rozwińzwiń

Tost. Historia chłopięcego głodu

Okładka książki Tost. Historia chłopięcego głodu autorstwa Nigel Slater
Okładka książki Tost. Historia chłopięcego głodu autorstwa Nigel Slater
Nigel Slater Wydawnictwo: Carta Blanca biografia, autobiografia, pamiętnik
300 str. 5 godz. 0 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Toast
Data wydania:
2011-10-19
Data 1. wyd. pol.:
2011-10-19
Data 1. wydania:
2004-01-01
Liczba stron:
300
Czas czytania
5 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377051351
Tłumacz:
Ewa Kleszcz
Porywająca opowieść o chłopięcym dojrzewaniu w bestsellerowej książce jednej z gwiazd angielskich programów kulinarnych – Nigela Slatera.
Zaskakująca, zabawna i wzruszająca – książka, od której trudno się oderwać!
Nigela Slatera Anglicy obwołali skarbem narodowym, a „The Independent on Sunday” nazwał Proustem ery Nesquicka. Z pewnością to nie tylko jeden z najbardziej popularnych na Wyspach autorów poradników i programów kulinarnych, ale także niezwykle błyskotliwy pisarz.
W autobiograficznej opowieści Toast Slater otwiera przed czytelnikami drzwi swojego dziecinnego pokoju i domowej spiżarni, a jednocześnie opisuje niezwykłe korzenie sukcesu w świecie kuchennych ingrediencji. Bohaterami książki są matka, kucharka niewymagająca, wcześnie owdowiały ojciec oraz wkraczająca w progi domu po śmierci matki gosposia. Wprowadza ona opuszczonych mężczyzn w świat nowych doznań, przede wszystkim kuchennych, i za pomocą swych zdolności kulinarnych pragnie zdobyć serce pana domu. A w tle nagminnie przypalane tosty, grillowany grejpfrut, pudding ryżowy i… w finale kulinarny wyścig o uczucia osamotnionego ojca.
Toast szybko stał się w Wielkiej Brytanii bestsellerem (ponad 200 tys. sprzedanych egzemplarzy),zdobył liczne nagrody, a w 2011 r. na jego podstawie nakręcono film, który podbił serca brytyjskich widzów, a w Polsce zostanie wyemitowany w kanale Kuchnia.TV i telewizji Canal+ .

Nigel Slater jest autorem kilku klasycznych książek kucharskich, w tym Real Fast Food oraz uhonorowanej nagrodą André Simon Award for Cookbook of the Year Appetite. Twórca popularnego programu „Proste dania” emitowanego m.in. przez BBC1 i Kuchnia.TV. Felietonista „Observera”.
Jego pisarstwo oczyszcza podniebienie... Jego kwaśne frazy przywodzą na myśl Nicka Hornby'ego, Martina Amisa i Philipa Larkina jednocześnie.
„New York Times”
Nigel to geniusz.
Jamie Oliver
Prawdziwy bankiet pełen nieprawdopodobnych przyjemności... Angielska odpowiedź na Kill Grill Anthony'ego Bourdaina.
„Daily Telegraph”
Przejmująca... bezpośrednia... rzeczowa... Fenomenalne wspomnienia, w najdrobniejszych szczegółach opisujące mody jedzeniowe lat 60.
„Observer”
Średnia ocen
6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tost. Historia chłopięcego głodu w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Tost. Historia chłopięcego głodu



3844 1041

Oceny książki Tost. Historia chłopięcego głodu

Średnia ocen
6,3 / 10
130 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Tost. Historia chłopięcego głodu

avatar
515
466

Na półkach: , ,

Książka trochę smutna, trochę zabawna, ale przede wszystkim - przepyszna! 🤤

Książka trochę smutna, trochę zabawna, ale przede wszystkim - przepyszna! 🤤

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1144
152

Na półkach: , ,

Nigel Slater jest znanym i cenionym brytyjskim kucharzem i krytykiem kulinarnym. Mnie Nigel kojarzy się z prostotą, skromnością, ciepłem domowego ogniska. Kiedy oglądam Danie dnia rozkoszuję się nie tylko tym, co Slater gotuje, ale również tym, jak opowiada o jedzeniu. Program pięknie wpisuje się w stylistykę slow i, choć lubię także nadpobudliwość Jamiego Olivera, to jednak odpoczywam, wsłuchując się w kojący głos Nigela Slatera.

