Paideia. Formowanie człowieka greckiego
„Zrozumieć greckiego ducha”
Ponad trzy tygodnie mozolnej wyprawy w zawarty w trzech tomach intelektualny świat starożytnej Grecji od Homera i Hezjoda, po uczniów Sokratesa. Trzeba szczerze przyznać, że pozycja bardzo rozwleczona i zawierająca wiele powtórzeń – niemal wszystko odnosi się do Sokratesa i Platona, i dla profesora Jaegera każda okazja jest dobra, aby przypomnieć jak na daną kwestię zapatrywali się ci dwaj filozofowie. Czytelnik często będzie zastanawiał się, czy to książka o «paidei», czy może jednak filologiczna analiza epoki przedhellenistycznej. Werner Jaeger bardzo obszernie i skrupulatnie omawia poglądy poszczególnych autorów, by w specjalistyczny sposób zaznaczyć niewielkie różnice między kolejnymi cegiełkami budującymi grecką paidię. Z tego względu wiele osób może, niestety, i na swoją szkodę, odbić się od tego arcydzieła. Ci wytrwali zostaną nagrodzeni głęboką analizą starożytnych pism i wniknięciem w duchowość starożytnej Grecji – fenomenalnie tłumaczy Sokratesa i Platona, a przy okazji obala wiele bzdur krążących wokół tych tytanów filozofii.
Między innymi z lektury dowiemy się:
+ O zależnościach szlachectwa pochodzenia i czynu, oraz rozwoju rozumienia arete.
+ O różnicy świata arystokracji pomiędzy Iliadą i Odyseją, oraz przyczynach wyjątkowości i ponadczasowości Homera (psychagogia).
+ O Hezjodowym docenieniu pracy fizycznej.
+ O charakterystyce spartańskiego wychowania (miłość do ojczyzny i męstwo w czasie jej obrony).
+ O związku paidei z medycyną i ideałem lekarza.
+ (Zgodnie z tym co sam powtarzam) że aby zrozumieć Platona, trzeba przeczytać wszystkie jego dzieła, bo ich właściwy przekaz wyłania się spomiędzy wierszy.
Wielokrotnie był lekki efekt zmęczenia, ale książka jest tak profesjonalna i rzeczowa, że nie ośmieliłem się przyspieszać i czytać pobieżnie – mieliłem ją wytrwale i skrupulatnie. Jest bardzo filologiczna w tym sensie, że nie tyle skupia się na różnym rozumieniu słów w różnych okresach - choć to też jest - ale przede wszystkim przedstawia intelektualny („literaturoznawczy”) rozwój greckiej duchowości pod kątem kształtowania człowieka. Bardzo pomaga wniknąć w grecką umysłowość i w greckiego ducha; ciekawie nakreśla drobne niuanse, które przynoszą wielkie zmiany. Po Reale’m czyta się trochę jako powtórkę, ale Jaeger nie jest zbieżny we wszystkim, choćby z tego względu, że sięga po poetów, polityków i retorów (Homer, Hezjod, Solon, Teognis, Ajschylos, Sofokles, Eurypides, Tukidydes, sofiści, Sokrates, Platon, Izokrates, Demostenes i inni).
Podsumowując: „Paideia” może nie jest jakimś game-changerem dla tych, którzy sumiennie zapoznali się z dziełami starożytnych (zwłaszcza Platona),ale genialnie pozwala powtórzyć i uporządkować wiedzę.
Jest za to bardzo użytecznym kołem ratunkowym dla czytelników Platona, którzy nie zajarzyli sokratejskiej ironii i powtarzają jakieś bzdury o idealnym totalitarnym ustroju, o podwojonym świecie idei, o pogardzaniu ciałem i pokłonach przed matematyką (albo, co gorsza, o edukowaniu poprzez pederastię).
Obowiązkowa pozycja dla każdego hellenofila.
-------------------------------------
„Poznanie istoty greckiego fenomenu wychowania jest niezbędną podstawą wszelkich obecnych poczynań i teorii wychowawczych”.
„Platon przestrzega nas przed umieszczaniem obok poety stworzonych przezeń postaci, przed utożsamianiem jego ideałów z ich poglądami oraz przed próbami rekonstruowania z ich sprzecznych wyobrażeń systemu, który skłonni bylibyśmy przypisywać samemu autorowi”.
