Gwiezdny Wędrowiec

Okładka książki Gwiezdny Wędrowiec autora Rafaello Morgan, 9788377222003
Okładka książki Gwiezdny Wędrowiec
Rafaello Morgan Wydawnictwo: Novae Res fantasy, science fiction
366 str. 6 godz. 6 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
2011-11-15
Data 1. wyd. pol.:
2011-11-15
Liczba stron:
366
Czas czytania
6 godz. 6 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377222003
Średnia ocen

5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Gwiezdny Wędrowiec w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Gwiezdny Wędrowiec

Średnia ocen
5,9 / 10
26 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Gwiezdny Wędrowiec

avatar
299
36

Na półkach:

Bardzo naiwnie prowadzona fabuła, a jeśli chodzi o pomysł, to zabrakło mi tylko smoków.

Bardzo naiwnie prowadzona fabuła, a jeśli chodzi o pomysł, to zabrakło mi tylko smoków.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
435
35

Na półkach: , ,

Audiobook w wykonaniu lektora Krzysztofa Polkowskiego bardzo przypadł mi do gustu, zresztą tak samo pozostałe pozycje Rafaello Morgana czytane przez Pana Krzysztofa, a to "Zamienione życie" oraz "Czwarta rasa"

Audiobook w wykonaniu lektora Krzysztofa Polkowskiego bardzo przypadł mi do gustu, zresztą tak samo pozostałe pozycje Rafaello Morgana czytane przez Pana Krzysztofa, a to "Zamienione życie" oraz "Czwarta rasa"

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1217
705

Na półkach:

Bajka dla dzieci, chociaż dzieci mogą czuć się obrażone.

Bajka dla dzieci, chociaż dzieci mogą czuć się obrażone.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

63 użytkowników ma tytuł Gwiezdny Wędrowiec na półkach głównych
  • 36
  • 25
  • 2
19 użytkowników ma tytuł Gwiezdny Wędrowiec na półkach dodatkowych
  • 9
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Gwiezdny Wędrowiec

