cytaty z książek autora "Przemysław K. Paszowski"
Na dworze szalała prawdziwa zamieć. Niewiele było widać. Kto mógł, zostawał w domu. Bardzo żałowałem, że nie mogłem tego wieczoru spędzać z Karoliną. Miałem takie poczucie, że powinienem to zrobić. Szedłem w kierunku przystanku, kurczowo trzymając pod pachą teczkę z ulotkami. One były najważniejsze. Nic im nie mogło się stać. Gdy dotarłem na przystanek, zorientowałem się, że nie mam co liczyć na żaden autobus w ciągu najbliższych czterdziestu pięciu minut. Oj, zdenerwowałem się, ale postanowiłem pójść na inny przystanek.
Na dworze szalała prawdziwa zamieć. Niewiele było widać. Kto mógł, zostawał w domu. Bardzo żałowałem, że nie mogłem tego wieczoru spędzać z Karoliną. Miałem takie poczucie, że powinienem to zrobić. Szedłem w kierunku przystanku, kurczowo trzymając pod pachą teczkę z ulotkami. One były najważniejsze. Nic im nie mogło się stać. Gdy dotarłem na przystanek, zorientowałem się, że nie mam co liczyć na żaden autobus w ciągu najbliższych czterdziestu pięciu minut. Oj, zdenerwowałem się, ale postanowiłem pójść na inny przystanek.
Przypominasz mi takiego misia, który kurczowo trzyma się balonika. Uleciało już z niego tak dużo powietrza, że coraz częściej uderzasz tyłkiem o ziemię. Mimo to nie chcesz puścić sznurka, bo boisz się, że stracisz to, co i tak już zostało stracone. Puść tę linkę i pozwól balonikowi odlecieć. Upadniesz, zaboli, ale przekonasz się, że po ziemi też można chodzić.
Na dworze szalała prawdziwa zamieć. Niewiele było widać. Kto mógł, zostawał w domu. Bardzo żałowałem, że nie mogłem tego wieczoru spędzać z Karoliną. Miałem takie poczucie, że powinienem to zrobić. Szedłem w kierunku przystanku, kurczowo trzymając pod pachą teczkę z ulotkami. One były najważniejsze. Nic im nie mogło się stać. Gdy dotarłem na przystanek, zorientowałem się, że nie mam co liczyć na żaden autobus w ciągu najbliższych czterdziestu pięciu minut.
Na dworze szalała prawdziwa zamieć. Niewiele było widać. Kto mógł, zostawał w domu. Bardzo żałowałem, że nie mogłem tego wieczoru spędzać z Karoliną. Miałem takie poczucie, że powinienem to zrobić. Szedłem w kierunku przystanku, kurczowo trzymając pod pachą teczkę z ulotkami. One były najważniejsze. Nic im nie mogło się stać. Gdy dotarłem na przystanek, zorientowałem się, że nie mam co liczyć na żaden autobus w ciągu najbliższych czterdziestu pięciu minut.
Powiedziałeś mi kiedyś, że szczęście nie jest dane raz na zawsze, więc trzeba z niego czerpać pełnymi garściami. Ale skoro szczęście nie jest dane raz na zawsze, to smutek także nie.
Nieustannie gonimy za czymś wyjątkowym, nie dostrzegając, że często mamy to pod nosem.
Gdy jesteś dzieckiem często słyszysz „nie dotykaj ognia”. Większość dzieci posłucha i nie dotknie. Są jednak i takie, które na przekór włożą palec do ognia, tylko po to by samemu przekonać się o tym, czy się sparzą.
Jak byłem w pana wieku martwiłem się i przejmowałem wszystkim. A jak się postarzałem, zrozumiałem, że nie miało to żadnego sensu. Czy dzięki temu było mi lepiej? Na niewiele spraw mamy w tym życiu wpływ, żeby się nimi zadręczać. Czasu już nie cofnę, przyszłości nie znam, choć jej finał się powoli zbliża, więc pozostaje mi się cieszyć chwilą. Szkoda tylko, że takie mądrości przychodzą na koniec.
Wam młodym ciągle gdzieś się spieszy i do czego? Starość może nie udała się Panu Bogu, ale za to człowiek rozumie już wtedy, że nie ma po co tak gnać.