-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać436 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać16 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać13
forum Oficjalne Akcje i konkursy
Odnaleźć się w nowej rzeczywistości – wygraj książkę „Czas zmian”.
My, kobiety, chcemy iść własną drogą! Radość z odzyskania niepodległości powoli przygasa. Wojna odcisnęła piętno na całym społeczeństwie. W tym trudnym czasie trzeba znaleźć siły, aby od nowa ułożyć swoje życie i realizować marzenia. Nawet te najśmielsze… Eleonora, Stefania i Rozalia szukają swojego miejsca w powojennym Krakowie. Wyzwolone zachowanie młodych kobiet często budzi oburzenie wśród mieszkańców, jednak one nie zważają na konwenanse. Gdy wydaje się, że bohaterki odnalazły życiową stabilizację, niespodziewana wiadomość burzy ich dotychczasowy spokój. Jak poradzą sobie z przeciwnościami losu? Czy spotkają prawdziwą miłość? Morderstwo z zazdrości, młoda wdowa, tajemnicza sekta. I namiętny romans wbrew wszystkim. W drugim tomie sagi „Kamienica Pod Irysami” nadchodzi pora na zmiany, nowe uczucia i marzenia.
Jedno wydarzenie potrafi wywrócić życie do góry nogami. Czy byliście w takiej sytuacji, gdy nagle z zaskoczenia wszystkie wasze plany i marzenia musiały się zmienić?? Opiszcie w jaki sposób odnaleźliście się w zupełnie nowej dla was rzeczywistości.
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Czas zmian
Autor : Wiktoria Gische
Regulamin
- Konkurs trwa 10 - 16 sierpnia włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
- Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - Wydawnictwu MANDO. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
- Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [28]
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
lol98sylwia
Owca_z_Makowca
Stefcia14
Joanna
ZaskoczeCie
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
lol98sylwia
Owca_z_Makowca
Stefcia14
Joanna
ZaskoczeCie
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Kochani Czytelnicy,
Bardzo dziękuję, że zechcieliście wziąć udział w konkursie, w którym do wygrania jest moja powieść. Przeczytałam Wasze wypowiedzi i pomyślałam sobie, że skoro Wy podzieliście się swoimi, najczęściej trudnymi przeżyciami, a czasami wręcz dramatycznymi, ja też powiem Wam o sytuacji, która zmieniła moje życie. Nie była tak dramatyczna, jak niektóre z Waszych zmian, ale miała zasadniczy wpływ na moje życie i na to, gdzie teraz jestem. Otóż, nieco ponad dekadę temu straciłam pracę, potem stracił ją mój mąż. Nie mieliśmy wyjścia i musieliśmy wyjechać z kraju. Zaczęliśmy nowe życie w Niemczech. Nie było łatwo, ale po pewnym czasie przywykliśmy. Mieliśmy pracę, wynajęliśmy mieszkanie. W Niemczech, zaczęłam pisać. To tam powstała moja pierwsza powieść "Lucyfer. Moja historia". Pewnie gdybym nie wyjechała życie potoczyłoby się inaczej. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Była jednak tęsknota za domem, która w końcu zwyciężyła i wróciliśmy. Od kilku lat znowu jesteśmy w domu i raczej nigdzie się już nie wybieramy.
Raz jeszcze Wam dziękuję, a wyłonionym zwycięzcom, których LubimyCzytać, poda niebawem, serdecznie gratuluję.
Pozdrawiam,
Victoria Gische
Kochani Czytelnicy,
Bardzo dziękuję, że zechcieliście wziąć udział w konkursie, w którym do wygrania jest moja powieść. Przeczytałam Wasze wypowiedzi i pomyślałam sobie, że skoro Wy podzieliście się swoimi, najczęściej trudnymi przeżyciami, a czasami wręcz dramatycznymi, ja też powiem Wam o sytuacji, która zmieniła moje życie. Nie była tak dramatyczna, jak niektóre z...
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do domu. Udało mi się trochę wcześniej wyjść z pracy. Z Antkiem jesteśmy razem już prawie trzy lata. Parę dni temu natknęłam się na pierścionek, gdy odkładałam jego skarpetki do szuflady z bielizną. Czekałam na ten moment od dawna. A dziś w dodatku są moje urodziny. Może przygotuję coś specjalnego na kolację. Miałam robić nadgodziny, ale szef powiedział, że nie pozwoli mi spędzić całego dnia w pracy. Hm, chyba jest jeszcze jedno wino w szafce.
Przekręcam kluczyk. Dziwne, otwarte. Jestem prawie pewna, że zamykałam. Co to za odgłosy? Ktoś tu jest? Drzwi sypialni są uchylone. Czy to złodziej? Skradam się cicho po korytarzu. Uchylam drzwi sypialni. A tam goły tyłek. I to nie Antka, tylko jakiejś dziewczyny. O, jego też jest. Krzyczę. Nie mogę w to uwierzyć. Ona krzyczy. I on. Nic nie widzę, łzy mi lecą do oczu. To nie może być prawda. Wychodzę z domu.
Mój świat runął.
Nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do domu. Udało mi się trochę wcześniej wyjść z pracy. Z Antkiem jesteśmy razem już prawie trzy lata. Parę dni temu natknęłam się na pierścionek, gdy odkładałam jego skarpetki do szuflady z bielizną. Czekałam na ten moment od dawna. A dziś w dodatku są moje urodziny. Może przygotuję coś specjalnego na kolację. Miałam robić nadgodziny, ale...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Moje życie zmieniła puchata kulka, którą pewnego dnia przytargała do domu moja dziewczyna. Początkowo podchodziłem do tego pomysłu sceptycznie- nigdy nie przepadałem za psami. W dużej mierze przyczynił się do tego wredny jamnik ciotki, który w dzieciństwie mnie terroryzował. Sądziłem, że nic z tego pomysłu nie wyniknie, dlatego zamiast się kłócić, postanowiłem wziąć ją na przeczekanie. Postawiłem sprawę jasno, chce mieć psa, to niech się nim zajmuje, sama.