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Niewidzialni Gustave Le Rouge
Niewidzialni
Gustave Le Rouge
[..] Więc to tak wyglądały owe niewidzialne istoty X, o których tyle marzył, wyobrażając sobie, iż są piękne i mgliste jak elfy i ondyny, subtelne i delikatne... To, co widział, przyprawiało go o mdłości. 𝐙 𝐂𝐘𝐊𝐋𝐔 "𝐎𝐂𝐀𝐋𝐈Ć 𝐎𝐃 𝐙𝐀𝐏𝐎𝐌𝐍𝐈𝐄𝐍𝐈𝐀" ! La Vampires des Guerre w 1909 tł. Wojna wampirów, tudzież "NIEWIDZIALNI" 1913 r., napisaną przez Gustave Henri Joseph Lerouge, znanego też jako Gustave Le Rouge, jest powieścią należącą do gatunku fantastyki naukowej autorstwa francuskiego pisarza Gustave'a Le Rouge'a, opublikowaną w 1909 roku przez Alberta Méricanta. Powieść została wznowiona w 1912 roku pod tytułem L'Astre d'épouvante . Książkę, którą miałam okazję czytać posiada 12 pięknych litografii / rycin czarno białych, przedstawiających niektóre co ważniejsze sceny opisywane jakże barwnym językiem, używanym przez Autora. "Niewidzialni" Gustave’a Le Rouge’a to kontynuacja powieści "Więzień na Marsie", klasycznej historii science-fiction z początku XX wieku. Autor ponownie zabiera czytelników w świat niezwykłych wynalazków, tajemnic i przygód, łącząc elementy fantastyki naukowej z atmosferą pełną napięcia. Książka rozwija wątki z pierwszej części, przedstawiając nowe wyzwania i zagadki związane z postępem technologicznym oraz granicami ludzkich możliwości. Zespół, w którego skład wchodzi Miss Alberte, angielska narzeczona Roberta Darvela, stara się uratować podróżnika, który utknął na planecie Mars . Jeśli temu drugiemu udaje się o własnych siłach wrócić do przyjaciół, zabiera ze sobą na Ziemię grupę Wampirów, niewidzialnych stworzeń z Marsa. Po tym jak Robert Derval pozostaje uwięziony na planecie Mars, jego przyjaciele i brat szukają sposobu na umożliwienie mu powrotu na Ziemię. Także w tej części kontynuujemy eksplorację planety Mars, odkrywając nowe gatunki. Oprócz wspomnianej już ludzkości wodnej, autor przedstawia coraz groźniejsze stworzenia: niewidzialne Wampiry, które przerażają nawet Erloorów, a na samym szczycie łańcucha pokarmowego – Wielkiego Mózgu, prawdziwego władcę planety Mars To fascynująca lektura dla miłośników klasycznych opowieści o wynalazcach, eksperymentach i podróżach w nieznane. Momentami surrealistyczna, ale dla fanów tej epoki to powieść wręcz obowiązkowa. Moim skromnym zdaniem łatwa w czytaniu i lepsza niż wiele dzieł Juliusza Verne. Na pewno lepsza niż część pierwsza. I tutaj ponownie miałam też okazję wysłuchać w formie audiobooka, którego tak graficznie czyta Robert Fraś. Tutaj podaję link do jego kanału, na pewno znajdziecie coś dla siebie 👩👍 www.youtube.com/c/AudiobookPrzygodazksiążką 𝗣𝗢𝗟𝗘𝗖𝗔𝗠 𝗢𝗕𝗜𝗘 𝗖𝗭ĘŚ𝗖𝗜 𝗧𝗘𝗝 𝗙𝗔𝗡𝗧𝗔𝗦𝗧𝗬𝗖𝗭𝗡𝗘𝗝, 𝗠𝗥𝗢𝗖𝗭𝗡𝗘𝗝 𝗜 𝗡𝗜𝗘𝗦𝗔𝗠𝗪𝗜𝗖𝗜𝗘 𝗪𝗖𝗜Ą𝗚𝗔𝗝Ą𝗖𝗘𝗝, 𝗗𝗬𝗟𝗢𝗚𝗜𝗜 𝗠𝗔𝗥𝗦𝗝𝗔Ń𝗦𝗞𝗜𝗘𝗝 𝗢 𝗣𝗥𝗭𝗬𝗚𝗢𝗗𝗔𝗖𝗛 𝗥𝗢𝗕𝗘𝗥𝗧𝗔 𝗗𝗔𝗥𝗩𝗘𝗟𝗔 ! 𝐂𝐙𝐘𝐓𝐀𝐉𝐂𝐈𝐄 - 𝐒Ł𝐔𝐂𝐇𝐀𝐉𝐂𝐈𝐄 - 𝐖𝐀𝐑𝐓𝐎 ! 𝗖𝗼ś 𝗗𝗼 𝗣𝗼𝘀ł𝘂𝗰𝗵𝗮𝗻𝗶𝗮 𝗣𝗼𝗱𝗰𝘇𝗮𝘀 𝗖𝘇𝘆𝘁𝗮𝗻𝗶𝗮 🎶🎧👩📚 https://www.youtube.com/watch?v=HPnbq_1F50g&list=PLVW1RypF4Z6YQDx3m45gkzOAwpWimLU_J&index=307 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 𝐃𝐋𝐀 𝐂𝐈𝐄𝐊𝐀𝐖𝐒𝐊𝐈𝐂𝐇 : Ilustracje z „Niewidzialni” (polskie tł, tytułu „La Guerre des wampirów”) Gustave’a Le Rouge; 1913. są autorstwa Henriego Thirieta. Tak jak i okładka powieści Le Prisonnier de la planète Mars (Więzień na Marsie),wykonana w1908. 