee nt. “ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” nie uczestniczyli, jak pisze Autor, “wszyscy komendanci obozów zagłady” - byli oni jedynie szczeblem wykonawczym, a nie decyzyjnym tej największej “zbrodni zza biurka”... “Byłem po prostu SS-obersturmfürerem pełniącym obowiązki komendanta małego obozu koncentracyjnego w Glückauf, który otrzymał wezwanie +Lebensbornu+ do uregulowania swoich spraw rodzinnych, aby z kolei umożliwić sobie awans i trwałą już nominację służbową”. “– Jest pan również komendantem obozu. Nie umówiliśmy tego aspektu w naszej rozmowie. W obozach dzieją się rzeczy godne tylko oczu mężczyzn. Fuehrer nie życzy sobie, aby synów naszego narodu rodziły kobiety o postrzępionych nerwach i ponurej wyobraźni. (...) Niech pan ją otacza zielenią, kwiatami dobrocią”. “Byłem narodowym socjalistą, ale to oznaczało tylko tyle, że nie przebudowując myślenia, przebudowałem jedynie uczucia. “Mając 24 lata, w tym trzy lata stażu w SS, byłem w gruncie rzeczy skautem, wychowanym na zasadach etyki z książek Amicisa, Molnara i Karola Maya”. “Powiedział mi coś więcej: choćby to, że architektura uczy także, jak jednym fachowym ciosem zwalić w gruzy katedrę w Reims i pałace Leningradu. Nie owijał w bawełnę faktu, że jako architekt będę fachowcem od niszczenia murów, jako esesman specjalistą od unicestwiania ciał”. “Nie odczuwałem żadnej dysharmonii: staliśmy nad brzegiem nowego, radosnego świata, do którego jednak nie było innej drogi, jak przez cierpienie nasze i cierpienie naszych ofiar. To było bezwzględnie okrutne, ale było i oczywiste”. “Kto chce rządzić, musi ograniczać wolność, musi prześladować i więzić. Prawdziwy humanizm (niech już będzie, wyjdę wam naprzeciw z tym obiegowym słowem) polega właśnie na uświadomieniu sobie tejże konieczności. (...) Myślę o uświadomieniu zimnym i trzeźwym, a czym będzie ono okrutniejsze, tym więcej przyniesie dobrodziejstw. Ten kto wie, że więzić musi, będzie więzić celowo i sposób zorganizowany, dbając o logikę więzienia i jego głęboko skryte piękno”. “Gdyby nie konieczność wojny, zwierzęcy upór nieprzyjaciół, uczuciowa świadomość krzywd wyrządzonych narodowi niemieckiemu wszędzie, gdzie tylko to było możliwe, gdyby - powtarzam – nie rosnący z dnia na dzień gniew i chęć zemsty, obozy koncentracyjne przeszłyby do historii jako niczym nieskalane krynice społecznego zdrowia”. “Obcując z Himmlerem, zawsze odczuwałem jakieś ciepłe fale, które zdawały się emanować z jego głosu (oczywiście gdy nie przemawiał),z jego gestu, łagodnych oczu, ukrytych za szkłami. To był człowiek do rdzenia dobry. I właśnie jemu idea powierzyła zadania najbardziej twarde, bezwzględne, często wręcz takie, że wzdragało się przed nimi serce”. Narrator i o sobie ma zdecydowanie zbyt dobre mniemanie: “Mały Żydek- intelektualista, którego naszedł z nagła dziwny pomysł buntu, też skorzystał na moim małżeństwie. Ukarałem go jedynie godzinną stójką pod zimnym prysznicem”. Nie jest też wolny od typowych racjonalizacji swych zbrodni: “A jednak nie chcę sprawiać wrażenia fanatyka, który czując się uskrzydlony obowiązkiem wierności sobie, nie liczy się całkiem z faktami”. W miarę klęsk na froncie wschodnim system, jak i komendant, stają się coraz bardziej krwiożerczy. “Straszny krzyk niemieckich matek biegł po całej niemieckiej ziemi. Co prawda gęsty śnieg uciszał te zawodzenia, ale wiedzieliśmy że tam – gdzieś, gdzie nawet myślą nie potrafiliśmy sięgnąć, tak samo napełnia wiecznym milczeniem otwarte usta i oczy naszych martwych synów i braci. Rozdzierający ból po każdej wieści z frontu, wzrastająca nienawiść wobec wroga, ale zarazem konieczność czujności wobec wszelkich objawów defetyzmu lub rezygnacji we własnych szeregach”. “Nie starczyło mi czasu, aby ocknąć się po wiadomości o śmierci jednego z przyjaciół, a już musiałem brać udział w posiedzeniu sądu dla zdrajców (często ojców i matek