Artykuły„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać7
Artykuły"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać2
ArtykułyCzytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać445
ArtykułyNadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8
Kontra

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Cykl:
- Józef Mackiewicz: Dzieła (tom 3)
- Data wydania:
- 2009-11-13
- Data 1. wyd. pol.:
- 1957-01-01
- Liczba stron:
- 292
- Czas czytania
- 4 godz. 52 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9780907652649
Po niebie ciągnęły odwilżowe chmury. Na tle ich monotonnie przepływającej masy, tknięty został obrazem, który dojrzał, a który właściwie nosił w oczach od paru ostatnich lat przebywania w opanowanej wojną Europie: Obok świętego o wzroku z wiarą utkwionym w niebo, stał drugi bez głowy; olbrzymie anioły dmące w olbrzymie fanfary jakowyś hymn triumfalny do nieba, dęły go w dalszym ciągu, choć jeden miał tylko pół trąby, a drugi leciał w ogóle bez rąk. Dumna postać na podniebnej krawędzi, wznosząca się z harfą, nie miała strun, lewej piersi, nosa i wszystkich palców u prawej nogi. Nad kompletną ruiną pewnego dachu pozostała tylko figura składająca ręce do nieba; ongiś wskazywała ludziom na dole kierunek, do którego winni dążyć, ale co robiła w tej chwili, gdy wszystko co najgorsze przychodziło z tego podniebnego kierunku? Żadna, najśmielsza karykatura nie potrafiłaby chyba dosadniej uzmysłowić w kamieniu śmieszności tej architektury obliczonej na łączność z niebem, które dziś łamało aniołom skrzydła, świętym głowy, wieżom krzyże, i dekonspirowało niemoc symboliki. Koń na pomniku miał oderwane tylne nogi, tak że rycerz siedział tylko na jego dwóch przednich; lew był bez ogona, satyr bez brzucha, pałac bez dachu, kościół bez kopuły.
… Przypomniał sobie widzianą w jakimś piśmie fotografię kościoła w New Yorku, który ze swoją kilkupiętrową wieżą, wyglądał cudacznie, zabudowany wokół przez kilkunastopiętrowe drapacze. W ten sposób wieża ta wskazywała właściwie nie niebo, lecz świecącą reklamę kaloszy. „Opanowanie podniebnych wysokości”, myślał, „musi wpłynąć chyba na zmianę dotychczasowego wyrazu wszystkich architektur świata. Bo jeżeli kamienny anioł trąbić będzie do samolotu, który obrywa mu bombą skrzydła, sprowadzi ten wyraz do symbolicznego paradoksu.”
Józef Mackiewicz, "Kontra"
Kup Kontra w ulubionej księgarnii
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Opinia społeczności i
Kontra
Przyjęło się mówić, że komunizm nie posiada narodowości. Podobnie rzecz ma się z antykomunizmem. Sam Józef Mackiewicz, pytany o narodowość odpowiadał - ANTYKOMUNISTA. Każdego, który dostał się w ten nieludzki system bardzo mi szkoda. Tak, jak szkoda kozaków dońskich, o których losach jest ta rewelacyjna książka. Demokratyczni Angole wydali w łapska Stalina 50-55 tysięcy ich ludzi. Nic nowego, że generałowie i niżsi rangą oficerowie zostali powieszeni. Alianci wydawali ludzi Stalinowi celem zaspokojenia jego choroby. Żałuję bardzo, że mieliśmy kilka okazji zmieść z powierzchni ziemi ten zwyrodniały system i bydlaków nim zawiadujących, ale tego nie uczyniliśmy. Książkę bardzo polecam.
Oceny książki Kontra
Poznaj innych czytelników
812 użytkowników ma tytuł Kontra na półkach głównych- Chcę przeczytać 468
- Przeczytane 336
- Teraz czytam 8
- Posiadam 73
- Chcę w prezencie 12
- Ulubione 12
- Literatura polska 7
- Historia 7
- Powieść historyczna 5
- II wojna światowa 3
Tagi i tematy do książki Kontra
Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Kontra
W ten to sposób John Smith, rodem ze Szkoc]l, zabi!
