Najnowsze artykuły
Artykuły„Ostatni smrek” Marii Gąsienicy-Zawadzkiej trzyma w napięciu do ostatniej strony
LubimyCzytać1
ArtykułyNie jesteśmy skazani na powtarzanie błędów, ale jesteśmy na to podatni
LubimyCzytać2Artykuły
Gdy prawdy powiedzieć nie możesz, a kłamać nie chcesz
FioletowaRóża1
ArtykułySportowa opowieść o sile dziecięcego charakteru – „Akademia Piłkarska. #1 Gra się zaczyna”
LubimyCzytać2
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Kamil Radoń

Pisze książki: horror
Kamil Radoń autor książki Konstelacja grozy. Spaczeni Lovecraftem w kategorii horror.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
8,0/10średnia ocena książek autora
15 przeczytało książki autora
14 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Konstelacja Grozy. Pielgrzymka Cieni. Pamięci Tadeusza Oszubskiego
8,0 z 6 ocen
12 czytelników 5 opinii
2026
Najnowsze opinie o książkach autora
Konstelacja Grozy. Pielgrzymka Cieni. Pamięci Tadeusza Oszubskiego Andrzej Juliusz Sarwa 
8,0

Czy groza lubi krótką formę?
Lovecraft pokazał, że tak. To jedyne co od niego otrzymaliśmy i więcej już nie będzie.
Krótka forma pozwala domykać temat, bez rozwlekania, bez fillerów. Dłuższa forma rozbudowuje fabułę, świat, psychologię.
Nie ma tu wyboru między tym, a tym, obie rzeczy koegzystują, ale jednak te antologie są w cieniu powieści.
Ja sam przychodząc tutaj wolałem dłuższe formy, ale jednak przeczytałem dziesiątki antologii wtenczas.
___
Konstelacja Grozy Pielgrzymka Cieni jest już w moich rękach.
To zbiór opowiadań i wierszy grozy zrobiony przez bardzo znane nazwiska polskiego horroru.
Wszystko zebrane ku pamięci Tadeusza Oszubskiego - polskiego autora grozy, który zmarł w 2025 roku.
SPOTKACIE TU:
Aleksandrę Knap
Małgorzatę Lewandowską
Zeter Zelke
Andrzeja Juliusza Sarwę
Jacka Pelczara
Jacka Rybińskiego
Jarosława Klonowskiego
Kamila Radonia
Kornela Mikołajczyka
Macieja Klimka
Mariusza Olejniczaka
Norberta Górę
Przemysława Budzińskiego
Wojciecha Kulawskiego
___
A co w środku?
Mamy w zasadzie cały zakres grozy możliwej, od tej subtelnej, wnikliwej (Budziński),przez kapkę szaleństwa (Radoń),brutalną wariację na temat węży (Knap),walkę z zabobonami (Serwa) czy alchemicznego Kornela Mikołajczyka, który już nie raz mi pokazał, że dziwne pomysły są jego znakiem rozpoznawczym.
Moje dwa ulubione to:
- Rozmowy przy herbacie
Moim faworytem jest toksyczna relacja dwojga artystów w wykonaniu Jarosława Klonowskiego. Choroba, alkoholizm i obsesja to nie są dobre składniki.
To też jedno z najdłuższych opowiadań, może i krótka nowelka? Kończy się jednak makabrycznie i bardzo
z tego powodu je polecam.
- Polimerowy dom
Bardzo mi siadł też Polimerowy Dom od Maćka Klimka, czyli wariacja urbexowa. Bo przecież legendy są po to, żeby je rozbijać.
Tylko, ze nie tu :D Tu będziecie mieć traumę manekinową przez dłuższy czas.
___
Jest tu też Wojciech Kulawski, który wrzuca nas do tajemniczego pociągu.
Jest niesamowita Zeter Zelke bawiąca się z nami
w detektywa i seryjniaka.
Jest Norbery Góra, który postawił na klasyczną grozę.
Jest Jacek Pelczar dający nam pamiętnik odizolowanego badacza oraz wreszcie Mariusz Olejniczak, który dzieli się wizją wiecznej, wielkiej miłości.
