W kleszczach lęku

Okładka książki W kleszczach lęku autora Henry James, 9788378390725
Okładka książki W kleszczach lęku
Henry James Wydawnictwo: Prószyński i S-ka literatura piękna
232 str. 3 godz. 52 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Turn of the Screw
Data wydania:
2012-03-08
Data 1. wyd. pol.:
2012-03-08
Liczba stron:
232
Czas czytania
3 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378390725
Tłumacz:
Witold Pospieszała
Średnia ocen

5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup W kleszczach lęku w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki W kleszczach lękui

Horror w stylu retro



2479 64 61

Oceny książki W kleszczach lęku

Średnia ocen
5,9 / 10
350 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce W kleszczach lęku

avatar
460
163

Na półkach: , , , , , ,

"Dokręcanie śruby" to jedna z tych książek, o których chętnie czytam, ale które same nie sprawiają aż tyle przyjemności.
Ciekawsze od tej prostej opowieści są różne jej interpretacje, z których większość musi być nietrafiona, ale wszystkie są interesujące.
Sama historia jest dość prosta i schematyczna. Również takież są rysy jej głównych bohaterów. Niemniej warto ją przeczytać chociażby po to, żeby spróbować ją samemu zinterpretować. Każdy może ujrzeć w tej historii coś innego, co jest przecież magią literatury.

"Dokręcanie śruby" to jedna z tych książek, o których chętnie czytam, ale które same nie sprawiają aż tyle przyjemności.
Ciekawsze od tej prostej opowieści są różne jej interpretacje, z których większość musi być nietrafiona, ale wszystkie są interesujące.
Sama historia jest dość prosta i schematyczna. Również takież są rysy jej głównych bohaterów. Niemniej warto ją...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
543
230

Na półkach: , , , , , , , , , ,

Fabuła / Zwroty akcji 6/10
Bohaterowie 6/10
Świat przedstawiony 7/10
Narracja / Styl / Humor 6/10
Przesłanie / Problematyka 8/10
Klimat / Subiektywne odczucia 8/10

PODSUMOWUJĄC 7/10
Przepraszam, że to napiszę, ale styl turaj JEST przekombinowany. Istnieje bardzo cienka granica pomiędzy językiem gotyckim, skomplikowanym i trudnym - ale satysfakcjonującym - a językiem po prostu... "Zbyt": przesadzonym, sztucznym, takim który zamiast atmosferę budować, ją podminowuje. I tutaj granica ta została - minimalnie, bo minimalnie - ale przekoroczona. A szkoda, bo gdyby nie to, książka miałaby o wiele mocniejszy efekt: tajemnicza, niejednoznaczna, pełna niedopowiedzeń. Aczkolwiek tutaj też, no, dało się lepiej, bo tych niedopowiedzeń: w tle dla naszych duchów, w motywacjach postaci, w historii dworu; też było trochę za dużo. Autor zwyczajnie przesadził. Do takiej Shirley Jackson się niestety nie umywa :(

Fabuła / Zwroty akcji 6/10
Bohaterowie 6/10
Świat przedstawiony 7/10
Narracja / Styl / Humor 6/10
Przesłanie / Problematyka 8/10
Klimat / Subiektywne odczucia 8/10

PODSUMOWUJĄC 7/10
Przepraszam, że to napiszę, ale styl turaj JEST przekombinowany. Istnieje bardzo cienka granica pomiędzy językiem gotyckim, skomplikowanym i trudnym - ale satysfakcjonującym - a językiem po...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1204
904

Na półkach: ,

O guwernantce, co widziała zjawy.
Och, mój borze, co to było, to ja nawet nie wiem. Główną bohaterką jest guwernantka, która sprawia wrażenie jakby nie wszystko było z nią całkiem w porządku (albo mówiąc wprost, jakby była naprawdę zdrowo szurnięta),ale to jej wcale nie przeszkadza, żeby być na tropie jakiegoś wielkiego spisku, w którym główne role odgrywają totalnie robotyczne dzieci, którymi miała się opiekować i konszachtujące z nimi potępione dusze z zaświatów, bo to zawsze spoko pomysł i całkiem racjonalny. Ale o co tam właściwie chodziło, to zabijcie mnie, ale za cholerę nie wiem. Po pierwsze dlatego, że wywód pani guwernantki był tak krańcowo nudny, że ciężko mi się było na nim skupić - bardziej drętwej książki to ja już dawno nie czytałam. A po drugie, jest to pisane tak irytująco niejasno, że idzie się załamać - bohaterka np. nie ma w zwyczaju zbyt często używać imion, bo woli zaimki, więc ciągle pojawia się jakiś on, ona, oni, a to za każdym razem chodzi o kogoś innego, albo wysnuwa jakieś konspiracyjne teorie, z których połowy trzeba się samemu domyślić, bo ona nie powie wprost. I może by się nawet dało nadążać za tym jej chorym tokiem rozumowania, jakby się człowiekowi skrajnie znudzony mózg nie wyłączał co pięć minut. Dramat.

