Mordercza pani Shim Jiyoung Kang 6,9

ocenił(a) na 48 tyg. temu Kolejny raz przyglądam się recenzenckim wypocinom z tyłu okładki i kolejny raz widzę, że albo książki w ogóle nie przeczytali, albo ewidentnie kłamią, żeby wywiązać się z umowy, za którą są przecież opłacani przez wydawnictwo. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ książka pani Kang nie jest ani ostra, ani zaskakująca, a już na pewno nie wzbudza napięcia (no chyba że z wnerwienia o idiotyzmy) czy niepokoju (niepokój to ja odczuwam, jak patrzę, co dzieje się z książkami wydawanymi w obecnym czasie). A tak właśnie o tej powieści pisali zatrudnieni recenzenci.
Jest to niewątpliwie czarna komedia, ale thrillerem bym tej powieści nie nazwał. To właściwie nawet nie jest stricte opowieść o morderczej pani Shim - to opowieść o niej i tym, co dzieje się wokół niej. Owszem, wszystkie historyjki o tych bohaterach łączą się w całość, dając nam obraz życia "kilerki z Seulu" i tego, co ją otacza. Nie jest to jednak żadna brawurowa akcja ani tym bardziej jazda bez trzymanki, jak próbuje nas przekonać wydawca.
Szczerze mówiąc, w połowie książki tempo strasznie zwalnia - a i tak nie było specyficznie szybkie od początku. Jestem człowiekiem, który lubuje się w oglądaniu k-dram typu slice of life - i właśnie czymś takim jest ta książka. Ale czyta się ją bardziej na luzie, do poduszki nawet. To, że główna (chociaż wcale nie, biorąc pod uwagę rozkład rozdziałów) bohaterka jest morderczynią nie sprawia, że akcja toczy się niemożliwie szybko. Serio, chwilami czytanie listy zakupów jest bardziej ekscytujące. A tutaj? Emocje jak na grzybach.
I to nie tak, że książka jest zła. Ona jest dobra, ale po prostu dobra - w sposobie, w jakim opisuje świat. Podkreślę raz jeszcze - to czarna komedia, pełna absurdów, ale nie thriller. Ona po prostu "może być". Przyjemnie się ją czyta, ale niektórych z pewnością zanudzi. Ja się przy niej zrelaksowałem, co powinno być wystarczającym dowodem na to, że daleko jej do thrillera. Bawiłem się dobrze, ale nie na tyle, by do niej wrócić.