Trudno... Historia jest bigosem, ciężko strawną zbieraniną nie tylko z całego tygodnia, lecz z lat wielu tysięcy.
Przez cały następny dzień chodził jak z krzyża zdjęty, co jest niewątpliwą oznaką gorącej miłości, natura bowiem, poczciwa matka ludzi, zawsze ostrzega naprzód i w ten sposób chce człowieka ustrzec przed miłością, że mu z samego już początku demonstruje,jak będzie wyglądał potem, jeśli uczciwej nie usłucha przestrogi.
Spojrzeli bezradnym wzrokiem na stosy gratów zapełniających strych. Kilka wieków chyba, odchodząc w wieczność, składało tutaj śmiecie i rupiecie. Wielki pisarz francuski Balzak, który w powieści „Jaszczur" genialnie opisał skład starożytności, wygramoliwszy się z trudem na ten strych (bo był wcale gruby), opuściłby ręce. Nikt nigdy nie wiedział, dlaczego chowa się na tym strychu skorupy naczyń lub dziurawe żelazne garnki. Każde pokolenie żywiło nadzieję, że ułomna noga zydla przyda się do jakiegoś nieznanego celu pokoleniom przyszłym. W tym samym dobrotliwym zamiarze następne pokolenia składały dla przyszłości kiepsko złocone ramy lub madejowe łoże, które się zapadło pod opasłym członkiem rodu. Największy podziw budziły zwisające z krokwi uschle badyle, a wśród nich zapomniany wianek czosnku. Odwieczne babki suszyły najdziwniejsze zioła, potem umierały, zapomniawszy o tej aptece.
Byle idiota potrafi żyć, mając pieniądze. Sztuką wspaniałą i bohaterską jest żywot bez pieniędzy.
- Mój brat cierpi na polską chorobę, taką samą jak wielu innych: na przerost urojeń. Za wiele talentów, za mało męskiego, twardego charakteru! Ot, w tym rzecz... Robimy często to, co do nas nie należy, i robimy źle, mogąc robić dobrze. Nudzi nas i niecierpliwi chodzenie poz ziemi, więc chcemy latać po obłokach...
Zimno dręczyło jego ciało, ale i dusza w nim na poły skostniała.
Niewiasta bowiem nie wtedy jest dumna, kiedy jest inna niż wszystkie, lecz wtedy dumną niepomiernie być poczyna, kiedy jest do wszystkich podobna.
Nieskończoność(...) można mierzyć jedynie ludzką głupotą.
Nie ma bowiem bardziej smakowitego pocałunku jak ten, który pachnie nocą księżycową; ludzie całują się wtedy jak duchy i są dobrzy. Na to zresztą stworzył Pan Bóg księżyc. Bo nie ma innej racji jego istnienia. Przecie nie po to go stworzono, aby psy miały przyjemność i by mogły wyć w określonym kierunku.
Rzekł Matołek: "Niech panowie z swojej mnie objaśnią łaski, co panowie ze mnie zrobią? Czy salceson, czy kiełbaski?"
Wtedy oni zakrzyknęli: "Uwa, uwa! figos migos!" "Już rozumiem!" -rzekł Matołek, "Kozi ze mnie zrobią bigos!".
Wiesz co jest najgorszym wrogiem uczciwej polskiej natury? Dyletantyzm...Imanie się nie swoich rzeczy... Szlachetne partactwo...
Wyszła z siebie. Jest to czynność bardzo złożona i polega na chwilowym odłączeniu rozsrożonego ducha od bezsilnego ciała. Ciało trzęsie się oniemiałe, a duch bardzo krzyczy i nie przebiera w słowach. Chwyta każde, które mu się nawinie pod rękę i zmienia je w trzaskającą petardę.
Za odrobinę miłości trzeba oddać wszystko na świecie, bo cały świat nie jest tyle wart, co ta odrobina szczęścia.[...] Nadejdzie kiedyś taki dzień, kiedy wszystko dokoła pani rozjaśni się i w jednej chwili stanie się inne, piękniejsze, lepsze. Jedno słowo, choćby szeptem wypowiedziane, tak zahuczy jak piorun, a jedno spojrzenie tak rozbłyśnie jak słońce. Nawet zgryzota wyda się pani czymś maleńkim i niegodnym uwagi, nawet ból! Przyjdzie taka cudowna chwila, kiedy chciałoby się cały świat przycisnąć do serca i obcym ludziom rzucać się na szyję...
Bo gdybym ja nim nie umiała rządzić, on zacząłby rządzić mną. Muszę być mocna, bo jestem bardzo słaba: zanadto go kocham, więc byłoby po mnie, gdyby się o tym dowiedział.
Obie muzy, wymieniając między sobą głuche milczenie, niosły swoją rozgoryczoną hańbę na pola i łąki.