Tost. Historia chłopięcego głodu to autobiograficzna książka o dorastaniu w Anglii lat 60-tych i 70-tych. To również opowieść o rewolucji kulinarnej, dzięki której w domach pojawiło się mnóstwo produktów przetworzonych i gotowych dań. Gospodynie, które do tej pory spędzały w kuchni niemal cały dzień, mogły odpocząć i przygotować ekspresowe danie z puszki. Produkty te były również zbawieniem dla kobiet, które w kuchni nie potrafiły się odnaleźć. Do takich kobiet należała mama Nigela - w sklepie wybierała tylko produkty gotowe, bała się produktów świeżych, a jak od czasu do czasu miała przygotować danie samodzielnie, robiła się z tego ceremonia, nad którą wisiała nuta niepewności. Zupełnie inną kucharką okazała się gospodyni Slaterów, a później macocha Nigela, która pojawiła się w jego domu rodzinnym po śmierci mamy. Pani Potter uwielbiała gotować i wszystko przygotowywała sama, ale nie dopuszczała do kuchni nikogo, nie zdradzała swych kulinarnych sekretów. Dogadzała przyszłemu mężowi, konkurując o względy mężczyzny z jego synem, którego już wtedy fascynowała magia gotowania.

Dzieciństwo Nigela nie było sielankowe. Książka pełna jest różnych smaczków, nie tylko kulinarnych. Niektóre opowieści są tak sugestywne, że wywołują dreszcz obrzydzenia, jak historia krążącej wokół stołu miseczki z bitą śmietaną, z której każdy nabierał sobie stosowną porcję i każdy obserwował ciocię...zresztą, nie będę psuła innym przeżycia po swojemu tego fragmentu tekstu.

Nigel Slater jest znanym i cenionym brytyjskim kucharzem i krytykiem kulinarnym. Mnie Nigel kojarzy się z prostotą, skromnością, ciepłem domowego ogniska. Kiedy oglądam Danie dnia rozkoszuję się nie tylko tym, co Slater gotuje, ale również tym, jak opowiada o jedzeniu. Program pięknie wpisuje się w stylistykę slow i, choć lubię także nadpobudliwość Jamiego Olivera, to...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
652
117

Na półkach: ,

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z biogrfią napisaną w ten sposób - każdy rozdział ma główny wątek, jakim jest jedzenie. I prawie każdy ma w tytule nazwę jedzenia.
Mimo wszystko była to nielekka lektura ze względu na wiele przeżyć oraz perspektywę autora.
Bardzo ciekawa.

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z biogrfią napisaną w ten sposób - każdy rozdział ma główny wątek, jakim jest jedzenie. I prawie każdy ma w tytule nazwę jedzenia.
Mimo wszystko była to nielekka lektura ze względu na wiele przeżyć oraz perspektywę autora.
Bardzo ciekawa.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

341 użytkowników ma tytuł Tost. Historia chłopięcego głodu na półkach głównych
  • 179
  • 151
  • 11
94 użytkowników ma tytuł Tost. Historia chłopięcego głodu na półkach dodatkowych
  • 71
  • 8
  • 5
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Tost. Historia chłopięcego głodu