– Dziś wielokrotnie sam jest tego ofiarą.
„Początek historii greckiej wydaje się jakby świtem nowej godności ludzkiej, którą my zbyt łatwo identyfikujemy z rozpowszechnionym przez chrześcijaństwo przekonaniem o nieskończonej wartości każdej indywidualnej duszy ludzkiej i z duchową autonomią jednostki, która stała się postulatem kultury od czasów renesansu”.
„Kultura oderwana od państwa była dla Hellenów w ich najlepszych czasach równie niezrozumiała jak państwo nie interesujące się kulturą”.
„Człowiek, którego wizerunek rysuje się w dziełach wielkich Greków, to człowiek polityczny”.
„Humanizm, czyli „człowieczeństwo”, łączył się dla Greków zawsze i jak najbardziej istotnie z politycznym charakterem człowieka”.
„A jednak właściwymi wyrazicielami paidei w rozumieniu Greków nie są milczące dzieła rzeźbiarza, malarza i budowniczego, lecz poeta i muzyk, filozof i retor (tzn. mąż stanu). Prawodawca jest wedle wyobrażeń greckich w pewnym sensie bliższy poety niż artysta plastyk, gdyż tamtych dwu łączy wspólna rola wychowawcza. Tylko taki artysta, który kształtuje żywego człowieka, ma prawo do tytułu przedstawiciela paidei”.
„Jakkolwiek wydawałoby się to najprostsze, nie możemy dojść do poznani początków kultury greckiej, postępując za nicią dziejów słowa „paideia”, gdyż pojawia się ono dopiero w V wieku p.n.e. Polega to co prawda tylko na ułamkowości naszego materiału i mogłoby się zdarzyć, że znalazłyby się jeszcze inne przykłady jego użycia, gdyby wyszły na jaw jakieś nowe źródła. Ale i tą drogą nie zyskalibyśmy zapewne wiele, gdyż najstarsze przykłady wskazują, że na początku V wieku p.n.e. słowo to miało jedynie zwykłe znaczenie „wychowania dzieci”, a więc było jeszcze dalekie od tego głębszego znaczenia, jakie niebawem otrzymało, a które nas tutaj zajmuje. Naturalnym wątkiem greckiej historii kultury jest raczej pojęcie arete, które prowadzi nas aż w najdawniejsze czasy. Dzisiejszy język niemiecki nie posiada, jak wiadomo, dokładnego odpowiednika dla tego słowa, natomiast średniowysokiniemiecki wyraz tugende w znaczeniu nie ograniczonym jeszcze do czysto moralnej sfery, które określa ideał mężczyzny i rycerza łączący wytworny dworski obyczaj z męstwem na polu walki, ujmuje dokładnie sens greckiego arete. Fakt ten poucza wyraźnie, gdzie należy szukać początków tego pojęcia. Tkwią one w podstawowych poglądach rycerskiej szlachty. W pojęciu arete skupia się wychowawcza treść tej epoki w swej najczystszej postaci”.
„W bardzo osobistym stosunku głównego bohatera do bogini Pallas Ateny, która wiedzie go po wszystkich jego drogach i nigdy nie opuszcza, znalazła najpiękniejszy wyraz potęga kobiecości będącej dla mężczyzny natchnieniem i kierowniczą siłą jego poczynań”.
„Słowo phronein oznacza najwyższe religijne poznanie dostępne człowiekowi. W tragedii człowiek osiąga je przez cierpienie”.
„W sprawiedliwości zawiera się wszelka cnota, a każdy człowiek sprawiedliwy jest szlachcicem”. Teognis
„Ten antropocentryczny zwrot w kulturze attyckiej jest chwilą narodzin humanizmu rozumianego nie od strony społeczno-uczuciowej jako miłość do człowieka, gdyż taką postawę Grecy nazywali „filantropią”, ale jako refleksja nad prawdziwą istotą człowieczeństwa. W tym związku okazuje się rzeczą szczególnie znamienną, że wówczas po raz pierwszy kobieta występuje obok mężczyzny jako równowartościowa przedstawicielka tegoż człowieczeństwa. Liczne postacie kobiece Sofoklesa, jak Antygona, Elektra, Dejanira, Tekmessa, czy Jokasta, nie wspominając już o takich pobocznych figurach jak Klitajmestra, Ismena czy Chryzotemnis, pozwalają w całej pełni ocenić wzniosłość i głębię jego koncepcji człowieczeństwa. Odkrycie kobiety jest konieczną konsekwencją odkrycia człowieka jako właściwego przedmiotu tragedii”.