𝗜𝗹𝘂𝘀𝘁𝗿𝗮𝗰𝗷𝗲 𝘇 "𝗡𝗶𝗲𝘄𝗶𝗱𝘇𝗶𝗮𝗹𝗻𝗶" 𝘁𝘂𝘁𝗮𝗷 : https://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Illustrations_from_'La_Guerre_des_vampires'_by_Henri_Thiriet Henri Thiriet - urodzony w Épinal4 lipca 1873i zmarł w Créteil dnia10 czerwca 1946. Był francuskim artystą zajmującym się tworzeniem plakatów , malarzem i ilustratorem . Po I wojnie światowej został głównie ilustratorem powieści popularnych (okładki, winiety) . Do jego najsłynniejszych kompozycji należą te wykonywane do powieści Georges’a Simenona , publikowanego wówczas pod pseudonimem („Christian Brulls” itd.). Ponadto jest głównym ilustratorem okładek zbioru „ Le Livre de Poche Tallandier ”, wydawnictwa, które od dawna pozostaje mu wierne, nie wspominając o Éditions Albert Méricant . Wybrany radnym miejskim i zastępcą burmistrza Créteil w latach 1925–1942, w latach 30. XX wieku stworzył freski dla przedszkola Victora Hugo w tym mieście 𝘄𝗶ę𝗰𝗲𝗷 𝘁𝘂𝘁𝗮𝗷 : https://fr.wikipedia.org/wiki/Henri_Thiriet Gustave Henri Joseph Lerouge, znany jako Gustave Le Rouge był mężem cyrkowej woltyżerki, a następnie oszpeconej jasnowidzki. Był pionierem literatury science fiction, ale także odrzutkiem ruchu „symbolistycznego”, przyjacielem mandragory, alchemików, utopistów i Cyganów... Był autorem książek o języku snów i kwiatów. Był wynalazcą, poligrafem, powieściopisarzem i poetą...
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na81 rok temu
Czwarta rasa Rafaello Morgan
Czwarta rasa
Rafaello Morgan
Już wcześniej czytałam zawarte w "Czwartej rasie" opowieści i myślę, że dość dobrze poznałam filozofię, jaka przyświeca Autorowi. I tak, jak w przypadku innych jego książek również w tym wypadku spotykamy się z rozważaniami na temat technologicznych zdobyczy ludzkości, które niewłaściwie stosowane mogą zagrażać już nie tylko nam, ale wszelkim napotkanym w kosmosie formom życia. Wyraźnie odczuwa się poszanowanie autora względem natury, nawet najdrobniejszych jej form i zachowania równowagi ekosystemów również tych, które - być może - przyjdzie nam w przyszłości eksplorować. Trzy krótkie historie powiązane wspólnym ogniwem, Organizacją Planet Zjednoczonych, której celem jest badanie kosmosu by ewentualnie móc dokonać zasiedleń planet z korzystnym dla człowieka ekosystemem przy założeniu, iż nie będą ingerować tam, gdzie mogą znajdować się rdzenne formy inteligentne. Jednak nie zawsze można dokładnie zbadać dany teren przed zakotwiczeniem promu ziemskiego by mieć pewność, iż planeta jest niezasiedlona. Nie można też przewidzieć konsekwencji spotkania z inną nacją, a czasem w ogóle trudno dostrzec gatunki inteligentne. Ograniczenia z jakimi borykają się bohaterowie, to głównie stereotypowe założenia, co do tego, jak może wyglądać i w jaki sposób działa obcy świat oraz porozumiewa się jednostka inteligentna. Ponownie zostaje podkreślony fakt dokonywanych przez człowieka zakłóceń w równowadze środowiska na rzecz własnych wygód. Nie bacząc na efekty niszczymy środowisko naturalne: wycinamy lasy, zaburzamy naturalne koryta rzek, co odbija się negatywnie na ich mieszkańcach. A ich strata to również utrata korzystnego środowiska dla bytowania gatunku ludzkiego. Ekspansja jednego gatunku pociąga za sobą nieodwracalne skutki i ten problem zostaje wyeksponowany u Morgana poprzez posłużenie się bohaterem w osobie ziemianina, rdzennego Amerykanina oraz ptaka z ekosystemu obcej planety w pierwszym opowiadaniu. Podobnie w drugim, bardziej rozwiniętym "świat inny, niż się wydaje" odbywa się "walka" o utrzymanie równowagi sprzed przybycia statku korporacji i skupienie się na niesieniu pomocy dwóm zaciekle zwalczającym się gatunkom Tygrysiego Świata. Natomiast "Mądrość cesarstwa" jest już ukłonem w kierunku kultury starych Chin, gdzie porozumiewanie się na poziomie dyskretnej aluzji i gry słów, taktownej dyplomacji i szacunku prezentuje świat Quing, kolonii zamieszkującej przez ludność z ziemskiego kontynentu Azja. W tym wypadku czytelnik może poczuć się jak widz w teatrze, gdzie poznaje kunszt aktorów w sztuce sprzed wieków. W porównaniu z innymi utworami Rafaello Morgana opowieści z "Czwartej rasy" są jak baśnie, wytwory wyobraźni oddające chęć stworzenia idealnego, zrównoważonego i przyjaźnie nastawionego świata. W moim mniemaniu to chęć stworzenia świata ułudy, idylli niezmąconej złem, górowaniem jednych nad innymi, życia w obopólnym szacunku każdego z występujących gatunków względem siebie. Może i utopia, ale czy nie przyjemnie się w niej, od czasu do czasu, zanurzyć?
