The Death of Bunny Munro

Okładka książki The Death of Bunny Munro autora Nick Cave, 9781847677631
Okładka książki The Death of Bunny Munro
Nick Cave Wydawnictwo: Canongate Books Ekranizacje: The Death of Bunny Munro (2026) literatura piękna
278 str. 4 godz. 38 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Death of Bunny Munro
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wydania:
2009-01-01
Liczba stron:
278
Czas czytania
4 godz. 38 min.
Język:
angielski
ISBN:
9781847677631
Ekranizacje:
The Death of Bunny Munro (2026)
Średnia ocen

5,7 5,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup The Death of Bunny Munro w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

The Death of Bunny Munro



książek na półce przeczytane 413 napisanych opinii 83

Oceny książki The Death of Bunny Munro

Średnia ocen
5,7 / 10
7 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce The Death of Bunny Munro

avatar
1088
524

Na półkach: ,

Rzadko się tak zdarza, że nie mam krztyny współczucia czy zrozumienia dla głównego bohatera. To jeden z tych nielicznych przypadków, gdzie czekasz, aż to się skończy jak najgorzej dla głównego protagonisty w całym jego obleśnym jestestwie. Bunny - seksoholik, menda i wykolejeniec ciągnie za sobą bogu ducha winnego synka przez równie pochyłą swojej moralnej degrengolady. I pomimo jakiś niemrawych wysiłków autora, nic go nie usprawiedliwia. Wolę jednak jak Nick pisze piosenki i przy tym powinien chyba pozostać.

Rzadko się tak zdarza, że nie mam krztyny współczucia czy zrozumienia dla głównego bohatera. To jeden z tych nielicznych przypadków, gdzie czekasz, aż to się skończy jak najgorzej dla głównego protagonisty w całym jego obleśnym jestestwie. Bunny - seksoholik, menda i wykolejeniec ciągnie za sobą bogu ducha winnego synka przez równie pochyłą swojej moralnej degrengolady. I...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1036
359

Na półkach: ,

Cave w odsłonie prozatorskiej. "Śmierć..." to w sumie dość klasyczna powieść o antybohaterze, bardzo brudna, ale jeszcze bardziej smutna. Totalna degrengolada naszego protagonisty zaczyna się lekko niczym pijacka opowieść w stylu Bukowskiego, ale potem przeradza się w oniryczny moralitet i prowadzi nas wprost do piekła. Cave usypia czujność i wali w łeb. Naprawdę mocno.

Cave w odsłonie prozatorskiej. "Śmierć..." to w sumie dość klasyczna powieść o antybohaterze, bardzo brudna, ale jeszcze bardziej smutna. Totalna degrengolada naszego protagonisty zaczyna się lekko niczym pijacka opowieść w stylu Bukowskiego, ale potem przeradza się w oniryczny moralitet i prowadzi nas wprost do piekła. Cave usypia czujność i wali w łeb. Naprawdę...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
10
2

Na półkach:

Podziwiam autora za tak umiejętnie dobrane słowa, że budzą zachwyt i awersję oraz coś w stylu niedosytu kunsztem.

Podziwiam autora za tak umiejętnie dobrane słowa, że budzą zachwyt i awersję oraz coś w stylu niedosytu kunsztem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1073 użytkowników ma tytuł The Death of Bunny Munro na półkach głównych
  • 628
  • 434
  • 11
240 użytkowników ma tytuł The Death of Bunny Munro na półkach dodatkowych
  • 199
  • 21
  • 6
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki The Death of Bunny Munro