Tak też było. Wychodziła z nim, karmiła go, tresowała, sprzątała po nim, a nawet nauczyła go, że nie może wchodzić do naszej sypialni.
Żyliśmy sobie spokojnie (no może poza momentami, w których pies kradł ser i masło, nauczył się skubany wskakiwać na stół, a z niezrozumiałych powodów, akurat te produkty były jego przysmakami), aż do chwili, gdy postanowił mnie zmanipulować.
Zaczęło się niewinnie - merdanie ogonem na mój widok, łaszenie się i lizanie mnie (nawet w niezbyt ładnie pachnącą stopę). Wzrok, którym na mnie patrzył, mimo moich prób trzymania się na dystans, był magnetyzujący. Przełamywał mój opór.
Nawet nie wiem kiedy to się stało, że zacząłem się z nim bawić, uczestniczyć w spacerach, ganiać się z nim w parku, a także przejmować obowiązki wokół niego. Spryciarz zmusił mnie do kapitulacji również w sprawie sypialni, sam go tam zaprosiłem. Złapałem się nawet na tym, że idąc do sklepu zastanawiam się, który przysmak sprawi mu najwięcej radości.
Dzisiaj tak zwyczajnie cieszę się, że z nami jest.
Moje życie zmieniła puchata kulka, którą pewnego dnia przytargała do domu moja dziewczyna. Początkowo podchodziłem do tego pomysłu sceptycznie- nigdy nie przepadałem za psami. W dużej mierze przyczynił się do tego wredny jamnik ciotki, który w dzieciństwie mnie terroryzował. Sądziłem, że nic z tego pomysłu nie wyniknie, dlatego zamiast się kłócić, postanowiłem wziąć ją na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wyprowadził się, odszedł…..Mój mąż, zaledwie od dwóch lat. Świat się skończył, przynajmniej mój świat. Nie miałam siły jeść, nie miałam siły spać, łez już brakowało. Co ja zrobiłam…Wybacz mi, proszę! Nie chcę żyć bez Ciebie. Dzień za dniem powoli stawiam pierwsze kroki. Zrób śniadanie, idź do pracy - proste komunikaty, które jestem w stanie przyswoić. Może się spotkamy na kawę? Mija czas. Mam go teraz dużo. Na rozmyślanie, rozpamiętywanie, przepraszanie. Dużo czytam. Szukam ludzi w podobnej sytuacji do mnie. Tańczę, żeby znów się uśmiechać. Poznaję na nowo siebie. Odkrywam, co jest dla mnie w życiu ważne. Boże, pomóż mi….
Pomógł. Wypiliśmy kawę. Rozmawialiśmy. Wrócił. Jest.
Wyprowadził się, odszedł…..Mój mąż, zaledwie od dwóch lat. Świat się skończył, przynajmniej mój świat. Nie miałam siły jeść, nie miałam siły spać, łez już brakowało. Co ja zrobiłam…Wybacz mi, proszę! Nie chcę żyć bez Ciebie. Dzień za dniem powoli stawiam pierwsze kroki. Zrób śniadanie, idź do pracy - proste komunikaty, które jestem w stanie przyswoić. Może się spotkamy na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejCzasem jeden krok decyduje o wszystkim, jeden krok zmienia życie o 360 stopni i nie można się już cofnąć. Taka sytuacja miała miejsce 12 stycznia 2000 roku kiedy ten nie fortunny krok o mało co nie skończył się utratą życia. Śpiączka, ponowna nauka chodzenia i nauka pisania lewą ręką i burza uczuć rozrywająca wewnętrznie szesnastolatkę, która bojąc się wrócić ryzykuje życie. Desperacko szukając pomocy znosi kolejny ból za bólem... Obraz cierpienia obserwowanego na oddziałach jest czymś co kształtuje młodego człowieka zmagającego się z odwiecznym pytaniem do Boga "Dlaczego ja?" i ta bezradność w poszukiwaniu odpowiedzi. Potem przychodzi spokój i pogodzenie się, odkrycie w sobie sił, wiary a przede wszystkim woli życia, które jest bezcennym darem, którego smak zmienia się przy kolejnym zachodzie słońca.
Czasem jeden krok decyduje o wszystkim, jeden krok zmienia życie o 360 stopni i nie można się już cofnąć. Taka sytuacja miała miejsce 12 stycznia 2000 roku kiedy ten nie fortunny krok o mało co nie skończył się utratą życia. Śpiączka, ponowna nauka chodzenia i nauka pisania lewą ręką i burza uczuć rozrywająca wewnętrznie szesnastolatkę, która bojąc się wrócić ryzykuje...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejRobiąc obrót o 360 stopni jesteś w punkcie wyjścia, a nie w nowej sytuacji.
Robiąc obrót o 360 stopni jesteś w punkcie wyjścia, a nie w nowej sytuacji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPrzepraszam, chodziło mi o to że życie zatacza kółko - z życia do śmierci, by ponownie się przebudzić. Po przebudzeniu życie już nie nie jest takie same, wiedzą to osoby które na nowo uczą się żyć...
Przepraszam, chodziło mi o to że życie zatacza kółko - z życia do śmierci, by ponownie się przebudzić. Po przebudzeniu życie już nie nie jest takie same, wiedzą to osoby które na nowo uczą się żyć...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Czy przydarzyło Wam się kiedyś, że wydarzeniem, które odmieniło życie była… książka? To też może się wydarzyć. Zawsze wiedziałam, że czytanie rozwija, że dzięki niemu nabieramy doświadczenia i się uczymy. Ale w moim przypadku było to coś więcej.