„Zresztą od razu trzeba tu zaznaczyć, że pojęcie humanizmu, niezależnie od trwałości jego podstaw, rozwijało się organicznie i nie można go raz na zawsze utożsamić z formą, jaką nadał mu Protagoras. Platon i Izokrates podjęli sofistyczną koncepcję kultury i przekształcili ją – każdy w inny sposób. Dla tej metamorfozy nic nie jest bardziej znamienne od faktu, że Platon u kresu życia i pracy myślowej w Prawach przekształcił słynną wypowiedź Protagorasa (której wieloznaczność jest tak charakterystyczna dla reprezentowanego przezeń typu humanizmu),że „człowiek jest miarą wszechrzeczy”, w twierdzenie, że „miarą wszystkiego jest bóg”. Trzeba przy tym mieć w pamięci, co Protagoras mówił o bóstwie: że nie potrafi stwierdzić ani czy ono istnieje, ani czy nie istnieje. W obliczu tej Platońskiej krytyki samych podstaw wychowania sofistycznego musimy od razu z całą ostrością postawić pytanie: czy sceptycyzm i indyferentyzm religijny oraz relatywizm etyczny i teoriopoznawczy, które Platon zwalczał przez całe życie i które zrobiły zeń nieubłaganego przeciwnika sofistów, należą do istoty humanizmu? Odpowiedź nie zależy od osobistego przekonania jednostki – należy szukać jej obiektywnie w historycznym rozwoju tego pojęcia. W naszych dalszych rozważaniach ciągle będziemy się spotykali z tym problemem i wypadnie nam zajmować się zmaganiami wychowania i kultury o afirmację religii i filozofii – aż z przyjęciem chrześcijaństwa w schyłkowym okresie starożytności proces ten osiągnie punkt kulminacyjny”.
„Wpływ wychowawczy dzieł wielkich poetów był dla Greków od dawna czymś zupełnie oczywistym. Wytworzenie na ich podstawie abstrakcyjnej koncepcji kultury musiało nastąpić w chwili, kiedy przedmiotem świadomości pracy wychowawczej (paideiein) przestało być jedynie dziecko (pais),a stał się nim – i to w pierwszej kolejności – dorastający człowiek, i odkąd uświadomiono sobie, że nie ma takiej określonej granicy wieku, po której osiągnięciu kończyłby się wewnętrzny rozwój jednostki. Od tej chwili istniała także paideia dorosłego człowieka. Pojęcie, które pierwotnie określało jedynie sam proces wychowania, rozszerzyło teraz zakres na jego treść, dokładnie tak samo jak równoznaczne z nim łacińskie słowo cultura, które oznaczało najpierw samo uprawianie czegoś, następnie rezultaty osiągnięte przez tę uprawę, z kolei jej treść, aby na koniec ogarnąć swym sensem cały świat pojęć, które człowiek nabywa z czasem skutkiem tego, że rodzi się jako członek pewnego narodu albo jakiegoś określonego kręgu społecznego. Dokonujący się w toku dziejów rozwój tych wszystkich pojęć osiąga pełnię w momencie uświadomienia sobie przez ludzi samej idei kultury. Z tego względu jest rzeczą zupełnie naturalną i oczywistą, że Grecy od IV wieku p.n.e., tzn. odkąd to pojęcie skrystalizowało się ostatecznie, określali wszystkie dojrzałe płody swego ducha, cały skarbiec swej tradycji narodowej słowem paideia – któremu w naszym języku odpowiada z łaciny zapożyczony wyraz „kultura””.
„Wychowanie jest tym archimedesowym punktem oparcia, z którego można ruszyć z posad świat polityki”.
„Relacja Ksenofonta [o Sokratesie] tylko do pewnego stopnia zgadza się z Platonem, a następnie rozchodzi się z nim, pozostawiając nam wrażenie, że Ksenofont mówi za mało, a Platon za wiele”.
