Wspomnienia powstańca z getta warszawskiego

Okładka książki Wspomnienia powstańca z getta warszawskiego autorstwa Symcha Rotem
Okładka książki Wspomnienia powstańca z getta warszawskiego autorstwa Symcha Rotem
Symcha Rotem Wydawnictwo: Veda powieść historyczna
228 str. 3 godz. 48 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Data wydania:
2012-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2012-01-01
Liczba stron:
228
Czas czytania
3 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-61932-28-4
Ratajzer-Rotem pozostał tym samym sympatycznym, rozsądnym i ciepłym partnerem rozmowy i należy dla mnie do ludzi, o których chętnie myślę. Sądzę, że jego relacja – spontaniczna, uczciwa i szczera aż do bólu – powinna być czytana przez kolejne generacje polskich czytelników. Znałem osobiście niektórych jej bohaterów, dziś już nieżyjących. Ale w żyjącym i czynnym w Jerozolimie „Kaziku” widzę zawsze wspaniałego chłopaka z dawnej Warszawy.

Władysław Bartoszewski


Ta książka, czytana dziś, przypomina filmową stop-klatkę. Wszystko się zatrzymało. Jest rok 1943. Kazik ma 18 lat. Strona po stronie wyłania się z jej kart obraz wydarzeń widzianych oczyma osiemnastolatka. Wierna relacja bez żadnego psychologizowania, późniejszego doszukiwania się przyczyn i skutków. Dziś wielki dyrektor, przedsiębiorca, w tych sprawach, w sprawach wojny, pozostał osiemnastoletnim chłopcem. Te same ma poglądy, te same tłumaczenia. Wszystko widzi tak, jak widział wtedy.

Marek Edelman


Zapis burzliwego życia Szymona Ratajzera „Kazika” (Symchy Rotema) z Warszawy lat okupacji oraz czasów przedwojennych. Szymek – chłopak z Czerniakowa, warszawski zawadiaka – w maju 1943 roku staje się „Kazikiem”, który wyprowadza kanałami z płonącego getta na stronę aryjską ocalałych bojowników, m.in. Marka Edelmana.

Do książki specjalny wstęp napisał Władysław Bartoszewski, posłowie – Marek Edelman.
Średnia ocen
6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wspomnienia powstańca z getta warszawskiego w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wspomnienia powstańca z getta warszawskiego

Średnia ocen
6,9 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Wspomnienia powstańca z getta warszawskiego

Sortuj:
avatar
1265
372

Na półkach: ,

Rewelacyjne wspomnienia! Polecam

Rewelacyjne wspomnienia! Polecam

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

54 użytkowników ma tytuł Wspomnienia powstańca z getta warszawskiego na półkach głównych
  • 31
  • 23
13 użytkowników ma tytuł Wspomnienia powstańca z getta warszawskiego na półkach dodatkowych
  • 5
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wspomnienia powstańca z getta warszawskiego