Całość przeplatają wiersze w wykonaniu
Jacka Rybińskiego, Małgorzaty Lewandowskiej
i Norberta Góry. Na poezji się nie znam, nie jestem w stanie jej ocenić - była dla mnie przyjemna i niepokojąca.
___
Antologię zamykają wspomnienia o Tadeuszu Oszubskim. Otrzymujemy całkowite podsumowanie jego dorobku wraz z emocjonalnym pożegnaniem.
I to chyba ten ostatni tekst, autorstwa Arkadiusza Siejdy jest najbardziej przerażający.
To historia ostatniego kontaktu z Tadeuszem Oszubskim, ostatnia rozmowa, wymiana wiadomości i wreszcie emocje związane z jego śmiercią.
Konstelacja Grozy: Pielgrzymka Cieni to jednocześnie wspaniałe podsumowanie, niesamowite pożegnanie, ale i otwarcie dla ogromnej rzeszy nowych czytelników.
To też ogrom dobrej roboty zrobionej przez Horror na uboczu, ruch odważny, ale wykonany absolutnie wspaniale.
___
I pamiętajcie, że autorzy bardzo często rozpoczynają swoją karierę od opowiadań.
To jaki mają odbiór, zależy tylko od nas.
Fajnie wrzucić sobie Budzińskiego czy Mikołajczyka pomiędzy osiem Mrozów
i dwóch Kingów.
Konstelacja Grozy. Pielgrzymka Cieni. Pamięci Tadeusza Oszubskiego Andrzej Juliusz Sarwa 
8,0

Sądziłem, ba, zamierzyłem sobie, że będzie to recenzja jakich wiele,
ale to, co wydarzyło się po przeczytaniu „Pielgrzymki Cieni”, wszystkich opowiadań razem wziętych, zakrawa na, no właśnie, Niezwykłość.
I myślę, że jeżeli już przy tym jesteśmy, to gdy uświadomimy sobie, że w końcu wszyscy Sądnego Dnia pójdziemy śladem Tadeusza Oszubskiego, to każdy z Nas, Piszących, wolałby mieć podobne epitafium, niż zostać zapomniany.
Jest to zbiór niezwykły, ale nie tylko dlatego, że poświęcony jest pamięci Wielkiego Pisarza i publicysty.
Antologia jest mocna siłą wyrazu, a najlepiej owej siły dowodzi fakt, że po tym, jak spędziłem dwa popołudnia, wieczór i późny wieczór na lekturze, przyśniło mi się coś zgoła niezwykłego, coś, co z powodzeniem mogłoby stać się kolejnym z tych opowiadań, wierszy, wspomnień.
Przyśnił mi się... Tadeusz Oszubski, który w swoim długim płaszczu zaprosił Nas, autorów „Konstelacji grozy” do pewnego ogromnej wielkości Gmachu. Kościół? Bazylika? Diabli wiedzą, co to było.
My, autorzy Antologii ukrywaliśmy się tam przed... całym, codziennym światem. Tadeusz natomiast, opowiadał nam o zamachu, który mamy przeprowadzić. Zamachu kulturalnym, który odmieni oblicze świata powszednich ludzi.
W tym miejscu... Wiem. Brzmi, jak rojenie szaleńca. Nie pamiętam tego snu dokładnie, co najwyżej jawią mi się malowane sepią obrazy, a nad nimi? To wielkie gmaszysko nad moją głową. I Tadeusz, jeszcze w długich włosach
i w powłóczystym, zakurzonym płaszczu.
Co było mówione, objaśniane nam, tego już nie spamiętam.
Lecz wrażenie po przebudzeniu, że gdzieś tam w ciemności korytarza On nadal stoi, przygląda mi się, pozostało. Weirdowe uczucie, jakby prostu z opowiadania „On”, HPL.
Konkluzja? To właśnie przyśniło mi się w nocy po przeczytaniu „Konstelacji Grozy. Pielgrzymki cieni”. Wniosek? Zbiór osiągnął zamierzony cel. Owładnął mnie. Jednego z autorów (a jakże, dodałem swoją cegiełkę, ale innym zostawię, aby po niej rysowali)
I myślę, że w recenzji tej od tego właśnie elementu musiałem zacząć. Nie dało się inaczej.