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na77 lat temu
Trawa Constantin Cubleşan
Trawa
Constantin Cubleşan
Trafiłem na raczej cienką książkę, ale dobrą z gatunku science ficton zatytułowaną „Trawa”, której autorem jest Constanin Cublesan. Jestem przekonany, że to jest dobra propozycja dla kogoś kto chciałby się przekonać co za literackie licho w tych rozważaniach o kosmosie, przyszłości, fantastyce naukowej siedzi i o co w tym chodzi. Co nie znaczy, że wytrawni czytelnicy tego gatunku nie znajdą nic ciekawego. Bo jest wszystko co trzeba, spekulacje intelektualne jak przyszłość może wyglądać? Niezbyt pozytywne koncepcje dotyczące naszej planety Ziemia. Tu oprócz motywu ekologicznego jest, że po prostu nasze Słońce zgaśnie i bęcki, ludzkość musi sobie szukać miejsca gdzie indziej w kosmosie. Tego motywu, że z jakiegoś powodu musimy poszukać sobie nowego domu w kosmosie, w książkach jest tak dużo, że nie ma potrzeby ich wymieniać. Na pewno jest ciekawe skupienie się na indywidualnych losach głównego bohatera, które właściwie nie różnią się od tego co można znaleźć w książkach obyczajowych czy kryminalnych. Podział jest prosty, sprawy służbowe, związane z pracą wymiaru sprawiedliwości, no i sprawy prywatne, opis związku z Lilianą. Czyli niby nie niezwykłego po za tym, że ludzie poruszają się między planetami, tak jak my podążamy między miastami załatwiając sprawy codzienne. Może o to autorowi chodziło, żeby pokazać, że fantastyka w wydaniu SF nie jest taka straszna. Jak wiemy bywa z tym różnie pod kątem trudności odbioru, ale sam koncept jest słuszny moim zdaniem. Na pewno ciekawe są tutaj spekulacje filozoficzne, socjologiczne, psychologiczne dotyczące tego na ile zaawansowana technika z jaką mamy i będziemy mieli w kolejnych stuleciach będzie wpływała na to jacy my jesteśmy i będziemy. Odpowiedzi jakiej możemy się doszukać, że natury ludzkiej nic nie zmieni, ludzie będą toczyć wojny, zabijać się nawzajem itd. Można się głowic na ile w tej postawie mamy pesymizm, a na ile zwykły pragmatyzm. Bo przecież nie jest tak, że na świecie są same bestie gotowe rozszarpywać innych nawzajem, ale są też ludzie dobrzy. Na pewno będzie jeszcze większa potrzeba filozofowania, wynika to z tej i wielu innych książek z fantastyki naukowej. A to wynika, że świat zawsze będzie potrzebował ludzi inteligentnych, którzy będą kreować trendy intelektualne, artystyczne i inne. Możliwe, że w większym zakresie to będzie się odbywało i to będzie miało dwie strony medalu, bo pewnie będą postępowały procesy które przyśpieszyła pandemia, że prawie wszystko przeniosło się do Internetu, który ponoć w przyszłości ma się nazywać Metawersem, tak jak to nazwał w „Zamieci” Neal Stephenson. W grach i książkach „Mass Effect” funkcjonuje nazwa Extranet, czyli net łączący wszystkie planety galaktyki po prostu. Ta nazwa też się nadaje. A z drugiej strony czy to takie złe, że ma się dostęp do wiedzy wszelakiej, czy to da się dotrzeć do legalnych treści z bibliotek całego świata i można poszukać innej wiedzy zależnie od potrzeb czy posiadanych pasji. Dobrze to funkcjonuje w szachowym Internecie. Odpalasz komputer i jesteś w interakcji nawet z szachowymi arcymistrzami (GM/WGM) i na pewno wynosisz stąd wiedzę jak grać, trenować królewską grę. itd. Jakoś nie wątpię, że dziedziny wiedzy typowo akademickie też tym tropem podążą na dużo większą skalę w przyszłości. I ta dyskursywna wymiana myśli, idei, koncepcji naukowych będzie jeszcze ciekawsza. Wracając do tego co my tu mamy, ta książka jest napisana z punktu widzenia osoby pierwszej, czyli to główny bohater jest tutaj narratorem i on „mówi” o sobie, rozmawia z innymi osobami, i to on po swojemu interpretuje przebieg rozmów. Książka rumuńskiego pisarza jest fajnie, przystępnie napisana. Warto przeczytać książkę zatytułowaną „Trawa” Cublesana Polecam.