Czytelnicy Wspomnienia powstańca z getta warszawskiego przeczytali również

Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej Michał Sobków
Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej
Michał Sobków Jan Kurdwanowski Bronisław Kowacz Wiktoria Kwiatkowska Zdzisław Żaba Cyryl Priebe Stanisław Szymański
Osadnicy, uchodźcy, przesiedleńcy i najbardziej nieadekwatne dla Kresowian – repatrianci. To najczęściej używane określenia ludności, która opuszczała od 1943 roku wschodnie tereny należące przed II wojną światową do Polski, udając się na tereny zachodnie przyłączone do niej po wojnie. Na tak zwane Ziemie Odzyskane, jak określała je nowa władza komunistyczna. Świadomie nie użyłam określenia „musiała”, ponieważ obok zdecydowanej większości zmuszonej wyjechać, istnieli i tacy, którzy "znaleźli się na Zachodzie powodowani ciekawością czy chęcią łatwego zysku", jak pisze Agnieszka Knyt – autorka wstępu "Od Karty". Nie zmienia to jednak faktu, że migracja ludności cywilnej była efektem zmian politycznych przesuwających granice naszego kraju. Skutki ustaleń i decyzji podjętych przez Wielką Trójkę w Teheranie, Jałcie i Poczdamie odczuwam do dzisiaj również ja. Jestem trzecim pokoleniem Kresowian i mogłabym dopisać w imieniu moich dziadków kolejny rozdział do tej antologii wspomnień spisanych przez uczestników przesiedleń lub ich bliskich. Siedem relacji nieróżniących się przebiegiem wysiedlenia – przyczyną wyjazdu, samą podróżą w towarowych wagonach i ogromnym ładunkiem emocji człowieka skrzywdzonego materialnie, poniżonego moralnie i nierzadko oszukanego w rekompensacie utraconego majątku, ale przede wszystkim ogarniętego lękiem przed nieznanym. Różniących się natomiast celem podróży (każdy z bohaterów przyjechał do innej miejscowości – między innymi Szczecinka, Legnicy, Wrocławia, Strzelc),miejsca zamieszkania (dom na wsi, willa lub mieszkanie w mieście),stanu i zasobności zastanego majątku, postawą wobec mienia poniemieckiego i samych Niemców oraz podjętą pracą w nowym miejscu zamieszkania. Każde z tych wspomnień akcentowało jeden z wymienionych elementów, dając mi różnorodny i jednocześnie pełny obraz jednego zjawiska oraz skrajności ludzkich zachowań. Uważnie wsłuchiwałam się w relacje świadków nie tylko z powodu ciekawości ówczesnych formalnych procedur i nieformalnej strony ich przebiegu, ale i interesującego etapu funkcjonowania państwa tuż po zakończeniu wojny, kiedy na ziemiach zachodnich panował chaos informacyjny. Byłam nie tyle zaskoczona, ile przerażona totalnym bezprawiem, w którym "niedostatek jedzenia kompensowała nieograniczona wolność. Nie było żadnej władzy. Nie obowiązywało żadne prawo poza moralnym. Nie było własności prywatnej zatruwającej stosunki między ludźmi. Wszystko należało do wszystkich i do nikogo. Można było brać w posiadanie, nie odbierając innemu. Można było niszczyć, nie niszcząc cudzego". Włącznie z życiem. Również brakiem organizacji, sprzecznością polskich i sowieckich interesów, polityką silniejszego uzbrojonego w broń, grabieżą i wywozem wszystkiego, co wartościowe, do ZSRR, masowym szabrownictwem przez ludność cywilną ogarniętą „germanożerstwem” i „gorączką złota”. "To bogactwo, którego można było brać, ile się chciało, ale które miało wartość przysłowiowych diamentów na pustyni, wielu ludziom odbierało rozum. […] Nawet ja, choć z doktorskiej rodziny, traciłem chwilami zdrowy rozsądek na widok tych nagromadzonych przez wieki dóbr…" – wspominał Jan, opisując zasiedlanie Legnicy. Może dlatego niektórzy z opowiadających odważyli się mówić publicznie o tamtych czasach po bardzo wielu latach. Mój dziadek nie mówił o tym do śmierci. Babcia, w rzadkich chwilach słabości i przytłaczającej ją tęsknocie, wspominała jedynie z nostalgią pozostawiony orzechowy sad, którego nie mogła odżałować. Historię rodziny poznałam z relacji mamy, ale bardzo