Inne książki autora

Nigel Slater
Nigel Slater
Brytyjski autor, dziennikarz i krytyk kulinarny.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Petropolis Anya Ulinich
Petropolis
Anya Ulinich
Sasza nie jest typową Rosjanką. Ma ciemną skórę i nosi żydowskie nazwisko, gdyż, jak stwierdził jej ojciec, ,,narody zbyt blisko się ze sobą zaprzyjaźniły”. Tego typu dziecku nie jest łatwo żyć w małym miasteczku Azbest II na Syberii, zwłaszcza gdy ojciec porzuca rodzinę, a dorastającej Saszy trudno jest sprostać wymaganiom surowej matki. Samotna nastolatka znajduje chwilową ostoję w zauroczeniu bratem koleżanki, co kończy się niechcianą ciążą. Po urodzeniu bohaterka jest zmuszona do oddania córeczki matce i wyjeździe do szkoły artystycznej w Moskwie. Tam trafia na ofertę wyjazdu do USA i postanawia z niej skorzystać. A to dopiero początek przygód… Książkę pożyczyłam od koleżanki, która stwierdziła, że jest ona bardzo dziwna. I w sumie to prawda. Rozmaite koligacje i historie poszczególnych bohaterów są bardzo skomplikowane, chwilami przekombinowane, i nasuwały mi skojarzenia z opowieściami tworzonymi przez moją kuzynkę, gdy gra w Simsy(,,jak stworzyć największą patologię”, pozdrawiam Cię, kochana). Wydaje mi się, że miało to jednak dodać komizmu książce, bo całość jest zdecydowanie gorzka. Pełno tu złych decyzji, toksycznych relacji i poplątanych uczuć. W Rosji jest szaro i smutno, a amerykański sen okazuje się istnieć tylko w filmach. To powieść o dojrzewaniu rosyjskiej dziewczyny, jej marzeniach, oczekiwaniach wobec życia i trudności, jakie spotyka na swojej drodze. Mimo sporej ilości groteski, opisane są tu też życiowe sytuacje związane z rozpadem rodziny, wymaganiami rodziców wobec dzieci, emigracją zarobkową, nastoletnią ciążą. To też historia o zmianach w Rosji pod koniec dwudziestego wieku, tak zwanych homo sovieticus i coraz szybciej zmieniającym się świecie. Mimo paru zabawnych fragmentów, książka jest utrzymana w ponurej atmosferze, główna bohaterka popełnia błąd za błędem i niczym Holly ze ,,Śniadania u Tiffany’ego” nie ma swojego miejsca w świecie. Mimo to zakończenie jest raczej pozytywne i ukazujące siłę młodości. ,,Petropolis” to dosyć oryginalna historia, która na pewno nie jest dla wszystkich. Jednak czyta się ją szybko i można znaleźć w niej trochę refleksji nad życiem. Mi się podobała. ,, Życie przypomina wchodzenie na drzewo(…) Najpierw człowiek ma przed sobą wszystkie gałęzie – tyle możliwości wyboru. Zaczyna się wspinać. Jest coraz mniej gałęzi, coraz mniej możliwości wyboru. Potem wdrapuje się na jedyną gałąź, jaka pozostała. Gałąź się łamie.”
FannyBrawne - awatar FannyBrawne
ocenił na78 lat temu
Charlotte Isabel Hansen Tore Renberg
Charlotte Isabel Hansen
Tore Renberg
O tym, jak nie organizować spotkania dziecka z kompletnie nieznanym mu ojcem. Po przeczytaniu "Człowieka, który pokochał Yngvego" czułam niesamowicie silną potrzebę poznania ciągu dalszego i nie mogłam przeboleć, że w Polsce dostępna jest jeszcze tylko jedną część. Na poważnie rozważałam nawet zakup wydań angielskich albo nawet norweskich ebooków, ale nigdzie nie mogłam ich znaleźć - to był ten poziom desperacji. Cóż, kontynuacja okazała się książką bardzo niepotrzebną i nieco mi zniszczyła dobre zdanie o poprzedniczce. Zacznijmy od tego, że fabuła jest dosyć pretekstowa i kompletnie nieprzekonująca już od samego zawiązania akcji - i taka pozostanie aż do ostatniej kropki. Kobieta wsadza do samolotu kilkuletnią dziewczynkę samą, żeby poleciała na spotkanie z nigdy nie widzianym ojcem, który o jej istnieniu dowiedział się kilka dni wcześniej. Przedtem nie ustala z tymże ojcem dosłownie niczego, bo przecież po co, stawia go właściwie przed faktem dokonanym. Litości, jaka istota ludzka zrobiłaby coś równie bezmyślnego? Być może osoby, które w wieku nastoletnim płodzą dzieci z kompletnie przypadkowymi ludźmi, będąc przy tym odurzone do nieprzytomności, powinny mieć niżej zawieszoną poprzeczkę, jeśli chodzi o jakąś elementarną odpowiedzialność, niemniej wciąż jest to zwyczajnie niedorzeczne. Jednak zdecydowanie największą bolączką książki jest Jarle. Nie rozumiem jak mogłam kiedykolwiek lubić tego typa. Ta książka wyraźnie obnażyła fakt, że jest z niego zwykła, parszywa kreatura bez rozumu i godności człowieka. To jest właściwie dokładnie ten sam Jarle, co w poprzedniej części. Sęk w tym, że w międzyczasie minęło jakieś siedem lat. I ten egoizm i poczucie wyższości nad wszystkimi, na które można było patrzeć z pobłażaniem, gdy chodziło o nastolatka, u