Kazanie o upadku Rzymu Jérôme Ferrari 6,6

ocenił(a) na 35 lata temu Inspirujący pomysł, nieudana realizacja. Ideą mogło być, jak słusznie pisze w swojej opinii Gra_ce, pokazanie napięcia a może łączności między zepsutą współczesnością a św. Augustynem. W co się zamienia? W kolejny w literaturze (a francuska wręcz się w tym specjalizuje) obraz jałowej, beznadziejnej, wypranej z sensu rzeczywistości i kultury Europy Zachodniej. Nużąca narracja i świat przedstawiony to odbicie tego stanu rzeczy. Jakże chętnie pławi się autor w rysowaniu małomiasteczkowej korsykańskiej nudy, paryskiej intelektualnej nudy, rodzinnego wykorzenienia oraz płaskiego życia imprez i seksu. Św. Augustyn jest tu tylko ornamentem: jego cytaty dają zgrabne tytuły rozdziałom, a tyrady o znikomości świata mają stanowić memento wobec porażki grona przerażająco płaskich i przewidywalnych bohaterów. Coś niebywałego. Gdzie jest prawdziwy Augustyn? Żaden z bohaterów nie szuka sensu życia, tak jak on szukał. Żaden nie przeżywa takich wewnętrznych zmagań, jakich on doznawał. Żaden nie doznaje łaski nawrócenia, żaden nie znajduje zbawienia, tak jak on znalazł w zachwycie. Żaden nie czyta historii, która dzieje się na ich oczach (czy to w doświadczeniu II wojny światowej, czy upadku imperium kolonialnego czy w procesie powstawania multikulturowego społeczeństwa),tak jak on czytał dzieje ludzkości i Rzymu - a robił to nie żeby przestraszać i szerzyć katastrofizm, tylko by znaleźć sens, powołanie, ład i cel. Ale tu tego nie ma, propozycja jest jedna (i znowu ta sama): potaplajmy się w błocie, poużalajmy nad żałosną naszą egzystencją i poplujmy na ten straszny porządek społeczny... Ale ile można?