okrojoną i widzianą oczami malutkiej dziewczynki, pamiętającej przede wszystkim powszechny głód. Pamiętam emocje, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam rodzinne strony mojej mamy na zdjęciach zrobionych przez wujka, który pojechał na Kresy. Wykorzenienie – tak ujęłabym to, co poczułam. Poza emocjami ta antologia dostarczyła mi również informacji na temat wzorcowego wykorzystania człowieka, pełnego energii i wiary w odbudowę kraju, do własnych interesów ludzi władzy i partii. Przewrotność systemu socjalistycznego, który pozwalał najpierw zrobić obywatelowi najtrudniejsze, by potem uczynić go wrogiem ludu działającym na szkodę państwa. Prześledziłam dwa mechanizmy niszczenia człowieka i specyfiki działania układów partyjnych, za którymi stała żądza władzy i zysku. Jeden ze wspominających odbudowywał szkołę, a drugi młyn. Za sukcesy, praktycyzm i logiczne myślenie można było ostatecznie trafić do więzienia. Nic dziwnego, że dopiero teraz jeden z nich mógł jawnie podsumować tamte lata pracy dla ludowego państwa – "straciłem wszystko, co miałem – na wschodzie i na zachodzie – i jeszcze mam dług na 22,5 kwintala żyta. Oto dorobek mojego życia". Rozgoryczanie Kresowian nie dotyczyło tylko wysiedlenia. Ono tam się dopiero zaczynało, budując poczucie żalu, który czuli do śmierci. I w jakimś wymiarze trwa on do dzisiaj, dziedziczony z pokolenia na pokolenie. Jestem tego przykładem. Warto czytać takie pozycje, by zrozumieć geografię podziałów politycznych na mapie Polski najbardziej uwidaczniających się podczas wyborów. By pojąć moje i mnie podobnym poczucie życia na cudzym, które czułam od zawsze. Budowano we mnie tożsamość, ucząc ogólnej historii Polski, bo ta regionalna jakoś tak zawsze, prędzej czy później, kończyła się na Niemcach. W szkole uczyłam się tańców narodowych od oberka na krakowiaku i kujawiaku skończywszy, bo jakiż to taniec regionalny był kultywowany na Pomorzu Zachodnim? Wielkie banery, które jeszcze w latach 80. widziałam w Szczecinie, zapewniające o polskości ziem trąciły fałszem, kiedy spod tynków domów w moim mieście do dzisiaj wyłażą niemieckie napisy, a na które, jako dzieci, natykaliśmy się stale. A piękny park, do którego chodzą właściciele z psami na „poranną i wieczorną toaletę”, to niemiecki cmentarz, którego części grobów jeszcze tu i ówdzie wystają spod ziemi, a których elementy zostały rozniesione po okolicy do różnych celów. Jeden z nich służy jako stoper przed wjazdem między garaże. Na szczęście polityka „germanożerności” już minęła. Jest dużo lepiej. O niemieckiej przeszłości mojego miasta mówi się wprost, a nawet pielęgnuje. Nawiązujemy przyjaźnie między miastami. Jdnak najciekawsze w tym wszystkim jest to, że dorastałam z Ukraińcami z akcji „Wisła”, będącymi w podobnej sytuacji, jak moja rodzina. Trochę groteskowej – my z Kresów uciekający przed Ukraińcami, Ukraińcy przesiedleni na siłę tak, jak my i oba narody na poniemieckich ziemiach. Nikt tak naprawdę u siebie. Takiego u siebie, z taką pewnością swojego z dziada pradziada, jak na przykład Podhalanie. I, mimo że jest już tyle lat po wojnie, moje odczucia nie różnią się od tych odczuwanych tuż po niej przez jednego ze wspominających na temat przesiedlanych Niemców – "Świadom byłem, że w jakimś stopniu łączy nas wspólny nieszczęśliwy los. Nas, zmuszonych przez banderowców do ucieczki z rodzinnych stron, i ich, którzy ponoszą teraz konsekwencje rozpętania wojny przez jednego diabła". Może dlatego tak bardzo utożsamiam się ze słowami jednej z relacjonujących kobiet – "Wędrówka, te wszystkie zabiegi, żeby urządzić się na Ziemiach Zachodnich, zasiedlając cudze kąty, jest bezsensowna, niesprawiedliwa. Sprawiedliwe jest powrócić do rodzinnego domu". Tylko, gdzie jest ten mój rodzinny dom Wyszyńskich? naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na85 lat temu