„Nigdy nie przestanę filozofować, przestrzegać was i wykazywać każdemu, kogo tylko spotykam, mówiąc jak zwykle: Człowiecze zacny, toś ty jest Ateńczykiem, obywatelem wielkiego miasta, sławnego z mądrości i potęgi, a nie wstyd ci troszczyć się o majątek i o jego nieustanne powiększanie, o twoją opinię i cześć – a o rozum i o prawdę, i o duszę twoją nie troszczysz się wcale i nie dbasz o to, aby była jak najlepsza? A jeśli ktoś z was temu zaprzeczy i powie, że dba o to, to go wcale od razu nie puszczę i nie pójdę sobie w swoją stronę, tylko będę go pytał, biadał i zbijał, a jeśli dojdę do przekonania, że on nie ma prawdziwej arete, a tylko tak mówi, to będę go łajał, że wcale nie dba o rzeczy najwięcej warte, a znacznie więcej o rzeczy bez wartości. Tak będę czynił z młodymi i starymi, kogo tylko spotkam, z obcymi i swoimi, a bardziej ze swoimi, boście mi bliżsi krwią. Bo wiedzcie o tym, że tak mi każe bóg, a ja myślę, że nie macie tu w mieście nic cenniejszego jak ta moja służba boża. Bo ja przecież nic innego nie robię, tylko chodzę po mieście i przekonuję młodszych i starszych z was, żeby ani o ciało, ani o majątek nie dbali pierwej ani tak bardzo, jak o doskonałość duszy”. Sokrates
„Zdrowie to pierwszy skarb śmiertelnych ludzi,
Drugi – to rosłą postać mieć,
Trzeci – wzbogacić się uczciwie,
A czwarty – być dobrej myśli w przyjaciół gronie”.
(Starogrecka przyśpiewka przy winie)
„Teraz jednak musimy dowiedzieć się czegoś bliższego o charakterze tego wychowania. Określenie owej troski o duszę jako „służby bożej” (jak to Platon każe wyrazić Sokratesowi w Obronie) nie nadaje temu pojęciu specyficznie religijnego znaczenia – przynajmniej w potocznym znaczeniu tego słowa. Przeciwnie, system wychowawczy Sokratesa mógłby oczom chrześcijan wydawać się bardzo świecki i naturalistyczny. Troska o duszę nie wyraża się np. w zaniedbywaniu ciała. Jakżeby tak zresztą mogło być u kogoś, kto jak Sokrates nauczył się rozumieć konieczność pewnych specyficznych zabiegów wokół duszy zdrowej i chorej – od lekarza leczącego ciało? Jego odkrycie duszy nie oznacza oddzielenia jej od ciała, jak to nieraz mylnie się utrzymuje, lecz tylko jej panowanie nad ciałem. Ale na to, aby sprawnie służyć duszy, ciało samo musi być zdrowe. Formuła mens sana in corpore sano jest wyrazem prawdziwie sokratycznego podejścia do rzeczy. Sokrates ani nie zaniedbywał swego ciała, ani nie pochwalał tych, co tak czynili. Uczył przyjaciół, jak przez hartowanie utrzymywać ciało w zdrowiu, i roztrząsał z nimi gruntownie zagadnienia właściwej diety. Potępiał przejadanie się, ponieważ stanowi ono przeszkodę w trosce o duszę. Sam wiódł prawdziwie spartańskie, proste życie. O moralnym postulacie „ascezy” w sensie fizycznym i znaczeniu tego wyrazu w ustach Sokratesa wypadnie nam jeszcze osobno pomówić”.
„Początkiem przyjaźni jest udoskonalenie własnej osobowości. Później jednak komuś, kto tej przyjaźni poszukuje, potrzebny jest talent „miłośnika”, jak Sokrates ironicznie lubi nazywać siebie, tj. charakterystyczna właściwość człowieka, który potrzebuje innych i sam ich szuka, który ma wrodzoną, a następnie umiejętnie rozwiniętą zdolność do podobania się temu, kto jemu się podoba. Nie postępuje tak jak Homerowa Skylla, która od razu usiłuje pochwycić każdego, skutkiem czego wszyscy już z daleka przed nią uciekają; raczej podobny jest do Syren, które czarodziejskim śpiewem wabiły do siebie ludzi z najdalszych stron. Sokrates zresztą oddawał swój talent do zdobywania przyjaźni na usługi swoich przyjaciół, którzy korzystali z jego pośrednictwa dla nawiązywania nowych przyjaźni. Przyjaźń była w jego przekonaniu nie tylko niezbędnym warunkiem współdziałania w polityce, lecz po prostu właściwą formą wszelkiej twórczej współpracy między ludźmi. Dlatego wzorem sofistów nie mówił o uczniach, lecz o przyjaciołach. Określenie to przeszło z czasem z kręgu ludzi bliskich Sokratesowi do wywodzących się z tego kręgu szkół filozoficznych, takich jak Akademia i Liceum, gdzie stało się już terminem technicznym w zwrotkach takich jak „zarejestrowani przyjaciele”. W ustach Sokratesa jednak miało jeszcze swe pełne pierwotne znacznie. Nie przestawał on nigdy traktować ucznia jako pełnego człowieka, a zadanie „czynienia młodzieży lepszą”, którego realizacją chlubili się sofiści, faktycznie było dla niego, mimo że gardził reklamą, głębszym celem przyjacielskiego obcowania z ludźmi”.
