-
Artykuły
Przesłuchanie Przemysława Piotrowskiego. Mocna premiera książki „Markiz"
LubimyCzytać6 -
Artykuły
Najlepsza literatura faktu teraz 45% taniej na matras.pl
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Grzechy główne według Piotra Górskiego
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Miłość w cieniu wielkiej historii. Rozmowa z Joanną Jax
LubimyCzytać2
forum Grupy użytkowników Filozofia
Dawkinsa temat urojony
odpowiedzi [5]
"Dawkins cały swój atak przypuścił na honorowego patrona, który nie pełni żadnej roli w religii jest pustym pojęciem dającym się wypełniać w zależności od gustów wiernych"
.
Cóż za kuriozalna opinia! W takim razie jaką rolę pełni ten patron? Co jest podstawą religii, jeśli nie wiara w Boga? Puste pojęcie? Chyba nie znam żadnego naprawdę wierzącego, niezależnie od obrządku, który zgodził by się z takimi stwierdzeniami. Jedyne co wywołuje we mnie czytanie takich opinii to wzruszenie ramion - papier, Internet, wszystko zniesie.
Po wtóre, to nie jest temat dla naukowca, tak jak nauka nie ma nic do gadania w temacie sztuki i jej recepcji.
Bzdura! Oczywista bzdura! Pomijając już bezzasadne roszczenie sobie prawa do określania, co jest domeną nauki, a co nie, to "wyrzucił Pan do kosza" za jednym zamachem całą pracę historyków sztuki, muzykologów, literaturoznawców itp. Przy okazji - jakże to przypomina wypowiedzi różnych księży i kaznodziei, którzy pytani o dowody i wątpliwości zasłaniają się wygodnymi formułkami o "niepoznawalności", "tajemnicy" "tego nie da się zrozumieć" itp.
Na zakończenie polecam przeczytać ostatni rozdział książki Dawkinsa, gdzie w piękny sposób przedstawia trudności człowieka z pojęciem ogromnej złożoności świata zarówno w skali makro, jak i mikro i gdzie pięknie dowodzi jak bardzo wąski jest ogląd naszych zmysłów posługując się porównaniem do osoby ubranej w czador. To chyba najlepsza część pracy Dawkinsa i stanowi w dużej mierze odpowiedź na Pana (Pani?) wątpliwości.
"Dawkins cały swój atak przypuścił na honorowego patrona, który nie pełni żadnej roli w religii jest pustym pojęciem dającym się wypełniać w zależności od gustów wiernych"
.
Cóż za kuriozalna opinia! W takim razie jaką rolę pełni ten patron? Co jest podstawą religii, jeśli nie wiara w Boga? Puste pojęcie? Chyba nie znam żadnego naprawdę wierzącego, niezależnie od obrządku,...
A propos "Patrona". Teraz bym powiedział, że jednak Bóg jest punktem centralnym religii, ale nie znaczy to, że zmieniam pogląd. Modyfikuję tylko ujęcie na bardziej przystające do tego, jak temat pojmuję. "Punktem" w sensie matematycznym, czyli pozbawionym wymiarów (atrybutów). Jest nieistotny dla poszukiwacza. Boga faktycznie nie ma jako obiektu, czegoś co można namacać. Jestem zwolennikiem ujęć apofatycznych, czyli polegających na negatywnym opisie - mówieniu nie o tym, czym/jaki Bóg jest, ale czym/jaki nie jest. On "Jest Który Jest". Religijny człowiek "pracuje" ze Słowem Bożym nad sobą i nad drugim człowiekiem, a nie z Bogiem jako bytem. Z Bogiem, jako bytem, "pracuje" poganin i ateista.
Nauka nie ma nic istotnego do powiedzenia w temacie sztuki. Historia sztuki, muzykologia, literaturoznawstwo itp., to nie są nauki (sciences), tylko dziedziny humanistyczne (humanities). W polskim języku brakuje tego rozróżnienia, wszystkie dziedziny nazywa się naukami.
Nie wiem, czy zdołam wrócić do ostatniego rozdziału, wolę patrzeć w sufit.
Pozdrawiam i przepraszam za zwłokę z odpowiedzią.