Biedni Polacy patrzą na Getto Jan Błoński
Biedni Polacy patrzą na Getto
Jan Błoński
Esej Jana Błońskiego, wybitnego polonisty, czytałam już przed laty. Wiersze Czesława Miłosza, zwłaszcza Campo di fiori, stanowiące motyw przewodni rozważań Błońskiego, również są powszechnie znane. Jednak tekst wciąż robi wrażenie. Mimo że wiemy już wszyscy, że stał się poruszająco nieaktualny. Niestety, Polacy nie tylko byli obojętni na los zamordowanego żydowskiego narodu. Byli tacy, którzy w tej zbrodni wzięli udział z przyczyn, o których Błoński pisze w kolejnych tekstach. Wiele było przyczyn tego, że naród żydowski i polski nie zintegrowały się, a wśród najważniejszych można wymienić powody religijne i kulturowe, gospodarcze i psychologiczne, rywalizację na wielu polach i podejrzliwość jednych wobec drugich. Niemniej jednak narastająca nienawiść strony polskiej wobec Żydów i podejrzewanie ich o analogiczne uczucia były faktem. Co gorsza, nasiliły się wówczas, gdy Polska odzyskała już niepodległość i powstało państwo polskie. Żydzi, bez wątpienia, byli polskimi obywatelami, mieli normalne obowiązki, służyli w wojsku, płacili podatki. Jednak niechęć, zwłaszcza środowisk narodowych i kościelnych, powodowała wiele zadrażnień. Błoński nie wgłębia się szczegółowo w rozmaite akcje bojkotowania sklepów czy studentów żydowskich, ale stawia tezę, że ta wzajemna obcość zaowocowała zimną obojętnością na prześladowania z chwila wybuchu wojny i na zagładę, rzecz bez precedensu w cywilizowanym świecie. W kolejnych artykułach Błoński snuje rozważania o istocie tej obcości, która nie pozwalała dostrzec w Polaku czy w Żydzie po prostu człowieka. Duży i szczegółowy artykuł analizuje przeżycia i postawy pisarzy pochodzenia żydowskiego po Holokauście: tych, którzy nie wyjechali do Izraela, tych polskojęzycznych, takich jak Brandys, Stryjkowski, Sandauer, Rudnicki, Grynberg i wielu innych. Autor stara się poprzez analizę słów i zachowań bohaterów ich powieści dostrzec wpływ traumy zagłady na ich życie i postawę. Pisarzy całkowicie spolonizowanych, wybitne jednostki polskiej kultury powojennej. Dla wielu z nich niechęć ze strony Polaków-katolików czy konieczność opuszczenia Polski była rzeczą tragiczną. Z drugiej strony całkowita asymilacja i rozpuszczenie się „obcych” w polskim narodzie, zdaniem Błońskiego, nie było możliwe. Nie było, bo my też jesteśmy hermetycznie zamknięci na „obcego”, „innego”, który w całej swojej istocie dybie na naszą tożsamość. Do dziś. Ciekawa i twórcza jest analiza słynnego apelu Zofii Kossak-Szczuckiej przeciwko obojętności Polaków wobec zagłady. Autorka, sztandarowa pisarka narodowo-katolicka, nie zgadza się na obojętność względnie bezpiecznych Polaków wobec niewiarygodnego cierpienia Żydów tuz obok, za ścianą, za m murem. Mimo że uważała ich za wrogów polskości, to w końcu domagała się, by im pomagać, i sama również zaangażowała się w ratowanie ich, organizując wraz z innymi słynną Żegotę. Przypłaciła to zresztą aresztowaniem i zesłaniem do obozu. Jak pogodzić poczucie obcości z imperatywem niesienia pomocy przesladowanym – o tym jest ten esej. Najciekawsze dla mnie były rozważania o tym, jaki stosunek do Żydów mieli wielcy twórcy literatury polskiej, Prus i Żeromski. Obaj bardzo tolerancyjni, wnikliwi obserwatorzy, a przy tym wrażliwi na krzywdę. No i cóż? Trzeba esej przeczytać, żeby pojąć, dlaczego Prus, podziwiając żydowską przedsiębiorczość i zmysł organizacyjny, odmienny od polskiej improwizacji, nawet zazdroszcząc im tej umiejętności, nie widzi możliwości stworzenia wspólnego i współpracującego społeczeństwa. Dlaczego Żeromski, współczując całym sercem żydowskiej (i chłopskiej też) nędzy, nie może dostrzec w nich ludzi takich samych jak my.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na73 miesiące temu
Pałac wiecznie żywy Agata Passent
Pałac wiecznie żywy
Agata Passent