„Celem Sokratesa w jego rozmowach z ludźmi nie był wcale popis wirtuozerii w sztuce definiowania demonstrowanej na przykładach z zakresu etyki – przeciwnie, rozmowa taka była dlań drogą (gr. methodos) rozumowania wiodącą do słusznego działania. W żadnym z tzw. sokratycznych dialogów Platona nie dochodzi ostatecznie do ustalenia poprawnej definicji danej cnoty moralnej; długo panował nawet pogląd, że wszystkie te rozmowy kończą się „bez wyniku”. A przecież wynik taki istnieje, tylko że odsłania się nam dopiero wtedy, kiedy porównamy przebieg kilku dialogów i w ten sposób uchwycimy to, co w nich typowe”.
„Można by cytować wiele wypowiedzi na dowód, jak pojęcie i sens paidei poszerzyły się i pogłębiły, odkąd Sokrates przeniósł je do wnętrza serca ludzkiego, i jak dalece nabrała ona dla ludzi nowej, nieznanej wcześniej, ogromnej wartości. Wystarczy przytoczyć powiedzenie filozofa Stilpona, jednego z głównych przedstawicieli szkoły sokratycznej w Megarze, założonej tam przez Euklidesa. Demetrios Poliokrets, chcąc po zdobyciu miasta okazać mu łaskę i wynagrodzić za obrabowanie jego domu, kazał przedłożyć sobie zestawienie wszystkiego, co Stilpon wówczas postradał. On jednak odparł: paidei nikt nie wyniósł z mojego domu. Było to dowcipne zastosowanie do specjalnych okoliczności słynnego powiedzenia jednego z siedmiu mędrców, Biasa z Priene, które w swej łacińskiej postaci: omnia mea mecum porto [Wszystko, co moje, noszę ze sobą], jeszcze dziś znane jest na całym świecie. Dla człowieka przenikniętego ideami Sokratesa najgłębszą istotę tego, co jest jego własnością, stanowi paideia, tzn. świadomie wybrany kształt jego życia, jego duchowe „ja”, jego kultura. W walce jaką człowiek toczy o swoją wewnętrzną wolność ze światem pełnym elementarnych sił zagrażających tej wolności, paideia staje się jego niewzruszonym punktem oparcia”.
„A przecież i filozofia Arystotelesa (…) nie była w końcu niczym innym jak pewną odmianą platonizmu”.
„Podstawą wszelkiej teorii właściwego działania człowieka musi być przekonanie, że przyjemne nie pokrywa się bynajmniej z dobrym i zbawiennym. Rzeczy przyjemne należy czynić jedynie ze względu na jakieś dobro, a nie odwrotnie”.
„Wcześniej nie było jeszcze męża stanu w Sokratesowym rozumieniu tego terminu. Słynni politycy ateńscy byli tylko sługami państwa, zamiast stać się wychowawcami narodu. Uczynili z siebie narzędzie słabych stron ludzkiej natury i próbowali wykorzystać je do swoich celów, zamiast starać się je zmienić przekonywaniem i przymusem. Nie byli lekarzami ani gimnastami, lecz cukiernikami, którzy ciału społeczeństwa pozwolili obrosnąć tłuszczem, a jego niegdyś prężnym muskułom zwiotczeć. Inna rzecz, że skutki ówczesnego przejadania się dopiero później dały znać o sobie. Tymczasem chwalimy ludzi, którzy wydali tę ucztę, i powiadamy, że to im przecież zawdzięcza państwo swoją wielkość, nie zwracając uwagi na to, że z ich winy jest ono ospałe i skłonne do przepukliny”.