Książką, która w Miom życiu zmieniła absolutnie wszystko była niepozorna „Do Santiago” Sokolików. Zainspirowała mnie ona do wyruszenia w drogę, ale wymagało to większych przygotowań,. Moja reakcja mogła być tylko jedna. Postanowiłam zapisać się na kurs hiszpańskiego oraz poświęcić czas na studiowanie historii camino i architektury, którą mogę napotkać po drodze. Poznawałam historię miast, tradycje i język. Pochłonęło mnie to całkowicie. Tak bardzo, że po powrocie z 40 dniowej wędrówki do Polski, postanowiłam (ku przerażeniu rodziny) rzucić dotychczasowe studia, które bardzo mnie nudziły i zapisać się na inne. Dzisiaj jestem filologiem hiszpańskim. Całe moje życie zmieniła jedna książka.
Czy przydarzyło Wam się kiedyś, że wydarzeniem, które odmieniło życie była… książka? To też może się wydarzyć. Zawsze wiedziałam, że czytanie rozwija, że dzięki niemu nabieramy doświadczenia i się uczymy. Ale w moim przypadku było to coś więcej.
Książką, która w Miom życiu zmieniła absolutnie wszystko była niepozorna „Do Santiago” Sokolików. Zainspirowała mnie ona do...
Moment, który wywrócił całe moje życie do góry nogami, miał miejsce prawie osiem lat temu. W mojej pamięci wyrył się październikowy dzień, kiedy po całkiem zwyczajnym szkolnym przedpołudniu, po lekcjach zadzwonił mój telefon. Mieszkałam wtedy w bursie, w mieście oddalonym od mojego rodzinnego domu o około 100 km. Przerażony głos zawsze silnego i odważnego taty brzmiący w słuchawce - nigdy tego nie wymarzę z pamięci. Nie ma mamy i nie ma moich sióstr. Nie przyjechały na noc do domu, telefon mamy wyłączony, siostry nie mają. Najmłodsza miała wtedy 2 miesiące, najstarsza 9 lat. Tego samego dnia wróciłam do domu najbliższym autobusem. Policja, tata i ja - wszyscy ich szukaliśmy. Tata posiwiał w kilka dni, stracił strasznie na wadze.
Znaleźliśmy je, całe i zdrowe. Wszytko skończyło się dobrze.
W całym swoim życiu nie doświadczyłam tak okropnych chwil, za które płacę do dziś. Bark zaufania, ciągły strach o członków rodziny. Ktoś nie wraca do późna - od razu jest bombardowany telefonami a w głowie krążą najczarniejsze myśli. Te chwile nieodwracalnie zmieniły nie tylko mnie.
Moment, który wywrócił całe moje życie do góry nogami, miał miejsce prawie osiem lat temu. W mojej pamięci wyrył się październikowy dzień, kiedy po całkiem zwyczajnym szkolnym przedpołudniu, po lekcjach zadzwonił mój telefon. Mieszkałam wtedy w bursie, w mieście oddalonym od mojego rodzinnego domu o około 100 km. Przerażony głos zawsze silnego i odważnego taty brzmiący w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Siostra zapisała mnie do ginekologa na cytologię, jeszcze musiałam przesunąć wizytę o tydzień bo właśnie dostałam okres. Dodam, że była to najtrudniejsza wizyta, bo pierwsza. Nie byłam już młoda, a miałam męża i myśleliśmy o dziecku, ale właśnie zmieniałam pracę i było to trzy dni po złożeniu wypowiedzenia.
Weszłam do lekarza, który okzał się być bardzo sympatycznym facetem w moim wieku! Atmosfera była luźna, rozmawiało się nam jakbyśmy się znali od lat! Lekarz zaczął mnie badać, ale mówi że jeszcze zrobi usg. Ponieważ była to moja pierwsza wizyta, uważałam że to normalne. Lekarz robi USG i mówi, że jest Pani w ciąży, piąty tydzień! Moja odpowiedz: Niemożliwe! Przecież ja złożyłam wypowiedzenie w pracy! Robiłam test i jeszcze wizytę u Pana przekładałam, bo dostałam okres! Więc jak to możliwe!?
Bardzo cieszyłam się z dziecka, bo to zawsze było moje największe marzenie, jedynymi obawami była nowa praca w której od razu miałam powiedzieć, że jestem w ciąży. Niemniej jednak i z tym sobie poradziłam, a teraz jestem najszczęśliwszą mamą chłopca, który przyszedł na świat! Pracowałam ile dałam radę, a później pomagałam telefonicznie. Teraz w pełni poświęcam się memu maleństwu, które oboje kochamy bez opamiętania :)
Siostra zapisała mnie do ginekologa na cytologię, jeszcze musiałam przesunąć wizytę o tydzień bo właśnie dostałam okres. Dodam, że była to najtrudniejsza wizyta, bo pierwsza. Nie byłam już młoda, a miałam męża i myśleliśmy o dziecku, ale właśnie zmieniałam pracę i było to trzy dni po złożeniu wypowiedzenia.
Weszłam do lekarza, który okzał się być bardzo sympatycznym...