Powodów zainteresowania aż nadmiar, bo autorka (ur.1973) wyjątkowo inteligentna i ciekawa, a w dodatku to córka Osieckiej (1936-97) i Passenta (ur.1938),czyli wyjątkowych i sławnych ludzi. Osieckiej nie można nie wielbić, a Passenta, bez względu na żywione do niego uczucia, nie można pominąć w historii powojennej Polski, bo to „Bywalec” - jeden z najbardziej podziwianych (obok Urbana, Hamiltona, KTT, Fikusa i Kisiela) felietonistów PRL. Z kolei temat to PKiN, niepowtarzalne centrum naukowe i kulturalne stolicy, którego otwarcie zmieniło życie wszystkich warszawiaków. Żenujące jest opracowanie w Wikipedii, w którym wielką rolę tego centrum skwitowano słowami: „...Pałac jest siedzibą wielu firm oraz instytucji użyteczności publicznej, w tym kin, teatrów i muzeów, uczelni wyższych (m.in. Collegium Civitas),władz Polskiej Akademii Nauk oraz Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów. Organizowane są tam także różnego typu wystawy i targi – od 1958 przez wiele lat odbywały się tam Międzynarodowe Targi Książki i towarzyszące im kiermasze, a także przez kilka lat (na przełomie XX i XXI wieku) targi Komputer Expo. Mieści się w nim sala konferencyjno-widowiskowa na 3000 osób (Sala Kongresowa),Muzeum Techniki, Muzeum Ewolucji PAN, Muzeum Domków dla Lalek oraz Pałac Młodzieży wraz z basenem." Stefan Kisielewski /1911-91/ czyli Kisiel, pisał o PRL-u: „Bo ta POLSKA, powstała z kaprysu Stalina, czy jej ustrój komuś się podoba, czy nie jest jedynym państwem polskim, jakie istnieje na całym globie....” I trzeba było w nim żyć, kształcić się i rozwijać, a w tym pomocny był PKIN z dwoma teatrami, czterema kinami, Salą Kongresową w której koncertowały największe sławy muzyki światowej. Do tego pierwszy nowoczesny basen i Pałac Młodzieży. PKiN to przełom w życiu kulturalnym W-wy i o tym wypada pamiętać. Sam chodziłem ze szkołą na nowoczesny basen, uczestniczyłem w zajęciach dla aktywu harcerskiego i startowałem do orkiestry młodzieżowej. Tam, po 2 godzinach stania w kolejce zdobyłem bilety do Sali Kongresowej na drugi w Polsce film amerykański pt „Indiański wojownik” i w tejże sali byłem na koncercie „The Platters”, Helen Shapiro czy Stana Getza. A jeszcze dwie knajpy, w których bywałem: „Trojka” i „Kongresowa” ze striptizem. Niestety autorka nie wyeksponowała wielkiej roli PKiN. A szkoda, bo jej rodzice ze względu na datę urodzenia, byli największymi beneficjentami tego kulturalnego centrum, więc szkoda, że pani Agata nie umieściła ich wspomnień. Książka jest dwujęzyczna, zawiera wiele wydarzeń i anegdot związanych z tym budynkiem i otoczeniem, jest dość obiektywna, zawiera wiele interesujących zdjęć, lecz brak wyraźnego podkreślenia pozytywnych efektów z zagospodarowania „Daru Przyjaźni” fałszuje przekaz dla tak młodych, jak autorka. Aby mój przekaz był klarowny, przypominam, że jedyną sceną widowiskową w ówczesnej Warszawie była „Roma” z metalową kurtyną podnoszoną elektrycznie. Gdy w końcu wybrałem się do niej na Strawińskiego „Święto wiosny”, kurtyna się zacięła i nigdy już tego baletu nie obejrzałem. To było zaledwie 10 lat po wojnie i dlatego PKiN odegrał tak wielką rolę, i w życiu kulturalnym, i jako należycie godne miejsce dla instytutów PAN. Polecam, bardzo ciekawe wydanie lecz z powodów powyżej podanych nie mogę dać więcej niż 7 gwiazdek.
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na77 lat temu
Czarny ogród Małgorzata Szejnert
Czarny ogród
Małgorzata Szejnert