dorosłego mężczyzny strasznie drażnią. Jarle jest po prostu pretensjonalnym, bufonowatym pseudointelektualistą, który nastawiony jest tylko na własną wygodę i jedyne co potrafi to smętnie pitolić o Prouście, bo to mu pozwala utrzymywać przed samym sobą ułudę bycia wielce wyrafinowaną jednostką - zresztą to smętne pitolenie na wszelkie "wzniosłe" tematy wydaje się być głównym celem książki, fabuła jest naprawdę wyłącznie pretekstowa. Nikt z poprawnie działającym mózgiem nie powierzyłby mu nawet chomika w stanie śmierci klinicznej. I choć autor w widoczny sposób nie traktuje swojego bohatera zbyt poważnie i serwuje mu rozmaite prztyczki w nos, to nie zmienia faktu, że przez całą książkę musimy znosić tego trepa. To było okropne rozczarowanie, ale zupełnie przestałam żałować, że w Polsce nie wydano kolejnych części. Można uznać, że to jakiś plus.
niedź - awatar niedź
ocenił na67 miesięcy temu
Intryga małżeńska Jeffrey Eugenides
Intryga małżeńska
Jeffrey Eugenides
Właśnie skończyłam czytać. To było moje pierwsze zetknięcie z pupilem czytelników zza wielkiej wody, Jeffreyem Eugenidesem. I o ile ja jego fanką nie zostanę, o tyle zapamiętam jego powieść jako tę, przy której zdarzało mi się czuć nieodpartą pokusę, aby chwycić za zakreślacz i zacząć po niej mazać kolorem, choć zazwyczaj jestem zagorzałym przeciwnikiem traktowania książek w ten sposób. Krótko, rzecz traktuje o nim, o niej i o nim, oraz o skomplikowanej (albo banalnej, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia) relacji, w której razem tkwią i nie do końca wiedzą, jak się w niej odnaleźć. Każde z nich próbuje poradzić sobie z tym inaczej, Mitchell odrzucony przez Madeleine szuka ratunku w religii i mistycyźmie, Madeleine ukojenie próbuje znaleźć w patologicznym przeświadczeniu, że jej miłość potrafi uzdrowić Leonarda, a ten, będąc w centrum tego osobliwego trójkąta rozdaje karty między jednym a drugim rzutem choroby maniakalno-depresyjnej, którą u niego zdiagnozowano. Leonard ma nad nimi przewagę, może na więcej sobie pozwolić, więcej zostanie mu wybaczone, bo ktoś, kto kiedyś przeczytał grube książki i zdał autoryzowany przez władzę egzamin, na kartce papieru poświadczył swoim podpisem, że Leonard jest chory psychicznie i jego mózg nie pracuje tak, jak pracować powinien. Kto jednak powinien mieć prawo do tego, aby określać, co jest normalne i pożądane, a jakie zachowania i uczucia powinniśmy eliminować? Czy smutek i agresja, dopóki wymierzane są wyłącznie w samego siebie, a nie zagrażają zdrowiu i życiu innych osób, są zawsze złe? Dlaczego za normalne uznajemy wyłącznie to, co jest typowe dla większości? Może wcale nie jesteśmy tak inteligentni i tolerancyjni za jakich chcielibyśmy uchodzić, skoro z lękiem i obrzydzeniem podchodzimy do tego, co inne i rzadko spotykane? Podobno każdy geniusz, który chodził po naszej planecie, był szaleńcem, u którego z łatwością można by było zdiagnozować jakąś chorobę psychiczną. Może to my – tzw. normalni – powinniśmy w końcu pogodzić się z naszą przeciętnością i dopuścić do siebie myśl, że istnieją jeszcze inne poziomy świadomości, w których nigdy nie będzie nam dane się poruszać? I to wcale nie oznacza, że one są złe. Są po prostu inne. Tekst pochodzi z mojego bloga: http://fochzprzytupem.wordpress.com/2014/04/27/wszyscy-potrzebujemy-pomocy-psychologa/
Przemek1994 - awatar Przemek1994
ocenił na73 miesiące temu
Łóżko David Whitehouse
Łóżko
David Whitehouse
Malcolma, a dla najbliższych Mala, poznałam pewnego cichego, spokojnego poranka Dnia Siedem Tysięcy Czterysta Osiemdziesiątego Trzeciego, jak pokazywał wyświetlacz na ścianie jego pokoju. Czasomierz podarowany mu przez mamę, kiedy po przyjęciu urodzinowym z okazji ukończenia dwudziestu pięciu lat, postanowił położyć się do łóżka i nigdy więcej z niego nie wstać. Tak, po prostu. Od tego momentu minęło dwadzieścia lat, upłynęło prawie osiem tysięcy dni i przybyło kilkaset kilogramów. Mal osiągnął wagę 630 kilogramów. Ważył więcej niż najcięższa kobieta świata, dorównując mężczyźnie znajdującemu się na szczycie listy najcięższych ludzi. Wszyscy, rodzina, przyjaciele, sąsiedzi, a z czasem i media, zadawali sobie i Malowi jedno pytanie – Dlaczego? Dlaczego "dwudziestopięciolatek postanawia raz na zawsze skończyć ze swoim normalnym życiem? Dlaczego Malcolm Ede cały czas leży w łóżku?" Ja również zadałam sobie to pytanie, a oprócz niego drugie – Czy debiutant literacki poradzi sobie ze studium psychologicznym nie tylko Mala, ale jego rodziny, którą wokół siebie skupił, nie gubiąc