cytaty z książek autora "Nino Haratischwili"
Bądź zawsze dumna ze swojego kraju, nigdy nie zapomnij swej mowy, zagranica, obojętnie jaka, niech sobie będzie piękna, intrygująca i fascynująca, ale niech nigdy, nigdy, nigdy nie będzie lepsza od twojej ojczyzny.
Małżeństwa trwają znacznie dłużej niż miłość.
Serce to nie pokój, który można zamknąć od środka.
Historie nakładają się, zachodzą na siebie, są ze sobą zrośnięte, a ja próbuję rozsupłać ten kłąb,
bo przecież rzeczy trzeba opowiadać po kolei. Nie da się ująć w słowa jednoczesności świata.
Czy myślisz, że choć przez sekundę byłeś w życiu wolny? Myślisz, że choć jeden Rosjanin na świecie jest wolny? Kiedykolwiek był? Naszą wolnośc kupujemy niewidzialnością i milczeniem albo kończy się ona w obozie pracy, a w najlepszym razie w dziewięciometrowej celi. Nasza wolność to albo bierność i apatia, albo strach. I dlatego nieustannie pozbawiamy wolności innych, wpadamy do nich nagle jak nieproszeni goście i przywłaszczamy ją sobie. Bo nie możemy znieść, że ktoś jest inny niż my. Nie mozemy znieść, gdy ktoś ma coś, czego myśmy nigdy nie mieli i nigdy nie będziemy mieć. A wiesz dlaczego, Boria, wiesz, czemu tak jest? Bo byśmy się wszyscy pozabijali, tak jak wtedy, kiedy na krótko została nam dana ta wytęskniona wolność. My nie umiemy być wolni. Nie chcemy być wolni. Przecież jesteś wykształconym człowiekiem, na pewno nieraz zastanawiałeś się nad tym, dlaczego pewne rzeczy są takie, jakie są, prawda?
Ten dywan to historia. A w tej historii jest ukrytych mnóstwo innych historii. (…) Ty jesteś nitką, ja jestem nitką, razem stanowimy mały ozdobnik, a z wieloma innymi nitkami tworzymy wzór. Każda nitka jest inna, innej grubości i innego koloru. Trudno objąć wzrokiem cały wzór, ale kiedy patrzy się jednocześnie na wszystkie nici, wtedy ukazują się fantastyczne rzeczy. (…) Do tego dochodzi grubość tkania i liczba węzełków, a poza tym jeszcze różne układy kolorów. To wszystko tworzy teksturę. (…) Kilimy są tkane z różnych historii. Trzeba je chronić i dbać o nie. (…) Jestem pewna, że my jesteśmy tam wplecione, nawet jeśli nigdy nie przyszło nam to do głowy.
Kiedy nie wiesz, kim jesteś, ze wszystkich możliwości, jakie stwarza ci twoje "ja", wyszukaj to, co najbardziej niemozliwe i stań się tym ...
.. bliskość to jedwabna nitka, która w każdej chwili może się przerwać..
Czasami jest się o wiele silniejszym, kiedy jest się słabym (...).
Wszystko zmieniło się w chaos, świat na ułamek sekundy dostał czkawki, wirował i stękał, lecz nikt tego nie dostrzegł. Były to tylko niewłaściwe drzwi, które się otwarły na mgnienie oka i znowu zamknęły, ale to wystarczyło, by wpełzło przez nie coś czarnego. Może zresztą wcale nie było czarne, tylko bezbarwne i prawie niewidoczne na pewno ponure, lodowate i złowróżbne. W tamtej chwili narodziła się zdrada. I zaczęło się uwolniło coś bezimiennego - coś zostało wypuszczone na świat, żeby wszystkich zarazić szaleństwem, opanować mózgi i znieczulić dusze. By zagarnąć życie, nienasycenie i potężnie.
Wspomnienia czyniły serce miękkim i przejrzystym, a z przejrzystym sercem nie strzela się celnie, Brilko, człowiek chybia i sam szybko staje się celem.
