cytaty z książek autora "Felicia Kingsley"
Bo zadawanie innym ran to czasem jedyny sposób na ocalenie siebie.
Nie wiem, czy bardziej chcę ja zabić, czy się z nią ożenić, ale niech mnie diabli, jeśli dam jej się pokonać.
Z pediatrą jest trochę jak ze stewardesą: dopóki się uśmiecha, to znaczy, że wszystko gra.
Za bardzo boi się znów pokochać. Potrzebuje kogoś, kto umie kochać bez lęku.
Victorio, w sercu masz szufladkę, w której zamknęłaś wszystkie złe wspomnienia, nie chcąc nigdy więcej ich widzieć. One jednak żywią się panującą tam ciemnością i zawsze będą mogły wzbudzać twój lęki rujnować nawet te dobre rzeczy… takie jak ten spektakularny zachód słońca nad Nowym Jorkiem. Chciałbym ci pomóc otworzyć tę szufladkę i wyjąć z niej wszystkie zalegające tam złe rzeczy, oczyścić je i uporządkować, żebyś już się nie bała i zrobiła tam miejsce na dobre wspomnienia.
Co mi zrobiłeś?- pyta Victoria.- Nigdy taka nie byłam.
-Jaka?
-Taka… impulsywna. Kiedy jestem z tobą, nie potrafię myśleć.
-Kiedy jesteśmy razem, nie chcę żebyś myślała. Chcę żebyś czuła.
Chcesz, żebym przedstawiła ci listę wszystkich twoich wad? Mam plik w Excelu, który codziennie aktualizuję, mogę ci je dostarczyć w porządku alfabetycznym lub chronologicznym.
Dla tych, którzy gubią się na stronicach powieści. I dla tych którzy się na nich odnajdują.
-Jesteś draniem- warczy.
-A ty zołzą.
Ponieważ pocałunek nie jest końcem tej fantazji, Victorio. To dopiero początek.
- Juls, paradowałam przed nim w moich najkrótszych miniówkach, nie uraczył mnie nawet spojrzeniem, a jednak kiedy widzi ciebie owiniętą w fartuch poplamiony sosem, wygląda, jakby m się objawiła Matka Boska z Lourdes - stwierdza. - Nawet jeśli ma okazje, nie sądzę, żeby je brał pod uwagę.
Za Victorię Wender! Oby jej kariera skończyła się, zanim na dobre się zacznie!
-Mogę sprawić, że praca w biurze stanie się dla ciebie koszmarem- grozi.
-Nie wypowiadaj wojny, której i tak nie wygrasz, Underwood.
Jego słowa zwinnymi, smukłymi palcami pieszczą moją duszę, aż coś zaczyna szamotać mi się w piersi, niemal sprawiając ból.
Chciałabym mieć go więcej, całą noc krążyć po mieście wtulona w niego i słuchać jego opowieści, właśnie tak jak teraz. O nic innego nie proszę.
Teraz nie widzę w nim zarozumiałego, bezczelnego typka z miną cwaniaczka; zamiast tego wyobrażam sobie samotnego chłopca, który desperacko pragnie się wykazać, zmęczonego tym, że oceniają go na podstawie tego, co posiada, a nie tego, kim naprawdę jest.
Ale mleko się już rozlało. Wiesz, Michael, z początku cieszyłam się z naszego spotkania. Naprawdę chciałam umówić się z tobą na tę pizzę, tylko we dwoje, ale teraz przeklinam dzień, w którym tu wróciłeś.
- Na wojnie i w kuchni wszystko jest dozwolone.
Może to nowa autorka? Muszę się dowiedzieć, kto jest jej redaktorem prowadzącym. Mam nadzieję, że nie pisze romansów. Boże, proszę cię, niech tylko nie pisze romansów.
- Nie wiem wielu rzeczy, ale jeśli chodzi o sprawy związane z branżą wydawniczą, jestem dość dobrze zorientowany. Myślę, że Nowy Jork nie istniałby bez pisarzy, a pisarze nie istnieliby bez Nowego Jorku.
Mój ciekawski wzrok wędruje w dół, do jego krocza, ale on chwyta moją twarz w dłonie. - Jeszcze przyjdzie czas na figle. Teraz bądź grzeczna i pozwól mi cię umyć - zarządza, wyciskając żel pod prysznic na dłoń.
- Gdybym była mężczyzną, to ta rozmowa nawet nie miałaby miejsca - protestuję. - Mogłabym uprawiać satysfakcjonujący seks z kimś, z kim nie jestem związana, i wszyscy uznaliby to za normalne. Mogłabym umawiać się z jednym, sypiać z drugim i nikt nie miałby mi nic do zarzucenia. Mogłabym zaspokajać swoje zachcianki, nie wywołując ani krzty zgorszenia. Czemu to problem, gdy robi to kobieta?