Całe moje dotychczasowe życie zatrzymało się w momencie, gdy usłyszałam diagnozę choroby mojego taty. Było to trzy lata temu, pamiętam, że kilka dni wcześniej zdałam ostatni egzamin na tym roku studiów. Gdy wróciłam po egzaminie do domu, tata powiedział, że musi pójść do szpitala na badania, gdyż wcześniejsze wyglądały niepokojąco. Niestety diagnoza była jednoznaczna. Ta informacja po prostu mnie zmroziła. Bo jak mój ukochany, silny, zawsze zdrowy tato, mógł zachorować, i to na tyle poważnie. Miałam wrażenie, że ktoś bardzo mocno uderzył mnie w twarz, w brzuch, jednocześnie. Na początku nie mogłam się z tym pogodzić, ale w końcu musiałam to zrobić - pomógł mi właśnie tata, który z nas wszystkich, z całej naszej rodziny zachowywał się najdzielniej. Teraz, kiedy jego stan jest o wiele lepszy, inaczej patrzę na teraźniejszość i na przyszłość i zdecydowanie inaczej patrzę teraz na moje ówczesne troski; wydają mi się błahe. Dużo planów i marzeń uległo zmianom. Mimo że zawsze rodzina stanowiła dla mnie podstawę wśród wyznawanych przeze mnie wartości, obecnie jeszcze bardziej się na niej skupiam. Po tym wszystkim, życzenia komuś zdrowia stały się dla mniej najważniejsze.
Całe moje dotychczasowe życie zatrzymało się w momencie, gdy usłyszałam diagnozę choroby mojego taty. Było to trzy lata temu, pamiętam, że kilka dni wcześniej zdałam ostatni egzamin na tym roku studiów. Gdy wróciłam po egzaminie do domu, tata powiedział, że musi pójść do szpitala na badania, gdyż wcześniejsze wyglądały niepokojąco. Niestety diagnoza była jednoznaczna. Ta...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejCzasami wystarczy jeden moment, jedna chwila i bum - wszystkie plany muszą się zmienić, bądź na trochę wygasnąć, albo trzeba całkowicie z nich zrezygnować. Od zawsze moim hobby była jazda na rowerze bez której nie wyobrażałam sobie życia! Już od dzieciństwa prawie codziennie rower był moją częścią wolnego spędzania czasu. Pewnego dnia podczas jazdy miałam wypadek, w którym ucierpiała moja noga i niestety co najważniejsze dla mnie - rower. Nie dość, że nie mogłam chodzić, gdyż sprawiało mi to ogromny ból to w dodatku sprzęt był mocno zniszczony. Na mojej twarzy pojawił się smutek i łzy. Jedno wydarzenie sprawiło, że przez kilka miesięcy nie mogłam jeździć na rowerze, swobodnie się poruszać, biegać, uczęszczać na zajęcia taneczne - czyli to wszystko co lubiłam najbardziej. Musiałam szukać nowych pasji na ten długi czas aby "nie stać w miejscu". Los lubi płatać nam figle, trzeba się z tym pogodzić, choć wiem z własnego doświadczenia, że to może być trudne. Ale co najważniejsze po upiornej burzy nawet z wielkim sztormem wychodzi słońce rażące nas promieniami radości!!!
Czasami wystarczy jeden moment, jedna chwila i bum - wszystkie plany muszą się zmienić, bądź na trochę wygasnąć, albo trzeba całkowicie z nich zrezygnować. Od zawsze moim hobby była jazda na rowerze bez której nie wyobrażałam sobie życia! Już od dzieciństwa prawie codziennie rower był moją częścią wolnego spędzania czasu. Pewnego dnia podczas jazdy miałam wypadek, w którym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejW ubiegłym tygodniu przekonałam się, że jedno wydarzenie potrafi wywrócić życie do góry nogami. Nagle z zaskoczenia wszystkie moje plany i marzenia musiały się zmienić. W sobotę, tuż przed imprezą urodzinową z okazji pierwszych urodzin naszej córeczki, okazało się, że mąż ma koronawirusa. Zostaliśmy objęci kwarantanną i w niedługo przed przyjazdem gości, a zwłaszcza babci, dziadka, cioci i wujka z drugiego z odległej części Polski, musieliśmy odwołać całą zabawę. Nasze miny były nietęgie, a serce pękało z żalu, że w tym szczególnym dniu nie możemy wszyscy razem cieszyć się z roczku naszej pociechy. Długo przygotowywany tort w kształcie pszczółki Mai i inne pyszności czekały na gości w lodówce... Kiedy opadły już pierwsze emocje, pokroiłam tort i zjedliśmy z mężem po kawałku, robiąc pamiątkowe zdjęcie dla reszty rodziny. Dzisiaj mija już praktycznie tydzień od czasu, kiedy nie wolno nam wychodzić. Przed nami jeszcze przynajmniej tydzień, ale już odnaleźliśmy się w zupełnie nowej dla nas rzeczywistości. Odpoczywamy i zbieramy siły, ciesząc się, że w tej niedoli jesteśmy wszyscy razem, w trójkę. Kiedy czujemy się lepiej to porządkuję szafki i szuflady, które od dawna chciałam posprzątać, a zawsze brakowało mi na to czasu. Wierzymy, że nic nie dzieje się bez przyczyny, dlatego patrzymy z optymizmem w przyszłość i na koniec naszej kwarantanny!
W ubiegłym tygodniu przekonałam się, że jedno wydarzenie potrafi wywrócić życie do góry nogami. Nagle z zaskoczenia wszystkie moje plany i marzenia musiały się zmienić. W sobotę, tuż przed imprezą urodzinową z okazji pierwszych urodzin naszej córeczki, okazało się, że mąż ma koronawirusa. Zostaliśmy objęci kwarantanną i w niedługo przed przyjazdem gości, a zwłaszcza babci,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Myślę, że dla wielu z nas ogromną zmianą był wybuch pandemii koronawirusa, który z pewnością wywrócił niejedno życie do góry nogami. Zmieniające się co chwila obostrzenia, nowe zakazy i nakazy sprawiły, że musieliśmy się odnaleźć w całkowicie nowej rzeczywistości.
Całe szczęście ani ja, ani nikt z mojego najbliższego otoczenia nie zachorował, jednak nakaz siedzenia w domu to zdecydowanie odwrotność stylu życia, który do tej pory prowadziłam. Jestem raczej aktywną osobą, a podróżowanie to jedna z moich największych pasji, dlatego początkowo wyjątkowo trudno było mi wysiedzieć na miejscu. Z frustracji niemalże chodziłam po ścianach! Musiałam też pożegnać się z tegorocznymi planami podróżniczymi, co nadal sprawia mi wiele przykrości.