Aleksandra Kolcowa nad Donu, za to, i% nie chcial byc postuszny wladzy bolszewickie] ustanowionej we wschod-niej Europie.
W ten to sposób John Smith, rodem ze Szkoc]l, zabi!
Aleksandra Kolcowa nad Donu, za to, i% nie chcial byc postuszny wladzy bolszewicki...
Co to wy, obywatele najwolniejszego kraju na świecie! Mogliście kiedy marzyć o takiej wycieczce turystycznej? Do Itaaalii... Kiedyś hrabiowie tylko, albo książęta jeździli, a teraz, widzisz, po rewolucji i prosty naród pozwolić sobie może...
Co to wy, obywatele najwolniejszego kraju na świecie! Mogliście kiedy marzyć o takiej wycieczce turystycznej? Do Itaaalii... Kiedyś hrabiowi...
Rozwiń Zwiń Winston Churchill wniósł kielich:
„Nie jest to z mojej strony przesada, ani kwiecistym komplementem, gdy powiem, i% uwazamy ¿ycie Stalina za cos najbardziej drogocennego dla naszych nadziei i na-szych serc... Wyratam szczera wlare, ze Marszalek zacho-wany zostanie 1 dla Zwiazku Sowleckiego 1 dla tego rów-nie¿, aby nam pomógi isc naprzód ku mniej nieszczesli-wym czasom niz te, któresmy niedawno przeiyli. Osobi-scle krocze poprzez ten swiat z wieksza smialoscia i nad-zleja, gdy jestem pewny przyjazni i zazylosci z tym wielkim czlowiekiem, którego slawa rozbrzmiewa dzis nie tylko na cata, Rosje, ale i na calym globie ziemskim...
Winston Churchill wniósł kielich:
„Nie jest to z mojej strony przesada, ani kwiecistym komplementem, gdy powiem, i% uwazamy ¿ycie Stal...















































OPINIE i DYSKUSJE o książce Kontra
zakazana w PRL - 1945–1989 - autor emigracyjny, ostro antykomunistyczny, zakaz publikacji i posiadania...
zakazana w PRL - 1945–1989 - autor emigracyjny, ostro antykomunistyczny, zakaz publikacji i posiadania...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiełatwa powieść wojenna. Warta przeczytania chociażby dla przypomnienia czym jest wojna dla losów zwykłych ludzi i że Sowiety/Rosja to zło w czystej postaci.
Niełatwa powieść wojenna. Warta przeczytania chociażby dla przypomnienia czym jest wojna dla losów zwykłych ludzi i że Sowiety/Rosja to zło w czystej postaci.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoruszająca, ważna, prawdziwa.
Poruszająca, ważna, prawdziwa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSubiektywna ocena, a każdy kto przeczyta może odbierać tą książkę inaczej.
Subiektywna ocena, a każdy kto przeczyta może odbierać tą książkę inaczej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSą dwie prawdy, mówi Mackiewicz we wstępie do Kontry: obiektywna i propagandowa. Obie istnieją równolegle, płyną jakby dwiema nurtami w jednej rzece. Ale tylko ta pierwsza, zdaje się mówić Mackiewicz, jest naprawdę ciekawa, tylko nią warto się zajmować. Bo tylko ona daje pełny obraz. I tylko ona jest niewygodna dla każdego.
Kontra, jedna z najlepszych powieści Mackiewicza, rozpoczyna się niemal mistycznie: od burzy śnieżnej, z której stopniowo zacznie wyłaniać się wspomniana wcześniej prawda, oraz przepowiedni.
