Kult Lubko Deresz 5,9

ocenił(a) na 613 lata temu Na tę książkę wreszcie przyszedł czas, po 5 latach leżenia na półce i po moich 3 nieudanych podejściach do jej przeczytania, należało jej się. Debiut Deresza, 17 - letniego w momencie jego pisania, opowiada o Jurko Banzaju, studencie biologii, który w ramach studenckich praktyk przyjeżdża do małego górskiego miasteczka wykładać swój przedmiot. Tutaj zakochuje się w Darcii Borges, jednej ze swych uczennic, z którą łączy go zjawisko "świadomego śnienia", w którym to przenoszą się do innego wymiaru, pełnego pradawnych bogów, którzy za ich pomocą chcą przejść do ludzkiej rzeczywistości i stoczyć do końca - odwieczną walkę z dobrem.
Niepodważalnym atutem "Kultu" jest język, błyskotliwy, sprawiający, że książka sama się czyta. Po mimo tego, książka nie do końca mnie urzekła, Lubko umie pisać, ale historia sama w sobie mnie nie wciągnęła, nie przewracałam z niecierpliwością kartek, nie czekałam na to, co będzie dalej. Brakowało mi jakiegoś napięcia, nie przywiązałam się do postaci. Co prawda, zdarzały się momenty interesujące, wciągające. Takim fragmentem jest rozmowa Banzaja ze starym hipisem i prawie cała trzecia część "Godzina Magii", tutaj wszystko działa, splata się w całość. Ale znowu im bliżej końca, tym bardziej, w moim odczuciu, pióro autora niecierpliwie gna ku końcowi, przez co, wszystko znowu traci formę.
Debiut Deresza, jest dla mnie, trochę lekturą, którą czytałam za karę, beznamiętnie śledząc słowa. Tak jak wspomniałam ostatnia część przynosi oczekiwane napięcie, ale koniec jest spłycony i w moim odczuciu autor za bardzo skrócił akcję. A szkoda.
Ważnym elementem "Kultu" (moim zdaniem) są świetne, błyskotliwe opisy, takie jak "Ludzie szaleli maksymalnie, muzyka obiecywała wyrywać bebechy i rozmazać je przepięknymi alternatywno-awangardowymi smugami po ścianach sali gimnastycznej" czy określenia "Jej serce jak harfa: ledwie dotkniesz- odezwie się". Jednak i ten atut autora z czasem słabnie, by ostatecznie poczęstować nas niezjadliwym opisem: "Darcia otworzyła oczy, ale zamiast ponurych sklepień piwnicznego sufitu zobaczyła niebo. Niebieskie, całe w pierzastych chmureczkach, głębokie niebo koloru wytartego dżinsu. [...] Słońca brakowało, ale nie było żadnych wątpliwości, iż po prostu schowało się za pieluszką chmur".
Niemniej polecam "Kult", nie tylko dlatego, że autor napisał ją w wieku 17 lat, ale również dlatego, że jego lektura przywołała we mnie wspomnienia pierwszych spotkań z piórem Nahacza i Masłowskiej.
http://bookiemonster.blox.pl/2013/02/Kult-Lubko-Deresz.html