Staram się jednak dostrzegać pozytywy całej tej nieszczęsnej sytuacji. Tempo mojego życia diametralnie zwolniło i siłą rzeczy skupiłam się na sobie. Zaczęłam ćwiczyć jogę, która okazała się mieć zbawienny wpływ na moje samopoczucie. Robię bardziej świadome zakupy i nie kupuję rzeczy, które nie są mi potrzebne. Poza tym, firma, w której pracuję, przeszła na pracę zdalną i zdaje się, że ten tryb pracy pozostanie trybem domyślnym, co na przyszłość daje mi możliwość bycia cyfrowym nomadą, o czym z kolei zawsze marzyłam.
Oczywiście z całego serca pragnę, aby pandemia wreszcie się skończyła, jednak to przykre doświadczenie sprawiło, że przystanęłam i przewartościowałam nieco swoje życie.
Myślę, że dla wielu z nas ogromną zmianą był wybuch pandemii koronawirusa, który z pewnością wywrócił niejedno życie do góry nogami. Zmieniające się co chwila obostrzenia, nowe zakazy i nakazy sprawiły, że musieliśmy się odnaleźć w całkowicie nowej rzeczywistości.
Całe szczęście ani ja, ani nikt z mojego najbliższego otoczenia nie zachorował, jednak nakaz siedzenia w...
Mój sposób na odnalezienie siebie, spokoju ducha i najlepszego rozwiązania w każdej sytuacji- nagłej, stresującej, radosnej czy smutnej- WDZIĘCZNOŚĆ. Doświadczyłam bardzo intensywnie, że nie zawsze nagła zmiana planów jest czymś niekorzystnym i kłopotliwym, choć na początku taka się wydaje. Kiedy zaszłam w nieplanowaną ciążę byłam przerażona i załamana- moje marzenia i plany rozmyły się, rozpierzchły i uciekły. Wtedy jeszcze nie umiałam praktykować wdzięczności. Po kilkiu latach okazało się że postępująca choroba uniemożliwi mi posiadanie kolejnych dzieci- to doświadczenie, a także wiele innych utwierdziły mnie żeby nie zamartwiać się tym co nas spotyka tylko wyciągnąć z tego to co najlepsze- cieszyć się życiem, cudownym dzieckiem, każdym dniem, tym że moja choroba mnie nie zabija, nie kaleczy, nie niszczy, tym że moja krew w dniu dzisiejszym płynęła bez zatorów, zakrzepów i zawałów- full profeska, 100% skuteczności :) Życie to wyzwanie i to naturalne, że ciągle się zmienia,. A ja, cóż, robię plany i za chwilę je zmieniam, bo wszystko już się zmieniło- ale ja nie tracę uśmiechu ani wdzięczności- bo owszem życie zmieniło się, ale wciąż JEST, wciąż jestem ja i wciąż mam wybór co z nim zrobię.
Mój sposób na odnalezienie siebie, spokoju ducha i najlepszego rozwiązania w każdej sytuacji- nagłej, stresującej, radosnej czy smutnej- WDZIĘCZNOŚĆ. Doświadczyłam bardzo intensywnie, że nie zawsze nagła zmiana planów jest czymś niekorzystnym i kłopotliwym, choć na początku taka się wydaje. Kiedy zaszłam w nieplanowaną ciążę byłam przerażona i załamana- moje marzenia i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Myślę, że Bóg nieustannie zsyła na nas wydarzenia, które mają zmienić nasze życie. Są one dostosowane do każdego z nas indywidualnie, w myśl zasady, że nie otrzymasz ciężaru większego niż zdołasz udźwignąć.
Kiedyś myślałam, że wyprowadzka z domu do obcego miasta na studia była takim wydarzeniem dla mnie. Potem przyzwyczaiłam się do tej zmiany tak, że stała się szarą codziennością. Potem myślałam, że tym wydarzeniem było zrobienie prawa jazdy i kupno samochodu. To dopiero krok w samodzielność! Szybko przywykłam do dobrego. Następna epokową zmianą dla mnie było wyjście za mąż, a jeszcze większą pojawienie się dzieci. To była rewolucja! Zanim dzieci się pojawiły myślałam, że moje życie będzie wyglądało tak samo, po prostu będą w nim dzieci. Strasznie się myliłam. Teraz myślę, że wydarzeniem, które tak naprawdę wywróciło mój świat do góry nogami, była moja ciężka choroba. Wygrałam życie, ale teraz ma ono zupełnie inny smak. Życie dzielę na etapy – od wielkiego wydarzenia do kolejnego. Kiedyś myślałam, o każdym z tych przypadków jako o czymś ogromnym – czymś, co stawiając mnie w nowej rzeczywistości, zmieni moje życie. I wiecie co? Za każdym razem miałam rację.
Myślę, że Bóg nieustannie zsyła na nas wydarzenia, które mają zmienić nasze życie. Są one dostosowane do każdego z nas indywidualnie, w myśl zasady, że nie otrzymasz ciężaru większego niż zdołasz udźwignąć.
Kiedyś myślałam, że wyprowadzka z domu do obcego miasta na studia była takim wydarzeniem dla mnie. Potem przyzwyczaiłam się do tej zmiany tak, że stała się szarą...
Nie zawsze potrafię się dostosować. Właściwie to nienawidzę się dostosowywać, choć na tym polega życie i mając tyle lat co mam, powinnam się z tym pogodzić. Mam taką naturę, że przymus budzi we mnie opór i bunt, sprawia że brakuje mi powietrza. Zawsze szukam jakiejś furtki czy lekko uchylonych drzwi dzięki, którym postawię na swoim.