Inne książki autora

Nick Cave
Nick Cave
Nicolas Edward Cave (ur. 22 września 1957),muzyk, poeta, pisarz i aktor. Założyciel i członek The Boys Next Door – zespołu, który w późnych latach siedemdziesiątych zmienił nazwę na The Birthday Party. W 1984 The Birthday Party uległo rozwiązaniu, a dwóch jego członków – Nick Cave i Mick Harvey założyło grupę Nick Cave and the Bad Seeds. Pozostałymi muzykami zakładającymi tę grupę byli Blixa Bargeld, gitarzysta w Einstürzende Neubauten, Barry Adamson i Hugo Race. Inspiracją dla tekstów wykorzystanych na płycie była ówczesna dziewczyna Nicka Cave'a, Anita Lane, która została podana jako członkini zespołu (w istocie nie miała ona żadnego muzycznego wkładu w tę płytę). Przez ponad 20 lat istnienia, zespół Nick Cave and the Bad Seeds osiągnął znaczący sukces komercyjny, a niektóre ich utwory – w szczególności Where the Wild Roses Grow z płyty Murder Ballads, zaśpiewany przez Cave'a w duecie z Kylie Minogue – stały się światowymi przebojami. W chwili obecnej, spośród założycieli zespołu ostał się jedynie on. Blixa Bargeld odszedł w 2003, aby skupić się na pracy w Einstürzende Neubauten, a Mick Harvey opuścił zespół w 2009 roku z powodów osobistych oraz różnicy zdań w kwestiach muzycznych. Nick Cave wraz z kilkoma osobami ze składu The Bad Seeds (Warren Ellis, Martyn P. Casey, Jim Sclavunos) założył poboczny projekt Grinderman i w 2007 roku wydał pod szyldem tego zespołu płytę (Grinderman). W 1989 została wydana jego pierwsza powieść pod tytułem Gdy oślica ujrzała anioła, zaś w 2009 druga - Śmierć Bunny'ego Munro. Nick Cave jest współautorem wielu ścieżek dźwiękowych do filmów m.in. takich jak: Ghosts... of the Civil Dead, Propozycja (do którego był autorem scenariusza),Zabójstwo Jesse'ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda, The Road, The Girls of Phnom Penh, The English Surgeon
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Niezwykłe przygody Roberta Robura Mirosław Nahacz
Niezwykłe przygody Roberta Robura
Mirosław Nahacz
Dystopijno-psychodeliczny thrillero-kryminał? Gęsty, dobry język, ale męczący. Ogrom pracy, to na pewno. Od połowy książki traciłem coraz bardziej zaangażowanie w lekturę. Jest to coś innego niż jego wcześniejsza twórczość. Wcześniej ("Bocian i Lola") mamy rzeczywistość plastyczną, rozpadającą się, a tu natłok dookreślania jej opisami i ścisłe rzeźbienie fabuły, aż do przesady, bez chwili wytchnienia. To jest bardzo fabularne i bardzo filmowe. Tony dobrych, ale męczących, ścisłych opisów. Owszem, język jest świetny, ale jest go za dużo. A fabuła jest bardziej jak z thrillera. Prawie bez zwolnień tempa, aż do końcowej części. Do tego elementy sensacji/akcji. Trochę jak Dick na sterydach. Trzecia część trochę upuszcza ciśnienia, ale jest już za późno. Za dużo intrygi, sensacji i męczących opisów, by mi się spodobało jako całość. PS. O zakończeniu - ważne: wydaje się, że cała ta długa, męcząca intryga może być kamuflażem do wyrażenie zakończenia, które jest wg mnie o planach samobójczych autora. Jest to tak dosadnie wyrażone na tych 2, może 3 kartkach na ponad 500 całości, że nie sposób nie utożsamiać Robura, a przynajmniej tego końcowego fragmentu z Nahaczem. Dlatego mam wrażenie, może mylne, że miał plany na takie zakończenie życia, a ta książka jest pożegnaniem/wielkim literackim żartem, który na końcu uchyla rąbka tajemnicy. I tego nie sposób oceniać w kategorii gwiazdek, zwłaszcza jak ktoś lubi autora. Zaś sama książka to takie 7/10, przy czym jak komuś nie przeszkadza męcząca dla mnie jazda z intrygą opisywaną gęstymi, długim tekstem, to na pewno może być to dużo więcej. Koniec jest porażający, jeśli ktoś czuł jego pisanie. Jednak gdybym