Boi to ważny element.
Drugim, jest chyba główny atrybut i ozdoba owego zbioru, a jest nim warstwa graficzna. Należący do Moniki Jonak, utrzymany w zimnej tonacji obraz na okładce, obiecuje wszystko to, co znajdziemy wewnątrz. A może... na zewnątrz?
Opis Przedpiekla, żywcem wyjęty z fantasmagorii Zdzisława Beksińskiego.
Powiązany niejako z opisanym przeze mnie snem, gdzie także, niczym Cienie, słuchaliśmy słów Tadeusza Oszubskiego. Artysty, w słowie rozmiłowanego.
Okładka przykuwa wzrok i zachęca do zajrzenia wewnątrz. A tam? Pełno precyzyjnie stworzonych przez Jacka Rybińskiego grafik, z których każda skleja się z opowiadaniem. To unikaty. Każda inna, każda niezwykła.
Lecz największe wrażenie zrobiły na mnie niesamowite, przypominające nagrobne zdjęcia obrazy... każdego twórcy opowiadania, czy wiersza.
Swoiste mini-pomniki, nagrobne fotografie każdego z Cieni.
No, dość lania tej wody święconej.
Opowiadania zachwycają różnorodnością. Każde stanowi takie przedstawienie formy i fabuły, jakie autor tekstu najbardziej sobie upodobał... w bogatej i różnorodnej twórczości Naszego Szanownego... Zmarłego.
Czytam sporo, zwłaszcza ostatnio. A antologie? Dzielą się na te nierówne, posiadające kilka perełek, te słabe, gdzie nic nie przykuwa oka i ostatnie, do których ewidentnie „Pielgrzymka cieni” należy. Takie, gdzie próżno zdecydować, które opowiadanie bardziej się spodobało, bardziej przypadło do gustu. Na to, nie pozwoliłby Tadeusz. Przynajmniej, tak właśnie mniemam.
Zacznijmy zatem. Andrzej Sarwa ze swoją przyjaciółką strzygą, zabiera nas w odmęty ogrodów zła, gdzie jego kwiecisty, wręcz duszny od opisów język, stanowi najlepsze ziarno. Byłoby tak dobrze, jak w „Outsiderze” Lovecrafta, gdyby tylko mistrz grozy z Providence potrafił operować podobnie barokowym warsztatem, jak Sarwa. Historia Aleksandry Knap o odmieńcu, wydawałaby się do poprzedniego opowiadania podobna, lecz Ola to nowe pokolenie i nowa krew w polskiej grozie. Typowy dla autorki body horror, łączy się zatem, bo musi, z dźwiękami Fortissimo, ubarwiając jedynie umierający na zarazę nieczułości Świat. Historia smutna, w dodatku oplątana wężowym splotem, z mrożącym krew w żyłach zakończeniem, jest z pewnością jednym z mocniejszych opowiadań zbioru. I zapowiedzią talentu, który z wolna wytycza sobie drogę. Kłami i pazurami, ociekającymi jadem. Maciej Klimek w swoim tekście bawi się jak zawsze kościelnymi atrybutami, manekinami i pewnym niedokończonym artykułem Tadeusza Oszubskiego, na temat domu w Opolskim. Początkowo, zabawa kilku równiaków (jakby to ujął Stryjek Stan z „Wodogrzmotów Małych”, przeradza się w noc pełną omamów, pożądania i przerażenia. Pełno tutaj Rzeczy, które można ujrzeć i na obrazach Macieja, zupełnie, jakby te... ożyły. I... podyktowane fabułą
ukazały nam przestrzeń horroru i samotności.
Jacek Pelczar zabiera nas w nastrojową podróż, wręcz idealną pożywkę, pod brytyjskie
przedstawienie teatralne, pełne gnijących, ciemnych barw i beznadziei. Lecz przede wszystkim,
jak to u Jacka Pelczara (jeśli go znasz),przystało, jest to opowieść z drugim dnem, dnem niezmiernie głębokim, niezmiernie krwistym, gdzie to dynamika postaci i wtrącone od czasu do czasu elementy pamiętnika, są ubarwiane przez tradycyjną narrację, a nie odwrotnie.