„Wraz z upadkiem Sparty i z zanikiem jej autorytetu i wpływów, co nastąpiło niebawem po powstaniu Uczty, zanikła i pederastia, przynajmniej jako ideał etyczny, i istniała w późniejszych okresach w starożytności jedynie jako zdegenerowana forma rozpusty”.
„Przez długie lata szukano u Platona „systemu” filozofii, stosując doń kategorie powstałe dopiero w późniejszych czasach, aż wreszcie zdecydowano się przyjąć do wiadomości, że nie zamierzał, czy to z artystycznych, czy krytycznych względów, systematycznie wyłożyć swej nauki, jak to czynili inni myśliciele, lecz wolał przedstawić sam proces badani i poznawania”.
„Komuś, kto ogląda to dzieło z takiej perspektywy, osobliwa musi się wydać uwaga jednego z nowożytnych historyków filozofii, wywodzącego się ze szkoły pozytywistycznej, który twierdził, że w Państwie można znaleźć wprawdzie wiele fascynujących myśli, ale nie mógł się pogodzić z tym, że tyle w nim miejsca poświęca się wychowaniu. Równie dobrze można by powiedzieć, że Biblia to bardzo interesująca księga, ale za dużo w niej mówi się o Bogu”.
„O ileż bliższy właściwej interpretacji Platońskiego Państwa był Jean-Jacques Rousseau, który sto lat przed nimi stwierdził, że dzieło to nie zawiera wykładu o państwie, jak wyobrażają sobie ci, którzy książki oceniają wedle ich tytułu, lecz jest najpiękniejszą rozprawą o wychowaniu, jaka kiedykolwiek została napisana”.
„W rzeczy samej zachodzi jakieś naturalne i bliskie pokrewieństwo między filozofią Platońską a ciałem, które dzięki narzuconej sobie surowej dyscyplinie cieszy się doskonałym zdrowiem. Nic natomiast nie jest tej filozofii bardziej obce niż jakieś chorobliwe skłonności, które chciało jej przypisywać wielu myślicieli. Jeśli Platon głosi w Fedonie odwrócenie się duszy od spraw ciała i od świata zmysłowego, ażeby mogła skupić się na kontemplacji czysto abstrakcyjnych prawd, to ideał wychowania gimnastycznego sformułowany w Państwie stanowi dla tego postulatu nader istotne uzupełnienie. Dopiero obydwa te ideały razem wzięte oddają całość myśli Platońskiej”.
„Sens studiowania nauk, które poznaliśmy poprzednio, polegał na tym, aby „to, co najlepsze w duszy, skierować do oglądania tego, co najlepsze ze wszystkiego co jest””.
„Taki jest bowiem w przekonaniu Platona sens greckiego wyrazu eudaimonia: nie chodzi o to, że człowiekowi, do którego to określenie się odnosi, dobrze wiedzie się w życiu, lecz o to, że istotnie, jak na to wskazuje samo słowo, ma on „dobrego demona””.
„Cel dwojakiej paidei przedstawionej w Platońskim Państwie, mianowicie filozoficznego wychowania władców i wojskowego wychowania strażników, raz jeszcze zostaje objaśniony za pomocą obrazu lwa, który, obłaskawiony, nie będzie trzymał strony wielogłowego potwora, lecz będzie posłuszny „człowiekowi w człowieku” i pomoże mu zwyciężyć w walce z ową bestią. Zadaniem wychowania jest doprowadzić do takiej harmonii między szlachetniejszymi spośród irracjonalnych popędów duszy a rozumną częścią człowieka, aby ta ostatnia, mimo że tak słaba sama w sobie, z ich pomocą mogła trzymać w ryzach to, co w człowieku nie jest prawdziwie ludzkie”.