miał oceniać jego 4 książki, to "Bocian i Lola" jest najlepsza, potem reszta, a ostatnia formalnie jednak niżej. "Bombla" traktuję jako świetny eksperyment z monologów, być może częściowo opartych na nagrywaniu - o to "podejrzewam" Nahacza:) - a 84 jako długie opowiadanie/mikropowieść, więc ciężko je porównywać na równych zasadach z dwoma ostatnimi pozycjami. PS.2. Chyba się śpieszył z realizowaniem swojej decyzji - stąd może zgrzyt z Czarnym i również niedokończenie wydawania z Prószyńskim w normalny sposób. Nie oceniam jego decyzji, ale jest tak jasno widoczna w zakończeniu... Ciekawe, czy bliscy to czytali jak pisał.
Dzierzba - awatar Dzierzba
oceniła na63 lata temu
Joy Division i Ian Curtis. Przejmujący z oddali Deborah Curtis
Joy Division i Ian Curtis. Przejmujący z oddali
Deborah Curtis
,,Ian prowadził życie jakby według sprzecznych planów, które zmieniały się w zależności od tego, z kim przebywał i jakie korzyści mógł z tego odnieść" - już ten cytat pochodzący z książki żony Iana Curtisa zapowiada, że przedstawiony w niej obraz wokalisty Joy Divison odkrywa nieznane wcześniej jego oblicze. Znakomity film ,,Control"Antona Corbijna niewątpliwie przybliżył jego osobę jako zagubionego wrażliwego człowieka młodego człowieka zaś jego żona uzupełniła go o szczegóły , których może nie chcielibyśmy poznać .Niewątpliwie jej ocena jest subiektywna i surowa, ale jak może czuć się kobieta odepchnięta, porzucona z dzieckiem na rzecz muzyki i znajomych .Faktem jest, że Peter Hook w swej książce również potwierdził te informacje, tak więc nie są one tylko wyrazem zmyślonych fantazji .Deborah w swojej książce ukazuje Iana , którym niczym kamelon zmienia się w zależności od miejsca, w którym jest i z ludźmi , z którymi przebywał. Dla znajomych i członków zespołu był zabawnym towarzyszem , który nie stronił od wygłupów i imprez , który był charyzmatyczny na scenie i przyciągał publiczność .Przy nich Ian nie narzekał na swoją chorobę, udawał, że to tylko chwilowe napady, a tak naprawdę z każdym zagranym koncertem stawał się wrakiem człowieka. Widziała to tylko żona - była jednym świadkiem jak dużą cenę musiał płacić Ian (jak również ona i ich córka).Po powrocie Ian był nieobecny , miał coraz dłuższe ataki padaczki - właściwie go nie było. Opowieść żony Curtisa to smutna historia, o pięknych młodych ludziach , którzy w rok po ślubie stali się sobie obcy, o tym, że tworzenie muzyki często przynosi ból i cierpienie. O wielkiej samotności Iana i Deborah, o egoizmie ludzkim ...o tym jak trudno być dojrzałym , gdy ma się dwadzieścia lat i jak trudno spełniać marzenia i , że nie każdemu jest to dane. Poruszająca opowieść warta przeczytania, pomimo tego, że napisana w sposób chaotyczny i jakby na kolanie.
Amethis - awatar Amethis
ocenił na68 miesięcy temu
W drodze Jack Kerouac
W drodze
Jack Kerouac
trochę się rozczarowałem tą książką. myślałem, że Jack Kerouac pisze bardziej treściwie, opisowo i poetycko - tak przynajmniej zapewniał Ginsberg, który mówił, że Kerouac, to wielki pisarz pokolenia bitników. nic bardziej mylnego, treść tej książki to szybka, oszczędna i pobieżna relacja z paru wycieczek na pałę po Stanach Zjednoczonych I Meksyku. a ja tak bardzo chciałbym te Stany poznać, właśnie dzięki wyobraźni. chuja! trzeba jednak będzie jechać. myślę, że z tych waletowych tripów można by zrobić kilka tomów "w drodze", ładnie to wszystko przedstawić, nakreślić, tak by dla czytelników spoza USA książka stała się wręcz przewodnikiem bez ilustracji. trochę żal mi Dean'a, był takim typowym RollingStonem, toczył się po tych Stanach i Meksyku i nigdzie nie umiał zapuścić korzenia. niby ojca szukał. znam jemu podobnych, może nie tak światowych, ale