Aleksander Kolcow urodził się w naddońskim chutorze Jaglickim, w wyjątkowo burzliwą noc zimową roku 1860. Opowiadano, że śnieżna zawieja zlała się z niebem tak dokładnie, że człowiek, który wychodził z chaty, widział przed sobą tylko drgającą w szaleństwie ścianę śniegu i nie mógł dojrzeć niczego więcej nawet na odległość zgiętej ręki. Było wiele kłopotu z przeprowadzeniem z trzeciego po sąsiedztwie domu baby znającej się na akuszerstwie. W stepie zasypało kompletnie ciągnący tabor kupiecki, i ponoć trupy ludzi i koni znaleziono dopiero na wiosnę. Czy była to legenda, czy prawda, trudno było ustalić, gdyż dokładnego miejsca katastrofy nikt nie umiał wskazać. Faktem jest jednak, że burza śnieżna trwała trzy dni i trzy noce, a człowiek biegły w odczytywaniu znaków na niebie i ziemi, sąsiad Tymoteusz Osmuchin, już wtedy przepowiadał nowonarodzonemu Aleksandrowi burzliwe życie i burzliwy koniec. (s. 13)
Parafrazując Mackiewicza: gdyby Aleksander Kolcow żył do dzisiaj, miałby, wzorem biblijnych patriarchów, 164 lata. Ale nie żyje od 1 czerwca 1945, “na skutek wypadków zaszłych w austriackim miasteczku Lienz, w dolinie rzeki Drawy” (s. 10). A skąd to Kozak, rodem znad Donu, wziął się u licha w 1945 roku w Austrii, zamiast spokojnie żyć w swoim chutorze? Odpowiedź jest krótka, może dla niektórych dziwna – otóż zagnał go tam wiek XX. Razem z około trzydziestoma tysiącami innych Kozaków – wojskowych, cywilów.
Bardziej precyzyjnie: w Rosji wybuchła rewolucja. A Kozacy, jako ludzie ceniący sobie wolność i niezależność, o czym mogli się przekonać polscy panowie już w wieku XVII, niezbyt polubili się z bolszewikami. Zniechęceni (łagodne określenie) życiem w czerwonym ustroju, czekali tylko okazji na kontrrewolucję. Okazja nadarzyła się dość szybko, bo już w 1941. Wtedy zdecydowali, że najlepiej będzie stanąć po stronie III Rzeszy i w ten sposób rozprawić się z bolszewizmem.
Moglibyśmy dzisiaj powiedzieć, że dopuścili się kolaboracji, więc z jakiego powodu mamy ich szanować, a tym bardziej o nich czytać? Twierdzenie o kolaboracji jest jednak zwyczajnym nadużyciem. Prawda nie jest tak prosta, mówi Mackiewicz, jak mogłoby się wydawać. Otóż Kozacy nie byli ślepi, widzieli działania Niemców, znali ich stosunek do samych siebie, wiedzieli, że są używani w sposób instrumentalny, że są potrzebni jako chwilowy sojusznik, ale niepotrzebni jako wolni ludzie. Ich postawę można określić krótko: przeciwko bolszewikom i bolszewizmowi to sprzymierzymy się choćby i z samym diabłem (co nadal nie zmienia faktu, że Mackiewicz jest mistrzem ukazywania różnic w ludzkich postawach, dlatego daleko mu do tępego propagandzisty, którego stać tylko na oczywiste “Bolszewika goń, goń, goń!”; owa wielość postaw oraz niuansowania sprawiają, że Mackiewiczowi blisko do chociażby Dostojewskiego).
Mackiewicz chyba trafnie oddaje klimat tamtych czasów:
— Wojna! Słyszeliście: wojna! Co za szczęście nie do wiary!
Nie tylko w turniach, więzieniach, łagrach, izolatorach, katorgach i kazamatach. W miastach i kołchozach ludzie stawali z twarzą zwróconą na Zachód wpatrzeni w nadchodzącą wojnę, jakby oczekiwali od niej cudu. Po dwudziestu czterech latach niewoli – czekali wyzwolenia. Po dwudziestu czterech latach bolszewizmu – czekali jego końca. Wszystko jedno kto: zły, czy dobry, lewy czy prawy, Hitler czy Churchill, byle każdy kto pierwszy wypowie słowo: „wojna”.
