cytaty z książki "Niegodne"
katalog cytatów
Jednak bardzo dobrze wiedziałam, że litość jest jak cichy dynamit, który umieszczają ci w sercu, a kiedy wybucha, nie ma czego zbierać.
[...] słowa na tych kartkach są jak krople, drobne kropelki w kolorach czerni, ochry, błękitu, czerwieni, które chwilowo rozcieńczają udrękę, ten ból, który jest niczym milcząca furia.
Złota godzina. Powietrze pachniało latem, które jeszcze osłania się zimnem lub chowa się za nim, latem kiełkującym, które się jeszcze trochę kryguje, ale już śmiało zapowiada swoje nadejście, żebyśmy o nim nie zapomnieli.
A może był to zapach szczęścia?
[...] nikt nie namaluje mojej rzeczywistości i nie zawiesi jej na ścianie jak obrazu.
Boli. Jak pozbyć się bólu, który płonie w całym ciele, burzy krew, oblepia kości?
Helena umarła w ciemności, umarła w katastrofie. To ona nauczyła mnie, że życie bez gwiazd, bez ciał niebieskich, ani komet, bez światła nocy, w absolutnej ciemności, to katastrofa.
Tańczyła, bo miałyśmy co jeść, śpiewała, bo zdobyła kawę i chleb. To był czas, kiedy jeszcze miałam matkę, która uczyła mnie czytać i pisać, która ostrożnie obchodziła się z książkami, mówiąc: to cuda zatrzymane w papierze, nazywała je naszymi przyjaciółmi; codziennie celebrowała życie poprzez drobne gesty, obdarowywała świat swoją świetlistą obecnością, jednocześnie umiejąc dostrzec w nim piękno, choć niszczał z minuty na minutę.
Krople spływały po witrażach pomazanych czarną farbą. Witrażach z wizerunkami złego Boga, fałszywego syna, toksycznej matki, tego Boga, który nie umiał opanować chciwości i głupoty u swoich owieczek, który pozwolił im zatruć samo jądro jedynej rzeczy, jaka miała znaczenie. Nie ma co wzywać tego Boga, który zostawił nas na pastwę zatrutego świata, ani nawet na niego patrzeć.
Zastanawiałam się, jaki zapach ma strach. Doszłam do wniosku, że nie można go wyczuć, bo strach przypomina zamarzanie od środka.
W moich płucach zagnieździło się jej stopniowe znikanie z tego świata. Wyczuwałam rozpad i samotność. Bezgraniczną samotność nieżywych ciał, tę samotność, która jest jak wątłe światło, zawsze o krok od zgaśnięcia.
Nie wiemy, w którym żyjemy roku. Mam nadzieję, że jeśli ktokolwiek czyta te strony, robi to w świecie, gdzie odmierza się czas w jakiś sztuczny sposób, chociaż wiemy, że jest on tylko pewnym konstruktem, przeczuwamy, że za tą numeryczną tkanką nie ma nic więcej, tylko to, co jest teraz.
Prawda jest sferą. Nigdy nie widzimy jej w pełni, w zupełnej całości, prześlizguje się po naszym gardle, po naszych myślach. Prawda jest zmienna, kurczy się, imploduje i ma moc kuli. Może być śmiertelna.
Prawda, ta sfera, która zawiera w sobie również kłamstwo, kręcące się w innym rytmie jak koło zębate, wydaje się, że jest ono zepsute, niepotrzebne, ale bez niego mechanizm nie mógłby funkcjonować. Trudność polega na tym, by odkryć kłamstwo wewnątrz tej sfery.
Powiedział nam, że jeśli chcemy zostać Oświeconymi, musimy przestać być pojemnikami na zło, depozytami kłamstw, córkami nieczystości, wrogami przyzwoitości, że musimy przestać być wielkim błędem natury, zdrajczyniami wiedzy i cnoty, potomkiniami wiecznego potępienia, że musimy wyzbyć się z naszej krwi lodu.
Opowiedziała mi szeptem coś, co opowiedziała jej María de las Soledades, której to z kolei opowiedziała to Lourdes - że Oświeconym wyrywają zęby i język, bo wypowiedzenie imienia Boga wymaga pustki.
Pisząc, czuję, jakbym znów tam była, jakbym była w stanie przeżyć to jeszcze raz. Próbuję zatrzymać sekundy tamtej chwili; wydaje mi się, że mogę nanizać na nie kruche litery, bo wrażenia pojawiają się tak wyraźnie, że nie wątpię w wierność moich wspomnień, wytworów mojej pamięci. Próbuję uchwycić teraźniejszość, to teraz, a ono rozmazuje się z każdym zapisanym, niewystarczającym słowem. Mimo to przebywam w tym teraz, które zawsze będzie się zmieniać w przeszłość, w opustoszały wyraz na poplamionym papierze.
Albo może kartki obrócą się w popiół i powrócą do ziemi, użyźniając ją, odżywiając korzenie jakiegoś drzewa, a naszą historię zrozumieją liście, te same, które natleniają upadły świat.