O guwernantce, co widziała zjawy.
Och, mój borze, co to było, to ja nawet nie wiem. Główną bohaterką jest guwernantka, która sprawia wrażenie jakby nie wszystko było z nią całkiem w porządku (albo mówiąc wprost, jakby była naprawdę zdrowo szurnięta),ale to jej wcale nie przeszkadza, żeby być na tropie jakiegoś wielkiego spisku, w którym główne role odgrywają totalnie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1819 użytkowników ma tytuł W kleszczach lęku na półkach głównych
  • 906
  • 894
  • 19
293 użytkowników ma tytuł W kleszczach lęku na półkach dodatkowych
  • 210
  • 18
  • 16
  • 14
  • 13
  • 12
  • 10

Tagi i tematy do książki W kleszczach lęku

Inne książki autora

Okładka książki Z duchami przy wigilijnym stole Grant Allen, John Day, Stefan Grabiński, Henry James, Jan Łada, Bolesław Leśmian, Eliza Lynn Linton, Margaret Oliphant, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Henryk Rzewuski, Walter Scott, Ellen Wood
Ocena 6,5
Z duchami przy wigilijnym stole Grant Allen, John Day, Stefan Grabiński, Henry James, Jan Łada, Bolesław Leśmian, Eliza Lynn Linton, Margaret Oliphant, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Henryk Rzewuski, Walter Scott, Ellen Wood
Henry James
Henry James
Amerykańsko-brytyjski pisarz, krytyk i teoretyk literatury. Henry James urodził się w Nowym Jorku 15 kwietnia 1843, jako drugie z pięciorga dzieci (William, ur. w 1842, Garth Wilkinson, ur. w 1845, Robertson, ur. w 1846, i Alice, ur. w 1848) Henry'ego Jamesa seniora i Mary Robertson Walsh. Dzięki fortunie dziadka rodzina nie znała problemów finansowych. Brat Henry'ego Jamesa, William James, został profesorem Uniwersytetu Harvarda i jednym z prekursorów pragmatyzmu. Istniała między nimi pewna rywalizacja, mimo że więzi, które ich łączyły, były bardzo silne. Po 5-letnim pobycie w Europie rodzina przeniosła się do Nowej Anglii, gdzie pozostała do końca wojny domowej. We wrześniu 1862, Henry zapisał się na wydział prawa Uniwersytetu Harvarda, który później porzucił, poświęcając się twórczości literackiej. Pierwszą swą nowelę opublikował w 1864 anonimowo. The Story of the Year, jego pierwsze podpisane opowiadanie, ukazało się w marcu 1865 w Atlantic Monthly. Od lutego 1869 do wiosny 1870 James podróżował po Europie, udając się najpierw do Anglii, później do Francji, Szwajcarii i Włoch. Po powrocie do Cambridge opublikował Watch And Ward (1871). W 1915, zawiedziony postawą USA wobec Wielkiej Wojny, przyjął obywatelstwo brytyjskie. Umarł kilka tygodni później, 28 lutego 1916 roku, po dwóch atakach serca. Twórczość Henry'ego Jamesa dzieli się na trzy okresy. W pierwszym skupiał się na Amerykanach (np. A Passionate Pilgrim, Daisy Miller czy Portret damy (The Portrait of a Lady)),w drugim opisywał angielskie społeczeństwo (np. powieść What Maisie Knew, gdzie przedstawił społeczeństwo ówczesnej Anglii z perspektywy dziecka),w trzecim pisał najbardziej złożone powieści (np. Ambasadorowie (The Ambassadors) o europejskim i amerykańskim społeczeństwie).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Mnich Matthew Gregory Lewis
Mnich
Matthew Gregory Lewis