Trafnie napisał Kazimierz Kutz w swym posłowiu, że "Powstało imponujące dokonanie sztuki dziennikarskiej, zachwycająco bogate, zawsze konkretne, ale obiektywne". Sięgnęłam ponownie na półkę z książkami po tę fantastyczną opowieść o zagmatwanych losach Ślązaków i prawdziwym tle ich "niemieckich powiązań". Gdyby niektórzy politycy zechcieli przeczytać "Czarny ogród" z pewnością przestaliby snuć farmazony o "niemieckiej opcji". Otóż mamy istne dzieło, co do którego nie mylił się Kazimierz Kutz, znakomicie udokumentowane dzieje mieszkańców Górnego Śląska, tych zwykłych, harujących z dziada pradziada, ale i genezę powstania magnaterii przemysłowej najpierw z nadania cesarza Leopolda I Habsburga, a potem i kanclerza Bismarcka. Jesteśmy świadkami narodzin gigantycznych majątków, budowy pałaców i zamków, ale i ich upadku. Poznajemy kulisy powstania w XIX wieku Giszowca i Nikiszowca, górniczych dzielnic, które i dzisiaj mogłyby stanowić wzór nowoczesnej urbanizacji i socjalnych beneficjów, gdyby... No właśnie, gdyby. Książka Małgorzaty Szejnert to gotowy materiał na serial Netflix'a, to kopalnia wiedzy o czasach minionych, bez której teraz nie sposób zrozumieć nie tylko współczesnego oblicza Śląska, ale i globalnych zmian zachodzących na naszych oczach. Podobną wartość niesie ze sobą nagrodzona Nike powieść Zbigniewa Rokity "Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku", choć ma bardziej beletrystyczną formę. Szejnert, wybitna dziennikarka, wykonała z niesamowitą niezłomnością swą pracę, dzięki czemu nikt nie powinien twierdzić, że o niczym nie wiedział. "Książka pani Szejnert da się przyrównać do olbrzymiego meteorytu, który spadł na naszą ziemię. To z cała pewnością "dzieło życia" autorki. Dla mnie to arcydzieło w zbiorze śląskiej tematyki, które ukazują autentyczną magię Górnego Śląska i mądrą filozofię długiego trwania jego mieszkańców" - spuentował Kutz. Po raz kolejny umocniłam się w przekonaniu, że trzeba sięgać po przeczytaną wcześniej książkę, nie tylko po to, by zdjąć z niej kurz.
Kalina - awatar Kalina
oceniła na81 miesiąc temu
Pozostał gniew Dominik Rutkowski
Pozostał gniew
Dominik Rutkowski
Jaki piękny film mógłby powstać na bazie tej powieści! W taki to sobie sposób wzdychałam, co jakąś scenę, czytając tę książkę. Rozpocząłby się od intro, które zrobiłabym ze sceny końcowej zatrzymanej niczym na zdjęciu ze wszystkimi bohaterami tej opowieści w najdramatyczniejszym jej momencie. Dałabym możliwość widzowi wyrażenia swojej pierwszej, spontanicznej oceny osób zatrzymanych w kadrze i ich postawy, by potem zaskoczyć go i zmusić do konfrontacji z oceną po obejrzeniu całości filmu. Założę się, że zdecydowana większość ujrzałaby, może nawet z zaskoczeniem, zakres swojej tendencji do powielania utartych opinii i uprzedzeń, do dzielenia świata na biały i czarny, do oceniania historii anonimowej bez brania pod uwagę całej palety szarości, którą tworzy jednostka. Człowiek. To właśnie o subiektywizm historii i o tę szarość spróbował powalczyć autor tej powieści o czasach powojennych na polskim Pomorzu. W trakcie i tuż po przejściu wojsk radzieckich w drodze na Berlin. Autor zastosował jednak inną metodę niż moja na zmuszenie czytelnika do przyjrzenia się własnemu systemowi oceny historii. Najpierw, powolutku, naprzemiennie, zapoznawał z losami głównych bohaterów tej opowieści. Historii niby fikcyjnej, ale w dużej mierze opartej na niepublikowanych pamiętnikach jego dziadka. Stąd przewrotna informacja umieszczona na początku, tuż za stroną tytułową – "Dlatego jakiekolwiek podobieństwo historii zawartych w tej książce do autentycznych wypadków, jak też zbieżność nazwisk i charakterów powieści z rzeczywistymi postaciami nie są dziełem przypadku". Myślę, że tych „wypadków” i „charakterów” znalazłoby się bardzo dużo. Zwłaszcza że ich spektrum obejmowało typowych przedstawicieli najważniejszych grup społecznych uczestniczących czynnie lub biernie w drugiej wojnie światowej – dorośli i dzieci, mężczyźni i kobiety, żołnierze, cywile i jeńcy, patrioci i zdrajcy, podwładni i przełożeni. Zaplątani na własne życzenie, przez przypadek lub przymusowo, w miażdżącą machinę wojny. Fizycznie, psychicznie i moralnie. Był wiec Julek. Polak z Wileńszczyzny wracający z niemieckich robót do Polski, której już nie