przy tym szerszego kontekstu? Udało mu się to rewelacyjnie, z fotograficzną dokładnością uważnego obserwatora! Wykorzystał młodszego o trzy lata bezimiennego brata Mala do narracji opowieści o swojej rodzinie, cofając się aż do czasów ich wspólnego dzieciństwa i okresu dorastania. Na pozór przeciętnej, zwykłej, żyjącej, jak wiele innych, im podobnych. Z matką zajmującą się domem, ojcem zarabiającym na życie i dwojgiem dzieci przysparzającymi nie mniej i nie więcej problemów niż inne. Jednak po przyjrzeniu się jej z bliska, dzięki wnikliwym opisom narratora, z czasem zauważyłam u każdego inne pojmowanie szczęścia. Mal chciał zmieniać w otaczającej rzeczywistości wszystko, a nie widząc tej możliwości, uciekł przed niemożnością otrzymania tego, czego domagała się jego wyobraźnia, ideały i marzenia, przed dorosłością, w której trzeba było zrezygnować z młodzieńczych planów, przed rozczarowaniem, jakie niosła przyszłość, w najbezpieczniejsze miejsce na świecie. Do łóżka. Z kolei matka spełniała się, troszcząc o rodzinę, a szczególnie o starszego syna, zaspokajając potrzebę opieki, zamieniającą się z czasem w zabójczą nadopiekuńczość. "Troszczyła się o Mala, on zaś cały należał do niej. Chroniła go przed zewnętrznym światem, na który nie był gotów". Natomiast ojciec, który chciał posiadać w rodzinie azyl spokoju po stresującej i wyczerpującej pracy, w rezultacie, pogodzony z życiem, zamknął się w sobie i wycofał na strych domu. Z kolei młodszy brat Mala i narrator, zakochany w dziewczynie Malcolma, widział swoje szczęście przy niej i z nią, w efekcie próbując uciec od rodzinnego koszmaru i uczuć przywiązujących go niczym sznury do tego labiryntu ścierających się emocji. I wreszcie Lou, stojąca między braćmi, zakochana w Malu, której przypadła rola z tragiczną kwestią – "kochać kogoś to znaczy patrzeć, jak umiera". Świat tych najbliższych sobie ludzi składał się z centrum, w którym stało łóżko mężczyzny z jego egoistyczną otyłością według narratora, wokół którego krążyła, niczym planety, rodzina, Lou i… ja. Od pierwszej strony, pierwszego zdania. "A tymczasem Mal robił się coraz większy, szerszy, cięższy i bardziej okrągły. Żyliśmy przy nim niczym kolonia mrówek, krzątaliśmy się, posilali, udając, że wszystko jest w całkowitym porządku…" A wszystko pokazane, począwszy od stanów psychicznych bohaterów, poprzez ich myśli i poglądy ulęgające zmianom, aż po fizjologię Mala, z dbałością o szczegóły. Były momenty, kiedy dziękowałam w duchu narratorowi za odwracanie się od widoku mężczyzny na łóżku i oszczędzenie mi przynajmniej części opisów czynności pielęgnacyjnych wykonywanych przez matkę przy monstrualnie rozrośniętym ciele. Czułam fizycznie tę mieszankę smrodu potu, odoru odleżyn, gnijących wydzielin, skóry zrośniętej z prześcieradłem, brudu gromadzącego się między fałdami tłuszczu i fizjologii układu pokarmowego podniesionej do potęgi entej. Jednak musiałam przez to przebrnąć, by zrozumieć sytuację rodziny i spojrzeć ostatecznie na nią z leżącej pozycji Mala. Z perspektywy łóżka. A widok był zupełnie odmienny od tego, który opisywał brat Mala. Tak samo, jak odpowiedź na zadane sobie na początku powieści pytanie – Dlaczego? Z jednej strony to klasyczna opowieść o dojrzewaniu, o niezgodzie na porzucenie ideałów, o odmowie uczestniczenia w życiu, w którym "dorastać znaczyło umierać, ale jeszcze nie umrzeć", o młodzieńczym buncie przeciwko zastanej rzeczywistości, ale z drugiej strony nowatorska w ukazaniu tak odmiennej ucieczki, zamiast w narkotyki, alkohol, anoreksję, do łóżka i w konsekwencji, w otyłość. Czy egoistyczną, jak określił ją brat Mala, która według niego była odmienną od tej chorobliwej, wynikającej z braku silnej woli czy siedzącego trybu życia? Zastanawiam się nad tym nadal. Autor dostarcza tyle materiału do przemyślenia, że budowanie własnych wniosków zajmie mi sporo czasu. Jednak wiem na pewno jedno – otyłość niekoniecznie jest skutkiem lenistwa i łakomstwa. To bardzo złożone zjawisko psychologiczne o wielu zmiennych. I ostrzeżenie na koniec. Tej książki nie wolno czytać w łóżku! Można mieć ochotę na pozostanie w nim, zwłaszcza po takim fragmencie – "Dlaczego ludzie uparcie trzymają się planu, który przeważnie zawodzi? Gdyby wszystkim dorosłym udało się przeżyć życie bez jednego zmartwienia, osobistej tragedii, czy choćby bez jednego beznadziejnego dnia w biurze, mógłbym to rozumieć. Ale tak nie jest. Dlaczego gonić za czymś, co najczęściej okazuje się pieprzonym koszmarem?" No, więc – dlaczego? Dlaczego warto codziennie wstać z łóżka i żyć? naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na74 lata temu
