Jakby należało szanować tradycję tylko ze względu na jej wątpliwą zasługę bycia tradycją.
Przynależność narodowa to ograniczenie pojęcia ludzkości, akceptacja dla swego rodzaju egoizmu.
Przyszłość jest luksusem
dostępnym tym, którzy się odżywiają.
...jeśli ludzie głodują, to nie przez przypadek, nie dlatego, że Bóg jest sukinsynem albo że zmiany klimatyczne, albo że Czarni to idioci czy inne dyrdymały, tylko dlatego że jest cała wataha skurwysynów, którzy chapią wszystko, którzy ich wyzyskują od wieków...
Wolę żyć skromnie, a nie jak bogaczka. Mnie tutaj, z tym, czego nie mam,
żyje się lepiej niż tamtym, którzy mają wszystko.
Dlaczego żyje ci się lepiej?
Bo jak ktoś niewiele ma, to więcej rzeczy go cieszy. Jeśli nie żyjesz skromnie,
nic cię nie ucieszy. Z biedy masz więcej niż z bogactwa.
Przyszłość jest luksusem dostępnym tym, którzy się odżywiają.
Cormack mówi, że nie był w Libenie czy Dadaabie, ale może sobie wszystko
wyobrazić i że dla niego najgorsze w życiu było to, jak w Darfurze musiał przez
kilka dni z rzędu przeprowadzać triaż.
– Przyjmowaliśmy dzieci w stanie skrajnego wygłodzenia, rannych, byliśmy
przeciążeni, nie dawaliśmy rady.
Triaż jest słowem pochodzącym od francuskiego triage i oznacza segregację;
używa się go jako terminu medycznego, w wielu językach. Procedura ta
przeprowadzana jest w momencie nagłej masowej katastrofy: lekarz albo ktoś
z personelu pomocniczego przyjmuje wielu pacjentów naraz, a ponieważ nie
może im wszystkim udzielić pomocy, musi zdecydować, którzy mają większe
szanse przeżycia – pozostawiając resztę własnemu losowi.
– Trudno mi wyobrazić sobie coś gorszego – szepcze.
Głodujące dzieci mają twarze smutnych starych ludzi, jakby śmierć chciała potwierdzić swoje prawa, odciskając na nich piętno czasu, którego nie doczekają.
W pierwszej chwili można by pomyśleć - ja bym pomyślał - że być biednym, to mieć mniejszy wybór, nie móc wybierać. A tymczasem być biednym, to nieustannie stawać wobec wyboru: zjeść czy się napić, ubranie czy dach nad głową, nędza czy nędza.
Nie mówią: głód to ilustracja stwierdzenia, że nie obchodzi nas zły los innych ludzi. Stwierdzenia, że nie obchodzą nas inni.
Istnienie odrębnych krajów to nie tylko głupota - to draństwo.
Dziecko, które umiera z głodu, to dziecko zamordowane”.
Punkt wyjścia znajdziemy chyba jednak wspólny: umówić się, że nie będziemy gośćmi Nerona”.
Miliony ludzi roztrwaniają życie, żeby jakoś żyć.
Ale głód nie istnieje poza ludźmi, którzy go znoszą. Problemem nie jest głód, problemem są głodujący ludzie.
W społeczeństwie spektaklu, obrazu, niedożywienia nie da się pokazać publicznie. To są wyłącznie cyfry. A cyfry nie działają tak jak zdjęcie wychudzonego dziecka.
Ludzie, którzy trudzą się, pracują po wiele godzin dziennie, wytwarzając przedmioty bądź usługi relatywnie zbędne, które inne osoby nabędą, jeśli będą pracować po wiele godzin dziennie, wytwarzając przedmioty bądź usługi relatywnie zbędne, które inne osoby nabędą, jeśli będą pracować po wiele godzin dziennie, wytwarzając przedmioty... Jakbyśmy pewnego dnia mieli obudzić się w amnezji - nareszcie w amnezji, w błogiej amnezji - by zapytać siebie: i po co było to wszystko?
Państwo to taki niezwykły wynalazek, który pozwala zhierarchizować poczucie winy: to jednostka wspólnego odczuwania, dzięki której człowiek mieszkający z tej strony granicy staje się nam o wiele bliższy, niż jego sąsiad żyjący trzy kilometry dalej, po drugiej stronie.
Ludzkość to pojęcie stosunkowo nowe. Zakłada ono myślenie o świecie jako o pewnej jedności - uznaje podstawową świadomość, że istnieje pewna okrągła planeta, która jest naszą szansą i naszym ograniczeniem.
(...) gama produktów konsumowanych na świecie wydaje się niesłychanie szeroka, niemniej trzy czwarte z tego stanowi ryż, pszenica albo kukurydza. Sam ryż to połowa całej żywności spożywanej na naszej planecie.