Kluczowym motywem powieści jest kwestionowanie rzekomej świętości gorliwie wierzących przedstawicieli Kościoła, których czystość i oddanie wierze jest wręcz cechą tak szczególną i tak podporządkowującą życie, że główny bohater – nowo przybyły opat (przełożony opactwa) – szybko zyskuje sławę. Do kościoła przybywają licznie ludzie zainteresowani jego postacią. Choć już na początku poddaje się pod wątpliwość pobożność zgromadzonych, gdzie autor, wymieniając powody, wskazuje, że chociażby mężczyźni przybyli dla kobiet, a te, by się pokazać, inni z kolei są zaciekawieni wystąpieniem Mnicha, o którym jest głośno, jeszcze inni z braku laku – Ambrozjo ukazuje nam się jako osoba niesłychanie charyzmatyczna, skupiająca swoimi kazaniami całą uwagę tłumu, choć jednocześnie surowa. Przemawia z pozycji osoby, która chlubi się tym, że dotąd żyła w całkowitym odosobnieniu, w pełnej cnotliwości, zgłębiając tajniki wiary. Szybko zostaje zasugerowane pytanie, czy osoba tak wielbiona, nieznająca de facto życia, niemająca dotąd okazji, by w ogóle opierać się pokusom, których niechybnie z racji dużego autorytetu w nowej roli będzie cała masa – ulegnie swoim tłumionym zapędom (i, jak się potem okazuje, naturalnie gwałtownemu temperamentowi),czy może pozostanie niezłomna? Rzecz jasna odpowiedź się sama narzuca. Czytawszy książkę, będziemy śledzić upadek postaci i przekonamy się, kiedy wiara jest de facto szatą próżności, a w istocie mamy do czynienia z obłudą. Ambrozjo nie jest jedynym głównym bohaterem – mamy jeszcze kilka innych ważnych postaci, których los wzajemnie się będzie przeplatał i będzie nam dane poznać różne perspektywy wydarzeń. Wspólną dla bohaterów osią tematyczną jest pewnego rodzaju targanie się z życiem, skomplikowane konfiguracje romantyczne, zakazane miłości, uleganie namiętności. Kto po drodze będzie mógł liczyć na odkupienie, jakie będą konsekwencje decyzji bohaterów w związku z folgowaniem swoim popędom, gdzie w tym wszystkim miejsce na miłość – to są kwestie, których rozwinięcia będziemy ciekawi, czytając książkę. Mimo kwiecistego języka czyta się to szybko z racji dynamicznej akcji i samą w sobie nęcącą tematykę powieści. Przebija się przez książkę pewien melodramatyzm, atmosfera jest gotycka, są motywy fantastyczne w postaci zjaw, diabłów, mamy scenerię zamków i cmentarzy – to wszystko mnie dodatkowo zaangażowało. Oczywiście widać, że autor, pisząc, był bardzo młody, miał 19 lat. Książka miała szokować i być sensacyjna, niemniej zagadnienia, które nią podejmują, są jak najbardziej realne i skłaniają do własnej refleksji, a język, jakim opisuje powab cielesnych uciech, kobiecego piękna i pragnienia pewnego wręcz terytorialnego i łapczywego zdobycia niewieściej cnoty, stanowi estetyczną ucztę.
Kaanashi - awatar Kaanashi
ocenił na818 dni temu
Zamczysko w Otranto Horace Walpole
Zamczysko w Otranto
Horace Walpole
„Zamczysko w Otranto” Horace’a Walpole’a z 1764 roku jest uważane za pierwszą powieść gotycką. Kojarzone wówczas negatywnie z barbarzyństwem, nazwa ta wzięła się z fascynacji średniowieczem autora, który kupił nawet na własność gotycką posiadłość nad brzegiem Tamizy. Założył w niej wydawnictwo. Umożliwiło to mistyfikację autorstwa powieści. Walpole ukrywał się pod postacią tłumacza, który odkrył egzemplarz włoskiego oryginału u pewnej „starej katolickiej rodziny”. Po sukcesie opowiadania Walpole ujawnił się jako autor „Zamczyska”. Akcja dzieje się w połowie XIII wieku na południu Włoch. Książę Manfred bezprawnie zamieszkuje tytułowy zamek i nie cofnie się przed niczym, aby tak pozostało. Jego jedynego syna przygniata w dniu ślubu ogromny szyszak, co przypomina Manfredowi złowrogą przepowiednię. Rozwój wypadków to komedia pomyłek. Księciu krzyżuje plany pojawienie się wieśniaka, który okazuje się ostatnim potomkiem prawowitego dziedzica zamku. Manfred chce poślubić niedoszłą wdowę po swoim synu dla uprawomocnienia władzy, jednak