A propos "Patrona". Teraz bym powiedział, że jednak Bóg jest punktem centralnym religii, ale nie znaczy to, że zmieniam pogląd. Modyfikuję tylko ujęcie na bardziej przystające do tego, jak temat pojmuję. "Punktem" w sensie matematycznym, czyli pozbawionym wymiarów (atrybutów). Jest nieistotny dla poszukiwacza. Boga faktycznie nie ma jako obiektu, czegoś co można namacać....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
O, jesteś tu, to dobrze ;)
Niby faktycznie taki miał zamiar, bo jak refren powtarza kontrargumenty podobne do tych moich, z którymi jednak nie chce dyskutować, jako że są stanowiskiem marginalnym. Dziwna sprawa z tym Dawkinsem, traktowany jest niezwykle poważnie, a czyta się go jak głupszego od siebie. Niezwykle trudne zadanie.
Efekt jaki osiągnął Rysiek, to jeszcze dalsze odsunięcie od pospolitej świadomości istoty religii. On zaorał temat i nic na nim nie zasiał, a wybudował fabrykę głupich definicji ;)
Przeczytałem 60% książki i walczę dalej z każdą stroną.
O, jesteś tu, to dobrze ;)
Niby faktycznie taki miał zamiar, bo jak refren powtarza kontrargumenty podobne do tych moich, z którymi jednak nie chce dyskutować, jako że są stanowiskiem marginalnym. Dziwna sprawa z tym Dawkinsem, traktowany jest niezwykle poważnie, a czyta się go jak głupszego od siebie. Niezwykle trudne zadanie.
Efekt jaki osiągnął Rysiek, to jeszcze...
Nie czytałem "Boga Urojonego", ale wydaje mi się, że to bardzo dobre zagranie Ryszarda - posadzić każdego szeregowego człowieka przed samym Bogiem, a nie nad natchnionymi niejasnościami i świętymi Słowami, w których jedno jest tylko jasne - ktoś kto tak pisze i mówi, niczego nie chce wyjaśnić, a z którego interpretacjami tajemnic i głębi (tajemnice rodzą głębie:)) zawartych w obrazach i historiach o wężach, rajskich jabłkach, żebrach, liściach powiewających na waginach i prąciach, i w tych wszystkich moralnościach i zbiorach przemyśleń pasterzy sprzed dwóch tysięcy lat trzeba uciekać przed oblicze autorytetu - księdza czy teologa. I tym samym zwolnić się z samodzielnego myślenia.
Wydaje mi się, że ta książka miała/ma służyć jako pewien impuls, miała/ma dawać pewną odwagę, by w ogóle wejść w dyskusję...
Sądzę, że to było celem Ryszarda... Przedstawić Boga, którego ponoć nie ma:D, a z którym można samemu się zmierzyć. Ale tak jak pisałem, nie czytałem książki:D... chciałem się tylko tutaj taktycznie wpisać i ożywić dyskusje:D
Nie czytałem "Boga Urojonego", ale wydaje mi się, że to bardzo dobre zagranie Ryszarda - posadzić każdego szeregowego człowieka przed samym Bogiem, a nie nad natchnionymi niejasnościami i świętymi Słowami, w których jedno jest tylko jasne - ktoś kto tak pisze i mówi, niczego nie chce wyjaśnić, a z którego interpretacjami tajemnic i głębi (tajemnice rodzą głębie:)) zawartych...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Bóg urojony[bookLink]47871|Bóg urojony[/bookLink]
Zapraszam do dyskusji na bazie powyższej książki. Dziwi mnie nieporadność krytyków, którzy nie umieją nazwać błędu myślenia, w jakim tkwi(ł) Dawkins. Zaproponuję swoje ujęcie. Może ono będzie bardziej komunikatywne. Ostrzegam przy okazji, że nie jestem katolikiem. Ta osobliwa wariacja chrześcijaństwa, jaką jest katolicyzm, wessała w siebie wszystkich średniaków i szaraków nie mających refleksji ani organu, który zdolny byłby ją obudzić, oni wszyscy nie podpiszą się pod poniższymi słowami. Za co im serdecznie dziękuję.
