cytaty z książek autora "Raven Kennedy"
Upływ czasu i pamięć się nie lubią. Każde z uporem ciągnie w swoją stronę, naprężając łączącą je nić do granic możliwości. Choć pozornie nie uczestniczymy w ich sporze, to my tracimy na nim najbardziej.
Pamięć i czas. Gdy sprzymierzamy się z jednym, zawsze tracimy drugie.
Jeśli gwiazdy to naprawdę czekające na narodziny boginię, powinnam je przestrzec. Niech lepiej zostaną tam na górze, pośród mrugających świateł. Bo co czeka je tu, na dole? Życie tutaj to mrok, samość, hałaśliwe dzwony i wieczny deficyt wina.
Midas to naprawdę znakomity mówca. Jak nikt potrafi zjednać sobie tłum. Jest jak pająk, który tka swoją sieć i łapie w nią kolejno wszystkich zebranych.
Przychodzi w życiu chwila, gdy trzeba wybrać, czy woli się żałować niepodjętych działań, czy chce się pozwolić sobie na popełnienie błędu. Ja wolę popełnić błąd, niż przeżyć resztę życia z poczuciem, że nie dałam sobie szansy. I tak zbyt wiele mnie już w życiu ominęło.
[Miłość] Pojawia się na wiele różnych sposobów - odpowiada. - Szybko, wolno, kawałek po kawałku, z dnia na dzień. Bywa nieodwzajemniona i pełna pożądania. Czasem nagle uświadamiamy sobie, że nosiliśmy ją w sobie latami. Potrafi być jak niedosłyszalny szept i jak dźwięk bębna, który zagłusza wszystko wokół.
Można kąpać się w złocie i wciąż nie mieć niczego naprawdę wartościowego.
Po prostu przemawia przez ciebie strach. To słabość, którą musisz w sobie zdusić, zanim do końca cię przytłoczy.
Gdy upada król, po władzę może sięgnąć królowa.
Zabawne – jak długi język ma się przy kobiecie, gdy widzi się w niej jedynie własność.
Zadowolić mężczyznę... - jakby to miało być racją bytu kobiety, obojętne, czy jest mięsem, czy nie.
Wbrew temu, co mu się wydaje, potrafię też świetnie kłamać. W końcu okłamuję siebie samą od lat. Ładne kłamstwa pozwalają ukryć brzydką prawdę.
- Tak, jestem! - krzyczę, czerwieniejąc. Owszem, czuję coś do ciebie, ale nie to, ty arogancki dupku! Miłość nie pojawia się ot tak!
Slade ściąga brwi.
- Pojawia się na wiele różnych sposobów - odpowiada. - Szybko, wolno, kawałek po kawałku, z dnia na dzień. Bywa nieodwzajemniona i pełna pożądania. Czasem nagle uświadamiamy sobie, że nosiliśmy ją w sobie latami. Potrafi być jak niedosłyszany szept i jak dźwięk bębna, który zagłusza wszystko wokół - Mówiąc to, Slade pomału zbliża się do mnie, ale jestem tak zasłuchana w jego słowa, że ledwie to zauważa m. - Jesteś bardzo skryta i zamknięta w sobie, Auren - kontynuuje. - Tłumisz często uczucia i odmawiasz sobie tego, czego pragniesz. Dlatego wiem, że nie wyznałabyś mi tego wszystkiego, co dziś usłyszałem, gdybyś mnie nie kochała.
Moje dobro to ty.
Dałem ci wybór, zrobiłem to dla ciebie.
A ty wybrałaś jego.
Jasne strony sytuacji? Brak. Zero. Właśnie przemieniłam jego poduszkę w złoto, obwąchując ją jak wariatka, a potem pozwoliłam, żeby patrzył, jak moje wstęgi nurkują w jego pościel... Po prostu fantastycznie.
Podejmowanie ryzyka jest jak przedzieranie się przez lawinę błota. Nie sposób przebrnąć przez nią i się nie ubrudzić. Żal po tym, czego nie zrobiliśmy, jest za to jak brodzenie w mętnym stawie niedosytu.
Spędziłam w nim już dość czasu i nie zamierzam brodzić w nim ani chwili dłużej.
Bywa ta, że coś musi zostać zniszczone, by mogło się odrodzić.
Daj odpór słabości, a wzbierze w tobie siła...
Dobroć powinniśmy okazywać sobie ot tak. Nie trzeba na nią zasłużyć, tak nie powinno być.