Scena była banalnie tragiczna, jak zresztą każda taka scena od początku świata; tragiczne sceny zazdrości są bardziej nudne niż miłości nawet, poza tym ludzie po małpiemu naśladują się wzajemnie. A nieraz szczęśliwy mąż marzy jak o rozrywce o takiej scenie, idzie przed lustro i przegląda się, chcąc sprawdzić, jak by wyglądał w takiej roli. Ludzie naprawdę biedni milczą, nieszczęście nie zna słów; ludzie nieszczęśliwi gadają tylko w teatrze i w noweli, tak samo jak wszelki gadający, upajający się namaszczeniem słów idiota. Życie jest tak nudne, że zadowolony może być człowiek, gdy przynajmniej w takiej scenie użyje sobie i czasem nawet poruszy nerwy.
Miłość to nie ospa, aby się jej bać.
To ta przeklęta miłość. Raz się jest młodym i trzeba być szczęśliwym, jeśli tylko można, a na rozwagę będzie czas, kiedy mi zęby zaczną wypadać.
Niewiasta ta była kształtów przyzwoicie pełnych i smakowitych, szczęśliwi ludzie bowiem lubią obfitość we wszystkim i raczej wolą nadmiar niż brak.
- Pożywienie łatwo dostaniemy, bo przede wszystkim każemy pracować temu staremu człowiekowi: będzie dla nas szukał jagód i owoców.
- A jeżeli nie zechce?
- Niechby spróbował nie chcieć. On jest jeden, a nas jest dwóch, on ledwie włóczy ze starości nogami, a my jesteśmy silni. Musi pracować!
Trudniej na tym świecie o niewzruszony dąb niż o trzciny, szumnie rozgadane na wietrze.
Nie wychował się jednak dziwny Anioł i nigdy na ludzi nie wyszedł; mówił zawsze od rzeczy, ciągle spoglądał w niebo i oczy miał zawsze zamglone. Nieraz się zrywał i wił z bólu, ruszając dziwnie ramionami, na których miał dwie wielkie blizny po operacji. Zawsze wtedy wpadał w zadumę i milczał, tylko w oczach miał dwie dziwnie piękne łzy. Potem mu się podobno rozum pomieszał i nieszczęśliwy Anioł zaczął pisać wiersze.
Wypijaliśmy za zdrowie świata butelkę jakiegoś bardzo szlachetnego wina, które tylko w pierwszej chwili sprawiało wrazenie octu (...) jednak, im bliżej było dna butelki, przypominało najszlachetniejsze napoje***
Oto przysłali do nas takiego człowieka, który ma prawo zabrać złoto, srebro, klejnoty, drogocenne meble, fortepian i dywany. Przyszedł ten człowiek, pochodził, potem cichutko zapłakał, albowiem on, któryby był zabrał beczke Diogenesowi, nie znalazł u nas nawet trumny***
Obraz był istotnie ładny, chociaż może trochę niestosowny na dobroczynną loterię na raucie, którego protektorem miał być biskup, przedstawiał bowiem niezmiernie dekoracyjne oddanie się Fazyfy, córki króla Minosa, bardzo przystojnemu bykowi***
Boże mój! gdybym policzył, ile razy nie jadłem, aby tylko być w teatrze, mógłbym bez procesu kanonizacyjnego zostać wielkim świętym za posty i umartwienia. Gdybym mógł wypowiedzieć wszystko... Nie!... nie mogę... Łez mi żaden drukarz nie wydrukuje. Byłyby to czarne znaki, a nasze łzy były jasne jak szczęście i takie czyste, jak poezja...
Podwiązać sobie zęby kraciastą chustką i żreć melancholię na surowo to każdy potrafi, aby złości życia jednakże zaśmiać się w sam pysk plugawy, na to trzeba odwagi".
Sposobów na wzięcie udziału w uczcie bogów było wiele, najpierw zaś wyczerpywało się niezawodne: sprzedawało się książki szkolne, wielkim z resztą trudem zdobyte, ludzie jednak rujnują się dla kochanki, cóż dopiero, jeśli tą kochanką jest takie bydle cudowne jak teatr!
Kobieta pragnie rzeczy, których mieć nie może i w tej tragedii pragnień jak ogień się przepala.
Nie tylko patrzył bystrze, lecz i widział bystrze. Ze spokojną, cierpliwą namiętnością obserwował wszystko i wszystkich. Sklejał z przedziwną zręcznością niedopowiedziane słowo, ułamki zdarzeń, okruchy i szczątki i umiał skleić z tego znikomego materiału prawdopodobną całość. Posiadał wyobraźnię żywą, lotną i zataczającą ogromne koła; wybiegała ona daleko naprzód, umiała cofnąć się w zapadający i gęstniejący mrok przeszłości i widziała tam to, czego zwyczajne krótkowzroczne oczy już dojrzeć nie mogły.
Panna Domicela wyglądała tak, jakby jej się w grobie nudziło, więc wstała na parę godzin, aby pocerować pończochy. Zęby to miała aż dwa, ale za to bardzo ładne, z miłym, zielonym, szmaragdowym połyskiem...
Zdarza się, że przyroda jak gdyby sama zatrwożona brzydotą swojego towaru daje mu czasem w formie odszkodowania jakiś drobiazg szczególnie piękny i w ten sposób zdobyła na ten przykład ropucha oczy podobne do klejnotów.