Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać396
ArtykułyPrzeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
ArtykułyTylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać3
ArtykułyJak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska11
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Patrick Besson

Źródło: www.elle.fr
Pisze książki: literatura piękna
Urodzony: 01.06.1956
Jego ojciec był Rosjaninem, a matka była Chorwatką. Swoją pierwszą powieść, "Early Mornings Of Love", opublikował w 1974 roku, w wieku 17 lat.
Jest zagorzałym sympatykiem komunistów, kronikarz literacki w gazecie "L'Humanité". Pisał także dla gazety "L'Idiot international", której redaktor jest Jean-Edern Hallier.
Podczas wojny w Jugosławii wspierał Serbię, publikując książkę o krytycznym stosunku do oszczerców Serbii, która stworzyła napięcia z innymi intelektualistami jak Michel Polac, Romain Goupil i Didier Daeninckx. Ataki Daeninckx doprowadziły do jego krytyki w powieści Bessona, nazwanej "Didier Denounces" (wydana przez Gerard de Villiers).
Napisał wiersz, "Sonnet Pour Florence Rey", poświęcony dziewczynie, która poszła na zabójczą hulankę w Paryżu w 1994 roku.
W 1987 r., "L'Humanite" wysłał go do Brazzaville do wzięcia udziału w zjeździe pisarzy przeciwko apartheidowi.
Otrzymał Grand Prix du roman de française la'Académie w 1985 roku za "Dara" i Prix Renaudot w 1995 roku za "Braban".
Jest zagorzałym sympatykiem komunistów, kronikarz literacki w gazecie "L'Humanité". Pisał także dla gazety "L'Idiot international", której redaktor jest Jean-Edern Hallier.
Podczas wojny w Jugosławii wspierał Serbię, publikując książkę o krytycznym stosunku do oszczerców Serbii, która stworzyła napięcia z innymi intelektualistami jak Michel Polac, Romain Goupil i Didier Daeninckx. Ataki Daeninckx doprowadziły do jego krytyki w powieści Bessona, nazwanej "Didier Denounces" (wydana przez Gerard de Villiers).
Napisał wiersz, "Sonnet Pour Florence Rey", poświęcony dziewczynie, która poszła na zabójczą hulankę w Paryżu w 1994 roku.
W 1987 r., "L'Humanite" wysłał go do Brazzaville do wzięcia udziału w zjeździe pisarzy przeciwko apartheidowi.
Otrzymał Grand Prix du roman de française la'Académie w 1985 roku za "Dara" i Prix Renaudot w 1995 roku za "Braban".
5,8/10średnia ocena książek autora
58 przeczytało książki autora
61 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Moja bratowa Annabel Patrick Besson 
5,7

Męska wersja romansu
„Moja bratowa Annabel” to powieść o miłości. Głównym bohaterem oraz narratorem jest mężczyzna. Mężczyzna jest również autorem książki, co pozwala czytelnikowi domniemywać, iż świat emocji męskiego bohatera jest bardziej prawdziwy niż ten, który znamy z książek pisanych przez kobiety. Dla mnie, męski świat widziany oczami kobiety i widziany oczami mężczyzny, to dwa różne bieguny!
Nie ukrywam, że dla mnie męskie pojęcie o tym, co dzieje się w duszy kobiety, jest światem odległym o lata świetlne od kobiecej prawdy. Pamiętam z czasów mojej młodości, gdy pisarki jeszcze nie zabierały tak często głosu, a przynajmniej nie było łatwo o książki obyczajowe pisane przez kobiety, że nieustannie dziwiła mnie powierzchowność powieściowych bohaterek. U żadnej nie znalazłam tak wielu rozterek, przemyśleń i emocji, jakimi obdarzeni byli męscy bohaterowie. Nie dlatego, że one ich nie posiadały, ale dlatego, że autor-mężczyzna ich nie znał i nie potrafił ich sobie wyobrazić. Dlatego cenię sobie literaturę kobiecą, bo nareszcie odnajduję w niej emocje, które znam, a książka pomaga mi je zrozumieć. Dlatego chętnie sięgnęłam po książkę Patricka Bessona, aby poznać męski punkt widzenia.
Oczywiście ważne jest także środowisko, w którym rozgrywa się akcja, ponieważ krąg kulturowy, a jakim żyją bohaterowie, ma wpływ na ich sposób myślenia oraz wyznawane wartości. W „Mojej bratowej Annabel” jest to środowisko dziennikarzy, rzeczników prasowych oraz, przede wszystkim, aktorów. Tym ludziom nie brakuje pieniędzy, a tak zwane konwenanse, są zdecydowanie mniej sztywne, niż w innych kręgach. Ponadto ważna jest sława i kariera, to ona napędza wielu bohaterów książki.