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na74 lata temu
Ostatni dzień stworzenia Wolfgang Jeschke
Ostatni dzień stworzenia
Wolfgang Jeschke
„Ostatni dzień stworzenia” Wolfganga Jeschke to bardzo intrygująca pozycja. Niestety wydana w Polsce w latach 80. i od tamtej pory nie wznawiana, co uważam za wielką stratę. Mam nadzieję, że ktoś ruszy tę sprawę. Autor ma ciekawy dorobek, który warto byłoby przybliżyć czytelnikom. Opowieść zaczyna się od wprowadzenia, które przedstawia czytelnikowi kilka nietypowych artefaktów przewijających się przez ręce badaczy amatorów. Ostatecznie stają się one centrum zainteresowania CIA. Niby nic dziwnego, jeśli ktoś lubi teorie spiskowe, to takich historii znajdzie zapewne na pęczki. Kłania się tak zwana zakazana archeologia. Fragment ten jest dość specyficzny, żeby nie powiedzieć ciężki. Bywa, że w jednym akapicie przelatujemy przez kilkadziesiąt lat, śledząc, jak dany artefakt przechodził z rąk do rąk. Dalej zaczyna się już opowieść bardziej klasyczna, skupiona na konkretnej sprawie i osobach. Opisane wcześniej znaleziska skłaniają część amerykańskiego dowództwa do wdrożenia tajnego projektu, który przyczynia się między innymi do zamknięcia programu lotów kosmicznych. Finanse, nawet amerykańskie, nie są workiem bez dna, więc potrzebne są priorytety. Wizja admirała Williama W. Francisa jest szalona, ale może przynieść wielkie korzyści narodowi amerykańskiemu. Co z tego, że naukowcy zaangażowani w projekt wykazują jak wiele może pójść źle. Przecież wysłanie ludzi w odległą przeszłość w celu przepompowania ropy z terenów Bliskiego Wschodu na zachód nie może być skomplikowanym przedsięwzięciem. Brzmi jak marzenie Rockefellera? Jeszcze kwestia czy nie zadziała tu chociażby paradoks dziadka. Bohaterem głównym tej historii jest Steve Stanley, pilot amerykańskich sił zbrojnych oraz NASA który dostaje interesującą ofertę udziału w tajnej misji bez możliwości kontaktu z ojczyzną. Nie jest do końca przekonany, ale ciekawość zwycięża i właściwie w ciemno decyduje się na nieznane ryzyko. Nie on jeden zresztą. W przeszłość wyruszają specjaliści z różnych dziedzin, żołnierze oraz tony potrzebnego sprzętu i zaopatrzenia. Stanley nie będzie zatem osamotniony. Czy misja okaże się sukcesem, to warto przekonać się samemu. Relacje pomiędzy bohaterami opisane w książce są mocno uproszczone. Jedne powiązania obserwujemy jeszcze przed przerzutem w przeszłość. Inne, już w drugiej części fabuły, ale wtedy wiele z nich buduje się zakulisowo. Na spory plus postrzegam to, że autor wziął pod uwagę, iż nie każdy człowiek tak samo zniesie podróż w czasie i zderzenie z nieoczekiwaną, mocno skomplikowaną sytuacją. No i są też różne postacie dość… nietypowe. Bardzo ciekawe jest w tej opowieści przedstawienie teorii i praktyki budowania nowych rzeczywistości poprzez zmiany, jakie zachodzą na skutek działań tych, którzy zostali wysłani w przeszłość. W pierwszej części tej historii autor próbował wyjaśnić różne niuanse całego eksperymentu, wątpliwości naukowych oraz planów. Było to ciekawe jednak absolutnie niewystarczające. Momentami narracja mocno się komplikowała i było trudno przebić się przez tekst pełny „naukowego bełkotu”. Nie było tego dużo, ale zdarzało się. W ogóle miałem wrażenie, że język, jakim napisana jest ta książka, a właściwie tłumaczenie, jest nieco siermiężne. Zdecydowanie nie jest to lekka i prosta lektura. Sporo rzeczy dzieje się poza główną akcją, a część postaci jest zarysowana tylko szablonowo. Nie jest to żadnym zaskoczeniem, ponieważ cała fabuła mieści się zaledwie na 128 stronach, trudno więc nazwać to nawet powieścią. Jest to bardziej nowela. Autor wziął na warsztat wspaniały i oryginalny