Strasznie głośno, niesamowicie blisko Jonathan Safran Foer
Strasznie głośno, niesamowicie blisko
Jonathan Safran Foer
Książka „Strasznie głośno, niesamowicie blisko” Jonathana Safrana Foera zmusza czytelnika do refleksji. Jak sobie poradzić ze śmiercią kogoś bliskiego? Czy da się dalej żyć? Oskar, nie mogąc pogodzić się ze śmiercią ukochanego taty, szuka odpowiedzi w swojej wyobraźni, wymyślając wynalazki, czyniące ludzi wrażliwszymi na uczucia innych, cofające czas, spotykając innych. Udaje mu się poznać wielu ludzi, którzy kryją własne traumy i różnymi sposobami, często dziwnymi i niezrozumiałymi, usiłują egzystować mimo bólu. Doświadczenie osobiste staje się doznaniem powszechnym. Oskarowi towarzyszą z oddali bliscy również dotknięci traumą śmierci, każdy ma swoją drogę życiową: pomagają, cierpią w milczeniu, ranią bliskich, uciekają od uczuć, zadają pytania, np.: Czy miłość ma sens, jeśli zawsze kończy się czyjąś śmiercią i niewyobrażalnym bólem? Dlaczego mało mówimy o uczuciach? Co to znaczy żyć? Dlaczego człowiek jest tak nieprawdopodobnie samotny? Co jest najważniejsze w życiu? Czym jest człowiek? Czymś czy niczym? W czym wyraża się osobowość człowieka? Dlaczego jest w nas "tyle nieodbytych rozmów"? Dlaczego ludzie nigdy nie potrafią powiedzieć w porę, co myślą? Nie bez przyczyny chłopiec ma na imię Oskar, a pojęcia "black", "klucz" i "dół" mu towarzyszą. Foer odwołuje się do kilku lektur, np. do "Hamleta" Szekspira i krótkiej historii czasu" Hawkinga, które pogłębiają rozważania autora. Zróżnicowanie stylistyczne, grafika, ascetyczne ilustracje uzupełniają treść książki, czyniąc z niej kompletną całość. Nie da się uciec od powagi rozważań, nie da wzruszyć ramionami, bo mnie to nie dotyczy. Autor trzyma nas mocno i zmusza do zatrzymania rozbieganych myśli i własnych pytań.
Anna - awatar Anna
oceniła na88 miesięcy temu
Między nami Chris Cleave
Między nami
Chris Cleave
Prawie 20 lat temu, jeszcze przed 2008 rokiem, pewien brytyjski psycholog, psychoterapeuta i felietonista The Guardian postanowił napisać chwytającą za serce powieść o brytyjskiej machinie imigracyjnej. Jak typowy Brytyjczyk uznał zapewne, że skoro podróżując zobaczył kawał postkolonialnego świata w którym ludzie z różnych powodów potrafią się skomunikować po angielsku, to zobaczył i doświadczył całej prawdy. Pomyślał też zapewne, że skoro zdarzyło mu się nawet mieszkać rok czy dwa w jakimś afrykańskim kraju, to może zacząć pouczać swoich rodaków i moralizatorsko machać im paluszkiem przed nosem. Zamożny, syty, znudzony i poszukujący bodźców Brytyjczyk postanowił zebrać dramatyczne opowieści różnych Pszczółek, aby zagrać na emocjach równie sytych, znudzonych i poszukujących bodźców czytelników zachodniego świata; zagrać tak, aby nawrócili się póki czas, doprowadzili do liberalizacji polityki migracyjnej i otwarcia granic swojego kraju dla... TRUTNI. Co zabawne, nawet na tym etapie zaczadzenia musiało się w powieści pojawić obowiązkowe zdanie o Polakach pracujących „za dobre słowo i paczkę petów”. No cóż, śmialiście się z ciężko pracujących Polaków, to będziecie teraz utrzymywali trutni, a nie wzruszające Pszczółki. Okazuje się więc, że Brytyjczycy, nawet prawie 20 lat temu, potrafili spisywać opowieści równie naiwne, jak Skandynawowie. Większość tych książek pokazuje znudzone, zamożne zatomizowane społeczeństwa traktujące pomoc ludziom, obowiązkowo nie wywodzącym się z ich kręgu kulturowego, jako wyzwanie cywilizacyjne, etyczne lub moralne lub jako zadośćuczynienie. Taką motywacją karmione było społeczeństwo w bogatej Szwecji. Szwedzi też postanowili się kierować emocjami, nie zmierzyli sił na zamiary i gdy zorientowali się że nie są nawet w stanie zapewnić bezpieczeństwa we własnym państwie swoim Pszczółkom ze strony ich rodaków, załamywali ręce w mediach, krytykowali bierność władz ile wlezie, a potem wyprowadzali się z tych straszliwych dzielnic, zostawiając swoich mniej zamożnych rodaków w blokowych dżunglach o które ci nie prosili. Nie wiem czy powieść taka jak ta, mogła mieć wpływ na myślenie jakiegokolwiek brytyjskiego wyborcy w ciągu ostatnich dwóch dekad, jednak to co się tam dzieje dzisiaj pokazuje, że podobne myślenie znalazło bardzo podatny grunt. Większość oderwanych od rzeczywistości zamożnych sytych i znudzonych Brytyjczyków myśli zapewne, że ich kraj zalewają tłumy takich właśnie Pszczółek jak bohaterka tej opowieści i że należy pomóc KAŻDEJ/MU z nich. Ale