„Wyruszyliśmy z Platonem na poszukiwanie państwa, a w zamian znaleźliśmy człowieka. Niezależnie od tego, czy idealne państwo zostanie urzeczywistnione kiedykolwiek w przyszłości, czy nie, możemy i powinniśmy nieustannie wznosić „państwo w nas”. Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że tak charakterystyczna dla filozofii Platona głębia metafizyczna i całkowicie nowe wyobrażenie o istocie człowieka niejednokrotnie każą mu posługiwać się językiem paradoksu i alegorii. Jednak ze wszystkich paradoksów, jakie zrodziła myśl Platońska, ten jest zaiste największy. Byliśmy przy tym, jak w jego pismach coraz wyraźniej dochodziła do głosu zupełnie nowa postawa wobec państwa i pragnienie jego reformy. Śledząc drogę rozwoju jego myśli, nieraz musieliśmy stawiać sobie pytanie, czy droga ta rzeczywiście prowadzi do celu, do którego podobno ma zmierzać, ponieważ Platon neguje wszystko, co wedle panujących wyobrażeń jest niezbędne do samej egzystencji państwa. Dotarłszy wreszcie do końca, przekonujemy się jednak, że państwo oznacza co prawda dla naszego filozofa jedną z najważniejszych spraw ludzkości (zgodnie z najlepszą tradycją myśli greckiej),ale jedyną miarą, jaką je mierzy, są jego funkcje moralne i wychowawcze”.
„Jest teraz rzeczą jasną, że celem żmudnych dążeń do poznania owej „miary” – dążeń, które Platońska metafora przedstawia jako cel całej paidei – jest znalezienie „naszego państwa wewnętrznego” przez „naśladowanie Boga”.
„Filozofia zatem żąda od poezji abdykacji i podporządkowania się nakazowi logosu. Z punktu widzenia nowoczesnego człowieka, dla którego poezja jest jedynie literaturą, żądanie takie jest niezrozumiałe i musi wydawać się tyranią – jak gdyby filozofia wdzierała się na teren, który do niej nie należy. Jednakże w świetle greckiego pojmowania poezji jako elementu par excellence wychowawczego z chwilą, kiedy filozofia uświadamia sobie wychowawcze zadania i sama sięga po prymat w tej dziedzinie, jej konflikt z poezją musi okazać się nieunikniony”.
„Jednak zasadniczy zarzut, jaki z wychowawczego punktu widzenia można skierować przeciw poezji, polega na czym innym – na tym mianowicie, że nie zwraca się ona do tego, co w duszy najlepsze, tzn. do rozumu, lecz do popędów i namiętności, które usiłuje podniecić. Człowiek stojący moralnie wysoko panuje nad uczuciami i kiedy doznaje silnych wzruszeń, stara się je powściągnąć. Prawo i rozum nakazują mu okiełznać namiętności, podczas gdy namiętność każe mu poddać się bólowi. Namiętność (pathos) i prawo to siły pozostające we wzajemnym konflikcie. Nakaz prawa wspomaga opór myślącej części duszy przeciw popędom. Poezja natomiast pozostaje na poziomie wieku dziecięcego i podobnie jak mały chłopiec, kiedy go coś zaboli, chwyta się za bolącą część ciała i coraz głośniej płacze, tak też ona wzmaga jeszcze uczucie bólu, które naśladowczo przedstawia. Uczy w ten sposób człowieka pogrążać się z całą intensywnością w swych doznaniach, zamiast przyzwyczajać duszę do tego, by jak najprędzej przystępowała do przywrócenia równowagi tam, gdzie została ona zakłócona, i by zawodzenie zastępowała leczeniem. Różnicy między poezją tragiczną a filozofią Platońską nie można było ująć celniej”.
„Umiej cenić i szanować tych, którzy mają rozum i trafny sąd i potrafią widzieć dalej niż inni – i bądź pewien, że dobry doradca jest rzeczą najużyteczniejszą i najbardziej królewską ze wszystkiego, co możesz posiąść”. Izokrates
Opinie i dyskusje o książce Życie codzienne pierwszych chrześcijan
Ujęcie panoramiczne, choć zakrojone z umiarem. Wychodzi autor od przedstawienia rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa od końca I i w II wieku, następnie przechodzi do kształtowania się struktur kościelnych, by zakończyć uwagami nt. wybranych aspektów codzienności pierwszych chrześcijan. Dobrze się czyta, sporo można się dowiedzieć.
Ujęcie panoramiczne, choć zakrojone z umiarem. Wychodzi autor od przedstawienia rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa od końca I i w II wieku, następnie przechodzi do kształtowania się struktur kościelnych, by zakończyć uwagami nt. wybranych aspektów codzienności pierwszych chrześcijan. Dobrze się czyta, sporo można się dowiedzieć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to