pomysł, jednak nie było miejsca, żeby go odpowiednio rozwinąć. Czytelnik mniej więcej w połowie dowiaduje się całego mnóstwa informacji o tym, jak wygląda sytuacja w świecie przeszłości. Nie ma jednak szczegółowych wyjaśnień. Ubolewam nad tym bardzo, bo cenię kompletne kreacje światów. Tu widać zarys polityki, konfliktów i życia. Można dopowiedzieć sobie naprawdę dużo, ale to mnie nie zadowala. Z pewnym uśmiechem przyjąłem kilka motywów, które rozpozna ktoś znający nawet powierzchownie Stary Testament. Jest też przynajmniej kilka fragmentów, które były dla mnie niezbyt logiczne. Jednak przy każdym takim przebłysku przypominałem sobie, że czytam fantastykę, historię alternatywną, fantastykę naukową, gdzie w użyciu są atomowe granaty, a małpy… no dobra to sobie doczytajcie, albo domyślcie się. Polskie wydanie tej książki pojawiło się w 1987 rok, w zwyczajowym jak na tamte czasy nakładzie, stu tysięcy egzemplarzy. To niesamowite jak wiele się zmieniło i dziś wydawcy mają często kłopot z wyprzedaniem zaledwie stu czy dwustu sztuk jakiegoś tytułu. Za publikację była odpowiedzialna Krajowa Agencja Wydawnicza. Wracając jednak do książki to jest to wydanie bardzo budżetowe. Cienka okładka z mizerną grafiką na froncie. Tyle że wpisuje się ona w klimat opowieści – zza kotary przedstawiającej drzewa wyjeżdża Jeep z żołnierzami i karabinem maszynowym. Całkiem wymowne. Tylna okładka jest biała. Znajduje się tam tylko logo Agencji, ISBN oraz cena. Wewnątrz tekst jest ściśnięty oraz wydrukowany małą czcionką. Na obrazki nie ma co liczyć. Jedyny akcent kolorystyczny to różowe nagłówki z tytułami rozdziałów. Książka ocalała w całkiem dobrym stanie. Arkusze trzymają się na dwóch zszywkach i jest to efektywne nawet do dziś. Cena w 1987 roku wynosiła 150 zł, ale przeciętne wynagrodzenie, według ZUS wynosiło wtedy ponad 29 tysięcy złotych. Dziś przeciętne wynagrodzenie to podobno 8 tysięcy, a książka średnio kosztuje 60 zł. Matmę zróbcie sobie sami. „Ostatni dzień stworzenia” zrobił na mnie wrażenie, bo uderzył celnie w kilka paskudnych ludzkich cech, przede wszystkim w chciwość i upartość. Autor wysnuł bardzo ciekawe idee na temat podróży w czasie, starał się dać temu podbudowę pseudonaukową. Wyszło fajnie, chociaż momentami naprawdę naiwnie i z dzisiejszej perspektywy już trochę nieaktualnie. Nie zmieniła się za to kwestia antagonizmów światowych. Tak czy owak, książka nie straciła swojej rozrywkowej funkcji. Nie uleciało także nic z pomysłowości, która może zawstydzić naprawdę wielu twórców. To, że opowieść Wolfganga Jeschke posłużyła za bazę do koncepcji gry komputerowej „Original War” uważam za bardzo fortunne. Uwielbiam tę grę i wracam do niej już blisko 20 lat. Różnice między fabułą gry a książki są drastycznie wielkie. Zdecydowanie historia literacka dała twórcom gry tylko i wyłącznie podstawowy zarys pomysłu fabularnego. Na pewno nie można powiedzieć, że gra w jakiś szerszym stopniu jest adaptacją książki. Polecam tę opowieść wszystkim fanom gry „Original War”, można fajnie prześledzić, jakie pomysły, tak czy inaczej zostały użyte przez deweloperów. Jest kilka smaczków. Na pewno jest to też pozycja dobra dla osób lubiących nietypową fantastykę. O ile sama podróż w czasie nie jest tematem nowatorskim, to już cofanie się w realia mocno przed biblijne jest ciekawym i nieczęsto eksploatowanym pomysłem. Dinozaurów nie ma, ale też jest… dobrze. Recenzja pierwotnie opublikowana na stronie: https://www.facebook.com/SoFiK.DamianPodoba/
SoFiK - awatar SoFiK
ocenił na71 rok temu
Wielkie dni łotrów Rajmund Hanke
Wielkie dni łotrów
Rajmund Hanke