poległych chwalebnie żołnierzy),którzy z osobistej klęski ważyli się wróżyć klęskę Führera”. “Egzekucję zarządzono na godzinę 12:00 w południe, a już o świcie do Glückauf ściągały podwody i autokary z widzami. Często zjeżdżano całymi rodzinami, nie wyłączając dzieci, wszyscy odświętnie ubrani, z odświętnym podnieceniem, nieprzekraczającym jednakże granic powagi”. “Nigdy nie potępiałem i nie mogę potępiać masowych pacyfikacji, o ile wynikają one z historycznej konieczności, a nie z sadyzmu”. “Polacy to naród brudny, przykry w bliższym kontakcie, krnąbrny. Thomas skarży się na nostalgię, dręczy go (podobno choroba wśród Niemców w Guberni powszechna!) nacisk wrogiego, pełnego nienawiści otoczenia”. Toksyczność związku narratora i Dunki ujawnia się bardzo prędko, dla niego na tle niemożności zajścia żony w ciążę, czyli - jak to mówili tacy jak on - “dania dziecka Fuehrerowi”. Jeśli do tego dodamy względy, jakie Nelli, kierowana obcym mężowi poczuciem ludzkości, okazuje Astrid, żydowskiej dziewczynce z obozu…. Wszystko staje się jasne w notatkach dla żony, umieszczanych we wspólnie prowadzonym przez obojga dzienniku, a pisanych przez niego w stylu poleceń kaprala dla rekrutów. “Jestem narodową socjalistką, nie lubię Żydów i boję się ich, ale Astrid jest tylko biednym i bezradnym dzieckiem. Czy mamy prawo być aż tak surowi? Nie, nie rozumiem tego”. “Nazwać zachowanie się mojej żony normalnością byłoby śmieszne. W tym jest jakiś bunt, ale jaki?”. “Fakt, że żona tego urzędnika zanosi Żydówce pomarańcze, że spędza u jej łóżka długie kwadranse, nie jest objawem dobrej woli, ale karygodnej głupoty i nieodpowiedzialności. Nie wspominam już o wyraźnych zaniedbaniach w gospodarstwie domowym, o całkowitym rozprzęgnięciu się atmosfery rodzinnej”. “Jestem kobietą, której codziennie wypomina się jej bezpłodność. Specjaliści z Monachium stwierdzili mimo wszystko coś innego. Jeśli szuka się z kobietą kontaktu jedynie w celu jej zapłodnienia, gdy ona o tym wie i pamięta, być może paradoksalnie nie jest wtedy zdolna spełnić tak gorliwych oczekiwań”. “Przyjmijmy, że nigdy nie będę miała dzieci. Czy powinna więc dziwić kogokolwiek moja skłonność do obcego dziecka, choćby nawet urodziła je Żydówka? Ale nie! Astrid nie ma nic żydowskiego. Jest po prostu śliczna i mądra. Zebrała się wokół niej nienawiść świata, której nie potrafię zrozumieć”. “Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej (zwłaszcza na wschodzie) nabiera tempa. (...) Niełatwo dokonać takiej roboty, a jednak ktoś musi się jej podjąć. Trafiło na nas. Być może, iż wnukowie nie będą myśleć o nas w tonacji sielankowej, ale tylko dzięki nam będą szczęśliwi. Nelli nie chcę tego niestety pojąć. Mój Boże, jest ostatecznie kobietą”. “Niech wie, że on też może być ohydny. Upił się dla Gizelli Ratke! Gizela Ratke zgłosiła się do monachijskiego Domu Matki (suka!),a on się upił do nieprzytomności (głupiec)”. “Pozostało kilka miesięcy do końca wojny, te kilka miesięcy możemy jakoś przetrzymać. Czas wojny nie jest odpowiednim okresem dla przeprowadzania rozwodów. Potem jednak będziemy mieli rozwiązane ręce”. “- A choćby i zdechła! Przecież wreszcie jesteśmy razem!”. “Więźniowie-Niemcy otrzymali łaskę śmierci przez rozstrzelanie. Śmierć w samochodzie-komorze gazowej była zarezerwowana wyłącznie dla Żydów”. “Kiedy zwłoki bezwolnie stoczyły się z platformy auta, można było rozpoznać kobietę, obronnym gestem zaciskającą w ramionach kilkunastoletnią dziewczynę”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na95 dni temu
Lekcja martwego języka Andrzej Kuśniewicz
Lekcja martwego języka
Andrzej Kuśniewicz