za to płodnych. za 500+ się bujają po mieście. tak się zastanawiałem (bo muszę przyznać, że lubię podróżować) jak zrobić taki trip w mojej rzeczywistości. otóż można. po Europie. trzeba by tylko samochodu, worka pieniędzy na benzynę oraz na opłaty autostradowe. chyba że można by na stopa, ale nie wiem czy moim wieku poradziłbym sobie z takim dyskomfortem. fajnie się czytało i mega mi się podobało mimo tego całego, pieprzonego hype'u. teraz, gdy mam już w głowie całą tą historię, zobaczę sobie film i porównam swoje wyobrażenie do tego co zaproponował reżyser.
Polubic_czytanie - awatar Polubic_czytanie
ocenił na61 miesiąc temu
Trainspotting Irvine Welsh
Trainspotting
Irvine Welsh
Są książki, które czyta się dla przyjemności, i są takie, które czyta się mimo wszystko. „Trainspotting” Irvine’a Welsha zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To powieść, która nie zabiega o sympatię czytelnika — raczej testuje jego odporność. Nie bez powodu najpierw trafiła na listę nominacji do Nagrody Bookera, by chwilę później z niej zniknąć, gdy część jurorów uznała ją za zbyt wulgarną i zbyt obrazoburczą. Reakcje skrajne? Jak najbardziej. Zachwyt? Nie zawsze. Obrzydzenie? Bardzo często. Welsh zabiera nas na obrzeża Edynburga, gdzie życie grupy młodych ludzi toczy się w rytmie bójek, przypadkowego seksu, drobnych kradzieży i heroiny. To świat, który większość społeczeństwa woli omijać szerokim łukiem — i właśnie dlatego autor wpycha nas w niego bez ostrzeżenia. Nie po to, by szokować, ale by pokazać, że za brudem i chaosem kryją się ludzie, którzy próbują jakoś przetrwać. Nie są to „przypadki socjalne”, lecz bohaterowie z własnym, pokręconym systemem wartości, lojalnością i emocjami, których nie da się sprowadzić do prostych etykiet. Forma powieści tylko wzmacnia to doświadczenie. Wieloosobowa narracja, szkocki dialekt, potok wulgaryzmów i hiperrealistyczne opisy sprawiają, że lektura bywa męcząca, a momentami wręcz odpychająca. Ale właśnie w tej bezkompromisowości tkwi siła „Trainspotting”. To książka, która nie udaje, że świat jest ładny. Nie wygładza rzeczywistości, nie moralizuje, nie oferuje łatwych emocji. Zmusza do konfrontacji z tym, co niewygodne. I może dlatego tak trudno ją jednoznacznie ocenić. „Trainspotting” nie jest literaturą do kochania — jest literaturą, która zostaje pod skórą. To nie jest opowieść o narkomanach. To opowieść o ludziach, których społeczeństwo wolałoby nie widzieć. A Welsh, zamiast ich potępiać, daje im głos. I choć ten głos bywa brudny, chaotyczny i nieprzyjemny, to właśnie on brzmi najbardziej prawdziwie.
Mac Drew - awatar Mac Drew
ocenił na89 dni temu
Sprzysiężenie osłów John Kennedy Toole
Sprzysiężenie osłów
John Kennedy Toole
„Sprzysiężenie osłów” to powieść, która nie przypomina niczego innego. I całe szczęście :) Nie wiem, czy bardziej się śmiałam, czy kręciłam głową z niedowierzaniem. Bo ta książka jest… dziwna. Dzika. Złośliwa. Momentami przytłaczająca, a chwilę później genialna. I właśnie to sprawia, że trudno ją zapomnieć. Ignacy J. Reilly – główny bohater – to postać, której nie da się lubić. Ale też nie da się przestać go obserwować. Tłusty, rozwrzeszczany, niezdolny do życia, rozdęty od własnego ego i misji zbawiania świata. A jednocześnie: śmieszny, błyskotliwy i bardzo tragiczny. Bo pod tą groteską kryje się samotność i zupełne oderwanie od rzeczywistości. To opowieść o Nowym Orleanie, o Ameryce lat 60., o upadku ideałów, o chaosie, o matkach i synach, o pracy, której nikt nie chce, i o geniuszu, który nie potrafi się odnaleźć w realnym świecie. Ale tak naprawdę to książka o tym, jak trudno być człowiekiem, gdy nie pasujesz do żadnego systemu. Styl? Momentami jazda bez trzymanki. Dialogi są tak dobre, że czasem trzeba je przeczytać dwa razy – raz żeby się śmiać, drugi żeby docenić konstrukcję. Nie zawsze mi było z tą książką wygodnie, ale nie żałuję ani jednej strony. Bo takich powieści się nie czyta dla komfortu. Czyta się je po to, żeby sobie przypomnieć, że świat nie musi być uporządkowany, żeby był genialny. Polecam
