cytaty z książek autora "Jun'ichirō Tanizaki"
Każdy człowiek posiada jakieś wspomnienia rozbudzające jego najgłębsze uczucia. (...) nawet zwykły smutek jesieni atakuje go z tak dziwną mocą, jakiej by nigdy sobie nie wyobrażał w młodości, nawet zwykły szelest wiatru w liściach maranty przenika mnie teraz do głębi, i w żaden sposób nie mogę się z tego nastroju otrząsnąć, a zwłaszcza gdy siedzę sam w taki wieczór jak dziś i w takim miejscu jak to, z dojmującym bólem myślę o kruchości i nietrwałości ludzkich poczynań, które przemijają bez śladu, i wtedy coraz gwałtowniej ogarnia mnie tęsknota za tym barwnym i bogatym światem, który odszedł bezpowrotnie.
Każdy powinien tworzyć sobie system moralny odpowiadający jego naturze, a następnie zgodnie z nim postępować.
Trzeba naprawdę nie mieć serca, żeby odbierać nam cień, jaki dają drzewa w lesie.
Piękno znajdujemy nie w rzeczach, lecz w smugach cienia, które powstają przez oddziaływanie rzeczy na siebie, w grze światła i cienia.
Kiedy ludzie Zachodu wykryją najdrobniejszy pyłek brudu, bez pardonu go usuwają, my na Wschodzie tymczasem pieczołowicie go zachowujemy, ba idealizujemy. (…) Uwielbiamy rzeczy naznaczone piętnem ludzkiego brudu, osmolone sadzą, plamy będące wynikiem działania czynników przyrody.
My, ludzie Wschodu, stwarzamy piękno z cieni, które odszukujemy w banalnych, najmniej oczekiwanych miejscach.
[...]
ostatnio nie ma dnia, w którym nie pomyślałbym o własnej śmierci... Dwa, trzy razy dziennie myślę sobie – Może dzisiaj umrę. Nie żebym koniecznie bał się tych myśli. Kiedy byłem młody, przerażały mnie, ale teraz sprawiają mi nawet pewną przyjemność.
[...]
Umrę, umrę myślałem i ssałem dalej. Lęk, podniecenie rozkosz, na przemian rozpierały mi pierś. Od tego czasu musiało upłynąć już ze dwie godziny, ale ciśnienie widocznie jeszcze nie spadło.
Aa Na szczęście wróciło do normy. Co za ulga.
A jednocześnie przemknęła mi przez głowę myśl, że skoro tak, to nie ma przeszkód, bym powtórzył tamten, szalony czyn. Nie jest to wprawdzie to samo, co oglądanie filmów erotycznych z dreszczykiem, które Tsakkuko tak lubi, ale nie mogę przecież pozbawiać siebie przynajmniej takiej przygody, Nie obchodzi mnie, że może mnie to zabić.
Mógłbym przyrównać Naomi do niezwykle mocnego trunku. Zdawałem sobie sprawę, że jego nadmierne picie spowoduje uszczerbek na zdrowiu, lecz kiedy przytykano mi go do ust i wąchałem ów bogaty aromat, nie mogłem oprzeć się pokusie, żeby nie wypić kolejnego kieliszka.
Nasi przodkowie, którzy uwielbiali zamieniać w poezje wszystko, co ich otaczało, przekształcili miejsce najbardziej, zdawałoby się, nieczyste w domu, w miejsce niedościgłej elegancji, które dzięki bezpośredniej bliskości przyrody przenosi nas w świat miłych skojarzeń związanych z kontemplowaniem piękna przyrody.
Doprawdy wychodek to wymarzone miejsce do słuchania brzęczenia owadów i śpiewu ptaków; świetnie też się nadaje do podziwiania poświaty księżyca.
Lepiej, żeby takie miejsca osłaniała przyćmiona poświata, żeby granica między tym, co czyste, a tym, co nieczyste, pozostawała zatarta.
Przebywanie w wiekowych domostwach, pośród starych sprzętów w zadziwiający sposób przynosi nam spokój i koi nasze nerwy.
Przed laty kobieta rzeczywiście „istniała” od kołnierza w górę i od brzegów rękawów w dół….
Japoński wychodek został wprost stworzony z myślą o zapewnieniu duchowego odprężenia.
Powiedział kiedyś Sato Haruo, że głusi wyglądają jak głupcy, a niewidomi - jak mędrcy; głusi, starając się zrozumieć, co się do nich mówi, ściągają brwi, otwierają oczy i usta, pochylają głowę, to znów unoszą ją do góry, na skutek czego zachowanie ich wydaje się prostackie i głupkowate, podczas gdy niewidomi siedzą wyprostowani, w milczeniu, z głową lekko pochyloną do przodu i z zamkniętymi oczyma jak przy medytacji, tak że wyglądają na głęboko zamyślonych.