było, by w drodze powrotnej zostać tłumaczem rosyjskiego komendanta stacjonującego w pomorskim miasteczku. Był i Mirek. Hiwis. Ukrainiec walczący u boku Niemców o niepodległość własnego kraju. Był Iwan. Rosjanin z inteligenckiej rodziny spod Irkucka, który zaciągnął się do wojska pchnięty ideałami służby ojczyźnie. Wzór pozytywnego postępowania dla zdemoralizowanych współtowarzyszy broni wyznających zasadę – "Żyj dniem; jutra jeszcze nie ma, a wczoraj już minęło". Żołnierza, którego zrównał z pozostałymi kontrowersyjny pomnik. Była Alina. Polka wracająca z niemieckich robót do rodzinnego Płocka. I wreszcie Rysio. Trzynastolatek, któremu zdolność myślenia i mowy odebrał walący się dom w trakcie powstania warszawskiego. Krążyłam między tymi ludźmi z krwi i kości, z powoli odkrywaną przeszłością, poznając ich losy teraźniejsze i drogi, które miały się skrzyżować w pomorskim miasteczku. Wsłuchując się z uwagą w ich wewnętrzne myśli i wspomnienia sprzed wojny lub w momencie jej wybuchu, a potem w trakcie jej trwania. W smutne retrospekcje wyróżnione w tekście kursywą ukazujące wojnę z różnych perspektyw i przez odmienny pryzmat pochodzenia i doświadczenia. Ludzi z różnych stron frontu, ale jednakowo zagubionych – fizycznie, mentalnie czy moralnie. Próbujących na swój sposób przeżyć, przetrwać i wrócić do domu. Ujść z tej pożogi z życiem, często kosztem sumienia. Finał spotkania wszystkich bohaterów w pomorskim miasteczku nie zaskoczył mnie dramatyzmem. A był ogromny. Wiedziałam, że tak miała skończyć się ta historia. Taka musiała być, by nie pełniła tylko roli odtwórczej tamtych czasów. Nie była powieleniem autentycznych wspomnień. Ich podróbką, imitacją. Powieści o wojnie opisywanej przez pokolenie, które jej nie przeżyło, by tego uniknąć, muszą spełniać dodatkowe zadanie. Być trochę dydaktyczne dla współczesnego człowieka – jakkolwiek nieprzyjemnie by to zabrzmiało. Ukazać złożoność postaw bohaterów z obu stron frontu, nadać faktom historycznym twarz konkretnych ludzi i ożywić martwe fotografie, nadając im indywidualny, osobisty, człowieczy wymiar. By zadać kłam czasom pośpiechu i generalizacji, które wówczas nie były sprawiedliwe, bo takie być nie mogły, dzieląc i wrzucając wszystkich do jednego worka, do wspólnej, często anonimowej mogiły. Współczesne powieści o wojnie mają czas na zebranie materiałów, na przyjrzenie się szczegółom, na zastanowienie się, na analizę i na szeroką perspektywę historyczną, której brakowało bezpośrednim świadkom, by dać współczesnemu czytelnikowi szansę na własną ocenę zrywającą z generalizacją i uprzedzeniami. I właśnie taka jest ta opowieść! Jednak to, co w niej najwartościowsze, to wiarygodność. Efekt trudny do uzyskania (bo można popaść w patos!) przez człowieka, który wojnę zna tylko z opowieści lub źródeł tekstowych. Trzeba być niezwykle uważnym obserwatorem i wnikliwym badaczem o analitycznym umyśle, z dużą dozą otwartości na prawdę historyczną, z talentem do ożywiania przeszłości i przede wszystkim empatią, by móc przekazać wraz z tekstem emocje. I dokładnie autor wszystkie te cechy posiada. Dzięki temu zafundował mi rozdwojenie emocjonalne. Z jednej strony podziwiałam kunszt warsztatu pisarskiego, który widziałam w artyzmie opisów z dbałością o szczegóły, wywołujący we mnie zachwyt nad nim, a z drugiej strony te same opisy wprawiały mnie w smutek, bezsilność, przerażenie (scena Rysia z psami…) i obrzydzenie. Widziałam wojnę, jej przejawy i skutki odtworzone z naturalistyczną dokładnością, z twarzą konkretnego człowieka, balansując emocjonalnie między zachwytem nad stylem i siłą przekazu powieści a bólem sprawianym mi przez jej treść. Piękna forma i smutna fabuła. Jakiego przymiotnika mam użyć, by zmieścić w nim razem tak skrajne i odmienne pojęciowo słowa!? Bardzo rzadko zdarza mi się taka sytuacja, że brakuje mi określeń. I konsekwentnie powzdycham sobie ostatni raz – jaki piękny film mógłby powstać na bazie tej powieści! naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na85 lat temu