Przede wszystkim treścią wiary nie jest Bóg, a Słowo Boże, które według wierzącego głosi Prawdę. Mowa tu o Biblii. Prawdą nie jest w tym przypadku prawda historyczna: prawdziwość wydarzeń i postaci biblijnych, to nie "prawda" w znaczeniu pospolitym. "Prawda" pisana wielką literą oznacza prawdę UKRYTEGO SENSU. Najbliższą - moim zdaniem - analogią będzie tutaj porównanie Prawdy do ukrytego znaczenia dzieła artystycznego. Dzieło artystyczne (np. malarstwo/literatura) za pośrednictwem obrazów/fabuły przedstawia jakąś myśl. Obrazy czemuś służą, znaczą więcej niż z nich widać. Tak jest w przypadku biblijnych przypowieści i w przypadku Ewangelii. Ważne są decyzje, gesty, każda relacja jest ważna i znaczy. Same wydarzenia są jak gdyby ruchem myśli, który należy śledzić jeśli chce się go ostatecznie scałkować w ową Prawdę.
Biblia nie jest dokumentem, sprawozdaniem z życia Ludu Wybranego. Jasno powiedziano, że jest dziełem Ducha Świętego, czyli - mówiąc świeckim językiem - dziełem natchnionym, jak każde wielkie dzieło artystyczne. Istnienie autora nie powinno być tu rękojmią prawdziwości, bo nie o nią chodzi, a o Prawdę, która obywa się bez autora. Jeszcze raz: nie chodzi o prawdziwość, a o Prawdę. Biblia bez względu na to kto ją napisał i czy jej bohaterowie żyli, a wydarzenia są autentyczne, sama z siebie jest dziełem zawierającym GENIALNĄ MYŚL. Oczywiście dostrzeżenie jej nie jest dane każdemu, tak jak rozumienie twórczości np. Franza Kafki. Czy jeśli autor "Procesu" byłby nieznany, to książka ta straciłaby coś na wartości? Moim zdaniem jest wybitna sama z siebie, nawet odarta z kontekstu. Bóg też nie jest wbrew pozorom centralnym punktem religii, a - powiedziałbym - jedynie (lub aż) honorowym jej patronem.
No więc, Dawkins cały swój atak przypuścił na honorowego patrona, który nie pełni żadnej roli w religii, jest pustym pojęciem dającym się wypełniać w zależności od gustów wiernych. I On oraz jego atrybuty faktycznie nie są i nigdy nie będą poznawalne. Z tym stwierdzeniem jednak autor "Boga urojonego" się nie zgadza, twierdząc że to tylko kwestia czasu. Tutaj zaproponuję obiecany argument na błędne myślenie Dawkinsa. Otóż żywi on nadzieję na to, że nauce uda się kiedyś spojrzeć na wszechświat z zewnątrz, czyli ustanowić punkt widzenia poza nieograniczoną przestrzenią, w jakiej krążą galaktyki. No bo skoro Bóg wszystko stworzył, to znaczy, że jest poza stworzeniem. Alternatywną niemożliwością jest taka, że - idąc za religiami dalekiego wschodu - wszystko jest Bogiem, a wtedy nie poznamy Go, "tak jak oko samo na siebie nie może spojrzeć". To są dwie niemożliwości, których nauka nie przeskoczy nigdy.
Po wtóre, to nie jest temat dla naukowca, tak jak nauka nie ma nic do gadania w temacie sztuki i jej recepcji. Najwyżej może tu wprowadzić swoje wstydliwe narzędzia statystyczne i probabilistyczne rozumowania, ale takie próby zawsze pozostaną tylko tanim opisem pozoru zjawisk, któremu daleko do istoty rzeczy.
Prywatnie formułuję swoją wiarę w ujęciu negatywnym: nie wierzę, że Biblię wymyślili (że powstała na skutek "burzy mózgów" albo natchnienia geniusza) ludzie.
Wiara "w Boga" (mówiąc potocznie) daje wolność od nauki, od pośredniego pojmowania zjawisk. To jest, podtrzymuje dystans do wiedzy o świecie i pozwala każdorazowo dziwić się wszystkiemu. Mówię tu o umiejętności dostrzegania nieskończoności, niepowtarzalności i niepojmowalności, co przekłada się na permanentny głód życia.
Bóg urojony[bookLink]47871|Bóg urojony[/bookLink]
Zapraszam do dyskusji na bazie powyższej książki. Dziwi mnie nieporadność krytyków, którzy nie umieją nazwać błędu myślenia, w jakim tkwi(ł) Dawkins. Zaproponuję swoje ujęcie. Może ono będzie bardziej komunikatywne. Ostrzegam przy okazji, że nie jestem katolikiem. Ta osobliwa wariacja chrześcijaństwa, jaką jest katolicyzm,...