Oślepieni jaskrawym światłem, otoczeni białymi nie do zniesienia ścianami, mielibyśmy trudności w osiągnięciu nastroju błogości, upajaniu się "fizjologiczną rozkoszą".
Przegrzane, duszne powietrze w hotelowych toaletach w zachodnim stylu jest nie do zniesienia.
[...]
Choć w gruncie rzeczy nie wiele mnie obchodzi, gdzie będę leżał po śmierci, to jednak nie chcę, żeby pogrzebano mnie w ziemi, z którą uczuciowo nic mnie nie wiąże, w miejscu tak nieprzyjemnym jakim stało się dzisiaj Tokyo. Pozostawione tu prochy zmarłych z różnych przyczyn nieraz będą zmieniać miejsca. Pod tym względem najbezpieczniejsze jest jeszcze Kioto.
Powiada się, że japońska kuchnia jest raczej do oglądania niż do jedzenia. Powiem więcej – ona jest do medytowania.
Jedzenie potraw japońskich z lśniąco białych talerzy, w jasno oświetlonym pomieszczeniu, odbiera połowę apetytu.
Każdy miłośnik tradycyjnego budownictwa potwierdzi, że wychodek w stylu japońskim do doskonałość.
Trudno wyobrazić sobie biel doskonalszą od twarzy uśmiechniętej dziewczyny, której zęby połyskują jak czarna laka w chyboczącym cieniu lampy, za każdym razem, gdy prześwitują spomiędzy zielonych warg, mieniących się tęczowym światłem jak błędne ogniki.
Ciemność (…) nie budzi naszego protestu, przyjmujemy ją z rezygnacją, świadomi, że i tak nic nie poradzimy. Trudno - mało światła, to mało światła; zanurzeni w mroku, odkrywamy w nim, na przekór, szczególne piękno. Natomiast przedsiębiorczy człowiek Zachodu nie ustaje w wysiłkach, by poprawić swój los. Od świecy do lampy naftowej, od lampy naftowej do gazowej, od lampy gazowej do światła elektrycznego – jego dążenie do jasności nie ma końca, nie szczędzi przy tym trudu, aby usunąć najmniejszy nawet cień, jeśli go wytropi.
Aż dziw, jak otumanieni światłem elektrycznym, staliśmy się dzisiaj nieczuli na zgubne skutki, jakie niesie nadmiar oświetlenia.
Nikłe jak arkusz papieru piersi wystające z płaskiej jak deska klatki piersiowej, mały, wklęsły brzuch, wyprostowana linia pleców, bez żadnych wypukłości czy wklęsłości przechodząca ku biodrom i pośladkom, tworząc obraz całości, w porównaniu z twarzą, rękami i nogami tak nieproporcjonalnie wychudzonej i pozbawionej ciała, że przypomina bardziej patyk niż postać ludzką. Czy nie tak właśnie była kiedyś zbudowana większość japońskich kobiet?
Ze światła korzystamy dziś nie tyle po to, by wygodnie nam było czytać, pisać lub szyć, ile by z każdego możliwego zakątka przegnać cień.
[...]
Bardzo cierpię. Ból uporczywy, ciągły ból. Czyż nie byłem od dawna na śmierć? Wcale się nie boję śmierci, ale gdy pomyślę, że w tym właśnie momencie, staję w jej obliczu, ta myśl mnie przeraża. Chciałbym umrzeć nie wiedząc kiedy to się stało. Jakbym po prostu pogrążał się w sen. Nie chcę towarzyszącego jej cierpienia napięcia i strachu.
Jesteśmy ponad 20 lat po ślubie, mamy córkę na wydaniu, ale w łóżku nadal robimy wszystko w milczeniu i nigdy nie prowadzimy intymnych rozmów kochanków – czy tak powinno być w małżeństwie? Postanowiłem więc pisać tu o kwestiach łóżkowych, bo nie mogę już znieść tego, że nie dane mi jest bezpośrednio o nich rozmawiać. Nie wiem, czy żona czyta ukradkiem ten dziennik, czy nie, lecz będę od dziś zwracał się do niej wprost, zakładając że czyta.
Zrozumiałem, że im bardziej mężczyzna nienawidzi kobiety, tym bardziej ona pięknieje w jego oczach. Stało się dla mnie jasne, że Don José musiał uśmiercić Carmen, ponieważ im bardziej nią gardził, tym ona stawała się piękniejsza.