czy Sara - zamożna, syta i znudzona kobieta, Andrew - skupiony na własnych uczuciach, szukający ciągłych bodźców niedowartościowany facetem i Lawrence – głupi, zamożny tchórz nie potrafiący urządzić własnego życia tak aby nie krzywdzić najbliższych, czy ta trójka i im podobni Brytyjczycy są uprawnieni do tego, aby swoje frustracje przekuć w kompulsywne pomaganie ludziom i sztuczne zatroskanie o los tych, których nie znają i z którymi nie współdzielą żadnej rzeczywistości? Czy tacy ludzie są uprawnieni, do tego, aby w swojej dezorientacji zniszczyć przyszłość swoich własnych dzieci, nie dostrzegając ich istnienia ani potrzeb? Czy ta banda dorosłych, znudzonych snobów, nie rozumiejących konsekwencji swoich prywatnych, codziennych zachowań, naprawdę ma prawo zniszczyć swój kraj tylko dlatego, że zwykła stabilność i wzajemna niełatwa miłość to dla nich nieistotne wyzwanie, bo jedyne uczucia jakie doceniają i dostrzegają to wiecznie narastające emocje, Emocje, EMOCJE utrzymywane nieustannie na wysokim Ce? Zawsze, gdy czytam tego typu powieść, zastanawiam się, co właściwie chciał przekazać autor, bo przecież każdy ma jakieś poglądy, a fabuły nie biorą się znikąd. Tutaj mam trudność, bo trudno uwierzyć, że jako psycholog i psychoterapeuta chciał powiedzieć, że Sara czy Andrew są biednymi, wrażliwymi Brytyjczykami, których PRZEROSŁO ZŁO TEGO ŚWIATA do tego stopnia, że jedno z nich w przypływie adrenaliny odegrało bohatera, a drugie koniec końców oszalało? Przecież nawet zanim wyruszyli na ten bezsensowny urlop do Nigerii, w żaden sposób nie wzbudzali sympatii, a dalej było już tylko gorzej. Tych dwoje dorosłych rodziców, skupionych tylko na sobie, kompletnie nie dostrzega własnego dziecka. Ono nie istnieje w ich świecie. Dla nich liczy się wyłącznie stały dopływ bodźców zawodowych i emocjonalnych. To one mają sprawić, że będą czuli, że żyją. Rodzina to taki formalny kwiatek do kożucha, któremu nie warto poświęcać uwagi. I znów, czy autor jako psycholog i psychoterapeuta chciał powiedzieć, że Sara akceptująca aby dziecko przez dwa lata nosiło kompletny strój Batmana razem z maską (?!!!),jest dobrą, bo tolerancyjną i nieprzemocową matką? Czy też może łaskawie daje jednak do zrozumienia, że powtarzając puste slogany z kolorowych magazynów o tym, że „mamusia cię kocha” albo że jesteś „największym skarbem mamusi” (jak nie przymierzając docentowa Wolańska w „Kogel-Mogel”),jest NAPRAWDĘ BEZNADZIEJNA? Jedno jest pewne – autor nie ma pojęcia o etapach rozwoju człowieka, a to już jest co najmniej dziwne w przypadku psychologa. Dwu-czterolatka przedstawia jako istotę decyzyjną i konsekwentną, a czternasto-szesnastolatkę jako osobę dorosłą. Czy tak trudno sobie wyobrazić albo przypomnieć jak wygląda szesnastoletnia dziewczyna, jakim mówi językiem, jak wyraża myśli? Dialogi, które Pszczółka prowadzi z Sarą czy Lawrencem są zupełnie niewiarygodne, nawet przy uwzględnieniu traum, jakich doświadczyła. Czy zachodnie społeczeństwa doszły już do tego etapu, że trzydziesto-czterdziestolatkowie są równie dojrzali co nastolatki z afrykańskiej wsi? Podsumowując, jest to kolejna książka która próbując pouczać kogokolwiek, robi dokładnie odwrotną robotę. Uświadamia bowiem, że kolejne fale migracyjne i wzmożenia emocjonalne im towarzyszące są uruchamiane przez ludzi niedojrzałych emocjonalnie, niezainteresowanych przyszłością własnego narodu, nierozumiejących konsekwencji swoich czynów w codziennym życiu, a więc tym bardziej w skali całego kraju. Jest to o tyle przerażające, że nawet gdy Pszczółka mówi „Wy jesteście ślepi na teraźniejszość, my na przyszłość.”, to koniec końców musimy zacząć się zastanawiać czy Brytyjczycy otwierając granice na miliony imigrantów stają się właśnie „ślepi na przyszłość”? No i może jeszcze post scriptum. Mimo tych irytujących poprawności narracyjnych, emocjonalnego wzmożenia, wiekowej nieadekwatności bohaterów, tę książkę dobrze się czyta. Nie można się jednak spodziewać, że ktokolwiek poza samymi Nigeryjczykami będzie potrafił napisać coś obiektywnie wiarygodnego o takim państwie jak Nigeria, zwłaszcza, gdy tworzy opowieść pod tezę. Jeśli więc kogoś ciekawi jak widzą swój kraj sami Nigeryjczycy, jak wyglądała ich historia, jak wygląda rozwarstwienie społeczne (i jakie były i są jego konsekwencje),to polecam powieści i opowiadania Chimamandy Ngozi Adichie, najlepiej poprzedzone garścią suchych liczb i informacji na temat samego kraju, choćby tylko tych z Wikipedii.
BethLuisNion - awatar BethLuisNion
ocenił na62 miesiące temu