w przypływie zazdrości omyłkowo zabija swoją córkę. Książę wreszcie upada i udaje się do zakonu. Tej prostej historii z morałem towarzyszą żyjące obrazy, złowrogie korytarze, olbrzymy w galeriach i nieumarłe zjawy. Ten element grozy dzisiaj może śmieszyć, ale w XVIII wieku był zupełnym novum. „Zamczysko w Otranto” rozbudziło fantazję i zainteresowanie przeszłością współczesnych. Ożywienie duchów i upiorów oraz balladyczny charakter utworu to zapowiedź romantyzmu. Walpole otwarcie czerpał z Szekspira, który też uchodził za fantastę. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na78 miesięcy temu
Daisy Miller Henry James
Daisy Miller
Henry James
„Daisy Miller” to jedna z tych krótkich powieści, które mimo swoich niespełna 100–120 stron zostają z czytelnikiem na długo. Henry James stworzył tu coś, co można jednocześnie czytać jako elegancką satyrę obyczajową i zarazem, subtelny dramat psychologiczny. Główna bohaterka, młoda Amerykanka Daisy Miller, przyjeżdża do Europy z matką i młodszym bratem. Jest piękna, spontaniczna, pewna siebie, rozmawia z każdym, spaceruje samotnie z panami wieczorem, jeździ na wycieczki bez przyzwoitki i generalnie zachowuje się w sposób, który w oczach „starej Europy” (i wielu rodaków) jest co najmniej skandaliczny. Cała powieść jest właściwie spojrzeniem na Daisy oczami Winterbourne’a – młodego, dość sztywnego Amerykanina wychowanego w Europie. To on (i czytelnik razem z nim) próbuje rozszyfrować: czy Daisy jest po prostu niewinną, nowoczesną dziewczyną, czy lekkomyślną flirciarą, czy może świadomie prowokuje, czy też jest ofiarą własnych zasad, które nie pasują do otoczenia. Zachwyca absolutnie mistrzowska, precyzyjna proza Jamesa – każde zdanie jest ważone, każde niedopowiedzenie ma znaczenie. To co mi się podobało, to genialnie pokazane napięcie między tym, co powiedziane, a tym, co naprawdę myślały postaci. Dobrze wypada Daisy jako postać – nie da się jej jednoznacznie lubić ani potępić, i właśnie to jest siłą powieści. Co może irytować: bardzo powolne tempo (to klasyczny James – akcja dzieje się głównie w głowach),a finał, choć logiczny i gorzki, u niektórych czytelników wywołuje wrażenie „i po co to wszystko było?” „Daisy Miller” to arcydzieło małej formy – eleganckie, niejednoznaczne, trochę okrutne, trochę melancholijne. Nie jest to książka, która porywa emocjonalnie jak wielki romans, ale zostaje w głowie jak dobrze skrojony, trochę za ciasny garnitur – wiesz, że coś jest nie tak, ale nie możesz przestać na to patrzeć. Książka zekranizowana w 1974 roku, przez Petera Bogdanovicza, przeczytana w ramach marcowego wyzwania czytelniczego.
Janszklanko - awatar Janszklanko
ocenił na829 dni temu
Ambasadorowie Henry James
Ambasadorowie
Henry James
Jestem w rozterce i jak śpiewał pewien pieśniarza, stoję na rozstaju dróg. „Ambasadorowie” to dzieło, które Henry James nazwał swoim opus magnum, więc jakże tu wybrnąć z czytelniczego ambarasu i tak pokręcić nosem, żeby nie było wstydu, a z opresji wyjść z godnością? Lambert Strether przybywa z Ameryki do Paryża, by na polecenie swojej majętnej narzeczonej ratować jej syna, na którego za oceanem czeka równie majętna panienka, gotowa za niego pójść z wiankami i posagiem, podczas gdy on, niepoprawny młodzieniec, ma za nic rodzinny honor i plany matrymonialne mamĄ i za nic w świecie nie chce wracać na domowe łono. Lambert ma cel jasny – wziąć gagatka za frak i nawet siłą wrzucić na statek. Jeśli zawiedzie, jego marzenia o ożenku i wejściu w posiadanie tego samego skądinąd