cytaty z książki "Nikt mnie nie ma"
katalog cytatów
Kiedy tata pił, świat nie nabierał pięknych barw, a ludzie nie zyskiwali na atrakcyjności. Przeciwnie. Świat stawał się brzydszy i zaludniali go idioci. Tata miał tylko jeden sposób na leczenie tej beznadziei. Pić jeszcze więcej.
Socjalistyczna retoryka oddaje cześć bohaterom gotowym umrzeć w walce, która wymaga mężczyzn ze stali, ale tata miał coś do stracenia. Pracę, dom, opiekę nad dziewuszką. Tych, którzy mają największy powód do podjęcia walki, najmniej stać na utratę tego, co mają, a mają bardzo mało.(s.326)!
Nikt mnie nie ma
nawet ja.
Spałam niespokojnie, kopałam tatę w brzuch, plecy, uda. Odrzucał moje nogi, ale one szybko wracały. Nie wierzgaj tej nocy, prosił mnie każdego wieczoru, bardzo mnie to męczy. Prosił bez skutku.
Tłumaczył mi, że żeby być mężczyzną, nie trzeba paradować w mundurze. Ale mężczyzna nie powinien mieć grzywki – prawdziwy facet nie chodzi, kurde, z włosami na czole.
Zajęło mi trochę czasu, zanim się połapałam, że on tylko małpuje język, wypowiadając słowa pozbawione najmniejszego sensu, i poczułam się oszukana. To już nie było zabawne, to było tragiczne, że tata drwi sobie z własnej niewiedzy. Tak to widziałam. Ale nie tata. Tata chciał choć przez chwilę dobrze się bawić.
Widziałam oczyma wyobraźni, jak tata po sześciu piwach się potyka i wszyscy chłopcy ryczą ze śmiechu. A jeśli zacznie sikać na ogrodzenie, tak jak na przystani? Wymyślałam najróżniejsze preteksty, żeby tam nie iść. Obstawał przy swoim.
W naszą ostatnią wspólną Wigilię tata był tak pijany, że nie mógł włożyć butów, kiedy mieliśmy pójść do Majken i Aleksieja. Kilka razy się przewracał i podnosił dzięki mojej pomocy. Kiedy stanął na nogi, zsunął mu się but, który przydeptał. Nie ruszaj się! – krzyknęłam, próbując mu go włożyć. Stał w skarpetce w śniegu, żeby znowu nie upaść. Słysząc mój łamiący się głos, zapytał, dlaczego się martwię w Wigilię.
– Nie smuć się, Natasza! W Wigilię trzeba się bawić. Trzeba się cieszyć.
Strzępki wspomnień z lat spędzonych z mamą. Zimne ognie, rzucające blask na to, co kryje się w cieniu, ale zbyt słaby i krótkotrwały, żeby oświetlić to, czego szukałam.
Nie mogłam znieść jego narzekania na biedę, na durnych bliźnich, na sztywność pleców i dłoni i jednoczesnego natrząsania się z tych, którzy próbowali polepszyć jego sytuację. I tego, że w dniu wypłaty stroił się w garnitur à la Kojak, a potem z uczuciem triumfu udawał się do sklepu po ten żałosny prästost, przeświadczony, że jest twardzielem z klasą. Wstydziłam się, że wykorzystuje babcię i dziadka, ani razu nie mówiąc „dziękuję”. Czułam wstręt, słysząc, jak spuszcza wodę w toalecie, i obrzydzenie na widok jego sflaczałej moszny wychodzącej ze slipów, których gumki dawno się rozciągnęły.
Bogu pewnie o coś chodziło, ale o co, licho wie.
Powiedzial, ze nie ma nic bardziej nieprzewidywalnego niz zycie.
Człowiek rodzi się robotnikiem, mówił tata, tego się nie wybiera.
Po jedzeniu chłopcy rozbiegali się po obcym im domu. Zatrzymywali się, patrzyli na coś, co dobrze znałam, i dotykali różnych rzeczy serdelkowatymi, dziecięcymi palcami. Raz zaczęli się bawić dużą babciną lalką księżniczką w sukni z niebieskiego jedwabiu, która tronowała niepodzielnie pośrodku łóżka zamiast dekoracyjnych poduszek. Tak ją ciągnęli za włosy, że odpadły. Na łysej plastikowej głowie został brązowy, zaschnięty klej.
Od taty nie dostawałam nic. Zależało mu na tym, żeby w pierwszej kolejności obdarować prezentami gwiazdkowymi gówniarzy. Byłoby głupio, mówił, gdyby wszyscy coś im kupili, a on jeden nie. Przyznawałam mu rację. Obiecywał, że zrobi to po Nowym Roku. Ani razu nie dotrzymał słowa.
