cytaty z książek autora "Jolanta Knitter-Zakrzewska"
W życiu musi być i obowiązek, i pasja, a szczęściem jest ukochanie swojej codzienności.
Ludzie nie chcieli dokonywać wyborów, czuć ciężaru odpowiedzialności, pragnęli zrzucić na kogoś to brzemię życia. Pytali dosłownie o wszystko. (...) Dawałam im to, czego pragnęli. Nadzieję. Na miłość, dziecko, zdrowie, szczęśliwą rodzinę, na pieniądze, szacunek w pracy, godną starość, wnuki, dom, ogród, basen, szczęście. Nie wierzyli w Boga. Nie wierzyli w siebie. Nie wierzyli ludziom, z którymi mieszkali pod jednym dachem. Wierzyli tarotowi.
(...) w rozmowach pomijali jedynie kwestię przyszłości. Przyszłość mogła ich tylko rozdzielić, to był ten czas, w którym nie mogli razem istnieć, należeli przecież do odrębnych światów, które nigdy nie powinny były się spotkać i połączyć.
Byłam świetna w teorii. Praktykę pomijałam milczeniem.
Każdy z nas ma dwoistą naturę: dobrą i złą, nosi w sobie łagodność i gniew, spokój i nerwowość, wiarę i jej brak, i tylko od nas zależy, którą z tych natur, które z naszych przyzwyczajeń dopuścimy do głosu. Wiem teraz, że ten, kto wybierze i zna swoją drogę (...) a całą resztę pozostawia własnemu biegowi, staje się znowu jak dziecko – beztroski i roześmiany, mimo że siły gasną i słońce chyli się ku zachodowi.
Dawne życie wydawało mi się niepojętą (...) rzeczywistością, jakby dotyczyło kogoś innego. Jak do tego doszło, że znalazłem się tutaj, całkowicie osamotniony leśny człowiek, banita, samotnik polujący na zwierzynę, żyjący w pojedynkę, wymarły gatunek, tylko z wyglądu łagodny, drapieżno, potrafiący błyskawicznie zabić, by przeżyć, jak diabeł tasmański...
Synu, nie popełniaj moich błędów. Gdybym jeszcze raz otrzymał dar życia, miałbym mniej kobiet, mniej alkoholu i mniej krawatów. (...) Przesyt jest nieporównywalnie gorszy od niedosytu. (...) każdy, choćby najskromniejszy łyk wody, kiedy jesteś spragniony, smakuje jak najszlachetniejszy trunek. Z przesytem nie da się nic zrobić. (...) Niestety żadne słowa nie są w stanie uchronić nas (...) Każdy musi zdobyć swoje doświadczenie sam, nawet za cenę żalu.
Człowiek przyzwyczaja się do złego. Na początku drżały mi ręce i miałam wyrzuty sumienia. Potem to minęło.
Czy wy w ogóle macie sobie coś do powiedzenia? Dobrze, że jest telewizor, co?
Każdy z nas ma dwoistą naturę; dobrą i złą, nosi w sobie łagodność i gniew, spokój i nerwowość, wiarę i jej brak, i tylko od nas zależy, którą z tych natur, które z naszych przyzwyczajeń dopuścimy do głosu.
Czy znałam jego myśli? Czy znałam jego przeszłość? Czy trzeba wiedzieć o wszystkim? Nie. Nie da się. Czy to jednak nie ta jedna, jedyna, tajemnica nie uczyniła nas słabymi?
Młodość zakochuje się w złudzeniach i traci na nie cenny czas, daje się zwieść słowom. Dojrzałość kocha prawdę i realne życie.
Tajemnica okrutnie rozdziela nas od tych, przed którymi ją skrywamy i zbyt mocno zbliża do tych, którym ją powierzamy.
Nie, nie tęsknię już. Jestem samotny. Samotność jest wolnością. Samotność jest wybawieniem (...) jest spokojem.