(...) Żadna z tych wiosek nie pojawia się na mapach Google - nie należą one do globalnego obrazu świata.
Sprawa oczywista: ziemię zagarniają ludzie, którym nie jest ona potrzebna, bizmesmeni, którzy - z definicji - nie są do tego zmuszeni. Mają wystarczająco dużo pieniędzy, by żyć spokojnie, niemniej poświęcają życie na pomnażanie bogactwa, bo inaczej by spokoju nie zaznali.
Stara sztuczka prognozowania. Mówią ci, że w 2050 roku na Ziemi może zabraknąć jedzenia, ponieważ według ich katastroficznych przewidywań w roku 2050 może zabraknąć jedzenia w pewnych bogatych rejonach naszego globu - jeśli ubodzy będą się mnożyć i żądać swojej części. W pozostałej części świata w 2050 roku też mogą dziać się straszne rzeczy - podobne do tych, jakie dzieją się teraz.
Przypominam sobie pewną kobietę z ubogiej dzielnicy. Rozmawiałyśmy, ona
zaś w tym czasie przygotowywała duszoną soczewicę. Akurat wrócił ze szkoły jej
synek, z czterema kolegami. Czy mogą zjeść u nas obiad, mamo? Oczywiście, że
mogą. A co będzie? Wtedy kobieta wzięła rondelek i zaczęła dolewać do soczewicy
wody. Zupa z soczewicy, odpowiedziała synowi.
Chiny doprowadziły u siebie do znacznego zredukowania liczby głodujących,
ale stają się coraz większym zagrożeniem dla reszty świata. Jeśli zostanie
utrzymana dotychczasowa dynamika rozwoju, w 2030 roku kraj będzie zgarniał
70 procent światowej produkcji pszenicy i 75 procent światowej produkcji mięsa.
Już teraz importuje jedną czwartą soi na świecie, aby wykarmić swoje 500
milionów świń i pięć miliardów kurczaków. Mięso kosztuje.
Chiny są pierwszym światowym konsumentem zbóż, mięsa, kauczuku, stali,
węgla, miedzi, niklu i wielu innych surowców. Jedynie jeśli chodzi o ropę
naftową, 350 milionów Amerykanów konsumuje więcej niż 1,4 miliarda
Chińczyków.
Popyt na żywność wymyka się jednak spod kontroli. Chiny muszą wykarmić 20
procent ludności świata z ośmiu procent ziemi ornej dostępnej na naszym globie.
Przy czym areał ten zmniejsza się: wraz z rozwojem przemysłu i intensywną
eksploatacją gruntu co roku Chiny tracą prawie milion hektarów ziem uprawnych
i niemożliwą do oszacowania ilość wody. W tej chwili wskaźnik ziemi na osobę
wynosi w Chinach 0,15 hektara; w Stanach Zjednoczonych – 1,5 hektara.
Nie jest to prawdopodobne. Wiemy już, że świat produkuje dość żywności dla
wszystkich, tylko jedna trzecia jego mieszkańców konsumuje ją w taki sposób, że
nie wystarcza dla reszty, i analitycy spodziewają się, że teraz, kiedy ceny żywności
stale rosną, kiedy surowce znów grają decydującą rolę w globalnej ekonomii,
kiedy wielkie plantacje stanowią główny przedmiot spekulacji finansowych,
różnice w zaopatrzeniu wzrosną również. Kraje posiadające żywność będą ją
sprzedawać po coraz wyższych cenach i te, które na to stać, będą ją nabywały,
inne zaś nie.
Główną przyczyną głodu w świecie jest bogactwo: fakt, że nieliczni
zagarniają dla siebie to, czego potrzebuje wielu, w tym żywność.
Są ubodzy, niepokoją się, cierpią. Ale porównajmy tylko: pięć procent
najuboższych w Stanach Zjednoczonych ma większe dochody na głowę niż 60
procent ludności świata.
Albo inaczej: owe pięć procent najuboższych Amerykanów razem ma dochody
takie jak pięć procent najbogatszych Hindusów. Wydaje się to niewiarygodne, ale
zostało udokumentowane w badaniach Banku Światowego.
Nie przekonuje mnie idea „oburzenia”. Wydaje mi się ono odczuciem
eleganckim, kontrolowanym, typowym dla kogoś, kto ma również do dyspozycji
inne możliwości reakcji. Ach, jakże to oburzające, mój drogi. Desperacja to
odruch pojawiający się wówczas, kiedy nie można z czymś czekać. Wierzę we
wściekłość. Uważam na ogół, że sprawy, które mogą zostać przedyskutowane
w spokoju, bez emocji, bez złości, to sprawy mało istotne. Że liczą się tylko te,
które budzą w tobie awersję, choćby tylko chwilową, wobec oponenta.