Dwaj bracia: Gilles, który opowiada tę historię i młodszy od niego Fabienne mieszkają w Paryżu, a ich matka, z którą często się spotykają, mieszka w małej miejscowości Marolles w Szampanii. Fabienne jest przystojnym, robiącym karierę aktorem, obiektem zachwytów kobiet. Gilles jest dziennikarzem. Bracia rywalizują o kobiety i względy u matki. Jeden z nich jest zdecydowanie faworyzowany przez wszystkich, drugi zbiera tylko resztki po bracie, lub służy do tego, aby móc się do jego brata przybliżyć.
Nad całą fabułą zbierają się ciężkie gradowe chmury zapowiedzianego nieszczęścia. Cała historia jest nam opowiedziana przez Gillesa post factum, tak, jak opowiada się komuś historię swojego życia. Od początku zatem wiemy co się wydarzy i opowieść snuta jest przez pryzmat tego nieszczęścia. Emocje, które towarzyszyły Gillesowi, gdy działy się opowiadane zdarzenia zblakły i uległy transformacji w wyniku następnych zdarzeń, a szczególnie owej tragedii.
Myślę, że każdy z nas zna ze swojego życia wiele sytuacji, gdy w obliczu nowych faktów czy informacji, zmienia zdanie na temat wydarzeń, ludzi lub motywów ich postępowania. Autor powoli, krok po kroku odsłania tajemnice, które kryje rodzina, pokazuje ukryte motywy, jakimi kierują się bohaterowie, zdejmuje maski i pokazuje ich prawdziwe twarze. A wszystko to bez zbędnego sentymentalizmu, tym bardziej, że większość bohaterów okazuje się być bardzo wyrachowana.
Zakończenie zaskakuje. Los wywinął bohaterom kolejny, złośliwy numer i uwikłał ich na resztę życia w nieplanowane układy.
Kto ile zyskał, a kto ile stracił na zakręconej jak francuski rogalik historii, tego nie zdradzę. Powiem tylko, że całość jest opowiedziana lekko, jak na rogalik z francuskiego ciasta przystało.
Lecz zabije rzeka białego człowieka Patrick Besson 
5,9

Jakiś czas temu, recenzując „Równoleżnik zero"
Olgierda Budrewicza pisałam, że przydałaby się jakaś pozycja, która pokazałaby, jak wygląda obecnie życie w opisywanych przez niego afrykańskich krajach.
Książka Patricka Bessona to wprawdzie powieść, nie reportaż, a jednak dostarcza naprawdę wiele tak mało powszechnej wiedzy o Afryce subsaharyjskiej.
Akcja rozgrywa się w przeważającej części w Demokratycznej Republice Konga, głównie w mieście Brazzaville. Początkowo wydaje się, że mamy do czynienia z
powieścią sensacyjną czy nawet szpiegowską, ale to zaledwie niewielka część prawdy o tej książce. Francuski nafciarz Christophe, który ma za chwilę odlecieć
do Konga, spostrzega na lotnisku kobietę, w której poznaje Blandine De Kergalec - dawną agentkę francuskiego wywiadu, zdemaskowaną przy okazji pewnej głośnej
sprawy. Sam bardzo lubi czytać powieści szpiegowskie, postanawia więc nieco się jej przyjrzeć. Początek pozornie niewinny i na miarę wakacyjnej powieści
do zabrania na plażę. Tu nic jednak nie jest takie proste.
Powieść nie ma jednego narratora, historia jest bowiem opowiadana przez bardzo wiele najróżniejszych postaci, które opisują wydarzenia ze swojego punktu
widzenia. Czasami opowieści te się zazębiają, czasem jednak jedno opowiadanie się urywa i kontynuuje je już kto inny, co sprawia, że gwałtownie zmienia
się perspektywa i sposób myślenia. Jakby tego było mało, nierzadko cofamy się w przeszłość i poznajemy wspomnienia bohaterów. Znamienne jest to, że bardzo
łatwo pomylić te dwie płaszczyzny czasowe, bo jeżeli chodzi o sposób życia i mentalność ludności Konga, bardzo niewiele się zmieniło. Odnoszę nawet wrażenie,
że jest to świat bardzo podobny do tego, jaki poznał Olgierd Budrewicz, tylko on nie poruszał w swych reportażach pewnych kwestii, które znajdziemy tutaj.
Od tamtego czasu pojawiły się oczywiście telefony komórkowe, dobre klimatyzatory i samochody, ale ludzie pozostali podobni.
Fabuła jest tu mocno zawikłana. Sama niegdysiejsza agentka wywiadu, obecnie starsza pani z nadwagą, orientuje się dość szybko, że wynajęcie jej do przeprowadzenia
ważnej misji jest jakimś nieporozumieniem, ona dawno już bowiem wyszła z wprawy i popełnia błąd za błędem. Zaczyna dochodzić zatem do wniosku, że cała
akcja ma na celu skompromitowanie rządu francuskiego. Tylko kto i właściwie dlaczego zamierza to zrobić?
