Najnowsze artykuły
Artykuły„Nasze ciało to mapa lęków, której umysł nie potrafi ukryć” – wywiad z Sebastianem Fitzkiem, autorem thrillera „Mimika”
Marcin Waincetel2
ArtykułyKalafiory, czarownice i zbrodnia w rezydencji. Sprawdź, co kryje się w tych książkach Nowości pod patronatem Lubimyczytać.
LubimyCzytać1
ArtykułyZ czego żyje pisarz?
Orbitowski40
ArtykułyCzytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać348
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Herbert A. Werner

Źródło: http://u-boot.org/oficerowie/1338/
Pisze książki: historia
Urodzony: 13.05.1920Zmarły: 06.04.2013
W latach 1941-1945 służył na U-bootach, początkowo jako oficer wachtowy, później jako pierwszy oficer i zastępca dowódcy (U-557, U-612, U-230),a następnie jako dowódca (U-415, U-953). Po wojnie w niewoli brytyjskiej, a potem francuskiej, skąd uciekł. Obecnie obywatel USA.
8,3/10średnia ocena książek autora
209 przeczytało książki autora
270 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Żelazne trumny Herbert A. Werner 
8,3

Wiązałem z tą książką wielkie nadzieje, które nie do końca zostały spełnione. Spodziewałem się czegoś na miarę "Na zachodzie bez zmian" a dostałem bardzo solidne i dobrze napisane wspomnienia ubociarza - tylko i aż tyle.
W książce świetnie opisana jest wojenna codzienność. Historia Wernera zaczyna się w momencie opuszczenia przez niego murów akademii morskiej, autor ciekawie opisuje swój szlak bojowy, życie codzienne na łodziach podwodnych i związany z nim strach i znój, portowe "przygody" między morskimi patrolami, czy życie w okupowanej Francji i walczących Niemczech. Werner ma talent literacki, nie jest to suche sprawozdanie czy dziennik, a powieść wojenna pełną gębą.
Zabrakło mi w "trumnach" trochę autorefleksji, bo dopóki Niemcom podwodna wojna żarła, autor nie miał problemów z zatapianiem bezbronnych statków handlowych wraz z załogami, natomiast kiedy Alianci zaczęli wygrywać, przy okazji nalotami bombowymi przesuwając pole walki również do Niemiec i przestało być tak fajnie, Werner rzekomo nadal uparcie wierzył w końcowe zwycięstwo III Rzeszy i był gotowy oddać na nią życie, bo jak pisze: tak został wychowany i wyszkolony, ale nie do końca chce mi się w to wierzyć w niezachwianą niezłomność podwodnych rycerzy Hitlera, ale to już moje odczucia.
Co do faktów zawartych w książce, nie chcę i nie mogę polemizować z autorem, bo nie mam wystarczającej wiedzy na temat wojny podwodnej, warto pamiętać, że to wspomnienia, nie opracowanie naukowe i jeśli tak podejść do tematu to Herbert Werner napisał naprawdę świetną książkę.
Żelazne trumny Herbert A. Werner 
8,3