majątku, który ma przypaść Chadowi, przepadną jak chłopak w Paryżu właśnie. Oczywiście sprawa się komplikuje, bo jak wieści niosą, Chad wpadł w towarzystwo pewnej damy, która wodzi go na pokuszenie (a to już, proszę państwa, niemal skandal!). Co gorsza, jest to dama wiekowa (tak po trzydziestce),żonata i w dodatku matka pięknej podobno córki. Biedny Lambert wpada więc w różnego rodzaju towarzyskie stosunki, więzi, układy i znajomości, przez co głównie zajmuje się rozmowami i to przeważnie z damami. Duma, spaceruje i znów peroruje, siada w kawiarniach i rozmawia, po czym idzie do parku i znów deliberuje, później myśli o tym, co powiedział i co usłyszał, by nad ranem przy kawie i widoku na paryskie fasady znów dumać nad sensem całego tego przedsięwzięcia. I moja rozterka wynika z faktu prostego – tu w rzeczywistości niewiele się dzieje, historia raczej się sączy niż płynie, ale nie ma się czemu dziwić, skoro James jest uważany za mistrza powieści psychologicznej. To w sercach, duszach, a także – co jest pewnym urokiem – spojrzeniach, półuśmiechach i złośliwościach jego bohaterów dzieje się więcej niż na ich językach. Jest to powieść potężna objętościowo, a że układ rozdziałów się powtarza, doprowadza to do pewnego znużenia (James zastosował metodę następującą: przyglądamy się analizie wydarzeń z poprzedniego rozdziału, którą skrupulatnie przeprowadza Strether, po czym autor przechodzi do opisywania dalszej „akcji”, która sprowadza się do kolejnych dialogów i tak w kółko). Urzeka Paryż i południowa Francja, wszelkie te arystokratyczne „stosunki”, zestawienie bogatej amerykańskiej pruderyjności z europejską nonszalancją. I sam Strether to postać ciekawa, nieco naiwna, ale poczciwa, która sama wreszcie przechodzi oczekiwaną (przynajmniej przeze mnie) przemianę. Jest w „Ambasadorach” piękna literatura polana jedynym w swoim rodzaju lukrem znużenia, co jest najlepszym dowodem, że „Ambasadorowie” słusznie zaliczani są do klasyki. Przekład Marii Skibniewskiej.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na63 miesiące temu
Opowieści niesamowite z języka niemieckiego Johann Wolfgang Goethe
Opowieści niesamowite z języka niemieckiego
Johann Wolfgang Goethe Gustav Meyrink Thomas Mann E.T.A. Hoffmann Henryk Mann Ludwig Bechstein Ludwig Tieck Hanns Heinz Ewers Friedrich Gerstäcker Heinrich von Kleist Karl Hans Strobl Joseph von Eichendorff Wilhelm Hauff Theodor Storm Jeremias Gotthelf Paul Heyse Friedrich de la Motte Fouqué Dauthendey Max Oskar A.H. Schmitz Georg von Schlieben Paul Ernst Paul Rohrer
Niezależnie od mojej osobistej oceny, książki z serii „opowieści niesamowite” wyróżniają się dobrą jakością. Wybór opowiadań, tłumaczenie i budowa książki – to wszystko zostało przygotowane z wielką dbałością i poszanowaniem dla czytelnika. Nie inaczej przedstawia się sprawa z „Opowieściami niesamowitymi z języka niemieckiego”. Nie tylko nazwiska autorów są różnorodne, ale także tematyka samych opowiadań. Mściwe zjawy, wątki metafizyczne, abstrakcyjne sytuacje, szaleństwo w różnej postaci, szczypta humoru, pakty z diabłem są tylko małym ułamkiem tego, co czytelnika czeka. Wiele tych niesamowitości powstało właśnie w Niemczech, a te z kolei miały duży wpływ na twórców zagranicznych. Literatura niemiecka kojarzy mi się najbardziej z zakurzonymi klasykami, choć trzeba przyznać, że niektóre opowiadania wydają się mieć zaskakująco nowoczesny klimat. Obok znanych tytułów zaprezentowano także te, które zadebiutowały translatorsko w tej książce. Stwarza to doskonałą