Cytaty z książki Tost. Historia chłopięcego głodu

Więcej

Jedzeniu batoników Mars i Topic towarzyszył jakiś dziwny protokół postępowania. Ojciec kroił swój batonik na plasterki, kładł je na talerzu w równej linii i zjadał każdy kawałek, jakby to była luksusowa czekoladka. Dzięki temu jeden Mars starczał mu na cały odcinek serialu "Rewolwer i melonik". Wkładanie całości prosto do ust było zakazane, z wyjątkiem (z jakiegoś tajemniczego powodu) batonika Milky Way. Najwyraźniej decydująca była kwestia rozmiaru. Musiałem odłamywać każdy następny kawałek Marsa palcami i wrzucać go do ust. Odgryzienie go byłoby prawdopodobnie powodem, by posłać mnie za karę do mojego pokoju. Nie jestem do końca pewien, co zrobiłby ojciec, gdybym zaczął ssać Marsa tak, jak to robiła Joan — głęboko wkładając go do ust i poruszając nim na boki. Był to widok fascynujący, gdy mleczna czekolada rozpływała się jej na języku i zostawiała malutkie brązowe ślady w kąciku warg.

Jedzeniu batoników Mars i Topic towarzyszył jakiś dziwny protokół postępowania. Ojciec kroił swój batonik na plasterki, kładł je na talerzu ...

Rozwiń
Nigel Slater Tost. Historia chłopięcego głodu Zobacz więcej

W końcu Julia po prostu powiedziała cicho, niemal rzeczowo:
– Będziesz musiał się pospieszyć. Niedługo muszę wracać.
Spędziliśmy resztę wakacji, trzymając się umowy „stek za seks”, ktora najwyraźniej nam odpowiadała. Wszyscy nazywali ją moją dziewczyną, ale nią nie była. Tylko jedzenie, migdalenie się i bzykanie, w tym samym miejscu, o tej samej porze. Życie stało się przyjemnie porządne, schludne, przewidywalne.

W końcu Julia po prostu powiedziała cicho, niemal rzeczowo:
– Będziesz musiał się pospieszyć. Niedługo muszę wracać.
Spędziliś...

Rozwiń
Nigel Slater Tost. Historia chłopięcego głodu Zobacz więcej

– Zapytaj starą krowę, czy chcą jakieś warzywa – zwrocił się do młodej kelnerki z niebieskim cieniem na powiekach, a potem kontynuował: – Założę się, że zeszłej nocy znowu się ruchałaś, prawda, ty plugawa mała dziwko?

– Zapytaj starą krowę, czy chcą jakieś warzywa – zwrocił się do młodej kelnerki z niebieskim cieniem na powiekach, a potem kontynuował: – Za...

Rozwiń
Nigel Slater Tost. Historia chłopięcego głodu Zobacz więcej
Więcej