http://esperazna.blogspot.se/2015/07/wielkie-dni-otrow.html Rajmund Hanke (1939-2012),znany polski działacz kulturalny, społeczny oraz polityczny. "Wielkie dni łotrów" jest trzecią książką w dorobku tego pisarza, lecz warto zaznaczyć, że jedyną z gatunku science fiction. Co skusiło autora do wyboru takiego kierunku w pisarstwie - nie wiem, jednak rezultaty jakie może przeczytać czytelnik nie należą do chwalebnych. Choć być może nie odszukałam w nich drugiego dna, tego politycznego, które ze względu na cenzurę powinno być zgrabnie ukryte. Pierwsze z czterech opowiadań "Wielkie dni łotrów" ma miejsce na Ziemi, gdzie lądują statki kosmiczne innej inteligentnej cywilizacji. W miarę rozwoju sytuacji dowiedzieć się można, że są to Jowiszanie, pochodzący oczywiście z Jowisza, zwący siebie lędzinami. I od razu zaczynają się kłopoty. Przy lądowaniu statków zostaje zniszczonych wiele domów i innych budynków miasta, a co za tym idzie, uśmierconych wielu mieszkańców. Ziemianie oczywiście obwiniają za to przybyszów, jednak pragną z nimi pokoju, więc puszczają płazem te morderstwa. Były przecież nieświadome. Jowiszanie w obliczu zagrożenia, uruchamiają w swym ciele specjalny klucz obrony, który pozwala im palić oraz niszczyć wszystko na swej drodze. I tu powstaje impas. Jak zaprowadzić pokój z istotami tak potężnymi, które nie słuchają głosu rozsądku, które nie potrzebują ani jeść, ani pić i są stworzone z metalu? "- Moje przedsiębiorstwo od lat cierpi na brak rąk do pracy - zwierzał się Rytus Donetowi i Tuczowi. - Ludzie szukają roboty łatwiej i przyjemnej. Żeby się przypadkiem nie ubrudzić, nie przemęczyć, ale, oczywiście, jak najwięcej zarobić. Nie doceniają pracy fizycznej. Od jutra mógłbym zatrudnić setki Jowiszan." Przewidujące, nieprawdaż? Zachodzę jednak w głowę, kogo miał dotyczyć tytuł opowiadania. Ludzi czy Jowiszan? "Planeta jaszczurek" to króciutkie opowiadanie dotyczące ekspedycji naukowej na inną planetę. Wybrało się troje ludzi. Dwóch mężczyzn i kobieta. Od początku opowiadania przydarzają im się same nieszczęścia. To kamień uderzający w statek, to fatalne lądowanie, skrzywdzenie ogromnej skorupy żółwia, kłopoty z uruchomieniem kapsuły, napad jaszczurek... Mogłabym wiele wyliczać. Doszłam do wniosku, że właściwie nie wiem o czym jest to opowiadanie. Tylko o wyprawie na inną planetę i opisie dziwnych zwierząt? Być może jest to tylko jedna z wielu możliwości wyglądu innych planet, gdzieś tam w galaktyce. "Eksperyment" dotyczy prac naukowych doktora, pragnącego zapłodnić sztucznie jajo kobiece i cały proces rozwoju dziecka przeprowadzić tylko i wyłącznie za pomocą maszyn. Eksperyment udaje się, jednak dziecko, które rodzi się w ten sposób jest odpychające. Nie tylko wygląd jest inny ale również i myślenie oraz brak mowy. Potrafię zrozumieć, że to opowiadanie może mieć w sobie przesłanie. Że eksperymenty mogą być niebezpieczne, a kolejne próby nie zawsze wróżą dobre wyniki i czasem nierozsądnie jest kombinować z naturą. "Do niej" to sielskie opowiadanie o dwudziestym pierwszym wieku i możliwości poddania się zamrożeniu, aby móc ponownie obudzić się za kilkadziesiąt lat. Na początku wydaje się właściwie o niczym, dopiero później jednak można dojść do wniosku, że jest ono smutnym opisem życia chłopca, który wierzył, że gdy obudzi się za pięćdziesiąt lat, ludzie będą kulturalniejsi i życie w końcu nabierze sensu. Z opowiadania jasno wynika, że zawiódł się niemiłosiernie, bo ludzie wcześniej i później są tacy sami, mimo iż minęło tyle lat. Nie oceniam książki wysoko, ponieważ nie jest wykluczone, że moja interpretacja jest nadinterpretacją i zachwalam coś, co nie jest tego warte. Mimo iż książka ma jakieś 170 stron, męczyłam się z nią niemiłosiernie, ponieważ język był dla mnie utrapieniem. Dochodzę jednak do wniosku, że książka nie jest tylko błahym słowem na papierze - zawiera dziwne przeczucia autora, który pisząc ją około roku 1980, kreował swoją wizję przyszłości, którą zaobserwować można w podanym fragmencie. Sądzę, że jest trafny, aczkolwiek w dzisiejszych czasach