Są jednak pewne sfery, których nawet ktoś taki jak ja nie lekceważy. Pandemia, podobnie jak u innych, wywróciła mój świat do góry nogami. Dbając o swoje życie i zdrowie stosuję się do obowiązujących zasad. Noszę maseczkę, rękawiczki, dezynfekuję ręce i trzymam dystans od innych osób. Jedynie do czego się nie dostosowałam to zakaz przemieszczania się, który obowiązywał w kwietniu bieżącego roku. Pojechaliśmy z mężem do Ostrowa Wielkopolskiego 250 km, choć ta wizyta mogła w sumie poczekać. Mój brat, który jest bardzo akuratny i stosuje się do zasad, które ja czasem lubię ominąć, za głowę się złapał, gdy mu o tym powiedziałam. Zaraz roztoczył wizję złapania nas przez policję i gęstego tłumaczenia celu i przyczyny wyjazdu. Może ktoś się będzie śmiał, ale wierzę w magię pozytywnego myślenia i założyłam, że nic takiego mnie nie spotka. Objechaliśmy szczęśliwie. Na drogach było rewelacyjnie bo pusto, a dzięki temu bezpiecznie.
Nie zawsze potrafię się dostosować. Właściwie to nienawidzę się dostosowywać, choć na tym polega życie i mając tyle lat co mam, powinnam się z tym pogodzić. Mam taką naturę, że przymus budzi we mnie opór i bunt, sprawia że brakuje mi powietrza. Zawsze szukam jakiejś furtki czy lekko uchylonych drzwi dzięki, którym postawię na swoim.
Są jednak pewne sfery, których nawet ktoś...
Moje wszystkie plany i marzenia legły w gruzach za sprawą dwóch czerwonych kresek na teście ciążowym. W momencie kiedy dowiedziałam się, że spodziewam się dziecka musiałam przewartościować wiele rzeczy w swoim życiu. Plany zawodowe na najbliższe kilka lat, egzotyczne wakacje na drugim końcu świata czy przeprowadzka do innego kraju zostały przesunięte na drugi plan. Trzeba było wszystko ułożyć od nowa z uwzględnieniem małej istotki, która bez pytania szturmem wtargnęła w moje życie tylko pod to, żeby podbić moje serce zaraz po tym jak tylko spotkały się nasze spojrzenia.
Moje wszystkie plany i marzenia legły w gruzach za sprawą dwóch czerwonych kresek na teście ciążowym. W momencie kiedy dowiedziałam się, że spodziewam się dziecka musiałam przewartościować wiele rzeczy w swoim życiu. Plany zawodowe na najbliższe kilka lat, egzotyczne wakacje na drugim końcu świata czy przeprowadzka do innego kraju zostały przesunięte na drugi plan. Trzeba...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Byłam w drugiej klasie liceum. Chciałam zostać fizjoterapeutą. Niestety na wf doznałam kontuzji. Zerwane więzadło w kolanie. Na początku mówiłam, że wrócę szybko. Ale rzeczywistość okazała się inna. Wiedząc, że ledwo zginam kolano musiałam zmienić plany. Skończyłam liceum, ale niestety z karierą fizjoterapeuty musiałam się pożegnać.
Na początku nie dochodziło do mnie, że to koniec planów i marzeń. Później przechodziłam okres "dlaczego ja?", potem "co ja mam teraz robić?". W końcu się z tym pogodziłam, ale w środku zawsze czuję, że mogłoby być inaczej. Próbowałam innych rzeczy, ale to nigdy nie było to. Dziś staram się cieszyć tym, co mam. Bo czasami inni mają gorzej niż my, a muszą sobie radzić i żyć dalej.
Byłam w drugiej klasie liceum. Chciałam zostać fizjoterapeutą. Niestety na wf doznałam kontuzji. Zerwane więzadło w kolanie. Na początku mówiłam, że wrócę szybko. Ale rzeczywistość okazała się inna. Wiedząc, że ledwo zginam kolano musiałam zmienić plany. Skończyłam liceum, ale niestety z karierą fizjoterapeuty musiałam się pożegnać.
Na początku nie dochodziło do mnie, że...
Byłam w drugiej klasie liceum. Chciałam zostać fizjoterapeutą. Niestety na wf doznałam kontuzji. Zerwane więzadło w kolanie. Na początku mówiłam, że wrócę szybko. Ale rzeczywistość okazała się inna. Wiedząc, że ledwo zginam kolano musiałam zmienić plany. Skończyłam liceum, ale niestety z karierą fizjoterapeuty musiałam się pożegnać.
Na początku nie dochodziło do mnie, że to koniec planów i marzeń. Później przechodziłam okres "dlaczego ja?", potem "co ja mam teraz robić?". W końcu się z tym pogodziłam, ale w środku zawsze czuję, że mogłoby być inaczej. Próbowałam innych rzeczy, ale to nigdy nie było to. Dziś staram się cieszyć tym, co mam. Bo czasami inni mają gorzej niż my, a muszą sobie radzić i żyć dalej.
Byłam w drugiej klasie liceum. Chciałam zostać fizjoterapeutą. Niestety na wf doznałam kontuzji. Zerwane więzadło w kolanie. Na początku mówiłam, że wrócę szybko. Ale rzeczywistość okazała się inna. Wiedząc, że ledwo zginam kolano musiałam zmienić plany. Skończyłam liceum, ale niestety z karierą fizjoterapeuty musiałam się pożegnać.
Na początku nie dochodziło do mnie, że...
Wszystkie moje plany i marzenia zmieniły się, gdy zaczęłam dorastac i uświadomiłam sobie, jaki naprawdę jest świat. Niektóre z marzeń musiałam porzucić niektóre jednak musiałam tylko zmodyfikować, jak to, aby zamiast zmieniać cały swiat, postanowiłam, że pomogę tylko kilku ludziom i zmienię całkowicie cały ICH świat na lepsze.
