cytaty z książki "Płacz i płać! Potknąć się... w drodze po trupach"
katalog cytatów
Jak pomyślę, że miałabym wychować takie Jagody, to prędzej bym do lasu zaprowadziła i zostawiła.
Też jesteś stara, ale na dziewicę konsekrowaną to mi nie wyglądasz!
Prędzej za mąż wyjdę i się rozmnożę, niż ciocią się zajmę. Jeszcze mi życie miłe!
Los nas tak pokarał, że większość matek kocha swoje dzieci, ale była więcej niż pewna, że część z nich nie wie, za co.
Człowiek nie krowa, zdanie zmienić może.
Prędzej ona nas wszystkich doprowadzi do samobójstwa niż my ją.
Pozbycie się córki z domu zakrawało na cud. Na razie zajęła kanapę, kuchnię i powoli zaczynała pleśnieć.
Nikogo nie zabiłam, to myślisz, że z czego miałam się spowiadać?
Człowiek nie krowa, zdanie zmienić może. Teraz to już mi wszystko jedno, gdzie pójdę, a łachudrom grosza nie dam.
Zupełnie ci się w głowie poprzewracało. Olałaś nas na dwadzieścia lat, a teraz gnieździsz się tu jak karaluch.
Nie ma takiego bagna, z którego by człowiek nie wylazł, jak ktoś inny poda mu pomocną dłoń...
Nie mówię przecież, żeby ją młotkiem dobić, ale, Malina, starzy ludzie nie żyją wiecznie.
Ciotka Hanka uśmiechała się jak kot, który bawi się myszą, ale jeszcze nie zgłodniał na tyle, by ją zjeść.
– Jeszcze pan tu jest? – zirytowała się. – Na litość boską, ile czasu można montować te jebane listwy?
– Koń-koń-koń…
– Wsiada pan na koń i odjeżdża? – zakpiła gniewnie.
Informatyk siedział w gabinecie od godziny, uniemożliwiając jej pracę.
– Koń… czę…
– Długo jeszcze?! Miał pan tylko wymienić router!
– Ale lis-lis-lis…
– Kurwa, zoofila mi przysłali! – jęknęła, wychodząc z gabinetu i trzaskając drzwiami.
Franciszka Koteł, lat sześćdziesiąt dwa, świeżo upieczona emerytka, chętnie spędzałaby czas na czytaniu, spacerowaniu, ćwiczeniach dla seniorów lub nicnierobieniu, co jej szczególnie odpowiadało. Życie miało jednak wobec niej inny plan.
Energię to może i miała, ale mruk z niej zawsze był jak nie powiem kto. Tylko by w tych książkach od dzieciaka siedziała. Kiedy jej kto przeszkodził, to tak się darła, jakby ze skóry ją obdzierali. Na dwór to nie wyszło, z dziećmi się nie bawiło, a złośliwe było jak mało kto!
Jakieś dziwne maniery w tej Warszawie mają, pomyślała z niesmakiem. Córcia żre niczym jaki pasibrzuch, mlaszcze, chrząka, a nawet beknie sobie od czasu do czasu jak wypisz wymaluj jej ojciec. Może to geny? Tylko późno się ujawniły? Ale żeby u kobiety? Nie może to być!
Całe życie pracowałam, mam dom, trochę oszczędności na stare lata i powiem ci, że jak jeszcze raz usłyszę, że życie zmarnowałam, bo na stare lata nikt mi szklanki wody nie poda, to mnie szlag trafi na miejscu.
Pomarzyć sobie możemy, jak wpada do studni i umiera w męczarniach zżerana przez węgorze, albo do studzienki kanalizacyjnej i zjadają ją szczury, albo zadziobują ją kruki i wrony, ale nie po to się tu spotkaliśmy, żeby fantazjować. Może spróbujemy znaleźć jakieś realne rozwiązanie.
Jagoda smętnie chrupała paluszki, popijając je piwem bezalkoholowym, grzebała łyżką w na pół roztopionych lodach, opuszczając gumę legginsów poniżej wzdętego jak balon brzucha. Coś musiało jej zaszkodzić. Może te pierogi były nieświeże. A może nie powinna popijać kapuśniaku colą. Może też nie powinna tyle żreć, ale miała do wyboru obżarstwo albo pijaństwo.
Wcisnęła do ust pełną łyżkę lodów i przełknęła, bekając. Może to babskie piwo mi szkodzi?, pomyślała, czując w ustach nieprzyjemny posmak jagodowego napoju.
Latami narzekała na nieobecność córki, ale to, co przyjechało po latach, w niczym nie przypominało jej latorośli. Było to jakieś wredne babsko z krótko ostrzyżonymi włosami, ufarbowanymi na czarno, wyblakłą twarzą i pazurami jak u wściekłego kota.
- Ciocia chciała powiedzieć, że tata zachował się nieładnie. I pamiętasz, co masz powiedzieć pani w przedszkolu?
- Że ma się jebać.
- Masz powiedzieć: przepraszam! - Franciszka podniosła głos.
- Tata powiedział, że ma się jebać - upierała się dziewczynka.
- Tata sam się może jebać - zdenerwowała się wtedy.
- Ty masz powiedzieć: przepraszam!
los nas tak pokarał, że większość matek kocha swoje dzieci, ale była więcej niż pewna, że część z nich nie wie, za co. Należała do tej właśnie grupy.
Emil nie zamierzał na tym etapie wchodzić w szczegóły w obawie, że pozostali się wycofają, gdy zbyt wcześnie odkryje karty. Ale miał plan. Plan przez duże P.
Obrzuciła mnie tym swoim spojrzeniem, wiesz, tym, co to człowiek czuje, że powinien się położyć do trumny i umrzeć, bo swoje już przeżył i tylko pęta się innym pod nogami.
Runął świat. Właściwie to nie runął, tylko jebnął z siłą meteorytu, wywalając wielki krater w ziemi, pomyślała Jagoda - oniemiałą, ogłupiała i całkowicie wyprana z jakichkolwiek emocji.
pan Jonasz poza firmą, dużym domem i zasobnym kontem miał zaletę, której nie można ignorować.
Pochodził z rodziny z długą tradycją zgonów na zawał serca, najczęściej przed pięćdziesiątką. To bardzo dobrze rokowało na przyszłość...
Drobna, pozornie niepozorna staruszka z upiornym makijażem, w błękitnym welurowym dresiku i papuciach z misiem, poruszająca się z balkonikiem, w rzeczywistości była sprytną pajęczycą, tkającą lepką sieć, w którą wpadały niczego nie podejrzewające ofiary, by z radością dać się wyssać.