William Faulkner był pisarzem postępującej katastrofy, toksycznego koloidu przeszłości oraz teraźniejszości. W „Rodzinnej Europie” Czesław Miłosz celnie zauważył, że to zaważyło na estymie, jaką amerykański literat cieszył się (na czas pisania swojego skądinąd znakomitego eseju, tj. 1959; bo kto dzisiaj wie kto to był Faulkner?) nad Wisłą. Oczywiście zaciążyło to – wg wielu znawców – na sukcesie Włodzimierza Odojewskiego czy (w bliższej nam perspektywie czasowej) „Golema” Macieja Płazy, ale jako wielbiciel Faulknera nie do końca się z tą tezą zgadzam. Zarówno Odojewski jak i Płaza nie są epigonami; przekonywanie o wielkości pisarstwa Odojewskiego jest zbyteczne, z kolei Płaza, mimo używania podobnych narzędzi literackich co amerykański noblista, w przywołanej wyżej powieści jest też silnie singerowsko-lovecraftowski (to moja opinia, a także komplement). Dzięki temu obie pozycje operują w innych rejestrach, jakkolwiek serwują czytelnikowi podobnie przygnębiającą aurę postępującej degeneracji świata. Kuśniewicz na pierwszy rzut oka jest kolejnym z pogrobowców Faulknera. Obawiam się, że dla wielu literaturoznawców wystarczy stosowanie długich zdań, zredukowanie dialogów do absolutnego minimum (niekiedy oznaczającego zero) oraz poruszanie się w technice strumienia świadomości, by wysnuć takie porównanie. Cóż za krzywdzące uproszczenie; długimi zdaniami posługiwał się też Tomasz Mann, można pozornie zachować dialogi, które dialogami nie są (Witkacy w „Pożegnaniu jesieni),z kolei każdy strumień świadomości, z racji silnego intersubiektywizmu, jest czymś odrębnym od innego strumienia. „Lekcja martwego języka” to unikat, bowiem w swej strukturze tworzy pewien łańcuch impresji powiązanych dość luźną więźbą (np. gdy porucznik Kiekeritz widzi torbę konduktorską w przedziale wodzi ją daleko w przestrzeń i czas, po czym z kolejnego skojarzenia idzie w kolejne skojarzenie, itd. – dlaczego, zdradza niestety skandaliczny opis serwisu, który odsłania prawie wszystkie karty jeszcze przed lekturą, jak tak można). Jest unikatowa, bowiem tworzy kalejdoskopiczny obraz psychicznej i moralnej degradacji, nie wwiercając się tak głęboko w strukturę psychiczną bohatera (Odojewski),nie odnosi się ze szczególarskim pietyzmem do postaci drugoplanowych (Faulkner),nie wyjaśnia hermetycznego świata jego własnymi terminami (Płaza). Pejzaże okrucieństwa wymieszane z pełnymi wdzięku impresjami natury czy mitami tworzonymi w głowie porucznika (niewątpliwego estety w wąskim tego słowa sensie) to zaledwie migawki, piękne miniatury, szkatułka wspomnień i szkiców wspomnień pojawiających się niby bez celu, a tak naprawdę by naświetlić, z jak drobnych okruchów składa się człowiek stojący u progu gnijącego świata. „Lekcja martwego języka” przez obraz społecznego bankructwa I wojny światowej, podeptanych idei i skundlonych ludzi stawia pytanie ile po nas zostanie, ile warta jest sztuka, ludzkość, jednostka w kontekście Wielkiej Erozji. Kuśniewicz, poza pieczołowitym, do granic perfekcji wymuskanym językiem, doskonale opanował również technikę inwersji czasowej (i tu wreszcie można zestawić go z Faulknerem). Bo ile człowiek ma minut wiedząc że wszystko ginie i o czym myśli, licząc ostatnie sekundy? Czy w głowie zostają wielkie idee, figura efeskiej Diany, czy też pozornie bezcelowe migawki, które nie mają początku, końca, związku ani znaczenia? Co rodzi się w obliczu wszechogarniającej klęski? Dlaczego język, którym mówimy całe życie nagle okazuje się martwy? Upadek nie musi być stopniowy, jak w „Marszu Radetzky’ego” Rotha lub jedynie sygnalizowany jak w „Soli ziemi” Wittlina (powołując się na inne świetne pozycje dot. I wojny w cesarsko-królewskiej monarchii). Może być taki, że człowiek dosłownie w ostatniej chwili uświadamia sobie, że przegapił własne istnienie. „Andrzej Kuśniewicz swą pasję literacką realizował dwutorowo: lewą ręką ochoczo spisywał donosy na swoich kolegów, prawej używał zaś do tworzenia literatury rozumianej bardziej tradycyjnie” – że przytoczę cytat z jednego z wpisów na portalu. Prawicą uczynił przynajmniej jedną wybitną rzecz.
Yarek44 - awatar Yarek44
ocenił na91 rok temu