Demona pychy zgładzisz przestając zajmować się ocenianiem innych i prawdą o sobie. Demona chciwości – uczciwością bez wyjątków. Nieczystość - zdecydowanym – nie. Zazdrość, która jest jak najgorsza z trucizn, uciszysz życzliwością, cieszeniem się tym, co masz i uświadomieniem sobie, że nie wiemy nigdy, ile ta osoba, której zazdrościć musiała przeżyć i co zrobić, żeby mieć to co ma. Łakomstwo – postem. Demona gniewu pozbędziesz się modląc się za sprawcę tego gniewu. A demon lenistwa zniknie, kiedy odkryjesz jak bardzo ktoś potrzebuje twojej pomocy. Weź ten medalik ojca Benedykta, chroni przed złymi mocami. Spójrz na napis na nim: „Niech święty Krzyż będzie mi światłem. Niech smok nie będzie mi wodzem”. Sięgnęłam niechętnie po ten dar. Bardziej wierzyłam w boga słońca, matkę naturę. Ciążyło mi słuchanie tego wszystkiego, jednak dla świętego spokoju przyjęłam ten medalik i jeszcze raz przeczytałam napis, którego tak naprawdę wtedy nie rozumiałam.
Zmiana bolała, ale wierzyła, że z biegiem czasu przyniesie jej korzyści.
Pije pan dalej czerwone wino i je zielone winogrona patrząc w wilgotne oczy Ewy i dotykając jej włosów spływających na ramiona. Czy to panu pomoże w tej sytuacji? Niech pan się ogarnie i odpowie mi na pytanie, o której godzinie feralnego dnia wyszedł pan z biura?
(...) w małżeństwie oprócz silnej namiętności potrzebna jest przyjaźń.
Sam został wilkiem. Jeśli rozpacz nie zostanie powierzona Bogu, powstanie rana nie do zagojenia. Demon rodzi się w zranieniu.
Jeśli już się dowiesz, czego chcesz, to dbaj o to z całych sił.
Patryk. Tak bardzo go kochałam. Nawet jego imię, głos, grymas twarzy, ruch rąk. Wszystko. Ale on mnie nigdy nie chciał. Z kolei, kiedy chciałam odejść, on nagle zaczynał się starać.
Wracały tylko nieustannie obrazy tamtego zdarzenia. I rozdzierające poczucie straty.
Dawid Rytner ma drugą twarz, której nikt nie zna i wyznaje zasadę, że aby utrzymać związek trzeba jak najwięcej kłamać i nigdy, absolutnie nigdy nie mówić prawdy.
Przestańmy się chłostać za każde niepowodzenie. Samobiczowanie to samobójstwo rozłożone na raty.
Była w każdym moim oddechu i każdej myśli.
To było lato burzliwego morza, ale czy nie powinniśmy być jak fale? Rozbijają się o brzeg, o klif, o skały, ale nie poddają się, nie ustają, próbują jeszcze raz robić to, co do nich należy, bez końca...
Każdy człowiek chce po prostu w życiu być dobrze traktowany. Nic więcej. Tylko tyle. Aż tyle.
Ciemność odbiera światu realne kontury, zatraca rzeczywistość w innej przestrzeni wypełnionej kształtami tworzonymi przez odległy blask gwiazd, żółtawe światła latarni i naszą wyobraźnię, która w tych załamaniach światła i cieni widzi i słyszy ludzi, którzy kiedyś tutaj żyli...
Spojrzałam na niego jeszcze raz i odezwałam się w końcu:
– Na jaki autobus pan czeka?
– Na żaden – powiedział spokojnie.
– To po co pan tu stoi?
– Czekam na panią!
“Co za bezczelny typ” – pomyślałam. “Podrywacz zasrany. Jestem taka zmęczona, a on będzie mi głowę zawracał”. Byłam wściekła.
– Czego pan ode mnie chce?
– Chciałbym panią poznać.
(...)
– Jestem Adam.
– Super, świetne imię – zakpiłam, zerkając nerwowo na zegarek. Już powinien przyjechać autobus.
– Kawa? – zapytał znowu.
– Po kawie ręce mi się trzęsą.
– Melisa?
– Po melisie zasnę, a mam dużo pracy.
– Może piwo?
– Nie piję żadnego alkoholu. Widzi pan, nie możemy się dogadać. O, jest mój autobus.
Czy widziałam rozczarowanie w jego ciemnych oczach? Nie wiem. Były smutne i dziwne. Zamglone.
(…) w tym świecie pełnym obojętności, interesowności i zwodzenia, ludzi, którzy kochają – nazywa się wariatami, a tych, którzy nie potrafią kochać – drugi człowiek służy im tylko do zaspokajania własnych interesów – nazywa się normalnymi. (…) i jeśli miałaby znowu wrócić do tamtego człowieka, który ja przyciągał i odpychał, który nie potrafił kochać, ale był postrzegany jako - normalny - to ona wybiera – wariata - z pełną świadomością tej decyzji.