Piękna rzecz.
Wyjątkowa w swoim nawiązaniu do postaci szalonych lekarzy i motywów żywcem wyjętych koszmarów Howarda Philipsa Lovecrafta.
Zeter Zelke, opowiada nam niby to o śledztwie, w którym pomaga pewne medium. Ma się wrażenie, że ogląda się stary polski horror (z tych dobrych) w rodzaju... „Medium” Koprowicza właśnie.
Lecz historia Zeter, odkrywa konkluzję, która szokuje i pozostawia w pewnym rodzaju mrocznej indolencji.
Opowiadanie Norberta Góry o tajemniczym domu we wrocławskim, wydaje się żywcem wyjęte
z pewnego artykułu Tadeusza Oszubskiego, który przeczytałem w bydgoskim „Expresie Tajemnice” jeszcze jako uczeń podstawówki. Był to artykuł o samotnym domu i jego sekretach, o kolejnych lokatorach, którzy z tego domu się wyprowadzali. U Norberta? Lokatorzy nie mają tyle szczęścia, ani szansy się wyprowadzić (chyba, że w inną sferę istnienia),a prostota układu fabularnego, jest w tekście urzekająca i niosąca śmierć... na prawie każdym kroku. Przemysław Budziński oferuje poetyckość w epice i kilka stron, będących formą rzadką w grozie, odważną i zbliżającą się do przypowieści. A przy okazji smaczną i strawną.
Kamil Radoń oferuje nam odrobinę szaleństwa, które przeżywa nauczyciel historii, w świecie jakby zaczerpniętym z „1984” Orwella.
Z kolei Wojciech Kulawski, pozwala nam przejechać się przeklętym pociągiem,
w którym istnieje tylko jeden ważny pasażer, a wraz z nim klątwa przenoszona mam wrażenie drogą niemalże kropelkową, wraz z poczuciem winy i obowiązku.
Kornel Mikołajczyk oferuje staroświecką historię o powadze wieczności, pisaną językiem modernizmu na lekko wampirzą modłę. Mariusz Olejniczak, przechadza się z nami na spacer, w oczekiwaniu na upragnioną i ostatnią herbatę z kwiatu lipy (Och, jak ja jej smaku nie znoszę).
Wszystkie teksty, zostały dopełnione przez wiersze Norberta Góry (swoiste epitafium nad grobem
Legendy),Gosi Lewandowskiej (na temat tworzenia i opętania przez swoje własne wizje, ale i piękny poemat o „czarowaniu”
Jest wreszcie Jacek Rybiński. Jego „Przemiana”, stanowi najpiękniejszy, melodyjny wstęp do całości zbioru (nic dziwnego, że poproszona o przeczytanie wiersza Gosia Lewandowska, prędko przestała go czytać, a zaczęła nucić, a potem z całą siłą swojego głosu z Zaświatów... śpiewać).
Cała antologia, stanowi mroczną i posępną pieśń, nad grobem Kogoś Ważnego.
Kolejnym dopełnieniem obok ilustracji, wierszy czy ukazujących literackie spektrum wybranych tekstów, są wspomnienia, które ukazują Oszubskiego w zupełnie różnych paletach barw. Lecz dominuje tu kolor czerwony, pełen serca, uwagi, obecności. Tadeusz Oszubski był dla wielu osób... po prostu pewną dozą Obecności tak integralnej, tak istotnej, że jego odejście pozostawia ich w rodzaju pustki, pozbawionej zarówno kolorów, jak i w ogóle wszelkiej Formy.
Jako literat, publicysta, człowiek, wywarł ogromny wpływ, bowiem pochodził jakby z trochę innego czasu, z trochę innego świata. Świata, gdzie pisało się na kartce, świata, gdzie telefon służył tylko do dzwonienia.
Świata bez komputerów i z dwoma tylko programami telewizji.
Ten zbiór pozwala nam spojrzeć na moment w odmęt tego innego świata. A z niego, dobiegają do Nas jakieś słowa.
Czy głos, który je wypowiada nie wydaje się być znajomy?
Lubię wierzyć, że należy on do Tadeusza Oszubskiego.




