Byli tacy co budowali bramy triumfalne. Zrywali na łąkach kwiaty. Przyjmowali zwycięzców chlebem i solą. Nie Niemców, nie Anglików, nie Francuzów. Japończyków, czy Murzynów… Oni witali: wojnę! (s. 55)
W ten sposób Kozacy, przydzieleni do armii niemieckiej, zaczynają walczyć tam, gdzie są akurat potrzebni. Dodam jeszcze, na co wskazuje także Mackiewicz, że prawda nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. A swoją epopeję wojenną kończą w północnych Włoszech, skąd już tylko mały krok do Austrii i ich ponurego końca. Żeby już nie przedłużać: na mocy ugody zawartej między Brytyjczykami stacjonującymi w południowej Austrii a Związkiem Radzieckim, około 30 tysięcy Kozaków walczących po stronie niemieckiej, w nomenklaturze radzieckiej: kontrrewolucjonistów, zostało deportowanym z powrotem do Rosji. Nieliczni, którym udało się pozostać na Zachodzie, to tzw. biali emigranci, którzy nigdy nie byli obywatelami ZSRR. Albo ci, którzy jak Mitia Kolcow, syn Aleksandra Kolcowa, mieli po prostu szczęście i na przykład zajmowali się pozostałymi po Kozakach końmi.
Co się stało z rodziną Kolcowych, której dzieje, splecione z losem Kozaków, obserwujemy przez całą powieść? Najkrócej, żeby nie ujawnić za dużo: ich życie wlało się w nurt XX wieku i prawie żadne z nich, rozrzuconych po całej Europie jak liście na wietrze, nie umarło śmiercią naturalną.
Co się stało z kozackimi oficerami? Powieszeni. Wyłącznie za to, że nie chcieli uznać nowej władzy.
I o ile na powieściową wywózkę oficerów do ZSRR (a także ich późniejsze losy) składają się obrazy przejmujące do głębi, tragiczne wręcz, tak apogeum Mackiewicz osiąga obrazując dramat cywilów.
Nagle, na dany rozkaz, żołnierze rzucili się w tłum, rozrywając łańcuch rąk i bijąc kolbami i pałkami po obnażonych do modlitwy głowach, po plecach, ramionach, po twarzach. Od razu zrobiło się zamieszanie, powstała panika. Wśród krzyków i lamentu deptano i zadeptywano się wzajemnie. Tłum cofając się zaczął napierać na parkan odgraniczający obóz od pola. Parkan runął pod naciskiem. Ale na polu też stały czołgi. Żołnierze strzelali na postrach nie w górę, a pod nogi. Zbitych i okrwawionych chwytano i wleczono do ciężarówek. Jednocześnie w innych obozowiskach również rozległy się strzały. Ludzie rzucali się na oślep, uciekali w lasy. skakali do rzeki. A rzeka była wezbrana. W powszechnym tumulcie rozbiegły się po dolinie tabuny koni.
Miejscowi mieszkańcy żegnali się początkowo nabożnie, gdy jednak ktoś zrobił początek, wielu rzuciło się grabić opustoszałe namioty, łapać konie, zabierać bydło. Wzburzenie doszło do punktu kulminacyjnego. Księża katoliccy kazali bić w dzwony po kościołach i nawoływali ludność do zaprzestania hańbiącej grabieży. Na wieży kościelnej w pobliskim Dolsach pojawiła się czarna chorągiew. Anglicy kazali ją zerwać.
Główna masa Kozaków zgrupowana w Peggetz, cofając się przed zbrojnymi żołnierzami, usiłowała jeszcze wyrywać Z ich rąk tych, których już schwytali. Wtedy to padł pierwszy Kozak doński przebity bagnetem. Tłum odpłynął na chwilę i odsłonił ołtarze. Duchowny odwrócił się i wyciągnął ku żołnierzom Ewangelię, ale piechur 8-go batalionu wytrącił mu ją bagnetem z ręki. Jeden z Kubańców zasłonił się ikoną Matki Boskiej, otrzymał jednak cios w skroń i skóra wraz z włosami zwisła mu na ucho. Trzeci próbował parować cios chorągwią św. Mikołaja Cudotwórcy. Istotnie, uderzenie pałki zerwało tylko materiał, i wdeptało Mikołaja Cudotwórcę w błoto, ale Kozak uszedł cało. (ss. 191-192)
Te obrazy są szokujące i chyba na zawsze pozostaną w czytelniczej pamięci. Bo chociaż wszystkie są do siebie podobne – dla mnie, w miarę obeznanego z historią – to każdy z nich jest straszny i przypomina o prostej prawdzie wojny: najbardziej zawsze cierpią ci, którzy się bronić nie mogą.
