-
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać401 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Tylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Jak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska11
Cytaty z tagiem "służące" [6]
To właśnie uwielbiam w Aibileen, że umie wziąć najbardziej skomplikowane sprawy z życia, podzielić je na drobne i tak ładnie opakować każden jeden kawałek, że wszystkie się świetnie mieszczą w kieszeni.
- Ile państwo płacą za służącą? - spytała mnie kiedyś sąsiadka zza ściany. - Nic nie płacimy - odpowiedziałem - nie mamy służącej. - Jak to? - zdziwiła się - przecież słyszałam odkurzacz.
Tak jest w całym Egipcie.
s.60.
W piwnicznej brudnej izbie przy ul. Miłej pełno było dziewcząt. Polki i Żydówki, ze wsi, miasteczek i miast, głodne i niewyspane siedziały tu w zaduchu po kilka miesięcy nieraz, chociaż w jedynie dostępnym dla nich zawodzie robotnic domowych nie było niby takiego bezrobocia jak w innych zawodach. Za każdą przesiedzianą noc trzeba było płacić lub dać zastaw. Bywało tak, że panie przychodziły i wybierały sobie pracownice. Podobne to było do kupna konia, np. dziewczyna musiała być tęga, o zdrowym wyglądzie. Następnie odpowiadała na pytania, czy ma narzeczonego, czy lubi chodzić na spacer lub przyjmować gości. Jeśli tak, to jest nieodpowiednia.
Na początku lat dwudziestych z inicjatywy socjalistów opracowany zostaje projekt ustawy o służbie domowej zakładający nowoczesne rozwiązania, które w istotny sposób mogły zmienić sytuację służących. Między innymi „tylko dwunastogodzinny czas pracy, zakaz prac ciężkich i niebezpiecz nych - tak zwanej froterki nożnej, obowiązek zapewniania godnych warunków do mieszkania. Ustawa głosami posłów chłopskich zostaje jednak skierowana do prac komisji, skąd już nigdy pod obrady nie wraca. Bogatsi chłopi też mają służące.
Nie tylko ankieta, ale język kwestionariusza i styl, w jaki zwracały się społecznice do pogardzanej powszechnie grupy pracownic, były ewenementem, bo jak pisała publicystka „Ogniwa”: „Wzięły się do tego kobiety, które same pracują na chleb, i zwróciły się nie jak panie do sług, ale jak pracownice do pracownic”. Dlatego w pytaniach do służących użyto niecodziennej formy „pani”: „Czy pani sypia w kuchni? Czy ma pani wychodne?”. „Pani” do Maryśki, tego jeszcze nie było!
Władysław Rabski, publicysta „Tygodnika Ilustrowanego”, ma niezły ubaw i postanawia napisać na ten temat felieton, ponieważ razi go ta forma „niedostosowana do poziomu umysłowego służących” i podejrzewa, że „Kasia, wyczytawszy, że do niej mówią pani, zatrzęsie się ze śmiechu i wyrzuci kwestionariusz do śmieci”. Leon Belmont, eseista i tłumacz w „Ogniwie”, daje odpór Rabskiemu:
„Pani” do służącej, ale niechże pan Rabski uda się na majówkę na Bielany, gdzie zbiera się nasz lud, albo niech zajrzy na balik, wyprawiony przez służbę z powodu jakiejś Kasi. Usłyszy, że służba mianuje się nader często imieniem „Pani!”. Jest to zwrot mowy, który mocą przykładu z góry przechodzi z pokoju bawialnego do kuchni, z salonu na podwórko. Nie wszystkie Marysie i Kasie zatrzęsą się ze strachu lub zakołyszą ze śmiechu. Niektóre poczują, że zwracają się do nich nie po pańsku, nie z rozkazem, lecz przyjaźnie, z szacunkiem dla godności ludzkiej.
Czasopismo zytek „Przyjaciel Sług” (zwłaszcza późniejsze edycje pod nazwą „Głos Dziewcząt Polskich”) to przede wszystkim narzędzie agitacji i propagandy. W niewielkim stopniu interesuje się socjalnymi problemami służących, tematy artykułów dotyczą przede wszystkim zagadnień moralnych. Od czasu do czasu redaktorzy udają się także na front walki ideologicznej: straszą bolszewikami, socjalistami i Żydami i wzywają dziewczyny do obrony Kościoła katolickiego przed „tymi bezbożnikami”. (...)
Przestrzegają też przed sztuką i literaturą. Przed wszystkim, co może mącić w głowie; co może pokazać, że jest inny świat; co wzbudziłoby tęsknotę dziewcząt za sprawiedliwością; co mogłoby obudzić ich gniew, a przede wszystkim odsunąć je od Kościoła.
"Czytanie wielu romansów i powieści nawet niezupełnie złych w następstwie jest zawsze szkodliwem, bo zapala wyobraźnię urojonymi obrazami, więc nieprawdziwymi, i daje pojęcie całkiem fałszywe o życiu. Książki tego rodzaju sprawią, że będziesz niezadowoloną ze skromnych stosunków, w których żyjesz, a obudzą pragnienia, które cię unieszczęśliwią, bo nigdy spełnione być nie mogą. Co więcej zbyteczne czytanie uczyni cię niezdolną osiągnąć szczęście domowe. Taka książka, którą co chwilę do ręki bierzemy z chęcią przeczytania jak najprędzej do końca, jest największą przeszkodą do sumiennego wypełnienia codziennych obowiązków i zaporą domowego zadowolenia".