Tak łatwo było zapomnieć, że na zewnątrz coś istnieje, kiedy była blisko. Tak łatwo było strząsnąć z siebie każdą myśl, kiedy go dotykała. W takich chwilach był pewien, że w ogóle nie potrzebuje zewnętrznego świata. Jej obecność wystarczała, by odpłynęła daleko cała radziecka flota, parady, wrzaskliwi koledzy z akademii, jego własne imponujące osiągnięcia i plany na przyszłość. Jakby świat bez Idy był ułudą.
Nauczyła się, że słowa nie zawsze są obietnicą,że muzyka nie jest ratunkiem,że zdolności nie wystarczą,by osiągnąć upragniony cel, że miłość czasem jest tylko maską skrywającą coś niedobrego.
-Chciałam się tylko dowiedzieć, czy jeśli ktoś bardzo długo płacze, to jego łzy wysychają.(...)
-I co wysychają?-zapytał Andro (...)
-Tak, wysychają, skarbie, łzy też kiedyś się kończą.
Zawdzięczam te wersy stuleciu, które wszystkich okłamało i zdradziło. Zawdzięczam te wersy trwającej wiele lat zdradzie, która ciąży mojej rodzinie jak przekleństwo. Zawdzięczam te wersy mojej siostrze, której nigdy nie mogłam wybaczyć, że tamtej nocy wyskoczyła, choć nie miała skrzydeł, mojemu dziadkowi, któremu wyrwała serce, mojej prababce, która tańczyła ze mną pas de deux, kiedy miała osiemdziesiąt trzy lata, mojej matce, która szukała Boga… Zawdzięczam te wersy Mirowi, który zainfekował mnie miłością jak trucizną. Zawdzięczam te wersy mojemu ojcu, którego nigdy naprawdę nie poznałam. Zawdzięczam te wersy pewnemu fabrykantowi czekolady i biało-czerwonemu porucznikowi, pewnej więziennej celi, lecz również stołowi operacyjnemu ustawionemu na środku klasy. Zawdzięczam te wersy nieskończenie wielu wylanym łzom, sobie samej, bo opuściłam ojczyznę, żeby się odnaleźć, a coraz bardziej się gubiłam.
[W Czeczenii] Nie było żadnych domów dziecka ani domów starców. Wiecie, co to znaczy? Tu uchodzi za skandal nie wziąć do swego domu sieroty albo nie opiekować się własnymi rodzicami do końca życia.
Czekolada stała się jedynie wspomnieniem z innej epoki, bez czekolady zapominało się słodycz, bez słodyczy zapominało się dzieciństwo, bez dzieciństwa zapominało się początek, a bez początku nie rozpoznawało się końca.
... jak to możliwe, że człowiek z biegiem lat uodparnia się nie na cierpienie, lecz na miłość?
... zapytałaś mnie, gdzie przechowuje się dzieciństwo, a ja odpowiedziałam, że przechowuje się je między żebrami, w znamionach barwnikowych i pieprzykach, u nasady włosów, powyżej serca, w uszach i śmiechu.
...należała do wyjątków - była dobra, ponieważ chciała być dobra i na nic innego się nie zgadzała. Tacy ludzie byli dobrzy nie dlatego, że bycie dobrym jest wrodzoną cechą człowieka, lecz że zasadą swego życia uczynili dobro: walczyli o dobro i płacili za to wysoką cenę, byli w tym nieugięci.
Udało ci się, Ivo.
Zamieniłeś koniec w początek.
Moja miłość do ciebie przypomina cenne wino, którego skosztowałam i które teraz ciągle chciałabym pić. Nie mogę go już jednak odnaleźć – może zostało wypite do końca. Moja miłość do ciebie jest jak biblijny obraz winy i przebaczenia, które nigdy nie następują. Moja miłość do ciebie jest podobna tylko do ciebie
-Jak nazywa się twoja przyjaciółka?
-Sopio.
-A dlaczego umarła?
-Bo świat jest kupą gnoju,a większość ludzi to placki krowiego łajna.
Jego rzeczywistość była tak mocno zakotwiczona w chwili obecnej, w samym życiu, że każde marzenie usuwała w cień. On żył, ja marzyłam i stopniowo coraz bardziej uczyłam się przy nim pojmować swoje marzenia jako część tu i teraz albo z nich rezygnować.