Tym bardziej szokuje jeszcze co innego. Tuż po wojnie i dużo później, nawet do dzisiaj, sympatie radzieckie i komunistyczne były (i są) silne w Europie. Entuzjazm udzielił się wszystkim demokracjom zachodnim, z których rekrutowało się mnóstwo pożytecznych idiotów, co to nie dowierzali chociażby w istnienie systemu Gułagu. Niemniej i tak ten fragment z końcowych stron brzmi jak ponury żart – zwłaszcza, że następuje zaraz po informacji o rozstrzelanych “kolaboranckich” przywódcach kozackich: “W tym samym czasie na listę komunistyczną podczas wyborów 1946 we Francji, głosowało 30,5% całej ludności. We Włoszech podczas wyborów 1948 głosowało na listę komunistów 31% całej ludności”. (s. 259)
— Demokracja?!!! — Pułkownik gwałtownie zatoczył wokół ręką. — Ma pan tę swoją „demokrację”! Pilnuje w tej chwili drutów kolczastych. Ja pytam: czy za czasów tak zwanej ,,najczarniejszej reakcji” można by było postąpić w ten sposób z tysiącami oficerów, politycznych bojowników jakiejś idei, którzy proszą o azyl! Jak z nami postąpiono? I to postąpiła „najdoskonalsza demokracja w Europie” ta właśnie, wychwalana angielska?! (s. 183)
Z perspektywy lat powojennych (czyli z naszej perspektywy),zawarta w powieści i zapewne autentyczna historycznie pewność Kozaków, że Zachód, ze swoimi wartościami, z chrześcijaństwem, stanowiący całkowite zaprzeczenie komunizmu i Rosji sowieckiej, nie pozwoli, żeby ktokolwiek jęczał w radzieckiej niewoli jest zwyczajnie smutna i gorzka. Zachód ich zostawił, podobnie jak zostawił nas w 1939, jak pozwolił na obcięcie Kresów w 1943, jak nas sprzedał Stalinowi w 1945 w Jałcie i Poczdamie. Że za mocne słowo, że “sprzedał” to przesada, bo przecież Polska się odrodziła? Jasne, pod radzieckim butem (gdyby ktoś zapomniał),a ze skutkami owego “odrodzenia” musimy się zmagać do dzisiaj. Kiedy w grę wchodzą wielkie interesa, sentymenty przestają się liczyć. Pozostaje twarda, realna polityka, odarta z jakiegokolwiek romantyzmu. I twarde, nieubłagane prawidła historyczne.
Przykłady tak zwanej wierności Zachodu swoim wartościom i swoim sojusznikom można mnożyć, w historii było ich mnóstwo. Nic się w tej kwestii nie zmieniło i nie zmieni. Zachód nie widział nic zdrożnego w obściskiwaniu się z Putinem i hojnemu słaniu pieniędzy choćby za gaz, bo Putin potrzebował pieniążków na wojnę z Gruzją, z Ukrainą… Mówiąc Mackiewiczem: Zachód też ma na rękach krew ukraińskich dzieci.
I dalej Mackiewiczem: ale przecież nie musi to psuć naszego dobrego samopoczucia. Mamy Unię Europejską, jesteśmy w NATO. Zachód na pewno nas nie zostawi w razie potrzeby. Na pewno…
Na koniec zostawiłem dłuższy cytat, swego rodzaju receptę, którą Mackiewicz zostawił wszystkim swoim czytelnikom. Sposób, na przetrwanie w świecie opresji, absurdu, zdrady, fałszu, totalitaryzmu, faszyzmu, komunizmu…
— Śmiechem — powiedział — wy mnie ust nie zamkniecie. Dmitrij AIeksandrowicz. Ty bardzo ważne postawiłeś pytanie. Z bolszewikami gadać nie można, a fakt, że tacy sami ludzie jak my. Więc co z tego za wniosek? Dla mnie jasny: że nie ludzie winni, a ustrój. Ot i cała filozofia. A także i całe porównanie z ustrojem poza sowieckim. Bo tu gadać wolno. A teraz widzisz różnicę?
— Gadać! Dużo ty, inni, mają z tego gadania!