Diana - awatar Diana
oceniła na85 miesięcy temu
Lęk i odraza w Las Vegas Hunter S. Thompson
Lęk i odraza w Las Vegas
Hunter S. Thompson
W liceum kumpel pokazał mi film, który funkcjonował na naszym rynku jako „Las Vegas Parano”. Kumpel, który był zawsze wkurzony na polskie tłumaczenie tego tytułu, chodził w rybackiej czapeczce, palił fajki za szkołą, nabijając je wcześniej na lufkę – chciał stworzyć swoją podręczną walizkę Raoula Duke’a, ale – jak to bywa w polskiej kulturze remiksu – skończyło się na plecaku z całą galaktyką swojskich „multicolored uppers, downers, screamers, laughers”. Pamiętam, jak siedzieliśmy razem na angielskim w bardzo małej salce w noworudzkim liceum, a kumpel, bazgrając abstrakcyjne, psychodeliczne arabeski na ostatniej stronie w zeszycie, powiedział smutny, że wczoraj Thompson palnął se w łeb. Wtedy to po mnie spłynęło, ale już chwilę później, gdy obejrzałem z pięć razy, ściągnięty z torrentów „Fear and Loathing in Las Vegas”, pohukując w trakcie seansów i klaszcząc w łapy jak kapucynka, i mnie dorwała kula wystrzelona z hunterowskiej czterdziestki czwórki. Trzy lata później „Lęk i odraza…” w wersji książkowej wylądował wreszcie na polskiej ziemi, ale z 37-letnim poślizgiem w stosunku do amerykańskiej premiery. Leżałem sobie w cieszyńskim akademiku i nagle poczułem, że ówczesna dziewczyna rzuciła mnie czymś w banię. Podniosłem pocisk, który okazał się drogocenną książką w pomarańczowej okładce. Takimi prezentami można dawać się nokautować każdego dnia. Był kwiecień, taki jakie zdarzają się tylko na południu Polski, kiedy zaczyna buzować ten przedwczesny letni kocioł. To była piękna, uroczysta chwila: wzułem klapki, ubrałem krótkie spodenki, skoczyłem po dwa Żubry do Żaby i udałem się na górkę, która piętrzyła się nad cieszyńskim kampusem, a z której można było omiatać wzrokiem kawał miasta i okoliczne wzgórza. Położyłem się w młodej, nagrzanej już słońcem trawie, odpaliłem butlę i wpadłem po raz kolejny do tej soczystej, thompsonowskiej nory. Mówi się, że z tripu wraca się z obciętym językiem, że próba oddania tego rodeo synaps z pomocą śliskich liter to jak tańczenie o architekturze. Podobnie mam z tą powieścią – nie chce mi się o niej gadać, chcę ją przeżywać. Kiedyś trafiłem na próby interpretacji „Lęku i odrazy…”, interpretacji w takim polonistycznym duchu. I zesrałem się ze śmiechu, gdy jakaś doktorantka gryzmoliła, że pustynia, przez którą prują cadillakiem na początku książki Raoul Duke i jego samoański adwokat, jest metaforą nihilizmu nixonowskiej Ameryki. Dla mnie ta pustynia była po prostu metaforą dobrej jazdy. Lata później łyknąłem sobie „Fear and Loathing…” w oryginale i spodobała mi się ta powieść jeszcze bardziej. Jednak inaczej układają się w głowie takie słowa jak „freak, acid head, uppers, downers, savage, bastards” niż ich polskie ekwiwalenty, mimo tego, że nasze tłumaczenie było naprawdę brawurowe. I niewiele opowiedziałem o tej książce, ale nie ma tu o czym gadać – to święty tekst kontrkultury, dziki rollercoaster, gdzie każde słowo siedzi dokładnie na swoim krzesełku. Teraz tak jest, że mamy lęk, niech już zostanie na zawsze.
Andrzej Belgrad - awatar Andrzej Belgrad
ocenił na97 miesięcy temu

Cytaty z książki The Death of Bunny Munro

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki The Death of Bunny Munro