Na kartach tej powieści spotkamy bardzo wielu bohaterów. Są tu ukrywający się za ciemnymi szybami swoich klimatyzowanych samochodów biali, którzy straszliwie
się pocą w afrykańskim upale, są biali przybysze, którzy zapuścili w Afryce korzenie i wrośli w nią tak bardzo, że nie potrafią już żyć nigdzie indziej.
Nie chodzi tu jednak bynajmniej o miłość czy sentyment do tej części świata, ale o fakt, że biały człowiek, który w Kongu wiele znaczy i należy do klasy
ludzi bogatych, w Europie okazuje się nikim i musi liczyć każdy grosz. Zwracał już na to uwagę Olgierd Budrewicz ok. pół wieku temu. Przykładem takiej
osoby jest Rosjanka Jelena. Jej syn o dziwacznym imieniu Puszkin jest natomiast mulatem i ma spory problem z określeniem się, ze znalezieniem swojego miejsca
i swojej roli w społeczeństwie Afrykańskim. W Europie też jednak nie jest u siebie. Są tu i elity polityczne Konga łącznie z samym prezydentem, Wreszcie
spotkamy rdzenną ludność Konga, chociażby w osobie Tessy, seropozytywnej studentki filozofii, mającej dwoje dzieci i uwielbiającej niskie temperatury.
Autor ukazuje nam tu więc cały przekrój afrykańskiego społeczeństwa, pokazuje Afrykę nieubarwioną, odmitologizowaną. Afrykę, w której rzeczą normalną jest
uprawianie seksu z wieloma partnerami, często za pieniądze lub prezenty. W której biali przybysze płodzą wciąż nowe dzieci, a potem wracają do swoich europejskich
rodzin, by żyć tak, jak dawniej. Nie brakuje tu miejsca również na kwestie polityczne, na wywrotowe skłonności kongijskiej młodzieży, na piętnowanie szerzącej
się korupcji i nepotyzmu.
Bardzo ważny wątek dotyczy jednak nie Konga, a sąsiedniej Ruandy. Kiedy słyszymy Ruanda, myślimy ludobójstwo i jest to oczywiście prawda. W całą bowiem
szpiegowską intrygę wmieszani są członkowie plemion Hutu i Tutsi. Również ten mroczny etap afrykańskiej historii Besson odziera z legend, które zdążyły
wokół niego narosnąć. Ta książka bardziej niż wiele reportaży pokazuje genezę konfliktu Hutu i Tutsi, a tym, których cały świat ochrzcił mianem zbrodniarzy,
przyznaje głos i pozwala powiedzieć swoją prawdę. Powieść jest pod tym względem naprawdę kontrowersyjna, bo choć autor nie kwestionuje tragedii tutsyjskiej
ludności, to okazuje pewną dozę zrozumienia dla ludności hutyjskiej. My, obserwujący zdarzenia poprzez relacje mediów, których nie było przecież na miejscu
rzezi, lubimy wszystko klasyfikować w kategoriach czarno-białych. Wszystko, w czym sami nie braliśmy udziału. Po przeczytaniu tej książki możemy być pewni,
że nie istnieje żadna linia, którą można by jednym ruchem oddzielić zło od dobra, że w pewnych okolicznościach człowiek zdolny jest do rzeczy, o które
nigdy by sam siebie nie podejrzewał. Nie chodzi bowiem tylko o konflikt sprzed lat. Pamięć o nim nadal trwa i nadal żyją ludzie szukający zemsty, którzy
również nie cofają się nawet przed zabijaniem zupełnie niewinnych, jakby nie dostrzegali, że w taki sposób spirala przemocy i śmierci tylko się nakręca.
Muszę przyznać, że nie jest to łatwa książka. Mnogość wątków i postaci sprawia, że można się w niej momentami pogubić, jeśli nie zachowuje się przez cały
czas pełnej uważności. Dużo w tej powieści brutalności i jeszcze więcej niewiadomych. Podoba mi się jednak fakt, że autor zachowuje tutaj bezstronność,
jest kontrowersyjny, ale wydaje się obiektywny, nikogo nie ocenia, nikogo nie osądza wg europejskich standardów, które do Afryki i jej mieszkańców po prostu
nie pasują. W tej powieści nikt tak naprawdę nie jest tym, kim się wydaje. To chyba tak, jak z całą Afryką, której twarz obserwowana z daleka albo z perspektywy
turysty jest zupełnie inna od tej, jaką zobaczylibyśmy wnikając w jej sedno, oddychając naprawdę tym samym powietrzem co jej mieszkańcy i dostrajając się
do rytmu ich życia, tak odmiennego od naszego. Sięgając po tę powieść usłyszymy naprawdę bicie afrykańskiego serca, a to jest moim zdaniem jej wielka i
najważniejsza zaleta.





























