cytaty z książki "Piwnica"
katalog cytatów
- Tutaj się zrelaksowała. W Warszawie bywa spięta.
- W Warszawie każdy bywa spięty.
Niespodziewanie się roześmiała, a potem jej oczy zrobiły się puste. pomyślał, że udaje i wcale nie jest taka silna.
Przez długi czas wierzyłam, że przetrwanie wystarczy. Że jeśli tylko doczekam kolejnego dnia, to znaczy, że jeszcze wygrywam. Dopiero później zrozumiałam, że samo oddychanie to za mało, gdy ktoś powoli odbiera ci sens, dla którego warto oddychać.
Czuł się jak bohater powieści. Wyruszał z ukochaną rozwikłać zagadkę i pomóc... nie potrafił doprecyzować komu, ale to było najmniej istotne.
Byłam trudnym dzieckiem, zbuntowanym. Kiedyś pchnęłam koleżankę tak, że uderzyła głową w parapet. Nic poważnego się nie stało, ale krwawiła.
----------------------------------------------------------------------------------------------
Ta krew mnie przeraziła i od tamtej pory nikomu nic fizycznie nie zrobiłam. A tamta dziewczyna mnie zdenerwowała, bo śmiała się, ze na Dzień Ojca na przedstawienie przyszła moja mama.
No, cóż, gościu niewiele sobie przypominał. Pamięć miał dziurawą. Albo nie był z bratem tak blisko jak powiedziała pani Anna. Lub kłamał. Wszyscy kłamali. Pradziadek Anety. Klara. Rafał też kłamał. Dlaczego Bawarski miałby być wyjątkiem? Sekret. Każdy chronił swój sekret. Lub czyjś.
Chociaż sam masz dwadzieścia lat, czujesz się odpowiedzialny za rodzinę. Zarabiasz. Studiujesz i założę się, że jesteś jednym z najlepszych. Stale na najwyższych obrotach. To wykańcza.
— Myślisz, że ktoś mnie szuka?
— Po co mieliby to robić?
— Bo kiedyś byłam dla kogoś ważna.
— „Kiedyś” to bardzo wygodne słowo.
Z czasem przestałam liczyć dni, bo każdy wyglądał tak samo. Najgorsze było nie to, że byłam zamknięta, ale że zaczęłam rozumieć, jak łatwo można przywyknąć do strachu, jeśli podaje się go w małych dawkach, codziennie, bez przerwy.
Mimo że czuł się nieswojo, pomyślał, że jeszcze nie spotkał nikogo, kto by miał tęczówki zmieniające barwę.
Na początku buntowałam się w myślach, później już tylko szeptem, aż w końcu nawet myśli stały się zbyt głośne. Cisza była jedynym miejscem, gdzie mogłam się jeszcze schować.
Najtrudniej było przyznać przed samą sobą, że zaczęłam mu wierzyć. Nie dlatego, że mówił prawdę, ale dlatego, że potrzebowałam w coś wierzyć, żeby nie zwariować.
Czasami myślę, że gdyby ktoś zapytał mnie, dlaczego to zrobiłem, nie potrafiłbym odpowiedzieć jednym zdaniem. Może dlatego, że świat wymykał mi się z rąk, a tu — tu wreszcie wszystko było dokładnie takie, jak powinno.
— Powiedziałeś, że to dla mojego dobra.
— Bo tak jest. Na zewnątrz byłoby gorzej.
— Skąd możesz wiedzieć, co dla mnie gorsze?
— Wystarczy, że ja to wiem.
— Nie będę już milczeć.
— Milczenie chroni cię przed konsekwencjami.
— A mówienie przed czym mnie chroni?
— Przed iluzją, że masz kontrolę.
Próbowałam sobie przypomnieć, kim byłam wcześniej, ale wspomnienia zaczęły się rozmywać. Jakby ta wersja mnie należała do kogoś innego, kogo już nie potrafię odzyskać.
Nigdy nie uważałem się za potwora. Potwory działają w chaosie, a ja potrzebowałem porządku. Każdy dzień miał swój rytm, każda decyzja sens. To inni nazywali to zamknięciem — ja nazywałem to ochroną przed światem, który i tak by ją zniszczył.