– Całkiem nieźle sobie radzisz – komentuje Romeo, okrążając mnie z silnikiem na niskich obrotach.
– Za to ty masz tyle nieposkromionej werwy, co emeryt nadzorujący budowę – odcinam się.
– Rzucam ci wyzwanie – mówi, zatrzymując się obok mnie. – Kto pierwszy dotrze do przystani.
– Wchodzę w to – podejmuję rękawicę bez wahania. – I jeśli wygram, będziesz moim niewolnikiem w restauracji przez cały tydzień.
– A jeśli ja wygram, pójdziesz ze mną na kolejną kawę.
– Możesz być pewien, że nawet gdybym nie miała motywacji, by dać z siebie wszystko, to właśnie mi ją dałeś.
Zanurza dwa palce w swoim kieliszku, wyjmuje z niego na wpół roztopioną kostkę lodu ociekającą ginem z tonikiem i przybliża ją do mojej twarzy.
– Co chcesz zrobić?
Zbliża ją do moich ust, a sekundę później czuję chłód lodu na moich wargach. Przesuwa nią powoli w przód i w tył. Lodowata pieszczota.
– Otwórz – jego głos jest szeptem, ale pomimo łagodnego tonu polecenie, które wydaje, brzmi stanowczo i zdecydowanie.
A ja je spełniam. Lekko rozchylam usta, a Romeo wsuwa kostkę lodu w miejsce, na które mu pozwalam. (...)
– Widzisz? Wiedziałem, że nie jesteś pewna, i mam też przeczucie, że nie jesteś pewna wielu innych rzeczy. Ta twoja poza twardzielki to tylko pozory.
W odpowiedzi gryzę czubek jego palca wskazującego, który wciąż spoczywa na moich ustach. Cofa dłoń.
– Trzymaj ręce przy sobie i nie dotykaj mnie więcej bez pozwolenia – ostrzegam go.
On patrzy na mnie tym swoim nonszalanckim spojrzeniem.
– Jak chcesz. Do usług, szefowo. – Następnie wstaje, zakłada kurtkę i bierze kask. – I nie zapominaj, że jesteś mi winna przysługę. Do jutra, Giulietto.
- Przyjechałeś na motocyklu.
- Poprowadzę go.
Patrzy na mnie z uniesionymi brwiami.
- Poprowadzisz?! Dasz radę?
- Tak, wiesz, ma takie dwa okrągłe elementy, nazywają je kołami. Rozumiem Twoje zdziwienie, to dosyć nowa technologia. Sumerowie wynaleźli ją zaledwie pięć tysięcy lat temu.
Jako jedyna nie biorę ciastka, wszystkie pozostałe dziewczyny są wniebowzięte.
Zachwycają się chórem: “Pyszne”, “Rozpływają się w ustach”, “Dasz mi przepis?”.
- Oczywiście, Rhondo - odpowiada jej. - Zapisz: dwieście pięćdziesiąt gramów mąki ryżowej…
A ona gryzmoli składniki na stronie tytułowej powieści z takim oddaniem, jakiego nie miał nawet Mojżesz, gdy Bóg dyktował mu dziesięć przykazań.
- Zasady są proste i jasne: trzymaj majtki na sobie, jeśli w ogóle dziś je włożyłeś, i nie molestuj risotto, Romeo.
- Dalej, Julia, wyluzuj! Włóż w to trochę pasji - prowokuje ją. - Powiedz mi coś, co podgrzeje atmosferę.
- Zapal się - krzyczy przez opary.
- Będziemy się pocić? - pyta Vinnie.
- Nawet woda świeca przy chrzcie nie spływa tak, jak będzie spływał pot z waszego czoła.- potwierdzam.
- Żadnej broni, narkotyków i innych sarkastycznych majtek? - pytam.
- Dopóki je nosisz, nie obchodzi mnie, co jest na nich napisane. A teraz się ubieraj.
W tej właśnie w chwili Julia wchodzi do kuchni, zapinając swoją bluzę szefa kuchni, i zatrzymuje się, wpatrując się we mnie.
- Sądziłam, że dałam ci kompletny strój.
- Te nadziewane sardynki - mówi Sonny, oblizując place - są lepsze niż te twojej babci.
- Ponieważ nie ociekają tłuszczem - zauważa jego brat. - Jej są dobre, ale na ich strawienie potrzeba trzech dni, odmówienia dwóch różańców, modlitwy dziękczynnej w kościele i wypicia pół litra płynu do udrażniania rur.
J: Co za zaszczyt.
R: Cała przyjemność po mojej stronie. Tak rzadko masz mnie na względzie, że gdy już się to zdarza, muszę to wykorzystać.
J: Jesteś osobą, która potrafi na nowo zdefiniować pojęcie irytacji.