Cytaty z książki Mój wiek. Pamiętnik mówiony

Więcej

Polityka jest naszym przeznaczeniem, cyklonem, w którego sercu tkwimy ciągle, choćbyśmy się chronili w łupinach poezji.

Polityka jest naszym przeznaczeniem, cyklonem, w którego sercu tkwimy ciągle, choćbyśmy się chronili w łupinach poezji.

Aleksander Wat Mój wiek Zobacz więcej

Tym straszliwszy jest komunizm, że z tego wspaniałego człowieka potrafił w ostatnich latach jego życia zrobić szmatę.

Tym straszliwszy jest komunizm, że z tego wspaniałego człowieka potrafił w ostatnich latach jego życia zrobić szmatę.

Aleksander Wat Mój wiek Zobacz więcej

Druga funkcja, którą spełniałem w «Czerwonym Sztandarze», to była nocna korekta, zresztą to już była czynność najbardziej odpowiedzialna, drżałem robiąc korektę. Najmniejsza omyłka, a nie tylko zecer idzie do mamra, także i korektor oczywiście za to odpowiada. A przecież można było iść do mamra i za przeniesienie nazwiska Stalin do nowego wiersza. A ja miałem obsesję. Mnie się ciągłe zdawało, że w końcu za mojej korekty wyjdzie straszna gafa, jedna literka będzie zmieniona i wyjdzie Sralin zamiast Stalina. Ciągle pilnowałem tego Sralina. Bo za to rozstrzeliwano.

Druga funkcja, którą spełniałem w «Czerwonym Sztandarze», to była nocna korekta, zresztą to już była czynność najbardziej odpowiedzialna, dr...

Rozwiń
Aleksander Wat Mój wiek Zobacz więcej
Więcej