Kiedy zamykał za sobą drzwi i wracał w swoich śliskich półbutach na Rönnbergagatan, płakałam ze wstydu, że odczuwam ulgę, i ubolewałam nad jego samotnością. Będzie siedział w fotelu do Trzech Króli. Przez przeszklone drzwi wychodzące na ganek widziałam jego skuloną sylwetkę znikającą w padającym mokrym śniegu. Przez ułamek sekundy miałam ochotę za nim pobiec.
Tato! Poczekaj na mnie, tylko włożę kurtkę!
Nie biegłam.
Człowiek wie, co ma, ale nie wie, co może stracić.
Położyłabym głowę obok jego głowy i szepnęła mu do ucha, że utopia o świecie bez panów i klas, narodów, pieniędzy, wojen i konkurencji nadal jest najpiękniejszym marzeniem, jakie znam.
Rolf, jedyny z rodzeństwa, kupił wieniec „z ostatnim pożegnaniem”. Inni pewnie uznali, że już aż nadto się na tatę wykosztowali albo że to zbędne, bo przecież to tylko Leffe.
Obaj nie byli wysocy, ale tata był masywny i umięśniony. Teraz wydawał się mały, jak w dzieciństwie, kiedy wielokrotnie obrywał od ojca. Ten stary człowiek nie miał nad nim władzy, ale jego słowa piekły jak pasek na gołych plecach.
Może w ogóle o tym nie myślał, że mógłby tam być, może był zadowolony, że nie musi, ale prawdopodobnie rozumiał, dlaczego nie został zaproszony. Kiedy słuchałam mów pochwalnych, on siedział na Viksang i czuł się jak Mruk z Kosówki, wiejski kocur zalatujący oborą i nieobyty w towarzystwie, co zapamiętałam z książki, którą mi czytał. Jednej z tych wypożyczonych z biblioteki, której nigdy nie zwróciliśmy.
Nie był już godnym miłości ekscentrykiem. Był słaby.
W niektóre poranki miałam nadzieję, że tego dnia otrzymam wiadomość o jego śmierci. Wyobrażałam sobie, że dyrektor puka do sali lekcyjnej, poważnie i empatycznie rozmawia z moim nauczycielem, a potem ze mną. Znoszę tę wiadomość z godnością, zyskując powszechną uwagę i współczucie.
Byłoby najlepiej, gdyby tata umarł. Wmawiałam sobie, że nie tyle dla mnie, ile dla niego.
Kiedyś tata próbował dopaść jednego dzieciaka i gonił go po podwórku, bo przybiegłam z płaczem, że się przedrzeźnia i popycha. Tata włożył buty i ruszył za nim. Malec, wyjąc ze strachu, uciekł do domu. Zawsze byłam ciekawa, co by się stało, gdyby tata go złapał.
Pytałam mamę, czemu nie wzięła mnie ze sobą tamtego styczniowego wieczoru. Nie pytałam dlatego, że chciałabym z nią pójść, ale żeby poznać powód.
Zawsze odpowiadała tak samo.
Było jej tak żal taty, że postanowiła mu oddać coś najwspanialszego, co miała.
Przez pewien czas tata myślał, że Ingmar Bergman jest Żydem - bo czym można wytłumaczyć sukcesy, jakie wszędzie odnosiły jego filmy? Kiedy później usłyszał, że w młodości Bergman darzył sympatią Hitlera, wszystkie klocki trafiły na swoje miejsce. Od początku podejrzewał, że skurczybyk jest nazistą!
Tym, co różni ludzi od siebie, jest antyfaszyzm. Ten, kto nie jest antyfaszystą, nie ma prawa mówić o wolności i demokracji.
Nie satysfakcjonowała go moja odpowiedź. Przecież z byle powodu Rosjanie nie gnębiliby niewinnych ludzi.
Tata nie znosił Niemców, bo byli Niemcami. O podziwie dla niemieckich piłkarzy nie było mowy. Gerd Müller, Franz Beckenbauer, Uli Höness… grają w gałę nie lepiej niż inni. Nie, nie, nie, Garrincha jest tylko jeden.
Wstawał o zwykłej porze, podwoził mnie pod zamknięte przedszkole albo świetlicę, mówił, że zaraz ktoś przyjdzie, odjeżdżał, po kilku minutach był z powrotem, jechaliśmy do domu, kładł się do łóżka i zasypiał. Dobrze wiedział, że jest niedziela, ale rajcowało go samo uczucie, że może zawrócić w pół drogi. Mam to w dupie, wracam do domu i śpię!
Powiedział, że widząc martwego Leifa, doznał przedziwnego uczucia. To on zawiózł motorowerem swoją przyszłą teściową Bojan na oddział położniczy, kiedy Kalle Chwat, mój dziadek, łowił ryby na jeziorze. Sześćdziesiąt lat później Aleksiej zadzwonił po karetkę do jej syna. Koło się zamknęło.