— Dużo-niedużo, a od tego zależy wszystko. Nie od takiego, czy innego prawa do życia, a od prawa do gadania. Nie żeby zaraz skutek jaki był. Czasem lata przejdą, a czasem dużo lat. Ale ludzie spostrzegają swoje błędy, naprawiają swoje błędy. Nie od maszyn to idzie, bracia, nie od wynalazków takich czy innych. A od gadania. U nas stare przysłowie mówiło: “Język i do Kijowa doprowadzi”. To może przed bardzo dawnymi wiekami to przysłowie wymyślono, a Kijów znaczył w nim niby cel. Także samo i teraz: gadaniem, a w końcu dojdziesz do prawdy. Tą, czy inną drogą. Bo wolność gadania to znaczy wolność wyboru, żeby tam nie wiem jaka w tej chwili działa się krzywda, i komu. Ale gadać o niej wolno. Ot, co jest najważniejsze. Ale dopiero tam, gdzie gadać zabroniono, gdzie: nie-ma-gadania! Aaa… wtedy dopiero, bracia, nie można mieć nadziei. (ss. 267-268)
Są dwie prawdy, mówi Mackiewicz we wstępie do Kontry: obiektywna i propagandowa. Obie istnieją równolegle, płyną jakby dwiema nurtami w jednej rzece. Ale tylko ta pierwsza, zdaje się mówić Mackiewicz, jest naprawdę ciekawa, tylko nią warto się zajmować. Bo tylko ona daje pełny obraz. I tylko ona jest niewygodna dla każdego.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKontra, jedna z najlepszych powieści Mackiewicza,...
Ciekawy poczatek i rozprowadzenie fabuly, dobre przeblyski historiograficzne ale przebija sie meczacy fatalizm i pewna przewidywalnosc niemniej fragmenty sa genialnie malowniczo i wartko rozwiniete.
Ciekawy poczatek i rozprowadzenie fabuly, dobre przeblyski historiograficzne ale przebija sie meczacy fatalizm i pewna przewidywalnosc niemniej fragmenty sa genialnie malowniczo i wartko rozwiniete.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna ksiażka, zaraz zabieram się za lewa wolna. Serdecznie polecam.
Świetna ksiażka, zaraz zabieram się za lewa wolna. Serdecznie polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiejscami naprawdę wybitna, choć momentami, zbędny naturalizm trochę psuje odbiór dzieła, po co, pisać, iż przygotowana na spalenie żywcem dziewczyna nie trzyma moczu, lub bohater ma problem z załatwieniem się w brudnym łagrowym wychodku? Kapitalne, ukazanie stosunku cywilizowanego zachodu kontynentu, wobec ludzi z jego wschodu. Do tego, te kawaleryjskie smaczki, które tylko dawny kawalerzysta, jakim był pisarz, mógł uchwycić z takim realizmem.
Miejscami naprawdę wybitna, choć momentami, zbędny naturalizm trochę psuje odbiór dzieła, po co, pisać, iż przygotowana na spalenie żywcem dziewczyna nie trzyma moczu, lub bohater ma problem z załatwieniem się w brudnym łagrowym wychodku? Kapitalne, ukazanie stosunku cywilizowanego zachodu kontynentu, wobec ludzi z jego wschodu. Do tego, te kawaleryjskie smaczki, które...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJózef Mackiewicz jak zwykle dogłębnie przenikliwy w swoich prozatorskich rozrachunkach na temat historii XX wieku.
Tym razem obok ukazania drapieżnego bolszewizmu, pisarz bez ogródek, rozprawia się z mitem cywilizowanego zachodu.
Bez wahania z siłą tarana kruszy na miazgę stereotyp egalitarystycznej anglosaskiej kultury. Bezbłędne zobrazowanie zawiłych realiów IIWS bez schematów, utartych klisz i stereotypów, opowiadając przy tym o wolności, jako wartości na wskroś ponad ustrojowej, uniwersalnej, przypisanej każdej jednostce, bez względu na rasę i pochodzenie.
