Ostatni ludzie Czarnobyla Krystian Machnik 8,7

ocenił(a) na 98 tyg. temu Fanpejdż Napromieniowani.pl obserwuję od wielu lat, a jeszcze dłużej interesuję się tematyką katastrofy w Czarnobylu, więc ta książka musiała znaleźć się w mojej biblioteczce i muszę przyznać, że bardzo mi się podobała.
To nie jest klasyczny reportaż, raczej osobiste wspomnienia autora, niegdyś fana urbexu i eksploratora Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia, a dziś głównie wolontariusza, który odkrył swoją życiową misję, jaką jest pomaganie samosiołom, ludziom, którzy mimo nakazu nie opuścili swoich domów (lub do nich powrócili) na terenie wysiedlonym. Pan Krystian pokazał się tu ze swojej wrażliwej, ciepłej i głęboko ludzkiej strony. Nie dziwię się, że szybko stawał się przyszywanym wnuczkiem wszystkich czarnobylskich babuszek, bo to naprawdę dobry chłopak i całkowicie oddany sprawie. Historie samosiołów i wypraw do nich opisane jego słowami zainteresowały mnie na tyle, że zdecydowałam się szybko nadrobić wszystkie filmy o analogicznym tytule, nakręcone przez autora i jego towarzyszy.
No dobra, wiemy już, że pan Krystian, przystojniak o dobrym serduchu mi imponuje, ale sprawdźmy jak mu idzie pisanie. Na szczęście okazuje się, że zaskakująco dobrze. Udało mu się utrzymać balans między przystępnością języka, żeby opowieść "płynęła" i łatwo trafiała do współczesnego czytelnika, a literacką i stylistyczną poprawnością (co jest coraz rzadsze ostatnio wśród debiutantów, zwłaszcza wydawanych przez mniejsze wydawnictwa). Książka ma przemyślaną kompozycję, odpowiednio krótkie rozdziały i podrozdziały, pomagające utrzymać zainteresowanie. Pewnie, że chciałoby się, żeby wszystkie zamieszczone tam fotografie były kolorowe, ale rozumiem, że to mocno wpłynęłoby na cenę książki (stąd też pewnie ta niewielka czcionka).
Podsumowując - ta książka jedzie na emocjach! Nie znajdziecie tu suchych faktów czy pogłębionego opisu samej katastrofy i Prypeci, którą każdy kojarzy jako opuszczone miasto, ale poznacie niezwykłych ludzi, z których większość niestety już opuściła ten padół łez, ale których autor ocala od zapomnienia...
Panie Krystianie, chylę czoła i przesyłam wyrazy głębokiego szacunku i szczerej sympatii 🙂