„Podszedłem do niego i przyjąłem blankiet. W zasadzie był to jakby swoisty wyrok śmierci, ponieważ długość życia na pokładzie U-Boota w linii skurczyła się do czterech, a nawet mniej miesięcy, a U-415 przeżył już zbyt wiele patroli” (s.278).
Gdy skończyłem „Żelazne Trumny” powiedziałem sobie w duchu „ale to była dobra książka!”. Wspomnienia Herberta A. Wernera, bezsprzecznie można uznać za „morski” odpowiednik klasycznego dzieła Ericha Maria Remarque pt. „Na Zachodzie bez zmian”. Siła obu tych pozycji tkwi w szczerości ich autorów, którzy dzielą się ze swoimi czytelnikami swoimi najgorszymi koszmarami, ale również marzeniami i ideałami, które wyznawali w trakcie swojej wojskowej służby.
Herbert A. Werner (1920-2013) mając 19 lat, wstąpił do Niemieckiej Akademii Marynarki Wojennej w Flensburgu, którą ukończył w 1941 r. Od tego momentu, aż do zakończenia działań zbrojnych, pełnił służbę na niemieckich U-bootach. Okręt podwodny stał się dla Wernera, jego drugim domem, a załoga rodziną, którą kochał i był gotów poświęcić dla niej bardzo wiele. Jednocześnie, wchodząc za każdym razem na pokład U-boota, miał świadomość, że okręt, w każdej chwili, może stać się dla niego i jego towarzyszy „żelazną trumną”, która będzie spoczywać na wieki, na dnie mórz lub oceanów.
„Na łeb na szyję rzuciliśmy się przez właz do wnętrza. Okręt zareagował natychmiast i dosłownie runął jak wystrzelony z katapulty w głąb morza. W tym momencie byliśmy zupełnie bezbronni i bezsilni. Nasze życie całkowicie zależało już tylko od cudu, przypadku i od szczęścia, które jak dotąd było po naszej stronie i wciąż wyciągało nas z tarapatów. Cztery krótkie i wściekłe wybuchy wstrząsnęły wodą. Okręt przechyli się i opadł w głębię pod kątem 60 stopni” (s.183).
Werner, swoje wspomnienia podzielił na trzy duże części. W pierwszej z nich, zatytułowanej „Lata Chwały” dotyczą lat 1941-1943. Był to dla autora czas jego pierwszych patroli i zdobywania cennego doświadczenia bojowego. Jednocześnie był to okres największych sukcesów niemieckich okrętów podwodnych, do których autor książki, również się przyczynił. Druga część „Nad nami piekło” przedstawia wydarzenia z lat 1943-1944. Niemieckie okręty podwodne ponoszą coraz większe straty, a główny bohater książki coraz częściej, ociera się o śmierć w morskich głębinach. Pomimo tych trudności, wciąż wierzy w ostateczne zwycięstwo i oddaje wszystkie swoje siły i umiejętności, aby zatopić jak najwięcej alianckich statków. Ostatnia część, pt. „Nieszczęście i klęska” przedstawia losy Wernera, jako samodzielnego dowódcy okrętu podwodnego, w latach 1944-1945. Dawne lata chwały, przeminęły bezpowrotnie. Okręty podwodne są już niemal wyłącznie ściąganą zwierzyną, która może tylko rozpaczliwie uciekać od swoich prześladowców. Werner, jako dowódca, stara się po prostu przeżyć, a każdy powrót do bazy, to sukces na miarę zatopienia kilku jednostek sprzed kilku lat.
Autor książki, prezentując swoją historię jest niezwykle szczery. Pisze o swojej radości i dumie, z sukcesów armii niemieckiej na wszystkich frontach. Wspomina o licznych podbojach miłosnych i używaniu życia bez żadnych hamulców, aby w ten sposób uczcić każdy szczęśliwy powrót z morskiego patrolu. Werenerowi doskonale udaje się oddać specyfikę i charakter niemieckich podwodniaków. Ściśnięta w „żelaznej trumnie” grupa kilkudziesięciu ludzi, tworzyła ciekawą mieszankę charakterów, którzy musieli ze sobą współpracować, aby odnosić sukcesy i przeżyć kolejne fale bomb głębinowych. Autor książki, w żołnierskimi słowami, pisze o nieznośnych warunkach na okręcie podwodnym. Okręcie, który cuchnął fekaliami. Okręcie, w którym nie było miejsca na żadną intymność, a każdą czynność, wykonywało się w gronie współtowarzyszy. Okręcie, na którym podawano zgniłe i wilgotne jedzenie. Okręcie, który pomimo tych niedogodności, był dla ludzi takich jak Werner, po prostu domem na trudny czas wojny.
„Jednakże ludzie, uwięzieni razem w tym kołyszącym się i zawilgotniałym pudle, przyjmowali te przeciwności z monotonią i godnym podziwu stoicyzmem. Od czasu do czasu zdarzało się, że tu i ówdzie puszczały hamulce i ktoś wybuchał gniewem, jednak generalnie nastrój był znakomity. Byliśmy cierpliwymi weteranami. Zresztą, wszyscy wyglądaliśmy identycznie, tak samo cuchnęliśmy, takiego samego używaliśmy języka, klęliśmy w taki sam sposób. Nauczyliśmy się po porostu żyć razem w tej rurze, równej długości dwóch wagonów kolejowych” (s.149).
Autor książki, daje się również poznać jako wrażliwy syn i troskliwy brat. Wernera łączyły silne relacje z jego najbliższą rodziną. Kiedy pozwalały mu na to okoliczności, zawsze odwiedzał swój rodzinny dom, znajdując w nim chwile ukojenia i spokoju do trudów wojennych zmagań. Troska o swoją rodzinę, towarzyszyła mu przez całą wojnę, a każda informacja o bombardowaniu miejscowości, którą zamieszkiwali jego najbliżsi była dla niego przerażająca. Finał jego rodzinnej historii, jest niezwykle ciekawy i zmusza czytelnika do bardzo wielu refleksji.
„Dom był przystaną bezpieczeństwa, oazą odpoczynku i intymności wśród tych burzliwych czasów wojny. Mimo natarczywych pytań mego ojca niewiele powiedziałem o U-bootach i moich odczuciach w czasie boju. Chciałem zostawić moich rodziców w przeświadczeniu, że moja służba nie była aż tak śmiertelnie niebezpieczna i pełna tragizmu, by przeszkodzić w moich bezpiecznych powrotach do domu” (s.116)
„Żelazne trumny” to książka, wobec której trudno przejść obojętnie. Nie ukrywam, że wywarła ona na mnie bardzo duże wrażenie. Cenię sobie literaturę wspomnieniową, która nie upiększa minionej rzeczywistości. Werner jest w swoich wspomnieniach, po prostu szczery. Uczciwie przyznaję, że był niemieckim żołnierzem, który wierzył w zwycięstwo swojego narodu do samego końca wojny. Był oddanym podwładnym Wielkiego Admirała Dönitza i chciał zadać żegludze alianckiej jak największe straty. Był po prostu człowiekiem, dla którego okręt podwodny, nigdy nie stał się – w przeciwieństwie do tysięcy niemieckich podwodniaków – „żelazną trumną”.
„A ja przeżyłem i kiedy w pełni zdałem sobie z tego sprawę, ogarnął mnie ogromny spokój. Moja śmierć w żelaznej trumnie, długo odwlekany wyrok, ostatecznie został zawieszony. To było takie piękne, że kiedy wreszcie cała prawda o tym dotarła do mnie, wydało mi się, że śnię” (s.432)

