okazję do przybliżenia twórczości danego autora. Ma to swoje zalety, ale też wady. Przypomina mi to trochę testowanie próbek zapachowych od perfum, których z dużym prawdopodobieństwem nigdy nie dostanę w postaci butelkowej. Szkoda, ale ci, którzy zadowolą się tymi wybranymi opowiadaniami, znajdą się w dogodniejszej sytuacji. Oczywiście nie należy też zapomnieć o wspaniałym wstępie germanisty Gerarda Koselleka i zapierającej dech w piersiach analizie Macieja Płazy. Panowie wykazali się nie tylko znakomitą wiedzą na temat wybranych utworów, ale także świetną orientacją w omawianym przedziale czasowym.
Ann-chan - awatar Ann-chan
ocenił na71 rok temu
Piknik pod wiszącą skałą Joan Lindsay
Piknik pod wiszącą skałą
Joan Lindsay
"Piknik pod Wiszącą Skałą” zaczyna się następującymi słowami: 🔰„Czytelnicy muszą sami zdecydować, czy wypadki opisane w książce są zmyślone czy prawdziwe. Ponieważ ów fatalny piknik odbył się w roku tysiąc dziewięćsetnym i wszystkie postaci występujące w książce dawno już nie żyją, wydaje się to nieistotne." Joan Lindsay otoczyła swoją powieść nimbem tajemnicy, która nigdy nie została wyjaśniona. Zniknięcie pensjonarek staje się jeszcze bardziej tajemnicze, gdy ginie również nauczycielka, a także, gdy najpierw Edyta a później Irma, biorące udział w pechowym spacerze pod legendarną Wiszącą Skałę, nie są w stanie niczego logicznie wyjaśnić. Ta dziwna zagadka pełna niewytłumaczalnych zjawisk działa na wyobraźnię czytelników podobnie jak tajemnica Trójkąta Bermudzkiego. Wokół wydarzeń, które rozegrały się pod Wiszącą Skałą, narastały przez lata coraz to nowe hipotezy i próby wyjaśnienia tego, co stało się tamtego upalnego popołudnia w Dzień Świętego Walentego. Propozycje były przeróżne od nieszczęśliwego wypadku, poprzez utknięcie dziewcząt w labiryncie skalnym, porwanie na tle seksualnym, wreszcie działanie pradawnych sił, w które przez wieki wierzyli miejscowi Aborygeni. Ciekawość skutecznie podsycała sama autorka prowadząc swoistą grę z czytelnikami. Twierdziła bowiem, że ta historia wydarzyła się naprawdę. W powieści sugerowała to sprytnie poprowadzona narracja, wzbogacona o zeznania świadków i fragmenty artykułów z ówczesnej prasy oraz powiązanie fabuły z otaczaną przez Aborygenów kultem Wiszącą Skałą, która przecież istnieje naprawdę i niewzruszenie góruje nad krajobrazem australijskiej Wiktorii. Sęk w tym, że cała ta opowieść była sprytną konfabulacją, którą przysłaniały: wprowadzony przez pisarkę wątek policyjnego dochodzenia, opinia lekarza sugerującego zanik pamięci u Edyty jako następstwo ewentualnego wstrząśnienia mózgu nabytego podczas panicznej ucieczki spod szczytu Wiszącej Skały do Strefy Piknikowej oraz oniryczna atmosfera początkowych rozdziałów książki. Historia przedstawiona przez Joan Lindsay stylistyką nawiązuje do wiktoriańskich powieści grozy, ale skupia się raczej na warstwie psychologicznej i obyczajowej niż na budowaniu atmosfery napięcia. Autorka uwypukla sensacyjny aspekt tragedii uczennic, ale później przenosi ciężar opowieści na przedstawienie losów pozostałych dziewcząt i ich nauczycielek. Niewyjaśnione zaginięcie uczennic i pragmatycznej aż do przesady matematyczki wywołuje w powieści efekt domina w postaci zdarzeń, często tragicznych, które zostają opisane w trzynastu rozdziałach utworu (cała książka ma ich w sumie siedemnaście). Dużym walorem utworu są niezwykle kunsztowne i barwne opisy australijskiej przyrody. Jednak powieść mnie nie porwała, nie uwiódł mnie również jej klimat. Być może utwór Joan Lindsay zostałaby zapomniany, gdyby na jego podstawie nie powstał fenomenalny film Petera Weira, który powieść wykreował i poruszył wyobraźnię widzów na różnych kontynentach. 🪻Przeczytane w ramach wyzwania marcowego 2026: książka, która została sfilmowana (7).