Zawsze chciałam zostać pisarzem, ale było to takie marzenie, które, mimo że największe, pozostawało nietknięte przez wiele lat, do czasu gdy uświadomiłam sobie, że przecież mogę to zrobić, nic nie stoi mi na przeszkodzie. Co z tego, że może okazać się, że nikt nie będzie chciał wydać mojej książki, że wszyscy powtarzają mi, że nic na czymś takim nie zarobię, a poświęcę dużą część życia na jej pisanie, co z tego że może spodobać się tylko niewielkiej grupie ludzi. Co z tego? To MOJE marzenie, aby ją napisać, chociażby po to, abym to ja była jedyną osobą, której się spodoba. To właśnie ta świadomość zmieniła i jednocześnie nie zmieniła tego właśnie marzenia. Świadomość, że przecież nic nie zabrania mi być tym kim chcę. Póki to marzenia będą moim celem, dam radę, spełnię je, choćby miało mi to zająć całe życie, nawet jeżeli będą ludzie temu przeciwni, którzy będą mnie zniechęcać, mówić że i tak nic nie osiągnę i nie dam rady. Marzenia są przecież po to, aby je spełniać, a nie zamykać w szufladzie i pozwolić im umrzeć, zabierając dużą część naszego szczęścia, pozostawiając tylko smutne skorupy, które egzystują z dnia na dzień, bez konkretnego celu.
Wszystkie moje plany i marzenia zmieniły się, gdy zaczęłam dorastac i uświadomiłam sobie, jaki naprawdę jest świat. Niektóre z marzeń musiałam porzucić niektóre jednak musiałam tylko zmodyfikować, jak to, aby zamiast zmieniać cały swiat, postanowiłam, że pomogę tylko kilku ludziom i zmienię całkowicie cały ICH świat na lepsze.
Zawsze chciałam zostać pisarzem, ale było to...
Moje życie zmieniło się dosłownie w ułamku sekundy. Ową sekundą było spotkanie mojego motocykla z autem prowadzonym przez pijanego mężczyznę. Mój świat posypał się tak samo jak moje kości. Zapadłam trzytygodniową śpiączkę, która z mojego orgiazmu zrobiła ciało nienadające się do niczego - a już na pewno nie do mojej pasji, którą są wyścigi na supermoto. Nie mogłam się pozbierać fizycznie, ale większym problemem był mój stan psychiczny. Nie chciało mi się żyć, nic nie motywowało mnie do walki o zdrowie. Moje podejście zmieniło się po rozmowie ze moimi moto-kumplami. Dopiero ich usilne tłumaczenie i motywacja zmieniły moje podejście, zakasałam rękawy i zawalczyłam o zdrowie tak jak niejednokrotnie walczyłam o wygraną. Droga była długa, męcząca, a przede wszystkim ogromnie bolesna. Poddawałam się co chwilę, żeby po chwili na nowo zmotywować się do ćwiczeń. Do pełnego zdrowia wróciłam dopiero po niespełna roku, który poukładam mi na nowo w głowie. Obecnie jestem w trakcie intensywnych treningów przygotowujących mnie do powrotu na motocykl i ponowne sięgnięcie po medal. Czy mi się uda? Tego nie wiem, jednak z takim szczęściem i taką przebytą drogą cieszę się z mniejszych rzeczy. To prawda, że można mieć wszystko, ale bez zdrowia daleko się nie zajedzie.
Moje życie zmieniło się dosłownie w ułamku sekundy. Ową sekundą było spotkanie mojego motocykla z autem prowadzonym przez pijanego mężczyznę. Mój świat posypał się tak samo jak moje kości. Zapadłam trzytygodniową śpiączkę, która z mojego orgiazmu zrobiła ciało nienadające się do niczego - a już na pewno nie do mojej pasji, którą są wyścigi na supermoto. Nie mogłam się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWłaściwie pandemia w Polsce całkowicie udaremniła realizację moich marzeń. Ja miałem prosty cel, od skończenia szkoły pracuję ciężko, i gromadzę środki, by się kiedyś wyprowadzić. Chciałbym kupić mieszkanie. Miałem na oku mieszkanko cioci, ona i tak zamierzała zmienić sobie na lepsze, oraz przeprowadzić się by być bliżej syna. Wirus zmusił mnie do działania, bo ona zdecydowała się nagle sprzedać, bo ponoć jak epidemia skończy się, mieszkania stanieją. Co więcej ludzie będą biedniejsi, i może nam grozić inflacja. Starałem się ruszyć niebo i ziemię, wykorzystać wszystkie środki by zdobyć brakujące fundusze, ale to się nie udało. Nie miałem zdolności kredytowej, za krótka umowa. Zaś udzielanie kredytów komuś bez historii kredytowej, (a w dodatku w dużej sumie) było dla banku niechcianym „ryzykiem”. Nic, że miałem żyranta… Mieszkanie sprzedane, a Ja zostałem z niczym i muszę szukać innej oferty, a szkoda, bo to była okazja. Coś więcej? Wirus udaremnia mi też poznawanie nowych ludzi. Ja jestem romantyk, chciałbym się umawiać z dziewczynami, jeździć w pewne miejsca, a obecnie ciężko. Są tak zwane czerwone strefy, i niektórzy panicznie się boją wirusa, że nie chcą widzieć innych ludzi. Świat po prostu zwariował. Można powiedzieć, że pandemia przemieniła nasze życie w koszmar. Może nieco wyolbrzymiam, ale świat już nigdy nie będzie taki sam… to paranoja, że nawet nie można podać sobie ręki na przywitanie. Kultura upada.