Piękne lata trzydzieste Andrzej Garlicki
Piękne lata trzydzieste
Andrzej Garlicki
Książka dekonstruuje mit o wspaniałej II RP i nieskazitelnym Piłsudskim. Bowiem po przewrocie majowym Marszałek konsekwentnie i brutalnie niszczył demokrację w Polsce, fizycznie prześladował opozycję, spacyfikował parlament i sądy. Apogeum tego procesu było osadzenie przywódców opozycji w twierdzy brzeskiej i obóz w Berezie Kartuskiej. Analogie ze współczesnością narzucają się same. W swojej książce profesor Garlicki, autor wielu książek o najnowszej historii Polski, rewiduje popularne u nas mity o wspaniałej II RP i nieskazitelnym bohaterze Piłsudskim. Rzecz jest bowiem dokładną kroniką systematycznego niszczenia przez Marszałka demokracji, począwszy od przewrotu majowego. Piłsudski stopniowo przejmował pełnię władzy, zaczął od wykonawczej w 1926r., od 1930r. w pełni kontrolował sejm i zdobył władzę ustawodawczą, nieco dłużej trwało podporządkowanie sądów, ale „w ostatnich latach istnienia II RP środowisko sędziowskie było już spacyfikowane”. Rzecz jest niepokojąco aktualna, bo to co się dzieje teraz w naszym kraju bardzo przypomina poczynania Marszałka. Garlicki pisze „Polska szła w złym kierunku ograniczania demokracji przy zachowywaniu jej pozorów, akceptowania w polityce brutalności i języka nienawiści, rządów elity pozbawionych kontroli społecznej.” Jakże aktualne słowa... Rozpoczął Piłsudski swą kampanię od brutalnych ataków na sejm, mówił m.in. „w każdym urzędzie pana posła należy usuwać za drzwi: jeśli zaś przy tym coś im dołożą – to także nie szkodzi.” Potem, w lecie 1930r., aresztowano i bez sądu umieszczono w twierdzy brzeskiej przywódców opozycji; poddawani tam byli najróżniejszym szykanom. Brutalnie odpowiadano na protesty w tej sprawie: gdy profesura uniwersytecka opublikowała list protestacyjny, odpowiedzią rządu była nowa „ustawa o szkołach wyższych, drastycznie ograniczająca ich autonomię, oraz polityka awansowa sekująca sygnatariuszy protestów brzeskich.” Brześć zrobiła fatalne wrażenie w Europie, bo w 1930r. nie znano jeszcze sowieckich łagrów i nazistowskich obozów koncentracyjnych, więc „Brześć był czymś nowym i przerażającym. Złamane zostały bowiem podstawowe normy państwa demokratycznego.”A po Brześciu były wybory do parlamentu, w której władze na szeroką skalę utrudniały kampanię wyborczą opozycji i zastraszały jej działaczy. Oczywiście obóz Piłsudskiego wygrał. A potem była jeszcze Bereza Kartuska, de facto obóz koncentracyjny, który „miała tylko jeden cel – złamać psychicznie osadzonych, tak aby już nigdy nie sprzeciwiały się władzom państwowym”, nic więc dziwnego, że bicie tam było codziennością. Obóz w Berezie istniał do września 1939r. Oczywiście w II Rzeczypospolitej istniały też osiągnięcia, o których wspomina Garlicki: zbudowano Gdynię, stworzono COP, dokonano wielu innych wspaniałych rzeczy, ale trzeba też pamiętać o złych rzeczach, a takimi były z pewnością brutalne niszczenie demokracji i dławienie społeczeństwa obywatelskiego. Pytałem się znajomych historyków o motywy działania Piłsudskiego, mówili, że opozycja była kiepska, że w Europie szalał kryzys ekonomiczny i polityczny, ale to są bardzo słabe usprawiedliwienia dla brutalnego wprowadzania władzy autorytarnej. Książka jest nierówna, czasami szwankuje chronologia, poza tym rozdziały o pojedynkach czy o życiu prywatnym Piłsudskiego wyglądają na sztucznie doczepione, mogłoby ich nie być bez żadnej szkody dla książki. Niemniej to ważna rzecz o historii II RP.
almos - awatar almos
ocenił na78 lat temu

Cytaty z książki Wspomnienia powstańca z getta warszawskiego

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wspomnienia powstańca z getta warszawskiego