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na69 dni temu
De Profundis Oscar Wilde
De Profundis
Oscar Wilde
Nie trzeba sięgać do 1895 r, również i współcześnie mamy setki przykładów, kiedy celebryta spada na samo dno z powodu błędów życiowych. Producent filmowy odsiadujący wyrok za przemoc, piosenkarze i piosenkarki i ich upadek przez narkotyki, oszustwa finansowe, jedna głupia wypowiedź na temat na piedestale. To również zwykli ludzie, typu ktoś wsiada za kierownicę po pijanemu i zabija w wypadku człowieka. Żona, ktora jednym podpisem bierze na siebie spłatę kredytu mężowi i potem płaci do śmierci, tracąc wszystko. De profundis to krótkie dzieło, obejmujące kilka obszarów: opis życia w więzieniu; uczucie pokory; wściekłość za błąd popełniony, czyli zwrócenie się do państwa, aby udowodniło jego nie-winę; uczucie wstydu społecznego; przemyślenia na temat Biblii; dyskretne stawianie się na równi z Mesjaszem. Utwór wstrząsający i zgadzam się z każdą opinią poniżej. Absolutnie jest to kawał literatury. Za De profundis Wilde powinien dostać Nobla literackiego. Zgłaszam zdanie odrębne w jednej kwestii. Moim zdaniem De profundis nie napisał Wilde-Człowiek, tylko Wilde-Pisarz. Moim zdaniem to nie jest spowiedź, tylko dzieło literackie, mające zmiękczyć dawnego kochanka i zostać dla przyszłych pokoleń. To fikcja, a nie prawda. Dowód? Od razu po wyjściu z więzienia Wilde emigrował do Paryża i żył po staremu. De profundis „anulowano”, bo przemiana jest tylko bohatera literackiego utworu, a nie autora. Odnowił kontakt z kochankiem, przez którego trafił do więzienia, który wykorzystywał go finansowo, podpuścił na proces i wyparł się go w trakcie. W Paryżu Wilde znowu żył jak dandys, ubogi, ale Dandys. Po lekturze osoby wrażliwe mogą mieć stan depresyjny. Wtedy można przypomnieć siebie, że, tak szczerze mówiąc, autor zdradził żonę, zdradził dzieci, sprowadzał młodzieńców na manowce i niszczył rodziny, a więzienia są za coś i po coś. Proces zaczął się od walki arystokraty o bałamuconego syna. Wilde mógł wyjechać do Francji i żyć tak samo kilkaset kilometrow dalej, wszyscy doradzali ucieczkę, ale byl przekonany o swoim celebryctwie. Żona musiała uciekać i zmienić nazwisko, aby chronić dzieci przed społecznym linczem. Z ciekawostek historycznych. Jeden z synów Wilde zginął w I Wojnie Światowej, drugi zajął się spuścizną literacką ojca. W brytyjskim internecie jest zdigitalizowany zapis procesu sądowego sprzed 130 lat z archiwum państwowego. Protokól z 1895 r. Ogromna, ogromna, ogromna szkoda, że polskie teatry nie grają Oscara Wilde’a. Komedie są cudne. Dramaty są piękne. Niestety i pewnie nie będą grać, ze strachu i powodów ekonomicznych. Zamiast sztuki kostiumowej lepiej zrobić kolejną współczesną komedyjkę o zdradach, a aktorzy mogą grać w ciuchach własnych. De profundis to wymarzony monodram. Zastanawiam się, który z aktorów polskich dałby radę pokazać przemianę głównego bohatera. Mam jedno, jedyne nazwisko, które musi też budzić u niektórych wstręt, aby monodram był prawdziwy. Ale nie napiszę.
Catlady - awatar Catlady
ocenił na108 miesięcy temu
Opętanie Raymond Radiguet
Opętanie
Raymond Radiguet