ludzie chcą oczywiście mało pracować a dużo zarabiać, jednak wolnych miejsc pracy jest zdecydowanie mniej niż kiedyś. Wiąże się to nie tylko z dużą ilością ludności (co obrazuje opowiadanie "Do niej"),ale także z wymyślnymi eksperymentami naukowymi, dzięki którym maszyny zastępują ludzka pracę (co obrazuje opowiadanie "Eksperyment"). Tylko co zrobić, aby dzisiejsza sytuacja bezrobocia nie była już problemem? Może zastosować to, co autor w opowiadaniu "Planeta jaszczurek" i wysyłać ludzi w galaktykę, w poszukiwaniu nowych, zamieszkałych planet? Jestem neutralna. Nie polecam książki, ani nie odradzam. Dla ludzi lubiących wgryzać się w każde słowo może okazać się kopalnią przeczuć autora, ale dla tych co lubią szybko i łatwo, nie będzie odpowiednia. Wybór pozostawiam oczywiście Wam, bo wiem, że mogę Wam jedynie szeptać, a to, czy będziecie chcieli mnie wysłuchać, to tylko i wyłącznie (niestety!) Wasza decyzja. Wiadomo przecież, że z czytania należy mieć przyjemność, a poprzez zmuszanie, nigdy przyjemności nie ma.
esperanza - awatar esperanza
oceniła na610 lat temu
Operacja wieczność Bohdan Petecki
Operacja wieczność
Bohdan Petecki
Kilka miesięcy temu wydawnictwo Solaris zaczęło wydawać cykl Archiwum Polskiej Fantastyki. W ramach tej serii pojawiły się nazwiska Peteckiego. Borunia, Żwikiewicza, Białczyńskiego, czy Zajdela. Nie da się ukryć, że było dla mnie sporym zaskoczeniem istnienie innych niż Lem rodzimych twórców s-f epoki PRL. W związku z tym zainteresowałem się tematem i w antykwariatach wyszukałem kilka pozycji m.in. Peteckiego, oczywiście po okazyjnych cenach. "Operacja wieczność" jest właśnie jedną z tych antykwarycznych pozycji, a przy tym pierwszą moją literacką przygodą z twórczością Bohdana Peteckiego. No i mam mieszane uczucia. Niewątpliwie największą zaletę tekstu jest, że praktycznie w ogóle się nie zestarzał. Wizja przyszłości jest nadal aktualna i wciągająca (pantomaty!),a drobny anachronizm w postaci nazywania klonowania "kopiowaniem" można wybaczyć, jeżeli weźmie się pod uwagę, że ideą przewodnią powieści Peteckiego jest nieśmiertelność, a samo kopiowanie ma być środkiem do osiągnięcia tego celu. Zresztą jednym z dwóch głównych wątków "Operacji wieczność" są rozważania autora nad koncepcją tego, co zostaje z osobowości człowieka po takim "skopiowaniu" (główny bohater swoim postępowaniem doprowadza do sytuacji, gdzie współistnieje on-oryginał i on-kopia, a następnie obserwujemy interakcje zachodzące między bohaterem w dwóch wersjach). Oprócz tego mamy tutaj porządny dreszczowiec (akcja wewnątrz pantomatu),dramat osobisty, czy też konflikt nowe-stare w oparciu o świat przed i po operacji wieczność. Tak więc na 130 stronach bardzo dużo się dzieje, Petecki porusza ciekawie wiele fundamentalnych wątków, które do dzisiaj pozostają świeże. Niestety "Operacja wieczność" jest pozycją ciężką w odbiorze. Banalny tytuł zwodzi, bo powieść wymaga stałej koncentracji, żeby się nie zgubić w przekazie autora. Język Peteckiego, dialogi, wszystko podawane jest w didaskaliach, czytelnik stale musi się domyślać sensu tego, co czyta. Wątki się przeplatają, Petecki nie ułatwia sprawy gmatwając swoim stylem przekaz. Nie da się ukryć, że zaważyło to na ogólnej ocenie z mojej strony, chociaż czytając "Operację wieczność" w tramwajach i autobusach nie miałem zbyt dobrych warunków do koncentracji. Być może gdybym czytał książkę w zaciszu domowego kominka, to miałbym łatwiej, a i ocenę wystawiłbym wyższą. W każdym bądź razie "Operacja wieczność" to porządna, klasyczna s-f, która zachęciła mnie do przeczytania kolejnych powieści Peteckiego, na półce już czekają "Strefy zerowe" oraz "Tylko cisza".
Mamerkus - awatar Mamerkus
ocenił na611 lat temu

Cytaty z książki Gwiezdny Wędrowiec

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Gwiezdny Wędrowiec