cytaty z książek autora "Anna Szczęsna"
Czasami po prostu nas to spotyka. Nie spodziewamy się zmian, a one w nas uderzają. Są jak powiew świeżego powietrza, zmieniają nasze myślenie, zmuszają nas do rzeczy, których nigdy wcześniej nie bylibyśmy w stanie zrobić ...
A wie pani co ja myślę? Że to jest tak, że los obdarowuje nas dokładnie tym, czego się spodziewamy, ot co! Dlatego dopuszczam do siebie tylko pozytywne myśli. U mnie to działa. Mam dom, żonę, dwójkę dzieci i pracę, od wielu lat tę samą. I mam święty spokój, bo dokładnie tego chcę i do tego dążę. Zresztą obojętne jest, w co wierzymy, czasem po prostu trzeba unieść głowę i przeć do przodu, nieważne jak, nieważne ile błędów się popełni. Proszę nie przespać życia. Jest tylko jedno.
Nigdy nie wiemy, co nas czeka jutro i co spotkamy za najbliższym rogiem. Najważniejsze, aby nie tracić nadziei i z ufnością witać każdy nowy dzień. Zawsze należy spodziewać się najlepszego.
Płacz, płacz. Twoje dawne życie, za którym tęsknisz, musi zostać opłakane. Pożegnaj je. Tylko w ten sposób ułożysz wszystko na nowo.
No tak, wy bez kobiety to jak dzieci we mgle. Dba o was trzeba, żebyście sobie krzywdy nie zrobili. Najpierw matki was pilnują, potem żony. A bez żony jak bez ręki.
Cokolwiek się wydarzy, masz moc, by obrócić to ku dobremu. Musisz tylko odkryć swoją drogę. Jesteś mądra i silna, dasz radę osiągnąć każdy cel, jaki sobie obierzesz.
Praca w korporacji uzależniała i teraz cierpiała katusze uwięziona w niewielkim mieszkaniu na drugim piętrze.
Oparła się o ścianę najbliższego budynku, uniosła stopę i zamarła w pozycji bociana. Z daleka musiała prezentować się komicznie.
... ale co innego mogę zrobić? Ludzie z poważniejszymi kłopotami zdrowotnymi zostają często sami, bo nie mają pieniędzy na eksperymentalne terapie albo leki, które nie mają w Polsce dofinansowania. Mama pogodziła się ze swoim losem, może ja też powinnam?
Wyposażyli dzieci, puścili je wolno i mogli oddać się samym przyjemnościom. Dla Wiesławy to było za mało. Potrzebowała bodźców, ruchu, aktywności, a Wojtek łapał za pilota od telewizora i uśmiech pojawiał się na jego twarzy. Ulubiony fotel, przekąska i zadowolenie biło od niego na odległość. Żałowała, że ona nie była tak prosta w obsłudze.
W odróżnieniu od innych kobiet, nie traktowała Rity jak rywalki, raczej jak kogoś, kto pomaga.
Ogród z widokiem, przykryty bielą, był spełnieniem marzeń mieszkańców o sprawach wielkich, poważnych, ale i tych zupełnie błahych, o przyjaźniach, miłościach i odpoczynku wśród kwiatów.
Przez miasteczko przetoczyło się trzęsienie ziemi. Tak przynajmniej pomyślała Kucińska, gdy na rynek wjechała ciężarówka. Z warkotem silnika szarpiącym nerwy terkotała po bruku, aż zatrzymała się przed kamienicą, w której znajdowała się apteka, o tej porze jeszcze zamknięta.
Pozytywnie nastawiona do reszty dnia, skierowała się do domu, gotowa siąść od razu do komputera i zamówić więcej materiałów niezbędnych do realizacji pomysłów, które kłębiły się w jej głowie jak rój owadów nad ukwieconą rabatką, którą właśnie mijała.
Że też ciągle w tych samych ciuchach chodzę. Wyglądam jak przeterminowany Kopciuszek...
Matylda skupiła się na kobiecie. Aż westchnęła oszołomiona. Z drugiego piętra, i to po skosie, nie widziała twarzy, ale wystarczyła jej sylwetka, sposób poruszania się i piękne włosy sięgające polowy pleców, by porównała ją do Rity Hayworth. Jak ktoś taki trafił do Starej Dobrej?
- Ale że niby lepsza od nas? - Justyna prychnęła z lekceważeniem. - Dlatego że ma super samochód i droższe ciuchy? Bo ja na studiach poznałam kilka takich lasek. Niby ładne, ale jak się odezwały, to w głowie siano. Żal było ich słuchać.
- Ona nie jest taka - uparła się Matylda. - Owszem, nie rozmawiałam z nią, ale emanuje taka siłą, pewnością siebie, no wiesz, kobieta z klasą. Nie potrafię inaczej tego określić. Gwarantuję, że każdy facet zwróci na nią uwagę.
Mijając rynek, mimowolnie zerknęła w stronę okna mieszkania nad apteką. Gdy zdała sobie sprawę, co robi, skruszona spojrzała na Marka i zakłuło ją serce. On też zapatrzył sie w to samo miejsce.
Na przekór całej miłości, którą obudził w niej ostatnio, męczył ją niejasny niepokój. Dziwne. Było idealnie. Zbyt idealnie. Coś tu nie grało.
Zasadniczo lubiła ciepło, ale ostatnie dni to była przesada.
To lato zdecydowanie różniło się od wszystkich poprzednich.
Rodzicom raczej się nie poprawi. I tak się cieszę, że są w dobrej formie umysłowej, chociaż potrafią dopiec, oj, potrafią. Nieraz muszę ugryźć się w język, żeby im się nie odgryźć.
Przez krótką chwilę, kiedy otrzymała czekoladki i gdy miło gawędziła z Grudzińskim, poczuła się jak kobieta. Nie podstarzała bibliotekarka ciągle narzucająca się w urzędzie, nie sąsiadka ani stara panna, ale po prostu kobieta.
To będzie wyjątkowa ozdoba. Sznurkami narysuje historię ich rodziny, a co ważniejsze, wydarzenia oznaczy przedmiotami pozornie bez wartości. Każdy supełek to podziękowanie za dobro, którego miała okazję doświadczyć. A miała za co dziękować.
Trzeba umieć odróżnić zachciankę, kaprys od prawdziwej potrzeby.
- Czy to do zwrotu? - Upewniła się, przysuwając stosik do siebie.
- Nie, na spacer je wyprowadziłam. Oczywiście, że do zwrotu.
- Nie musi pani być taka niemiła - burknęła młoda bibliotekarka, na co kobieta się zapowietrzyła.
Matylda poczuła delikatne ukłucie zazdrości. Zdziwiła się, bo go nie znała. Z pokorą przyjmowała fakt, że wszyscy są lepsi od niej, i wciąż nie mogła zrozumieć, czym zasłużyła na względy Staszka.
Tak łatwo stracić to, czego się nawet nie docenia i co traktuje się jak rzecz pewną i niezmienną.
Cokolwiek się wydarzy, masz moc, by obrócić to ku dobremu. Musisz tylko odkryć swoją drogę. Jesteś mądra i silna, dasz radę osiągnąć każdy cel, jaki sobie obierzesz.
Odkąd dzieci dorosły i opuściły rodzinne gniazdo, jej codzienność przypominała wieczny listopad. Szaro, buro, sennie i nudno.