Natrafiłem na dzieło będące nie tyle pięknym ale pozostawiającym w pamięci ślad swojego osobistego uroku, przykładem zapomnianej literatury. Być może to zasługa stylu Raymonda Radigueta w którym pisarz kładzie nacisk na epizody, podczas których wychodzi na światło dzienne poezja drobnych rzeczy. Ich powierzchowna malowniczość oraz dodająca odwagi czytelnikowi ciemność postępków. Brutalność pożądania, przechodząca w łagodność głębszego uczucia. Oddający stan ducha swojej epoki francuski pisarz, bardzo subtelnie zapełnia każdą uczuciową próżnię. Dzięki niemu zakosztowałem uroków prowadzącej do skandalu swobody i przypomniałem sobie, że szczęście bywa egoistyczne. Gdy przerażona Europa walczyła w okopach I wojny światowej, to na kartach "Opętania" była podsycana zmysłowość a przedstawiana przez Radigueta miłość upoważniała do ponownego zastanawiania się nad znaczeniem pojęć moralnych. Myślę, że nie pomylę się w swoich odczuciach jeśli stwierdzę, iż po lekturze "Opętania" pewne rzeczy zobaczyłem zbyt jasno. Na tyle jasno, aby widok płonących listów przypomniał mi o historii Dafnisa i Chloe ale kiedy by miano uznać miłość za występek, to wtedy już na horyzoncie zarysowuje się ciemna nuta goryczy. W trakcie lektury byłem zaledwie o krok od tego, żeby przedstawiony w tej książce stan zakochania uznać za kształt ostateczny wszystkiego, co świadczy o wartości literackiej dzieła. Jednak prawda jest zbyt skomplikowana aby tylko w zarysie miłości zamknąć bohaterów "Opętania". Bowiem za fasadą starej godności Radiguet ukrył fałszywą troskę o moralność i wniósł do dyskusji o niej motyw przechodzącego w zepsucie emocjonalnego łakomstwa. Mowa tu oczywiście o zawikłanych miłosnych rozgrywkach nad którymi panuje uczucie tymczasowości. A to wszystko przez młodość. Pozbawioną hamulców i dopuszczającą do głosu serce. Przez stan umysłu, w którym okresy dramatyzmu występują naprzemiennie ze szczęściem. Dlatego też niewyłamujący się z wiodącego nurtu tej prozy, główny bohater "Opętania" bez trudu dostarcza czytelnikom tych małych młodzieńczych drżeń. To właśnie one świadczą o wspomnianym przeze mnie na początku uroku powieści. Może nie wszyscy zauważą, że w tej książce zachodzą bardzo ważne procesy a Radiguet nie opisuje jedynie miłosnych kaprysów szesnastoletniego chłopca. W "Opętaniu" należy oddzielnie interpretować każde słowo i gest aby wyczuć subtelny zapach przemijania miłości. Kiedy w ten sposób odczytamy przesłanie książki, to każdy przejaw wyrachowania czy też dokonywane przez bohaterów machinacje będziemy mogli rozpatrywać w zupełnie innym świetle. Powieść Raymonda Radigueta bardzo dobrze przedstawia stan, gdy człowiek smakuje miłość po raz pierwszy. Kiedy jest zawsze o krok od tego, żeby wszystko postawić na jedną kartę. Wiele jest książek, które opisując pożądanie nie potrafią przekazać jego zrozumienia. A tę właśnie umiejętność posiadł Radiguet i opisując pijanych namiętnościami ludzi przybliżył mi niedostępne u innych pisarzy stany ducha i ciała. Można sobie zadać pytanie, co oznacza wspomniany na koniec powrót ładu. Czy przypadkiem nie będzie on straszną wiadomością dla której nie warto było się poddawać aż tak wielkim uniesieniom? A może w głębinach prozy Raymonda Radigueta istnieje niedostępna dla naszej percepcji bardzo złożona cząstka, mieszanina szczęścia i bólu dla której odkrycia nie wystarczy kilkudniowa lektura jego dzieła. Dlatego życzę Wam dosięgnięcia tego, na co sam autor pozwoli czytelnikom.
czytający - awatar czytający
ocenił na92 lata temu

Cytaty z książki W kleszczach lęku

Więcej
Henry James W kleszczach lęku Zobacz więcej
Więcej