Historia ukraińskich kozaków nie była mi bliska, mimo to saga rodziny Kolców, budzi w duszy masę emocji i wzruszeń. Tragedia i opór kozaków w zestawieniu z bolszewicką tyranią i potwornością oprawców. Serce zaczyna krwawić, ale też podziwiać niezłomność ludzkiego ducha, w zderzeniu z bezwzględną opresją. Piorunujący obraz zarazem bestialstwa jak i hartu ludzkiego ducha. Tragiczna dola Kozaków do cna przypomina dramat Polaków, w momencie zarówno wybuchu wojny jak i jej finiszu. Cały czas przez głowę przewijała mi się fatalność wydarzeń, sytuacji bez wyjścia, kiedy losy obu społeczeństw staja miedzy młotem a kowadłem. Brytyjczycy wbijają nóż w plecy, paradnie się przy tym uśmiechając.
Proza pisarza wyrasta ponad utarty schemat historii zwycięzców. W końcu ktoś miał odwagę opisać hipokryzję Brytyjczyków, fasadowość, oraz iluzję ich immanentny pryncypiów w odniesieniu do realiów wojennych.
Niech ta frasobliwa konstatacja, którą wyłuszczył nam pisarz, będzie złowrogim memento, dla wszystkich zaczadzonych anglosaską agitacją.
Biada tym, którzy bezrefleksyjne pokładają wszystkie swoje nadzieje w przymierze z zachodnimi sojusznikami . Książka ta nabiera wyjątkowej aktualnej mocy, kiedy Ukraina walczy z Rosją, opierać swoje wsparcie na zachodzie.
W polskiej historii Brytyjczycy już dawno zrzucili maski, zwłaszcza kiedy sprzedali nas w Jałcie, i przyczynili się do śmierci gen Sikorskiego, żeby nie wspomnieć o reszce haniebnych poczynań.
Niechaj również będzie to przyczynek do refleksji i rozważań na temat celowości tezy wyższości zachodniej cywilizacji nad wschodnią. Jest to szczególnie istotny kontrapunkt w kontekście wojny na naszej wschodniej flance.
Propaganda wyższości cywilizacji zachodu, to ułuda, wtłoczenie w ramy absurdu twierdzenia jakoby zło i dobro przypisywanie było nie ludzkiej naturze a nacjom i narodowością. Tymczasem Mackiewicz bezbłędnie neutralizuje te propagandowe nonsensy, i wierny poszukiwaniu prawdy strąca kolejny spiżowy pomnik.
Konsekwencją zapatrywań pisarza i srogiej oceny aliantów, staję się fakt, że po wojnie stał się on pisarzem wyklętym, który nawet nie miał wstępu do "wolnościowej" rozgłośni "Wolna Europa." Stało się to mimowolnie ukoronowaniem triumfu pisarza, i potwierdzeniem że bezkompromisowość, ma swoją wysoką cenę.
Pisarz skazany został na ostracyzm bo nie dał się nigdy upolitycznić, a przecież prawda nie ma barw politycznych.
Józef Mackiewicz jak zwykle dogłębnie przenikliwy w swoich prozatorskich rozrachunkach na temat historii XX wieku.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTym razem obok ukazania drapieżnego bolszewizmu, pisarz bez ogródek, rozprawia się z mitem cywilizowanego zachodu.
Bez wahania z siłą tarana kruszy na miazgę stereotyp egalitarystycznej anglosaskiej kultury. Bezbłędne zobrazowanie zawiłych realiów IIWS bez...
Dobrze się czyta, pomimo smutnej tematyki, czyli opisu ruskiego, komunistycznego świata, który raz jest ohydny, raz przerażający. Siła wewnętrzna człowieka wobec tego świata jest czymś pięknym. Jednak często człowiek przegrywa. Ku pamięci dla wszystkich, ku rozwadze dla zafascynowanych komunizmem. Poza tym, z książki można dowiedzieć się czegoś o kozakach i ich XXw. historii.
Dobrze się czyta, pomimo smutnej tematyki, czyli opisu ruskiego, komunistycznego świata, który raz jest ohydny, raz przerażający. Siła wewnętrzna człowieka wobec tego świata jest czymś pięknym. Jednak często człowiek przegrywa. Ku pamięci dla wszystkich, ku rozwadze dla zafascynowanych komunizmem. Poza tym, z książki można dowiedzieć się czegoś o kozakach i ich XXw. historii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to