Właściwie pandemia w Polsce całkowicie udaremniła realizację moich marzeń. Ja miałem prosty cel, od skończenia szkoły pracuję ciężko, i gromadzę środki, by się kiedyś wyprowadzić. Chciałbym kupić mieszkanie. Miałem na oku mieszkanko cioci, ona i tak zamierzała zmienić sobie na lepsze, oraz przeprowadzić się by być bliżej syna. Wirus zmusił mnie do działania, bo ona...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWakacje trzy lata temu odcisnęły piętno na całej mojej rodzinie, a moje życie wówczas legło w gruzach. Mieliśmy z mężem i córką zaplanowane wakacje: lipiec nad morzem, sierpień w górach, wpłacone zaliczki za pobyt i nagle pod koniec czerwca moja mama trafiła do szpitala na amputację palców stopy. Po operacji złapała sepsę i była jedną nogą na tamtym świecie. W tym samym czasie brat bliźniak mojego nieżyjącego taty, trafił w śpiączce (po wypadku) do szpitala. Jakby mało było nieszczęść, to mamy brat również w tym samym czasie został przywieziony do szpitala z zaburzeniami krążenia. Odwołaliśmy z mężem wszystkie wyjazdy i siedzieliśmy w szpitalu. Głównie jednak ja, bo mąż chodził do pracy, a ja jako nauczyciel mam dwa miesiące wakacji. Codziennie biegałam z oddziału na oddział, znali mnie tam już wszyscy lekarze i szczerze współczuli, bo wiedzieli, że biegam tak codziennie do trzech osób i większość czasu spędzam w szpitalu, a w mieszkaniu czeka dziecko, które w końcu wysłaliśmy do rodziny w Poznaniu aby nie siedziało samo całe dnie w domu. Pierwszy zmarł mamy brat. Nie mówiłam o tym mamie, aby jej stan zdrowia jeszcze bardziej się nie pogorszył. Potem zmarł taty brat bliźniak. Moja mama po dwóch miesiącach spędzonych w szpitalu i kolejnych dwóch w domu opieki (gdzie miała rehabilitację, która postawiła ją na nogi) doszła do siebie na tyle, że jest w stanie samodzielnie mieszkać i funkcjonować. Po tym wszystkim wylądowałam u lekarza psychiatry, bo stres który wówczas przeżyłam spustoszył mój organizm i zdruzgotał psychikę. Od tamtej pory nie robię żadnych długofalowych planów, wakacje rezerwuję w ostatniej chwili, bo dostałam nauczkę od życia i bolesną lekcję, którą można podsumować przysłowiem: "Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to powiedz mu o swoich planach".
Wakacje trzy lata temu odcisnęły piętno na całej mojej rodzinie, a moje życie wówczas legło w gruzach. Mieliśmy z mężem i córką zaplanowane wakacje: lipiec nad morzem, sierpień w górach, wpłacone zaliczki za pobyt i nagle pod koniec czerwca moja mama trafiła do szpitala na amputację palców stopy. Po operacji złapała sepsę i była jedną nogą na tamtym świecie. W tym samym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejCzas zmian[bookLink]4932983|Czas zmian[/bookLink]
Czas zmian[bookLink]4932983|Czas zmian[/bookLink]
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Moja historia nie będzie taka jak większość, mianowicie nie będzie dotyczyła mojej sytuacji osobistej, czytaj jakiś wypadek,przypadek czy sytuacja nieplanowana. Moja ... przypadłość .... z sytuacją, która wywróciła moje życie do góry nogami dotyczy mojej pasji i mojego hobby, czyli .... książek!
Sytuacja wydarzyła się jak chodziłem do ostatniej klasy gimnazjum - byłem strasznie uzależniony od komputera, potrafiłem aż do ranka grać w gry lekceważąc sobie szkołę (rodzice nie inwigilowali w moje życie szkolne, niestety). Wiele razy przez to miałem kłótnie z rodzicami czy kary na komputer, a wówczas mieliśmy jeden komputer na całą rodzinę.
Razu pewnego ojciec pożyczył od kolegi z pracy pierwszą część Eragorna. Gdy przeczytał dał mi abym zajął się czymś innym niż komputer. Z książkami miałem też do czynienia też wcześniej, ale nigdy nie przykładałem wielkiej wagi do czytania. Przeczytałem tą książkę w kilka dni, zapytałem się po tym taty czy nie pożyczy od kolegi kolejnych części bo ta książka była SUUPER! Niestety, ale miał on tylko tą jedną. Po kilku dniach zobaczyłem, że moja koleżanka z przeciwległej klasy, która non-stop czytała książki czytała trzecią część, czyli Brisingr. Podszedłem do niej i zapytałem się jej czy ma może drugą część bo chciałbym przeczytać. Powiedziała że tak i na następny dzień pożyczyła mi drugi tom, czyli Dziedzictwo, a potem trzeci i czwarty bo miała cały komplet. Właśnie wtedy, dzięki temu, że ta koleżanka miała te brakujące części wciągnąłem się w czytanie do takiego stopnia, że teraz mam biblioteczkę, mnóstwo książek, prawie 100 książek przeczytanych a dwa razy więcej do przeczytania. To było takie odwrócenie o 180 stopni mojego życia. Nie żebym nie grał w gry czy nie korzystał z komputera, tylko tamten moment wyrył się w moim życiu, że zacząłem nałogowo czytać i kolekcjonować książki.
Moja historia nie będzie taka jak większość, mianowicie nie będzie dotyczyła mojej sytuacji osobistej, czytaj jakiś wypadek,przypadek czy sytuacja nieplanowana. Moja ... przypadłość .... z sytuacją, która wywróciła moje życie do góry nogami dotyczy mojej pasji i mojego hobby, czyli .... książek!
Sytuacja wydarzyła się jak chodziłem do ostatniej klasy gimnazjum - byłem...