Cały problem tkwił w tym, że ja zawodziłam sama siebie.
Sięgnęłam w ciemność. I dopiero gdy chwyciłam w garść pustkę, zrozumiałam, że tak naprawdę próbowałam chwycić Jego.
Ludzie, nawet jeśli się z nimi spierać, rzadko zmieniają zdanie. Zwykle słuchają tylko tych, z którymi zgadzali się od początku.
O ile byłoby mi łatwiej, gdyby nic mnie nie obchodziło.
Trafiłem jednak na Jaskierka. Kwiat, który wyrósł mimo całego gnoju wokół. A gdy tylko postanowiłem go zerwać i zachować, było po mnie.
Bo zaczęło mi zależeć.
I nie potrafię tego powstrzymać.
Ja nie umiem przestać, ona może nie dać rady nawet zacząć.
Prawda jest jak przyprawa. Gdy dodać jej szczyptę, pojawia się nowa nuta smaku - dowiadujemy się rzeczy, które wcześniej uchodziły naszej uwadze. Gdy jednak jest jej zbyt wiele, życie może stać się niestrawne. Zwłaczsza jeśli odpychamy prawdę od siebie tak długo, że nawykniemy do mdłego smaku kłamstw. Wtedy smak choćby jednego jej ziarna staje się absolutnie przytłaczający.
Złoto uwodzi blaskiem, ale nie wytrzymuje próby czasu. Wyciera się i blaknie, by z czasem stać się niczym więcej niż nietrwałą, miękką, żebrzącą o uwagę powłoką. Nienawidzę go. Tak samo jak z czasem znienawidziłam jego - mojego osławionego męża. To przed nim, a nie przede mną ludzie padają na kolana, ale Tyndall jeszcze pożałuje. Może nie mam magicznych mocy, jednak karmiona latami uraza to też potężne źródło mocy.
Czy ludzie aż tak cenią sobie błogość niewiedzy, że uwierzą w każde kłamstwo? Nawet gdy na własne oczy widzą, jak wygląda rzeczywistość?
Z drugiej strony... może to nie ignorancja, a strach? Ludzie mogą po prostu nie chcieć wiedzieć. Z prawdą czuliby się nieswojo. Trudniej byłoby im w nocy zasnąć.
Może w niewiedzy należy widzieć nie przywarę, a źródło ulgi.
Jestem osobliwością. Cennym przedmiotem. Źródłem pogłosek.
Jestem królewską faworytą. Najcenniejszą z kochanek Midasa. To na mnie jednej złożył swój złotodajny dotyk. Mnie jedną trzyma w klatce na najwyższej kondygnacji zamku. Całe moje ciało jest świadectwem przynależności do niego, a zarazem - mojego uprzywilejowania.
Rysa na szkle - powstała, gdy sądziłam już, że Midas odda mnie Fulkemu - pojawiła się na nowo. Co gorsza, wydłuża się i raz po raz rozwidla, coraz bardziej przypominając pajęczą sieć. Na mojej miłości do Midasakórą zawsze miałam za doskonałą, pojawiają się kolejne skazy. Jest ich tyle, że przez nieskazitelną dawniej taflę prawie nic już nie widać.
- Nienawidzę cię - cedzę. Wściekłość pali mnie w piersiach żywym ogniem i zasnuwa mgłą moje oczy (...)
- Twój gniew spada na niewłaściwą osobę, ale podoba mi się - mówi marszałek, odsłaniając kły w wilczym uśmiechu. – Ilekroć wyrzucasz z siebie jego pokłady, widzę cię coraz wyraźniej.
Zaciskam wściekle szczęki.
- Niczego nie widzisz!
Dotąd cały czas strzegłam się marszałka, widząc w nim zagrożenie dla Midasa oraz bojąc się jego brutalności i tego, że podstępem wydobędzie ze mnie jakiś sekret. Teraz dociera do mnie, że muszę strzec się go z zupełnie innego powodu. Tego samego powodu, dla którego na dźwięk jego głosu po moim ciele nagle rozchodzą się jednocześnie dreszcze i fale ciepła. Tego samego powodu, dla którego dzwony bijące w mojej głowie na alarm zdają się wygrywać najpiękniejszą melodię.
Jedyne, czego chcę, to odetchnąć pełną piersią. Nie planując niczego ani nie udając. Przez moment niczym się nie przejmować i po prostu być. Wiem jednak, że zapuszczałabym się na niebezpieczne wody, a pływaczka ze mnie żadna.