Stałeś mi się niezbędny nie dlatego, że ocaliłeś mi życie, że wiedziałeś o mnie wszystko, a mimo to zostałeś przy mnie. Że z każdą rozmową telefoniczną, każdym słowem, każdą formą pomocy trochę więcej mi przebaczałeś. I to dopiero sprawiło, że stało się możliwe życie...
Milosc byla saczaca sie powoli trucizna, byla podstepna i falszywa, byla zaslona rzucona na nedze swiata, byla lepka i ciezka, milosc byla lustrem, w ktorym mozna bylo zobaczyc, kim sie nie bylo, milosc byla zjawa, ktora dawala nadzieje temu, komu jej od dawna brakowalo, byla schronieniem, gdy chcialo sie znalesc ucieczke, a znajdowalo tylko siebie samego, byla niejasnym wspomnieniem innej milosci, mozliwoscia ratunku podobna na koncu do bezlitosnego ciosu, byla wojna bez zwyciezcow, cennym klejnotem posrod rozbitych skorup, o ktore sie kaleczylo, tak, w tamtym czasie milosc tym wlasnie byla.
Czy nie powinno się przychodzić na ten świat dwa, trzy, cztery, nieskończoną ilość razy, żeby móc zrealizować wszystkie swoje pragnienia? Wykorzystać wszystkie możliwości?
Dorosłość to ten moment w życiu, w którym przestaje się żyć i czuć ot tak, po prostu, od którego wszystko, dosłownie wszystko, co się czuje lub czym się żyje, wymaga jakiegoś uzasadnienia.
Nie możesz za nikogo przeżyć życia, Nico, i nikt nie zrobi tego za ciebie. Byłoby strasznie, gdyby tak mogło być. Bądź tym, kim chcesz być, a innych zostaw w spokoju.
Odwiedź Związek Radziecki, zanim on odwiedzi ciebie.
powiedzonko radzieckie.
Ci, którzy do niczego nie doszli, coraz rzadziej skarżyli się na rdzennych mieszkańców Zachodu, na ich stosunek do pieniędzy, ich uporządkowanie, ograniczoność, coraz rzadziej żartowali z ich kompleksów, coraz mniej dziwiło ich zbyt ubogie menu na uroczystych spotkaniach z ważnych okazji i na urodzinach, na które odważyli się pójść.
Coraz bardziej entuzjastycznie wspominali za to swoje dzieciństwo i młodość, miejsca, które wtedy poznali, ówczesnych przyjaciół, miłości, podróże, zaczynali gloryfikować przeszłość, malować ją w piękniejszych barwach i ukazywać w lepszym świetle. Nagle wszystko wydawało im się zupełnie inne i coraz częściej słyszało się zdania w rodzaju: „Jak się dobrze zastanowię, radziecki system kształcenia był wspaniały” albo: „Nie jeździliśmy wtedy może na Majorkę czy Ibizę, ale z tych niewielu rzeczy, które się miało, umieliśmy wydobyć to, co najlepsze, szanowaliśmy rzeczy, zupełnie inaczej niż dzisiejsze pokolenie, któremu wszystko podstawia się pod nos, a ono nawet nie umie powiedzieć dziękuję.” I coraz częściej takie dyskusje toczyły się na tle muzyki z dawnej ojczyzny. Wymieniali się starymi płytami, wspólnie śpiewali – ze szczególną żarliwością – piosenki pionierów, głośno się śmiali, nie stroniąc przy tym od kilku kieliszeczków wódki czy koniaku. I coraz bardziej zapominali, że w czasach młodości za jedną oryginalną płytę The Supremes byli oddać wszystko, zapominali, że zazdrościli każdemu, komu choć raz udało się opuścić ich więzienie rozciągające się przez jedenaście stref czasowych i zobaczyć ten błyszczący świat, że niczego nie pragnęli tak, jak być wolni, decydować o swoim życiu, mieć auto, zwiedzać świat. Zapominali, jak roili, że są Rambo, i że chcieli posłać do diabła całą półkulę wschodnią.